Najtrudniejszy zawód świata cz. 2

Jedną z pod­sta­wo­wych róż­nic mię­dzy gospo­darką cen­tral­nie pla­no­waną, czyli socja­li­styczną, a gospo­darką wol­no­ryn­kową jest spo­sób podej­ścia do pro­ble­ma­tyki dys­try­bu­cji, czyli sprzedaży.

W sys­te­mie socja­li­stycz­nym, sprze­daż jako sztuka zaspo­ka­ja­nia potrzeb kon­su­menta, de facto nie ist­nieje. Dys­try­bu­cją bowiem zaj­muje się cen­tralny pla­ni­sta. On wyzna­cza spo­sób trans­fe­ro­wa­nia dóbr i usług od pro­du­centa do kon­su­menta. „Sprze­dawcy” w takim sys­te­mie wyko­nują co naj­wy­żej wolę pla­ni­sty, stąd przy­wy­kło się ich nazy­wać eks­pe­dien­tami. Zwłasz­cza, że sys­tem cen­tral­nego pla­no­wa­nia (dys­try­bu­cji) cha­rak­te­ry­zuje się ryn­kiem pro­du­centa, a nie kon­su­menta.
W sys­te­mie wol­no­ryn­ko­wym lub zbli­żo­nym, sprze­daż jest pod­sta­wo­wym ogni­wem dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej, co naj­mniej tak waż­nym, jak sama pro­duk­cja. Sprze­dawca jest pod­sta­wo­wym ele­men­tem sys­temu, uła­twia­ją­cym trans­fer kon­kret­nych dóbr i usług od pro­du­centa do kon­su­menta. Nie ma takiej dzie­dziny gospo­darki, która w wyda­niu wol­no­ryn­ko­wym mogłaby żyć bez sprze­daży. Nie do wszyst­kich prawda ta dociera jed­na­kowo szybko. Wielu biz­nes­me­nów uważa wciąż, że dobry pro­dukt broni się sam, spy­cha­jąc „tech­no­lo­gię sprze­daży” na dal­szy plan. Doty­czy to zarówno usług finan­so­wych, nie­ru­cho­mo­ści, sieci MLM (multi level mar­ke­ting), jak i sprze­daży samochodów.

Mniej wię­cej rok temu otrzy­ma­łem list od Wojtka (imię zmie­nione – jmf). Woj­tek pra­cuje jako sprze­dawca w salo­nie Mer­ce­des Benz, w śred­niej wiel­ko­ści b. mie­ście woje­wódz­kim. Spe­cja­li­zuje się w samo­cho­dach dostaw­czych. Sprze­daw­ców w salo­nie jest dwóch. Ten drugi to „star­szy, doświad­czony kolega, który prze­chwy­tuje gros klien­tów”. Woj­tek się jed­nak nie pod­daje. Czyta, stu­diuje psy­cho­lo­gię, dba o wygląd, jest punk­tu­alny, utrzy­muje przy­ja­zny kon­takt ze swo­imi dotych­cza­so­wymi klien­tami, dba o nich — mimo to jego sprze­daż ugrzę­zła w mar­twym punk­cie.
„Mój teren dzia­ła­nia – pisze — to całe woje­wódz­two. Moje narzę­dzia to duży prze­stronny salon, moż­li­wość korzy­sta­nia z samo­chodu służ­bo­wego, komórka, kom­pu­ter, wła­sny gabi­net i moż­li­wość anga­żo­wa­nia mar­ke­tingu w orga­ni­za­cję spo­tkań, reklamę etc. Kosz­tami tymi nie jestem bez­po­śred­nio obcią­żony, bo pra­cuję jako pra­cow­nik, a nie samo­za­trud­niony”. Co z tego, skoro nie może poko­nać magicz­nych 4 sprze­da­nych samo­cho­dów mie­sięcz­nie. Tylko taka sprze­daż gwa­ran­tuje bowiem godziwy zaro­bek. W 2003 roku sprze­dał 23 samo­chody, co wystar­czyło na bar­dzo skromne utrzy­ma­nie rodziny Wojciecha.

Wła­ści­ciel salonu jest zda­nia, że „głów­nym źró­dłem klien­tów są wej­ściowe drzwi do salonu”, stąd jego pod­sta­wo­wym narzę­dziem (pro­spek­tingu) pozy­ski­wa­nia klien­tów stała się reklama w mediach. Nie­stety, pozy­skani tą drogą klienci obsłu­gi­wani są przez „star­szego, doświad­czo­nego kolegę”, który pra­cuje dłu­żej, ma biurko w cen­trum salonu i cie­szy się wzglę­dami wła­ści­ciela. „Czy to ja coś źle robię, czy po pro­stu nie ma moż­li­wo­ści zmiany tej sytu­acji?” – pytał w kon­klu­zji listu, pro­sząc mnie o radę.
Sprze­da­wa­łem już w swoim życiu: lody, owoce, kom­pu­tery, insta­la­cje okienne, usługi dru­kar­skie, książki, akcje, reklamy, obli­ga­cje, nie­ru­cho­mo­ści, a nawet dzieła sztuki — samo­cho­dów nigdy. W trak­cie pierw­szej roz­mowy tele­fo­nicz­nej z Wojt­kiem dosze­dłem do wnio­sku, że jest on w swej pracy zbyt pasywny. Zamiast wyjść po klienta poza gra­nice salonu, sie­dzi i czeka. Aby to zmie­nić, dora­dzi­łem mu udział w poka­zach pojaz­dów w tzw. tere­nie, dzięki czemu jego poten­cjalni klienci mogliby poznać zalety towa­ro­wych mer­ce­de­sów. Porada nie przy­nio­sła spo­dzie­wa­nych rezul­ta­tów. Woj­tek miał co prawda wię­cej kon­tak­tów z poten­cjal­nymi nabyw­cami, ale wymier­nych efek­tów tego wysiłku nie było. To zna­czy były, ale nie uza­sad­niały wło­żo­nych weń: dodat­ko­wej pracy, czasu i ener­gii. Zresztą na pokazy przy­cho­dziło nie­wiele osób, a te które się tam poja­wiały rzadko kiedy decy­do­wały się na kupno. „Co mam w takiej sytu­acji robić?” – pytał despe­racko autor listu.

Jed­nym z błę­dów popeł­nia­nych przez sprze­daw­ców naj­czę­ściej jest sta­wia­nie ilo­ści przed jako­ścią, ja to nazy­wam „pracą na wyścigi”. Ta tech­nika jest szcze­gól­nie gor­li­wie apli­ko­wana sprze­daw­com przez mena­dże­rów. Polega ona wła­śnie na zwięk­sza­niu inten­syw­no­ści kon­tak­tów, wydłu­ża­niu czasu pracy, zwięk­sza­niu czę­sto­tli­wo­ści mailingu itp. zabie­gom ilo­ścio­wym. O ile, taki dodat­kowy wysi­łek przy­nosi rezul­taty, i w jego rezul­ta­cie sprze­daż rośnie, to wzrost ten jest naj­czę­ściej nie­współ­mierny do kosz­tów takiego wyścigu. Wia­domo prze­cież, że zamiast pra­co­wać 20 godzin zara­bia­jąc 10 zł na godzinę, lepiej jest pra­co­wać 10 godzin zara­bia­jąc 20 zł na godzinę. Innymi słowy, zamiast ści­gać się i – co tu ukry­wać — pra­co­wać ciężko, należy pra­co­wać mądrze, czyli lżej, czyli wydaj­niej. Jeśli widzimy, że nasze sta­ra­nia ilo­ściowe nie przy­no­szą rezul­ta­tów, należy się zasta­no­wić na reformą sfery jako­ści, a nie zwięk­szać ilo­ści.
Z rela­cji Wojtka wyni­kało, że pokazy samo­cho­dów (pod słowo: samo­chód można rów­nie dobrze pod­ło­żyć: ubez­pie­cze­nie, kosme­tyk, odku­rzacz etc.) odby­wają się pod hasłem: „przyjdź, zobacz jaki dobry pro­dukt mamy na sprze­daż i kup!”. I cho­ciaż, jak pisze Woj­tek, klienci nie mają pro­ble­mów z uzna­niem wyso­kiej jako­ści mer­ce­de­sów, nie wyka­zują jakie­goś szcze­gól­nego entu­zja­zmu. Dla­czego? Bo ludzie z zasady nie lubią, gdy im się coś wci­ska. Moty­wem dzia­ła­nia czło­wieka jest chęć poprawy sobie sytu­acji, ale nie w dro­dze przy­musu, narzu­co­nej pre­fe­ren­cji, lecz poprzez wolny wybór. Jeśli nawet uczest­nicy pokazu byli prze­ko­nani, że kupno mer­ce­desa poprawi ich sytu­ację, woleli dojść do takiego wnio­sku sami, a na pewno bez „natręt­nych sprze­daw­ców”. A zatem, to nie pokazy były złe, lecz inten­cje strony sprze­da­ją­cej. Zmieńmy inten­cje a zoba­czymy jakie będą skutki. I tak, zamiast pre­zen­to­wać pro­dukt po to, by w efek­cie został kupiony (czyli w inte­re­sie salonu i jego sprze­daw­ców) spró­bujmy zor­ga­ni­zo­wać pokaz tak, aby to jego uczest­nicy (a nie salon czy sprze­dawcy) poczuli się pod­mio­tem, czyli mieli wię­cej wol­nego wyboru. Na przy­kład, zamiast pokazu mer­ce­de­sów (ubez­pie­czeń, kosme­ty­ków, odku­rza­czy etc.), które chcemy sprze­dać, zor­ga­ni­zujmy semi­na­rium na temat nowych kont eme­ry­tal­nych czy ustawy o podatku VAT. Im bar­dziej atrak­cyjny temat wybie­rzemy, tym do więk­szej ilo­ści ludzi dotrzemy. Naj­waż­niej­sze jed­nak, że ludzie przyjdą na semi­na­rium poświę­cone ICH pro­ble­mom, a NASZ pro­dukt będzie co naj­wy­żej jego tłem: na par­kingu, w widocz­nym miej­scu przed miej­scem semi­na­rium posta­wimy kilka mer­ce­de­sów wywie­simy duży pla­kat infor­mu­jący o naszym pro­duk­cie, w pro­gra­mie semi­na­rium znaj­dzie się logo naszej firmy, na ścia­nie zaś foto­gra­fie ofe­ro­wa­nych pojaz­dów itp. W ten spo­sób osią­gniemy nasz cel (sprze­daż mer­ce­de­sów) znacz­nie sku­tecz­niej niż dotych­czas, orga­ni­zu­jąc „pokaz” na pokaz. Na takiej zasa­dzie funk­cjo­nuje prze­cież reklama umiesz­czana wzdłuż bieżni sta­dio­nów spor­to­wych czy w pro­gra­mach ope­ro­wych. W ten spo­sób reali­zu­jemy zasadę sprze­daży ide­al­nej, która polega na słu­że­niu kon­su­men­towi, a nie sobie.
A co się sta­nie, jeśli uczest­nicy pokazu nie zauważą mer­ce­desa? Innymi słowy, gdy sko­rzy­stają a naszego wysiłku (orga­ni­za­cja semi­na­rium podat­ko­wego) i samo­cho­dów nie kupią? Część na pewno tak uczyni, ale prze­cież to samo działo się na „tra­dy­cyj­nych” poka­zach. Inni sami będą się roz­glą­dać za spo­so­bem rewanżu za to, że zro­bi­li­śmy dla nich coś poży­tecz­nego. Uczest­ni­czy­łem w wielu takich semi­na­riach orga­ni­zo­wa­nych na tematy rynku papie­rów war­to­ścio­wych, spo­so­bów finan­so­wa­nia stu­diów czy pry­wat­nych eme­ry­tur. Ich orga­ni­za­to­rami był raz IBM, innym razem sieć tele­fo­nii komór­ko­wej SBC czy Nis­san. Jeśli nawet nie zare­ago­wa­łem natych­miast, i nie kupi­łem kom­pu­tera, tele­fonu komór­ko­wego czy samo­chodu, to na pewno utrwa­liło się w mojej pod­świa­do­mo­ści (i świa­do­mo­ści) przy­ja­zne sko­ja­rze­nie z tymi mar­kami. Ludzie lubią się rewan­żo­wać za to, że się ich poważ­nie trak­tuje. W myśl zasady „dbaj o innych ludzi, to i oni o cie­bie zadbają”. O kimś, kto myśli wyłącz­nie o sobie, nie myśli nikt, poza nim samym!

