Uwaga: Wydawnictwo Fijorr funkcjonuje obecnie jako imprint wydawnictwa Feedom Publishing. Przeczytaj komunikat

Edukacja domowa. Edukacja przyszłości.

chat-dymki
0
Zamów w naszym sklepie Tagi: , , ,

Uwaga:

Od dawna oczekiwana na polskim rynku wydawniczym praca poświęcona homeschoolingowi/edukacji domowej. Jej autor, Wiesław Stebnicki, pedagog z USA, nie tylko przedstawia swoją przygodę ze szkołą domową, ale co ważniejsze, wyjaśnia dlaczego edukacja  w wydaniu tradycyjnym, to jest w formie edukacji państwowej, prowadzi  nasze dzieci na manowce, hamując ich talenty, zniechęcając do nauki, a co najgorsze, czyniąc z nich istoty zniewolone przez system, którego głównym celem jest uczynienie z ludzi posłusznych, spolegliwych lemurów.  Autor uświadamia nam też, jak ważnym narzędziem odbierającym człowiekowi samodzielność, niezależność i wolność jest szkoła  w wydaniu państwowym.

Na prośbę homeschoolersów, podajemy spis treści:

Zamiast wstępu ……………………………………………………………………… 7
Podziękowania ……………………………………………………………………….. 21
Przedmowa ……………………………………………………………………………. 23
1. Dzieci chcą się uczyć samodzielnie …………………………………………. 27
2. Myszki w laboratorium ………………………………………………………… 33
3. Czego szkoła uczy ……………………………………………………………….. 39
4. Edukacja w starożytnej Grecji – Ateny ……………………………………. 71
5. Edukacja w starożytnej Grecji – Sparta …………………………………… 75
6. Szkolnictwo pruskie ……………………………………………………………. 83
7. Cel edukacji ………………………………………………………………………. 85
8. Wiedza biograficzna − czyli mądrość pokoleń ………………………….. 89
9. Szkolnictwo pozbawia dzieci szlachetności ………………………………. 97
10. Czego nie uczy szkoła publiczna, a uczą szkoły elitarne ……………. 105
11. Niewidzialny rząd ……………………………………………………………… 113
12. Niebezpieczny scjentyzm ……………………………………………………. 121
13. Rozwiązanie …………………………………………………………………….. 123
14. Co jest naprawdę ważne? ……………………………………………………. 137
15. Gdzie tabakiera, gdzie nos ………………………………………………….. 153
16. Suplement – Dzieci szczególnie obdarzone …………………………… 167
Od Autora, czyli: kto to napisał? ……………………………………………….. 177
Od Wydawcy: ……………………………………………………………………….. 195
Suplement …………………………………………………………………………….. 197
Posłowie ……………………………………………………………………………….. 221

edukacjadomowa-ostateczna

Rozdział I

(…) Jeśli założymy, że nikogo nie można nauczyć niczego na siłę, logiczny będzie wniosek, że wszystkich uczniów podzielić można na samouków i nieuków.

Każdy z nas posiada wewnętrzne drzwi z klamką od środka i tylko my sami możemy je otworzyć. Jeśli lubiliśmy jakiegoś nauczyciela, to nawet gdy nauczał on przedmiotu, za którym nie przepadaliśmy, te wewnętrzne drzwi były otwarte. Jeśli natomiast nie lubiliśmy nauczającego, to temat nauczania miał mniejsze znaczenie – przyswojenie go sobie nie było łatwe. Przypomina mi to moją podróż pociągiem w wagonie sypialnianym do Jałty na Ukrainie. Wagon był bez przedziałów, korytarz po lewej stronie i dwupiętrowe łóżka po prawej. Jeśli leżący był wysoki, to przechodząc przez korytarz, trzeba było pochylać się ku oknu, aby nie uderzyć twarzą w jego stopy. Na korytarzyku znajdowały się stoliczki i siedzenia, które można było odczepić od ściany. Przy stoliku siedziało dwóch mężczyzn jedzących wędzonego łososia. Był to piękny kawał różowej, z pewnością wędzonej w domu, ryby. Ryba ta leżała na przetłuszczonej gazecie, a mężczyźni jedzący ją używali palców jako sztućców.

Kolejny obraz ilustrujący zgodę na otwarcie wewnętrznych drzwi pomimo niesprzyjających okoliczności: Przytrafiło mi się kiedyś dość nieoczekiwane przyjęcie. Okazją do niego było doroczne spotkanie mieszkańców osiedla domków jednorodzinnych, które właśnie odwiedziłem. Kiedy się tam pojawiłem, atmosfera była już dość swobodna, a ludzie rozweseleni. Zgromadzeni, dzieci tam prawie nie było, zasiedli przy grillu, racząc się napojami dla dorosłych charakterystycznymi dla takich miejsc i okazji. Mimo iż nikogo z nich nie znałem, spontanicznie zaproszono mnie do biesiadowania. Ktoś chciał mi nalać wina czy piwa, lecz wtedy okazało się, że napoje zostały już skonsumowane. Wówczas jeden z biesiadników pobiegł do domu i przyniósł stamtąd butelkę drogiej, kilkunastoletniej szkockiej. Bez pytania, czy mam ochotę wypić, czy nie, nalał mi alkohol do plastikowego kubka do pełna i serdecznym gestem zaprosił do toastu. Było skwarne popołudnie, napój ciepły, a naczynie nie nadawało się do tak szlachetnego trunku; mimo to skosztowałem. Do dziś pamiętam tamte myśli: czyż nie szkoda takiej drogiej whisky? Przecież ja nawet nie miałem na nią ochoty! Jednakże gościnność, serdeczność, wielkoduszność i entuzjazm tego człowieka tak mnie zauroczyły, że ugiąłem się przed nimi i chociaż nie lubię szkockiej, toast wypiłem.

Na przykładzie tych obrazów uważam, że opinia mówiąca, iż niektóre dzieci nie chcą się uczyć, jest w pełni uzasadniona. Od tego, kto nas usiłuje czegoś nauczyć, zależy w dużej mierze nasza determinacja, a więc chęć czy niechęć do uczenia się. Mimo iż zdajemy sobie sprawę z tego, że dany przedmiot jest ważny i potrzebny, niewłaściwe jego podanie – w sposób trudny, nudny czy bez serca – sprawi, że zniechęcimy się do nauki i nawet jeśli będziemy się starać, z takiej nauki nic wielkiego nie wyniknie.

Można doprowadzić konia do wodopoju, ale nie można zmusić go do picia.

Zwłaszcza z brudnego wiadra.

Oddanie dzieci do przymusowej instytucji szkolącej jest jak korzystanie z dworcowego bufetu na małej prowincjonalnej stacyjce. Każdy dostaje tacę, na której, w przypadkowych naczyniach, ustawia się rozmaite dania przygotowane i dobrane przez obcych ludzi, których nasze poczucie smaku czy preferencje kulinarne zupełnie nie obchodzą. Każda potrawa ma swój numer, tak jak każde zamówienie. Kolejność wydawania odbywa się według niego, anonimowo, bezimiennie. Taki system jest dla prowadzących bufet wygodny, przewidywalny i skalkulowany zgodnie z ich interesem. U klientów  wywołuje obcość, czują się traktowani przedmiotowo, a co gorsze, jedzenie w takiej placówce różni się diametralnie od tego, co i jak jemy w domu. Tam mama, żona czy siostra przygotowują posiłki wedle preferencji i potrzeb domowników, których dobrze znają i na których dobru im zależy. Istnieje cała gama nastrojów i emocji we wzajemnych relacjach. Każdy ranek jest inny. Każdy posiłek jest inny. Często razem decydujemy o tym, co będziemy wspólnie jedli. Czasem ktoś sam dla siebie lub dla rodzeństwa czy też dla części rodziny przyrządzi coś niezwykłego. Jest w tych działaniach dobroć, łagodność, czułość, a nie tylko mechanizmy i odruchy. Jest człowieczeństwo, a nie tylko zimna kalkulacja. Czy lubisz zabawę: „otwórz usta, zamknij oczy”? Ja jej nie lubię, i to nawet wtedy, gdy proponuje mi ją nasz dwunastoletni syn, z którym szczerze się kochamy.

Posyłając dzieci do państwowej instytucji szkolnej, oddajemy je w ręce obcych ludzi. Nie dość, że ludzie ci nie znają naszych dzieci, to na dodatek nie znamy ich my ani dzieci. My zamykamy oczy, a oni karmią dzieci. I wtedy często zdarza się, że te najbardziej twórcze, samodzielnie myślące i wrażliwe dzieci wcale nie chcą bezmyślnie otwierać ust. Widząc obcych ludzi karmiących je papką, buntują się albo zamykają. Dzieci, zwłaszcza te wrażliwsze i bardziej kreatywne, potrzebują kuchni domowej: obiadów rodzinnych, dobranych do ich gustów i upodobań. One same chcą wybierać to, czego domaga się ich wnętrze na aktualnym poziomie rozwoju.

Ludzie dzielą się na samouków i nieuków.

(fragment książki)