Newsletter

Zostaw E-mail, a będziemy cię informować o nowościach na stronie.
Imię:

Nazwisko:

E-mail:

Od nędzy do pieniędzy

{ Opublikował: Jan M. Fijor Data: 25 cze 2009 by }
Kategorie : Książki
od-nedzy-do-pieniedzy

Od nędzy do pieniędzy

Tad Witkowicz
Warszawa 2009
ISBN: 83-89812-52-0

Cena: 33 (wraz z wysyłką) zł

Prolog

Już w trzy dni od debiutu nasze akcje poszybowały na 14 dolarów za udział. My wprawdzie dostaniemy za nie tylko po sześć dolarów, ale satysfakcja jest ogromna. Siedzimy z Richem i mnożymy, ile też jesteśmy teraz warci. Wyszło, że po 14 milionów. Każdy! Za głowę się złapałem. Dla faceta, który przyjechał tu kilkanaście lat temu z zabitej dechami Polski, gdzie chodził w połatanych spodniach i podartych butach, który w Ameryce mieszka w tanim apartamencie czynszowym, a za najdroższy garnitur zapłacił kilkanaście dolarów na przecenie – zostać milionerem to szok. Tym bardziej, że od razu stałem się multimilionerem!
Miałem trzydzieści trzy lata. Jak na ten wiek całkiem nieźle – myślałem, sycąc się dusznym, choć ożywczym powietrzem Wall Street.

Urodziłem się na końcu świata, a jeśli nie świata, to na pewno na końcu mapy. Najlepszy dowód, że u nas autobusy zawracały, bo dalej drogi już nie było. Miasteczko, z którego pochodzę, było niewielką osadą znajdującą się na granicy polsko-sowieckiej; dzisiaj jest to granica z Białorusią. Nazywało się Kodeń i słynęło z tego, że mieli tam swój dwór i dobra książęta Sapiehowie. Po dworze pozostały ruiny, dobra rozparcelowano, ostały się tylko dwa kościoły. Jeden ma prawie sześćset lat, drugi jest o dwa wieki młodszy. Sapiehowie kodeńscy wsławili się tym, że któryś z ich przodków skradł z Rzymu obraz cudownej Matki Boskiej, za co go ówczesny papież wyklął z Kościoła, skazując równocześnie na potępienie i wieczne męki piekielne. Sapieha się jednak uparł i obrazu nie oddał. Dzisiaj nazywa się on obrazem Matki Boskiej Kodeńskiej i ma własności cudotwórcze. Dwa razy w roku odbywają się w związku z nim odpusty.
Przed ostatnią wojną Kodeń był typowym miasteczkiem kresowym, z dużą liczbą Żydów, synagogą, z ryneczkiem zapełnionym straganami i sklepikami, do których zjeżdżali chłopi z okolicznych siół, aby się z Żydami targować. W czasie okupacji Niemcy Żydów wywieźli i wymordowali co do jednego. Wydawało się, że jedynym, któremu się jednak uda przeżyć, będzie młody Pinkus, znajomy mojego dziadka. Pinkus chował się długi czas po chłopskich stodołach, ale go Niemcy pod koniec wojny wywęszyli i zastrzelili, gdy przemykał przez pole z jednej kryjówki do drugiej. Mój ojciec miał więcej szczęścia. Niemcy jedynie postrzelili go w nogę, gdy uciekał na koniu, którego Szwaby chcieli dziadkowi zarekwirować. Samego dziadka, ojca mamy, też omal nie zabili, gdy – nie wiedząc o ostatniej wywózce Żydów – przyszedł do żydowskiego szewca, by zabrać swoje buty z naprawy. Niemcy początkowo wzięli go za właściciela warsztatu, który jakimś cudem uciekł z transportu. Na szczęście ktoś dziadka rozpoznał i skończyło się na krwawym pobiciu.
Od małego żyliśmy w zgodzie z naturą. Wstawaliśmy wraz z kurami i kładli się z kurami, pracując od świtu do nocy na pięciu hektarach jałowej, niepłodnej roli. Mieliśmy półtorej krowy, jedną dużą, starą, drugą młodą, która potem urodziła cielę i wtedy mieliśmy dwie pełne krowy.
W Kodniu pasienie krów zorganizowane było w rodzaj spółdzielni. Gospodarze grupowali wszystkie krowy i wysyłali je na pastwisko w towarzystwie oddelegowanego przez wieś, dyżurnego pastucha. Co dwa tygodnie tę zaszczytną funkcję pełniłem ja i mój młodszy brat Zdzicho. Pasienie krów sprawiało nam jednak trudności, bo jak na małych chłopców było to zajęcie bardzo odpowiedzialne. W południe bowiem zlatują się do krów muchy i gzy. Krowy się wtedy płoszą, wierzgają, uciekają ze „spółdzielni”. Co prawda w szkole nas uczyli, że świat ma cztery strony, ale jednak w przypadku krów, trzydzieści zwierząt potrafiło rozbiec się w trzydzieści różnych stron świata. Jak je teraz dogonić, jak spędzić z powrotem? Ogarniała mnie rozpacz, gdy po ataku gzów nie mogłem się doliczyć stada. W pobliżu pastwiska był las. Znajdź człowieku krowę w lesie! Pasienie krów było dla mnie jednym wielkim stresem. Z rana, pół biedy, kiedy jednak przylatywały muchy, przeżywałem dramat. Spokój powracał dopiero wieczorem; zbieraliśmy kawałki chrustu, patyki, wysuszone krowie łajno, zapalaliśmy ognisko i piekli w nim ziemniaki. Pieczone ziemniaki były wspaniale. Nie chciało się wtedy do domu wracać, tak było przyjemnie.
fragment ksiązki

Książka „Od nędzy do pieniędzy” jest jednym z najlepszych przewodników biznesowych jakie dotad poznałem. Przeczytałem wiele publikacji na ten temat /chyba większość wydań, głównie amerykańskich autorów jakie ukazały się dotychczas w języku polskim/, więc myślę że mam odpowiednie porównanie. Opisana w niej prawdziwa historia polskiego emigranta, który ze wsi gdzieś na końcu świata wyrusza do Ameryki, pokazuje co to znaczy być tak naprawde upartym i wytrwałym. W życiu i biznesie, w warunkach prawdziwej konkurencji. Autor przedstawia wiele autentycznych faktów na temat wprowadzania nowych firm na giełdę. Książka opowiada również o tym, jaka jest droga powstawania nowych produktów w warunkach amerykańskich. Uważam że barwna historia życia Tad’a Witkowicza to doskonały materiał na scenariusz filmu opowiadającemu o tym, jak przez wytrwałość, wiarę w sukces i naprawdę ciężką pracę spełnia się „american dream”. Polecam tą książkę ludziom, którzy z całych sił pragną osiągnąć w życiu sukces. Lektura jest bardzo wciągająca. Przeczytanie jej zajęło mi 3 kolejne wieczory. Na pewno za jakiś czas znów do niej zajrzę. Teraz chcę żeby przeczytała ją moja żona.

Krzysztof S.
Kraków

Bardzo dziękuję za lekturę „Od Nędzy do Pieniędzy”. Oto kilka moich uwag wiążących się z tą lekturą.

W ostatnich dwudziestu latach krajobraz polityczno-gospodarczy Polski zmienił się diametralnie i zmienia się nadal. Polska stała się integralna częścią Unii Europejskiej i tworzy nowe dynamiczne społeczeństwo lepiej rozumiejące realia otwartego rynku. Tad Witkowicz bohater biograficznej książki „Od Nędzy do Pieniędzy” wyrastał w innych polskich warunkach, kiedy założenie własnej prywatnej firmy było nieosiągalną mrzonką. Tad jednak wyjechał z kraju i znalazł się w Ameryce. Jego losy są fascynujące, egzotyczne, pełne ryzyka, odważnych przedsięwzięć, częstych porażek i wielkich sukcesów zarówno osobistych jak i zawodowych.

Książka ta jest doskonałą lektura dla osób chcących lepiej poznać prawa, pułapki i realia wolnego rynku oraz szanse, które ten rynek otwiera przed każdym z nas. Taki rynek teraz przecież również funkcjonuje i umacnia się w Polsce. Dlatego też lektura ta jest dla nas wszystkich bardzo aktualna, ciekawa i inspirująca. Gorąco polecam. Czyta się łatwo, przyjemnie i z zapartym tchem.
Lech Mieczysław Nowak

Sydney, Australia


Liczba Komentarzy: 1
dla wpisu “Od nędzy do pieniędzy”

  1. RECENZJA

    Od nędzy do pieniędzy

    Amerykański sen o sukcesie, kariera w stylu od pucybuta do milionera, to filmowa fikcja, czy też prawdziwa szansa, która może być udziałem, każdego mieszkańca Stanów Zjednoczonych, który wykaże się pracowitością, ciekawym pomysłem i inteligencją? Odpowiedzią na te wątpliwości i pytania jest książka „Tada”, a właściwie Tadeusza Witkowicza pod wszystko mówiącym tytułem „Od nędzy do pieniędzy czyli znad Bugu na Wall Street”. W dość interesujący sposób przybliża ona realizację amerykańskiego snu o sukcesie z przybyszem z Polski w roli głównej. Pochodzący z Kodnia Witkowicz swojego dzieciństwa na prowincji w okolicach Białej Podlaskiej nie może zaliczyć do zbyt udanego, a to głównie za sprawą alkoholizmu ojca, który pijąc na umór z krewnymi i sąsiadami, wpędził swoich najbliższych w prawdziwą nędze. Trudna sytuacja była jednakże mobilizacją dla młodego Tadeusza, który dzięki literaturze, a przede wszystkim dziadkowi, emigrantowi zarobkowemu, który szereg lat spędził w Stanach Zjednoczonych doskonale wiedział, iż poza granicami „kraju szczęśliwości społecznej” czyli PRL – u jest świat, w którym dzięki ciężkiej pracy można odnieść sukces. Wyjazd do Kanady okazał się prawdziwą szansą, na zmianę niezbyt nieciekawej sytuacji materialnej. Po zdobyciu tytułów magistra w dwóch dziedzinach – fizyce i elektronice Witkowicz życie zawodowe związał z branżą high tech, na początku jako inżynier w firmach oferujących usługi telekomunikacyjne, następnie zaś jako założyciel i współwłaściciel własnego przedsiębiorstwa. Pierwsze kroki w świecie biznesu, kiedy to Witkowicz zajął się produkcja światłowodów, charakteryzowały się dużym stopniem ryzyka i morderczą pracą nastawioną na odniesienie sukcesu. Główny bohater wraz ze swoimi współpracownikami w pierwszych miesiącach działalności, nie otrzymywał żadnego wynagrodzenia w, zapłatą były udziały w nowopowstałej firmie. Poświęcenie opłaciło się w 100% w wieku 33 lat, Tadeusz Witkowicz postanawia o wprowadzeniu swojej firmy na giełdę i w ten sposób zarabia 6,5 miliona dolarów netto. Wewnętrzne problemy spółki „Artel”, konflikt z radą nadzorczą doprowadziły do odwołania Tadeusza z funkcji prezesa. Ten jednak postępując zgodnie ze swoją dewizą, iż ten, kto rezygnuje zbyt szybko, przegrywa życie, przerzuca się na branże komputerową i powołuje do życia nowa firmę. W książce Witkowicza każdy czytelnik, a w szczególności osoby zamierzające prowadzić własną działalność gospodarczą odnajdą sporo praktycznych rad, w jaki sposób postępować by pozyskać odpowiedni kapitał, jak motywować pracowników, tak by związać ich z firmą, jakich błędów nie popełniać, by nie odstraszyć potencjalnych inwestorów. Co istotne przekazuje je osoba, która dysponując odpowiednim wykształceniem, motywacją i pracowitością odniosła prawdziwy sukces biznesowy, nie zaś akademicki teoretyk, który nie miał możliwości poczuć, jak smakuje sukces i nie zaznał goryczy biznesowej porażki. W ostatnim rozdziale swojej książki Witkowicz zwraca się bezpośrednio do młodych Polaków, którzy wiążą swoją przyszłość z prowadzeniem własnego biznesu, podkreślając, iż w odróżnieniu od niego nie muszą emigrować z Polski, by odnieść sukces, bowiem szansę na sukces mają również we własnym kraju. Przestrzega on jednak, by pamiętali, iż ciekawy pomysł to jedynie 5% sukcesu, pozostałe 95% to żmudna, ciężka harówka. Co warte podkreślenia Tadeusz Witkowicz nie poprzestaje tylko na przekazywaniu praktycznych rad i rozwiązań młodym przedsiębiorcom, stara się również wspierać ciekawe inicjatywy w branży high tech, kiełkujące nad Wisłą. Jego ostatnia inicjatywa „Otago Capital” to firma sektora venture capital inwestująca w przedsięwzięcia biznesowe, która oprócz wyłożenia kapitału, doradza, nadzoruje, tak by dane przedsięwzięcie zakończyło się sukcesem.

    Dariusz Kołodziejczyk

Zostaw Komentarz