Krwiopijca czy ignorant cz. 1

Wolna, nie­skrę­po­wana sztucz­nymi zaka­zami czy naka­zami rządu (pań­stwa) dzia­łal­ność gospo­dar­cza, zwana potocz­nie: wol­nym ryn­kiem cha­rak­te­ry­zuje się m.in. tym, że każdy foul czyli nie­czy­sta gra, ude­rza zarówno w stronę, wobec któ­rej jest ona skie­ro­wana, jak i w tego, kto jest jej sprawcą. W tym sen­sie możemy mówić, że eko­no­mia jest sprawiedliwa.

Ilu­zja

Chciwy pie­karz, który z chęci zwięk­sze­nia zysków pod­nie­sie cenę swego pie­czywa, narazi się na spa­dek jego sprze­daży, a tym samym spa­dek docho­dów, pew­nie także i zysków. Pro­du­cent samo­cho­dów, zwięk­sza­jący z chci­wo­ści wolu­men pro­duk­cji, naraża się na spa­dek ich ceny, a tym samym na ogra­ni­cze­nie obro­tów i zysku. Hote­larz, który dla oszczęd­no­ści zre­zy­gnuje z pew­nej ilo­ści poko­jó­wek, ryzy­kuje spa­dek stan­dardu pokoi hote­lo­wych, a to z kolei wiąże się z koniecz­no­ścią obniżki cen za noc­leg. Fabry­kant, który źle trak­tuje swo­ich pra­cow­ni­ków, szcze­gól­nie, gdy płaci im mniej niż inni pra­co­dawcy, naraża się nie tylko na to, że naj­lepsi pra­cow­nicy od niego odejdą i wzmoc­nią załogę u kon­ku­renta, spad­nie też ogólna moty­wa­cja per­so­nelu do dobrej pracy. Korzy­ści (oszczęd­no­ści) powstałe z zani­ża­nia płac są z reguły ilu­zo­ryczne i nie rekom­pen­sują naj­praw­do­po­dob­niej strat spo­wo­do­wa­nych fluk­tu­acją kadr i lek­ce­wa­żą­cym sto­sun­kiem do pracy, a jeśli już, to zysk będzie krót­ko­trwały.
Eks­pe­dientka, która zara­bia 4 zł na godzinę, rezy­gnu­jąc z pracy, traci oka­zję do zaro­bie­nia 4 zł na godzinę. Tyle to ona dosta­nie wszę­dzie. Eks­pe­dientka zara­bia­jąca 11 zł na godzinę, zanim zre­zy­gnuje ze swego sta­no­wi­ska musi się poważ­nie zasta­no­wić. Nie­wielu pra­co­daw­ców jej tyle zapłaci. Siłą rze­czy, obie panie będą miało różny sto­su­nek do wyko­ny­wa­nej pracy. Nie trzeba być eks­per­tem, aby wie­dzieć, że tak która zara­bia wię­cej będzie swoją pracę trak­to­wała z więk­szym respek­tem. Ten respekt, o czym napi­szemy w następ­nej czę­ści tego arty­kułu, prze­kłada się na wyż­szą wydaj­ność pracy, a tym samym, na wyż­szy zysk pra­co­dawcy.
Robot­nik, który ceni swoje miej­sce pracy, dba o nie. Utrata cze­goś cen­nego jest zwy­kle bole­sna. Dzieje się tak przy zało­że­niu, że rynek jest wolny, kon­ku­ren­cyjny, a war­tość pracy wyko­ny­wa­nej przez zatrud­nio­nego jest wyż­sza od pła­co­nej mu płacy.
Dla­tego, mądry pra­co­dawca wyna­gra­dza swo­ich pra­cow­ni­ków tak, aby cenili swoje miej­sca pracy. Nie robi tego rzecz jasna bez­in­te­re­sow­nie. Pra­cow­nik, zado­wo­lony ze swo­jej pracy, pra­cuje lepiej, chęt­niej, wydaj­niej, anga­żuje się w dzia­łal­ność firmy, wra­sta w nią, jest kre­atywny, życz­liw­szy, sło­wem jest źró­dłem dodat­ko­wej war­to­ści.
Zary­zy­kuję tezę, że im lepiej pra­co­dawca trak­tuje pra­cow­nika, tym wię­cej na nim zara­bia. Mityczny wyzysk kapi­ta­li­styczny to chwyt pro­pa­gan­dowy wyko­rzy­sty­wany przez lewicę w walce z kapi­ta­li­stycz­nym porząd­kiem świata i nie ma nic wspól­nego z rze­czy­wi­sto­ścią. Jeśli jakiś wyzysk ist­nieje, to stroną wyzy­ski­waną jest raczej pracodawca.

Trzy kroki do bogactwa

Pra­cow­nik, nawet ten naj­niż­szego szcze­bla, jest wizy­tówką stan­dardu firmy. Nie bez powodu Sam Wal­ton wymy­ślił zasadę „trzech kro­ków”, wedle któ­rej każdy pra­cow­nik, nawet nie mający kon­taktu z klien­tem, nawet fir­mowy dekarz czy palacz CO mają obo­wią­zek uśmiech­nąć się do każ­dej osoby, która zbli­żyła się do niego na odle­głość co naj­mniej na trzy kroki. Te „trzy kroki” to sym­bol, cho­dzi o wytwo­rze­nie odru­chu uśmie­cha­nia się do ludzi, bycia miłym, uprzej­mym, bo to two­rzy atmos­ferę wokół firmy. Na rynku ogrom­nej ilo­ści kon­ku­ru­ją­cych ze sobą pod­mio­tów, rzadko kiedy cho­dzi o coś wię­cej niż o jakość obsługi. Czasy znacz­nych róż­nic ceno­wych czy jako­ścio­wych należą do prze­szło­ści. O wybo­rze proszku do pra­nia, samo­chodu czy den­ty­sty decy­duje spo­sób, w jaki pro­dukty te lub usługi są nam dostar­czane bądź świad­czone. War­tość wszyst­kich pozo­sta­łych para­me­trów, jak: jakość, trwa­łość, wygląd, czy cena jest w więk­szo­ści pro­duk­tów podobna.
Rein­gold Wurth na początku ist­nie­nia swo­jej firmy Wurth (uchwyty, zawiasy, haki) zauwa­żył, że gros jego klien­teli to zapa­leni kibice spor­towi. Dla­tego już od ponad 60 lat znaczną część zysków inwe­stuje w spie­ra­nie ini­cja­tyw spor­to­wych; klu­bów, zawo­dów, buduje obiekty spor­towe etc.
Arthur Łukow­ski, nasz rodak z USA, zało­ży­cie­lem i wie­lo­letni mena­dżer sieci wymiany oleju w samo­cho­dach, Oil Express, chlubi się swoją metodą szko­le­nia pra­cow­ni­ków. Kurs trwa 10 dni; przez pierw­sze 9 dni Łukow­ski uczył nowo­przy­by­łych spo­sobu odbie­ra­nia tele­fonu, w ostatni, dzie­siąty dzień zapo­znaje ich z tech­no­lo­gią wymiany oleju w samo­cho­dzie. A trzeba wie­dzieć, że sieć Oil Express obsłu­guje ponad 300 marek samo­cho­dów. Wie­dząc o tym, że sieci wymiany oleju ist­nieje w każ­dym sta­nie co naj­mniej setka, Łukow­ski zro­zu­miał, że o wybo­rze tej czy innej sta­cji zde­cy­duje dro­biazg. Może nim być przy­ja­zny tembr głosu lub uśmiech osoby, odbie­ra­ją­cej tele­fon. Innymi słowy, zro­zu­miał, że renoma jego biz­nesu, a tym samym jego oso­bi­ste dochody, zale­żeć będą od zacho­wa­nia się jego pra­cow­ni­ków. Wal­ton, Łukow­ski, czy Wurth zro­zu­mieli, że ich naj­waż­niej­szym zada­niem (prócz bie­żą­cego zarzą­dza­nia firmą) jest pil­no­wa­nie jej renomy. Żad­nego z klien­tów Wal-martu, Wurth czy Oil Express nie inte­re­suje zakres wie­dzy pre­zesa, jego apa­ry­cja, a nawet jakość ofe­ro­wa­nych pro­duk­tów lub usług, ich inte­re­suje atmos­fera, jaką każda z tych firm two­rzy, a zwłasz­cza to, czy każdy jej sprze­dawca, mecha­nik, księ­gowy nale­ży­cie trosz­czy się o niego samego.
Co z tego, że Arthur Łukow­ski czy Rein­gold Wurth są być naj­mil­szymi ludźmi świata, jeśli ope­ra­torka tele­fo­niczna czy osoba zaj­mu­jąca się rekla­ma­cjami sprzętu w ich fir­mach zacho­wują się wobec klien­teli po cham­sku. Prze­ciętny klient bar­dzo rzadko kon­tak­tuje się z ludźmi wyso­kiego szcze­bla zarzą­dza­nia. Jego kon­takt z firmą odbywa się poprzez szcze­bel średni lub nawet niż­szy.
Wła­ści­ciel firmy, jej mena­żer, który tego nie rozu­mie, nie dba o swoją klien­telę, czyli nie wie co robi. Wcze­śniej jed­nak musi zro­zu­mieć, że dba­łość o klien­telę jest pochodną jego dba­ło­ści o zatrud­niony personel.

Stra­cić, żeby zarobić

SAS z Pół­noc­nej Karo­liny, USA, to naj­więk­sza na świe­cie firma software’owa, znaj­du­jąca się w pry­wat­nych rękach. Jej wła­ści­ciel, Jim Good­ni­ght, zwol­niony z pre­sji akcjo­na­riu­szy może sobie pozwo­lić na dość nie­sche­ma­tyczne decy­zje. Przy­kła­dowo, z jego wyboru, pra­cow­nicy SAS mają prawo korzy­sta­nia z zakła­do­wych żłob­ków i przed­szkoli, są za darmo szko­leni, otrzy­mują dofi­nan­so­wa­nie na stu­dia dla sie­bie i dzieci, mają dar­mowy dostęp do siłowni, pola gol­fo­wego, kortu teni­so­wego etc. Cała ta dar­mowa nad­bu­dowa kosz­tuje firmę zawrotną kwotę pra­wie 100 mln dol. rocz­nie.
Jak to moż­liwe, że bez ustawy naka­zu­ją­cej pra­co­dawcy goto­wa­nie pra­cow­ni­kom zup z wkładką mię­sną, obu­wia orto­pe­dycz­nego i innych świad­czeń naka­zy­wa­nych przez pol­skie prawo pracy, Jim Good­ni­ght dobro­wol­nie wyrzuca tyle pie­nię­dzy w błoto?
Filan­trop czy wariat?
Ani jedno, ani dru­gie. Jim Good­ni­ght to dobry biz­nes­men. Wyli­czył, że taki wyda­tek mu się opłaca. Średni staż spe­cja­li­sty zatrud­nio­nego w SAS, przy porów­ny­wal­nej (a nie­kiedy nawet niż­szej) płacy, jest bli­sko trzy­krot­nie dłuż­szy niż w fir­mach kon­ku­ren­cyj­nych, wli­cza­jąc w to Oracle czy Micro­soft. W cza­sie, gdy sta­ty­styczny pra­cow­nik SAS zmieni pracę raz, pro­gra­mi­sta Oracle czy Micro­soft zmieni ją trzy razy. Odej­ście pra­cow­nika doświad­czo­nego i prze­ję­cie nowego, bez doświad­cze­nia wymaga nakła­dów na szko­le­nie. Pan Good­ni­ght wyli­czył, że szko­le­nie tych fluk­tu­ują­cych ludzi kosz­to­wa­łoby go 300 mln dol., a więc trzy­krot­nie wię­cej. Dzięki tym wszyst­kim świad­cze­niom eks­tra zatrzy­muje per­so­nel przy sobie, oszczę­dza­jąc na fluk­tu­acji załogi dwa razy wię­cej niż kosz­tują go żłobki, korty teni­sowe, czy waka­cje na koszt firmy.
Dla­czego przy­kład SAS nie jest zaraź­liwy? Czy w innych fir­mach dobro­wolne świad­cze­nie pra­cow­ni­cze nie przy­nio­słyby korzyści?

Jan M. Fijor
”” 2006-10-09

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 24

  1. Kemot pisze:

    W wielu fir­mach ta sytu­acja wygląda inna­czej.
    Po co dbać o pra­cow­nika, zwolni się to się zatrudni innego który będzie robił/a to samo za mniej­sze pieniądze(tak im się wydaje)

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Wla­snie — tak im sie wydaje i dla­tego dostaja po sko­rze, bo jak zazna­czy­lem na wste­pie — eko­no­mia jest spra­wie­dliwa. Uklony Jan M Fijor

  3. Marek Majszak pisze:

    Co do spe­cja­li­stów pełna zgoda,natomiast jeżeli cho­dzi o pra­cow­ni­ków niz­szego szcze­bla, bez spe­cjal­nych kwa­li­fi­ka­cji znaj­dzie ich legion za te same pie­nią­dze bez spe­cjal­nych udo­god­nień w pracy (pisze z pol­skiej pro­win­cji) z powa­ża­niem M.M

  4. Jan M. Fijor pisze:

    I zaplaci za to cene: szko­le­nia, braku odpo­wie­dzial­no­sci, braku moty­wa­cji i innych czyn­ni­kow, wply­wa­ja­cych na ogolny obraz przed­sie­bior­stwa. Jeden zly stroz, lub odzwierny, czy ordy­narna lub nie­od­po­wie­dzialna ope­ra­torka tele­fo­niczna moze znisz­czyc duza firme. Praca jest towa­rem. Towar niskiej jako­sci, to zmar­no­wane pie­nia­dze. Nisz­cze­nie towaru, za ktory sie zapla­cilo, to tez strata. Ja bym powie­dzial, ze w przy­padku pra­cow­ni­kow nisko kwa­li­fi­ko­wa­nych tro­ska o pod­wyz­sze­nie kwa­li­fi­ka­cji musi byc jesz­cze wiek­sza. Inzy­nier, ksie­gowy, lekarz maja w sobie znacz­nie wie­cej samo­dy­scy­pliny i odpo­wie­dzial­no­sci. W sto­sunku do pra­cow­ni­kow nisko­kwa­li­fi­ko­wa­nych (kto­rych rze­komo jest na peczki, ale niech pan znaj­dzie dobrego, rze­tel­nego) zlu­dze­nie obfi­to­sci jest duze i to jest nie­bez­pieczne. Pozdra­wiam Jan M Fijor

  5. Marek Majszak pisze:

    Prze­pra­szam za tą nie­winną pro­wo­ka­cję !!! Ma Pan oczy­wi­ście rację, a potwier­dze­niem tego maże być dzia­ła­nie mojego byłego szefa (czło­wieka uczci­wego żadnego„krwiopijcy”), który przez ostat­nie dwa lata wiecz­nie wymie­nia załogę firmy i coś nie gra, nie iskrzy. Coraz wię­cej czasu poświęca na oso­bi­ste nad­zo­ro­wa­nie produkcji(firma kil­ku­na­sto oso­bowa). Z powa­ża­niem M.M

  6. Kemot pisze:

    ” Jeden zly stroz, lub odzwierny, czy ordy­narna lub nie­od­po­wie­dzialna ope­ra­torka tele­fo­niczna moze znisz­czyc duza firme.„
    Tak naprawdę od ludzi w fir­mie i ich podej­ścia do pracy zależy 90% suk­cesu firmy, uwaga w tym miej­scu try­wialna ale jakże praw­dziwa.
    Pra­cow­nik doce­niany czuję się zwią­zany ze swoją firmą i trak­tuje ją jako pry­watne dobro o które należy dbać.
    Jeśli nie czuje się z nią zwią­zany przy­cho­dzi tylko po to aby odro­bić swoje osiem godzin i iść do domu.
    Nie­stety wie­dza o pod­no­sze­niu kwa­li­fi­ka­cji pra­cow­ni­ków i moty­wo­wa­niu ich jest w wielu przy­pad­kach nie­do­stępna naszym pra­co­daw­com.
    Część firm roz­bu­do­wała się też na tyle, że funk­cjo­nują na zasa­dzie iner­cji, obo­jęt­nie kto, czy jaki pra­cow­nik ktoś zawsze popy­cha ten wózek.
    W Sta­nach być może do czasu, aż zna­la­złby się lep­szy przed­się­biorca, który odpo­wied­nio dobraną stra­te­gią ode­brałby kon­ku­ren­cji więk­szą cześć rynku.
    U nas nie­stety więk­szość firm funk­cjo­nuje na podob­nej zasa­dzie nie przej­mu­jąc się zbyt­nio kadrą pracowniczą .

  7. Jan M. Fijor pisze:

    Bede try­wialny; napi­sal pan to pod czym sie pod­pi­suje obiema recyma. Uklony Jan M Fijor

  8. G. M. pisze:

    Pra­gnę tylko pogra­tu­lo­wac bar­dzo dobrej pracy, gdyby tylko pol­scy przed­sie­biorcy uwa­zali podob­nie, ewen­tu­al­nie gdyby zda­wali sobie z tego sprawe — cho­ciaz moze nie chca, bo tak im wygod­niej — nie wie­dza ile traca…
    PS. Cze­kam na cd.
    Z pozdrowieniami

  9. szopen pisze:

    Słusz­nie. Mój kolega pra­co­wał w fir­mie gdzie haro­wał jak głupi. Zara­biał też nie­źle, ale szef nim pomia­tał i w końcu kolega fir­mie podzię­ko­wał. Na jego miej­sce przy­jęto dwóch pra­cow­ni­ków, któ­rych pen­sja jest łącz­nie więk­sza niż kolegi, a dodat­kowo co jakiś czas i tak wzy­wają kon­sul­tan­tów z War­szawy (co też kosztuje).

    Ale jego prze­ło­żony nie był wła­ści­cie­lem firmy. A wła­ści­ciele nic o tym nie wie­dzą i się nie dowiedzą.

  10. Jan M. Fijor pisze:

    Co za wla­sci­ciele, kto­rzy nie wie­dza, ze w fir­mie dzieje sie zle. Niech sie pan ie mar­twi — dowie­dza sie. Ude­rzy ich po kie­szeni, pre­dzej czy pozniej. Pozdra­wiam Jan M Fijor

  11. Witold Nykiś pisze:

    Nie tylko się zga­dzam w cało­ści, ale nawet podam przy­kład idący jasz­cze dalej. W latach 90 – 96 budo­wa­łem sieci tele­wi­zji kablo­wej. Przed­sta­wi­ciele załogi (takie jed­no­ra­zowe związki zawo­dowe) potra­fili pro­sić o prze­nie­sie­nie nie­sy­ma­tycz­nego (choć wydaj­nego) pra­cow­nika na takie sta­no­wi­sko aby nie miał stycz­no­ści z klientami.Dbając o dobrą opi­nię mon­te­rów zadbali jed­no­cze­śnie o dobrą opi­nię firmy. No, ale to były inne czasy. Dzi­siaj to nie musi pew­nie tak działać.

  12. Andrzej Pilipiuk pisze:

    W Pol­sce to nie przej­dzie. Po pierw­sze nie ma wol­nego rynku — tu każdy „poważny” biz­nes­men szuka sobie poli­ty­ków któ­rzy ochro­nią go przed kon­ku­ren­cją. (z ich braku może też zwia­zać się z mafią)(weżmy choćby przy­kład warsz­ta­tów samo­cho­do­wych w mniej­szych mia­stecz­kach, otwar­cie nowego cze­sto jest tam po pro­stu nie­moż­liwe). O docho­dach firmy decy­duje przede wszyst­kim miej­sce w ukła­dzie a nie fak­tyczna jakość czy wydaj­ność. (zeby daleko nie szu­kać w war­sza­wie jest taki spe­cja­li­styczny ser­wis kilku firm od ele­tro­niki. od lat sto­sują zasadę bez­li­to­snego dyma­nia — trudno to ina­czej nazwać — klienta. rzy­osi im się magne­to­wid do oczysz­cze­nia gło­wicy a odbiera rachy­nek na sze­reg dodat­ko­wych upior­nie dorgich regu­la­cji. jesz­cze nie splaj­to­wali — trudno wozić sprzęt na drugi koniec mia­sta) SZko­le­nia? Ich koszty? w wielu przy­pad­kach firmy nie zaprza­tają sobie głowy szko­le­niami — pra­cow­nik musi uzy­skać umie­jęt­no­ści i kom­plet papier­ków je potwier­dza­ją­cych na wła­sną rękę (i wła­sny koszt). Nie­które firmy i tu sie wycwa­niły — np jest taka­po­ważna gazeta branży budow­la­nej która ogła­sza sie dośc regu­lar­nie że potrze­buje redak­to­rów. kan­dy­dat dostaje 10 arty­ku­łów na próbę do zre­da­go­wa­nia. Reda­guje dowia­duje się że nie­stety nie ma odpo­wied­nich kwa­li­fi­ka­cji i won. Oczy­wi­ście nie płacą zła­ma­nego gro­sza — a z wyko­na­nej roboty sobie korzy­stają… Przy odro­bi­nie umie­jęt­no­ści można ten numer powta­rzać w nie­skoń­czo­ność. (zresztą wybiór­cza swo­jego czasu zachwa­lała ten sys­tem — ze niby zdo­bywa się bez­cenne doświad­cze­nie hłe hłe).
    Nawet wyjazd 2 – 3 milio­nów Pola­kow na zachód nie­wiele tu zmie­nił, nadal w wielu bran­zach opłaca się przy­ję­cie czło­wieka na kwar­tał wyiśnię­cie i wyrzu­ce­nie. Nadal — zwłasz­cza w małych ośrod­kach — powszechne jet zatrud­nia­nie wyłącz­nie na czarno. Zresztą przy narzu­tach na pit, zus, etc sie­ga­ją­cych 70% płacy w wielu przy­pad­kach jest to jedyna moż­liwa stra­te­gia bo kto nie eks­plo­atuje swo­ich nie­wol­ni­ków odpo­wied­nio bez­względ­nie ten zgi­nie. Myślę że to sie z cza­sem ucy­wi­li­zje. za jakieś 20 – 30 lat. Tylko trzeba dożyć. Ja sen­sow­nego (zdro­wego psy­chicz­nie, uczci­wego, odpo­wie­dzial­nego i wypła­cal­nego) pra­co­dawcę zna­la­złem po pię­ciu latach inten­syw­nego szukania.

  13. Kemot pisze:

    Andrzej Pili­piuk powie­dział:
    „Nadal — zwłasz­cza w małych ośrod­kach — powszechne jet zatrud­nia­nie wyłącz­nie na czarno. Zresztą przy narzu­tach na pit, zus, etc sie­ga­ją­cych 70% płacy w wielu przy­pad­kach jest to jedyna moż­liwa stra­te­gia bo kto nie eks­plo­atuje swo­ich nie­wol­ni­ków odpo­wied­nio bez­względ­nie ten zginie.”

    Mam przy­kład z innej strony.
    Zna­jomy opo­wia­dał mi o pew­nym skle­pie AGD-RTV w dużym mie­ście, który w ten spo­sób postę­po­wał z pra­cow­ni­kami.
    Bar­dzo duże wyma­ga­nia w sto­sunku do pra­cow­ni­ków, mnó­stwo godzi dio prze­pra­co­wa­nia a na koniec mie­siąca 800 – 900 na rękę.
    Sys­tem ten dzia­łał do czasu aż pew­nego dnia trzeba było sklep zamknąć.
    Bo wła­ści­ciele i kie­row­nicto przy­szli do pracy sami.

  14. Idefons pisze:

    Jak tak czy­tam te wszyst­kie wpisy, to az wlos staje na glo­wie jaka ta Pol­ska jest. A miala byc wol­no­ryn­kowa, cudow­nie bez­po­dat­kowa, bez­ma­fijna, nieupolityczniona.…Wiec niech nam Pan w koncu, zagra­nicz­nia­kom wyja­sni jaka ta Pol­ska w koncu jest? Prze­ciez wyjez­dzal Pan do niej z otwar­tymi skrzy­dlami, walac a ino odchody na ta Glu­pia Hamerke, gdzie Pol­ska Gier­kow­ska miala wzra­stac w Sile.…I gdzie te monu­menty Wol­nego Rynku w Pol­sce? Nie da sie ukryc, ze takie nedzne i komu­ni­styczne do nie­dawna Chiny bija nas na leb i na szyje. Moze to nam Pan wyjasni?

  15. Irek pisze:

    Panie Janku! Tekst tyleż praw­dziwy co… nijak nie przy­sta­jący do Pol­ski!!!
    Szko­le­nie odzwiernych,telefonistek, recep­cjo­ni­stek, kurie­rów to jedna wielka bujda na reso­rach! W Pol­sce nie ma praw­dzi­wego wol­nego rynku! Tak jak PRL-bis mamy socja­lizm bis!
    Pierw­sze sygnały do roz­mon­to­wa­nia sys­temu padły z ust Rakow­skiego zaraz po zamo­ro­do­wa­niu ks.Popiełuszki. Okres do upadku tzw.„komuny” to okres zbie­ra­nia kapi­tału i przy­go­to­wa­nia włą­ści­wego gruntu praw­nego. Przy­go­to­wa­nie ustawy o wol­no­ści gospo­dar­czej (potocz­nie zwa­nej ustawą Wilczka) — tak entu­zja­stycz­nie oce­nia­nej p.Kowina-Mikkego –to jedy­nie dowód na to jak „wła­ści­ciele PRL-u” chcieli doko­nać łagod­nego przej­ścia.
    Ustawa (w tej naj­lep­szej for­mie) ist­niała b.krótko — po wielu nowe­li­za­cjach powstał gniot,którego nie dało się stosować.Systematycznie wpro­wa­dzano kontyngenty,plafony, kon­ce­sje, pozwo­le­nia itd. Po co? Po to by nowa klasa posia­da­czy mogła utrzy­mac stan posia­da­nia i „wyciąć” powsta­jącą kon­ku­ren­cję! Pie­nią­dze ukra­dzione na FOZZ-ie, afe­rze „Żelazo” i innych afe­rach (Kan­to­rowa, alko­ho­lowa itp) były absur­dal­nie wiel­kie w sto­sunku do pie­nię­dzy dorob­kie­wi­cza, który na tar­go­wi­sku z łóżka polo­wego sprze­da­wał baterie-„paluszki” zwo­żone z Ber­lina Zachod­niego! Na stra­cie ludzie przed­się­bior­czy zostali u****ni bo nie mogli pod­sko­czyć tym, któ­rzy juz się usta­wili! Rela­cje pra­sowe — skrzet­nie przez wiele lat ukry­wane — potwier­dzają, iż pro­ces trans­for­ma­cji to jeden wielki shit! Nie­jaki (pisze tak albo­wiem spory co do toz­sa­mo­ści tego pana są gorące)Solorz miał podobno 16 pasz­por­tów i do tego na rózne nazwi­ska. W łatwy spo­sób mógł wyjeż­dzać (jesz­cze za komuny) za gra­nice i spro­wa­dzać Wart­burgi i Tra­banty. Mając SB-ckie kon­takty szybko mógł zostać kre­zu­sem „III RP” a pro­ces kon­ce­syjny „Pol­satu” to już była zwy­kła bułka z masłem.…
    Tak powstałe spółki (brzydko nazwane nomen­kla­tu­ro­wymi) nie kon­ku­rują mię­dzy sobą — nie wal­czą o klienta tak jak pod­mioty w gospo­dar­kach wol­no­ryn­ko­wych.
    Spółki takie to prze­cho­wal­nie dla poli­ty­ków (zwłaszca tych,którzy nie zała­pali się na kaden­cję) i ich rodzin.Do tego docho­dzą kole­sie ze stu­diów, woja (byłych ? służb) itd.Mając taki „poten­cjał” ludzki, spółka nie kon­ku­ruje na płasz­czyź­nie inno­wa­cyj­no­ści, przed­się­bior­czo­ści itd albo­wiem wszyst­kie kontrakty,granty, prze­targi zała­twia się dzięki kole­siom!
    Wy daje­cie zaro­bić nam a my wam!!!
    Cały „wolny rynek” w POl­sce to tyra­nia sta­tus quo! Służy jedy­nie utrzy­ma­niu wpły­wów tych, któ­rzy „zała­pali sie na prze­miany”! „Opi­nio­twór­cze” dzien­niki w NY lub Waszyng­to­nie mogą pisać bzdury o Pol­sce jako „Tygry­sie Europy”.Pański osąd z per­spek­tywy USA też jest taki jaki jest. Tu na miej­scu, wewnątrz sys­temu wszystko wygląda ina­czej.…
    Mając taki poten­cjał ludzki wwszelka rekru­ta­cja to czy­sta fik­cja! Bo przyj­muje się tylko „swo­ich”!!! Znam wiele miejsc, gdzie skła­da­nie cv to zwy­kłe mar­no­wa­nie czasu bo kto ma pra­co­wać wia­domo przed ode­bra­niem korespondencji…Jak to jest,że przy kwa­li­fi­ka­cji do Ame­ri­can Tabacco musia­łem zaśpie­wać pio­senkę a przy kwa­li­fi­ka­cji do pol­skiej firmy nie pytają się nawet o pogodę za oknem????

  16. Jan M. Fijor pisze:

    Mam pan duzo racji, ale pro­sze pamie­tac, ze kon­ku­ren­cja ist­nieje i lep­szy pra­co­dawca zwy­cieza pra­wie zawsze. Gor­szy — rzadko kiedy i tylko w fir­mach pan­stwo­wych. Uklony Jan M Fijor

  17. zatroskany stanczyk pisze:

    Co kol­wiek sie nie pisze, co kol­wiek sie nie mowi, to jed­nak zalewa nas tania Chinsz­czy­zna. Jak tak dalej bedzie to koniec zachod­niej cywilizacji.

  18. Jan M. Fijor pisze:

    Co to zna­czy zalewa? Prze­ciez ludzie to kupuja bez przy­musu, za swoje, ciezko zaro­bione pie­nia­dze. Gdyby ktos inny potra­fil pro­du­ko­wac tak tanio i tak dobrze, to pew­nie kupo­wa­li­by­smy od niego. Nara­zie Chin­czycy sa nie do pobi­cia. Zamiast uty­ski­wac i pote­piac, pod­gla­dac i kopio­wac. Uklony Jan M Fijor

  19. Waldi pisze:

    Mam pyta­nie odno­śnie firmy Wurth. O którą firmę Panu cho­dzi??????
    Adolf Wurth GmbH & Co.KG????
    Bo to co Pan pisze ( jeśli cho­dzi o tę firmę ) jest nie­prawdą.
    Z powa­ża­niem
    Waldi

  20. Jan M. Fijor pisze:

    Nie wie­dzia­lem, ze sa dwie firmy Wurth. Ja znam p. Rein­golda Wur­tha, ktory jest wla­sci­cie­lem firmy Wurth Group z Kun­zel­sau w RFN. Pozdra­wiam Jan M Fijor

  21. Waldi pisze:

    Witam
    Dzie­kuje Panu za odpowiedz.Niechciałbym aby moje słowa były poczy­tane za napa­ści na Pana:) Mówimy o tej samej fir­mie wurth. Tak się składa, że jestem pra­cow­ni­kiem i szko­le­niow­cem tej firmy.Nazwisko Wurth jest dość popu­larne więc zapy­ta­lem o która firmę cho­dzi. Imię bylego wła­ści­ciela firmy to Rein­hold a nie Rein­gold, tak jak Pan pisze. Obec­nie zarzą­dza firmą córka Rein­holda Bet­tina, a Rein­hold jest hono­ro­wym prezesem(dalej bar­dzo aktywnym).Nie powiem , że go znam , ale mia­łem przy­jem­ność uści­snąć jego dloń.
    Ale wra­ca­jąc do tematu. Nie znam innej takiej firmy w pol­sce , gdzie przy­kłada się taką uwagę na szkolenia.Nie ofe­ru­jemy( jak to napi­sał jeden z przed­mów­ców) tan­detę z Chin. Poli­tyka firmy nie pozwoli na to.
    Ode­rwę się teraz od han­dlo­wej firmy. Zna Pan przy­sło­wie o rybie i wędce. Wydaje mi się, że jesz­cze nie wszy­scy potra­fią u nas w kraju to wykorzystać.Ja musia­łem się tego nauczyć. Zycie mnie tego nauczyło.A teraz do meri­tum:)
    Firma nakłada bar­dzo duże koszty na szko­le­nie. Bazu­jąc na roz­mo­wach z kon­ku­ren­cją jeste­śmy wyjąt­kiem w kraju. A wła­sne doświad­cze­nia to takie , że jak 28 ma być wypłata, to jest. Papa wurth( jak to mówimy ) tak powie­dział i tak jest:) Reszta zależy od sprzedawcy.

    Wie Pan biz­nes:) Jak wszę­dzie. Nawet z chińsz­czy­zna.
    Pozdra­wiam
    Waldi
    p.s
    Jeste­śmy róż­nymi ludzmi i nie zawsze mósimy się ze soba zga­dzać. Prze­czy­ta­łem Pana histo­rie. Jestem pełen podziwu.
    Waldi

  22. Waldi pisze:

    Prze­pra­szam
    Kom­pu­ter ukradł mi pare zdań i może ta moja wypo­wiedz nie wydaje się składna.
    Waldi

  23. Sebastian Stiller pisze:

    Tekst daje dosko­nały obraz two­rze­nia Firmy i marki. Lecz jako były pra­cow­nik Wurth Pol­ska mam tro­chę inny pogląd na tą firmę. Fluk­tu­acja w Pol­sce jest tak duża, że nie jest to zgodne z filo­zo­fią Prof. Wurth. Pol­scy mena­ge­ro­wie sku­tecz­nie znie­chę­cają do dzia­ła­nia, cza­sami naprawdę ambit­nych han­dlow­ców. Ja nie­stety w tej fir­mie już nie pra­cuję, ale za to swoje ambitne plany reali­zuję u małego PRACODAWCY, który wła­śnie zatrzy­mał mnie dzięki atmos­fe­rze, współ­two­rze­niu i dal­szemu roz­wi­ja­niu firmy. Życzę aby każdy mógł się tak czuc jak Ja. Pozdrawiam!!!

  24. Jan M. Fijor pisze:

    Tez zauwa­zy­lem, ze w pol­skiej galezy Wur­tha dzieja sie rze­czy dziwne. Kilka tygo­dni temu, facet jadacy samo­cho­dem z logo Wur­tha zaje­chal mi po cham­sku dwu­krot­nie droge. To nie jest dba­losc o marke. Byc moze zanie­dbali jakiejs kwe­stii. Szkoda, bo wla­sci­ciel jest zacnym czlo­wie­kiem i lubi Pol­ske. Pozdra­wiam i cie­sze sie, ze zna­lazl pan satys­fak­cj­nu­ja­cego pra­co­dawce. Zna­czy to, ze to madry czlo­wiek. Pan tez. Jan M Fijor

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts