Nie wyręczać

Przy­czyną kry­zysu współ­cze­snego modelu szkol­nic­twa nie jest ani zbyt­nia libe­ra­li­za­cja szkoły, brak dys­cy­pliny, klasy koedu­ka­cyjne, Inter­net czy celowe lek­ce­wa­że­nie sobie obo­wiąz­ków wycho­waw­czych przez rodzinę, lecz wyłącz­nie upań­stwo­wie­nie i przy­mus edu­ka­cji.

Zresztą szkoła pol­ska nie jest tu wyjąt­kiem. Podobne pro­blemy ist­nieją w więk­szo­ści sys­te­mów oświa­to­wych Zachodu. Już choćby dla­tego nie spraw­dzą się recepty poli­ty­ków, inte­lek­tu­ali­stów i mediów, któ­rzy zamiast zmo­no­po­li­zo­wane szkol­nic­two pod­dać dzia­ła­niu rynku i kon­ku­ren­cji, a decy­zję o spo­so­bie kształ­ce­nia dzieci i mło­dzieży oddać w ręce rodzi­ców, dwoją się i troją, jakby tym ostat­nim ode­brać resztkę wpływu na wycho­wa­nie potom­stwa.
Naj­lep­szy dowód, że w sys­te­mie edu­ka­cji pań­stwo­wej ani libe­ra­lizm, ani nad­mierna dys­cy­plina – same z sie­bie — nie zdają egza­minu. Szwe­cja, sły­nąca z libe­ral­nego modelu edu­ka­cji, legi­ty­muje się dziś naj­więk­szą, w prze­li­cze­niu na jed­nostkę popu­la­cji, ilo­ścią.… mor­derstw. Nie lepiej jest w Wiel­kiej Bry­ta­nii, gdzie sys­tem wycho­wy­wa­nia bez­stres­so­wego, obo­wią­zek cho­dze­nia w mun­dur­kach, a także podział klas na żeń­skie i męskie wytwo­rzyły naj­bar­dziej bru­talne, naj­bar­dziej zde­pra­wo­wane, nara­żone na nar­ko­tyki i zbrod­nię poko­le­nie nasto­lat­ków w Euro­pie. Modele te nie róż­nią się wiele od kon­ser­wa­tyw­nego szkol­nic­twa nie­miec­kiego z prze­łomu XIXXX stu­le­cia, w któ­rym pru­ski dryl wykształ­cił póź­niej­szych naśla­dow­ców Hitlera. Podob­nie działo się w Związku Sowiec­kim i dzieje wciąż na Kubie. Rów­no­cze­śnie praw­dziwe triumfy święci mocno zde­cen­tra­li­zo­wane, libe­ralne szkol­nic­two japoń­skie, oraz sta­wia­jąca na silną dys­cy­plinę, coraz bar­dziej spry­wa­ty­zo­wana szkoła połu­dnio­wo­ko­re­ań­ska. Podobne rezul­taty notuje cał­ko­wi­cie pry­watne, oparte na sil­nej dys­cy­pli­nie szkol­nic­two śro­do­wisk ame­ry­kań­skich Ami­szów i Mor­mo­nów.
Zresztą, ame­ry­kań­skie doświad­cze­nia są naj­ja­skraw­szym przy­kła­dem destruk­tyw­nego wpływu pro­cesu upań­stwo­wie­nia oświaty. W cza­sach, kiedy o awans cywi­li­za­cyjny i zawo­dowy kolo­ro­wej mło­dzieży z nowo­jor­skich dziel­nic nędzy trosz­czyli się jej ubo­dzy rodzice, libe­ralne, pro­wa­dzone z reguły przez kościoły i orga­ni­za­cje wyzna­niowe szkoły murzyń­skie z Połu­dnio­wego Bro­nxu czy Har­lemu nale­żały do naj­bar­dziej zdy­scy­pli­no­wa­nych w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Nasi­le­nie „tro­ski” pań­stwa po 1962 roku, kiedy John Ken­nedy, a potem Lyn­don John­son ogło­sili sła­wetny pro­gram walki z nędzą i wyrów­ny­wa­nia szans mło­dzieży kolo­ro­wej, zaowo­co­wało spad­kiem dys­cy­pliny i poziomu edu­ka­cji, koniecz­no­ścią insta­la­cji w budyn­kach szkol­nych wykry­wa­czy metalu, a w kon­se­kwen­cji dzie­wię­cio­krot­nym (tylko w latach 1963 – 1966) wzro­stem prze­stęp­czo­ści wśród mło­dzieży. Dziś w ame­ry­kań­skich szko­łach pań­stwo­wych sta­cjo­nują funk­cjo­na­riu­sze poli­cji i służb do walki z nar­ko­ty­kami, a bez­pie­czeń­stwa mło­dzieży strzegą uzbro­jeni po zęby ochro­nia­rze. Nic dziw­nego, że rośnie w Sta­nach Zjed­no­czo­nych tzw. home­scho­oling, czyli sys­tem edu­ka­cji domo­wej. W ten spo­sób uczy się już 10 proc. młodzieży.

Kosz­towny monopol

W śro­do­wi­skach lewi­co­wych panuje prze­ko­na­nie, że roz­wój oświaty, korzystny skąd­inąd dla całego spo­łe­czeń­stwa, moż­liwy był tylko dzięki jej upań­stwo­wie­niu. To tak jakby twier­dzić, że roz­wój dróg wywo­łał roz­wój moto­ry­za­cji. Kto jak kto, ale, my Polacy dobrze wiemy, że jest to pomie­sza­nie przy­czyn ze skut­kami.
Edu­ka­cja staje się powszechna i popu­larna wtedy gdy jest opła­calna. Naj­lep­szy dowód, że w cza­sach PRL, kiedy nauka była cał­ko­wi­cie „bez­płatna”, popu­la­cja ludzi z wyż­szym wykształ­ce­niem nie prze­kra­czała 7 proc. Dzi­siaj, kiedy za naukę, i to nie tylko za stu­dia wyż­sze, trzeba drogo pła­cić, stu­dia podej­muje czę­ściej niż co czwarty Polak. Naj­wyż­szy wskaź­nik ludzi legi­ty­mu­ją­cych się wyż­szym wykształ­ce­niem notują Ame­ry­ka­nie, gdzie edu­ka­cja jest naj­droż­sza, a stu­dia wyż­sze nie­mal w 100 proc. pry­watne.
Pro­duk­tem demo­no­po­li­za­cji i pry­wa­ty­za­cji stu­diów wyż­szych w USA jest wysoka jakość ame­ry­kań­skich uczelni, które są nie­wąt­pli­wie naj­lep­sze na świe­cie. Edu­ka­cja pań­stwowa jest nie tylko mało sku­teczna, bar­dzo kosz­towna, nie tylko podatna na indok­try­na­cję ze strony rzą­dzą­cych, to na doda­tek nazy­wa­nie jej „bez­płatną” jej samej czyni krzywdę; dewa­lu­uje ją. Czło­wiek, z natury swo­jej, mniej sza­nuje to, co dostaje za friko od tego, za co musi dobro­wol­nie zapła­cić. Czy trudno zro­zu­mieć, dla­czego nie­któ­rzy mło­dzi ludzi i ich rodzice nie trak­tują szkoły poważ­niej od bez­płat­nej gazetki roz­da­wa­nej im na przy­stanku tram­wa­jo­wym?
Dla­czego, mimo wszyst­kich zalet szkol­nic­twa pry­wat­nego i wad szkol­nic­twa pań­stwo­wego wła­dze upie­rają się przed demo­no­po­li­za­cją? Dla­czego upadł pomysł bonów oświa­to­wych i wyboru szkoły, co było kro­kiem w dobrym kie­runku? Dla­czego wła­dze boją się wpro­wa­dze­nia kon­ku­ren­cji w szkol­nic­twie? Można się tylko domy­ślać; one się jej boją! Znie­sie­nie mono­polu ozna­cza prze­cież .likwi­da­cję tysięcy cie­płych, dobrze płat­nych posad, zaszczy­tów i przy­wi­le­jów, któ­rymi obda­ro­wują się wła­dze molo­cha edu­ka­cji pań­stwo­wej. Rodzice, tra­cąc wpływ na edu­ka­cję swo­ich dzieci nie wie­dząc nawet, że w tym całym zamie­sza­niu nie cho­dzi ani o prze­moc w kla­sie, sza­cu­nek dla nauczy­cieli, czy tro­skę o poziom naucza­nia, lecz wyłącz­nie o pie­nią­dze dla poli­ty­ków rzą­dzą­cych sys­te­mem edukacji!

Zero tole­ran­cji

Janusz Kor­win Mikke ubo­le­wał na Inter­ne­cie, że męska mło­dzież traci natu­ralne instynkty, że żaden z kole­gów nie sta­nął w obro­nie Ani, kiedy pastwiła się nad nią grupa łobu­zów. No, dobrze, ale skąd ci mło­dzi ludzie mie­liby aku­rat posia­dać taki instynkt. Z domu takiego wzorca nie biorą. Ojciec jest w pracy, a poza tym ojciec nie wzbu­dza sza­cunku. Nie jest nawet w sta­nie sam utrzy­mać rodziny. Do pracy musi iść matka i dla­tego jej też w domu nie ma.
Zamiast więc zająć się wycho­wa­niem dzieci, oka­zy­wa­niem im miło­ści, tro­ski, czu­ło­ści, a więc tych wszyst­kich uczuć naj­sil­niej budu­ją­cych wła­ściwą oso­bo­wość mło­dego czło­wieka, ona musi pra­co­wać na podatki męża. Więk­szość pra­cu­ją­cych żon, tak w USA, w Niem­czech, Szwe­cji czy w Pol­sce zara­bia mniej wię­cej tyle, ile ich mężo­wie odda­wać muszą pań­stwu w postaci hara­czu, za który opie­kuje się ono m.in. zanie­dba­nymi przez matkę, jej dziećmi.
To para­noja! Za podatki pań­stwo buduje żłobki, przed­szkola, szkoły dla dzieci, któ­rymi matka nie jest w sta­nie nale­ży­cie się zając, gdyż musi odpra­co­wy­wać poda­tek męża, za który pań­stwo ją wyrę­cza. A prze­cież opieka pań­stwa nie jest nawet erza­cem domo­wego cie­pła i miło­ści. Nawet naj­lep­szy nauczy­ciel, urzęd­nik, poli­tyk, a tym bar­dziej pań­stwo nie potra­fią zadbać o nasze dziecko tak, jak robią to kocha­jący rodzice.
Dla­tego decy­zje co do przy­szło­ści pol­skiej edu­ka­cji powinny wró­cić do rodzin, a więc tych, któ­rym naprawdę zależy. Aby to było moż­liwe, konieczne jest zero tole­ran­cji w sto­sunku do edu­ka­cji pań­stwo­wej. Innego wyj­ścia nie ma…

Jan M. Fijor
„nczas” 2006-11-11

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 30

  1. słotwina pisze:

    Będąc na bez­ro­bo­ciu z czego zapłacę za naukę w dobrej szkole?Proszę Pana,bon oświa­towy nie zała­twi sprawy w oświacie.Z jed­nej pato­logi popad­niemy w drugą.Gdyby pry­watne szkol­nic­two zała­twiało sprawę,to świat byłby inny.Oczywiście,że obecny stan szkol­nic­twa jest fatalny.A na pry­watne szkoły cze­kają następni do koryta.Problem jest bar­dzo złożony.Ale to na nocne Pola­ków roz­mowy i uzgodnienia.

  2. Jan M. Fijor pisze:

    A skad pan dzi­siaj bie­rze na edu­ka­cje? Jesli nie bedzie podatku, nie bedzie pro­blemu z kosz­tami edu­ka­cji. W obec­nej sytu­acji pla­cimy podwoj­nie; raz w postaci podatku, ktory jest w 50 proc. mar­no­tra­wiony i drugi raz w postaci cze­snego. Uklony Jan M Fijor

  3. Abaddon pisze:

    Pro­szę Pana, jako prze­ciw­nik pry­wa­ty­za­cji szkół nie­zwy­kle się cie­szę, że tego typu tek­sty powstają, bo ozna­czają one wyłącz­nie to, że skrajni libe­ra­ło­wie muszą opie­rać się na oczy­wi­stej nie­praw­dzie, by dowo­dzić swo­ich racji. Stu­dia wyż­sze w USA „nie­mal w 100% pry­watne”? „Połu­dnio­wo­ko­re­ań­skie szkol­nic­two coraz bar­dziej spry­wa­ty­zo­wane”? Bar­dzo chciał­bym zoba­czyć źró­dła tych danych — może Naj­wyż­szy Czas?
    Kolejny zdu­mie­wa­jący argu­ment — „Czło­wiek, z natury swo­jej, mniej sza­nuje to, co dostaje za friko od tego, za co musi dobro­wol­nie zapła­cić”. Jak to? Od kiedy szkoły są „za friko”? I od kiedy uczeń „dobro­wol­nie płaci za swoją szkołę”? A co do braku sza­cunku — nie sły­szał Pan o powie­dze­niu, że „klient ma zawsze rację”? W szko­łach pry­wat­nych klien­tami byliby rodzice, a szkoły musia­łyby się pod­po­rząd­ko­wać ich naj­głup­szym zachcian­kom. To by dopiero była dewa­lu­acja szkoły…
    No i oczy­wi­ście nie mogło zabrak­nąć tezy, że wszyst­kiemu jest winna szkoła, zaś rodzina (naj­le­piej taka, w któ­rej kobieta sie­dzi w domu) jest insty­tu­cją ide­alną i bez skazy. Pro­szę Pana, niech mi Pan powie, z czego biorą się pato­lo­giczne zacho­wa­nia mło­dzieży? Czyżby z powodu szkol­nych budyn­ków, szkol­nych ławek, może nauczy­cieli? A ja uwa­żam, że bie­rze się to wła­śnie z winy rodzi­ców, któ­rzy albo nie inte­re­sują się swo­imi dziećmi, albo (co gor­sze) prze­ka­zują im wszyst­kie swoje pato­lo­giczne zacho­wa­nia. Jaka była reak­cja rodzi­ców tych 14-letnich ban­dy­tów, co upo­ko­rzyli Anię w gim­na­zjum? Jakiś wstyd, potę­pie­nie? A skąd, stwier­dzili, że „to taka zabawa była” i że „to wina szkoły, nie?” Otóż wła­śnie nie…
    Pozdrawiam

  4. MN pisze:

    Takie wypo­wie­dzi jak użyt­kow­nika Abad­don świad­cza o nie­wie­dzi i igno­ra­cji. Sza­nowny Panie radził­bym sie wisi­lic i zoba­czyc, ze wszel­kie bolaczki sys­temu szkol­nic­twa to sa bolaczki pan­stwo­wych osrod­kow, a nie pry­wat­nych. Jakos nie czy­tam w gaze­cie czy na necie, ze dziecko zostalo zamordowane/popelnilo samo­boj­stwo itd. w pry­wat­nych szko­lach tylko w pan­stwo­wych. Poza tym nie­zna­jo­mosc pod­sta­wo­wych praw eko­nomi row­niez jest dostrze­galna u Pana — moze mi Pan powie­dziec od kiedy to mono­pol jest lep­szy od kon­ku­ren­cji? Z che­cia chcial­bym poznac zro­dla z kto­rych Pan korzy­sta bedac zwo­len­ni­kiem pan­stwo­wej oswiaty.

  5. MN pisze:

    Druga sprawa — prze­raza mnie to zascian­kowe mysle­nie… uwa­zam, ze prak­se­olo­gicz­nych praw eko­no­mii nie trzeba udo­wad­niac empi­ryczne, aby wyka­zac ich praw­dzi­wosc, gdyz bazuja na popraw­nym dowo­dzie logicz­nym — tym samym, aby udo­wod­nic fal­szy­wosc danej teorii/ danego prawa trzeba odwo­lac sie do wska­za­nia ble­dow logicz­nych. Doklad­nie jest tak samo w przy­padku pry­wat­nych szkol. Abba­don zapo­mina, ze np. kapi­ta­lizm nie jest sys­te­mem „empi­rycz­nym” tylko wla­snie „aprio­rycz­nym” — kapi­ta­lizm nie towa­rzy­szyl nam od naro­dzin czlo­wieka, a zro­dzil sie z natury ludz­kiej, jego umy­slu, a doklad­nie wewnetrz­nie spoj­nych prze­my­slen. Smutne jest to, ze tak malo osob zdaje sobie z tego sprawe…

    Do czego zmie­rzam — „skrajni” libe­ra­lo­wie opie­raja sie o naj­prost­sza prawde jaka istnieje…

  6. Jasiu ale nie ten pisze:

    Abad­don sie cos pomie­szało. W Sta­nach jest parę pań­stwo­wych uni­wer­sy­te­tów jak Air Force Aca­demy czy Naval Aca­demy. Owszem sa uni­we­ry­stety sta­nowe które dostają jakąś tam pomoc od stanu i zostały zało­żone przez stany w XIX wieku — dostały daro­wi­znę ziemi i inwe­stu­jąc w tą zie­mie mogły się roz­wi­jać. Tak, uni­wer­sy­tety dostają granty na bada­nia badaw­cze i na spe­cy­ficzne pro­gramy edu­ka­cyjne, ale są to pie­nią­dze roz­dzie­lana na pod­sta­wie kon­kursu, a nie „dawane”. Oczy­wi­ście zda­rza się pato­lo­gia (np. kon­gres­man z danego stanu wywal­czy żeby okre­ślona insty­tu­cja, którą może być np. uni­wer­sy­tet, dostała jakieś pie­nią­dze. Ale jest to pato­lo­gia a nie reguła. Granty są z zasady roz­dzie­lane na zasa­dzie kon­kursu i do ich otrzy­ma­nia mają takie same prawa uni­wer­sy­tety sta­nowe, kato­lic­kie, pry­watne, czy jakie­tam. Oce­nia się co pro­po­nują, a nie to jaki mają status.

    Co do bonów oświa­to­wych… Jest to jedyna sen­sowna metoda dania szansy tym co chcą się uczyć (nawet jak, a może wła­śnie przede wszyst­kim, dla bez­ro­bot­nych, a więc tych co nie mają odpo­wied­niego wykształ­ce­nia by zna­leżć pracę). Ja nie jestem rady­kal­nym libe­ra­łem i uwa­żam że dla osób co się chcą uczyc i mają zapał i zdol­no­ści powinny się zna­leżć pie­nią­dze aby zapła­cić za ich wykształ­ce­nie. Ale mar­no­wa­nie naszych podat­ków na leni i chu­li­ga­nów to wyrzu­ca­nie ich w błoto. Jak się nie chcą uczyć to niech jadą kopac rowy do Angli albo zamia­tać ulice zamiast depra­wo­wać tą mło­dzież co się chce uczyć.

  7. Abaddon pisze:

    2404)

    Uni­wer­sy­te­tów publicz­nych jest w USA bar­dzo wiele — ULCA, UC Ber­ke­ley, Univ. of Michi­gan, Univ. of Vir­gi­nia itd. Wśród Asso­cia­tion of Ame­ri­can Uni­ver­si­ties (AAU) jest wię­cej uczelni publicz­nych niż prywatnych.

    2402)

    Pro­szę Pana, niech daruje sobie tek­sty typu: „jakos nie czy­tam w gaze­cie czy na necie, ze dziecko zostalo zamordowane/popelnilo samo­boj­stwo itd. w pry­wat­nych szko­lach tylko w pan­stwo­wych”. Dosko­nale Pan wie, że pań­stwo­wych szkół jest zde­cy­do­wa­nie wię­cej (kil­ka­na­ście razy) niż szkół pry­wat­nych, więc to logiczne, że o pato­lo­giach w pań­stwo­wych szko­łach czyta Pan znacz­nie czę­ściej. Ale przede wszyst­kim zupeł­nie lek­ce­waży Pan fakt, że dzieci z pry­wat­nych szkół pocho­dzą z lep­szych śro­do­wisk — ich rodzice są zde­cy­do­wa­nie zamoż­niejsi, lepiej wykształ­ceni, bar­dziej trosz­czą się o dzieci. W takich śro­do­wi­skach do pato­lo­gii docho­dzi bar­dzo rzadko. Tym­cza­sem bada­nia jed­no­znacz­nie wyka­zują, że pato­lo­giczne zacho­wa­nia doro­słych mają bez­po­średni wpływ na pro­blemy wycho­waw­cze ich dzieci — a prze­cież dziecko menela nie pój­dzie do pry­wat­nej szkoły, bo menela na taką szkołę zwy­czaj­nie nie stać.

  8. Jasiu ale nie ten pisze:

    Abad­don pisze:
    Uni­wer­sy­te­tów publicz­nych jest w USA bar­dzo wiele — ULCA, UC Ber­ke­ley, Univ. of Michi­gan, Univ. of Vir­gi­nia itd. Wśród Asso­cia­tion of Ame­ri­can Uni­ver­si­ties (AAU) jest wię­cej uczelni publicz­nych niż prywatnych.


    Podej­rze­wam cia­gle, że Abad­don przy­pi­suje słowu „uni­wer­sy­tet publiczny” jakies zna­cze­nie typu: „utrzy­my­wany przez pań­stwo”. Jest to dema­go­gia. Szkoły są z zasady orga­ni­za­cjami, które dzia­łają na zasa­dzie nie-komercyjnej. Tak, zwol­nione są od podat­ków, ale z kolei muszą jako orga­ni­za­cje cha­ry­ta­tywne wyda­wać pie­nią­dze które zaro­bią zamiast dawać dywi­dendy akcjo­na­riu­szom. Sta­tus cha­ry­ta­tywny jest głów­nie wyra­zem ich nie­za­an­ga­żo­wa­nia po stro­nie tej czy innej par­tii i upraw­nia je do sta­ra­nia się o granty z orga­ni­za­cji cha­ry­ta­tyw­nych czy fun­da­cji pań­stwo­wych. Uni­wer­sy­tety sta­nowe są tak samo publiczne jak uni­wer­sy­tety kato­lic­kie i pry­watne (np. Brown Uni­wer­sity). Nie wiem o żad­nym uni­we­ry­te­cie „pry­wat­nym” w Sta­nach który by miał akcjo­na­riu­szy, a więc wła­ści­cieli. Sta­nowe, kato­lic­kie, publiczne, pry­watne dzia­łaja wszyst­kie na tej samej zasa­dzie fun­da­cji cha­ry­ta­tyw­nych. Są pry­watne szkoły pod­sta­wowe i śred­nie gdzie istot­nie, ktoś zara­bia na nich pie­nią­dze. Publiczne szkoły pod­sta­wowe i śred­nie są z zasady utrzy­my­wane z lokal­nych podat­ków. O uni­wer­sy­te­tach które mają wła­sci­ciela po pro­stu nie wiem. Róż­nica mię­dzy nimi polega na tym jak powstały sto czy ile tam lat temu. Jesli zostały powo­łane przez legi­sla­turę sta­nową i dostały grant ziemi na począ­tek, to są nazy­wane uni­wer­sy­te­tami sta­no­wymi (nie ma nazwy: uni­wer­sy­tet publiczny), a jeśli zostały powo­łane przez osoby pry­watne lub ich zrze­sze­nie to są to uni­wer­sy­tety pry­watne, a jak przez orga­ni­za­cje reli­gijne (np. Jezu­itów) to są to uni­wer­sy­tety kato­lic­kie czy jakie tam, ale róż­nią sie chyba tylko tym od innych że maja kate­dry teo­lo­gii i nazwę.

  9. Jan M. Fijor pisze:

    W Pol­sce jest za to wie­cej szkol pry­wat­nych niz publicz­nych i co z tego? jmf

  10. Abaddon pisze:

    A co do wad wol­no­ryn­ko­wej kon­ku­ren­cji w edu­ka­cji, to są one dosyć oczy­wi­ste: per­ma­nent­nie upa­da­jące szkoły, brak jed­no­li­tego pro­gramu, wyso­kie wydatki na reklamy, sztuczne pod­wyż­sza­nie ocen (no bo klienta trzeba zado­wo­lić…), no i zupełny brak dosto­so­wa­nia sys­temu oświaty do potrzeb rynku pracy. Nie mówiąc już o tym, że rodzice będą wpły­wać na „war­to­ści” prze­ka­zy­wane w szkole, no ale Panom to raczej nie przeszkadza”

    Tyle tylko drogi panie, że dyplom z takiej szkoły, bedzie można na wol­nym rynku wsa­dzić sobie gdzieś.
    Widzia­łem to już w tysiącu przy­pad­ków.
    I nikt przy zdro­wych zmy­słach a mając na wzglę­dzie wła­sne dobro nie pój­dzie się uczyć za cięż­kie pie­nią­dze do takiej szkoły bo w przy­szło­ści wal­cząc o etat na rynku pracy– prze­gra.
    No chyba, że zależy mu jedy­nie na papierku poświad­cza­ją­cym posia­da­nie wyż­szego wykształcenia.

  11. Jasiu ale nie ten pisze:

    Abad­don pisze:
    > Uni­wer­sy­tety publiczne w USA to są uni­wer­sy­tety sta­nowe, czyli takie,
    > które są utrzy­my­wane, przy­naj­mniej w znacz­nym stop­niu, ze sta­no­wych
    > podat­ków.
    Nie wiem co ozna­cza „w znacz­nym stop­niu”. Na gor­szych uni­wer­sy­te­tach
    sta­no­wych jest to ok. 1/3 budzetu a na lep­szych znacz­nie mniej.
    Na szkol­nic­two pod­sta­wowe i sred­nie idzie zale­znie od stanu 5 do 10
    razy wie­cej niz na uni­wer­sy­tety sta­nowe. Naklady na szkoly pod­stawe
    in sred­nie rosna po 10% rocz­nie pod­czas gdy na Uni­wer­sy­tety pozo­staja
    bez zmian albo spa­daja. Pie­nia­dze sta­nowe dla sta­no­wych uni­wer­sy­te­tow
    NIE SA ZA DARMO. W zamian za to sta­nowe uni­wer­sy­tety musza utrzy­my­wac
    nie­ren­towne kie­runki („black stu­dies”, „social stu­dies”, „urban
    stu­dies”, itp.) ktore poze­raja lwia czesc tego budzetu pro­du­ku­jac
    nie­po­trzeb­nych nikomu absol­wen­tow. Ponadto, w zamian „za pomoc„
    od stanu, uni­wer­sy­tety sta­nowe musza utrzy­my­wac swoje cze­sne na
    niskim pozio­mie dla kan­dy­da­tow ze stanu w kto­rym sa, sa ogra­ni­czone
    w swo­ich mozli­wo­sciach inwe­sty­cji (nie moga miec kon­fliktu inte­resu
    ze sta­nem), w rodza­jach kon­trak­tow ktore moga zawie­rac, maja tony
    dodat­ko­wej biu­ro­kra­cji zwia­za­nej z tym ze ich pra­cow­nicy musza byc
    zatrud­niani na tych samych warun­kach jak pra­cow­nicy sta­nowi, itp, itd.
    Wiele z nich by BARDZO chcialo sie uwol­nic od tej „POMOCY”, ale nie moze
    gdyz ich sta­tuty im na to nie pozwa­laja. Nie­raz docho­dzi do buntu,
    jak np, na Ohio State Uni­ver­sity, gdzie pod­wyz­szono cze­sne powy­zej tego
    jakie usta­lila legi­sla­tura sta­nowa, i byla pie­kielna awan­tura, az w koncu
    musieli obni­zyc. Wiek­szosc pre­zy­den­tow sta­no­wych uni­wer­sy­te­tow uwaza, ze
    ich wymu­szona zale­znosc od stanu w wielu dzie­dzi­nach ich dzia­lal­no­sci
    przy­nosi im wie­cej szkody niz pozytku. O wiele wie­cej by wszy­scy sko­rzy­stali,
    jakby pie­nia­dze prze­zna­czone na „POMOC” uni­wer­sy­te­tom sta­no­wym byly
    prze­zna­czone na pomoc sty­pen­dialna dla zdol­nych oraz bied­nych kan­dy­da­tow
    kto­rzy chca sie uczyc i kto­rym pozo­sta­wiono by prawo wyboru gdzie chca
    studiowac.

    A wia­domo jest ze te zdolne nie chcialby stu­dio­wac na uni­wer­sy­te­tach
    sta­no­wych. Wedlug Prin­ce­ton Review, w pierw­szej dwu­dzie­stce Uni­wer­sy­te­tow
    ktore sa oce­niane jako naj­lep­sze szkoly „under­gra­du­ate” NIE MA ANI JEDNEGO
    UNIWERSYTETU STANOWEGO. Nie ma tez zadnego uni­wer­sy­tetu sta­no­wego
    posrod pierw­szej dwu­dziestki uni­wer­sy­te­tow do kto­rych naj­trud­niej sie dostac.
    To chyba o czyms swiadczy!!!

  12. Abaddon pisze:

    Pro­szę Pana, nie wiem, do jakiego stop­nia stany finan­sują uczel­nie. Ale z pew­no­ścią jest to wię­cej niż 1/3, skoro cze­sne na prze­cięt­nej sta­no­wej uczelni wynosi 4,200$ (dla miej­sco­wych — dla ludzi spoza stanu jest to dużo wie­cej) i jest to pra­wie 4 razy mniej niż na uczel­niach pry­wat­nych. Źró­dło:
    http://money.cnn.com/2006/08/17/pf/college/college_costs/index.htm?cnn=yes
    A co ran­kingu Prin­ce­ton Review — to chyba pomy­lił go Pan z ran­kin­giem US News & World Report — i oczy­wi­ście zapo­mniał Pan dodać, że na 125 uczelni ok. 50% to uczel­nie sta­nowe. (A swoją drogą, pro­po­nuję, by Pan prze­śle­dził jakie kry­te­ria były brane w tym ran­kingu).
    http://www.usnews.com/usnews/edu/college/rankings/brief/t1natudoc_brief.php
    I na koniec jesz­cze jeden link dla Pana, może to coś Panu uświa­domi:
    http://www.questbridge.org/resources/applying/endowment1.html
    Pozdrawiam

  13. Jan M. Fijor pisze:

    Mono­pol — bez wzgledu na sek­tor jakiego doty­czy — jest szko­dliwy, a na pewno gor­szy niz kon­ku­ren­cja. Jesli uwaza pan inczej, pro­sze o przy­klad. Co do braku jed­no­li­tego pro­gramu naucza­nia, co jak widac pana boli, to pro­sze mi odpo­wie­dziec na pyta­nie: czy szkola sluzy pro­duk­cji zuni­fi­ko­wa­nych cier­cin­te­li­gen­tow, czy ludzi maja­cych myslec kre­atyw­nie i nie­za­le­znie. Roz­woj polega na prze­la­my­wa­niu ste­reo­r­ty­pow, a n ie na klo nowa­niu matol­kow. Uklony Jan M Fijor

  14. Jasiu ale nie ten pisze:

    > Pro­szę Pana, nie wiem, do jakiego stop­nia stany finan­sują
    > uczel­nie. Ale z pew­no­ścią jest to wię­cej niż 1/3, skoro
    > cze­sne na prze­cięt­nej sta­no­wej uczelni wynosi 4,200$
    > (dla miej­sco­wych — dla ludzi spoza stanu jest to dużo
    > wie­cej) i jest to pra­wie 4 razy mniej niż na uczel­niach
    > prywatnych.

    Pan/Pani popeł­nia pewien zasad­ni­czy bład w rozu­mo­wa­niu.
    Dochód naj­bar­dziej reno­mo­wa­nych (a więć tych naj­droż­szych)
    uczelni z cze­snego jest nie­wielki. Ich dochód pocho­dzi
    z inwe­sty­cji, wyna­laz­ków, a przede wszyst­kich gran­tów
    i kon­trak­tów. Na sła­bym uni­wer­sy­te­cie sta­no­wym,
    1/3 dochodu jest od stanu, 1/3 z cze­snego, a 1/3 z innych
    żró­deł (daro­wi­zny i granty). Na dobrym uni­wer­sy­te­cie
    pry­wat­nym dochód od stanu jest zero, dochód z cze­snego
    jest 10 – 20% a reszta pocho­dzi z inwe­sty­cji (tak: akcji,
    obli­ga­cji, posia­da­nia hoteli, fabryk, firm konul­tin­go­wych
    zarówno w kraju jak i za gra­nicą, itp.), z gran­tów (dobre
    uczel­nie mając lep­szych pro­fe­so­row bo im wię­cej płaca,
    dostają wię­cej grantów/kontraktów badaw­czych), oraz
    z daro­wizn. Para­dok­sem jest że na uni­wer­sy­te­tach sta­no­wych
    dobrzy/biedni stu­denci nie dostają cało­ści sty­pen­dium
    szcze­gól­nie jak są spoza stanu w któ­rym jest uni­wer­sy­tet,
    pod­czas gdy na naj­lep­szych uni­wer­sy­te­tach pry­wat­nych,
    ci co są naj­lepsi czę­sto stu­diuja cał­kiem za darmo,
    nie þla­cąc nic i mając za darmo wikt i opie­ru­nek. Im
    bar­dziej zależy na reno­mie („patrz co robią nasi
    abso­lol­wenci” — a zdolni i prze­bo­jowi zro­bią wię­cej
    niż tumany — choć oczy­wi­scie nie wszy­scy) niż na
    mizer­nych wpły­wach z cze­snego. Oczy­wi­ście na uczel­nie
    te też dostają się dzieci osób wpły­wo­wych i boga­tych
    „poza kon­kur­sem”, bo wybu­dują uni­wer­sy­te­towi nowy
    budy­nek, albo dadzą „ano­ni­mowo” parę milio­nów. Nie
    jest to znowu takie naganne, bo pie­nią­dze idą na zbożny
    cel kształ­ce­nia się tych któ­rych na to nie stać.
    Jeśli na Cali­for­nia Insti­tute of Tech­no­logy na 3 stu­den­tów
    przy­pada jeden pro­fe­sor, śred­nia klasa wykła­dowa ma
    10 stu­den­tów, a pen­sje pro­fe­so­rów na tym uni­wer­sy­te­cie
    sa jedne z naj­wyżś­zych w Sta­nach, to chyba jest oczy­wi­ste,
    że Cal­Tech nie utrzy­muje się z czesnego.

    Co do Pin­ce­ton Review, to jest bar­dziej pre­sti­żowe od
    US News and World Report i znacz­nie bar­dziej dogłebne,
    bo oce­nia nie tylko uni­wer­sy­tet ale kariery absol­wen­tów.
    Trze­cia sprawa odno­śnie liczby uni­wer­sy­te­tów sta­no­wych.
    Ja nie wiem dla­czego Pan/Pani zapo­mina, że w Sta­nach jest
    chyba okolo dwóch tysięcy róż­nego rodzaju uni­wer­sy­te­tów i
    col­le­gów z któ­rych pewno ponad tysiąc jest akre­dy­to­wane i
    nadaje tytuł baka­ła­rza, a więc sto­pień uni­wer­sy­tecki.
    US News and World Report wymie­nia tylko te naj­więk­sze
    czy naj­bar­dziej znane. Są to z zasady SZKOŁY PRYWATNE
    lub kato­lic­kie czy meto­dy­stów.
    http://www.utexas.edu/world/univ/alpha/
    http://www.utexas.edu/world/univ/state/
    Tylko nie­wielka ich liczba to uni­wer­sy­tety sta­nowe:
    Dla przy­kładu Ohio:
    http://www.regents.state.oh.us/visit_campuses.htm
    Na ponad 60 uni­wer­sy­te­tów w tym sta­nie:
    http://www.regents.state.oh.us/campuslistings/independent.h\tml
    uni­wer­sy­te­tami sta­no­wymi jest tylko 15.
    http://www.regents.state.oh.us/campuslistings/4yr.html
    Naj­lep­sze uni­wer­sy­tety w Ohio nie są to uni­wer­sy­tety
    stanowe.

    > zapo­mniał Pan dodać, że na 125 uczelni ok. 50%

    To nie jest prawde. Uczelni jest ok. dwóch tysięcy.
    Ale już skoro jeste­śmy przy ran­kin­gach to US Word Report
    w pierw­szej dwu­dzie­stce też nie wymie­nia ŻADNEGO
    uni­wer­sy­tetu sta­no­wego.
    Uni­wer­sity of Pen­n­sy­lva­nie jest uni­wer­sy­te­tem PRYWATNYM.
    Link:
    http://www.questbridge.org/resources/applying/endowment1.ht\ml
    niczego nowego mi nie uswia­do­mił. Zasoby uni­wer­sy­te­tów
    pry­wat­nych są z zasady znacz­nie więk­sze o czym mówi­łém
    powy­żej. Pierw­szy uni­wer­sy­tet sta­nowy na tej liście jest
    na 35-tym miej­scu. Cze­sne na Prin­ce­ton U, który pro­wa­dzi
    pod wzglę­dem zaso­bów na stu­denta jest poni­żej 50tyś.
    dola­rów, a więc nie­po­rów­na­nie niż­sze niż 1.5 miliona
    w endow­men­cie, a więc ten endow­ment odpo­wied­nio
    zain­we­sto­wany może swo­bod­nie opła­cić cze­sne studenta.

  15. Jasiu ale nie ten pisze:

    Abad­don pisze:
    > Dosko­nale Pan wie, że pań­stwo­wych szkół jest zde­cy­do­wa­nie wię­cej
    > (kil­ka­na­ście razy) niż szkół pry­wat­nych, więc to logiczne, że
    > o pato­lo­giach w pań­stwo­wych szko­łach czyta Pan znacz­nie czę­ściej.
    > Ale przede wszyst­kim zupeł­nie lek­ce­waży Pan fakt, że dzieci
    > z pry­wat­nych szkół pocho­dzą z lep­szych śro­do­wisk — ich rodzice
    > są zde­cy­do­wa­nie zamoż­niejsi, lepiej wykształ­ceni, bar­dziej
    > trosz­czą się o dzieci.

    Ze sta­ty­styką się zga­dzam — jeśli zało­żyć ze pato­lo­gia się
    równo roz­kłada, Nie zga­dzam się jed­nak z tym że to u bied­nych
    ludzi jest wię­cej pato­lo­gii, i że oni mniej dbają o dzieci.
    Gło­śne wypadki Colum­bine i podobne w Sta­nach, czy przy­kłady
    zezwie­rzę­ce­nia ludz­kiego widziane w Gdań­sku to dzia­ła­nia
    dzieci z domów tzw. zamoż­nych. W dobrych szko­łach pry­wat­nych
    rza­dziej docho­dzi do pato­lo­gii bo tam jej nie tole­rują. Znacz­nie
    wię­cej się zwraca uwagi na zacho­wa­nie i bez­pie­czeń­stwo uczniów
    a chołote/zboczeńców się po pro­stu wyrzuca na zbity pysk. Lepiej
    stra­cić jed­nego par­szy­wego ucznia niż wszyst­kich porząd­nych
    i splaj­to­wać. Pod­sta­wowa reguła biz­nesu. Nato­miast w szko­łach
    regu­lo­wa­nych pra­wami o spe­cjal­nej ochro­nie mor­der­ców kosz­tem
    ofiar (tzw. prawa prze­ciwko „dys­kry­mi­na­cji” i o „dawa­niu rów­nej
    szansy”), które szkoły pań­stwowe obo­wią­zuja co do litery, aspekt
    zaspo­ko­je­nia życzeń klienta nie ist­nieje. Albo ina­czej, klient
    ist­nieje, ale nie są to ucznio­wie czy rodzice, ale poli­tycy co
    dają pieniądze.

  16. Abaddon pisze:

    Mono­pol — bez wzgledu na sek­tor jakiego doty­czy — jest szko­dliwy, a na pewno gor­szy niz konkurencja.”

    Chyba Pan się zgo­dzi, że celem szkoły jest prze­ka­zy­wa­nie wie­dzy? A wie­dzą nie można kon­ku­ro­wać — można ją tylko prze­ka­zy­wać w lep­szy lub gor­szy spo­sób. I to jest naj­waż­niej­sza kwe­stia — by nauczy­cie­lami zosta­wali ambitni, zdolni ludzie, i żeby prze­ka­zy­wali dzie­ciom wie­dzę jak naj­le­piej potra­fią. Efekty tej nauki muszą być spraw­dzane, aby oce­nić jak nauczy­ciel wywią­zuje się z obowiązku.

    Jesli uwaza pan inczej, pro­sze o przyklad.”

    Wadą wol­no­ryn­ko­wej kon­ku­ren­cji w oświa­cie jest cho­ciażby fakt, że wiele szkół będzie upa­dać — a to ozna­cza, że edu­ka­cja znaj­du­ją­cych się w nich dzieci będzie prze­ry­wana. A jest to duży pro­blem, bo inne szkoły mogą takich dzieci nie chcieć przy­jąć, lub mogą się oka­zać za dro­gie, zbyt daleko itd. A nawet jeśli przyjmą — to może się oka­zać, że pro­gram w nowej szkole jest zupeł­nie inny i powsta­nie pro­blem z naucza­niem. Wyobraża Pan sobie, co by się stało, gdyby szkoła upa­dła np. pół roku przed maturą?

    Co do braku jed­no­li­tego pro­gramu naucza­nia, co jak widac pana boli, to pro­sze mi odpo­wie­dziec na pyta­nie: czy szkola sluzy pro­duk­cji zuni­fi­ko­wa­nych cier­cin­te­li­gen­tow, czy ludzi maja­cych myslec kre­atyw­nie i niezaleznie.”

    Oczy­wi­ście to dru­gie — ale to kwe­stia pro­gramu, a nie tego, czy szkoła jest pry­watna czy pań­stwowa. Pisząc o jed­no­li­tym pro­gra­mie mia­łem na myśli pod­sta­wową wie­dzę, naucza­nie pod­sta­wo­wych fak­tów. Jeśli nauczy­ciel znaj­dzie czas na pewne uroz­ma­ice­nia — pro­szą bar­dzo.
    Pozdrawiam

  17. Abaddon pisze:

    Ma Pan rację, że w szko­łach pry­wat­nych skraj­nie pato­lo­giczne zacho­wa­nia są nie­to­le­ro­wane. Wystar­czy jed­nak, że się ogra­ni­czy obo­wią­zek naucza­nia i w pań­stwo­wych rów­nież się poprawi.
    Nie ma Pan jed­nak racji twier­dząc, że u bied­nych pato­lo­gii jest tyle, co u boga­tych. Ludzie biedni miesz­kają w gor­szych dziel­ni­cach, są zazwy­czaj gorzej wykształ­ceni, mają niż­szy poziom kul­tury oso­bi­stej, czę­ściej mają pro­blem z alko­ho­lem itd. To jak naj­bar­dziej wpływa na roz­wój ich dzieci.

  18. Jasiu ale nie ten pisze:

    Użyt­kow­nik Abad­don powiedział/a:
    > Nie ma Pan jed­nak racji twier­dząc, że u bied­nych pato­lo­gii jest
    > tyle, co u boga­tych. Ludzie biedni miesz­kają w gor­szych dziel­ni­cach,
    > są zazwy­czaj gorzej wykształ­ceni, mają niż­szy poziom kul­tury
    > oso­bi­stej, czę­ściej mają pro­blem z alko­ho­lem itd. To jak naj­bar­dziej
    > wpływa na roz­wój ich dzieci.
    Tutaj pod­pi­szemy pro­to­kół roz­bież­no­ści gdyż nale­żało by zde­fi­nio­wać
    co to jest pato­lo­gia. Jeśli cho­dzi o tzw. „wyrzut­ków spo­łecz­nych”,
    ludzi któ­rzy nigdy nie pra­co­wali bo nie mogli, np. ze względu na
    swoją zależ­nosc che­miczną czy cho­robę psy­chiczną, to oczy­wi­ście
    ich dzieci mają dużą szansę podą­żyć ich śla­dem. Może by było lepiej
    jakby takim ludziom się zakła­dało jakieś zapbez­pie­cze­nia przed
    pło­dze­niem (za kastra­cją nie jestem z przy­czyn filo­zo­ficz­nych,
    ale obiek­tyw­nie byłaby ona pew­nie dla spo­łe­czeń­stwa korzystna
    w takich wypad­kach). Jed­nakże u bied­nych, ciężko pra­cu­ją­cych
    ludzi jest czę­sto moty­wa­cja: „chcę żeby moim dzie­ciom było lepiej„
    oraz pro­sta inter­pre­ta­cja pod­sta­wo­wych przy­ka­zań. „Nie krad­nij„
    znaczny „Nie krad­nij” pod­czas u inte­lek­tu­ali­stów, w tym tych
    bogat­szych, ozna­cza to nie­stety czę­sto: „Albo nie krad­nij, albo
    się nie daj zła­pać”. Sporo u nich rela­ty­wi­zmu moral­nego, który
    jeśli nie jest przed dzia­twą sku­tecz­nie ukry­wany, powo­duje
    demo­ra­li­za­cję dzieci od zara­nia. Dla­tego w domach naprawdę
    ary­stro­kra­tycz­nych (takich praw­dzi­wych boga­tych, a nie
    nowo­bo­gac­kich) więk­szą karę dostaje się za obrazę sprzą­taczki
    niż za obrazę ojca czy matki. I o tym wła­śnie mówię…

  19. Abaddon pisze:

    Tutaj pod­pi­szemy pro­to­kół roz­bież­no­ści gdyż nale­żało by zde­fi­nio­wać
    co to jest patologia.”

    Przede wszyst­kim cho­dzi o prze­moc domową, alko­ho­lizm, dzia­łal­ność prze­stęp­czą. Wśród niż­szych warstw spo­łecz­nych to zja­wi­ska czę­ściej spo­ty­kane. Zresztą, skrajne ubó­stwo też pro­wa­dzi do patologii…

    Jed­nakże u bied­nych, ciężko pra­cu­ją­cych
    ludzi jest czę­sto moty­wa­cja: „chcę żeby moim dzie­ciom było lepiej„
    oraz pro­sta inter­pre­ta­cja pod­sta­wo­wych przykazań.”

    Owszem, są i tacy. Ale prze­cież szkoły publiczne przyj­mują wszyst­kich — to, czy rodzice są przy­zwo­ici czy nie nie ma zna­cze­nia. No i nie zapo­mi­naj, że ludzie ciężko pra­cu­jący czę­sto nie mają czasu by zająć się wychowaniem.

  20. Sławomir Staszak pisze:

    Przy­mus szkolny jest prznajm­niej tak absur­dalny jak przy­mus pracy. Kto z komen­tu­ją­cych jest za przy­mu­sem pracy?

  21. Pancerna Konserwa pisze:

    Cóż, jak widać wielu ludzi nie chce wol­no­ści. Nie rozumieją,że tylko oni sami naj­le­piej zaopie­kują się swo­imi pieniędzmi.Liczą na dar­mowy obiad, ale ten „dar­mowy” obiad zawsze kosz­tuje dro­żej niż w super reno­mo­wa­nej restau­ra­cji. A wra­ca­jąc do edu­ka­cji to znam budu­jący przy­kład; w małej wsi dwie kobiety nie pogo­dziły się z likwi­da­cją szkoły i koniecz­no­ścią dowozu dzieci do odle­głej o kil­ka­na­ście kilo­me­trów więk­szej szkoły.Założyły sto­wa­rzy­sze­nie roz­woju wsi.Podpadły wszyst­kim lokal­nym „moż­nym” łącz­nie z ple­ba­nem, ale szkołę obro­niły. Sto­wa­rzy­sze­nie pro­wa­dzi szkołę nie­pu­bliczną w jed­nej kla­sie zaję­cia ma np. 2 dzieci z 3 klasy ‚2 z 2 klasy i 1 z 1 . Nauczy­ciel ma wiele czasu dla każ­dego z dzieci…I jakoś nie wyobra­żam sobie tam patologii.

  22. Nataniel pisze:

    Ja bym tam nigdy nie wypi­sy­wal przy­czyn Zlego Pol­skiego Szkol­nic­twa, gdy­bym byl urzed­ni­kiem w PRl-owskch wyso­kich urze­dach, a zwlasz­cze zagrud­nion w mini­ster­stwach. Bo co moze taki sko­rum­po­wany urzed­nik, taki zde­mo­ra­li­zo­wany, moze i na sile przez sys­tem, miec do powie­dze­nia o edu­ak­cji pol­skich dzieci, czy o edu­ka­cji pol­skiej mlo­dziezy, bo skad przy­klady????. Wcale nie ganie, ale ostrze­gam przed pseudoautorytetami.

  23. Jan M. Fijor pisze:

    A kto niby byl urzed­ni­kiem mini­ste­rial­nym w prl? Ja? pozdra­wiam Jan M Fijor

  24. ewa urbanowicz pisze:

    Racja !!! Bravo.Kto to jed­nak zrozumie.?Bardzo trudno wytlu­ma­czyc ten punkt widze­nia zna­jo­mym np.doktorom(Phd) pra­cu­ja­cym na wyzszych uczel­niach w Pozna­niu ‚bo z nimi cze­sto pro­wa­dze dyskusje.Jak kula w plot.Zniewolone lby.

  25. Nataniel pisze:

    Dok­to­ranci to nie tylko znie­wo­lone lby, ale jed­no­cze­snie osoby pozba­wione logicz­nego mysle­nia, czyli pospo­li­tego roz­sadku. I nie bedu juz tutaj udo­wad­nial tego, bo kon­se­kwen­cje, tj. wdra­za­nie ich soja­li­stycz­nych prak­tycz­no­sci, mialy histo­ryczne kon­se­kwen­cje. Czy histo­ria musi sie powtaaaarzac?

  26. Nataniel pisze:

    Naj­smut­niej­sze, ze te dok­to­ranc­kie Woly, nie majace nic kon­kret­nego do powie­dze­nia, zostaly wyksztal­cone za pie­nia­dze rodzi­cow, a raczej za pie­nia­dze odbie­rane nam podatkami.

  27. Jasiu ale nie ten pisze:

    Nata­niel ma cał­ko­wita rację. Ja bym tych wszyst­kich dok­trów i naukaw­ców kazał na sto­sach palić ku prze­stro­dze dzieci — niech się uczą obra­cać ham­bur­gery zamiast jakichś głu­pich całek czy fizjo­lo­gii żaby.

  28. piotr w pisze:

    witam nie chcial­bym pisac o rze­czach oczywistych.mozna sie spie­rac czy pomy­sly mini­stra edu­ka­cji sa dobre czy zle.nie ma jad­nak lep­szych roz­wią­zan jak:
    1.prywatyzacja szkolnictwa,jego cal­ko­wite uryn­ko­wie­nie ktore sprawi ze szkoly zaczna ze sobą kon­ku­ro­wac o ucznia pod­no­szac jakosc i obni­za­jąc ceny.
    2.zniesienie socja­li­stycz­nego i bar­ba­zyn­skiego przy­musu szkol­nego wycho­dzą­cego z blęd­nego zalo­ze­nia ze mozna kogo­kol­wiek zmu­sic do mysle­nia.
    3.likwidacja MENU i kura­to­riów i wzyst­kich cie­plych pan­stwo­wych stoł­kow a to czego mają się uczyc dzieci należy zosta­wic rodzi­com i opie­ku­nom, kto­rzy wie­dzą lepiej niz mini­ster­stwo.
    4. wpro­wa­dzic dys-edukację podzial na szkoly męskie i zen­skie, uczen na lek­cji ma myslec o nauce a nie o plci prze­ciw­nej.
    5.przepędzić calą pan­stwową biu­ro­kra­cję
    wszy­stie panie dzierz­gow­skie panie radzi­will panow bro­nia­rzów a znp moze stac sie tylko sto­wa­rzy­sze­niem
    6.zlikwidowanie wszel­kich kart nauczy­ciela wszel­kich cen­zu­sów o przy­dat­no­sci nauczy­ciela do zawodu moze decy­do­wac tylko dyrek­tor ktory takiego nauczy­ciela ztrudnia.czas odrzu­cic socja­li­styczne mysle­nie ze szkoly są po to by nauczy­ciele mieli pracę. Szkoly muszą byc dla uczniow a nie dla nauczy­cieli.
    7.wprowadzic mozli­wosc edu­ka­cji domo­wej przy­naj­mniej na pozio­mie szkoly podstawowej.Zdobywanie wiedz nie moze byc regu­lo­wane przez pan­stwo.
    8.wprowadzić odpłat­ność za naukę a rynek sam się wyre­gu­luje lep­sze szkoly będą droz­sze a gor­sze tansze.i tak musi być bo nie moze być tak ze nauka wsze­dzie kosz­tuje tyle samo.nauka języka arab­skiego musi kosz­to­wac wię­cej jak nauka angiel­skiego tak samo jak nauka sto­cha­styki wie­cej kosz­tuje jak tabliczki mno­ze­nia w zakre­sie 100.bo małże zawsze będą droz­sze jak płotki.
    9.wprowadzic bon oswia­towy. obo­wiąz­kiem pan­stwa jest pozy­cze­nie pie­nie­dzy na naukę dla czlo­wieka ktory chce się uczyc a na nia go nie stac.
    10.zniesc wszel­kie dofi­nan­so­wa­nie pan­stwowe do ksiązek.w gospo­darce ryn­ko­wej jak cos jest za dro­gie to wyla­tuje z rynku (wszy­scy powta­rzaja ze ksiazki sa za dro­gie)
    spel­niaja te wszyst­kie warunki tylko wtedy będziemy zbli­zac sie do ide­alu.
    do szkol będą cho­dzic tylko ci kto­rzy chcą sie uczyc a dyrek­tor za zle zacho­wa­nie bedzie mial prawo wywa­lic takiego lobuza na zbita buzię.
    w ten spo­sob ponow­nie przy­wruci się eli­ta­ryzm szkol­nic­twu nauka bedzie porzą­dana a nie obo­wiąz­kowa i sta­nie się wartosćia.Będą ist­niec szkoly ktore wpa­jac będą war­to­sci kato­lic­kie z krzy­zem nad tablicą czę­sto przy­klasz­torne, para­fialne oraz szkoly o poglą­dach lewi­co­wych trosz­czace sie oprawa czlo­wieka rów­nośc brak agre­sji pro­pa­gu­jące związki part­ner­skie glo­szące ze wiel­kim pol­skim patriotą był Cze­sław kiszczak.w jed­nych bedzie sie uczyc ile nog ma lan­cet­nik a w dru­gich jak zalo­zyc wla­sną firmę i jak nie dac się oszu­kac poli­ty­kom. rodzice zna­jąc pro­gram tych szkol bedą decy­do­wac do kto­rych szkol posy­lac swoje dzieci. to rodzice zade­cy­dują ktore szkoly zostana na rynku a ktore z niego wylecą.Jako nauczy­ciel cze­kam na taki model szkol­nic­twa i nie boję sie wol­nego rynku bo jestem dobrym nauczy­cie­lem i w szkol­nic­twie pracą znajdę a o moich kole­gow nauczy­cieli sie nie mar­twie nie sami mar­twią sie o siebie.Juz czas naj­wyz­szy po 100 latach prze­pę­dzic kna­jac­two ze szkół raz na zawsze jak nie chca się uczyc i krzyw­dzą innych to nie­chaj idą kopac doly czy dzwi­gac worki, w pracy pre­dzej naucza sie odpo­wie­dzial­no­sci niz w szkole.

  29. Jan M. Fijor pisze:

    Sto­su­jac pan­ski deka­log unik­niemy wiek­szo­sci pro­blem z kna­jac­twem i agre­sja. Pozdra­wiam Jan M Fijor

  30. Jan M Fijor pisze:

    Boli pana ten nie­jed­no­lity plan naucza­nia. z kló­rego, w spo­sób nie­po­strze­żony mógłby się wydo­stać jakiś nie­ty­powy przy­pa­dek — Ein­stein czy Stra­vin­sky, a w pan­stwo­wych szkołch mamy pew­ność, że będzie wszystko pod linjkę, sztancę czy inny wzo­rzec socja­li­zmu.
    USA wszyst­kie szkoły są publiczne, co nie zna­czy, że są one pań­stwowe. A rodzice, wbrew temu co pan sądzi, nie są dur­niami, które bedą pła­cić za edu­ka­cję dzieci, doma­ga­jąc się, aby była ona zła, nie­sprawna i podatna na widzi­mi­się byle kogo. Szkoła nie jest dla nauczy­cieli i edu­ka­to­rów, lecz dla stu­diu­ją­cych. Naj­lep­szym kon­tro­le­rem jej jako­ą­ści jest rywal-koniurent, czyli rynek, a nie urzęd­nik przy­głup, który nie wie jak sobie tra­fić do nosa i dla­tego liczy tylko na peną pen­syjkę z kura­to­rium oświaty, za którą da się zarżąnąć.

    Ukłony .

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*