Konkurencja na rynku kredytów

Klu­czowe wnio­ski raportu: · Dzia­ła­nie Związku Ban­ków Pol­skich (ZBP) przy­po­mina dzia­ła­nie nie­for­mal­nego kar­telu pol­skiego sek­tora ban­ko­wego, który raz po raz wyko­rzy­stuje swoją quasi­mo­no­po­li­styczną pozy­cję na rynku. · Sto­su­nek udzie­la­nych poży­czek w kre­dy­tach walu­to­wych do kre­dy­tów hipo­tecz­nych w zło­tych jest tym wyż­szy, im mniej jest ogra­ni­czeń przy udzie­la­niu kre­dy­tów walu­to­wych, a także im niż­sze są stopy pro­cen­towe. · Uwol­nie­nie poli­tyki kre­dy­to­wej zaowo­co­wa­łoby naj­praw­do­po­dob­niej znacz­nym wzro­stem udziału kre­dy­tów walu­to­wych. Powód jest jeden: kre­dyty walu­towe są dla pol­skich kre­dy­to­bior­ców znacz­nie tań­sze od kre­dy­tów zło­tów­ko­wych. Kre­dyty w zło­tych są aż o 50 – 200 proc. droż­sze od kre­dy­tów walu­to­wych. · W per­spek­ty­wie wej­ścia Pol­ski do strefy euro ryzyko kur­sowe dłu­go­ter­mi­no­wych hipo­tecz­nych kre­dy­tów walu­to­wych maleje do zera. · Lobby ban­kowe przy wpro­wa­dza­niu kolej­nych regu­la­cji sek­tora finan­so­wego kie­ruje się wła­snym inte­re­sem i mak­sy­ma­li­za­cją zysków, a nie dobrem kon­su­menta, na co powo­łuje się w mediach. · Jedy­nym powo­dem, dla któ­rego ban­kowcy zde­cy­do­wali się na nało­że­nie więk­szych kosz­tów na pożycz­ko­bior­ców są korzystne ten­den­cje gospo­dar­cze: spa­dek kra­jo­wych bazo­wych stóp pro­cen­to­wych, wzrost wolu­menu inwe­sty­cji zagra­nicz­nych, sto­sun­kowo dyna­miczny wzrost gospo­dar­czy (rosnące płace) oraz spa­dek bez­ro­bo­cia, co można zdys­kon­to­wać więk­szymi mar­żami i pro­wi­zjami dla ban­ków. · Histo­ria poka­zuje, że kry­zysy finan­sowe nie są zwią­zane z wolną kon­ku­ren­cją na rynku finan­so­wym, lecz z nad­mier­nymi regu­la­cjami ze strony pań­stwa. Ogra­ni­cze­nie dostęp­no­ści kre­dy­tów walu­to­wych jest prze­ja­wem regu­la­cji, która nie­sie za sobą nie­ko­rzystny wpływ dla kon­ku­ren­cji w sek­to­rze ban­ko­wym i wyż­szych kosz­tów kre­dy­to­wych dla kon­su­men­tów. · Mimo iż teo­re­tycz­nie złoty mógłby stra­cić na war­to­ści wobec euro, franka szwaj­car­skiego czy dolara, trudno zakła­dać, że będzie to aż 50 czy 100 proc. dewa­lu­acja. Dopiero przy tak dra­stycz­nym spadku wyrów­na­łyby się koszty pożyczki zacią­ga­nej w walu­cie (EUR lub CHF) z pożyczką w zło­tych. Nawet naj­bar­dziej pesy­mi­styczne prze­wi­dy­wa­nia nie uza­sad­niają takiej dewa­lu­acji zło­tego. Zwłasz­cza, że w ciągu ostat­nich dwóch lat, to jest od wej­ścia do Unii Euro­pej­skiej, pol­ska waluta wyraź­nie zyskuje na wartości.

Raport spe­cjalny

Wolna kon­ku­ren­cja ryn­kowa na rynku kre­dy­to­wym jest korzystna dla kon­su­menta i gospodarki”

I. Wstęp

Dzia­ła­nie ZBP przy­po­mina dzia­ła­nie nie­for­mal­nego kar­telu pol­skiego sek­tora ban­ko­wego, który raz po raz wyko­rzy­stuje swoją quasi-monopolistyczną pozy­cję na rynku. Zgod­nie z kla­syczną nauką eko­no­mii kar­tel to prze­cież nic innego, jak orga­ni­za­cja dostaw­ców usług zmie­rza­jąca do ogra­ni­cze­nia kon­ku­ren­cji mię­dzy sobą, poprzez regu­lo­wa­nie udzia­łów w rynku, poziomu cen ponad poziomy zysków wyzna­czane przez wolną kon­ku­ren­cję. Nie trudno doszu­kać się w dzia­ła­niach inter­wen­cjo­ni­stycz­nych ban­kow­ców ana­lo­gicz­nej poli­tyki.
Jest to moż­liwe dzięki sil­nym regu­la­cjom i przy­wi­le­jom nada­nym ban­kom ze strony pań­stwa, poprzez kolejne ekipy rzą­dzące, które chro­nią inte­resy sek­tora ban­ko­wego. O takim cha­rak­te­rze ZBP świad­czy uni­for­mi­za­cja reguł pro­wa­dze­nia biz­nesu, spro­wa­dza­jąca się do mini­ma­li­zo­wa­nia kon­ku­ren­cji mię­dzy ban­kami w zakresie:

- opłat za usługi;
 – kry­te­riów przy­zna­wa­nia kre­dytu;
 – zasad wspól­nej poli­tyki monetarnej.

Do grupy takich zacho­wań należy także pre­sja na banki, aby zgo­dził się na regu­lo­wa­nie (czyli ogra­ni­cze­nie) ilo­ści kre­dytu udzie­la­nego oby­wa­te­lom pol­skim w walu­tach obcych. Od 1 lipca 2006, kry­te­ria przy­zna­wa­nia kre­dytu hipo­tecz­nego w walu­tach obcych ule­gną zaostrze­niu. Ozna­cza to przy­mus korzy­sta­nia z droż­szych, wyżej opro­cen­to­wa­nych, ale za to bar­dziej opła­cal­nych dla ban­ków i mniej dla nich ryzy­kow­nych, kre­dy­tów w złotych.

II. Obecna sytuacja

Z danych zebra­nych w dniu 10 maja 2006 r. wynika, że udział kre­dy­tów hipo­tecz­nych zacią­ga­nych w walu­tach obcych, wśród któ­rych domi­nuje frank szwaj­car­ski, waha się w pol­skich ban­kach od 98 proc. (mBank) poprzez 52 proc. (BRE, PKO BP) aż po 27 proc. (BZ WBK, Nykre­dit). W skali wszyst­kich kre­dy­tów, udział kre­dy­tów dewi­zo­wych nie prze­kra­cza 33 proc. Pod tym wzglę­dem Pol­ska pla­suje się w środku państw euro­pej­skich. Z uzy­ska­nych danych z rynku ban­ko­wego wynika, że udział ten jest tym wyż­szy im mniej jest ogra­ni­czeń przy udzie­la­niu kre­dy­tów walu­to­wych, a także im niż­sze są stopy pro­cen­towe. Sto­sun­kowo niski udział BZ WBK spo­wo­do­wany jest wyż­szym, niż śred­nie ryn­kowe, opro­cen­to­wa­niem takich kre­dy­tów, a także dzia­ła­niami ogra­ni­cza­ją­cymi ich dostęp­ność ze strony samego banku. Sze­reg ban­ków, m.in. Lukas, BOŚ, czy ING BŚK kre­dy­tów walu­to­wych nie udzie­lają w ogóle, inne jak Nykre­dit ogra­ni­czają je do mniej atrak­cyj­nego euro, a jesz­cze inne, jak cho­ciażby Bank Pekao S.A. ogra­ni­czają się do udzie­la­nia kre­dy­tów walu­to­wych wyłącz­nie klien­tom zara­bia­ją­cym w walu­cie obcej. Uwol­nie­nie poli­tyki kre­dy­to­wej zaowo­co­wa­łoby naj­praw­do­po­dob­niej znacz­nym wzro­stem udziału kre­dy­tów walu­to­wych. Powód jest pro­sty: kre­dyty walu­towe są dla pol­skich kre­dy­to­bior­ców znacz­nie tań­sze od kre­dy­tów zło­tów­ko­wych.
<
III. Sytu­acja kredytobiorcy

Śred­nie ryn­kowe opro­cen­to­wa­nie kre­dy­tów hipo­tecz­nych zacią­ga­nych w walu­cie obcej waha się od 1,55 proc. (CHF, kre­dyt hipo­teczny, klienci mini­mal­nego ryzyka), poprzez 3,2 proc. (CHF, kre­dyty kon­so­li­da­cyjne, zabez­pie­czone hipo­tecz­nie) aż do 6 proc. w przy­padku pożyczki hipo­tecz­nej we fran­kach szwaj­car­skich. Ana­lo­gicz­nie, kre­dyty w EUR wahają się od 3,2 proc. (kre­dyt hipo­teczny, klienci pre­fe­ren­cyjni), poprzez 7 proc. (kre­dyt kon­so­li­da­cyjny, zabez­pie­czony hipo­tecz­nie), aż do poży­czek hipo­tecz­nych opro­cen­to­wa­nych w wyso­ko­ści 8,3 proc. Kre­dyty w zło­tych są mniej wię­cej od 50 do 200 proc. droż­sze od kre­dy­tów walu­to­wych, a ich opro­cen­to­wa­nie waha się od 4,85 proc. (kre­dyt hipo­teczny, klienci pre­fe­ren­cyjni) bądź 9,3 proc. (klienci pod­wyż­szo­nego ryzyka), poprzez 8,75 proc. za kre­dyty kon­so­li­da­cyjne, aż do 10,5 proc. (pożyczki hipo­teczne). Porów­na­nie powyż­szych danych nasuwa wnio­sek, że kre­dyt zło­tów­kowy jest naj­droż­szy.
Ze względu na sto­sun­kowo dużą podaż walut obcych kre­dyty walu­towe są mniej obcią­żone ryzy­kiem spadku podaży niż kre­dyty zło­tów­kowe, które – cho­ciażby z powodu rosną­cego defi­cytu budże­to­wego, obar­czone są ryzy­kiem spadku podaży pol­skiego pie­nią­dza wywo­ła­nym poży­cza­niem dużych ilo­ści pie­nię­dzy przez rząd.

IV. Sytu­acja kredytodawcy

Dla wielu ban­ków kre­dyt walu­towy jest rów­nież atrak­cyj­nym pro­duk­tem. Ważną cha­rak­te­ry­styką pol­skiego rynku kre­dy­tów hipo­tecz­nych jest prak­tycz­nie brak dłu­go­ter­mi­no­wych (mini­mum 15 lat) poży­czek o sta­łym opro­cen­to­wa­niu typu fixed. Więk­szość kre­dy­tów hipo­tecz­nych udzie­la­nych jest z gwa­ran­cją jed­nego roku lub w opar­ciu o indeks, będący pochodną wskaź­nika LIBOR i/lub EURIBOR. Taka sytu­acja rodzi wpraw­dzie ryzyko dla klien­teli ban­ków, rów­no­cze­śnie jed­nak zwal­nia sek­tor ban­kowy od ryzyka infla­cyj­nego i kur­so­wego. Nie­które banki (np. For­tis Bank) dążąc do mini­ma­li­za­cji swego ryzyka, zastrze­gają w umo­wie kre­dy­to­wej prawo prze­wa­lu­to­wa­nia kre­dytu udzie­lo­nego w walu­cie obcej na złote, nawet bez zgody klienta. Powszechną prak­tyką jest też wyko­rzy­sty­wa­nie spre­adu (wskaź­nika luki mię­dzy cenami). I tak, o ile war­tość kre­dytu liczona jest według kursu skupu (niż­szego), o tyle kre­dyt spła­cany jest według kursu sprze­daży (wyż­szego). Stan­dar­dowo spread wynosi ok. 3 proc. lub wię­cej. Ist­nie­nie sil­nych regu­la­cji, a zwłasz­cza obli­ga­to­ryj­nych zabez­pie­czeń w postaci sek­to­ro­wych i pań­stwo­wych fun­du­szy gwa­ran­cyj­nych spra­wia, że dzia­łal­ność ban­ków jest prak­tycz­nie pozba­wiona jakie­go­kol­wiek ryzyka. Tym dziw­niej­sza staje się nie­ustanna tro­ska lobby ban­ko­wego o ogra­ni­cze­nie ryzyka pro­wa­dze­nia dzia­łal­no­ści ban­ko­wej, prze­ja­wia­jąca się w wyraź­nym prze­re­gu­lo­wa­niu rynku finan­so­wego. Ogra­ni­cza­nie dostęp­no­ści kre­dy­tów walu­to­wych to jeden z przy­kła­dów prze­re­gu­lo­wa­nia ban­ko­wo­ści w Polsce.

V. Argu­menty banków

Kre­dyty hipo­teczne, a więc te, które naj­czę­ściej są zacią­gane przez pol­skich kon­su­men­tów, to w port­felu każ­dego nie­mal banku naj­więk­sza pozy­cja. Taka sytu­acja, zda­niem Komi­sji Nad­zoru Ban­ko­wego (KNB), stwa­rza dla ban­ków ryzyko zwią­zane z:

1. bra­kiem dłu­go­okre­so­wych doświad­czeń uczest­ni­ków tego rynku w Pol­sce;
2. trud­no­ściami w osza­co­wa­niu ren­tow­no­ści port­fela kre­dy­tów hipo­tecz­nych;
3. niską sku­tecz­no­ścią docho­dze­nia rosz­czeń przez banki;
4. nie wystar­cza­jącą jako­ścią wewnętrz­nych regu­la­cji banku w zakre­sie kon­troli ryzyka eks­po­zy­cji kre­dy­to­wych zabez­pie­czo­nych hipo­tecz­nie, w tym w szcze­gól­no­ści doty­czą­cych bie­żą­cego ich moni­to­ro­wa­nia, usta­la­nia limi­tów oraz ana­lizy struk­tury ter­mi­no­wej;
5. nie­do­pa­so­wa­niem pomię­dzy struk­turą ter­mi­nową pasy­wów a struk­turą ter­mi­nową akty­wów (finan­so­wa­nie dłu­go­ter­mi­no­wych akty­wów krót­ko­ter­mi­no­wymi pasy­wami) – zja­wi­sko znane jako tzw. kry­zys azja­tycki; 6. bra­kiem pro­ce­dur doty­czą­cych ryzyka kur­so­wego i ryzyka stopy pro­cen­to­wej pono­szo­nych przez klienta;
7. ogra­ni­czo­nym zakre­sem pro­ce­dur posia­da­nych przez banki doty­czą­cych bie­żą­cego moni­to­ro­wa­nia war­to­ści i jako­ści zabez­pie­czeń;
8. niską jako­ścią wycen nie­ru­cho­mo­ści wyni­ka­jącą m.in. z braku mate­riału sta­ty­stycz­nego doty­czą­cego rynku nie­ru­cho­mo­ści oraz port­fela wie­rzy­tel­no­ści hipo­tecz­nych, w tym w szcze­gól­no­ści z braku baz danych doty­czą­cych war­to­ści nie­ru­cho­mo­ści;
9. nie­spraw­nym sys­te­mem ksiąg wie­czy­stych;
10.nieuregulowanymi kwe­stiami wła­sno­ścio­wymi wielu nie­ru­cho­mo­ści;
11. bra­kiem wypra­co­wa­nych stan­dar­dów w zakre­sie aspek­tów socjal­nych zwią­za­nych z egze­ku­cją należ­no­ści oraz z reali­za­cją zabez­pie­cze­nia;
12.niedopracowanymi pro­ce­du­rami zwią­za­nymi z rela­cjami z klientami.

Z ana­lizy raportu przy­go­to­wa­nego przez KNB (z któ­rego autor zapo­ży­czył powyż­szą „listę obaw”) wynika, że choć ofi­cjalne sta­no­wi­sko ban­ków głosi, iż decy­zje ogra­ni­cza­jące dostęp­ność kre­dytu walu­to­wego pro­wa­dzone są w tro­sce o klienta, w rze­czy­wi­sto­ści wszel­kie regu­la­cje wpro­wa­dzane przez banki moty­wo­wane są wyłącz­nie tro­ską o mają­tek, zyski i aktywa ban­ków. Mówie­nie o inte­re­sie klien­tów, w przy­padku wystą­pie­nia ewen­tu­al­nych zagro­żeń jest wyłącz­nie pre­tek­stem do dzia­łań, które słu­żyć mają popra­wie ren­tow­no­ści ban­ków. Co sar­ka­styczne, dzieje się tak w chwili, gdy naj­więk­sze pol­skie banki notują rekor­dowe zyski w histo­rii. Według naj­now­szych danych Gene­ral­nego Inspek­to­ratu Nad­zoru Ban­ko­wego (GINB), zysk netto całego sek­tora ban­ko­wego wyniósł aż trzy miliardy zło­tych w I kwar­tale b.r., co ozna­cza wzrost o ponad 40 proc. w porów­na­niu z rokiem ubie­głym i stopę zwrotu kapi­tału na pozio­mie 26,4 proc. Udział kre­dy­tów zagro­żo­nych zma­lał nato­miast o 10,3 proc., co świad­czy, że obec­nie banki znacz­nie zmi­ni­ma­li­zo­wały swoje ryzyko kre­dy­towe.
Nie trzeba być eks­per­tem eko­no­micz­nym, by rozu­mieć, że udzie­le­nie pożyczki opro­cen­to­wa­nej w wyso­ko­ści 10 proc., bez jakie­go­kol­wiek ryzyka kur­so­wego, pod zastaw nie­ru­cho­mo­ści, jest korzyst­niej­sze niż udzie­le­nie takiej samej pożyczki na 3 proc. w walu­cie obcej.
W efek­cie, regu­la­cje ogra­ni­cza­jące spro­wa­dzą się – co poni­żej zosta­nie dowie­dzione – do niczym nie­uza­sad­nio­nego trans­feru pie­nię­dzy z kie­szeni kre­dy­to­biorcy do kasy kre­dy­to­dawcy. Jest to o tyle szko­dliwe, że już dzi­siaj, wsku­tek nad­mier­nego pro­tek­cjo­ni­zmu ze strony pań­stwa, a także dzięki sys­te­mowi rezerw cząst­ko­wych, wyma­ga­ją­cego od banku rezerwy kapi­ta­ło­wej w wyso­ko­ści zale­d­wie 4 proc. udzie­la­nego kre­dytu, sek­tor ban­kowy cie­szy się wzglę­dami ze strony poli­ty­ków, o jakich inne działy gospo­darki nie mogą nawet marzyć. Popra­wia­nie ban­kom ren­tow­no­ści kosz­tem klienta jest ze strony orga­nów regu­la­cyj­nych jest dzia­ła­niem nie­mo­ral­nym.
Nie bez zna­cze­nia jest też fakt, że wpro­wa­dzane regu­la­cje moty­wo­wane są także ele­men­tami patrio­tycz­nymi. Zmie­rzają bowiem pośred­nio do ogra­ni­cze­nia kon­ku­ren­cji ze strony ban­ków zachod­nich, które są natu­ralną stroną podaży walut obcych. Jest to postę­po­wa­nie krót­ko­wzroczne i szko­dliwe dla strony gospo­darki pol­skiej, zwięk­sza bowiem zarówno koszt zagra­nicz­nego kapi­tału, jak i ogra­ni­cza inwe­sty­cje zagra­niczne na rynku pol­skim.
W rze­czy­wi­sto­ści żadna z przy­to­czo­nych oko­licz­no­ści nie sta­nowi jakie­goś szcze­gól­nego ryzyka, a jeśli nawet ono wystąpi, to jego wpływ na wzrost ryzyka walu­to­wego byłby mini­malny. Regu­la­to­rom cho­dzi bowiem o spa­dek wolu­menu udzie­la­nych kre­dy­tów walu­to­wych, a nie o spa­dek ryzyka zwią­za­nego z ich udzie­la­niem. Jedy­nym powo­dem, dla któ­rego ban­kowcy zde­cy­do­wali się na nało­że­nie więk­szych kosz­tów na kre­dy­to­bior­ców są korzystne ten­den­cje gospo­dar­cze: spa­dek kra­jo­wych bazo­wych stóp pro­cen­to­wych, wzrost wolu­menu inwe­sty­cji zagra­nicz­nych, sto­sun­kowo dyna­miczny wzrost gospo­dar­czy (rosnące płace) oraz spa­dek bez­ro­bo­cia, co można zdys­kon­to­wać więk­szymi mar­żami i pro­wi­zjami dla ban­ków. Wnio­ski te potwier­dza nawet GINB, który nie ukrywa, że pro­jekt ZBP (zgło­szony potem jako pro­jekt wła­sny KNB) przed­sta­wiony do akcep­ta­cji Inspek­to­ratu nie jest moż­liwy do wpro­wa­dze­nia, ponie­waż: — KNB nie ma usta­wo­wych upraw­nień do ogra­ni­cze­nia praw zarówno ban­ków jak i ich klien­tów w zakre­sie udzie­la­nia i zacią­ga­nia kre­dy­tów w walu­tach obcych, co wynika z ustaw „Prawo ban­kowe” i „Prawo dewi­zowe”;
 – pro­po­no­wane przez ZBP roz­wią­za­nie pre­fe­ruje banki o dużej bazie depo­zy­to­wej, mające dostęp do rela­tyw­nie tanich źró­deł finan­so­wa­nia w zło­tych;
 – tym samym, w gor­szym poło­że­niu zna­la­złyby się — aktywne na rynku nie­ru­cho­mo­ści — banki śred­niej wiel­ko­ści, finan­su­jące swą dzia­łal­ność głów­nie z rynku mię­dzy­ban­ko­wego.
Mimo to GINB przy­chyla się do pro­po­zy­cji ZBP, pro­po­nu­jąc wpro­wa­dze­nie łagod­niej­szych ogra­ni­czeń w postaci dodat­ko­wych wymo­gów kapi­ta­ło­wych. Cho­dzi więc o:

- wyż­sze (o co naj­mniej 20 proc.) wymogi w zakre­sie zdol­no­ści kre­dy­to­wej apli­kanta;
 – ogra­ni­cze­nie mak­sy­mal­nej wiel­ko­ści kre­dytu walu­to­wego (o co naj­mniej 33 proc.) w sto­sunku do mak­sy­mal­nej war­to­ści kre­dytu zło­tów­ko­wego;
 – ogra­ni­cze­nie wskaź­nika LtV w walu­cie (o ok. 20 proc. w sto­sunku do poży­czek zło­tów­ko­wych);
 – zaostrze­nia stan­dardu infor­ma­cyj­nego przy udzie­la­niu kre­dy­tów walu­to­wych i przez cały okres jego spłaty.
Połą­czone siły urzęd­ni­ków, poli­ty­ków i lobby ban­ko­wego dopięły jed­nak swego. Od 1 lipca 2006 będziemy mieli do czy­nie­nia z dra­stycz­nym ogra­ni­cze­niem udzie­la­nia kre­dy­tów deno­mi­no­wa­nych w walu­tach obcych, co należy uznać za wysoce szko­dliwe dla gospo­darki i kon­su­menta. Pol­ska zyska­łaby wię­cej, a kon­su­ment pła­ciłby ban­kom mniej, gdyby zacho­wana została wolna kon­ku­ren­cja na rynku kre­dy­to­wym, zresztą zgodna z wymo­gami Unii Europejskiej.

VI. Kontr­ar­gu­menty prze­ciw regu­la­cjom lobby bankowego.

Ana­liza argu­men­tów pod­no­szo­nych przez ZBP, a potem KNB spro­wa­dzi się do odpo­wie­dzi na pyta­nie, co by się stało, gdyby utrzy­mano wol­ność wyboru w zakre­sie waluty w jakiej deno­mi­no­wany jest kre­dyt? Argu­ment o „braku dłu­go­okre­so­wych doświad­czeń uczest­ni­ków tego rynku w Pol­sce” nie jest żad­nym argu­men­tem. Po pierw­sze, pol­ski kon­su­ment jest już dosko­nale wyedu­ko­wany w kwe­stiach eko­no­micz­nych, o czym świad­czy rosnące w tem­pie 40 – 50 proc. rocz­nie zain­te­re­so­wa­nie kre­dy­tami hipo­tecz­nymi; po dru­gie, można zawsze sko­rzy­stać z doświad­czeń kra­jów UE; po trze­cie, doświad­cze­nie nie zależy od deno­mi­na­cji „eks­po­zy­cji kre­dy­to­wej”. Podobne wąt­pli­wo­ści budzą „trud­no­ści w osza­co­wa­niu ren­tow­no­ści port­fela kre­dy­tów hipo­tecz­nych”, a zwłasz­cza niska sku­tecz­ność docho­dze­nia rosz­czeń przez banki. Nie dość, że pol­ski usta­wo­dawca udzie­lił ban­kom rzad­kiego przy­wi­leju egze­ku­cji rosz­czeń nawet bez pośred­nic­twa sądo­wego (tytuł wyko­naw­czy), to na doda­tek mamy jeden z naj­niż­szych wskaź­ni­ków LtV, a wyceny rze­czo­znaw­ców są nagmin­nie zani­żane.
Nie­wiel­kim pro­ble­mem jest niska jakość „wewnętrz­nych regu­la­cji banku w zakre­sie kon­troli ryzyka eks­po­zy­cji kre­dy­to­wych zabez­pie­czo­nych hipo­tecz­nie, w tym w szcze­gól­no­ści doty­czą­cych bie­żą­cego ich moni­to­ro­wa­nia, usta­la­nia limi­tów oraz ana­lizy struk­tury ter­mi­no­wej”. Można ją popra­wić szybko, zatrud­nia­jąc w banku ana­li­ty­ków od takiej eks­po­zy­cji. Argu­men­towi temu prze­czy zresztą wyjąt­kowa ener­gia, z jaką banki, nie­po­sia­da­jące rze­komo doświad­cze­nia, przej­mują i pro­wa­dzą przed­się­wzię­cia dłuż­ni­ków mają­cych trud­no­ści ze spła­tami kre­dytu.
Nieco gorzej, ale też tylko pozor­nie, jest z nie­do­pa­so­wa­niem struk­tury ter­mi­no­wej pasy­wów i akty­wów, czyli z finan­so­wa­niem dłu­go­ter­mi­no­wych akty­wów krót­ko­ter­mi­no­wymi pasy­wami. Cho­dzi o zja­wi­sko, któ­rego gorycz poznali pod koniec lat dzie­więć­dzie­sią­tych XX wieku kre­dy­to­biorcy z Indo­ne­zji, Taj­lan­dii, Korei Połu­dnio­wej i Male­zji (kry­zys azja­tycki). Ana­liza prze­biegu tego kry­zysu rzuca jed­nak świa­tło na jego praw­dziwe przy­czyny, któ­rych zwią­zek z poli­tyką kre­dy­tową był bar­dzo słaby. Praw­dzi­wym wino­wajcą kry­zysu azja­tyc­kiego, któ­rego jed­nym z ele­men­tów była fala upa­dło­ści ban­ków, było pań­stwo i zbędne regu­la­cje sek­tora finan­so­wego. Po pierw­sze, pań­stwo usta­liło sztywny kurs walu­towy. Nie tylko sztywny, ale i prze­sza­co­wany. Po dru­gie, gwa­ran­to­wało zarówno kurs, jak i wypła­cal­ność ban­ków. Po trze­cie, gros tam­tej­szych poży­czek, to były kre­dyty o sta­łym opro­cen­to­wa­niu, amor­ty­zo­wane na 20 lub wię­cej lat.
Żadne z tych zagro­żeń nie ma miej­sca w Pol­sce. Co wię­cej, infla­cja jest pod kon­trolą banku cen­tral­nego, który w każ­dej chwili może ją powstrzy­mać. Poli­tycz­nie też nie ma zgody na usztyw­nia­nie waluty czy poli­tykę pro­in­fla­cyjną. Jak już wspo­mnie­li­śmy, zna­ko­mita więk­szość pol­skich kre­dy­tów hipo­tecz­nych ma cha­rak­ter zmienny. Kre­dy­to­dawca wyzna­cza warunki, na jakich kre­dyt ma być każ­do­ra­zowo pła­cony. Kry­zys mógłby więc wybuch­nąć tylko wtedy, gdyby doszło do gwał­tow­nego zała­ma­nia się kursu wymiany walut, ale kurs walut zależy od poli­tyki mone­tar­nej rządu, która jest w rękach ban­ków, NBP oraz pośred­nio KNB.
To nic, że brak nam pro­ce­dur doty­czą­cych ryzyka kur­so­wego i ryzyka stopy pro­cen­to­wej pono­szo­nych przez klienta, skoro nie ma on na to wpływu. Jed­nym sło­wem, kry­zys byłby rezul­ta­tem poli­tyki, która ma mu zapo­bie­gać. Histo­ria wyka­zuje, że wszyst­kie wiel­kie kry­zysy gospo­dar­cze nie były wywo­łane przez wolny rynek, lecz jego ogra­ni­cze­nia, ale dopóki nie można spry­wa­ty­zo­wać rynku pie­nią­dza, musimy się z poli­tyczną regu­la­cją pie­nią­dza pogo­dzić. Obłud­nie brzmi argu­ment o „ogra­ni­czo­nym zakre­sie pro­ce­dur posia­da­nych przez banki, a doty­czą­cych bie­żą­cego moni­to­ro­wa­nia war­to­ści i jako­ści zabez­pie­czeń”, w sytu­acji, gdy bank może (bez wyroku sądu) wsa­dzić do wię­zie­nia swo­ich klien­tów za to tylko, że spóź­nią się 30 dni ze spłatą kre­dytu. Na hipo­kry­zję zakrawa także kolejny argu­ment o „niskiej jakość wycen nie­ru­cho­mo­ści wyni­ka­jącą m.in. z braku mate­riału sta­ty­stycz­nego doty­czą­cego rynku nie­ru­cho­mo­ści oraz port­fela wie­rzy­tel­no­ści hipo­tecz­nych, w tym w szcze­gól­no­ści z braku baz danych doty­czą­cych war­to­ści nie­ru­cho­mo­ści”. Banki sobie z tym radzą zna­ko­mi­cie, zatrud­nia­jąc dys­po­zy­cyj­nych rze­czo­znaw­ców, igno­ru­ją­cych nie tylko wyceny urzę­dów skar­bo­wych, ale i firm ubez­pie­cze­nio­wych.
Nie­sprawny sys­tem ksiąg wie­czy­stych można zamie­nić spraw­nym sys­te­mem, kon­ku­ru­ją­cych ze sobą firm ubez­pie­cza­ją­cych tytuł wła­sno­ści, łamiąc przy oka­zji mono­pol nota­riu­szy, który nie­po­trzeb­nie pod­nosi koszty trans­ak­cji. Nie­ure­gu­lo­wane kwe­stie wła­sno­ściowe zwią­zane ze sta­nem wielu nie­ru­cho­mo­ści banki regu­lują same od dawna, odma­wia­jąc poży­czek, albo pozo­sta­wia­jąc pro­blem „wyczysz­cze­nia” tytułu kre­dy­to­bior­com. Ten pro­blem dodat­kowo rodzi potrzebę wpro­wa­dze­nia na rynek (w miej­sce nota­riu­szy) firm ubez­pie­cza­ją­cych tytuł wła­sno­ści. W przy­padku egze­ku­cji uprzy­wi­le­jo­wany bank z prak­tycz­nie bez­kar­nym komor­ni­kiem wyczer­pują pro­blem p.n. „brak wypra­co­wa­nych stan­dar­dów w zakre­sie aspek­tów socjal­nych zwią­za­nych z egze­ku­cją należ­no­ści oraz z reali­za­cją zabez­pie­cze­nia”.
Jedyny naprawdę rze­czowy argu­ment na liście KNB doty­czy „nie­do­pra­co­wa­nia pro­ce­dur zwią­za­nych z rela­cjami z klien­tami”. Jest to bolączka wszyst­kich insty­tu­cji, w któ­rych zamiast mecha­ni­zmów ryn­ko­wych i wol­nej kon­ku­ren­cji funk­cjo­nują przy­wi­leje i quasi mono­pol. Banki, jak widać nawet dla wła­snego dobra powinny się zreformować.

VII. Ryzyko zwią­zane z ryn­kiem kredytowym

Jedyne ryzyko, jakie niosą ze sobą kre­dyty deno­mi­no­wane w walu­cie obcej, to ryzyko kur­sowe. GINB rze­czy­wi­ście ma rację uwa­ża­jąc, że klienci ban­ków nie posia­dają doświad­cze­nia w radze­niu sobie z kre­dy­tem walu­to­wym i z ryzy­kiem pogor­sze­nia się rela­cji mię­dzy walutą w jakiej deno­mi­no­wany jest kre­dyt a pol­skim zło­tym, w któ­rym kre­dyt ten jest spła­cany. Ryzyko kur­sowe jest fak­tem.
Od końca 2004r. zauwa­żalna jest rosnąca aktyw­ność ban­ków w udzie­la­niu kre­dy­tów walu­to­wych. Doty­czy to w szcze­gól­no­ści dyna­micz­nie roz­wi­ja­ją­cego się rynku kre­dy­tów miesz­ka­nio­wych dla gospo­darstw domo­wych, gdzie więk­szość wie­rzy­tel­no­ści deno­mi­no­wana jest w walu­cie obcej. Na ryzyko kur­sowe nara­żone są szcze­gól­nie te gospo­dar­stwa domowe, które nie zabez­pie­czają się przed nim za pomocą instru­men­tów pochod­nych, nie otrzy­mują docho­dów w walu­tach obcych i repre­zen­tują rela­tyw­nie niski sto­pień świa­do­mo­ści ist­nie­nia takiego ryzyka.
Nie zna­czy to jed­nak, że wzrost wolu­menu kre­dy­tów walu­to­wych „grozi kry­zy­sem sek­tora ban­ko­wego i upa­dło­ścią tysięcy kre­dy­to­bior­ców”. Mimo iż teo­re­tycz­nie złoty mógłby stra­cić na war­to­ści wobec euro, franka szwaj­car­skiego czy dolara, trudno zakła­dać, że będzie to aż 50 czy 100 proc. dewa­lu­acja. Dopiero przy tak dra­stycz­nym spadku wyrów­na­łyby się koszty pożyczki zacią­ga­nej w walu­cie (EUR lub CHF) z pożyczką w zło­tych. Nawet naj­bar­dziej pesy­mi­styczne prze­wi­dy­wa­nia nie uza­sad­niają takiej dewa­lu­acji zło­tego. Zwłasz­cza, że w ciągu ostat­nich dwóch lat, to jest od wej­ścia do Unii Euro­pej­skiej, pol­ska waluta zyskuje na war­to­ści (patrz: tabele 1,2,3), a jej waha­nia wobec CHF, EUR, a tym bar­dziej tra­cą­cego na war­to­ści dolara, nie prze­kra­czają kil­ku­na­stu pro­cent na nie­ko­rzyść pol­skiego zło­tego. Gwał­tow­nemu pogor­sze­niu się rela­cji kur­so­wej z w/w walu­tami musia­łaby towa­rzy­szyć wysoka infla­cja oraz spa­dek podaży tych walut na rynku pol­skim. W pierw­szym przy­padku musie­li­by­śmy mieć do czy­nie­nia z nie­fra­so­bli­wym, odsta­ją­cym od dyrek­tyw unij­nych wzro­stem podaży pol­skiego pie­nią­dza. W dru­gim, z zaha­mo­wa­niem inwe­sty­cji bez­po­śred­nich (direct inve­st­ment) w Pol­sce oraz gwał­tow­nym spad­kiem wolu­menu pol­skiego eks­portu z rów­no­cze­snym sil­nym wzro­stem importu. W kraju takim jak Pol­ska, spa­dek eks­portu pociąga jed­nak za sobą spa­dek importu. Wysoka infla­cja, to z kolei wzrost zain­te­re­so­wa­nia pol­skimi papie­rami dłuż­nymi, któ­rych ren­tow­ność wzro­słaby ponad śred­nią gospo­da­rek sta­bil­nych (Szwaj­ca­ria, USA, UE), sta­no­wiąc hedge dla pogar­sza­ją­cego się ryzyka kur­so­wego. I cho­ciaż w gospo­darce wszystko jest moż­liwe, trudno sobie taki sce­na­riusz wyobra­zić.
Wresz­cie, w sytu­acji zagro­że­nia, ist­nieje zawsze moż­li­wość prze­wa­lu­to­wa­nia pożyczki (kre­dytu). Banki wie­dzą o zagro­że­niach wcze­śniej niż ich klienci. Mają więc wystar­cza­jącą ilość czasu, by swo­ich „pod­opiecz­nych” ostrzec. Na razie jed­nak takiej potrzeby nie ma.

Ustawa ogra­ni­cza­jąca dostęp do kre­dy­tów walu­to­wych jest dla klien­tów pol­skich ban­ków szko­dliwa. Tym bar­dziej, że pol­ska waluta w spo­sób natu­ralny dążyć będzie do kon­wer­sji na euro, a wtedy jedyne ryzyko, ryzyko kur­sowe, prak­tycz­nie zma­leje do zera.

Raport
Jan M. Fijor
„Insty­tut Glo­ba­li­za­cji” 2006-05-30

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 3

  1. Orkiestra Deta pisze:

    O jezuuu. Ale dlu­zy­zny. Nie da sie tego czy­tac, cho­ciaz doce­nia sie inten­cje autora. W zwie­zlo­sci inte­li­gen­cja. W roz­wia­zlo­sci, rozwiazlosc.

  2. Fly me to the Moon pisze:

    Ja tez sie gubie, ale to z mojej wro­dzo­nej nie­cier­pli­wo­sci. Lubie arty­kuly zwie­zle jak dobra dziwka przy­go­to­wana do seksu, z uwer­tura, kon­cer­tem i ulga po calo­sci. Uwer­tura za dluga, kon­cert iscie Cho­pi­now­ski, przy uldze zasna­lem. I przy­znam sie,z e nie bylem do tego przy­go­to­wany, wiec nie autora to wcale wina. Czy­tel­nik tera wybredny. Chcialby we wspol­cze­snym zda­niu miec zawarte daw­nych sto. Nie jest to chyba obec­nie mozliwe, cho­ciaz Rzy­mia­nie oneg­daj to potra­fili. Niech autor nie bie­rze tego na serio. Doce­niam jego inte­lek­tu­alny i pro­fe­sjo­nalny dzien­ni­ka­rza wysilek.

  3. Jan M. Fijor pisze:

    To nie jest arty­kul, to jest RAPORT. Na wste­pie jest stresz­cze­nie. Sorry! Jan M Fijor

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts