Od nędzy do pieniędzy

od-nedzy-do-pieniedzy

Od nędzy do pieniędzy

Tad Wit­ko­wicz
War­szawa 2009
ISBN: 83 – 89812-52 – 0

Cena: 33 (wraz z wysyłką) zł

Pro­log

Już w trzy dni od debiutu nasze akcje poszy­bo­wały na 14 dola­rów za udział. My wpraw­dzie dosta­niemy za nie tylko po sześć dola­rów, ale satys­fak­cja jest ogromna. Sie­dzimy z Richem i mno­żymy, ile też jeste­śmy teraz warci. Wyszło, że po 14 milio­nów. Każdy! Za głowę się zła­pa­łem. Dla faceta, który przy­je­chał tu kil­ka­na­ście lat temu z zabi­tej dechami Pol­ski, gdzie cho­dził w poła­ta­nych spodniach i podar­tych butach, który w Ame­ryce mieszka w tanim apar­ta­men­cie czyn­szo­wym, a za naj­droż­szy gar­ni­tur zapła­cił kil­ka­na­ście dola­rów na prze­ce­nie – zostać milio­ne­rem to szok. Tym bar­dziej, że od razu sta­łem się mul­ti­mi­lio­ne­rem!
Mia­łem trzy­dzie­ści trzy lata. Jak na ten wiek cał­kiem nie­źle – myśla­łem, sycąc się dusz­nym, choć ożyw­czym powie­trzem Wall Street.

Uro­dzi­łem się na końcu świata, a jeśli nie świata, to na pewno na końcu mapy. Naj­lep­szy dowód, że u nas auto­busy zawra­cały, bo dalej drogi już nie było. Mia­steczko, z któ­rego pocho­dzę, było nie­wielką osadą znaj­du­jącą się na gra­nicy polsko-sowieckiej; dzi­siaj jest to gra­nica z Bia­ło­ru­sią. Nazy­wało się Kodeń i sły­nęło z tego, że mieli tam swój dwór i dobra ksią­żęta Sapie­ho­wie. Po dwo­rze pozo­stały ruiny, dobra roz­par­ce­lo­wano, ostały się tylko dwa kościoły. Jeden ma pra­wie sześć­set lat, drugi jest o dwa wieki młod­szy. Sapie­ho­wie kodeń­scy wsła­wili się tym, że któ­ryś z ich przod­ków skradł z Rzymu obraz cudow­nej Matki Boskiej, za co go ówcze­sny papież wyklął z Kościoła, ska­zu­jąc rów­no­cze­śnie na potę­pie­nie i wieczne męki pie­kielne. Sapieha się jed­nak uparł i obrazu nie oddał. Dzi­siaj nazywa się on obra­zem Matki Boskiej Kodeń­skiej i ma wła­sno­ści cudo­twór­cze. Dwa razy w roku odby­wają się w związku z nim odpu­sty.
Przed ostat­nią wojną Kodeń był typo­wym mia­stecz­kiem kre­so­wym, z dużą liczbą Żydów, syna­gogą, z rynecz­kiem zapeł­nio­nym stra­ga­nami i skle­pi­kami, do któ­rych zjeż­dżali chłopi z oko­licz­nych siół, aby się z Żydami tar­go­wać. W cza­sie oku­pa­cji Niemcy Żydów wywieźli i wymor­do­wali co do jed­nego. Wyda­wało się, że jedy­nym, któ­remu się jed­nak uda prze­żyć, będzie młody Pin­kus, zna­jomy mojego dziadka. Pin­kus cho­wał się długi czas po chłop­skich sto­do­łach, ale go Niemcy pod koniec wojny wywę­szyli i zastrze­lili, gdy prze­my­kał przez pole z jed­nej kry­jówki do dru­giej. Mój ojciec miał wię­cej szczę­ścia. Niemcy jedy­nie postrze­lili go w nogę, gdy ucie­kał na koniu, któ­rego Szwaby chcieli dziad­kowi zare­kwi­ro­wać. Samego dziadka, ojca mamy, też omal nie zabili, gdy – nie wie­dząc o ostat­niej wywózce Żydów – przy­szedł do żydow­skiego szewca, by zabrać swoje buty z naprawy. Niemcy począt­kowo wzięli go za wła­ści­ciela warsz­tatu, który jakimś cudem uciekł z trans­portu. Na szczę­ście ktoś dziadka roz­po­znał i skoń­czyło się na krwa­wym pobi­ciu.
Od małego żyli­śmy w zgo­dzie z naturą. Wsta­wa­li­śmy wraz z kurami i kła­dli się z kurami, pra­cu­jąc od świtu do nocy na pię­ciu hek­ta­rach jało­wej, nie­płod­nej roli. Mie­li­śmy pół­to­rej krowy, jedną dużą, starą, drugą młodą, która potem uro­dziła cielę i wtedy mie­li­śmy dwie pełne krowy.
W Kod­niu pasie­nie krów zor­ga­ni­zo­wane było w rodzaj spół­dzielni. Gospo­da­rze gru­po­wali wszyst­kie krowy i wysy­łali je na pastwi­sko w towa­rzy­stwie odde­le­go­wa­nego przez wieś, dyżur­nego pastu­cha. Co dwa tygo­dnie tę zaszczytną funk­cję peł­ni­łem ja i mój młod­szy brat Zdzi­cho. Pasie­nie krów spra­wiało nam jed­nak trud­no­ści, bo jak na małych chłop­ców było to zaję­cie bar­dzo odpo­wie­dzialne. W połu­dnie bowiem zla­tują się do krów muchy i gzy. Krowy się wtedy pło­szą, wierz­gają, ucie­kają ze „spół­dzielni”. Co prawda w szkole nas uczyli, że świat ma cztery strony, ale jed­nak w przy­padku krów, trzy­dzie­ści zwie­rząt potra­fiło roz­biec się w trzy­dzie­ści róż­nych stron świata. Jak je teraz dogo­nić, jak spę­dzić z powro­tem? Ogar­niała mnie roz­pacz, gdy po ataku gzów nie mogłem się doli­czyć stada. W pobliżu pastwi­ska był las. Znajdź czło­wieku krowę w lesie! Pasie­nie krów było dla mnie jed­nym wiel­kim stre­sem. Z rana, pół biedy, kiedy jed­nak przy­la­ty­wały muchy, prze­ży­wa­łem dra­mat. Spo­kój powra­cał dopiero wie­czo­rem; zbie­ra­li­śmy kawałki chru­stu, patyki, wysu­szone kro­wie łajno, zapa­la­li­śmy ogni­sko i pie­kli w nim ziem­niaki. Pie­czone ziem­niaki były wspa­niale. Nie chciało się wtedy do domu wra­cać, tak było przy­jem­nie.
frag­ment ksiązki

Książka „Od nędzy do pie­nię­dzy” jest jed­nym z naj­lep­szych prze­wod­ni­ków biz­ne­so­wych jakie dotad pozna­łem. Prze­czy­ta­łem wiele publi­ka­cji na ten temat /chyba więk­szość wydań, głów­nie ame­ry­kań­skich auto­rów jakie uka­zały się dotych­czas w języku polskim/, więc myślę że mam odpo­wied­nie porów­na­nie. Opi­sana w niej praw­dziwa histo­ria pol­skiego emi­granta, który ze wsi gdzieś na końcu świata wyru­sza do Ame­ryki, poka­zuje co to zna­czy być tak naprawde upar­tym i wytrwa­łym. W życiu i biz­ne­sie, w warun­kach praw­dzi­wej kon­ku­ren­cji. Autor przed­sta­wia wiele auten­tycz­nych fak­tów na temat wpro­wa­dza­nia nowych firm na giełdę. Książka opo­wiada rów­nież o tym, jaka jest droga powsta­wa­nia nowych pro­duk­tów w warun­kach ame­ry­kań­skich. Uwa­żam że barwna histo­ria życia Tad’a Wit­ko­wi­cza to dosko­nały mate­riał na sce­na­riusz filmu opo­wia­da­ją­cemu o tym, jak przez wytrwa­łość, wiarę w suk­ces i naprawdę ciężką pracę speł­nia się „ame­ri­can dream”. Pole­cam tą książkę ludziom, któ­rzy z całych sił pra­gną osią­gnąć w życiu suk­ces. Lek­tura jest bar­dzo wcią­ga­jąca. Prze­czy­ta­nie jej zajęło mi 3 kolejne wie­czory. Na pewno za jakiś czas znów do niej zaj­rzę. Teraz chcę żeby prze­czy­tała ją moja żona.

Krzysz­tof S.
Kraków

Bar­dzo dzię­kuję za lek­turę „Od Nędzy do Pie­nię­dzy”. Oto kilka moich uwag wią­żą­cych się z tą lekturą.

W ostat­nich dwu­dzie­stu latach kra­jo­braz polityczno-gospodarczy Pol­ski zmie­nił się dia­me­tral­nie i zmie­nia się nadal. Pol­ska stała się inte­gralna czę­ścią Unii Euro­pej­skiej i two­rzy nowe dyna­miczne spo­łe­czeń­stwo lepiej rozu­mie­jące realia otwar­tego rynku. Tad Wit­ko­wicz boha­ter bio­gra­ficz­nej książki „Od Nędzy do Pie­nię­dzy” wyra­stał w innych pol­skich warun­kach, kiedy zało­że­nie wła­snej pry­wat­nej firmy było nie­osią­galną mrzonką. Tad jed­nak wyje­chał z kraju i zna­lazł się w Ame­ryce. Jego losy są fascy­nu­jące, egzo­tyczne, pełne ryzyka, odważ­nych przed­się­wzięć, czę­stych pora­żek i wiel­kich suk­ce­sów zarówno oso­bi­stych jak i zawodowych.

Książka ta jest dosko­nałą lek­tura dla osób chcą­cych lepiej poznać prawa, pułapki i realia wol­nego rynku oraz szanse, które ten rynek otwiera przed każ­dym z nas. Taki rynek teraz prze­cież rów­nież funk­cjo­nuje i umac­nia się w Pol­sce. Dla­tego też lek­tura ta jest dla nas wszyst­kich bar­dzo aktu­alna, cie­kawa i inspi­ru­jąca. Gorąco pole­cam. Czyta się łatwo, przy­jem­nie i z zapar­tym tchem.
Lech Mie­czy­sław Nowak

Syd­ney, Australia

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 5

  1. Jan M. Fijor pisze:

    RECENZJA

    Od nędzy do pieniędzy

    Ame­ry­kań­ski sen o suk­ce­sie, kariera w stylu od pucy­buta do milio­nera, to fil­mowa fik­cja, czy też praw­dziwa szansa, która może być udzia­łem, każ­dego miesz­kańca Sta­nów Zjed­no­czo­nych, który wykaże się pra­co­wi­to­ścią, cie­ka­wym pomy­słem i inte­li­gen­cją? Odpo­wie­dzią na te wąt­pli­wo­ści i pyta­nia jest książka „Tada”, a wła­ści­wie Tade­usza Wit­ko­wi­cza pod wszystko mówią­cym tytu­łem „Od nędzy do pie­nię­dzy czyli znad Bugu na Wall Street”. W dość inte­re­su­jący spo­sób przy­bliża ona reali­za­cję ame­ry­kań­skiego snu o suk­ce­sie z przy­by­szem z Pol­ski w roli głów­nej. Pocho­dzący z Kod­nia Wit­ko­wicz swo­jego dzie­ciń­stwa na pro­win­cji w oko­li­cach Bia­łej Pod­la­skiej nie może zali­czyć do zbyt uda­nego, a to głów­nie za sprawą alko­ho­li­zmu ojca, który pijąc na umór z krew­nymi i sąsia­dami, wpę­dził swo­ich naj­bliż­szych w praw­dziwą nędze. Trudna sytu­acja była jed­nakże mobi­li­za­cją dla mło­dego Tade­usza, który dzięki lite­ra­tu­rze, a przede wszyst­kim dziad­kowi, emi­gran­towi zarob­ko­wemu, który sze­reg lat spę­dził w Sta­nach Zjed­no­czo­nych dosko­nale wie­dział, iż poza gra­ni­cami „kraju szczę­śli­wo­ści spo­łecz­nej” czyli PRL – u jest świat, w któ­rym dzięki cięż­kiej pracy można odnieść suk­ces. Wyjazd do Kanady oka­zał się praw­dziwą szansą, na zmianę nie­zbyt nie­cie­ka­wej sytu­acji mate­rial­nej. Po zdo­by­ciu tytu­łów magi­stra w dwóch dzie­dzi­nach – fizyce i elek­tro­nice Wit­ko­wicz życie zawo­dowe zwią­zał z branżą high tech, na początku jako inży­nier w fir­mach ofe­ru­ją­cych usługi tele­ko­mu­ni­ka­cyjne, następ­nie zaś jako zało­ży­ciel i współ­wła­ści­ciel wła­snego przed­się­bior­stwa. Pierw­sze kroki w świe­cie biz­nesu, kiedy to Wit­ko­wicz zajął się pro­duk­cja świa­tło­wo­dów, cha­rak­te­ry­zo­wały się dużym stop­niem ryzyka i mor­der­czą pracą nasta­wioną na odnie­sie­nie suk­cesu. Główny boha­ter wraz ze swo­imi współ­pra­cow­ni­kami w pierw­szych mie­sią­cach dzia­łal­no­ści, nie otrzy­my­wał żad­nego wyna­gro­dze­nia w, zapłatą były udziały w nowo­pow­sta­łej fir­mie. Poświę­ce­nie opła­ciło się w 100% w wieku 33 lat, Tade­usz Wit­ko­wicz posta­na­wia o wpro­wa­dze­niu swo­jej firmy na giełdę i w ten spo­sób zara­bia 6,5 miliona dola­rów netto. Wewnętrzne pro­blemy spółki „Artel”, kon­flikt z radą nad­zor­czą dopro­wa­dziły do odwo­ła­nia Tade­usza z funk­cji pre­zesa. Ten jed­nak postę­pu­jąc zgod­nie ze swoją dewizą, iż ten, kto rezy­gnuje zbyt szybko, prze­grywa życie, prze­rzuca się na branże kom­pu­te­rową i powo­łuje do życia nowa firmę. W książce Wit­ko­wi­cza każdy czy­tel­nik, a w szcze­gól­no­ści osoby zamie­rza­jące pro­wa­dzić wła­sną dzia­łal­ność gospo­dar­czą odnajdą sporo prak­tycz­nych rad, w jaki spo­sób postę­po­wać by pozy­skać odpo­wiedni kapi­tał, jak moty­wo­wać pra­cow­ni­ków, tak by zwią­zać ich z firmą, jakich błę­dów nie popeł­niać, by nie odstra­szyć poten­cjal­nych inwe­sto­rów. Co istotne prze­ka­zuje je osoba, która dys­po­nu­jąc odpo­wied­nim wykształ­ce­niem, moty­wa­cją i pra­co­wi­to­ścią odnio­sła praw­dziwy suk­ces biz­ne­sowy, nie zaś aka­de­micki teo­re­tyk, który nie miał moż­li­wo­ści poczuć, jak sma­kuje suk­ces i nie zaznał gory­czy biz­ne­so­wej porażki. W ostat­nim roz­dziale swo­jej książki Wit­ko­wicz zwraca się bez­po­śred­nio do mło­dych Pola­ków, któ­rzy wiążą swoją przy­szłość z pro­wa­dze­niem wła­snego biz­nesu, pod­kre­śla­jąc, iż w odróż­nie­niu od niego nie muszą emi­gro­wać z Pol­ski, by odnieść suk­ces, bowiem szansę na suk­ces mają rów­nież we wła­snym kraju. Prze­strzega on jed­nak, by pamię­tali, iż cie­kawy pomysł to jedy­nie 5% suk­cesu, pozo­stałe 95% to żmudna, ciężka harówka. Co warte pod­kre­śle­nia Tade­usz Wit­ko­wicz nie poprze­staje tylko na prze­ka­zy­wa­niu prak­tycz­nych rad i roz­wią­zań mło­dym przed­się­bior­com, stara się rów­nież wspie­rać cie­kawe ini­cja­tywy w branży high tech, kieł­ku­jące nad Wisłą. Jego ostat­nia ini­cja­tywa „Otago Capi­tal” to firma sek­tora ven­ture capi­tal inwe­stu­jąca w przed­się­wzię­cia biz­ne­sowe, która oprócz wyło­że­nia kapi­tału, dora­dza, nad­zo­ruje, tak by dane przed­się­wzię­cie zakoń­czyło się sukcesem.

    Dariusz Koło­dziej­czyk

  2. Andrzej pisze:

    Styl pisa­nia bez rewe­la­cji ale prze­sła­nie przed­nie.
    Prze­czy­ta­łem i poleciłem/pożyczyłem wielu zna­jo­mym.
    Pole­cam wszyst­kim. Szcze­gól­nie mło­dzieży i sfru­stro­wa­nym kor­po­ra­cyjną nowomową.

  3. Dante pisze:

    a dla mnie to jedna z naj­le­piej napi­sa­nych po pol­sku ksią­żek.
    Nie mówiąc o jej przesłaniu.

  4. Dante pisze:

    a dla mnie to jedna z naj­le­piej napi­sa­nych po pol­sku ksią­żek.
    Nie mówiąc o jej przesłaniu.

  5. Kamil Przeorski pisze:

    Nie­sa­mo­wi­cie cie­kawa książka z prze­sła­niem, które buduje. Czy­ta­jąc ją znaj­dziesz wska­zówki, któ­rych świa­do­mość i zna­jo­mość może ura­to­wać przed ban­kruc­twem i osta­teczną porażką w biz­ne­sie — dla mnie jest to pozy­cja bezcenna.

    Pole­cam szcze­gól­nie miło­śni­kom nowych tech­no­lo­gii i IT oraz innym myślą­cym poważ­nie o biz­ne­sie w świe­cie otwar­tej konkurencji.

    Ser­decz­nie pozdra­wiam,
    Kamil

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts