Komu licencja?

Mamy już licen­cje dla leka­rzy, archi­tek­tów, geo­de­tów, księ­go­wych, wete­ry­na­rzy, dorad­ców podat­ko­wych, spe­cja­li­stów od żywie­nia i dzie­siąt­ków innych pro­fe­sji. Do Sejmu wpły­nął wła­śnie pro­jekt nowe­li­za­cji ustawy o rze­mio­śle, w któ­rym wymaga się od rze­mieśl­ni­ków, potwier­dzo­nych urzę­dowo kwa­li­fi­ka­cji. Mówi się także o wpro­wa­dze­niu licen­cji dla dzien­ni­ka­rzy.

Czym jest licen­cja zawo­dowa?
Jest to doku­ment wyda­wany przez odpo­wiedni urząd, potwier­dza­jący kwa­li­fi­ka­cje danej osoby do wyko­ny­wa­nia okre­ślo­nego zawodu. Bez licen­cji zawodu wyko­ny­wać nie wolno.
W jakim celu wyda­wana jest licen­cja?
Tego dokład­nie nie wia­domo. Ofi­cjal­nie mówi się, że robi się to ze względu na bez­pie­czeń­stwo oby­wa­teli. Zasta­nówmy się jed­nak, czy oby­wa­tele sami nie są w sta­nie okre­ślić, kto ma, a kto nie ma kwa­li­fi­ka­cji, i czy naprawdę urzęd­nik zrobi to lepiej od nich? Pyta­nie jest o tyle istotne, że zarówno za same licen­cje, jak i za kon­se­kwen­cje ewen­tu­al­nego błędu ze strony osoby licen­cjo­no­wa­nej płaci chro­niony, czyli oby­wa­tel, czyli podat­nik, który na pro­ces wyda­wa­nia licen­cji nie ma żad­nego wpływu. Dla­tego naj­bar­dziej przy­po­mi­nają one poda­tek.
Licen­cjo­no­wa­nie przy­po­mina więc postę­po­wa­nie mafii, z tą róż­nicą, że o ile mafia także sto­suje przy­mus, to jed­nak bie­rze odpo­wie­dzial­ność za udzie­laną przez sie­bie ochronę. Pań­stwowy licen­cjo­dawca takiej odpo­wie­dzial­no­ści na sie­bie nie bierze.

Kry­te­ria

Może więc licen­cjo­dawca posiadł tajem­nicę, czyli metodę, dzięki któ­rej potrafi w spo­sób nie budzący wąt­pli­wo­ści oce­nić czy­jeś kwa­li­fi­ka­cje zawo­dowe? Innymi słowy, może licen­cjo­dawca wie coś, czego nie jest w sta­nie dowie­dzieć się oby­wa­tel, a więc klient osób, od któ­rych wymaga się posia­da­nia licen­cji? Aby na te pyta­nia odpo­wie­dzieć, trzeba naj­pierw spraw­dzić, na jakiej pod­sta­wie licen­cjo­dawca udziela licen­cji zawo­do­wej.
Głów­nym doku­men­tem, stwier­dza­ją­cym czy ktoś ma prawo otrzy­mać licen­cję zawo­dową, jest świa­dec­two ukoń­cze­nia szkoły, kursu czy innych szko­leń, gwa­ran­tu­ją­cych posia­da­nie wyma­ga­nych licen­cją kwa­li­fi­ka­cji. Ponie­waż takie świa­dec­two można sfał­szo­wać, licen­cjo­dawca posłu­guje się nie­kiedy egza­mi­nem kwa­li­fi­ka­cyj­nym, a także oświad­cze­niem pod przy­sięgą, zło­żo­nym przez sta­ra­ją­cego się o licen­cję.
Żadne z tych kry­te­riów nie jest jakieś wyjąt­kowe. Poten­cjalny nabywca usługi wyko­ny­wa­nej przez osobę licen­cjo­no­waną rów­nież może spraw­dzić świa­dec­two ukoń­cze­nia przez nią szkoły czy kur­sów. Może ją nie tylko prze­eg­za­mi­no­wać. lecz także spraw­dzić wśród bli­skich i zna­jo­mych, któ­rzy z jej usług korzy­stali wcze­śniej, czy są z nich zado­wo­leni. Nazywa się to refe­ren­cją i jest naj­lep­szym spo­so­bem zwe­ry­fi­ko­wa­nia czy­ichś umie­jęt­no­ści zawo­do­wych.
Widzimy więc, że zwy­kły oby­wa­tel ma dokład­nie takie same moż­li­wo­ści spraw­dze­nia kwa­li­fi­ka­cji, osoby z któ­rej usług chce sko­rzy­stać. Przy czym nawet małe dziecko wie, że nikt tak nie zadba o nasz wła­sny inte­res tak dobrze, jak zro­bimy to my sami. Któ­remu urzęd­ni­kowi zależy na tym, abym miał dobrze wyle­czone zęby albo nale­ży­cie poło­żony par­kiet? A jeśli nawet mu na tym zależy, to na pewno zależy mu znacz­nie mniej niż mnie samemu, bo to ja za te usługi płacę.
Wery­fi­ka­cji wymaga nie tylko rze­tel­ność licen­cjo­no­wa­nego. Rze­tel­ność licen­cjo­dawcy także wymaga potwier­dze­nia. Czło­wiek ma swoje wady i w chwi­lach sła­bo­ści może udzie­lić licen­cji byle jak, wedle wła­snych sym­pa­tii, czy w zamian za wrę­cze­nie mu korzy­ści mate­rial­nej. W jaki spo­sób wery­fi­ko­wać rze­tel­ność licencjodawcy?

Licen­cja na licencję

Aby na to pyta­nie odpo­wie­dzieć, trzeba wie­dzieć kto kon­tro­luje licen­cjo­dawcę, czyli kto mu udziela licen­cji na udzie­la­nie licen­cji zawo­do­wych?
Odpo­wiedź jest sto­sun­kowo pro­sta: licen­cjo­dawcę kon­tro­luje organ nad­rzędny. Jest to prze­waż­nie ciało admi­ni­stra­cyjne, skła­da­jące się z ludzi posia­da­ją­cych auto­ry­tet i licen­cję w danym (lub pokrew­nym) zawo­dzie. Jed­nakże ci „licen­cjaci”, auto­ry­tety w dzie­dzi­nie, któ­rej licen­cja doty­czy, sami uzy­skali licen­cję od organu, który kon­tro­lują. A zatem musi ist­nieć jakiś inny organ, który ma prawo namasz­cza­nia licen­cjo­daw­ców przy­wi­le­jem udzie­la­nia im licen­cji „na udzie­la­nie licen­cję”. Załóżmy, że jest nim Wyż­szy Organ Licen­cjo­nu­jący (WOL). Ale WOL też jest ska­żony wadami natury ludz­kiej. Ludzie są tylko ludźmi; jedni udzielą licen­cji nie­do­uczo­nemu leka­rzowi, inni udzielą licen­cję nie­kom­pe­tent­nemu licen­cjo­dawcy szcze­bla niż­szego. WOL musi pod­le­gać kon­troli Jesz­cze Wyż­szego Organu Licen­cjo­nu­ją­cego. Jeśli tak, to pozo­staje pyta­nie, kto temu JWOL udzieli licen­cji na udzie­la­nie licen­cji. Czy Jesz­cze Bar­dziej Wyż­szy Organ? A jemu kto? Pre­mier? Pre­zy­dent? A pre­mie­rowi? A pre­zy­den­towi? Być może wła­dza pocho­dzi od Boga, ale jeśli mamy liczyć na łaskę boską, to wła­ści­wie po co nam licen­cje? Cał­kiem serio, orga­nem legi­ty­mi­zu­ją­cym pre­miera czy pre­zy­denta jest elek­to­rat, czyli naród, czyli oby­wa­tele. Docho­dzimy więc do nieco absur­dal­nego wnio­sku, że to licen­cji zawo­do­wej udzie­lają oby­wa­tele w pro­ce­sie wybor­czym. Skoro tak, to po co im jakieś ciało urzę­dowe, które jest rów­nie co oni, a nawet bar­dziej nie­do­sko­nałe?
Tym bar­dziej, że za tę wąt­pliwą ochronę trzeba pła­cić i to słono.

Wady i zalety

Licen­cjo­no­wa­nie ma jedną zaletę; zwal­nia nas od obo­wiązku trosz­cze­nia się o sie­bie. Z powyż­szego wynika, że jest to raczej zaleta wąt­pliwa. Spusz­cza­nie się w spra­wach istot­nych dla naszego dobra na innych jest mocno ryzy­kowne, żeby nie powie­dzieć, nie­roz­tropne.
Wad, prócz wymie­nio­nych dotąd, pro­ces licen­cjo­no­wa­nia ma wię­cej.
Ogra­ni­cza dostęp nowych kadr do zawodu, a jak wia­domo, ogra­ni­cza­nie podaży przy stały popy­cie powo­duje wzrost ceny; licen­cja jest kosz­tem wpły­wa­ją­cym na cenę usługi.
Subiek­tywny cha­rak­ter licen­cji ogra­ni­cza kon­ku­ren­cję zawo­dową. Zamiast sta­rać się o klienta, czy pacjenta, sta­wać na gło­wie, żeby go zdo­być, licen­cjo­biorca stara się o uzna­nie ze strony organu udzie­la­ją­cego mu licen­cji. Nie każdy lekarz posia­da­jący II sto­pień spe­cja­li­za­cji jest rów­nie dobry. Gdyby nie było licen­cji, pacjenci sami sta­ra­liby się usta­lić war­tość leka­rza, który sta­wałby na gło­wie, by nas, pacjen­tów prze­ko­nać, że jed­nak możemy mu zaufać. Dziś, z powodu ist­nie­nia licen­cji pacjenci muszą pole­gać na wąt­pli­wej opi­nii organu licen­cjo­nu­ją­cego, dla­tego nie­kiedy srogo się zawo­dzą.
Urzęd­nicy udzie­la­jący licen­cji, to z reguły naj­słabsi przed­sta­wi­ciele zawodu, któ­rego licen­cja doty­czy. Dla­tego trudno się dzi­wić, że posia­da­cze prawa jazdy, które prze­cież jest licen­cją, bywają naj­czę­ściej spraw­cami wypad­ków dro­go­wych. W Mek­syku, gdzie nie ma obo­wiązku posia­da­nia prawa jazdy a ben­zyna tań­sza niż u nas, wypad­ków dro­go­wych jest (pro­por­cjo­nal­nie) mniej niż w Pol­sce. Wyszko­lony w base­nach YMCA w Bosto­nie, instruk­tor nur­ko­wa­nia, pra­cu­jący przy rafie kora­lo­wej w Belize wie na temat nur­ko­wa­nia znacz­nie mniej niż domo­ro­sły nurek kara­ib­ski, żyjący z połowu homa­rów. Ten ostatni jed­nak nie ma szans otrzy­ma­nia licen­cji, gdyż nie ukoń­czył wyma­ga­nych szkół. Wiej­ski masarz – samouk z Pod­la­sia pro­du­kuje o niebo lep­sze wędliny bez licen­cji, niż posia­da­jący wszyst­kie moż­liwe licen­cje spe­cja­li­sta „wędli­no­log” ze Sta­ra­cho­wic. Inży­nie­ro­wie pro­du­ku­jący Tra­banta i Syrenkę mieli z pew­no­ścią licen­cje. Nie mieli jej nigdy Michal Fara­day, Tomasz Edi­son, czy Fer­dy­nand Porsche. Nie­je­den cie­śla pod­ha­lań­ski wybu­duje solid­niej­szą i zgrab­niej­szą cha­łupę niż zawo­dowi archi­tekci z licen­cjami. Podob­nie jest wśród leka­rzy, dorad­ców podat­ko­wych, tak samo będzie wśród licen­cjo­no­wa­nych rze­mieśl­ni­ków i dzien­ni­ka­rzy. Art. Buchwald, Ryszard Kapu­ściń­ski i Bob Woodward nie kwa­li­fi­ko­wali się do trzy­ma­nia licen­cji dzien­ni­kar­skiej.
Pra­wi­dło­wo­ścią jest, że udzie­la­niem licen­cji zaj­mują się „spe­cja­li­ści”, któ­rych umie­jęt­no­ści zawo­dowe są zbyt skromne na to, aby im zapew­nić utrzy­ma­nie. Żyją z udzie­la­nia licen­cji. I odwrot­nie, z uzy­ska­niem licen­cji mają pro­blem jed­nostki wybitne, które odkryły coś, o czym organ licen­cjo­nu­jący czy ciało opra­co­wu­jące wymogi licen­cyjne jesz­cze nie wie. Wiele wybit­nych odkryć pole­gało na zane­go­wa­niu ist­nie­ją­cego porządku. Koper­nika potę­piano za to, że zakwe­stio­no­wał porzą­dek sło­neczny. Jesz­cze przez 160 lat, do cza­sów Gali­le­usza, rację w opi­sie rela­cji mię­dzy ruchem Słońca i Ziemi przy­pi­sy­wano Pto­lo­me­uszowi. Para­dyg­maty mają długi żywot. Logicz­nie rzecz bio­rąc pre­mie­rem czy nawet mini­strem finan­sów nie powi­nien być zwo­len­nik nauki Key­nesa, któ­rej błęd­ność wyka­zał Mises już 80 lat temu, a mimo to gros pre­mie­rów czy mini­strów finan­sów, tak w Pol­sce, jak i we Fran­cji czy Szwe­cji, obsa­dzają fana­tyczni wyznawcy Key­nesa. Para­dyg­maty trwają długo po ich oba­le­niu. Taka jest natura ludzka i tego żadna licen­cja nie zmieni. Pew­nie z tego powodu naj­więk­szy postęp ma miej­sce w tych dzie­dzi­nach gospo­darki i życia, na któ­rych licen­cjo­dawca rzą­dowy nie poło­żył jesz­cze swo­jej łapy: kom­pu­tery, tele­fo­nia komór­kowa, Inter­net.
Licen­cje nabie­rają zna­cze­nia w sys­te­mach kolek­tyw­nych i zmo­no­po­li­zo­wa­nych, a tracą je w warun­kach wol­nego rynku, wła­sno­ści pry­wat­nej i wol­nej kon­ku­ren­cji. Dla pry­wat­nego pra­co­dawcy, czy klienta na rynku, posia­da­nie licen­cji nie jest wystar­cza­ją­cym kry­te­rium war­to­ści danego spe­cja­li­sty. Pra­co­dawca i klient szu­kają osoby naj­lep­szej, naj­le­piej wykwa­li­fi­ko­wa­nej, a do tego rze­tel­nej, lojal­nej, pra­co­wi­tej, twór­czej i odpo­wie­dzial­nej. Żaden licen­cjo­dawca nie zawraca sobie głowy takimi impon­de­ra­bi­liami. Nie bie­rze nawet pod uwagę naj­waż­niej­szego kry­te­rium war­to­ści spe­cja­li­sty, jakim jest umie­jęt­ność zaspo­ko­je­nia potrzeb ludz­kich. Gdyby je brał pod uwagę, to by prawo do licen­cjo­no­wa­nia oddał w ręce kon­su­men­tów czyli rynku.

Jan M. Fijor
„Nczas” 2007-02-08

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 9

  1. Mriusz Wiącek pisze:

    Miało być też o paten­tach żeglar­skich, czyli licen­cjach na przy­jem­no­ściowe upra­wia­nie żeglugi.

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Bije sie w piersi. Dorzuce ten temat po zapo­zna­niu sie z aktu­al­nym sta­nem licen­cjo­daw­stwa. Pozdra­wiam Jan M Fijor PS. Ale kart ply­wac­kich juz nie ma. Postep!

  3. Witek pisze:

    Ile licen­cji i na co obo­wią­zuje w USA?Koniecznie o paten­tach żeglarskich.

  4. Precel pisze:

    Zna­czy że wła­dza nie działa w inte­re­sie ludu, krę­puje lud licen­cjami — winny jest sys­tem wybor­czy jako taki.

  5. Jan M. Fijor pisze:

    Wla­dza nigdy nie dziala w niczyim inte­re­sie. W inte­re­sie dzia­laja wylacz­nie ludzie, a ci dzia­laja wylacz­nie we wla­snym inte­re­sie. Wla­dza to prze­wa­znie jeden czlo­wiek cho­wa­jacy sie pod tym kryp­to­ni­mem, zeby go nie okrzyk­nieto dyk­ta­to­rem. Wla­dze kre­puje prawo, ale tylko tam, gdzie prawo dziala. Uklony Jan M Fijor

  6. Natanie pisze:

    Spoko… Przy­je­dzie i czas na wyma­ga­nie licen­cji do sprze­da­wani PC, czy tele­foni, bo jedna kon­trola futruje nastepne kon­trole. A co Pan wyobra­zal sobie ina­czej? Nauki Key­nesa naj­le­piej sie maja w kon­tro­lo­wa­nych gospo­dar­kach, czyli w Socjal-Demokracjach.Keynes z podzi­wem patrzyl na Rewo­lu­cje bol­sze­wicka, nazy­wa­jac ja „labo­ra­to­rium zycia”. Key­nes z podzi­wem patrzyl na nazi­stow­ski faszyzm, gdzie jak sam twier­dzil, te jego teo­rie naj­le­piej by sie w faszy­zmie spraw­dzaly. Pozor­nie spo­kojny, lagodny pan, ale o ide­ach Impe­rium Zla. Europa wciaz pod zacza­ro­wa­nymi uro­kami Key­se­now­skich sta­ty­styk, no moze nie pod wra­ze­niem infla­cji, ale i do tego byc moze Kynes Eru­opej­czy­kow prze­kona, co do wyso­kich podatko juz prze­ko­nal. To Key­nes prze­cie stwier­dzil, ze nie tylko infla­cja nape­dem gospo­darki, ale i wojny, ktore rze­komo korzy­sci przy­no­sza woju­ja­cym kra­jom. Zreszta co tu gadac, nawet tak wysta­wiany na pie­de­stale euro­pej­skich uni­wer­kow i pol­skich row­niez filo­zof E.Kant swie­cie wie­rzyl, ze wojny czlo­wie­kowi sa swie­cie potrzebne. Z moral­nego, tego kosmo­lo­gicz­nego punktu widze­nia to zabra­nial. Ale z feno­me­nal­nego, czyli Natu­ral­nego punktu widze­nia, to twier­dzil, ze jak nie ma wojen, to mezsz­czy­zni nie­wie­scieje i dla­tego jest to Natu­rze konieczne. Kant, Hegel Marks, Key­nes, Freud sa wyno­szeni na pie­de­staly, czlo­wiek, ktory byc moze uchroni Europe od nastep­nego, tym razem Isla­mo­fa­szy­zmu, uwa­zany jest przez ente­lek­tu­alne Elity auro­pej­skie, za pospo­li­tego Czubka. Pomy­sl­no­sci. Nataniel

  7. Nataniel pisze:

    Cha­rak­te­ry­styczny, troj­katny wysoki biu­ro­wiec u zbiegu North,Damen i Mil­wau­kee wykupiony.Biurowiec pozo­sta­nie. Do niego przy­le­gac bedzie pie­trowy par­king na 240 samo­cho­dow, nad par­kin­giem 45 con­dos, a na dole sklepy do wyna­je­cia. Kto ma owce ten ma co chce.

  8. Nataniel pisze:

    Czy­zby bylo az tak zle?

    Rząd RP: mściwy, para­no­idalny i nie­kom­pe­tentny
    Edward Lucas, wschod­nio­eu­ro­pej­ski kore­spon­dent Eco­no­mi­sta, ostro potrak­to­wał pol­ski rząd w naj­now­szym nume­rze tygodnika.

    Dwie naj­waż­niej­sze kon­klu­zje Lucasa (cytuję):

    W poli­tyce zagra­nicz­nej farsa mie­sza się z tra­ge­dią. Kaczyń­scy korzy­stają z każ­dej oka­zji, by obra­zić Niem­ców. I to mimo, że pod rzą­dami Angeli Mer­kel sta­rają się Niemcy być przy­ja­ciel­scy. To, co robi dyplo­ma­cja, to pokaz komicz­nej nie­kom­pe­ten­cji. Każdy doradca, które wie cokol­wiek o świe­cie, jest trak­to­wany nie­uf­nie, czę­sto wyla­tuje z pracy. Nie ma już pra­wie nikogo, kto rozu­mie Unię Euro­pej­ską, co jest szcze­gól­nie nie­bez­pieczne w momen­cie roz­po­czę­cia nego­cja­cji o eurokonstytucji.

    I drugi cytat:

    Mściwy, para­no­idalny, uza­leż­niony od kry­zy­sów, podzie­lony i w więk­szo­ści nie­kom­pe­tentny rząd pol­ski ist­nieje jesz­cze tylko dzięki temu, że gospo­darka jest silna, a opo­zy­cja słaba. Ale ani to, ani to nie będzie trwać wiecznie.

    Eco­no­mist to jedna z naj­waż­niej­szych gazet na Sta­rym Kon­ty­nen­cie. Gra­tu­la­cje dla pre­miera i pani mini­ster spraw zagra­nicz­nych. Ale — jak powie­dział wczo­raj pre­mier — jest świetnie.

  9. Nataniel pisze:

    Pod­slu­chane na pol­skim blogu:
    Edward Lucas jest chyba jed­nym z naj­lep­szych znaw­ców naszej czę­ści Europy pra­cu­ją­cych dla zachod­niej prasy. W tema­cie sie­dzi już z 30 lat, zna pol­ski, litew­ski, rosyj­ski i kilka innych języ­ków. Mówić więc o nim, że jest nie­kom­pe­tentny to po pro­stu bzdura. Pole­cam lek­turę całego tek­stu i jego bloga. To świetny znawca tematu. Widać boli was, że tak wygląda nasz kraj widziany oczami wybit­nego dzien­ni­ka­rza. Cóż, to nie jego wina, że jest jak jest.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts