NINJA — pół prawdy

Winę za obecne zała­ma­nie gospo­dar­cze w Sta­nach Zjed­no­czo­nych pono­szą tylko i wyłącz­nie poli­tycy. Jeśli sami tego nie zro­zu­mieją, Ame­ryce grozi krach na nie­spo­ty­kaną dotąd skalę. Nie­stety, dosta­nie się i nam.

NINJA, czyli pół prawdy

Ofi­cjal­nie, czyli na potrzeby mediów, powo­dem kra­chu insty­tu­cji finan­so­wych jest „kry­zys kre­dy­tów hipo­tecz­nych”. A co w takim razie było przy­czyną kry­zysu tych kre­dy­tów? To też wydaje się jasne: nie­wy­pła­cal­ność dłuż­ni­ków. Miliony Ame­ry­ka­nów nie spłaca swo­ich dłu­gów. Banki nie dostają swo­ich pie­nię­dzy. Są zagro­żone. Co prawda, pro­blemy z dłuż­ni­kami nie poja­wiły się od dzi­siaj, jak to się jed­nak stało, że nagle tak duża ich ilość nie wywią­zuje się ze swo­ich zobo­wią­zań. Tym bar­dziej że skut­kiem zale­gło­ści w spła­cie jest forec­lo­sure, czyli pro­ce­dura przy­mu­so­wego prze­ję­cia zadłu­żo­nej nie­ru­cho­mo­ści przez bank; dłuż­nik traci swój dom, miesz­ka­nie, pie­nią­dze. Trudno więc podej­rze­wać, żeby powo­dem wstrzy­ma­nia spłaty kre­dytu był jakiś bunt dłuż­ni­ków czy chęć doku­cze­nia ban­kom. A zatem co? I na to pyta­nie media mają dość pro­stą odpo­wiedź: NINJA. Akro­nim ten pocho­dzi od ame­ry­kań­skiego ter­minu okre­śla­ją­cego złego kre­dy­to­biorcę: „no income, no job, no assetts” (brak dochodu, brak pracy, brak majątku). Jak to się stało, że banki udzie­liły kre­dytu tak wielu dłuż­ni­kom nie posia­da­ją­cym pracy, dochodu i majątku?
I tutaj pro­blem się kom­pli­kuje. Do nie­dawna na to pyta­nie nie poda­wano żad­nej odpo­wie­dzi, albo poda­wano odpo­wiedź wymi­ja­jącą: pano­wał boom na rynku nie­ru­cho­mo­ści i każdy chciał z niego sko­rzy­stać, głów­nie jed­nak spe­ku­lanci. Pro­blem w tym, że rzadko kiedy sama potrzeba pożycz­ko­biorcy wystar­czy do otrzy­ma­nia kre­dytu. Banki nie są insty­tu­cjami samo­ob­słu­go­wymi. Do otrzy­ma­nia kre­dytu konieczna jest ich zgoda, oparta na wni­kli­wej ana­li­zie moż­li­wo­ści finan­so­wych dłuż­nika. Skoro tak wielu z nich nie speł­niało kry­te­riów dobrego kre­dytu, na jakiej pod­sta­wie banki im go udzie­liły? W tej kwe­stii do nie­dawna pano­wało cał­ko­wite mil­cze­nie. Dopiero w ostat­nich dniach wrze­śnia b.r. poja­wiła się na You Tube wypo­wiedź wyja­śnia­jąca sprawę. Udzie­lił jej sena­tor z Con­nec­ti­cut, Chri­sto­her J. Dodd, nazy­wa­jąc sprawę po imie­niu, a brzmi ono: CRA, czyli Com­mu­nity Reinve­st­ment Act. Jest to ustawa, przy­jęta przez Kon­gres w 1977 roku i zmo­dy­fi­ko­wana za pre­zy­den­tury Billa Clin­tona, któ­rej celem była ochrona „kre­dy­to­bior­ców mniej­szo­ścio­wym”, czyli lud­no­ści kolo­ro­wej, ubo­giej, znaj­du­ją­cej się w złych warun­kach mate­rial­nych, przed złym trak­to­wa­niem jej przez banki.
Wypo­wiedź sena­tora Dodda wywo­łała kon­ster­na­cję, padła bowiem z ust przed­sta­wi­ciela Par­tii Demo­kra­tycz­nej, szcze­gól­nie wraż­li­wej na losy mniej­szo­ści. Mimo tego, coś w niej było na rze­czy. Ame­ryka, w tym i ame­ry­kań­skie banki od dawna spa­ra­li­żo­wane są usta­wo­daw­stwem anty­dy­skry­mi­na­cyj­nym, zaka­zu­ją­cym wynaj­mo­wa­nia lokali przed­sta­wi­cie­lom mniej­szo­ści, zwal­nia­nia ich z pracy, czy odmowy udzie­le­nia kre­dytu – bez względu na to, jak racjo­nalne byłyby przy­czyny tej odmowy. Jed­nakże powo­ły­wa­nie się na CRA to tylko pół­prawda. Wpraw­dzie wśród ofiar forec­lo­sure jest wielu przed­sta­wi­cieli „dys­kry­mi­no­wa­nych mniej­szo­ści”, nie oni sta­no­wią więk­szość kre­dy­to­bior­ców z grupy NINJA i grupy zale­ga­ją­cych dłuż­ni­ków. Jeśli zatem nie oni są winni, to kto?

Cała prawda

Praw­dziwe korze­nie kry­zysu są głęb­sze i mają głów­nie cha­rak­ter poli­tyczny. Należą do nich: kosz­towna wojna na Środ­ko­wym Wscho­dzie (300 mln dola­rów dzien­nie), roz­rzutna poli­tyka w zakre­sie finan­sów publicz­nych pod­no­sząca defi­cyt budże­towy do nie­wy­obra­żal­nych roz­mia­rów (30 bilio­nów dola­rów), inter­wen­cjo­nizm, czyli ręczne ste­ro­wa­nie gospo­darką przez poli­ty­ków i będąca jego kon­se­kwen­cją luźna poli­tyka mone­tarna FED. Z jed­nej strony, Geo­rge W. Bush, po swoim wąt­pli­wym zwy­cię­stwie wybor­czym w 2000 roku chciał Ame­ry­ka­nów kupić, już to dar­mo­wymi lekami dla eme­ry­tów, już kon­ce­sjami dla rol­nic­twa i prze­my­słu oraz świad­cze­niami socjal­nymi na nie­spo­ty­kaną dotąd skalę, z dru­giej zaś po zama­chu z 11 wrze­śnia 2001 potrzebne były ogromne pie­nią­dze na wojnę z ter­ro­ry­zmem. O ile Stany Zjed­no­czone stać by było na każdy z tych wydat­ków z osobna, o tyle pro­wa­dze­nie ich rów­no­cze­śnie jest dla gospo­darki tego kraju ponad siły. Skut­kiem nało­że­nia się welfare na war­fare było poja­wie­nie się infla­cji.
I to jest główne nie­szczę­ście!
Jeśli bank cen­tralny, powo­łany do kon­tro­lo­wa­nia płyn­no­ści na rynku pie­nięż­nym, pom­puje do ban­ków komer­cyj­nych miliardy dola­rów, licząc im za te pie­nią­dze nie­wiele powy­żej 1 pro­centa w skali rocz­nej, a cza­sem nawet mniej, to trzeba naprawdę dużej wyobraźni, odpo­wie­dzial­no­ści albo pesy­mi­zmu, by z takiej oka­zji zre­zy­gno­wać. Eks­pan­sja kre­dy­towa zapo­cząt­ko­wana przez pre­zesa banku cen­tral­nego USA, czyli Rezerwy Fede­ral­nej (FED), Alana Gre­en­spana, a póź­niej z powo­dze­niem kon­ty­nu­owana przez jego następcę, Boba Ber­nanke miała posłu­żyć całej gospo­darce, tym­cza­sem przy­słu­żyła się wyłącz­nie poli­ty­kom, któ­rzy z powo­dzi mone­tar­nej korzy­stali, finan­su­jąc wojnę i socjal, wła­śnie welfare i war­fare. Banki zalane tanim pie­nią­dzem ofe­ro­wały kre­dyty za pół darmo i to każ­demu, nawet NINJA, patrząc przez palce na per­spek­tywy ewen­tu­al­nej nie­wy­pła­cal­no­ści. A prze­cież już ponad pół wieku temu Ludwik von Mises, a póź­niej Mur­ray N. Roth­bard ostrze­gali, że dru­ko­wa­nie pie­nię­dzy bez opar­cia ich na oszczęd­no­ściach i real­nych dobrach jest wysoce ryzy­kowne. Nie dość, że daje to przed­się­bior­com zły sygnał n.t. kon­dy­cji gospo­darki, to na doda­tek wywo­łuje infla­cję, czyli s p a d e k s i ł y n a b y w c z e j pie­nią­dza, a w kon­se­kwen­cji wzrost cen. Bo to nie wyso­kie ceny ropy naf­to­wej, jak to się gładko mówi w radio, tv i na więk­szo­ści uni­wer­sy­te­tów, wywo­łują infla­cję, lecz infla­cja wywo­łuje wyso­kie ceny ropy i wszyst­kiego innego. Wzrost infla­cji zmu­sił w końcu FED (w poło­wie 2007 roku) do powstrzy­ma­nia podaży pie­nią­dza, a tym samym do pod­nie­sie­nie opro­cen­to­wa­nia kre­dy­tów, a ponie­waż w okre­sie boomu gros kre­dy­tów udzie­la­nych na kupno nie­ru­cho­mo­ści miało opro­cen­to­wa­nie zmienne, z chwilą korekty ceny pie­nią­dza, koszty obsługi kre­dytu wzro­sły powy­żej zdol­no­ści finan­so­wych wielu kre­dy­to­bior­ców. Ci ostatni tra­cili domy, banki zaś płyn­ność. Zamiast pozo­sta­wić wtedy rynek samemu sobie, aby doko­nał oczysz­cze­nia gospo­darki z pod­mio­tów, które dobro­wol­nie i świa­do­mie pod­jęły błędne decy­zję, nie dają sobie rady więc muszą upaść, rząd wraz z FED zaczął to wszystko rato­wać; naj­pierw poprzez wzrost płyn­no­ści czyli ponowną obniżkę stóp bazo­wych, następ­nie poprzez bez­po­śred­nią pomoc finan­sową dla zagro­żo­nych insty­tu­cji, aż wresz­cie nacjo­na­li­zu­jąc upa­da­jące firmy.
Jeśli już Biały Dom ma tak wiel­kie serce, to zamiast rabo­wać bied­nych i dawać boga­czom, mógł pomóc nie­wy­pła­cal­nym posia­da­czom nie­ru­cho­mo­ści i poda­ro­wać im pie­nią­dze na spłatę hipo­teki, tak jak daruje fir­mom finan­so­wym. W ten spo­sób ci ostatni ura­to­wa­liby swe domy, a banki otrzy­mały swoje pie­nią­dze. Roz­wią­za­nie rów­nie szko­dliwe, ale znacz­nie bar­dziej „ludzkie”.

Socja­lizm

Nie­trudno zgad­nąć, że z rzą­do­wego pro­gramu ratun­ko­wego wyszły nici. Infla­cja wzro­sła do poziomu nie noto­wa­nego od 12 lat. Co gor­sza, biz­nes, który zwy­kle nie zna kuli­sów pro­gra­mów ratun­ko­wych i skom­pli­ko­wa­nych inter­wen­cji mone­tar­nych uznał, że skoro pie­niądz jest taki tani i jest go tak dużo, zna­czy gospo­darka jest roz­grzana i będzie się roz­wi­jać. Nastą­piła seria błęd­nych decy­zji inwe­sty­cyj­nych, w wyniku któ­rych straty ponio­sła także moto­ry­za­cja, potem trans­port, budow­nic­two i parę innych sek­to­rów. Jed­no­cze­śnie wpro­wa­dzeni w błąd inwe­sto­rzy gieł­dowi kupo­wali papiery nadal, dopro­wa­dza­jąc do ich sztucz­nej apre­cja­cji. Popu­lar­nym wehi­ku­łem inwe­sty­cyj­nym stały się zse­ku­ry­ty­zo­wane długi hipo­teczne. Kiedy dłuż­nicy prze­stali je spła­cać, obli­ga­cje któ­rych długi hipo­teczne były zasta­wem stały się kawał­kiem papieru. Gdy rynek poznał prawdę; kiedy dowie­dział się, że te papie­rowe „papiery” sta­no­wią główny mają­tek takich poten­ta­tów finan­so­wych, jak Leh­man Bro­thers, Mer­ril Lynch, AIG i wielu innych par­kiety zaczęły się walić. I wtedy poli­tycy, któ­rzy nie tak dawno uspo­ka­jali Ame­rykę, że „finanse kraju są pod kon­trolą” posta­no­wili wpom­po­wać w gospo­darkę jesz­cze więk­sze ilo­ści papieru, za które chcą rato­wać banki, powięk­sza­jąc defi­cyt budże­towy, osła­bia­jąc pie­niądz i rabu­jąc zwy­kłych ludzi z dorobku ich życia. Dobit­nym przy­kła­dem takiej poli­tyki jest cho­ciażby nacjo­na­li­za­cja ban­ków Fan­nie Mae, Fred­die Mac, upań­stwo­wie­nie giganta ubez­pie­cze­nio­wego AIG, oraz quasi nacjo­na­li­za­cja (w następ­stwie ban­kruc­twa) banku Washing­ton Mutual. W kon­se­kwen­cji wielu biz­nes­me­nów jest dziś prze­ko­na­nych, że bez względu na to, jak dobrze (czy źle) pokie­rują swo­imi fir­mami, rząd i tak weź­mie za to odpo­wie­dzial­ność. Za tę ich bez­tro­skę musi zapła­cić podat­nik, któ­remu wma­wia się, że jest to kry­zys kapi­ta­li­zmu. Tym­cza­sem zrzu­ca­nie winy za kry­zys na kapi­ta­lizm to absurd. Istotą kapi­ta­li­zmu jest wol­ność, kon­ku­ren­cja, posza­no­wa­nie wła­sno­ści pry­wat­nej, rów­ność szans, a nie redy­stry­bu­cja, czyli zabie­ra­nie jed­nym i dawa­nie dru­gim. To czy­stej wody socjalizm!

Praw­dziwy winowajca

Rację ma zatem Jesse Jack­son, kiedy pyta: „Jak to moż­liwe, że gdy pry­watne banki przy­no­szą zysk to jest on pry­watną wła­sno­ścią, a gdy są straty to płaci je cały naród?” A no moż­liwe, zwłasz­cza pod nie­obec­ność mecha­ni­zmów zabra­nia­ją­cych rzą­dowi pro­wa­dzić (nie­mal) nie­skrę­po­waną poli­tykę mone­tarną, któ­rej kosz­tami i tak obciążą oby­wa­teli. Oto cytat zna­ko­mi­cie odda­jący jej istotę: „Pod nie­obec­ność stan­dardu złota, nie ma spo­sobu na uchro­nie­nie oszczęd­no­ści oby­wa­teli przed infla­cją. (…) Gdyby stan­dard złota ist­niał postę­po­wa­nie rządu (two­rze­nie infla­cji – przyp. red.) byłoby nie­le­galne. (…) Znie­sie­nie go umoż­li­wia ten pod­stępny spo­sób finan­so­wa­nia wydat­ków pań­stwa z defi­cytu. (…) Taka ukryta kon­fi­skata majątku oby­wa­teli odbywa się w zamian za obiet­nicę poli­ty­ków utrzy­my­wa­nia pań­stwa opie­kuń­czego.” I pomy­śleć, ze auto­rem tych słów, i to już 40 lat temu, był sam…Alan Gre­en­span. I to jest praw­dziwy wino­wajca obec­nego kry­zysu. Bez zro­zu­mie­nia tego fakt i usu­nię­cia jego przy­czyny ame­ry­kań­ski kry­zys nie tylko się pogłębi, lecz ponadto roz­leje na cały świat. Pol­ska z ilu­zją pań­stwa soli­dar­nego, opie­kuń­czego i podob­nymi mecha­ni­zmami ich finan­so­wa­nia nie­wąt­pli­wie sta­nie się jedną z jego ofiar.

z cyklu: Kry­zys 2008
Jan M. Fijor
„Bank” 2008-10-12

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 8

  1. Stanisław pisze:

    Bobry tekst, ale coś mi tu nie gra , jeśli jak piszesz — „Bo to nie wyso­kie ceny ropy naf­to­wej, jak to się gładko mówi w radio, tv i na więk­szo­ści uni­wer­sy­te­tów, wywo­łują infla­cję, lecz infla­cja wywo­łuje wyso­kie ceny ropy i wszyst­kiego innego.„
     – , to jeśli cena ropy spa­dła w z $160 .00 za baryłkę do $80 .00 to infla­cja też się zmniej­szyła o połowę …?

    Winni kry­zysu są tak ban­kie­rzy jak i ludzie , kre­dy­to­biorcy.
    Jedni z chci­wo­ści, a nie z roz­rzut­no­ści, dawali kre­dyty na lewo i prawo, nie spraw­dza­jąc wia­ry­god­no­ści klien­tów, a z dru­giej strony ci co brali te kre­dyty myśleli, że ceny domów będą rosły w nie­skoń­czo­ność i praca będzie zawsze.

    Więk­sza wina jest po stro­nie ban­kie­rów bo jak by nie dali to owi by nie wzięli.
    Coś jak z pro­sty­tutką .….….. tylko finansową.

    Masz rację, że odpo­wia­dają za to poli­tycy tacy jak Busz.
    Jego odpo­wie­dzial­ność jed­nak widzę gdzieś indziej.

    Jego naj­bliźsi kum­ple jak Wol­fo­witz i inni nama­wiali go do wojny z Ira­kiem, bo to ropy bedzie dużo , a i Izrael będzie zado­wolny.
    Ci kole­dzy za wpa­so­wa­nie Busza i gospo­darki USA na minę poszli zawia­dy­wać Ban­kiem Świa­to­wym (Wol­fo­witz) , też zreszto uda­nie.….… ( zupeł­nie jak Bar­to­szew­ski z LOTem !)

    To nie welfare zdo­ło­wał gospo­darkę , ale chci­wość, która prze­sło­niła oczy lichwia­rzom.
    Jestem ostat­nią osobą ‚która by cie­szyła się z inge­ren­cji pań­stwa w gospo­darkę.
    W tym wypadku trzeba stwier­dzić ‚że albo towa­rzy­stwo lichwiar­skie gra fair i ma na to wolną rękę, albo idzie do pier­dla za to, że naraża naród na straty, albo, to co ja nie lubię, ale jestem skłonny zaak­cep­to­wać , należy roz­li­czyć ekipę rzą­dzącą sta­wia­jąc ją przed try­bu­na­łem stanu , za to że pozwo­liła lichwia­rzom na gesze­fty .
    Jeśli obec­nie lekar­stwem jest nacjo­na­li­za­cja ban­ków , to dla­czego banki w ogóle nie powinny być nad­zo­ro­wane przez rząd „in the first place” ?

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Kre­dytu bylo duzo, bo rzad potrze­buje pie­nie­dzy na wojne. I te pie­nia­dze sa roz­pro­wa­dzane przez banki komer­cyjne, ktore dosta­jac je za pol darmo chęt­nie poży­czały, żeby na takiej oka­zji zaro­bić. Chci­wość ban­ków to pół winy, dru­gie pół, to eks­pan­sja kre­dy­towa wywo­łana przez bank cen­tralny. Tro­chę też głu­pota ludzi, któ­rzy brali kre­dyt na pro­cent zmienny, licząc na zysk spe­ku­la­cyjny. kre­dyt zmienny jest tani, ale tylko na krótko, potem dro­żeje. Z chwilą, gdy rynek runął, spe­ku­lanci nie mogli szybko sprze­dać domu i pozbyć się długu. Zostali z nim, a potem stra­cili domy. Ot, w wiel­kim skró­cie taki był mecha­nizm. Sci­skam Jan M Fijor

  3. Ewa pisze:

    Przy­kro mi nie zgo­dzic sie z teza, ilu­stru­jaca winy wala­cego sie sytemu. Cala prawda to nie to ! Cala prawda tkwi jedy­nie w braku suwe­ren­no­sci mone­tar­nej ( a wiec i eko­no­micz­nej i co za tym idzie pan­stwo­wej ) tzw. demo­kra­cji, a od strony tech­nicz­nej — w samej isto­cie pie­nia­dza.
    Pie­nia­dze kosz­tuja rzady nie­sa­mo­wite kwoty, pod­czas gdy te pie­nia­dze fak­tycz­nie nie kosz­tuja pra­wie nic ! No bo co to jest pie­niadz i ile on moze kosz­to­wac, zwa­zyw­szy ze cala ist­nie­jaca masa mone­tarna sklada sie z niczego innego jak z … impul­sów elek­tro­nicz­nych ( ponad 90 % ) i w kilku pro­cen­tach z papieru ?
    Poli­tycy sa winni o tyle, ze sa JEDYNIE loka­jami kliki ban­kier­skiej, która spra­wuje fak­tyczne i zaku­li­sowe rzady.
    Ci poli­tycy, któ­rzy tej wla­dzy sie prze­ciw­sta­wili, zostali zgla­dzeni ( J.F. Ken­nedy w pare mie­siecy po emi­sji rza­do­wych dola­rów WOLNYCH od DLUGU ).
    Czyli dopóki Narody nie zechca zro­zu­miec istoty pie­nia­dza, sa ska­zane na cier­pie­nia. I zaden pary­tet zlota niczego tu nie roz­wiaze ( cho­cia­zby z tej pro­stej, tech­nicz­nej przy­czyny, ze zlota nie posie­jesz o ono nie wyro­snie … ) .
    Pozdra­wiam z Wloch coraz bar­dziej sie sta­cza­ja­cych …
    Ewa

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Pani Ewo, na miłość Boską, wszystko co rząd posiada zabiera oby­wa­te­lom. Rząd nie ma swo­ich pie­nię­dzy. On je zawłasz­cza, krad­nie lub mar­no­trawi. Niech pani nie wymaga od narodu rozu­mie­nia istoty pie­nią­dza, nie rozu­mie­jąc jej sama. To aro­gan­cja i pycha! ukłony Jan M Fijor

  5. Ewa pisze:

    Przede wszyst­kim: dla kaz­dego, dla calej ludz­ko­sci jest sprawa pod­sta­wowa rozu­mie­nie istoty pie­nia­dza. Ja wla­snie wyma­gam od tzw. wol­nej infor­ma­cji sta­wia­nie na roz­po­wszech­nia­nie infor­ma­cji o natu­rze pie­nia­dza, ktora to infor­ma­cja jest naj­bar­dziej strze­zo­nym sekre­tem swiata. Bez rozu­mie­nia istoty pie­nia­dza wszyst­kie ana­lizy ( tzw. eko­no­miczne czy poli­tyczne ) sa prze­le­wa­niem z pustego w pro­zne. Nie­stety, z duza przy­kro­scia i roz­cza­ro­wa­niem widze, ze Pan do rozu­mie­nia istoty pie­nia­dza nie przy­klada zadnej wagi ( i podej­rze­wam, ze nie ma Pan o niej bla­dego poje­cia ). Fakt, ze jakas Ewa poru­szyla ten temat Pan iry­tuje, zamiast zacie­ka­wic, wobec czego widzi Pan jedyna forme obrony przed Ewa i jej wie­dza w arbi­tral­nym ( NICZYM nie uza­sad­nio­nym ) posa­dzie­niu jej o nie­ro­zu­mie­nie ( sic ! ) .
    Ja nato­miast, w imie sprawy wyzszej wagi, przejde do porzadku dzien­nego nad ta Pana pycha i zapy­tam ( o ile mozna ? ):
    CZYM jest pie­niadz ?
    SKAD on sie bie­rze ?
    CZYJA wla­sno­scia sa pie­nia­dze bedace w obiegu ( dla ula­twie­nia tej ana­lizy mozna poslu­zyc sie euro lub dola­rem, bo w przy­padku zlo­towki sprawa jest podwoj­nie wyna­tu­rzona ).
    Mowi mi Pan, ze rzad nie ma swo­ich pie­nie­dzy, ze je zawlasz­cza i krad­nie. Ale to jest dopiero POCHODNA kwe­stii, z ktora sie zwra­cam. Ja chcia­la­bym wie­dziec DLACZEGO rzad nie ma swo­ich wla­snych pie­nie­dzy. Jest jasne i zro­zu­miale dla kaz­dego, ze sile i wla­dze posiada ten, kto posiada wla­dze mone­tarna, tj. prawo i mono­pol emi­sji pie­nia­dza. Jesli wiec pan­stwo jest tej wla­dzy pozba­wione, to jest orga­ni­zmem w rekach tych, co te pie­nia­dze two­rza. Po co wiec caly ten spek­takl z wybo­rami skoro fak­tyczna wla­dza nie lezy bynaj­mniej w rekach pan­stwa i jego przed­sta­wi­cieli ? Glo­sujmy od razu na pre­ze­sow ban­kow cen­tral­nych kto­rzy pel­nia fak­tyczna — i nie majaca nic wspol­nego z demo­kra­cja — wla­dze !
    Zacznijmy wiec od istoty rze­czy, a wiec od natury pie­nia­dza ( ktora bar­dzo dobrze rozu­miem i chyba tego naj­bar­dziej sie Pan oba­wia … ).
    Odwagi !
    Ewa

  6. Szymon pisze:

    Drobny błąd: Com­mu­nity Reinve­st­ment Act jest z 1977r, były owszem spore zmiany za Clintona.

  7. Jan M. Fijor pisze:

    Sorry, wyda­wało mi sie, że to bylo za Clin­tona. Ukłony Jan M Fijor

  8. kurt pisze:

    Taaak.
    CRA to w roku 1997 koń­czył 20 lat.

    To i „Bob Ber­nanke” wystar­cza­jąco obra­zują „wie­dzę” autora.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*