Jan M. Fijor
„róźne” 2007-09-10

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 27

  1. Mariusz Wiącek pisze:

    Nic dodać nic ująć. Gdy ja korzy­stam z usług przed­sta­wi­cieli han­dlo­wych zwa­nych dorad­cami tech­nicz­nymi daję im do roz­wią­za­nia kon­kretny pro­blem. Fil­tra­cja pro­szę bar­dzo tu mam kło­poty co pan ofe­ruje, i czy zapro­po­nuje mi pan roz­wią­za­nie, które się spraw­dzi a jak nie to zabie­ra­cie cały sprzęt do sie­bie i ja za nic nie płacę.
    pozdrawiam

  2. Jan M. Fijor pisze:

    I ja pozdra­wiam JM Fijor

  3. Anna Adamczyk pisze:

    Może prawda. W Ame­ryce. Ten Woj­tek guzik z tego bedzie miał, że ogó­łem sprze­daż wzro­śnie. On po pro­stu jest zbędny w salo­nie, gdzie przy­cho­dzi 1 klient na tydzień. Ten stary co tam sie­dzi wystar­czy. Kto ma zamiar kupić mer­ce­desa, to wie, gdzie ma iść i na pewno nie przyj­dzie na jakieś dar­mowe szko­le­nie i nie kupi go na sku­tek pla­katu, który Woj­tek powiesi na ścia­nie. Reasu­mu­jąc: Woje­tek szu­kaj pracy tam, gdzie będziesz jedy­nym sprze­dawcą, albo w branży, gdzie jest duużo wię­cej klientów.

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Myli sie pani pira­mi­dal­nie. Tak bylo w komu­nie, kiedy bra­ko­walo towaru. W sys­te­mie kon­ku­ren­cji ktos, kto mysli tak jak pani, zban­kru­tuje. Gdyby na mer­ce­desa by,lo nie­wielu nabyw­cow, to by mer­ce­des zban­kru­to­wal. Oba­wiam sie, ze to jed­nak pani moze miec pro­blemy sto­su­jac takie podej­scie. Zycze suk­ce­sow Jan M Fijor

  5. Anna Adamczyk pisze:

    Pan ma rację co do zasady.Ale takie podej­ście dziś do sprze­daży mer­ce­desa w Pol­sce nie da temu Wojt­kowi forsy, na którą liczy.Jeszcze potrzeba czasu.

  6. Marek pisze:

    Cokol­wiek by tu nie mowic, to jed­nak Mc Donnald’s nie posiada jed­nego sprze­dawcy, ktory czeka na kli­jenta z zamia­rem kupie­nia duzego ham­bur­gera, za sto dola­row. Mc Donnald’s, zara­bia centy na jed­nym ham­bur­ge­rze co pomno­zone przez biliony daje miliony. Jak­kol­wiek nie jestem prze­ciw­n­kiem wiel­kiego ham­bur­gera, tak jak i dro­giego Merca, to jed­nak szyb­ciej robi sie szmal na tanich ham­bur­ge­rach volu­me­nami z pro­stymi rekla­mami dla kon­su­menta, ktory prze­cie musi glod szybko i tanio zaspo­koic — to z punktu widze­nia popytu i podazy.

  7. Marek pisze:

    Co mogl­bym Wojt­kowi dora­dzic, to prze­czy­ta­nie wspa­nia­lej ksiazki pt. „blink — The Power of Thin­king without Thin­king” Mal­com Gladwell’a, kto­rej frag­menty czy­ta­lem wczo­raj w kawiarni, do kto­rej moj ame­ry­kan­ski kolega przy­niosl ta ksiazke. Nie samo­wite reak­cje ludz­kie, odru­chy, eks­pe­ry­menty uni­wer­kow mie­dzy innymi rela­cje pomie­dzy kli­jen­tem i sprze­dawca, ale nie tylko. I to sie wla­snie zauwaza np. u deale­row, ze kilku z nich stoi, pro­buje pod­cho­dzic do kli­jenta, ale kli­jenci upa­trzyli sobie mlo­dego, ogo­lo­nego na palke, szczu­plego Fili­pin­czyka. I nie wazne jakiej naro­do­wo­sci byli kli­jenci, to wszy­scy dobi­jali sie wla­snie do niego, nawet i nasi rodacy. I niczym sie szcze­gol­nym nie wyro­znial ten Fili­pin­czyk, jak tylko, ze byl nie­wiel­kiego wzro­stu, w ciem­nych spodniach, szczupy w lekko nie­bie­ska­wej koszuli bez kra­watu, roz­pie­tej z jed­nego guzika u szyi w cza­sie gdy reszta sprze­daw­cow ubrana byla w przy­sztyw­nawe gar­ni­tury. Dosyc szyb­kim cho­dze­niem, pew­nym sta­pa­niem po grun­cie i kon­kret­nymi odpo­wie­dziami na pyta­nia kli­jen­tow, spra­wial wra­ze­nie zawo­dowca w tej han­lo­wej pro­fe­sji Wio­sna tego roku bie­ga­lem dosyc inten­syw­nie szyb­kimi spryn­tami po oko­licy gdzie miesz­kam i kiedy nie mogac juz dlu­zej wytrzy­mac ogorm­nego wysilku, zwol­ni­lem i dotar­lem do lawki w parku, gdzie wysta­wiala do slonca twarz prze­piekna, mloda hin­du­ska z nie­zwy­klymi walo­rami kobie­cymi. Kiedy oddech mi sie wyre­gu­lo­wal, to zacza­lem roz­mowe z ta kobieta i przy­pusz­cza­lem, ze jako Hin­du­ska, bedzie raczej stro­nila o „obcych mezsz­czyzn”, ale gdzie tam.… Byla to nowo­cze­sna i nie­zwy­kle elo­kwenta dziew­czyna, wla­da­jaca dobrym angiel­skim, z lek­kim tylko akcen­tem, bez tak moc­nych i innych Hin­du­sek nale­cia­lo­sci etnicz­nych. Wro­cila z Austra­lii, wiec opo­wia­dala mi o ludziach, ale miala pewien pro­blem. Otoz zalo­zyla orga­ni­za­cje cha­ry­ta­tywna, dla zbie­ra­nia pie­nie­dzy i mate­rial­nych rze­czy, dla bied­nych dzieci w Indiach i w Azji. Wiec tak chciala mnie roz­czu­lic jej altru­istyczna moral­no­scia i etyka, a ja slu­cha­lem, jak ta „busi­ness­manka” brnela i brnela w to altru­istyczne i latwo jej przy­cho­dzace bagienko. Kiedy skon­czyla, to zapy­ta­lem sie, czy cie­kawa jest mojej reak­cji, jak ja bym zare­ago­wal jako wla­sci­ciel duzej kor­po­ra­cji, na jej lamenty. Oczy­wi­scie zamie­nila sie cala w sluch.… Wiec powie­dzia­lem jej, ze dal­bym jej jakies tam ochlapy, aby sie jej pozbyc szybko. Byla przy­gne­biona i dalej cia­gnela to lamen­to­wa­nie, jed­nak teraz juz z wiek­sza inten­syw­no­scia, a moja reak­cja, ze jesz­cze szyb­ciej bym sie ulut­nil i mniej ochla­pow dal… Stwier­dzila, ze nie mam serca, ze nie ma we mnie nic z czlo­wie­czen­stwa. Wiec prze­ja­lem jej role i przed­sta­wi­lem jej jak ja bym pod­cho­dzi wla­sci­ciela kor­po­ra­cji. Oczy­wi­scie gdy­bym juz dotarl do niego, to przede wszyst­kim podzi­wial­bym maga­zyny, biura i caly park maszy­nowy, ktory utrzy­my­wany jest w nale­zy­tym porzadku, o tym, ze pra­cow­nicy wiel­kiego maga­zynu sa nie­sa­mo­wi­cie i natu­ral­nie uprzejmi do kli­jenta, ze w ich ruchach nie ma zadnego stra­chu przed bry­ga­dzi­sta, mena­dze­rem czy dyrek­to­rem, ze nie oba­wiaja sie zgla­szac spo­trze­zen, czy uste­rek, bez nara­za­nia sie na zlo­sli­wo­sci bry­ga­dzi­sty (foreman’a). Po pro­stu zaczal­bym od szcze­rego podzi­wia­nia calej tej orga­ni­za­cji kor­po­ra­cyj­nej. Przed tem oczy­wi­scie musialby cos wie­dziec o kor­po­ra­cji, o zyskach o ich pro­spe­rity. Tym spo­so­bem dotarl­bym do dumy inte­lek­tu­al­nej, czy tez busi­nesso­wej tak wla­sci­ciela jak i calej kor­po­ra­cji. Powie­dzial­bym, ze moim marze­niem jest przejsc sie po calej fabryce, kto­re­gos dnia i zaznac jesz­cze dal­szej przy­jem­no­sci pozna­nia codzien­nych arte­rii roz­wo­jo­wych firmy. I tutaj Hin­du­ska juz nie wytrzy­mala i doma­gala sie, „no ale kiedy prosba o pomoc cha­ry­ta­tywna”. Na to, ja,ze szcze­sliwy i dumny z suk­cesu i z tego, ze jest dostrze­gany i podzi­wiany wla­sci­ciel sam zapyta sie czym sie zaj­mu­jesz, a zwlasz­cza tak piek­neji nie­zwy­kle sexy kobiety. Wtedy, bez altru­istycz­nego jeku, przed­sta­wil­bym moj cha­ry­ta­tywny pro­jekt, i bez gada­nia o glo­du­ja­cych dzie­ciach w Azji, Rosji, czy w Indiach, bo kazdy Ame­ry­ka­nin, a zwlasz­cza duzej klasy busi­ne­sman orien­tuje sie o swie­cie. Jest duza szansa, ze tak przed­sta­wiony kon­cept zaowo­co­wac moze nie jed­na­ro­zo­wym szma­lem dla cha­ry­ta­tyw­nej kor­po­ra­cji, ale sta­lym doply­wem pie­nia­dza, bo Ame­ry­ka­nie sa naj­bar­dziej cha­ryk­ta­tyw­nymi ludzmi na swie­cie, jed­nak, altru­istyczne jeki zno­sza tylko do pew­nego momentu. I jak kazdy czlo­wiek, arty­sta, pra­cow­nik, lubi byc podzi­wiany, za dobrze wyko­ny­wana prace. Tylko, ze trzeba to wyra­zic szcze­rze po ame­ry­kan­sku i to bez dubel­to­wych stan­dar­tow. Wiec sie ta w obci­slych por­tecz­kach z okra­gla dup­cia Hin­du­ska pytala skad ja to znam, czy pra­cuje w insty­tu­cji cha­ry­ta­tyw­nej. A ja jej na to, ze od zara­nie w USA, jak pozna­lem jezyk, to jez­dzac za swo­imi inte­re­sami odwie­dza­lem zawsze kafe­te­rie (miej­sce na prze­rwy dla pra­cow­ni­kow,) w duzych, prze­wa­znie nowo­cze­snych fir­mach z par­kami maszy­no­wymi gdzie z kub­kiem kawy w reku czy­ta­lem wszyst­kie oglo­sze­nia na tablicy wydzialu per­so­nal­nego (human resor­ces), dowia­du­jac sie w ten spo­sob o filo­zo­fii i etyce kor­po­ra­cji. I nie cho­dzi­lem tam za inte­re­sami, jak tylko spra­wialo mi przy­jem­nosc czy­ta­nie oglo­szen, przy czym aktyw­nie odpo­czy­wa­lem, co cze­sto dopro­wa­dzalo mnie do dyrek­to­row kor­po­ra­cji, czy nawet i wla­sci­cieli. Ten nawyk pozo­stal mi do dzi­siaj, cho­ciaz przez lata kosz­to­walo mnie to sporo ben­zyny. No ale coz sie nie robi dla wla­snej, ego­istycz­nej przyjemnosci???

