Łamanie kołem

W super­mar­ke­cie Real/Geant na war­szaw­skim Ursy­no­wie kupi­łem worek ziem­nia­ków firmy „Gru­dzień”. Wszyst­kie zgniłe. Nie pierw­szy raz ziem­niaki tej firmy odsta­wały od stan­dardu. Zwy­kle odpad wyno­sił 50 proc. Tym razem jed­nak wyrzu­ci­łem wszyst­kie.

Co w gospo­darce ryn­ko­wej robi kon­su­ment, który kupił wadliwy pro­dukt?
Idzie do sklepu i wymie­nia go na dobry, albo żąda zwrotu pie­nię­dzy. W tym przy­padku zre­zy­gno­wa­łem jed­nak z rosz­czeń, uznaw­szy że odnie­sie­nie pię­ciu kilo­gra­mów zgni­łych kawał­ków ziem­niaka jest bar­dziej uciąż­liwe i upo­ka­rza­jące niż strata 9 zło­tych. Nato­miast dokład­nie spraw­dzi­łem ety­kietę pro­du­centa, posta­na­wia­jąc sobie, że już nigdy nie kupię żad­nego wyrobu firmy „Gru­dzień”. Innymi słowy, że w przy­szło­ści kupo­wać będę ziem­niaki innych pro­du­cen­tów.
Poczu­łem ulgę, ale tylko na chwilę, uświa­do­mi­łem sobie bowiem, że wybór pro­du­centa należy od decy­zji sklepu, w tym wypadku Real/Geant. Skoro pro­wa­dzą sprze­daż zgni­łych ziem­nia­ków firmy „Gru­dzień”, to zna­czy, że mają w tym jakiś swój inte­res. Jeśli zatem chcę sku­tecz­nie posze­rzyć swój asor­ty­ment ziem­nia­ków i kupo­wać takie, jakie mi odpo­wia­dają, powi­nie­nem rów­nież zre­zy­gno­wać z korzy­sta­nia ze sklepu Real/Geant i się­gnąć po sklep kon­ku­renta. Nazywa się to wolną kon­ku­ren­cją i jest naj­sku­tecz­niej­szą obroną kon­su­menta m.in. przed han­dlem. Nie cho­dze­nie do Urzędu Ochrony Kon­su­menta, nie zawia­da­mia­nie red. Cebuli z pro­gramu Uwaga, ani nawet mole­sto­wa­nie Bogu ducha win­nych urzęd­ni­czek z Biura Obsługi Kon­su­menta, bo to kosz­tuje czas, nerwy i pie­nią­dze i jest dla poszko­do­wa­nego raczej karą niż nagrodą, lecz zimna, bez­na­miętna decy­zja rezy­gna­cji z usług czy pro­duk­tów, które nie speł­niają moich aspi­ra­cji. Jeśli pro­du­cent, usłu­go­dawca, czy w tym przy­padku sklep doku­czył w podobny spo­sób innym kon­su­men­tom, powinni uczy­nić to samo i zre­zy­gno­wać. Suma takich decy­zji pro­wa­dzi do ban­kruc­twa i jest naj­lep­szą, naj­sku­tecz­niej­szą lek­cją kon­su­me­ry­zmu, czyli filo­zo­fii ryn­ko­wej, pole­ga­ją­cej na sza­cunku i tro­sce o kon­su­menta. Ratuje nas ponadto od nie­uczci­wych, nie­fa­cho­wych czy nie­fra­so­bli­wych biz­nes­me­nów.
Pro­blem w tym, że ja wła­ści­wie nie mogę zre­zy­gno­wać z zaku­pów w sklepu Real/Geant. Innymi słowy, że sklep ten może nadal robić ze mną co zechce, bo ja nie mam wyboru. W pobliżu 3 km od mego domu nie ma innego, o porów­ny­wal­nym asor­ty­men­cie towa­rów, sklepu. Inne nie wcho­dzą w grę, gdyż są znacz­nie odda­lone, co pociąga za sobą dodat­kowe koszty na dojazd, wymaga dłuż­szego czasu, sło­wem, nie uza­sad­nia przej­ścia do kon­ku­ren­cji. Nie uza­sad­nione jest też robie­nie zaku­pów w pobli­skim skle­pie osie­dlo­wym, gdzie ceny są od 100 – 150 proc. wyż­sze niż w supe­mar­ke­cie, przy porów­ny­wal­nej jako­ści pro­duk­tów.
Dla­czego w pobliżu super­mar­ketu Real/Gant nie działa kon­ku­ren­cja? Czy dla­tego, że sklep ten jest bez­kon­ku­ren­cyjny? A może popyt na jego usługi jest za niski? Skądże znowu! Powo­dem, dla któ­rego Real/Geant nie ma kon­ku­ren­cji są decy­zje admi­ni­stra­cyjne. Urzęd­nicy uznali bowiem, że super­mar­ke­tów jest dość i nie pozwa­lają otwie­rać nowych.
Pan pre­zy­dent Lech Kaczyń­ski, kiedy rezy­gno­wał z funk­cji pre­zy­denta War­szawy z dumą poin­for­mo­wał opi­nię publiczną sto­licy, że w cza­sie jego kaden­cji nie wydano tu ani jed­nego zezwo­le­nia na „sklep wiel­ko­po­wierzch­niowy”. Czy trudno się więc dzi­wić fir­mie Real/Geant, że nie przej­muje się reak­cją kon­su­men­tów i bez żenady sprze­daje zgniłe ziem­niaki? Oczy­wi­ście, że nie. Przy takiej ochro­nie nic im nie grozi. Wszy­scy więc są pod jakąś ochroną prócz mnie, prócz kon­su­menta; firmę Gru­dzień chroni Real/Geant, firmę Real/Geant chro­nią urzęd­nicy pań­stwowi, urzęd­ni­ków zaś chroni igno­ran­cja elek­to­ratu. Koło się zamyka. Tym kołem, co cztery, pięć lat, oby­wa­tele Rzecz­po­spo­li­tej z roz­ko­szą łamią sobie członki. Cie­kawe, kiedy wresz­cie ktoś poczuje ból nie do zniesienia?

Jan M. Fijor
„rozne” 2007-01-23

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 9

  1. Andrzej pisze:

    Moze fakt nie ma wyboru, ale przy­naj­mniej moze Pan zro­bic „reklame” jw. ;)

    Tez sobie na wszelki wypa­dek zapamietam.

  2. Kemot pisze:

    Nie uza­sad­nione jest też robie­nie zaku­pów w pobli­skim skle­pie osie­dlo­wym, gdzie ceny są od 100 – 150 proc. wyż­sze niż w supe­mar­ke­cie, przy porów­ny­wal­nej jako­ści pro­duk­tów.„
    To co chce Pan powie­dzieć, że w Pana sle­pie osie­dlo­wym boche­nek chleba kosz­tuje 4 złote, litr wody 3,5 , a 5 kilo ziem­nia­ków kosz­to­wa­łoby 20 dychy ?.
    Co do Geanta to co Pana spo­tkało jest nor­malne dla takich firm gdzie nie­wielki w sto­sunku do asor­ty­mentu per­so­nel ma na gło­wie olbrzy­mią ilość rze­czy.
    Sam pra­cu­jąc w han­dlu wiem jak trudno jest pra­cu­jąc w dwie trzy osoby na dużym sto­isku z licz­nym asor­ty­men­tem utrzy­mać jaki taki porzą­dek.
    Jest to w prak­tyce nie­moż­liwe zwłasz­cza przy spe­cy­fice skle­pów wiel­ko­po­wierzch­nio­wych w któ­rych jest olbrzy­mia rota­cja pra­cow­ni­ków.
    Ale cóż prawda że może być tanio i dobrze to mit.

  3. Irek pisze:

    Panie Janku! Niech się Pan nie gniewa ale będzie tro­chę od serca…
    Tro­chę! :)
    Wyszło z Pana leni­stwo!
    Kupo­wa­nie w żan­cie albo innym ker­fu­rze zie­le­niny to nic innego jak leni­stwo.
    Jadąc na wieś może Pan kupić ziem­niaki kil­ku­na­stu odmian (białe, żół­ciut­kie, z większą-mniejszą ilo­ścią skrobi itp. Do tego może Pan kupić kapu­stę, por, mar­chew itp.
    Mój ojciec kiedy żył ( a miał taki zwy­czaj po swoim ojcu) przy­wo­ził jed­no­ra­zowo 3 worki ziem­nia­ków, worek cebuli, małą beczkę kapu­sty itede.
    Wszystko leżało w piwi­nicy i było doraź­nie wyj­mo­wane.
    Plusy byly takie:
     – wszystko było pod ręką ( w piwi­nicy, spi­żarni;
     – kupione (dośc czę­sto ostro targowane)od bady­la­rza było duuuuużo tań­sze niż kupione w mie­ście;
     – ziem­niaki, kapu­sta itp były wia­do­mego pocho­dze­nia tzn. nie wyho­do­wane pod hutą, kopal­nią, auto­stradą itd.

    Teraz Pan Fijor jedzie na zakupy do żanta i kupuje badzie­wie zamiast warzyw! Czy Pan wie, że mar­kety sprze­dają (ze względu na cenę) ziem­niaki prze­my­słowe (do prze­robu na pasze i spi­ry­tus)??? Prze­cież dobry zdrowy ziem­niak może leżeć w kopcu do marca i dłu­żej i nic temu ziem­nia­kowi się nie dzieje! To dla­czego zgniły Panu ziem­niaki marketowe?

    Rze­komo praw­dzi­wie wolny kon­su­ment gło­suje swo­imi butami! Niech Pan tych butów użyje!
    Stąd moja dobra rada:
    raz do roku niech Pan wsią­dzie w samo­chód i ruszy gdzieś na prowincję.Niech pan zapa­kuje cały bagaż­nik, a następ­nie złoży wszystko do piw­nicy. Potem pro­szę porów­nać ceny zakupu i ceny mar­ke­towe (Na bank.Szwajcarki a nie Soma­lij­ski będzie Pan „do przodu”). Potem pro­szę zapi­sac cenę ben­zyny zwią­za­nej z jed­no­ra­zo­wym wyjaz­dem za mia­sto, a następ­nie pro­szę pod­li­czyć koszty każ­do­ra­zo­wego pod­jazu do żanta po mar­chewkę , kapu­stę itp.
    Sta­wiam moją kla­wia­turę, że też wynik będzie na plus!

    To jest Wolny Rynek , a nie jakieś tam decy­zje Kaczyń­skiego o zaka­zie budowy mar­ke­tów.….
    Pozdrawiam!

  4. Maciej Ordon pisze:

    Sza­nowny Panie Janku. Zna­ko­mity arty­kul. Pro­ste prawdy, acz­kol­wiek cze­sto nie­zro­zu­miane. Pan Kemot nie rozu­mie slow kon­ku­ren­cja i ogra­ni­cze­nie tejze kon­ku­ren­cji a Pan Irek naj­wy­ra­zniej uwaza ze zakupy zyw­no­sciowe i wycieczki w tym celu w ple­ner to powinna byc glowna roz­rywka w III RP. Panie Irku, oku­pa­cja hitle­row­ska juz sie skon­czyla jakis czas temu i pro­po­no­wal bym zajac sie czyms innym jesli cho­dzi o rozrywke.

  5. Irek pisze:

    Re to M Ordon:

    Jeśli robie­nie zaku­pów trak­tuje Pan jako główną roz­rywkę to mi strasz­nie Pana żal! Bo ja jak tyram cały tydzień to w week­end jadę w Beskidy lub Tatry (nie po zakupy…).
    Panie Maćku! Komuna skoń­czyła się jakis czas temu (a wraz z nią komi­tety kolej­kowe ). Dla­tego pro­po­nuję Panu zaku­pów nie trak­to­wac jako rozrywki…

  6. Jadwiga pisze:

    Gra­tu­luje poczu­cia humoru i lek­ko­sci ?piora” Z przy­jem­no­scia czy­tam Pana felie­tony , I nawet Pana znie­sma­cze­nie mi sie nie udziela . Czy­ta­jac Pana , mam wra­ze­nie , ze to cal­kiem naj­nor­mal­niej­sza nasza rze­czy­wi­stosc . Juz sie balam , ze beda porow­na­nia nad wyzszo­scia Ame­ryki nad Pol­ska , A tu mila nie­spo­dzianka . jak­bym sly­szala sie­bie , cytu­jac slowa poety ” a mnie ta zie­mia od innych droz­sza „… Panie Janku , mamy wybor , albo osie­dlowy bazar , albo eks­klu­zywny sklep . Tylko po co .. . Jesli towar eks­klu­zywny to moze nam sta­nac oscia … bo jak zjesc z ape­ty­tem skoro tak drogo to kosz­to­walo . A na ryneczku osie­dlo­wym mozna zawsze spo­tkac sasia­dow , zna­jo­mych , a jesli nie , to przy­cup­nac , niby to ogla­da­jac towary i poslu­chac o czym Polacy — Rodacy — Kra­ja­nie — Tubylcy roz­ma­wiaja ? Co naprawde zaj­muje ich uwagę . czy kolejne dymi­sje i wybory , czy naj­zwy­klej­sza proza codzien­no­sci . czyli co dzis ugo­to­wac na obiad . Albo jak spo­tkac Kasie , ktora od mie­siaca zapo­mina , ze pozy­czyla od nas pare zlo­tych , albo jak spe­dzi­li­smy kolejny week­end kar­na­walu … Fajne to roz­mowy i takie spo­leczne , codzienne . Wiec nawet zgnile ziem­niaki nie sta­no­wia pro­blemu . Jak przyj­dzie wio­sna , jak bedzie cie­plutko zaczniemy wyjez­dzac na wies , po ziem­niacki , ogorki , pomi­dory czy pie­truszke , Przy oka­zji łap­niemy tro­che tlenu w piersi … Ale teraz zima , gdzie­nie­gdzie snieg wiec w zasa­dzie mozemy sobie pona­rze­kac . Ale skoro trzeba nauczyc sie kry­ty­ko­wac , Bo jesli kry­tyka jest zbyt wyra­zi­sta , to zosta­niemy posa­dzeni o brak humoru , to chyba dobrze nauczyc sie od hiper­mar­ke­tow . To byl tylko zart han­dlowca sprze­daz takich ziem­niacz­kow . Wszak porow­na­nia czlo­wieka ze .. swi­nia byloby paskudne . A zatem jak odro­znic czlo­wieka od swini nie obra­za­jac go ? Ano wystar­czy dac mu zjesc to co daje sie temu mie­si­stemu zwie­rza­kowi i jesli zje to … zna­czy , ze swoj czlo­wiek . Popa­trzy­lam sobie po klien­tach Auchan , Makro i … tak sobie mysle , Oni kupuja dla lud­no­sci , do barow , restau­ra­cji , ale nie dla sie­bie . To sa prze­ciez sklepy glow­nie dla przed­sie­bior­cow. Byle jak naj­ta­niej kupic i jak naj­dro­zej sprze­dac . Sami zas gdy juz zaro­bia kupuja raczej mar­kowe towary . Pomy­sla­lam , ze chyba mie ma za duzo tych mar­ko­wych ludzi , bo tak naprawde i nie za wiele mar­ko­wych skle­pow , a jesli juz sa to raczej w nich tloku nie ma . A w skle­pach wiel­ko­po­wierzch­nio­wych nawet do kasy mozna godzine stac w kolejce . Zatem skoro jestem klien­tem takiego sklepu to chyba jestem prze­ciet­nym oby­wa­te­lem naszgo naprawde piek­nego kraju .

  7. Poziomka pisze:

    Sza­nowny Auto­rze! Pro­wa­dzi Pan na swo­ich stro­nach wyklady z eko­no­mii, gospo­darki i pokrew­nych, zwy­kle ze swadą i ogrom­nym prze­świad­cze­niem o swo­jej nie­omyl­no­ści. Mam więc pyta­nie: co jest tań­sze, zgniłe ziem­niaki po 9zł/5kg czy nie­zgniłe ziem­niaki za 18zł/5kg? Bo może tylko kosz­tuje na „wol­nym rynku” dostar­cze­nie klien­towi ziem­nia­ków nada­ją­cych się do jedze­nia? Ale świa­domy (jak wynika z jego publi­cy­styki) klient woli kupić zgniłe taniej i wyrzu­cić, niż dać zaro­bić „spe­ku­lan­towi” z warzywniaka.

  8. Jan M. Fijor pisze:

    Pro­blem w tym, ze ja nie kupo­wa­lem zgni­lych. To nie jest wybor mie­dzy zgni­lymi i nie­zgni­lymi, lecz oszu­stwo pole­ga­jace na wpro­wa­dze­niu mnie w blad. Oszu­stow rtzeba tepic, ale nie mozna, bo chroni ich pan­stwo pol­skie. Uklony Jan M Fijor

  9. Poziomka pisze:

    Może Pan nie kupo­wał, ale Pan kupił. A zgod­nie z pana tek­stem odpad już wcze­śniej wyno­sił „zwy­kle” 50%, co zna­czy, że ziem­niaki wcale nie kosz­to­wały 9zł za 5kg, prawda? Ja też jestem za tym, żeby oszu­stów tępić, ale z Pana tek­stu wynika, że woli Pan kupić drogo zepsuty towar w dużym skle­pie, bo tak jest Panu wygod­niej. A na doda­tek „racjo­na­li­zuje” pan swój wybór twier­dząc, że w małych skle­pach jest „dro­żej”. Stąd moje pyta­nie czy droż­sze są nie­zgniłe ziem­niaki w cenia nomi­nalne wyż­szej, czy zgniłe w cenie nomi­nal­nie niż­szej. No ale skoro nawet Pan woli kupowc „tani” chłam w dużym skle­pie, to co tu mówić o świa­do­mo­ści eko­no­micz­nej zwy­kłych oby­wa­teli robią­cych „oka­zyjne” zakupy? No i skoro nie chce się Panu rekla­mo­wać towaru nie­zgod­nego z umową (jak to okre­śla nasze prawo) to jak ma być lepiej? Ale oczy­wi­ście winny są urzęd­nicy, pań­stwo i cykliści.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts