Nie kopiować

Wbrew prze­ko­na­niu więk­szo­ści Pola­ków two­rzone i wdra­żane przez zachod­nie rządy pakiety anty­kry­zy­sowe i sty­mu­la­cyjne są błędne i gospo­darce szko­dzą. W tej sytu­acji nie tylko nie musimy, ale i nie możemy ich kopiować!

Papu­go­wa­nie

Od kilku tygo­dni toczy się w Pol­sce oży­wiona dys­ku­sja na temat pakietu anty­kry­zy­so­wego, jaki rząd powi­nien przed­sta­wić, a nie przed­sta­wia. O ile, począt­kowo, pakietu doma­gała się opo­zy­cja, zarzu­ca­jąc rzą­dzą­cej koali­cji bier­ność i bez­czyn­ność, o tyle obec­nie domaga się ich już nie­mal każdy, na czele z czo­łówką pol­skich eko­no­mi­stów: prof. prof. Kołodko, Osia­tyń­skiego, Gro­nic­kiego, Hau­snera czy Orze­chow­skiego. Nawet znany z nie­chęci do eta­ty­zmu i inter­wen­cjo­ni­zmu publi­cy­sta Gazety Wybor­czej, Witold Gadom­ski opo­wiada się za pań­stwo­wym sty­mu­lo­wa­niem konsumpcji.

Koron­nym argu­men­tem zwo­len­ni­ków pakietu anty­kry­zy­so­wego jest przy­kład innych kra­jów. Tak postę­pują rządy wszyst­kich cywi­li­zo­wa­nych kra­jów – mówi posłanka PiS, Alek­san­dra Natalli — Świat. Gdyby to roz­wią­za­nie było złe – komen­tuje prof. Witold Orłow­ski – to by go nie sto­so­wał pre­zy­dent Sta­nów Zjed­no­czo­nych, bądź co bądź naj­po­tęż­niej­szego kraju na pla­ne­cie. Podobne sta­no­wi­sko domi­nuję dys­ku­sję publiczną, a także uliczną. Niech rząd bie­rze przy­kład z innych, mądrzej­szych i zrobi coś – zwraca uwagę mój współ­pa­sa­żer z prze­działu kole­jo­wego. Popiera go reszta pasa­że­rów. Jedy­nym nie zain­te­re­so­wa­nym pomy­słem wydaje się być mini­ster finan­sów i chwała Bogu. Oba­wiam się jed­nak, że wkrótce ugnie się pod naci­skiem mas igno­ran­tów, któ­rym nie wystar­czy fakt, że mimo potęż­nych pakie­tów anty­kry­zy­so­wych, ani w Wiel­kiej Bry­ta­nii, ani w Islan­dii, ani nawet w USA gospo­darka nie tylko nie drgnęła, lecz co gor­sza brnie w coraz więk­szy kry­zys, zubo­ża­jąc miej­scową ludność.

Para­dyg­mat Keynesa

Dla­czego potrzebny jest pakiet ratun­kowy?
Z dwóch powo­dów. Oba powody zostały opi­sane w Ogól­nej teo­rii zatrud­nie­nia, pro­centu i pie­nią­dza, autor­stwa wybit­nego eko­no­mi­sty (eko­no­mi­sty?) bry­tyj­skiego, Johna May­narda Key­nesa, który mniej wię­cej 90 lat temu doszedł do słusz­nego wnio­sku, że jeśli kon­sump­cja jest głów­nym skład­ni­kiem Pro­duktu Kra­jo­wego, to sty­mu­la­cja kon­sump­cji w cza­sach kry­zysu, kiedy kon­sump­cja spada, dopro­wa­dzi do wzro­stu gospodarczego.

Twier­dze­nie to brzmiało mniej wię­cej tak: każdy popyt ma swą podaż. Innymi słowy, jeśli zwięk­szy się popyt (poprzez np. zniżki podat­kowe, wydatki publiczne, sub­sy­dia etc.) wów­czas uru­chomi się podaż (czyli pro­duk­cję) i gospo­darka ruszy. Jego kon­se­kwen­cją było zobo­wią­za­nie poli­ty­ków, aby wespół z eks­per­tami eko­no­micz­nymi i przed­się­bior­cami rato­wali gospo­darkę w cza­sach kry­zy­sów, pom­pu­jąc w nią pie­nią­dze potrzebne do sty­mu­lo­wa­nia kon­sump­cji. I cho­ciaż spo­strze­że­nia Key­nesa były typo­wym mecha­ni­zmem inter­wen­cjo­ni­zmu, stały się szybko obo­wią­zu­ją­cym para­dyg­ma­tem tzw. eko­no­mii wol­no­ryn­ko­wej, pozo­sta­jąc nim do dzi­siaj. I cho­ciaż nie­długo przed uka­za­niem się opus magnum Key­nesa, uro­dzony we Lwo­wie, wybitny filo­zof i eko­no­mi­sta austriacki, potem ame­ry­kań­ski, Ludwig von Mises, powo­łu­jąc się m.in. na osiem­na­sto­wiecz­nego eko­no­mi­stę fran­cu­skiego, Jean Bap­ti­ste Say’a, który twier­dził, że jest odwrot­nie i to każda podaż ma swój popyt, ostrzegł świat przed inge­ren­cją rządu w gospo­darkę. Prze­strogę (para­dyg­mat) Misesa zba­ga­te­li­zo­wano, uzna­jąc para­dyg­mat Key­nesa za słuszny.

Błąd Anglika

Pro­blem w tym, że to nie Key­nes, a Mises ma rację. Eko­no­mi­sta bry­tyj­ski popeł­nił bowiem błąd już w samym zało­że­niu. To nie kon­sump­cja jest głów­nym skład­ni­kiem PKB, lecz oszczęd­no­ści i inwe­sty­cje. Pozorna domi­na­cja kon­sump­cji bie­rze się ze spo­sobu licze­nia PKB, który — w czę­ści doty­czą­cej udziału kon­sump­cji — uwzględ­nia wyłącz­nie finalne dobra i usługi kon­sump­cyjne, igno­ru­jąc to co gospo­darka wytwo­rzyła w sta­diach pośred­nich. Np. W PKB zaj­dzie się wypro­du­ko­wany tele­wi­zor LCD, ale nie będzie w niej wypro­du­ko­wa­nego w kraju two­rzywa sztucz­nego, z któ­rego zro­biona jest obu­dowa odbior­nika. Jest chleb, a nie ma zboża, z któ­rego powstała mąka, z któ­rej chleb ten został upie­czony. Licząc w ten spo­sób, z jed­nej strony zaniża się war­tość PKB, z dru­giej zaś, zawyża wkład kon­sump­cji, który w kra­jach roz­wi­nię­tych prze­kra­cza nie­jed­no­krot­nie 2/3 PKB. „Gdyby w PKB uwzględ­nić także fazy pośred­nie – uważa Mark Sko­usen, eko­no­mi­sta ame­ry­kań­ski i wykła­dowca Colum­bia Busi­ness School – wów­czas okaże się, że kon­sump­cja nie sta­nowi ani 70 pro­cent (USA), ani 65 pro­cent (Wielka Bry­ta­nia), ani nawet 57 pro­cent (Niemcy), lecz co naj­wy­żej 40 pro­cent (USA), lub 35 pro­cent (Wielka Bry­ta­nia), ustę­pu­jąc pola pozo­sta­łym składnikom.

A jakie to skład­niki? W skład PKB wcho­dzą, obok kon­sump­cji, wydatki rzą­dowe, han­del zagra­niczny netto (eks­port minus import) oraz INWESTYCJE, które przy zało­że­niu, że wydatki rzą­dowe są w danych warun­kach stałe, sta­nowi od 50 do 55 pro­cent PKB. Tym samym na pozy­cję lidera wśród czyn­ni­ków sty­mu­lu­ją­cych roz­wój gospo­dar­czy wycho­dzą inwe­sty­cje. I to jest wnio­sek roz­sądny. Wła­śnie o tym myślał J.B. Say (1767 – 1832), pisząc że „podaż ma swój popyt”, czyli to pro­duk­cja sty­mu­luje kon­sump­cję, a nie odwrot­nie, jak utrzy­my­wał Key­nes. Ponie­waż pro­duk­cję sty­mu­luje kapi­tał, a czyn­ni­kiem sty­mu­lu­ją­cym powsta­nie kapi­tału są oszczęd­no­ści, to wła­śnie ciu­ła­nie i inwe­sty­cje, a nie roz­rzut­ność i kon­sump­cja pro­wa­dzą do pro­spe­rity. Pokrywa się to zresztą z naszym codzien­nym doświad­cze­niem. Gdy jest z kasą źle, to trzeba zaci­snąć pasa, a nie kupo­wać nowe tele­wi­zory, futra czy jeź­dzić na Karaiby.

Siła przy­zwy­cza­je­nia

Mimo iż prawa eko­no­mii w skali makro nie róż­nią się od prawa eko­no­mii w skali mikro, para­dyg­mat Key­nesa jest tak silny, że nawet cał­kiem roz­sąd­nym ludziom odbiera rozum.
Czy to ozna­cza, że w rzą­dach Sta­nów Zjed­no­czo­nych, Nie­miec, Wiel­kiej Bry­ta­nii, czy we wła­dzach Unii Euro­pej­skiej nie ma ludzi mądrych, któ­rzy by wie­dzieli, że para­dyg­mat Key­nesa jest błędny i dla­tego nie działa? Odpo­wiedź na to pyta­nie podał nie­spełna pół wieku temu wybitny myśli­ciel ame­ry­kań­ski, Tho­mas S. Kuhn, który zauwa­żył, że do momentu powsta­nia nowego para­dyg­matu, ludz­kość posłu­guje się para­dyg­ma­tem sta­rym, nawet jeśli jest on błędny. Z tego to powodu odkry­cie Koper­nika przez ponad 160 lat ustę­po­wało para­dyg­ma­towi Pto­lo­me­usza aż się Gali­le­usz nie uparł.

Wzo­rujmy się zatem na mądrym i odważ­nym kano­niku z From­borka i zamiast kopio­wać cudze, ale błędne pomy­sły zwo­len­ni­ków Key­nesa, się­gnijmy po para­dyg­mat Misesa, tym bar­dziej, że jego twórca też wywo­dzi się z ziem pol­skich. Ta nasza odmien­ność jest wielką szansą!

z cyklu: Kry­zys 2009
Jan M. Fijor
„Bank” 2009-01-27

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 17

  1. MB pisze:

    Myślę, że mądrych ludzi jest dużo, ale mają wła­sny inte­res do zała­twie­nia i dla­tego kradną pie­nią­dze podat­ni­ków nazy­wa­jąc to pomocą. Tak jest łatwiej i przy­jem­niej zara­biać wiel­kie pie­nią­dze. Co możemy na to pora­dzić, prze­cież wybory niczego nie zmie­niają? Jeżeli mówię, ja pro­sty czło­wiek, w towa­rzy­stwie osób wykształ­co­nych, że naj­le­piej nic nie robić i cze­kać spo­koj­nie na upa­dek firm, które były źle zarzą­dzane i nie zasłu­gują na pomoc, to jestem odbie­rany jak oszo­łom, który na niczym się nie zna. Od wszyst­kich sły­szę, że prze­cież np. firmy samo­cho­dowe muszą ist­nieć, bo miej­sca pracy, bo czymś musimy jeź­dzić itd. A ja mówię, czy myśli­cie, że jak np. Ford upad­nie, to nie będzie można kupić innych samo­cho­dów? Wtedy wła­śnie zadziała wolny rynek i pozwoli prze­trwać lep­szym!!! Ludzie znajdą zatrud­nie­nie w nowych zakła­dach i koniec. Wolny rynek, to piękna sprawa. Wszyst­kiego nauczy, szyb­ciej, niż każda mądra książka. Nie potrzeba żad­nego przy­go­to­wa­nia, wiel­kiego kapi­tału, tylko trzeba mieć chęci do pracy i tro­chę odwagi.
    Wszyst­kim naszym poli­ty­kom zale­cił­bym pro­wa­dze­nie przez rok sklepu warzyw­ni­czego i tylko tym, któ­rzy przy­naj­mniej utrzy­ma­liby sklep, pozwo­lił­bym póź­niej rzą­dzić. Chyba nie­je­den przej­rzałby na oczy i zaczął tro­chę ina­czej myśleć.
    Pozdra­wiam!
    PS
    Bar­dzo jasno, cie­ka­wie i przy­stęp­nie pisze Pan swoje tek­sty dziękuję.

  2. dex pisze:

    Cie­kawy arty­kuł jak zwy­kle :)

    Mam do Pana prośbę o opi­nię doty­czącą przy­szło­ści dolara. Ten wątek powta­rza się co jakiś czas ale i sytu­acja jest bar­dzo mobilna, więc pozwolę sobie zapy­tać raz jeszcze 

    Sły­chać głosy że tak wysoki kurs dolara (wysoki w porów­na­niu z kur­sem np z lica 08) jest przej­ściowy i że pod koniec roku i póź­niej możemy mieć doczy­nie­nia z solidną dewa­lu­acją dolara (zwią­zany z wdro­że­niem pakietu pomo­co­wego Obamy).
    Co Pan o tym sądzi ?

    I jesz­cze jedno pyta­nie — w kogo Pań­skim zda­niem wcze­śniej i moc­niej ude­rzy infla­cja — w USA czy Polskę .

    pozdra­wiam Pana i wszyst­kich czytelników

  3. JM Fijor pisze:

    JA BYM OD DOLARA UCIEKAL. Zaraz jak tylko prze­sta­nie się wspi­nać, trzeba dolara sprze­dać. Tam jest ogromna infla­cja i nie zanosi sie na nic lep­szego. Obama i jego ludzie chcą sko­rzy­stać z oka­zji i za cudze firmy rato­wać gosp..pardon…ukraść dużo pie­nię­dzy.
    Ukłony
    Jan M Fijor

  4. JMF pisze:

    Przed chwilą sły­sza­łem wywiad z pre­mie­rem Tuskiem i jestem nim zachwy­cony. Czyżby jaiś cud się stał? Cho­roba Klausa jest zaraź­liwa? Jesli rząd nie będzie rato­wać gospo­darki, to możemy dojść nawet do 3 – 4 pro­cent wzro­stu — jako jedyni w Euro­pie.
    Pozdra­wiam
    Jan M Fijor

  5. dex pisze:

    Dzię­kuję za opi­nię, myślę podob­nie, pozo­staje pyta­nie do jakiego poziomu będzie się wspi­nał ? :) ) mam Pan jakiś typ ? może dobić do poziomu z roku 2000 ?

  6. Jan M. Fijor pisze:

    Ja sprze­daje na wyso­ko­sci powy­zej 3,80 zl, a jesli sta­nie na 3,6 na dlu­zej, to sprze­dam po 3,60 zl. To jest pol­sro­dek, bo infla­cja jest w Euro­pie wszę­dzie, dla­tego natych­miast kupie jakąs inną walutę; yen albo yuan, w osta­tecz­no­sci frank szwaj­car­ski, bo jest poza strefa euro. Sa sygnaly, ze rusza ame­ry­kan­ski rynek nie­ru­cho­mo­sci. Ceny spa­dly o polowe, to jest bar­dzo duzo, zwa­zyw­szy ze spa­dek trwal nie­spelna dwa lata. takiej depre­cja­cji nie bylo od lat 1930. Moze wiec tam nalezy loko­wac cash? pozdr jmf

  7. dex pisze:

    jesz­cze jedno — jakoś nie można się dodzwo­nić pod nr tele­fonu podany na stro­nie.
    pozdra­wiam serdecznie

  8. Jan M. Fijor pisze:

    Pro­sze pro­bo­wac na 0 – 600-745 – 945. Ze sta­cjo­nar­nym mamy pro­blemy; poczta glo­sowa nie dziala. Uklony JM Fijor

  9. mk pisze:

    Jak zwy­kle inte­re­su­jący felie­ton, który jest kla­rowny i logiczny jak krysz­tał gór­ski. Zga­dzam się z tezą o bez­sen­sow­no­ści „pomocy” ze strony rządu dla gospo­darki oraz z uwagą, ze nawet redak­tor Gadom­ski – ostoja libe­ral­nych poglą­dów gospo­dar­czych – tro­chę wymiękł i skła­nia się ku pew­nym inter­wen­cjom. Ja sam jestem małym przed­się­biorcą (ok. 40 osób zatrud­nio­nych) od wielu lat i jawne mar­no­traw­stwo pie­nię­dzy podat­ni­ków czy­nione przez poli­ty­ków, myślą­cych tylko o następ­nej kaden­cji lub słup­kach son­da­żo­wych, napawa mnie zło­ścią i poczu­ciem bez­sil­no­ści.
    Zasta­na­wiam się jed­nak i pro­szę o ewen­tu­alne wzmoc­nie­nie ide­owo słusz­nego, libe­ral­nego krę­go­słupa, czy chwi­lowe, mocno kon­tro­lo­wane polu­zo­wa­nie zasad wol­no­ryn­ko­wych nie może przy­nieść pozy­tyw­nych efek­tów. Przy­rów­nał­bym to do przy­ję­cia środka dopin­gu­ją­cego, które w sytu­acja eks­tre­mal­nych jest sto­so­wane i daje pozy­tywne efekty koń­cowe. Nie mam tu na myśli szla­chet­nej rywa­li­za­cji olim­pij­skiej, ale sytu­ację bojową, gdzie na przy­kład w odnie­sie­niu do pilo­tów samo­lo­tów sto­suje się nawet środki nar­ko­tyczne pobu­dza­jące chwi­lowo, lecz pozwa­la­jące na wyko­na­nie eks­tre­mal­nego zada­nia. Pilot po takim wyczy­nie musi oczy­wi­ście odpo­cząć w dwój­na­sób, ale efekt koń­cowy jest pozy­tywny. Podob­nie gospo­darka, na pewno będzie musiała odcho­ro­wać inter­wen­cje rzą­dowe, zakłó­ca­jące dzia­ła­nie wol­nego rynku.
    Zasta­na­wiam się jed­nak, czy lek­kie polu­zo­wa­nie fiskalne i infla­cyjne pobu­dze­nie podaży nie byłoby korzystne dla gospo­darki trak­to­wa­nej jako całość. Oczy­wi­ście na infla­cji naj­bar­dziej tracą ci, któ­rzy na końcu reagują na zwyżkę cen, czyli nauczy­ciele i ducho­wień­stwo, ale trudno. Może warto poświę­cić kom­fort nie­któ­rych grup spo­łecz­nych, ale jed­nak przy­spie­szyć pozy­tywne pro­cesy gospo­dar­cze. Ogól­nie key­ne­sism jest tro­chę pocią­ga­jący tak pociąga nas dobra whi­sky, joint albo dziew­czyna, nie­ko­niecz­nie porządna. Czy jed­nak życie z używ­kami i odro­biną ryzyka nie jest ciekawsze?

  10. JMF pisze:

    Na metode klina kli­nem jest już za późno. Teraz już żadne środki nie pomoga. Key­ne­sizm, jak piszę, jest tak atrak­cyjny, jak nar­ko­tyk na nało­gowca na gło­dzie. Jeśli chce się wyle­czyć musi pocier­pieć. Jeśli sobie pofol­guje, tak jak pan chce, to zgi­nie.
    Pozdra­wiam i życzę cier­pli­wo­ści. Ja piszę o nadej­ściu kry­zysu od pra­wie 3 lat. Był czas się przygotować.

  11. TomTom pisze:

    Witam. Chcia­łem zapy­tać o Pana poglądy na przy­stą­pie­nie do strefy wspól­nej waluty w obec­nych oko­licz­no­ściach. Zro­biła się z tego w sumie sprawa poli­tyczna. Spór się roz­grywa na zna­nym wszyst­kim fron­cie. Z jed­nej strony Tusk ostat­nio zacho­wuje się coraz bar­dziej roz­sąd­nie (ex. zapo­wie­dzi ogra­ni­cza­nia wydat­ków budże­to­wych), jed­nakże poli­tyka pana Skrzypka oraz RPP w kwe­stiach monety rów­nież wydaje się być roz­sądna. Czy w takiej sytu­acji pośpiech nie jest złym doradcą? Może para­dok­sal­nie skoro plat­forma jako pierw­szy rząd o kil­ku­na­stu lat prze­ja­wia zdro­wo­roz­są­kowe chęci uzdra­wia­nia gospo­darki, lepiej byłoby pocze­kać i wejść do euro na lep­szych warun­kach? Wydaje mi się, że gdy sytu­acja na świe­cie się usta­bi­li­zuje doj­dzie u nas w kraju do kolej­nej wojny pro­pa­gan­do­wej w bar­dzo mery­to­rycz­nej spra­wie. PS. Wyrazy uzna­nia za kolejny bar­dzo dobry tekst. Pozdrawiam

  12. Jan M. Fijor pisze:

    Mądra wypo­wiedź n.t. euro: jeśli euro prze­trwa kry­zys, to wej­dziemy. Gros naszych poli­ty­ków nie zważa na inte­res oby­wa­teli, a nawet swój wła­sny, chcą mieć rację za wszelką cene. I to im wystar­czy. Tak było w Pol­szce zawsze i dla­tego w świe­cie uwa­żają nas za naród pół­głów­ków. Trudno się dzi­wić. Pozdra­wiam JM Fijor

  13. Paweł pisze:

    Super arty­kuł, robi Pan wspa­niałą pracę.
    Mam pyty­anie odno­śnie kur­sów walut, wypo­wie­dział się Pan nt. dol­lara i waluty do któ­rych można ucie­kać. Czy mógłby Panw swo­jej uprzej­mo­ści podać pro­gnozy dla funta? Sprze­da­wać już? Czy warto ucie­kać w akcje rodzi­mych spółek? lub jakiś tajwańskich?

  14. Jan M. Fijor pisze:

    Funt trzyma się dziel­nie — od wie­kow nie prze­kra­cza 0,45 kg, ale funt ster­ling jest wart funta kła­ków. Tyle co gospo­darka bry­tyj­ska. nie ucie­kać, bo to ozna­cza stratę, co naj­wy­żej loko­wać (ale nie teraz) pie­nią­dze w akcje azja­tyc­kie. Co do dolara, to sprze­daż należy moim skrom­nym zda­niem roz­po­cząć pod koniec lutego. Złoto zacznie się dźwi­gać i wtedy…srebro zresztą też. Moje typy na złoto — od 1500 do 2000 dol za uncję pod koniec 2009. Sre­bro, tra­dy­cyj­nie, 2 – 3 pro­cent war­to­ści złota, czyli od 30 do 60 dol. (może mna­wet i 100 dol.) za uncję. Ja tak war­to­ściuję, ale ja nie mam licen­cji, więc mogę się mylić. Słu­chaj­cie więc p. Kuczyń­skiego. Pozdra­wiam Jan M Fijor

  15. Paweł pisze:

    Dzię­kuje za odpo­wiedź. Rozu­miem że pew­no­ści Pan nie ma ale kto ją ma? Rozu­miem więc że funty szter­lingi należy sprze­da­wać gdy dolar będzie na wyso­ko­ści 3,8 zł (3,6 zł przy zastoju) Moje laic­kie oko ana­li­za­tora uważa że waluty te są ze sobą powią­zane (jak i euro). Rządy użyt­kow­ni­ków tych walut wła­ści­wie pro­wa­dzą toż­samą poli­tykę pie­niężną. Waluta rodzima jest nie­pewna ze wzgledu na zbyt bli­skie zaprzy­jaź­nie­nie naszego kraju z UE:). Wnio­sek jest taki sprze­da­wać funty szter­lingi przy rze­czo­nym kur­sie i natych­miast kupo­wać waluty o któ­rych Pan pisał (czemu frank szwaj­car­ski?) Raz jesz­cze dzię­kuje i pozdrawiam

  16. Jan M. Fijor pisze:

    Uwaga: FUNT jest słab­szy od dolara. Ja bym fun­tów nie trzy­mał. Wąt­pię nawet, czy funt prze­bija dolara, by b yła opła­calna zamiana fun­tów na dolary. Frank szwaj­car­ski jest walutą silną a przede wszyst­kim znacz­nie bar­dziej kon­ser­wa­tyw­nie kie­ro­waną przez bank cen­tralny niż euro. pozdra­wiam JM Fijor

  17. Bruner pisze:

    Witam, kolejny dobry text — bra­kuje mi tylko przy­kla­dow ze key­sizm jest zly-tak zeby go cal­kiem dobic:) co do dolara, pelna zgoda ze padnie-juz wcze­sniej przed­sta­wia­lem moj sce­na­riusz, ktory rozni sie tro­che od Pana-chodzi mi o timing– mysli Pan ze jest juz tak zle, ze luty-marzec dolar zacznie leciec w dol? oso­bi­scie uwa­zam ze jesz­cze tro­che sie pocie­sza obama i jego pla­nem i wtedy obu­dza sie z reka w noc­niku– mysle do pol roku. MAm jesz­cze pyta­nie co do Euro jako ze pra­cuje w IRL i chcial­bym sprze­dac Euro — i jestem bar­dzo cie­kawy Pana opini na temat przy­szlo­sci tej waluty– w tej chwili szy­buje do gory– infla­cja tez jest nie­unik­niona i row­niez pyta­nie jak dlugo to pom­po­wa­nie potrwa?? Dzieki i pozdrawiam

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts