Wolna, nieskrępowana sztucznymi zakazami czy nakazami rządu (państwa) działalność gospodarcza, zwana potocznie: wolnym rynkiem charakteryzuje się m.in. tym, że każdy foul czyli nieczysta gra, uderza zarówno w stronę, wobec której jest ona skierowana, jak i w tego, kto jest jej sprawcą. W tym sensie możemy mówić, że ekonomia jest sprawiedliwa.
Iluzja
Chciwy piekarz, który z chęci zwiększenia zysków podniesie cenę swego pieczywa, narazi się na spadek jego sprzedaży, a tym samym spadek dochodów, pewnie także i zysków. Producent samochodów, zwiększający z chciwości wolumen produkcji, naraża się na spadek ich ceny, a tym samym na ograniczenie obrotów i zysku. Hotelarz, który dla oszczędności zrezygnuje z pewnej ilości pokojówek, ryzykuje spadek standardu pokoi hotelowych, a to z kolei wiąże się z koniecznością obniżki cen za nocleg. Fabrykant, który źle traktuje swoich pracowników, szczególnie, gdy płaci im mniej niż inni pracodawcy, naraża się nie tylko na to, że najlepsi pracownicy od niego odejdą i wzmocnią załogę u konkurenta, spadnie też ogólna motywacja personelu do dobrej pracy. Korzyści (oszczędności) powstałe z zaniżania płac są z reguły iluzoryczne i nie rekompensują najprawdopodobniej strat spowodowanych fluktuacją kadr i lekceważącym stosunkiem do pracy, a jeśli już, to zysk będzie krótkotrwały.
Ekspedientka, która zarabia 4 zł na godzinę, rezygnując z pracy, traci okazję do zarobienia 4 zł na godzinę. Tyle to ona dostanie wszędzie. Ekspedientka zarabiająca 11 zł na godzinę, zanim zrezygnuje ze swego stanowiska musi się poważnie zastanowić. Niewielu pracodawców jej tyle zapłaci. Siłą rzeczy, obie panie będą miało różny stosunek do wykonywanej pracy. Nie trzeba być ekspertem, aby wiedzieć, że tak która zarabia więcej będzie swoją pracę traktowała z większym respektem. Ten respekt, o czym napiszemy w następnej części tego artykułu, przekłada się na wyższą wydajność pracy, a tym samym, na wyższy zysk pracodawcy.
Robotnik, który ceni swoje miejsce pracy, dba o nie. Utrata czegoś cennego jest zwykle bolesna. Dzieje się tak przy założeniu, że rynek jest wolny, konkurencyjny, a wartość pracy wykonywanej przez zatrudnionego jest wyższa od płaconej mu płacy.
Dlatego, mądry pracodawca wynagradza swoich pracowników tak, aby cenili swoje miejsca pracy. Nie robi tego rzecz jasna bezinteresownie. Pracownik, zadowolony ze swojej pracy, pracuje lepiej, chętniej, wydajniej, angażuje się w działalność firmy, wrasta w nią, jest kreatywny, życzliwszy, słowem jest źródłem dodatkowej wartości.
Zaryzykuję tezę, że im lepiej pracodawca traktuje pracownika, tym więcej na nim zarabia. Mityczny wyzysk kapitalistyczny to chwyt propagandowy wykorzystywany przez lewicę w walce z kapitalistycznym porządkiem świata i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Jeśli jakiś wyzysk istnieje, to stroną wyzyskiwaną jest raczej pracodawca.
Trzy kroki do bogactwa
Pracownik, nawet ten najniższego szczebla, jest wizytówką standardu firmy. Nie bez powodu Sam Walton wymyślił zasadę „trzech kroków”, wedle której każdy pracownik, nawet nie mający kontaktu z klientem, nawet firmowy dekarz czy palacz CO mają obowiązek uśmiechnąć się do każdej osoby, która zbliżyła się do niego na odległość co najmniej na trzy kroki. Te „trzy kroki” to symbol, chodzi o wytworzenie odruchu uśmiechania się do ludzi, bycia miłym, uprzejmym, bo to tworzy atmosferę wokół firmy. Na rynku ogromnej ilości konkurujących ze sobą podmiotów, rzadko kiedy chodzi o coś więcej niż o jakość obsługi. Czasy znacznych różnic cenowych czy jakościowych należą do przeszłości. O wyborze proszku do prania, samochodu czy dentysty decyduje sposób, w jaki produkty te lub usługi są nam dostarczane bądź świadczone. Wartość wszystkich pozostałych parametrów, jak: jakość, trwałość, wygląd, czy cena jest w większości produktów podobna.
Reingold Wurth na początku istnienia swojej firmy Wurth (uchwyty, zawiasy, haki) zauważył, że gros jego klienteli to zapaleni kibice sportowi. Dlatego już od ponad 60 lat znaczną część zysków inwestuje w spieranie inicjatyw sportowych; klubów, zawodów, buduje obiekty sportowe etc.
Arthur Łukowski, nasz rodak z USA, założycielem i wieloletni menadżer sieci wymiany oleju w samochodach, Oil Express, chlubi się swoją metodą szkolenia pracowników. Kurs trwa 10 dni; przez pierwsze 9 dni Łukowski uczył nowoprzybyłych sposobu odbierania telefonu, w ostatni, dziesiąty dzień zapoznaje ich z technologią wymiany oleju w samochodzie. A trzeba wiedzieć, że sieć Oil Express obsługuje ponad 300 marek samochodów. Wiedząc o tym, że sieci wymiany oleju istnieje w każdym stanie co najmniej setka, Łukowski zrozumiał, że o wyborze tej czy innej stacji zdecyduje drobiazg. Może nim być przyjazny tembr głosu lub uśmiech osoby, odbierającej telefon. Innymi słowy, zrozumiał, że renoma jego biznesu, a tym samym jego osobiste dochody, zależeć będą od zachowania się jego pracowników. Walton, Łukowski, czy Wurth zrozumieli, że ich najważniejszym zadaniem (prócz bieżącego zarządzania firmą) jest pilnowanie jej renomy. Żadnego z klientów Wal-martu, Wurth czy Oil Express nie interesuje zakres wiedzy prezesa, jego aparycja, a nawet jakość oferowanych produktów lub usług, ich interesuje atmosfera, jaką każda z tych firm tworzy, a zwłaszcza to, czy każdy jej sprzedawca, mechanik, księgowy należycie troszczy się o niego samego.
Co z tego, że Arthur Łukowski czy Reingold Wurth są być najmilszymi ludźmi świata, jeśli operatorka telefoniczna czy osoba zajmująca się reklamacjami sprzętu w ich firmach zachowują się wobec klienteli po chamsku. Przeciętny klient bardzo rzadko kontaktuje się z ludźmi wysokiego szczebla zarządzania. Jego kontakt z firmą odbywa się poprzez szczebel średni lub nawet niższy.
Właściciel firmy, jej menażer, który tego nie rozumie, nie dba o swoją klientelę, czyli nie wie co robi. Wcześniej jednak musi zrozumieć, że dbałość o klientelę jest pochodną jego dbałości o zatrudniony personel.
Stracić, żeby zarobić
SAS z Północnej Karoliny, USA, to największa na świecie firma software’owa, znajdująca się w prywatnych rękach. Jej właściciel, Jim Goodnight, zwolniony z presji akcjonariuszy może sobie pozwolić na dość nieschematyczne decyzje. Przykładowo, z jego wyboru, pracownicy SAS mają prawo korzystania z zakładowych żłobków i przedszkoli, są za darmo szkoleni, otrzymują dofinansowanie na studia dla siebie i dzieci, mają darmowy dostęp do siłowni, pola golfowego, kortu tenisowego etc. Cała ta darmowa nadbudowa kosztuje firmę zawrotną kwotę prawie 100 mln dol. rocznie.
Jak to możliwe, że bez ustawy nakazującej pracodawcy gotowanie pracownikom zup z wkładką mięsną, obuwia ortopedycznego i innych świadczeń nakazywanych przez polskie prawo pracy, Jim Goodnight dobrowolnie wyrzuca tyle pieniędzy w błoto?
Filantrop czy wariat?
Ani jedno, ani drugie. Jim Goodnight to dobry biznesmen. Wyliczył, że taki wydatek mu się opłaca. Średni staż specjalisty zatrudnionego w SAS, przy porównywalnej (a niekiedy nawet niższej) płacy, jest blisko trzykrotnie dłuższy niż w firmach konkurencyjnych, wliczając w to Oracle czy Microsoft. W czasie, gdy statystyczny pracownik SAS zmieni pracę raz, programista Oracle czy Microsoft zmieni ją trzy razy. Odejście pracownika doświadczonego i przejęcie nowego, bez doświadczenia wymaga nakładów na szkolenie. Pan Goodnight wyliczył, że szkolenie tych fluktuujących ludzi kosztowałoby go 300 mln dol., a więc trzykrotnie więcej. Dzięki tym wszystkim świadczeniom ekstra zatrzymuje personel przy sobie, oszczędzając na fluktuacji załogi dwa razy więcej niż kosztują go żłobki, korty tenisowe, czy wakacje na koszt firmy.
Dlaczego przykład SAS nie jest zaraźliwy? Czy w innych firmach dobrowolne świadczenie pracownicze nie przyniosłyby korzyści?
Jan M. Fijor
”” 2006-10-09





W wielu firmach ta sytuacja wygląda innaczej.
Po co dbać o pracownika, zwolni się to się zatrudni innego który będzie robił/a to samo za mniejsze pieniądze(tak im się wydaje)
Wlasnie — tak im sie wydaje i dlatego dostaja po skorze, bo jak zaznaczylem na wstepie — ekonomia jest sprawiedliwa. Uklony Jan M Fijor
Co do specjalistów pełna zgoda,natomiast jeżeli chodzi o pracowników nizszego szczebla, bez specjalnych kwalifikacji znajdzie ich legion za te same pieniądze bez specjalnych udogodnień w pracy (pisze z polskiej prowincji) z poważaniem M.M
I zaplaci za to cene: szkolenia, braku odpowiedzialnosci, braku motywacji i innych czynnikow, wplywajacych na ogolny obraz przedsiebiorstwa. Jeden zly stroz, lub odzwierny, czy ordynarna lub nieodpowiedzialna operatorka telefoniczna moze zniszczyc duza firme. Praca jest towarem. Towar niskiej jakosci, to zmarnowane pieniadze. Niszczenie towaru, za ktory sie zaplacilo, to tez strata. Ja bym powiedzial, ze w przypadku pracownikow nisko kwalifikowanych troska o podwyzszenie kwalifikacji musi byc jeszcze wieksza. Inzynier, ksiegowy, lekarz maja w sobie znacznie wiecej samodyscypliny i odpowiedzialnosci. W stosunku do pracownikow niskokwalifikowanych (ktorych rzekomo jest na peczki, ale niech pan znajdzie dobrego, rzetelnego) zludzenie obfitosci jest duze i to jest niebezpieczne. Pozdrawiam Jan M Fijor
Przepraszam za tą niewinną prowokację !!! Ma Pan oczywiście rację, a potwierdzeniem tego maże być działanie mojego byłego szefa (człowieka uczciwego żadnego„krwiopijcy”), który przez ostatnie dwa lata wiecznie wymienia załogę firmy i coś nie gra, nie iskrzy. Coraz więcej czasu poświęca na osobiste nadzorowanie produkcji(firma kilkunasto osobowa). Z poważaniem M.M
” Jeden zly stroz, lub odzwierny, czy ordynarna lub nieodpowiedzialna operatorka telefoniczna moze zniszczyc duza firme.„
Tak naprawdę od ludzi w firmie i ich podejścia do pracy zależy 90% sukcesu firmy, uwaga w tym miejscu trywialna ale jakże prawdziwa.
Pracownik doceniany czuję się związany ze swoją firmą i traktuje ją jako prywatne dobro o które należy dbać.
Jeśli nie czuje się z nią związany przychodzi tylko po to aby odrobić swoje osiem godzin i iść do domu.
Niestety wiedza o podnoszeniu kwalifikacji pracowników i motywowaniu ich jest w wielu przypadkach niedostępna naszym pracodawcom.
Część firm rozbudowała się też na tyle, że funkcjonują na zasadzie inercji, obojętnie kto, czy jaki pracownik ktoś zawsze popycha ten wózek.
W Stanach być może do czasu, aż znalazłby się lepszy przedsiębiorca, który odpowiednio dobraną strategią odebrałby konkurencji większą cześć rynku.
U nas niestety większość firm funkcjonuje na podobnej zasadzie nie przejmując się zbytnio kadrą pracowniczą .
Bede trywialny; napisal pan to pod czym sie podpisuje obiema recyma. Uklony Jan M Fijor
Pragnę tylko pogratulowac bardzo dobrej pracy, gdyby tylko polscy przedsiebiorcy uwazali podobnie, ewentualnie gdyby zdawali sobie z tego sprawe — chociaz moze nie chca, bo tak im wygodniej — nie wiedza ile traca…
PS. Czekam na cd.
Z pozdrowieniami
Słusznie. Mój kolega pracował w firmie gdzie harował jak głupi. Zarabiał też nieźle, ale szef nim pomiatał i w końcu kolega firmie podziękował. Na jego miejsce przyjęto dwóch pracowników, których pensja jest łącznie większa niż kolegi, a dodatkowo co jakiś czas i tak wzywają konsultantów z Warszawy (co też kosztuje).
Ale jego przełożony nie był właścicielem firmy. A właściciele nic o tym nie wiedzą i się nie dowiedzą.
Co za wlasciciele, ktorzy nie wiedza, ze w firmie dzieje sie zle. Niech sie pan ie martwi — dowiedza sie. Uderzy ich po kieszeni, predzej czy pozniej. Pozdrawiam Jan M Fijor
Nie tylko się zgadzam w całości, ale nawet podam przykład idący jaszcze dalej. W latach 90 – 96 budowałem sieci telewizji kablowej. Przedstawiciele załogi (takie jednorazowe związki zawodowe) potrafili prosić o przeniesienie niesymatycznego (choć wydajnego) pracownika na takie stanowisko aby nie miał styczności z klientami.Dbając o dobrą opinię monterów zadbali jednocześnie o dobrą opinię firmy. No, ale to były inne czasy. Dzisiaj to nie musi pewnie tak działać.
W Polsce to nie przejdzie. Po pierwsze nie ma wolnego rynku — tu każdy „poważny” biznesmen szuka sobie polityków którzy ochronią go przed konkurencją. (z ich braku może też zwiazać się z mafią)(weżmy choćby przykład warsztatów samochodowych w mniejszych miasteczkach, otwarcie nowego czesto jest tam po prostu niemożliwe). O dochodach firmy decyduje przede wszystkim miejsce w układzie a nie faktyczna jakość czy wydajność. (zeby daleko nie szukać w warszawie jest taki specjalistyczny serwis kilku firm od eletroniki. od lat stosują zasadę bezlitosnego dymania — trudno to inaczej nazwać — klienta. rzyosi im się magnetowid do oczyszczenia głowicy a odbiera rachynek na szereg dodatkowych upiornie dorgich regulacji. jeszcze nie splajtowali — trudno wozić sprzęt na drugi koniec miasta) SZkolenia? Ich koszty? w wielu przypadkach firmy nie zaprzatają sobie głowy szkoleniami — pracownik musi uzyskać umiejętności i komplet papierków je potwierdzających na własną rękę (i własny koszt). Niektóre firmy i tu sie wycwaniły — np jest takapoważna gazeta branży budowlanej która ogłasza sie dośc regularnie że potrzebuje redaktorów. kandydat dostaje 10 artykułów na próbę do zredagowania. Redaguje dowiaduje się że niestety nie ma odpowiednich kwalifikacji i won. Oczywiście nie płacą złamanego grosza — a z wykonanej roboty sobie korzystają… Przy odrobinie umiejętności można ten numer powtarzać w nieskończoność. (zresztą wybiórcza swojego czasu zachwalała ten system — ze niby zdobywa się bezcenne doświadczenie hłe hłe).
Nawet wyjazd 2 – 3 milionów Polakow na zachód niewiele tu zmienił, nadal w wielu branzach opłaca się przyjęcie człowieka na kwartał wyiśnięcie i wyrzucenie. Nadal — zwłaszcza w małych ośrodkach — powszechne jet zatrudnianie wyłącznie na czarno. Zresztą przy narzutach na pit, zus, etc siegających 70% płacy w wielu przypadkach jest to jedyna możliwa strategia bo kto nie eksploatuje swoich niewolników odpowiednio bezwzględnie ten zginie. Myślę że to sie z czasem ucywilizje. za jakieś 20 – 30 lat. Tylko trzeba dożyć. Ja sensownego (zdrowego psychicznie, uczciwego, odpowiedzialnego i wypłacalnego) pracodawcę znalazłem po pięciu latach intensywnego szukania.
Andrzej Pilipiuk powiedział:
„Nadal — zwłaszcza w małych ośrodkach — powszechne jet zatrudnianie wyłącznie na czarno. Zresztą przy narzutach na pit, zus, etc siegających 70% płacy w wielu przypadkach jest to jedyna możliwa strategia bo kto nie eksploatuje swoich niewolników odpowiednio bezwzględnie ten zginie.”
Mam przykład z innej strony.
Znajomy opowiadał mi o pewnym sklepie AGD-RTV w dużym mieście, który w ten sposób postępował z pracownikami.
Bardzo duże wymagania w stosunku do pracowników, mnóstwo godzi dio przepracowania a na koniec miesiąca 800 – 900 na rękę.
System ten działał do czasu aż pewnego dnia trzeba było sklep zamknąć.
Bo właściciele i kierownicto przyszli do pracy sami.
Jak tak czytam te wszystkie wpisy, to az wlos staje na glowie jaka ta Polska jest. A miala byc wolnorynkowa, cudownie bezpodatkowa, bezmafijna, nieupolityczniona.…Wiec niech nam Pan w koncu, zagraniczniakom wyjasni jaka ta Polska w koncu jest? Przeciez wyjezdzal Pan do niej z otwartymi skrzydlami, walac a ino odchody na ta Glupia Hamerke, gdzie Polska Gierkowska miala wzrastac w Sile.…I gdzie te monumenty Wolnego Rynku w Polsce? Nie da sie ukryc, ze takie nedzne i komunistyczne do niedawna Chiny bija nas na leb i na szyje. Moze to nam Pan wyjasni?
Panie Janku! Tekst tyleż prawdziwy co… nijak nie przystający do Polski!!!
Szkolenie odzwiernych,telefonistek, recepcjonistek, kurierów to jedna wielka bujda na resorach! W Polsce nie ma prawdziwego wolnego rynku! Tak jak PRL-bis mamy socjalizm bis!
Pierwsze sygnały do rozmontowania systemu padły z ust Rakowskiego zaraz po zamorodowaniu ks.Popiełuszki. Okres do upadku tzw.„komuny” to okres zbierania kapitału i przygotowania włąściwego gruntu prawnego. Przygotowanie ustawy o wolności gospodarczej (potocznie zwanej ustawą Wilczka) — tak entuzjastycznie ocenianej p.Kowina-Mikkego –to jedynie dowód na to jak „właściciele PRL-u” chcieli dokonać łagodnego przejścia.
Ustawa (w tej najlepszej formie) istniała b.krótko — po wielu nowelizacjach powstał gniot,którego nie dało się stosować.Systematycznie wprowadzano kontyngenty,plafony, koncesje, pozwolenia itd. Po co? Po to by nowa klasa posiadaczy mogła utrzymac stan posiadania i „wyciąć” powstającą konkurencję! Pieniądze ukradzione na FOZZ-ie, aferze „Żelazo” i innych aferach (Kantorowa, alkoholowa itp) były absurdalnie wielkie w stosunku do pieniędzy dorobkiewicza, który na targowisku z łóżka polowego sprzedawał baterie-„paluszki” zwożone z Berlina Zachodniego! Na stracie ludzie przedsiębiorczy zostali u****ni bo nie mogli podskoczyć tym, którzy juz się ustawili! Relacje prasowe — skrzetnie przez wiele lat ukrywane — potwierdzają, iż proces transformacji to jeden wielki shit! Niejaki (pisze tak albowiem spory co do tozsamości tego pana są gorące)Solorz miał podobno 16 paszportów i do tego na rózne nazwiska. W łatwy sposób mógł wyjeżdzać (jeszcze za komuny) za granice i sprowadzać Wartburgi i Trabanty. Mając SB-ckie kontakty szybko mógł zostać krezusem „III RP” a proces koncesyjny „Polsatu” to już była zwykła bułka z masłem.…
Tak powstałe spółki (brzydko nazwane nomenklaturowymi) nie konkurują między sobą — nie walczą o klienta tak jak podmioty w gospodarkach wolnorynkowych.
Spółki takie to przechowalnie dla polityków (zwłaszca tych,którzy nie załapali się na kadencję) i ich rodzin.Do tego dochodzą kolesie ze studiów, woja (byłych ? służb) itd.Mając taki „potencjał” ludzki, spółka nie konkuruje na płaszczyźnie innowacyjności, przedsiębiorczości itd albowiem wszystkie kontrakty,granty, przetargi załatwia się dzięki kolesiom!
Wy dajecie zarobić nam a my wam!!!
Cały „wolny rynek” w POlsce to tyrania status quo! Służy jedynie utrzymaniu wpływów tych, którzy „załapali sie na przemiany”! „Opiniotwórcze” dzienniki w NY lub Waszyngtonie mogą pisać bzdury o Polsce jako „Tygrysie Europy”.Pański osąd z perspektywy USA też jest taki jaki jest. Tu na miejscu, wewnątrz systemu wszystko wygląda inaczej.…
Mając taki potencjał ludzki wwszelka rekrutacja to czysta fikcja! Bo przyjmuje się tylko „swoich”!!! Znam wiele miejsc, gdzie składanie cv to zwykłe marnowanie czasu bo kto ma pracować wiadomo przed odebraniem korespondencji…Jak to jest,że przy kwalifikacji do American Tabacco musiałem zaśpiewać piosenkę a przy kwalifikacji do polskiej firmy nie pytają się nawet o pogodę za oknem????
Mam pan duzo racji, ale prosze pamietac, ze konkurencja istnieje i lepszy pracodawca zwycieza prawie zawsze. Gorszy — rzadko kiedy i tylko w firmach panstwowych. Uklony Jan M Fijor
Co kolwiek sie nie pisze, co kolwiek sie nie mowi, to jednak zalewa nas tania Chinszczyzna. Jak tak dalej bedzie to koniec zachodniej cywilizacji.
Co to znaczy zalewa? Przeciez ludzie to kupuja bez przymusu, za swoje, ciezko zarobione pieniadze. Gdyby ktos inny potrafil produkowac tak tanio i tak dobrze, to pewnie kupowalibysmy od niego. Narazie Chinczycy sa nie do pobicia. Zamiast utyskiwac i potepiac, podgladac i kopiowac. Uklony Jan M Fijor
Mam pytanie odnośnie firmy Wurth. O którą firmę Panu chodzi??????
Adolf Wurth GmbH & Co.KG????
Bo to co Pan pisze ( jeśli chodzi o tę firmę ) jest nieprawdą.
Z poważaniem
Waldi
Nie wiedzialem, ze sa dwie firmy Wurth. Ja znam p. Reingolda Wurtha, ktory jest wlascicielem firmy Wurth Group z Kunzelsau w RFN. Pozdrawiam Jan M Fijor
Witam
Dziekuje Panu za odpowiedz.Niechciałbym aby moje słowa były poczytane za napaści na Pana:) Mówimy o tej samej firmie wurth. Tak się składa, że jestem pracownikiem i szkoleniowcem tej firmy.Nazwisko Wurth jest dość popularne więc zapytalem o która firmę chodzi. Imię bylego właściciela firmy to Reinhold a nie Reingold, tak jak Pan pisze. Obecnie zarządza firmą córka Reinholda Bettina, a Reinhold jest honorowym prezesem(dalej bardzo aktywnym).Nie powiem , że go znam , ale miałem przyjemność uścisnąć jego dloń.
Ale wracając do tematu. Nie znam innej takiej firmy w polsce , gdzie przykłada się taką uwagę na szkolenia.Nie oferujemy( jak to napisał jeden z przedmówców) tandetę z Chin. Polityka firmy nie pozwoli na to.
Oderwę się teraz od handlowej firmy. Zna Pan przysłowie o rybie i wędce. Wydaje mi się, że jeszcze nie wszyscy potrafią u nas w kraju to wykorzystać.Ja musiałem się tego nauczyć. Zycie mnie tego nauczyło.A teraz do meritum:)
Firma nakłada bardzo duże koszty na szkolenie. Bazując na rozmowach z konkurencją jesteśmy wyjątkiem w kraju. A własne doświadczenia to takie , że jak 28 ma być wypłata, to jest. Papa wurth( jak to mówimy ) tak powiedział i tak jest:) Reszta zależy od sprzedawcy.
Wie Pan biznes:) Jak wszędzie. Nawet z chińszczyzna.
Pozdrawiam
Waldi
p.s
Jesteśmy różnymi ludzmi i nie zawsze mósimy się ze soba zgadzać. Przeczytałem Pana historie. Jestem pełen podziwu.
Waldi
Przepraszam
Komputer ukradł mi pare zdań i może ta moja wypowiedz nie wydaje się składna.
Waldi
Tekst daje doskonały obraz tworzenia Firmy i marki. Lecz jako były pracownik Wurth Polska mam trochę inny pogląd na tą firmę. Fluktuacja w Polsce jest tak duża, że nie jest to zgodne z filozofią Prof. Wurth. Polscy menagerowie skutecznie zniechęcają do działania, czasami naprawdę ambitnych handlowców. Ja niestety w tej firmie już nie pracuję, ale za to swoje ambitne plany realizuję u małego PRACODAWCY, który właśnie zatrzymał mnie dzięki atmosferze, współtworzeniu i dalszemu rozwijaniu firmy. Życzę aby każdy mógł się tak czuc jak Ja. Pozdrawiam!!!
Tez zauwazylem, ze w polskiej galezy Wurtha dzieja sie rzeczy dziwne. Kilka tygodni temu, facet jadacy samochodem z logo Wurtha zajechal mi po chamsku dwukrotnie droge. To nie jest dbalosc o marke. Byc moze zaniedbali jakiejs kwestii. Szkoda, bo wlasciciel jest zacnym czlowiekiem i lubi Polske. Pozdrawiam i ciesze sie, ze znalazl pan satysfakcjnujacego pracodawce. Znaczy to, ze to madry czlowiek. Pan tez. Jan M Fijor