Nigdy nie gaśnie nadzieja

Nigdy nie gaśnie nadzieja

Feliks Zand­man
Tłum.: Witold Fal­kow­ski
War­szawa 2005
ISBN: 83 – 89812-05 – 03

Cena: 29 (wraz z wysyłką)

Jest to bio­gra­fia nie­zwy­kłego czło­wieka — naukowca, biz­nes­meen, filan­tropa. Aż dziw, że to nie ona, lecz książki Grossa wyzna­czają stan­dard sto­sun­kow pol­sko– żydow­skich. Zand­man ponadto pisze żywo, z pasją, ma osią­gnię­cia — jest miliar­de­rem, stwo­rzył super czołg dla armii izra­el­skiej, jego pro­dukty (VISHAY) zna­leżć można w każ­dym tele­fo­nie komór­ko­wym. Można by się więc wiele od niego nauczyć, poznać zacnego czło­wieka, który nie boi się chwa­lić Pola­kow za ich hero­izm i pomoc Żydom, ale nie, to nie książka Zand­mana, pełna huma­ni­zmu i mądro­ści, lecz Strach jest w Pol­sce best­sel­le­rem. Jeste­śmy naro­dem maso­chi­stów, więc niech mi nikt potem nie nadrzeka, że nas za takich mają. Jan M Fijor Zamó­wie­nia pro­simy kie­ro­wać na adres: fijorr@fijorr.com prze­lew pro­simy wysy­łać na konto: 73 1140 2004 0000 3702 4815 4485 w mbank na nazwi­sko Jan M. Fijor
Słowo wstępne pro­fe­sora Sze­wa­cha Weissa

Trudno jest zwią­zać słowo „zwy­cię­stwo” z Zagładą, z Holo­kau­stem. W II woj­nie świa­to­wej naród żydow­ski poniósł wiel­kie straty, a nie zwy­cię­żył. Pra­wie milion żoł­nie­rzy i ofi­ce­rów Żydów wal­czyło prze­ciwko nazi­zmowi w armiach Sta­nów Zjed­no­czo­nych, ZSRS, Wiel­kiej Bry­ta­nii, Fran­cji, Austra­lii, Pol­ski (zarówno w sze­re­gach Armii Andersa, jak i w pol­skiej bry­ga­dzie Armii Czer­wo­nej); żydow­ska bry­gada z Pale­styny wal­czyła o Monte Cas­sino i w innych miej­scach Europy. Ale to nie było zwy­cię­stwo. Nie można też nazwać zwy­cię­stwem walki powstań­czej w get­tach w War­sza­wie, Kra­ko­wie, Bia­łym­stoku ani bun­tów w obo­zach zagłady w Bir­ke­nau, Tre­blince, Sobi­bo­rze. To też nie było nasze zwy­cię­stwo, bo myśmy stra­cili na tej woj­nie jedną trze­cią część naszego narodu. Faszyzm w Niem­czech i w kra­jach z Niem­cami współ­pra­cu­ją­cych był siłą sza­tań­ską, a mor­der­stwo, które było jego dzie­łem, ma wymiar wyjąt­kowy, nie­po­rów­ny­walny z żad­nym innym wyda­rze­niem w histo­rii ludz­ko­ści. Skutki tego mor­der­stwa są nadal obecne: nie żyją ci, któ­rzy mogliby się uro­dzić, gdyby żyli ich poten­cjalni rodzice. Gdyby nie Zagłada, naród żydow­ski liczyłby dzi­siaj 30, a może 40 milio­nów ludzi. Przed wojną było nas 18 milio­nów. Niemcy zamor­do­wali 6 milio­nów (z czego 4 mln w Pol­sce) i od tego czasu jest nas nie wię­cej niż 12, 13 milio­nów. Jest to nie­za­go­jona rana. Rana, która nigdy się nie zagoi.
Można jed­nak mówić o oso­bi­stych zwy­cię­stwach. Być może jed­nym z naj­waż­niej­szych i naj­cie­kaw­szych przy­kła­dów takiego oso­bi­stego zwy­cię­stwa jest ten młody, pięt­na­sto­letni chło­pak, Faj­wel, który, stra­ciw­szy całą rodzinę, prze­trwał wojnę i został tym, kim jest. Nie wiem, czy nazwać to zwy­cię­stwem, czy cudem – może i tym, i tym. Histo­ria każ­dego ura­to­wa­nego wiąże się z cudem. Świa­towa i nasza teo­lo­gia powo­jenna wciąż zadaje sobie pyta­nie: gdzie pod­czas Zagłady był Bóg? Dla­czego to się wyda­rzyło? Nie ma na to pyta­nie jed­nej odpo­wie­dzi, są różne inter­pre­ta­cje teo­lo­giczne. Jedno jest pewne: pod­czas II wojny świa­to­wej Boga można było zna­leźć w ser­cach Spra­wie­dli­wych wśród Naro­dów Świata.
Bóg miesz­kał w ser­cach Puchal­skich, któ­rzy w wyko­pa­nej pod pod­łogą swo­jego domu dziu­rze ukry­wali mło­dego Fajwla, jego wujka Sen­dera i troje innych Żydów. Odwaga i otwarte serce rodziny Puchal­skich są zwią­zane ze zwy­cię­stwem Feliksa Zand­mana. Feliks opo­wiada o tym, jak mając dzie­więć lat zada­wał dzie­cinne, naiwne pyta­nia swo­jej babci Temie, która pocho­dziła z małego mia­steczka Wiszej. Pytał: „Bab­ciu, do kogo należy ten sklep? Do kogo należy ten dom?” i tak dalej. Bab­cia Tema odpo­wie­działa, że to wszystko nie jest wła­sno­ścią ich rodziny, bo w każ­dej chwili może prze­stać do nich nale­żeć albo prze­stać ist­nieć. Od ojca Feliks już wie­dział, że jedyną rze­czą, jakiej nie można czło­wie­kowi zabrać, jest to, czego się nauczył. Bab­cia Tema mówiła, że nawet wie­dza nie jest nasza. „Pamię­taj, Faj­wel, mamy tylko to, co dajemy innym”. Z tym testa­men­tem swo­jego ojca i babci Temy, Faj­wel uciekł i ukrył się w dziu­rze pod pod­łogą Puchal­skich. Prze­trwał wojnę, ucząc się w jamie od wujka Sen­dera. Nie­zwy­kle trudno jest zacho­wać nor­mal­ność, prze­by­wa­jąc tyle czasu w tak trud­nych, peł­nych codzien­nego stra­chu i zagro­że­nia warun­kach. Dzięki udzie­la­nym w cia­sno­cie i ciem­no­ściach lek­cjom mate­ma­tyki Faj­wel nie zwa­rio­wał.
Tak doj­rze­wał nasz geniusz, szy­ku­jąc się do speł­nie­nia dru­giego testa­mentu – testa­mentu babci Temy. Feliks prze­trwał dzięki syn­te­zie inte­lektu i wyobraźni, chęci życia i sile moral­nej. Meta­fi­zyka zwy­cię­żyła fizykę. Jama pod pod­łogą domu Puchal­skich jest wie­lo­raką meta­forą grobu, a wyj­ście Feliksa z tego grobu to jego powrót do życia. Po Zagła­dzie Feliks pod­jął dal­szą naukę, wyje­chał do Fran­cji, dok­to­ry­zo­wał się na Sor­bo­nie. Stam­tąd wyje­chał do USA, gdzie kon­ty­nu­ował pracę wykła­dowcy i wyna­lazcy. Obda­rzony nie­zwy­kłym zmy­słem prak­tycz­nym, przed­się­bior­czy, otwiera wła­sną firmę i nadaje jej sym­bo­liczną nazwę Vishay. Małej leżą­cej na pogra­ni­czu Pol­ski, Litwy i Bia­ło­rusi miej­sco­wo­ści Wiszej nie ma na wielu mapach, ale jej nazwę można zna­leźć w naj­róż­niej­szych zakąt­kach świata, w 26 kra­jach, mię­dzy innymi w Izra­elu – sta­rej, odbu­do­wa­nej ojczyź­nie narodu żydow­skiego i Feliksa Zand­mana. W ten spo­sób – odda­jąc innym to, co miał naj­lep­szego: swoją wie­dzę, swój talent i ich owoce – Feliks speł­nił testa­ment babci Temy.
Feliks Zand­man dzieli swój czas mię­dzy Fila­del­fię i Izrael. Jest typo­wym, tra­dy­cyj­nym, wędru­ją­cym żydow­skim inte­lek­tu­ali­stą. Dla takiego czło­wieka – z taką duszą i z takim inte­lek­tem – jedno pań­stwo to za mało. Zand­man to dusza świa­towa. Mimo to jed­nak swój drugi – a może w isto­cie pierw­szy – dom zbu­do­wał w Izra­elu. Tam mieszka wraz z żoną Rutą i dziećmi – rów­nież zwią­za­nymi z życiem Izra­ela i z żydow­ską tra­dy­cją, tą, która była kul­ty­wo­wana w Wiszeju i w Grod­nie. Feliks Zand­man pocho­dzi z Grodna. W Grod­nie miesz­kało pra­wie 30 tysięcy Żydów. Hitle­rowcy wymor­do­wali pra­wie wszyst­kich. Z żydow­skiego Grodna nie zostało pra­wie nic. Zamor­do­wano ludzi, zbu­rzono syna­gogi, zruj­no­wano cmen­ta­rze. Niemcy nie tylko chcieli osta­tecz­nie roz­wią­zać kwe­stię żydow­ską, ale chcieli wyma­zać wszel­kie ślady kul­tury i ducha żydow­skiego. Patrząc z tej per­spek­tywy, to, co zro­bił po woj­nie Feliks Zand­man, jest jego oso­bi­stym Mar­szem Żywych.
Zand­man nigdy nie zapo­mina o swo­ich korze­niach. Prze­szłość, teraź­niej­szość i przy­szłość to dla niego jeden czas. Bo kto nie pamięta, skąd przy­cho­dzi, nie wie, dokąd idzie. Feliks Zand­man wie dokład­nie, dokąd idzie i zawsze pamięta, skąd przy­szedł.
Pamięta też o tych, któ­rzy wyrzą­dzili jemu i jego naro­dowi tak straszną krzywdę. Nie pod­dał się w cza­sie Zagłady i nie pod­dał się po woj­nie. Wal­czył o prawdę w sądach, uwa­żał, że moral­ność naka­zuje, by spraw­ców zbrodni uka­rano. Jego wysiłki nie zawsze koń­czyły się suk­ce­sem, ale mimo to wal­czył. Chciał­bym napi­sać kilka słów jako ktoś, kto peł­nił odpo­wie­dzialne funk­cje we wła­dzach Izra­ela. Będąc w latach 1992 — 1996 prze­wod­ni­czą­cym Kne­setu, w sytu­acjach kry­zy­so­wych odby­wa­łem wiele roz­mów z pre­mie­rem Iccha­kiem Rabi­nem, z mini­strem skarbu i innymi mini­strami. W trak­cie każ­dej z tych roz­mów poja­wiało się nazwi­sko Feliksa Zand­mana. Mówiono, że jest to czło­wiek, który może pomóc, może roz­wi­nąć dzia­łal­ność Vishaya w Izra­elu. Vishay był w tam­tych latach syno­ni­mem jakby cudu, sygna­łem nadziei i pomocy. Pomoc oka­zała się sku­teczna. W kry­tycz­nych momen­tach wyna­lazki Zand­mana pomo­gły naszej armii. Feliks wraz z gene­ra­łem Izra­elem Talem (rów­nież pocho­dzą­cym z Pol­ski) przy­czy­nił się do udo­sko­na­le­nia izra­el­skiego czołgu i stwo­rze­nia być może naj­lep­szego czołgu na świe­cie.
Nie­stety nawet dobrzy ludzie, spra­wie­dliwi – a jest ich nie­mało na świe­cie i w Pol­sce – także filo­se­mici, mają zako­do­wany w wyobraźni obraz Żyda jako małego dzie­się­cio­let­niego chło­paka w kasz­kie­cie, który pod­nosi ręce na roz­kaz gesta­powca. Ludzie nie mogą się przy­zwy­czaić, że po tym wszyst­kim Żydom też należy się pań­stwo, któ­rego musi bro­nić armia. Nie mogą się przy­zwy­czaić do mło­dego żydow­skiego żoł­nie­rza, czoł­gi­sty. Naj­okrop­niej­sze lata w życiu Zand­mana przy­pa­dły na jego mło­dość. Jako młody chło­pak prze­żył śmierć swo­jej rodziny, był świad­kiem, jak mor­do­wano jego sąsia­dów i całe Grodno. Zro­zu­miał wtedy, że nam – Żydom – potrzebny jest Izra­el­czyk czoł­gi­sta, który bro­niłby naszego pań­stwa. Gdy patrzę na takich ludzi, myślę sobie: jak wyglą­dałby świat, Europa i Pol­ska, gdyby nie było Zagłady. Mie­li­śmy prze­cież setki, może tysiące takich Fajw­lów, obda­rzo­nych ener­gią, inte­lek­tem, duchem. Oni zmie­ni­liby świat na lep­sze. Ile stra­ci­li­śmy! Ile stra­cił świat! Feliks nigdy nie zapo­mniał o Puchal­skich. Był z nimi w kon­tak­cie, zapro­sił ich do Izra­ela. W Jad Waszem rośnie ich drzewko. Książka Zand­mana uka­zuje się teraz w Pol­sce. Trzeba pod­kre­ślić, że na oku­po­wa­nych przez Niem­ców pol­skich zie­miach hitle­rowcy zamor­do­wali pra­wie 4 miliony Żydów (z ogól­nej liczby 6 milio­nów Żydów zamor­do­wa­nych w latach 1939 – 1945), w tym ponad 3 miliony Żydów pol­skich. Pro­wa­dzona w Jad Waszem Lista Spra­wie­dli­wych wśród Naro­dów Świata liczy już ponad 20 tysięcy osób, w tym ponad 6 tysięcy – naj­wię­cej – Polek i Pola­ków.
Z Felik­sem Zand­ma­nem mam dużo wspól­nego, łączą nas – jak braci – podobne prze­ży­cia. Ja rów­nież – tak jak Feliks Zand­man – należę do tych cudów, do małej grupy oca­la­łych. Mój los jest podobny do jego histo­rii. 7 mie­sięcy prze­sie­dzia­łem wewnątrz podwój­nej ściany, 20 mie­sięcy w piw­nicy, wiem, co to zna­czy wil­goć, wiem, co to zna­czy strach.
Wiem rów­nież, jak ważna była w takich warun­kach pomoc ludzi z zewnątrz. Sto­sunki mię­dzy Pola­kami i Żydami nie zawsze ukła­dały się dobrze, ale Żydzi miesz­kali na zie­miach Pol­ski pra­wie 1000 lat. Żyli­śmy razem, żyli­śmy obok sie­bie. Spra­wie­dliwi wśród Naro­dów Świata będą wiecz­nym mostem mię­dzy naro­dami żydow­skim i polskim.

Sze­wach Weiss
Pre­zes Insty­tutu Jad Waszem
były Prze­wod­ni­czący Kne­setu Amba­sa­dor Izra­ela w Pol­sce w latach 2000 – 2004

Życie Feliksa Zand­mana było nie­zwy­kłe, a jed­no­cze­śnie typowe. Jak miliony innych Żydów prze­szedł pie­kło Holo­kau­stu. Jako jeden z nie­licz­nych wyszedł z niego cało. Potem zro­bił olśnie­wa­jącą karierę naukową i biz­ne­sową we Fran­cji i w Sta­nach Zjed­no­czon­cyh, cały czas pozo­sta­jąc patriotą Izra­ela. Karierę zawdzię­cza swym zdol­no­ściom, pracy, a także soli­dar­no­ści tych, któ­rzy prze­szli przez Holo­kaust. Biz­nes i mar­ty­ro­lo­gia, zysk i ide­ały, praca i pamięć o wymor­do­wa­nych — te zze­sta­wie­nia mogą dzi­wić pol­skiego czy­tel­nika. Gdy zdzi­wie­nie mija, lepiej rozu­miemy emo­cje Żydów — naszych daw­nych, mało zna­nych sąsia­dów, któ­rych więk­szość została wymor­do­wana, część wyemi­gro­wała, a nie­któ­rzy zro­bili olśnie­wa­jące kariery.

Witold Gadom­ski

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

No Comments Yet.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*