  8. Marek pisze:

    Panie Janie. To sie Iran docze­kal nie­uchron­nego bom­bar­do­wa­nia naj­pierw ich sil powietrz­nych, a pozniej maso­wych ata­kow na urza­dze­nia nukle­arne przez sily USA. Do tej decy­zji Ame­ry­ka­now przy­czy­nilo sie oznajm­nie­nie Angeli Mer­kel, ze Niemcy uwa­zaja boj­kot gospo­dar­czy Iranu jako nie­efek­towny. A szkoda, bo ostre sank­cje eko­no­miczne spo­wo­do­wa­lyby prze­wrot 28 let­niego rezimu, a przeto i unik­nie­cie mili­tar­nych akcji. Spe­ku­luje sie, ze pry­wat­nie Mer­kel chet­nie widzi poza­eko­no­miczne i osta­teczne roz­wia­za­nia pro­blemu (zagro­ze­nia) iran­skiego. Bedzie to lacz­nie z blo­kada gazu ziem­nego jak i ropy. Juz wkrotce 125000 czlon­kow eli­tar­nej Iran­skiej Rewo­lu­cyj­nej Gwar­dii bedzie ofi­cjal­nie uzna­nych za ter­ro­ry­stow wraz z ich roz­le­gla sie­cia kon­tak­tow busi­ne­so­wych w innych kra­jach, odo­ku­men­to­wa­nych przez rzad USA. I wyobra­zam sobie, jaka wrzawa obu­rze­nia ogar­nie swiat prze­ciwko akcjom mili­tar­nym USA, a zwlasz­cza na Busha. Wiem, ze szczery gniew nie pomi­nie szcze­gol­nie Pana Jana. A juz sie oba­wia­lem, ze swiat swiat, glow­nie USA bedzie tak bierny jak przed 1939 rokiem, kiedy to latwo mozna bylo unik­nac tra­ge­dii. I tym razem Bush poka­zuje swoja Pryn­cy­pialna Nature. Bez wzgledu na wiele innych co pomniej­szych jego wad, to jed­nak ten okre­slany przez Euro­pej­czy­kow mia­nem Przy­glupa pre­zy­dent, czyni co nalezy, a nie po to aby sie przy­po­do­bac emo­cjo­nal­nej i bez­my­sl­nej populi. Szkoda tylko, ze nie robia to Zydzi, kto­rzy sa naj­bar­dziej nara­zeni na zagro­ze­nie ich total­nej zaglady, a kto­rych sie naj­le­piej wali i od wale­nia kto­rych swiat na czele z Europa dostaje naj­wiek­szych i naj­przy­jem­niej­szych Orgazmow.

  9. Jan M. Fijor pisze:

    Fran­cuzi tez maja elek­trow­nie jadrowe i powinni je zmo­bar­do­wac, bo Fran­cuzi uzbra­jali Husajna i Iran tez. A co z Roajs? Dla­czego chce pan oszcze­dzic Rosjan. Uzbro­je­nie armii iran­skiej jest rosyj­skie. pozdra­wiam jmf

  10. Marek pisze:

    Rosja­nie pra­gna zycia w ziem­skiej rze­czy­wi­sto­sci, Fran­cuzi tez, a Przy­Mully iran­skie uwa­zaja, ze ziem­ska rze­czy­wi­stosc to zlu­dze­nie, tak jak kie­dys Pla­ton i jego nastepcy tj. sre­dnio­wieczni Chrze­sci­ja­nie, kto­rzy uwa­zali Ziem­ska Sta­cje za chwi­lowa, a cialo smro­dli­wym wie­zie­niem dusz, w dro­dze do Szcze­scia Wiecz­nego. Wiec nie dziwmy sie Rosja­nom, Fran­cu­zom czy Chin­czy­kom, ale zagro­ze­nie od reli­gij­nych przy­Mul­low, nalezy bez­wzgled­nie likwi­do­wac. Tak nam dopo­moz Zdrowy Rozsadek.

  11. Jan M. Fijor pisze:

    Niech pan nie wie­rzy w takie bred­nie. Kazdy zdrowy na umy­sle chce zyc. Nie kazdy potrafi. Pozdra­wiam JM Fijor

  12. Marek pisze:

    I to sie zga­dza. Kazdy przy zdro­wym umy­sle chce zyc. Ale nie kaz­demu umy­slowi chce sie zyc w ziem­skich wymia­rach.? I nie wiem dla­czego, chyba ze sie jest Fijo­rem, czy goral­skim ojcem Hejno…

  13. Marek pisze:

    Bo Pan chcialby pogo­dzic szcze­scie tj. zycie wieczne z tym docze­snym. A fun­da­men­talni Muzul­ma­nie uwa­zaja, ze zycie docze­sne jest mara­zmem, a zycie wieczne prawda Oczy­wizda. I nie posa­dzam wszyst­kich Iran­czy­kow o to, jak tylko popier.….dolone elity, kto­rym sie wydaje, ze maja ruro­ciag do Nad­rze­czy­wi­sto­sci, tj. Zaswia­tow. I szkoda, ze nigy nie chcial Pan byc ich Koper­ni­kiem. „Zdrowi na umy­sle”, o czym Pan Panie Janie Gada????

  14. Polak za granica pisze:

    Lad­nie pan przed­sta­wil i wytlu­ma­czyl (na losie Wojtka) pro­blem sprze­dazy w gospo­darce nie­cen­tral­nej. Jako uzu­pel­nie­nie dodam tylko, ze w wypadku sprze­dazy Merze­de­sow to chyba pro­blem jest tro­che inny (zakla­dam nawet, ze mana­ger salonu wie co robi, a Woj­tek zna sie na sprze­dazy). Oczy­wi­scie zasada „dbaj o innych ludzi, to i oni o cie­bie zadbają” jest sluszna, ale, ludzie, Merze­des nie jest cie­plymi bulecz­kami a Polacy nie zara­biaja 60 – 80 tys. Euro rocz­nie, zeby, tak jak np. Niemcy, wymie­niac samo­chod na nowy co dwa lata… W Niem­czech (gdzie chwi­lowo miesz­kam) dru­bymi Mer­ce­de­sami jez­dza bogaci ludzie (bodaty to taki na warunki nie­miec­kie, ktory zara­bia ponad 100 tys. rocz­nie). Gdy ludzie w Pol­sce beda kie­dys zara­biac tyle co (w miare bogaci ludzie) w Niem­czech, taki gosc jak Woj­tek tez bedzie mial wyniki w sprze­dazy :-) ). Ale nie wcze­sniej, chocby sta­nal na glo­wie.
    Ser­decz­nie pozdrawiam.

  15. J23 pisze:

    Teo­ria teo­rią a życie sobie. Wła­śnie kupi­łem meble w salo­nie meblo­wym. Były w pacz­kach do samo­dziel­nego mon­tażu. 23 paczki. Przy ostat­nich stwier­dzi­łem brak połowy ele­men­tów mon­ta­żo­wych nadstawki.…powtórna wizyta…itd.itd. Efekt– minęło 1,5 mie­siąca i olewka. Na moje tele­fony b.kulturalny gość odpo­wiada b.grzecznie — pro­szę cze­kać, zadzwo­nimy. Pod­su­mo­wa­nie: zapła­cone– spa­daj dziadu!!!!!! Mamy w Pol­sce kapitalizm???

  16. Jan M. Fijor pisze:

    Nie mamy kapi­ta­li­zmu, bo nie mamy wol­nej kon­ku­ren­cji. Mysle jed­nak, ze facet odpo­wie. Moze nara­zie zro­bic przed skle­pem pikite z trans­pa­ren­tem: Tu oszu­kuja! Nie kupuj tutaj! Zanim co, niech pan powia­domi sklep o swoim zamia­rze. Powo­dze­nia Jan M Fijor

  17. Omen Nomen pisze:

    Ale Pan Fijor poj­muje kapi­ta­lizm, kaze isc z trans­pa­ren­tami przed skle­pem nie­uczci­wego sprze­dawcy gwa­ran­tu­ja­cego towar hi hi hi. Nato­miast Fijor nic nie gada o skie­ro­wa­niu sprawy do sadu, bo prze­cie Wolny Rynek sam oszu­ka­nemu kli­jen­towi pomoze. Czlo­wiek ten nie wiele wie, nie wiele doswiad­czal wol­no­ryn­ko­wych Realiow, nato­miast wiele modlitw, wiele Panie Boze zbaw mnie, daj mi, pro­sze Cie Panie, jego wciaz domena. Wciaz te zako­pian­skie jeki nawie­dzo­nego, w cza­sie kiedy Zako­pane cal­ko­wi­cie Wol­no­ryn­kowe. No ale jak tu sie docze­kac i w odpo­wied­nim momen­cie dola­czyc sie do wol­no­ryn­ko­wego wago­ooonu…? A mozna, mozna, ale nie cia­gle w knaj­pie z zeszy­tem w reku, aby opi­sy­wac wol­no­ryn­kowe bzdury. Panie Janie. Doswiadcz Pan, umocz Pan dupy, jak moczy­les Pan na obczy­znie. Zain­we­stuj Pan w Pol­sce, podaaj Pan kwity i rachunki, a wtedy mozemy poga­dac i inwe­sty­cyj­nych inte­re­sach. Jak na razie, to nie­stety, nie zro­bil Pan zadnej For­tumy, a moze sie zupe­eeel­nie myle.?

  18. Jan M. Fijor pisze:

    Jesli nie pomoze pikieta, to ide do sadu. Choc moze — zga­dzam sie — pra­wo­rzad­niej byloby isc naj­pierw do sadu. Uklony Jan M Fijor

  19. Przedsiębiorca pisze:

    Ja tu widzę za mało infor­ma­cji, aby posta­wić dia­gnozę i zapro­po­no­wać rozwiązanie.

    Jed­nak w sytu­acjach takich jak u Pana Wojtka należy poważ­nie roz­wa­żyć jesz­cze jedną alter­na­tywę. Stop­niowe lub szyb­kie wyco­fa­nie, (zależ­nie od sytu­acji i moż­li­wo­ści), prze­gru­po­wa­nie sił i atak na zupeł­nie innej linii.

    Mi nie raz przy­szło zwi­jać manatki i koń­czyć lub cią­gnąć na „jało­wym biegu” sprawę, która szła „na pół gwizdka” oraz jed­no­cze­śnie zaczy­nać coś zupeł­nie innego. Cza­sem mimo dobrych inten­cji po pro­stu nie da się.

    Tutaj w byłych mia­stach woje­wódz­kich rynek na nowe mer­ce­desy w PL jest mały. Tu przed­się­biorca szuka uży­wa­nego auta (o wiele tań­szego niż nowe ale w b.dobrym sta­nie), tu myśli się o zamien­ni­kach, tań­szym ubez­pie­cze­niu, o wiele tań­szym ser­wi­sie w nie­au­to­ry­zo­wa­nym (ale zaufa­nym) warsz­ta­cie, itp. Nowy samo­chód w PL nie zawsze jest naj­lep­szą inwe­sty­cją, po 1 – 2 latach jego war­tość dra­stycz­nie spada.

    Pro­szę o tym pomy­śleć dora­dza­jąc Wojtkowi.

    Pozdra­wiam,
    Remi­giusz, Albeo.eu, Dolny Śląsk

  20. Jan M. Fijor pisze:

    Tak, ale p. Wojtke nie inwe­stuje w samo­chody, lecz w wie­dze, jaka mu pomoze lepiej je sprze­da­wac. Cza­sem trzeba zmie­nic kie­runki, prze­gru­pwoac srodki, jak pan pisze, ale jak sie ma sprawy prze­my­slane, to takie dzia­la­nia sa rzad­ko­scia. Pozdra­wiam JM Fijor

  21. Przedsiębiorca pisze:

    Stra­te­gia p. Wojtka wydaje się słuszna, oczywiście.

    Ja mia­łem jed­nak na myśli poten­cjalny rynek i klien­tów (to o ich inwe­sty­cjach mówi­łem). Według mnie ten rynek w mie­ście p. Wojtka może być za mały — uwa­run­ko­wa­nia od strony klien­tów zbyt silne. (więc zatem może inny, dodat­kowy kie­ru­nek sprzedaży?)To dodat­kowy czyn­nik, który trzeba prze­my­śleć w tym całym rozważaniu.

    Sprawa druga: W podob­nym salo­nie jak ten, wiele osób podej­dzie auto­ma­tycz­nie do star­szego sprze­dawcy, który jakby nie patrzeć jest tam waż­niej­szą osobą. (natu­ral­nie ‘waż­niej­szą’ pod kątem posia­da­nego wize­runku) Star­szy sprze­dawca speł­nia w tym salo­nie rolę gospodarza.

    Ja zro­bi­łem taki mały eks­pe­ry­ment i zre­fe­ro­wa­łem pokrótce sytu­acje — Spy­ta­łem ojca do któ­rego sprze­dawcy by pod­szedł w podob­nym ukła­dzie — no i oczy­wi­ście pod­szedłby to star­szego sprze­dawcy po wej­ściu do salonu.

    Pro­ble­mem jest też pozy­cja — hie­rar­chia w salo­nie — może p. Woj­tek wypada tam raczej na asy­stenta, niż samo­dziel­nego handlowca.

    A każdy szef, który kupuje dro­gie auto chce roz­ma­wiać z „sze­fem”, kie­row­ni­kiem salonu/starszym sprze­dawcą. Chce się czuć ważny, on chce aby mu waż­niej­sza osoba w hie­rar­chii poświę­ciła uwagę.

  22. Jarosław Kusaj pisze:

    Jestem po lek­tu­rze pana książki „Jak zosta­łem ilionerem„która skło­niła mnie do szu­ka­nia pana tek­stów.
    Życzę wytrwa­ło­ści w edu­ko­wa­niu nas

  23. Jan M. Fijor pisze:

    I vice versa. Dzie­kuje. Uklony Jan M Fijor

  24. Franciszka Poropat pisze:

    Jak mi milo,ze moglam Was odna­lezc. Ja nie wiem czy mnie pamie­tasz? Jag sprze­da­wa­lam lody u Two­jej mamy Geni? Bar­dzo bym chciala odna­lezc twoja sio­stre Kry­styne. Ja miesz­kam w Sztoc­khol­mie od 32 lat.Gdybys mogl to bar­dzo pro­sze skon­tak­tuj mnie z Krystyna.Moja poczta to: franka_p@hotmail.com. Pozdra­wiam serdecznie.

  25. prawicowiec pisze:

    A pro­pos nie­kom­plet­nych mebli. Mia­lem przy­pa­dek z drzwiami har­mo­nij­ko­wymi. Kupi­łem, przy­wio­złem, roz­pa­ko­wa­łem. W środku w pudełku na akce­so­ria (lekko znisz­czo­nym) brak zacze­pów — ktoś ukradł w skle­pie. Nie bawiąc się w dys­ku­sje ze sprze­dawcą (duży super­mar­ket) zadzwo­ni­łem do pro­du­centa z prośba o pomoc i chę­cia doku­pie­nia bra­ku­ją­cych czę­ści, kom­pe­tentny facet spa­cy­fi­ko­wał moje zapędy ‘kupo­wa­nia’ w mili­se­kundę. Po kilku dniach dosta­łem za darmo 2 kom­plety zacze­pów + extra 2 zamki, i poczu­łem sie jak praw­dziwy klient. Smutne w tym jest to, że uwa­żam powyż­szą sytu­acje za coś wyjąt­ko­wego a nie stan­dard, ale takie sa realia.

  26. Jan M. Fijor pisze:

    Nie od razu Kra­ków zbu­do­wano. Byłoby szyb­ciej, gdyby spry­wa­ty­zo­wano mają­tek pań­stwowy, bo tam pano­szy się duch PRL. Ukłony Jan M Fijor

  27. AndrzejKat pisze:

    Witam. Nie­któ­rzy nic nie rozu­mieją …nie­stety. Jesli ktoś komen­tuję że na Mer­ce­desy nie ma klien­tów w Polsce…to są to tylko jego domy­sły. Klienci są , ponie­waz jed­nak są to auta dro­gie to i salo­nów jest w Pol­sce mniej. Opel, VW, ford mają salony w każ­dym więk­szym mie­ściea Mer­ce­des przy­pada na jeden region.
    Posu­mo­wu­jąc: są klienci na dacię i na Aston Mar­tina za klika milio­nów ( wła­śnie powstaje salon w W-wie.….i na razie będzie tylko jeden bo taki jest rynek!!!!!! )
    Jeśio cho­dzi o Wojtka — on sam w swo­jej wypo­wie­dzi dał roz­wią­za­nie — jest nim cier­pli­wość!!! Jeśli do tego dodamy sys­te­ma­tyczną pracę w pozy­ski­wa­niu klien­tów i pod­no­sze­niu swo­ich umie­jęt­no­ści to wyniki przyjda same — ot i cała tajem­nica. Sam napi­sał, że star­szy kolega ma dużo klien­tów bo długo pra­cuje.
    Nie­stety dobrym jest się po ok. 2 latach, wtedy też zaczyna sie two­rzyć grupa „naszych ” klien­tów itp im dłu­żej pra­cu­jesz tym mniej czsu prze­zna­czasz na pozy­ski­wa­nie nowego klienta.
    Pradą jest nato­miast że trzba pró­bo­wać na różne spo­soby pozy­ski­wa­nia nowych klien­tów, jesli nie dla super wyni­ków to chocby dla wła­snego roz­woju i akty­wo­no­ści zawo­do­wej.
    Dla maru­dzą­cych pesy­mi­stów klną­cych na wła­sny kraj:
    Dla­czego uwa­ża­cie że Pol­ska powinna być tak samo zor­ga­ni­zo­wana jak kraje „Europy Zachod­nej”. Oni przez klika stu­leci kra­dli i nie­wo­lili inne kraje( potęgi kolo­nialne czy tak jak niemcy zwy­kli mor­dercy i złodzieje…i to świa­domi mor­dercy inte­li­ge­cji, urzędz­ni­ków, ofi­ce­rów …sło­wem tych któ­rzy Pol­skę odbu­do­wa­liby znowu w potęgę) i nasz kraj ktory był mor­do­wany i okra­dany prak­tycz­nie od XVIII wieku kiedy to dosta­li­śmy króla Sasa który połknął haczyk wol­no­ści kre­owa­nej przez Oświe­co­nych. Już w 1704 roku były plany podziały Rzecz­po­spo­li­tej ( Kazmierz Marain Moraw­ski — Przy­czyny Roz­bioru Polski)

    Zaga­lo­po­wa­łem się troszkę…to z emo­cji. Prze­szli­śmy z Mece­de­sów do historii.…ale to naprawdę jest wsztko ze soba połą­czone. to co z nami się działu z tym jak się dzieje dziś.
    Ojczy­zna to matka. o matce nie mówi się źle.
    Jeśli krzyw­dzi oby­wa­tela jak moco­cha to trzbeba pra­co­wac żeby te przy­zwy­cza­je­nia komuny zmienić…i nie­ste­sty pocze­kac na zmianę pokoleń.

    Ps. Jestem doradcą han­dlo­wym w jed­nym z salo­nów Mece­desa.
    Pozdra­wiam wszyst­kich któ­rzy chcą pracą i wła­snym roz­wo­jem a nie komen­ta­rzem czy­jejś pracy zmie­niać Pol­skę.
    Pozdra­wiam ser­decz­nie Pana Fijora.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts