Niepoprawna politycznie historia St. Zjedn.

Nie­po­prawna poli­tycz­nie histo­ria St. Zjedn.

Tho­mas Woods, Jr.
Tłum.: Mar­cin Zie­liń­ski
War­szawa 2007
ISBN: 83 – 89812-41-x

Cena: 30 zł zł

Zamó­wie­nia pro­simy kie­ro­wać na adres: fijorr@fijorr.com prze­lew pro­simy wysy­łać na konto: 73 1140 2004 0000 3702 4815 4485 w mbank na nazwi­sko Jan M. Fijor

Szu­kamy tylko nie­wy­kwa­li­fi­ko­wa­nych kandydatów”

Bovard słusz­nie zauważa, że odczu­cia admi­ni­stra­cji co do akcji afir­ma­cyj­nej naj­le­piej odzwier­cie­dla pro­ces rekru­ta­cji pra­cow­ni­ków przez agen­cje fede­ralne. W 1995 roku Pen­ta­gon ogło­sił, że „do awan­swaw­nia peł­no­spraw­nych, bia­łych męż­czyzn potrzebne jest spe­cjalne pozwo­le­nie”. Wydany przez Agen­cję ds. Żyw­no­ści i Leków (Food and Drug Admi­ni­stra­tion) „Porad­nik o rów­nych szan­sach przy zatrud­nia­niu pra­cow­ni­ków” (Equal Employ­ment Oppor­tu­nity Hand­book) radził, aby przy szu­ka­niu kan­dy­da­tów do pracy zmniej­szyć naci­ski na takie urzęd­ni­cze czy biu­rowe wyma­ga­nia, jak „zna­jo­mość zasad gra­ma­tyki” i „umie­jęt­ność pisa­nia bez błę­dów”, gdyż mogą one nega­tyw­nie wpły­nąć na zain­te­re­so­wa­nie ze strony „mają­cych zbyt mało wie­dzy przed­sta­wi­cieli grup i jed­no­stek z upo­śle­dze­niami”. Znacz­nie więk­szy absurd stał się jed­nak udzia­łem Służby Leśnej Sta­nów Zjed­no­czo­nych, którą kry­ty­ko­wano za to, że zatrud­niała zbyt mało kobiet na sta­no­wi­sku stra­ża­ków. Z tego powodu Służba Leśna dała ogło­sze­nie: „szu­kamy tylko nie­wy­kwa­li­fi­ko­wa­nych kan­dy­da­tów”. Dalej można prze­czy­tać, że „roz­wa­żymy zgło­sze­nia tylko tych kan­dy­da­tów, któ­rzy nie speł­niają stan­dar­dów [tj. wyma­gań zawo­do­wych]”. Wiemy teraz, że wsku­tek tej dzi­wacz­nej poli­tyki nie obsa­dzono klu­czo­wych sta­no­wisk w jed­nost­kach straży pożar­nej, wła­śnie z powodu braku nie­wy­kwa­li­fi­ko­wa­nych kandydatów.

CNN-owska poli­tyka zagraniczna

Clin­ton dys­po­no­wał ogromną swo­bodą w dzie­dzi­nie poli­tyki zagra­nicz­nej i nawet jego rze­komi opo­nenci się temu nie sprze­ci­wiali. Jed­nak to wła­śnie na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej popeł­nił Clin­ton naj­wię­cej pomy­łek. Ich skutki bywały czę­sto kata­stro­falne. Eme­ry­to­wany pod­puł­kow­nik Sił Powietrz­nych Buzz Pat­ter­son napi­sał w swo­jej książce Rec­kless Disre­gard (Bez­myślne lek­ce­wa­że­nie), że Clin­ton pro­wa­dził „CNN-owką dyplo­ma­cję – poli­tykę zagra­niczną pro­wa­dzoną przez wia­do­mo­ści tele­wi­zyjne i son­daże wybor­cze”. Wódz naczelny, Clin­ton, w ciągu ośmiu lat swej pre­zy­den­tury aż czter­dzie­ści cztery razy wysłał ame­ry­kań­skich żoł­nie­rzy za gra­nicę. Przez poprzed­nie czter­dzie­ści pięć lat ame­ry­kań­skie siły zbrojne inter­we­nio­wały poza kra­jem tylko osiem razy. Pat­ter­son stwier­dził, że „ame­ry­kań­ski żoł­nierz prze­stał być obrońcą ojczy­zny, a stał się wędrow­nym obrońcą pokoju”.
frag­ment ksiązki

Tho­mas Woods Jr należy od lat do ści­słego grona współ­pra­cow­ni­ków Insty­tutu Misesa w Ala­ba­mie. Z wykszta­łe­nia i zawodu jest histo­ry­kiem mocno prze­siąk­nięty szkołą austriacką i jej podej­ściem do ana­lizy dzie­jów. Widać to w jego ksiaż­kach, widać w Nie­po­praw­nej histo­rii”, która jest spoj­rze­niem na histo­rię Sta­nów Zjed­no­czo­nych z punktu widze­nia inte­re­sów ludzi, któ­rzy ją two­rzyli, a także tych, któ­rzy pono­sili kon­se­kwen­cje ich dzia­ła­nia. Woods wybrał zagad­nie­nia, co do któ­rych — wyda­wa­łoby się — nikt nie ma wąt­pli­wo­ści; kolo­ni­za­cja, rasizm, wojna domowa, FDR, New Deal, zimna wojna i wiele innych obro­słych mitami złej Ame­ryki i opie­kuń­czych przy­wód­ców. Jed­nakże bliż­sze spoj­rze­nie rzuca cień na tych ostat­nich, ujaw­nia­jąc praw­dziwe przy­czyny ich dzia­ła­nia, a zwłasz­cza bez­miar szkód przez nie wyrzą­dzo­nych. Książkę czyta sie jak sen­sa­cyjną powieść. Jest ona także lek­cją dla hagio­gra­fów i orto­dok­syj­nych patrio­tów, że nie wszystko co odziano w szaty naro­dowe i reto­rykę ojczyź­nianą słu­żyło naro­dowi dobrze. Przy­da­łaby się taka książka Pola­kom. Jan Bereta

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 1

  1. Jan M Fijor pisze:

    Czy można mówić o ame­ry­kań­skiej woj­nie domo­wej?
    Tak naprawdę nigdy nie było ame­ry­kań­skiej wojny domo­wej. Wojna domowa to kon­flikt, w któ­rym co naj­mniej dwie frak­cje wal­czą o prze­ję­cie kon­troli nad rzą­dem kra­jo­wym. Kla­syczne przy­kłady to wojna domowa w Anglii w latach 1642 — 1648 i w Hisz­pa­nii w latach 1936 — 1939. W obu powyż­szych przy­pad­kach walka toczyła się o kon­trolę nad rzą­dem. Ina­czej było w latach 1861 – 1865. Połu­dniowe stany nie chciały prze­jąć wła­dzy w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, tylko ogło­sić swoją nie­pod­le­głość.
    [PIG]
    Co mówili Ojcowie-założyciele?
    „[Nie powin­ni­śmy] się bać (…) odłą­cze­nia od tak cenio­nej przez nas unii w chwili, gdy każe nam ona zre­zy­gno­wać z prawa do auto­no­mii, (…) która ozna­cza wol­ność, bez­pie­czeń­stwo i szczę­ście”.
    Tho­mas Jef­fer­son do Jamesa Madi­sona
    ***
    Nie­któ­rzy pro­po­nują, żeby zamiast o woj­nie domo­wej mówić o „woj­nie pomię­dzy sta­nami” (War Between the Sta­tes), tej nazwy będziemy uży­wać też w tej książce. Ten ter­min też nie jest do końca odpo­wiedni, gdyż kon­flikt nie toczył się pomię­dzy poszcze­gól­nymi sta­nami – Flo­ryda nie wal­czyła prze­ciwko New Hamp­shire, a Rhode Island prze­ciwko Mis­si­sipi – ale pomię­dzy rzą­dem Sta­nów Zjed­no­czo­nych i jede­na­stoma połu­dnio­wymi sta­nami, które utwo­rzyły w 1861 roku Skon­fe­de­ro­wane Stany Ame­ryki (Con­fe­de­rate Sta­tes of Ame­rica). Używa się też innych ter­mi­nów, które mimo zabar­wie­nia ide­olo­gicz­nego, nawet lepiej oddają tamte wyda­rze­nia. Mówi się na przy­kład o woj­nie o nie­pod­le­głość Połu­dnia (War for Southern Inde­pen­dence) i agre­sji Pół­nocy (War of Nor­thern Aggres­sion).
    Stany miały prawo do sece­sji
    Żaden pod­ręcz­nik nie poru­sza kwe­stii, czy połu­dniowe stany miały prawo do sece­sji. A prawo to im bez­względ­nie przy­słu­gi­wało. Pre­zy­dent nowo powsta­łych Skon­fe­de­ro­wa­nych Sta­nów Ame­ryki Jef­fer­son Davis twier­dził, że pod­stawę prawną sece­sji można zna­leźć w dzie­sią­tej poprawce do Kon­sty­tu­cji. Mówiła ona, że upraw­nie­nia nie prze­ka­zane przez stany rzą­dowi fede­ral­nemu, a nie zaka­zane w Kon­sty­tu­cji sta­nom, należą do sta­nów lub ludzi, a stany nigdy nie prze­ka­zały rzą­dowi fede­ral­nemu prawa do powstrzy­ma­nia sece­sji. Zatem sece­sja jest pra­wem przy­słu­gu­ją­cym sta­nom. To po czę­ści z tego powodu James Bucha­nan, poprzed­nik Lin­colna w Bia­łym Domu pozwo­lił jede­na­stu połu­dnio­wym sta­nom na poko­jowe opusz­cze­nie Unii. Mimo iż nie uzna­wał on prawa sta­nów do sece­sji, nie uwa­żał też, że rząd fede­ralny ma prawo do powstrzy­ma­nia ich od sece­sji siłą.
    Poza tym Wir­gi­nia, Rhode Island i Nowy Jork pod­czas raty­fi­ka­cji Kon­sty­tu­cji zastrze­gły sobie, że jeśli nowy rząd sta­nie się zbyt opre­syjny, będą miały prawo odej­ścia z Unii. Zresztą tylko z tego powodu stany te przy­stą­piły do Unii. Wir­gi­nia mówiła o podob­nej klau­zuli, zawar­tej w jej akcie raty­fi­ka­cyj­nym, kiedy doko­ny­wała sece­sji w 1861 roku. Ale ponie­waż Kon­sty­tu­cja jest oparta na zasa­dzie rów­no­ści – wszyst­kie stany mają równe prawa i żaden stan nie może mieć wię­cej upraw­nień niż inne – prawo do sece­sji posia­dane przez te trzy stany musi zostać roz­cią­gnięte na wszyst­kie.
    Wil­liam Lloyd Gar­ri­son, jeden z naj­waż­niej­szych ame­ry­kań­skich abo­li­cjo­ni­stów zobo­wią­zał każ­dego członka swo­jego Towa­rzy­stwa Anty­nie­wol­ni­czego (Ame­ri­can Anti-Slavery Society) do walki o roz­wią­za­nie Unii (w dekla­ra­cji napi­sał: „posta­no­wiono, że jed­nym z głów­nych zadań abo­li­cjo­ni­stów tego kraju powinna być agi­ta­cja na rzecz roz­wią­za­nia ame­ry­kań­skiej Unii”). Po czę­ści gło­sił tę opi­nię, gdyż po oddzie­le­niu się od Połu­dnia, Pół­noc nie była już moral­nie odpo­wie­dzialna za nie­wol­nic­two (grzmiał: „precz z Unią wła­ści­cieli nie­wol­ni­ków!”). Ale wie­rzył on rów­nież, że sece­sja Pół­nocy pod­waży pozy­cję nie­wol­nic­twa na Połu­dniu. Gdyby stany pół­nocne były osob­nym kra­jem, to nie byłyby one zobli­go­wane przez Kon­sty­tu­cję do odda­wa­nia wła­ści­cie­lom zbie­głych nie­wol­ni­ków, któ­rzy wresz­cie mogliby tam zna­leźć praw­dziwy azyl. Pono­szone przez Połu­dniow­ców koszty utrzy­ma­nia nie­wol­ni­ków sta­łyby się zbyt wygó­ro­wane, co przy­czy­ni­łoby się do osta­tecz­nego upadku sys­temu nie­wol­nic­twa.
    [PIG]
    Co powie­dział pre­zy­dent?
    „Wszy­scy ludzie, któ­rzy nie­za­leż­nie od swego miej­sca zamiesz­ka­nia, mają moż­li­wość i siłę, żeby się zbun­to­wać i oba­lić ist­nie­jący rząd po to, żeby stwo­rzyć nowy i lepiej im pasu­jący, mają też do tego prawo. Jest to naj­bar­dziej war­to­ściowe i święte prawo – wie­rzymy w nie i mamy nadzieję, że wyzwoli ono świat. To prawo nie doty­czy jedy­nie przy­padku, gdy cały naród pod pano­wa­niem ist­nie­ją­cego rządu chce z niego sko­rzy­stać. Każda grupa ludzi, która jest w sta­nie doko­nać rewo­lu­cji, ma prawo to zro­bić i wziąć w swoje posia­da­nie wszyst­kie zie­mie, na któ­rych zamieszka”.
    Abra­ham Lin­coln w 1848 roku
    ***
    Wil­liam Rawle, praw­nik z Fila­del­fii o sym­pa­tiach fede­ra­li­stycz­nych i prze­ciw­nik nie­wol­nic­twa w swo­jej książce z 1825 roku A View of the Con­sti­tu­tion (Opi­nia o Kon­sty­tu­cji) przy­znał, że w szcze­gól­nych oko­licz­no­ściach stan może w zgo­dzie z pra­wem wystą­pić z Unii. Książka Rawle’a była pod­ręcz­ni­kiem prawa kon­sty­tu­cyj­nego na aka­de­mii w West Point w latach 1825 – 1840.
    [PIG]
    Co powie­dział wybitny mąż stanu?
    „Nie­ro­ze­rwalna więź łącząca człon­ków tego skon­fe­de­ro­wa­nego narodu zamiesz­ku­ją­cego różne stany nie znaj­duje się w pra­wie, lecz w sercu. Jeśli nadej­dzie kie­dyś dzień (niech Bóg nas przed tym broni!), kiedy miesz­kań­ców tych sta­nów poróż­nią ich uczu­cia, kiedy duch bra­ter­stwa zosta­nie zastą­piony przez zimną obo­jęt­ność, a kon­flikty inte­re­sów zaostrzą się pro­wa­dząc do nie­na­wi­ści, wtedy poli­tyczne koali­cje nie utrzy­mają razem stron nie przy­cią­ga­nych już wspól­notą inte­re­sów i wza­jemną sym­pa­tią i o wiele lepiej będzie dla miesz­kań­ców nie zjed­no­czo­nych sta­nów, żeby żyli obok sie­bie w zgo­dzie niż byli trzy­mani razem pod przy­mu­sem”.
    John Quincy Adams w pięć­dzie­siątą rocz­nicę uchwa­le­nia Kon­sty­tu­cji
    ***
    Lista wybit­nych oso­bi­sto­ści popie­ra­ją­cych prawo ame­ry­kań­skich sta­nów do sece­sji jest impo­nu­jąca. Każdy z nich dowo­dził ist­nie­nia tego prawa: Tho­mas Jef­fer­son, John Quincy Adams, Wil­liam Lloyd Gar­ri­son, Wil­liam Rawle oraz Ale­xis de Tocqu­eville, fran­cu­ski znawca pro­ble­mów Ame­ryki. Bio­rąc pod uwagę jesz­cze fakt, że stany Nowej Anglii gro­ziły wiele razy sece­sją na początku XIX wieku, staje się jasne, że legal­ność sece­sji – cho­ciaż nie wszy­scy byli co do tego prze­ko­nani – już na wiele lat przed wybu­chem wojny, była dla wielu ludzi ze wszyst­kich czę­ści Sta­nów Zjed­no­czo­nych czymś oczy­wi­stym.
    [PIG]
    Co powie­dział słynny Fran­cuz?
    Unia „została utwo­rzona w wyniku swo­bod­nej decy­zji sta­nów; łącząc się nie utra­ciły one wła­snej toż­sa­mo­ści i nie sto­piły się w jeden naród. Gdyby dzi­siaj jeden z owych sta­nów chciał odstą­pić od umowy, byłoby dość trudno udo­wod­nić mu, że nie wolno mu tego czy­nić”.
    Ale­xis de Tocqu­eville
    ***
    Czy wal­czono o wol­ność dla nie­wol­ni­ków?
    Nikt, kto cho­ciaż tro­chę zaj­mo­wał się tą sprawą, nie zaprze­czy, że przy­naj­mniej przez pierw­sze osiem­na­ście mie­sięcy wojny nie poru­szano nawet kwe­stii znie­sie­nia nie­wol­nic­twa.
    Senat Sta­nów Zjed­no­czo­nych już na samym początku zade­kla­ro­wał, że jedy­nym celem wojny jest przy­wró­ce­nie Unii. 26 lipca 1861 roku uchwa­lił nastę­pu­jącą rezo­lu­cję:
    Posta­no­wiono, że w kry­tycz­nej dla narodu sytu­acji w związku z wpro­wa­dze­niem kraju w godny ubo­le­wa­nia stan wojny domo­wej przez wro­gów Unii z Połu­dnia i Pół­nocy, Kon­gres dła­wiąc w sobie wszelką zacie­kłość i urazę będzie speł­niał jedy­nie swój obo­wią­zek wzglę­dem całego kraju. Uznano rów­nież, że w woj­nie tej nie bie­rzemy udziału z powodu zagra­ża­ją­cej nam opre­sji, ani w celu pod­boju czy pod­po­rząd­ko­wa­nia sobie nowych ziem, ani żeby oba­lić lub zmie­nić prawa lub insty­tu­cje usta­no­wione w sta­nach, ale żeby ochro­nić i utrzy­mać Kon­sty­tu­cję i wszyst­kie prawa z niej wyni­ka­jące, oraz żeby zacho­wać w nie­na­ru­szo­nym sta­nie Unię z jej god­no­ścią, rów­no­ścią i pra­wami sta­nów. Kiedy te zada­nia zostaną wyko­nane, wojna będzie zakoń­czona.
    W 1861 roku przed­sta­wiono poprawkę do Kon­sty­tu­cji, która jed­no­znacz­nie mówiła, że rząd fede­ralny nie ma żad­nego prawa do inge­ren­cji w kwe­stię nie­wol­nic­twa w sta­nach, w któ­rych ono ist­niało. Lin­coln był zwo­len­ni­kiem tej poprawki: „zro­zu­mia­łem, że zapro­po­no­wana poprawka do Kon­sty­tu­cji (…) prze­szła przez Kon­gres i ozna­cza ona, że rząd fede­ralny nie będzie nigdy inge­ro­wał w wewnętrzne insty­tu­cje sta­nów, w tym w insty­tu­cję świad­cze­nia służby. (…) Nie mam nic prze­ciwko temu, by klau­zula ta została wyraź­nie i nie­odwo­łal­nie zapi­sana w Kon­sty­tu­cji”.
    Rze­czy­wi­ste poglądy rasowe Lin­colna
    Zwa­żyw­szy na ogromną ilość tek­stów, jakie o Abra­ha­mie Lin­col­nie napi­sano, jego poglądy rasowe powinny być Ame­ry­ka­nom dobrze znane. Nie­stety, wcale tak nie jest. Pod­czas swo­jej czwar­tej debaty ze Ste­phe­nem Dougla­sem w 1858 roku Lin­coln oświad­czył:
    Powie­dział­bym, że nie jestem, ani nigdy nie byłem zwo­len­ni­kiem zrów­na­nia spo­łecz­nego czy poli­tycz­nego rasy bia­łej i czar­nej, nie jestem, ani nigdy nie byłem zwo­len­ni­kiem prawa do gło­so­wa­nia dla Murzy­nów, powo­ły­wa­nia ich do ław przy­się­głych, obsa­dza­nia nimi urzę­dów czy też ich mał­żeństw z bia­łymi kobie­tami. Powiem wię­cej, że ist­nieją tak duże róż­nice fizyczne pomię­dzy tymi rasami, że wydaje mi się nie­moż­li­wo­ścią, aby zaist­niała kie­dyś pomię­dzy nami rów­ność spo­łeczna czy poli­tyczna. Z tego wła­śnie powodu, kiedy przed­sta­wi­ciele tych ras żyją obok sie­bie, to jedna z nich musi być nad­rzędna wzglę­dem dru­giej i ja, podob­nie jak każdy inny, wolę, aby nad­rzędną pozy­cję miała rasa biała.
    Te poglądy prze­stają dzi­wić, kiedy przyj­rzymy się karie­rze poli­tycz­nej Lin­colna.
    Gdy zasia­dał w legi­sla­tu­rze sta­no­wej Illi­nois, Lin­coln nigdy nie sprze­ci­wiał się usta­wom wymie­rzo­nym prze­ciwko czar­nym, gło­so­wał prze­ciw pra­wom wybor­czym dla nich i odma­wiał pod­pi­sa­nia pety­cji o pozwo­le­nie im na zezna­wa­nie przed sądem. Lin­coln był też ogrom­nym zwo­len­ni­kiem zakła­da­nia kolo­nii dla wyzwo­leń­ców, gdyż uwa­żał, że nie będą oni w sta­nie zasy­mi­lo­wać się z ame­ry­kań­skim spo­łe­czeń­stwem. Już jako pre­zy­dent popie­rał poprawkę do Kon­sty­tu­cji zezwa­la­jącą na zakup i depor­ta­cję nie­wol­ni­ków oraz naka­zał, aby Depar­ta­ment Stanu spraw­dził, czy jest moż­liwe zało­że­nie osad dla nich w takich miej­scach, jak Haiti, Hon­du­ras, Libe­ria (gdzie już ist­niała ame­ry­kań­ska kolo­nia dla wyzwo­leń­ców), Ekwa­dor, czy wybrzeże Ama­zonki.
    Lin­coln wal­czył, aby „ura­to­wać Unię”… i umoc­nić jej wła­dzę
    Lin­coln paso­wał do tam­tych cza­sów.
    W tej samej deka­dzie, kiedy toczyła się wojna sece­syjna, Pie­mont połą­czył Lom­bar­dię, Parmę, Wene­cję i inne wło­skie pań­stwa w Kró­le­stwo Wło­skie, a Prusy zjed­no­czyły zie­mie nie­miec­kie (z wyjąt­kiem Austrii) two­rząc Niemcy. Dąże­nia do cen­tra­li­za­cji poli­tycz­nej wystą­piły wtedy rów­nież w Japo­nii. Lin­coln był prze­siąk­nięty duchem nacjo­na­li­zmu i podob­nie jak Daniel Webster patrzył na Unię i sece­sję Połu­dnia przez pry­zmat ide­olo­gii. Powie­dział kie­dyś Hora­cemu Gre­eley­owi, że jeśli mógłby ura­to­wać Unię poprzez wyzwo­le­nie nie­wol­ni­ków, to by to zro­bił; gdyby mógł ura­to­wać Unię, nie nio­sąc wol­no­ści żad­nym nie­wol­ni­kom, także by to zro­bił, a gdyby mógł ura­to­wać Unię, wyzwa­la­jąc jed­nych, a innych zosta­wia­jąc w nie­woli, rów­nież by się przed tym nie zawa­hał.
    [PIG]
    Co powie­dział ame­ry­kań­ski dowódca woj­skowy?
    „Gdy­bym uwa­żał, że ta wojna toczyła się o wyzwo­le­nie nie­wol­ni­ków, to bym zre­zy­gno­wał ze służby woj­sko­wej [dla Pół­nocy] i zaofe­ro­wał swoją sza­blę prze­ciw­nej stro­nie”.
    Ulys­ses S. Grant, gene­rał Unii (wła­ści­ciel nie­wol­ni­ków dopóki nie raty­fi­ko­wano, po woj­nie zno­szą­cej nie­wol­nic­two, trzy­na­stej poprawki)
    ***
    Był też aspekt prak­tyczny…
    Ist­niały rów­nież inne motywy, co przy­zna­wały nie­które gazety z Pół­nocy. Jeśli pozwo­lo­noby, aby stany połu­dniowe doko­nały sece­sji i usta­no­wiły u sie­bie wolny han­del, to wystar­czy­łoby tylko, aby kupcy dowie­dzie­liby się o niż­szych cłach lub zupeł­nym ich znie­sie­niu na Połu­dniu, prze­nie­śliby się tam od razu z por­tów pół­noc­nych. „Daily Chi­cago Times” ostrze­gał, że jak „pozwo­limy Połu­dniu na wolny han­del, to będziemy musieli zre­du­ko­wać swój han­del o ponad połowę w porów­na­niu z tym, co jest teraz”. Kon­gres­men z Ohio, Cle­ment Val­lan­di­gham, twier­dził, że to wła­śnie z powodu ceł wiele grup spo­łecz­nych z Pół­nocy popie­rało wojnę. Powie­dział, że kiedy Kon­gres Kon­fe­de­ra­cji uchwa­lił niskie cła, to „han­del (…) skie­ro­wał swój wzrok na Połu­dnie”.
    Nowy Jork, wspa­niałe empo­rium i Pół­nocny Zachód, naj­więk­szy spi­chlerz Unii zaczęły teraz wołać o znie­sie­nie zgub­nych i ruj­nu­ją­cych go ceł. Zagro­żone utratą wła­dzy poli­tycz­nej i bogac­twa w przy­padku nie znie­sie­nia ceł Nowa Anglia i Pen­syl­wa­nia (…) zażą­dały uży­cia siły i roz­po­czę­cia wojny domo­wej z całym towa­rzy­szą­cym jej okru­cień­stwem uzna­jąc, że nie jest to zbyt wygó­ro­wana cena, aby powstrzy­mać ich koniec. (…) Wschód z pre­me­dy­ta­cją zade­cy­do­wał o ujarz­mie­niu Połu­dnia i zamknię­ciu tam­tej­szych por­tów – naj­pierw pod­czas wojny za pomocą siły, a potem w okre­sie pokoju wpro­wa­dza­jąc cła.
    Po ataku Johna Browna okre­śle­nie Wen­della Phil­lipsa, trak­tu­ją­ego repu­bli­ka­nów jako par­tii prze­ciw­staw­nej Połu­dniu, nabrało nie­bez­piecz­nego zna­cze­nia. Wielu Połu­dniow­ców wolało nie cze­kać, aby się prze­ko­nać, co też pre­zy­dent wywo­dzący się z tej par­tii dla nich przy­go­to­wał. Oczy­wi­ście zna­leźli się rów­nież tacy, któ­rzy oba­wiali się, że Lin­coln, mimo swo­ich zapew­nień, znie­sie nie­wol­nic­two dopro­wa­dza­jąc w ten spo­sób Połu­dnie do spo­łecz­nego cha­osu i gospo­dar­czej ruiny.
    Nie­wol­nic­two z pew­no­ścią nie było jedyną kwe­stią, o którą cho­dziło Połu­dniow­com. Powód tego był pro­za­iczny. Otóż, więk­szość miesz­kań­ców Połu­dnia w ogóle nie posia­dała nie­wol­ni­ków. Robert E. Lee i Sto­ne­wall Jack­son, dwaj naj­bar­dziej znani gene­ra­ło­wie z Połu­dnia okre­ślili nie­wol­nic­two mia­nem „poli­tycz­nego i moral­nego zła”. Lee był nawet prze­ciw­ni­kiem sece­sji, ale wolał wal­czyć po stro­nie Wir­gi­nii niż przy­pa­try­wać się, jak rząd fede­ralny pro­wa­dzi sza­loną wojnę prze­ciwko jego sta­nowi. Przy­po­mnijmy, że Wir­gi­nia, Ten­nes­see, Karo­lina Pół­nocna i Arkan­sas doko­nały sece­sji dopiero po tym, jak Lin­coln powo­łał 75 000 ochot­ni­ków w celu zaata­ko­wa­nia Połu­dnia i powstrzy­ma­nia jego sece­sji. Te cztery stany nie doko­nały sece­sji z powodu nie­wol­nic­twa, lecz z powodu decy­zji Lin­colna o uży­ciu siły w celu znisz­cze­nia nie­za­leż­no­ści Połu­dnia.
    Dla­czego bra­li­śmy udział w woj­nie? Opo­wia­dają żoł­nie­rze…
    Zapo­mnijmy na chwilę o poli­ty­kach. Co zwy­kli żoł­nie­rze z Pół­nocy i Połu­dnia mieli do powie­dze­nia o tym dla­czego chwy­cili za broń i ruszyli na swo­ich sąsia­dów? Gło­śny histo­ryk wojny sece­syj­nej James McPher­son w swo­jej książce z 1997 roku For Cause and Com­ra­des: Why Men Fought in the Civil War (Za sprawę i towa­rzy­szy broni. Dla­czego zwy­kli ludzie brali udział w woj­nie sece­syj­nej) przej­rzał mnó­stwo mate­ria­łów źró­dło­wych, w tym pamięt­niki żoł­nie­rzy i ich listy do rodziny, chcąc usta­lić, co zwy­kli żoł­nie­rze każ­dej ze stron myśleli o woj­nie, w któ­rej brali udział.
    [***]
    Cze­ro­kezi wspie­rają Kon­fe­de­ra­cję
    Pięć Cywi­li­zo­wa­nych Ple­mion – Cze­ro­kezi, Czok­ta­wo­wie, Czi­ka­sa­wo­wie, Kri­ko­wie i Semi­nole – sta­nęło po stro­nie Kon­fe­de­ra­cji. 28 paź­dzier­nika 1861 roku Cze­ro­kezi ogło­sili Dekla­ra­cję człon­ków ple­miona Cze­ro­ke­zów o przy­czy­nach, które skło­niły ich do połą­cze­nia swo­jego losu ze Skon­fe­de­ro­wa­nymi Sta­nami Ame­ryki (Dec­la­ra­tion by the People of the Che­ro­kee Nation of the Cau­ses Which Have Impel­led Them to Unite Their For­tu­nes With Those of the Con­fe­de­rate Sta­tes of Ame­rica), któ­rej frag­menty znaj­dują się poni­żej. Kon­fe­de­ra­cja była zachwy­cona popar­ciem Indian i obie­cała im nie tylko fede­ralny rezer­wat, ale nawet osobny stan.
    Nie mając żad­nej chęci zaata­ko­wa­nia pół­noc­nych sta­nów, [Połu­dniowcy] usi­ło­wali tylko ode­przeć atak najeźdź­ców na ich zie­mię i ochro­nić swoje prawo do decy­do­wa­nia o sobie. Korzy­stali tylko z przy­wi­leju zapew­nio­nego im przez Dekla­ra­cję Nie­pod­le­gło­ści Sta­nów Zjed­no­czo­nych, na któ­rym opiera się prawo pół­noc­nych sta­nów do decy­do­wa­nia o sobie i kształ­cie rządu, kiedy sta­nie się on nie­moż­liwy do zaak­cep­to­wa­nia, na nowy — w celu zabez­pie­cze­nia ich wol­no­ści. (…)
    Cze­ro­kezi obser­wo­wali z nie­po­ko­jem, jak w pół­noc­nych sta­nach Kon­sty­tu­cja była łamana, prawa oby­wa­tel­skie zna­la­zły się w nie­bez­pie­czeń­stwie, a wszel­kie cywi­li­zo­wane zasady pro­wa­dze­nia dzia­łań wojen­nych, oraz życia w ludz­kiej wspól­no­cie i nakazy przy­zwo­ito­ści, zostały bez waha­nia zlek­ce­wa­żone. W sta­nach wciąż nale­żą­cych do Unii mili­tarny despo­tyzm zastą­pił wła­dzę oby­wa­tel­ską, a prawo uci­szono za pomocą broni. Wol­ność słowa, a po czę­ści też wol­ność myśli, stała się prze­stęp­stwem.
    Gwa­ran­to­wane przez Kon­sty­tu­cję prawo habeas cor­pus znika, gdy sekre­tarz stanu lub gene­rał, nawet naj­niż­szego stop­nia, ski­nie głową. Man­dat prze­wod­ni­czą­cego Sądu Naj­wyż­szego [który stwier­dził, że pre­zy­dent nie ma prawa, by zawie­sić obo­wią­zy­wa­nie habeas cor­pus] został zlek­ce­wa­żony przez woj­sko i ta obraza prawa powszech­nego została zaak­cep­to­wana przez pre­zy­denta zwią­za­nego przy­sięgą do obrony Kon­sty­tu­cji. Roz­po­częto dzia­ła­nia wojenne na naj­więk­szą skalę i pod pre­tek­stem stłu­mie­nia bez­praw­nych pro­te­stów ludzi wysłano nie­zli­czone oddziały żoł­nie­rzy na pole bitwy, mimo że nie ist­nieje prawo, które by na to pozwa­lało. (…)
    Mimo, że Cze­ro­kezi mieli powody, aby skar­żyć się na nie­które z połu­dnio­wych sta­nów, są prze­ko­nani, że ich prze­zna­cze­nie i inte­resy są nie­ro­ze­rwal­nie zwią­zane z Połu­dniem. Tocząca się wła­śnie wojna jest wojną zachłan­nej i fana­tycz­nej Pół­nocy prze­ciwko insty­tu­cji nie­wol­nic­twa Afry­ka­nów, prze­ciwko gospo­dar­czej wol­no­ści Połu­dnia i prze­ciwko wol­no­ści poli­tycz­nej sta­nów, a jej zada­niem jest znisz­cze­nie suwe­ren­no­ści tych sta­nów i kom­pletna zmiana cha­rak­teru rządu fede­ral­nego.
    ***
    W dwóch trze­cich przed­sta­wio­nych przy­pad­ków – podobne pro­por­cje były w przy­padku Pół­nocy i Połu­dnia – żoł­nie­rze twier­dzili, iż wal­czą z powodu patrio­ty­zmu. Żoł­nie­rze Pół­nocy ogól­nie rzecz bio­rąc wal­czyli o zacho­wa­nie tego, co prze­ka­zali im ich przod­ko­wie, czyli o Unię. Żoł­nie­rze Połu­dnia rów­nież powo­ły­wali się na swo­ich przod­ków, cho­ciaż twier­dzili, że praw­dzi­wym dzie­dzic­twem ojców zało­ży­cieli nie była wcale Unia, ale zasada samo­rząd­no­ści.
    Bar­dzo czę­sto żoł­nie­rze Kon­fe­de­ra­cji porów­nują zma­ga­nia Połu­dnia z rzą­dem Sta­nów Zjed­no­czo­nych do walk kolo­nii prze­ciwko Wiel­kiej Bry­ta­nii. Ich zda­niem w obu przy­pad­kach wal­czono o prawo do sece­sji i zacho­wa­nie auto­no­mii.
    Początki wojny total­nej
    F.J.P. Veale w swoim kla­sycz­nym stu­dium na temat roz­woju wojny total­nej opi­sał wojnę sece­syjną jako punkt zwrotny w histo­rii. Było to cał­ko­wite i umyślne odej­ście od powsta­łego w wieku XVII euro­pej­skiego prawa wojen­nego, które zabra­niało ata­ko­wa­nia lud­no­ści cywil­nej. Veale mówi, że cho­ciaż zda­rzały się wyjątki, to „[Robert E.] Lee reali­zo­wał stra­te­gię wojenną Połu­dnia w zgo­dzie z euro­pej­skim pra­wem”. Tego samego nie można jed­nak powie­dzieć o woj­skach Lin­colna.
    Naj­gło­śniej­sze przy­padki ata­ków woj­ska na cywili zda­rzyły się w Nowym Orle­anie, który oku­po­wały woj­ska pod dowódz­twem gene­rała Ben­ja­mina Butlera. Tam­tej­szym kobie­tom nie odpo­wia­dały nie­okrze­sane i pro­stac­kie maniery oraz sek­su­alne pro­po­zy­cje ze strony jego żoł­nie­rzy. W tej spra­wie Butler wydał roz­kaz numer 28:
    Ponie­waż za swoją grzecz­ność i uprzej­mość ofi­ce­ro­wie i żoł­nie­rze Sta­nów Zjed­no­czo­nych są obrzu­cani obe­lgami przez kobiety, które każą się nazy­wać „damami” Nowego Orle­anu, roz­ka­zuje się, że od tej chwili, kiedy jaka­kol­wiek kobieta mową lub gestem znie­waży ofi­cera lub żoł­nie­rza Sta­nów Zjed­no­czo­nych, to powinna z tego powodu zostać uznana za odpo­wie­dzialną trak­to­wa­nia jej jak panienki słu­żą­cej roz­rywce.
    Innymi słowy, kobiety z Połu­dnia nale­żało trak­to­wać jak pro­sty­tutki. Zawarte w tym roz­ka­zie „prawo do gwałtu” prze­ra­ziło cywi­li­zo­wane kraje euro­pej­skie i wywo­łało natych­mia­stowe pro­te­sty ze strony Wiel­kiej Bry­ta­nii i Fran­cji. Bry­tyj­ski pre­mier oświad­czył: „nie prze­sa­dzę, jeśli powiem, że w histo­rii cywi­li­zo­wa­nych naro­dów nie było takiego przy­padku do czasu roz­kazu tego gene­rała, który z wyra­cho­wa­niem i zimną krwią oddał kobiety zamiesz­ku­jące pod­bite mia­sto na pastwę nie­po­ha­mo­wa­nych żądz swo­ich żoł­nie­rzy”.
    Wyli­cze­nie wszyst­kich zbrodni gene­rała Wil­liama Sher­mana zaję­łoby wiele stron.
    W Vicks­burgu w sta­nie Mis­si­sipi żoł­nie­rze znisz­czyli domy i pozba­wili far­me­rów ich plo­nów. Tho­mas DiLo­renzo pisze, że „mia­sto było tak zruj­no­wane, iż jego miesz­kańcy musieli zamiesz­kać w jaski­niach i jeść szczury, psy i osły”. Żoł­nie­rze Unii znisz­czyli i ogra­bili też Jack­son. Sher­man rela­cjo­no­wał: „miesz­kań­ców ujarz­mi­li­śmy. Wołają gło­śno o litość. Zie­mie w pro­mie­niu trzy­dzie­stu mil są znisz­czone”. W opi­sie dzia­łań swo­ich ludzi w Meri­dian, w sta­nie Mis­si­sipi, gdzie nie sta­cjo­no­wały żadne woj­ska Kon­fe­de­ra­cji, Sher­man chwa­lił się, że „przez pięć dni 10 000 naszych ludzi pra­co­wało ciężko i z zapa­łem paląc i nisz­cząc przy uży­ciu sie­kier, mło­tów i meta­lo­wych drą­gów. Bez waha­nia przy­znam, że wyko­nali kawał dobrej roboty. (…) Meri­dian prze­stało już ist­nieć”.
    [PIG]
    Co powie­dział żoł­nierz Kon­fe­de­ra­cji?
    „Czas może pogor­szyć sytu­ację, ale my to znie­siemy – i nawet wtedy nie będziemy musieli przejść przez to, przez co prze­cho­dzili nasi dziad­ko­wie, kiedy wal­czyli o to samo, co my teraz”.
    ***
    A nie wspo­mnie­li­śmy nawet o lepiej zna­nych wyczy­nach Sher­mana i okru­cień­stwach, jakich dopu­ścił się w Geo­r­gii.
    [PIG]
    Co powie­dział żoł­nierz Unii?
    „Wal­czymy o Unię, ideę co prawda wielką i szla­chetną, ale mimo wszystko ideę. Oni wal­czą o nie­pod­le­głość i kie­ruje nimi pasja i nie­na­wiść do najeźdź­ców”.
    ***
    Obec­nie dla wielu ludzi ta kon­cep­cja wojny stała się już tak oczy­wi­sta i natu­ralna, że trudno im sobie wyobra­zić inny spo­sób pro­wa­dze­nia dzia­łań wojen­nych. To świad­czy o naszym bez­wol­nym przy­wią­za­niu do dwu­dzie­sto­wiecz­nych idei moral­nych. W XIX wieku takie zacho­wa­nie nie było czymś nor­mal­nym i moż­li­wym do zaak­cep­to­wa­nia. Nawet Sher­man przy­znał, że według tego, co nauczono go na West Point, powi­nien zostać ska­zany na śmierć za zbrod­nie wojenne.
    W Sta­nach Zjed­no­czo­nych zda­rzyła się naro­dowa tra­ge­dia. Nikt oczy­wi­ście nie pła­cze z powodu upadku sys­temu nie­wol­nic­twa. Jed­nak prze­ana­li­zujmy doświad­cze­nia Bra­zy­lii, gdzie nie­wol­nic­two skoń­czyło się zaraz po tym, jak zostało znie­sione w sta­nie Ceará w 1884 roku. Nie­wol­nicy zaczęli masowo tam ucie­kać a pochop­nie wpro­wa­dzone prawo o zbie­głych nie­wol­ni­kach zostało w dużym stop­niu zigno­ro­wane. War­tość nie­wol­ni­ków znacz­nie się obni­żyła i po czte­rech latach rząd Bra­zy­lii zda­jąc sobie sprawę z sytu­acji posta­no­wił nadać wol­ność wszyst­kim nie­wol­ni­kom bez rekom­pen­saty dla ich wła­ści­cieli. Takiego roz­wią­za­nia pro­blemu nie­wol­nic­twa chciał abo­li­cjo­ni­sta Wil­liam Lloyd Gar­ri­son. Doma­gał się on sece­sji Pół­nocy po to, aby przy­cią­gnąć tam nie­wol­ni­ków z Połu­dnia, co spra­wi­łoby, że tego sys­temu nie dałoby się już dłu­żej utrzy­mać.
    Ale ci, któ­rzy nie widzą w tej walce niczego poza nie­wol­nic­twem, nie są w sta­nie zauwa­żyć tego, co bry­tyj­ski liber­ta­ria­nin Lord Acton, który dostrzegł w tym zwy­cię­stwie cen­tra­li­za­cji strasz­liwą porażkę war­to­ści cywi­li­za­cji Zachodu. W liście do Roberta E. Lee z listo­pada 1866 roku Lord Acton napi­sał:
    Uwa­ża­łem prawa sta­nów za jedyne zabez­pie­cze­nie przed abso­lu­ty­zmem suwe­ren­nej woli, z któ­rego mogą sko­rzy­stać, a sece­sja napa­wała mnie nadzieją, gdyż jest ona urze­czy­wist­nie­niem – a nie znisz­cze­niem – Demo­kra­cji. Insty­tu­cje Two­jej Repu­bliki nie zdo­łały wyeg­ze­kwo­wać od sta­rego świata należ­nej im i dobro­czyn­nej wol­no­ści z powodu naru­sze­nia zasad, na które natych­mia­sto­wym reme­dium miała być mądrość Kon­sty­tu­cji Kon­fe­de­ra­cji. Wie­rzę, że przy­kład, jaki dała ta wspa­niała Reforma, będzie bło­go­sła­wień­stwem dla wszyst­kich ludz­kich ras i przy­nie­sie wol­ność praw­dziwą i oczysz­czoną z zagro­żeń cha­rak­te­ry­stycz­nych dla Repu­blik. Zatem uwa­żam, że toczy­li­ście bitwy o naszą wol­ność, nasz postęp i naszą cywi­li­za­cję i o wiele bar­dziej opła­kuję sprawę prze­graną w Rich­mond niż rado­wa­łem się ze zwy­cię­stwa pod Water­loo.
    [PIG]
    Słowa, o któ­rych nie wspo­mi­nają pod­ręcz­niki
    „Mowa get­tys­bur­ska była zara­zem naj­krót­szym i naj­bar­dziej zna­nym wystą­pie­niem w histo­rii Ame­ryki, (…) ogrom­nym uczu­ciem zamknię­tym w kilku poetyc­kich fra­zach. (…) Nawet sam Lin­coln nigdy wię­cej nie osią­gnął już tego poziomu. Była ona czymś naprawdę nie­sa­mo­wi­tym. Ale nie zapo­mi­najmy, że była to poezja, a nie logika, piękno, a nie sens. Pomyślmy o argu­men­tach w niej przed­sta­wio­nych. Prze­łóżmy je na zwy­kłe słowa, jakich uży­wamy codzien­nie. Idea tej mowy jest nastę­pu­jąca: żoł­nie­rze Unii, któ­rzy zgi­nęli w Get­tys­burgu, poświe­cili swoje życie wal­cząc o samo­sta­no­wie­nie – żeby nie upadł rząd ludzi przez ludzi i dla ludzi. Trudno wyobra­zić sobie coś bar­dziej kłam­li­wego. W rze­czy­wi­sto­ści żoł­nie­rze Unii wal­czyli prze­ciwko idei samo­sta­no­wie­nia. To kon­fe­de­raci wal­czyli o prawo swo­ich ludzi do decy­do­wa­nia o sobie”.
    H.L. Menc­ken o adre­sie get­tys­bur­skim
    ***

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*