Okazja — marzenie

W wywia­dzie udzie­lo­nym sieci tele­wi­zyj­nej TVN w dniu 30 lipca 2009, pro­fe­sor Kołodko powtó­rzył to, o czym od kilku lat mówi się w Pol­sce gło­śno, a mia­no­wi­cie, że „od ter­minu wej­ścia Pol­ski do strefy euro waż­niej­szy jest kurs, po jakim Polacy do strefy euro wejdą”. Grze­gorz Kołodko nie jest jedy­nym pol­skim eko­no­mi­stą, który tak uważa. Jak cho­dzi o ści­słość myślą tak nie­mal wszy­scy; eko­no­mi­ści, dzien­ni­ka­rze i zwy­kli obywatele.

1.

O co cho­dzi pro­fe­so­rowi Kołodko, więk­szo­ści pol­skich eko­no­mi­stów i obywateli?

O to, żeby kurs wymiany był jak naj­wyż­szy po stro­nie zło­tego. Innymi słowy, by w momen­cie wymiany, euro było tanie a złoty drogi; by euro kosz­to­wało jak naj­mniej­szą ilość zło­tych. To, ich zda­niem, gwa­ran­tuje naj­ko­rzyst­niej­szą wymianę, a więc, za nasze zło­tówki dosta­niemy mak­sy­malną ilość euro. I dla­tego — mówi ex-minister finan­sów – rolą rządu jest usilne popra­wia­nie kursu zło­tego wobec euro.

Pro­fe­sor Kołodko, co zda­rza mu się nie po raz pierw­szy, mówi „to co widać”, zapo­mi­na­jąc, że tak w gospo­darce, jak i w życiu ist­nieją sprawy, któ­rych gołym okiem nie widać i trzeba je wymy­ślić, odkryć, prze­wi­dzieć. Czego nie dostrzegł pro­fe­sor tym razem? Co w tej nie­po­wta­rzal­nej spra­wie pomi­nął? A no to, że taka wymiana to zda­rze­nie wyjąt­kowe — jedno jedyne — gdy za swoje nie­naj­lep­sze pie­nią­dze możemy otrzy­mać pie­nią­dze ucho­dzące za lep­sze. I wła­śnie dla­tego, nie kurs wymiany czy data jej prze­pro­wa­dze­nia są naj­waż­niej­sze. Waż­niej­sza od nich jest ilość zło­tó­wek, jaką Polacy pew­nego dnia wymie­nią na euro. Aby do takiego wnio­sku dojść wystar­czy ele­men­tarna algebra.

2.

Policzmy zatem.

Wymiana 700 mld zło­tych, bo tyle mniej wię­cej dzi­siaj mogli­by­śmy wymie­nić, nawet po abs­trak­cyj­nie korzyst­nym kur­sie, dwa złote za euro, co by się pro­fe­so­rowi Kołodko i innym eko­no­mi­stom pew­nie spodo­bało, przy­nie­sie wię­cej euro niż wymiana tychże samych 700 mld zło­tych po 4, a nie mówiąc już po 6 zło­tych. Jed­nakże wymiana 3,8 bilio­nów zło­tych, a więc po ok. 100 tysięcy zło­tych na osobę, nawet po ucho­dzą­cym za fatalny kur­sie 6 zło­tych za euro, przy­nie­sie bli­sko dwa razy wię­cej euro. Zna­czy to, że kurs euro wzbo­gaca nas znacz­nie mniej niż ilość gotówki, jaką będziemy mogli na to euro wymie­nić. Zatem zamiast dążyć do „poprawy” kursu znacz­nie korzyst­niej będzie dążyć do zwięk­sze­nia podaży pie­nią­dza. Co prawda taki wzrost podaży wywoła infla­cję w stre­fie euro, ale strefa euro jest duża i ta odro­bina infla­cji, jaka się w niej pojawi w związku ze zwięk­sze­niem wolu­menu pol­skich zło­tych z obec­nych 700 miliar­dów do 3,8 bilio­nów „roz­cień­czona” zosta­nie przez biliony euro posia­da­nych przez Niemcy, Fran­cję, Holan­dię i resztę kra­jów strefy euro. Mniej niż kro­pla dzieg­ciu w tan­kowcu miodu.

3.

Taki manewr, mimo rygo­ry­stycz­nych kry­te­riów jak cho­dzi o poziom infla­cji jest praw­do­po­dobny a nawet moż­liwy, o czym świad­czy cho­ciażby noto­ryczne prze­kra­cza­nie przez Niemcy i Fran­cję limi­tów mone­tar­nych ECB, takich jak dyna­mika defi­cytu budże­to­wego i jego wiel­kość, a tym bar­dziej kry­te­riów narzu­ca­nych na poli­tykę mone­tarną i fiskalną kra­jom nowo-wchodzącym do strefy euro. Prak­tyką uczy, że po przej­ściu na euro, restryk­cje nało­żone w cza­sie wcho­dze­nia w kory­tarz nowej waluty są znacz­nie łagodniejs3. Jak to uczy­nić? Z chwilą usta­le­nia kursu wymiany i pomyśl­nego wej­ścia do kory­ta­rza, na kilka tygo­dni przed samą wymianą, rząd może wysta­wić każ­demu oby­wa­te­lowi Pol­ski bon pry­wa­ty­za­cyjny, albo kom­pen­sa­cyjny, jak je zwał, tak zwał, będący ekwi­wa­len­tem gotówki i czę­ścią podaży pie­nią­dza. Wymogi okresu prób­nego i EMR2[1] jaw­nie tego nie zaka­zują, a jeśli nawet, to dadzą się obejść.

Pod­wyż­szymy w ten spo­sób, co prawda, o kil­ka­dzie­siąt punk­tów pro­cen­to­wych infla­cję w stre­fie euro, ale za to korzy­stamy kil­ka­set punk­tów pro­cen­to­wych na wolu­me­nie otrzy­ma­nych pie­nię­dzy. Taki zabieg jest moż­liwy, wymaga jed­nak odwagi, cha­rak­teru, mądro­ści, a przede wszyst­kim abso­lut­nej dys­kre­cji. Ujaw­nie­nie go, co niniej­szym czy­nię, jest nie­mal rów­no­znaczne z uni­ce­stwie­niem. Pozwo­li­łem sobie jed­nak na tę odro­binę poli­ti­cal fic­tion, bo nie wie­rzę w to, by jaki­kol­wiek pol­ski poli­tyk wpadł na podobny pomysł, a gdyby nawet wpadł, to i tak by go nie zasto­so­wał. Primo, nie jego biz­nes; secundo, mógłby się tym nara­zić na wieczne potę­pie­nie ze strony Bruk­seli, a zwłasz­cza Ber­lina. Wąt­pię też, że ogra­ni­cza­jąc dys­ku­sję n.t. wej­ścia do strefy euro do kur­sów i ter­mi­nów wstą­pie­nia do strefy euro, nasi eko­no­mi­ści i poli­tycy sta­rają się tylko uśpić czuj­ność Euro­pej­skiego Banku Centralnego.

Jan M Fijor

www.fijor.com


-          [1] a. dług publiczny nie może prze­kro­czyć 60 proc. PKB; b. bie­żący defi­cyt finan­sów publicz­nych 3 proc. PKB kraju kan­dy­data; c. wyso­kość stóp pro­cen­to­wych banku cen­tral­nego i poziom infla­cji nie może być wyż­szy niż prze­ciętny poziom w trzech kra­jach człon­kow­skich o naj­niż­szych pozio­mach infla­cji; d. kry­te­ria te musza być speł­nione przed przy­stą­pie­niem do strefy euro; e. a poza tym, pań­stwo człon­kow­skie ma obo­wią­zek prze­by­wa­nia przez co naj­mniej dwa lata w sys­te­mie ERM2, tzn. w kory­ta­rzu walu­to­wym, w któ­rym kursy waluty w sto­sunku do euro mogą się odchy­lać naj­wy­żej +/- 15 proc.

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 5

  1. John pisze:

    Mam duże wąt­pli­wo­ści. Taki manewr z dużym praw­do­po­do­bień­stwem mógły pozba­wić nas bar­dzo szybko rezerw walu­to­wych, bo musie­li­by­śmy bro­nić kursu zło­tówki. Obec­nie wykrwa­wia się w ten spo­sób Łotwa. Po skoń­cze­niu się rezerw walu­to­wych byłby duży pro­blem co robić dalej, a przed­się­bior­stwom bar­dzo by wzro­sły koszty dzia­łal­no­ści i wiele z pew­no­ścią by zban­kru­to­wało.
    Lep­sze by było pod­nie­sie­nie stopy rezerw obo­wiąz­ko­wych ban­ków (mak­sy­mal­nie ile się da), spła­cić im w GOTÓWCE wszyst­kie obli­ga­cje i bony skar­bowe, a po wpro­wa­dze­niu euro stopę rezerw obni­żyć i cały dług publiczny byłby spła­cony a infla­cja by się ład­nie „rozmyła”.

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Odwrot­nie. Wymie­ni­li­by­śmy nasze papiery (zlote) na euro, ktore sa prze­ciez rezerwa walu­towa. To bylby skok na nie­miecka kase, ale kto sie na to odważy?! Ukłony

  3. Prawicki pisze:

    Prze­cież Euro­pej­ski Bank Cen­tralny może postą­pić tak, że w przed­dzień wej­ścia Pol­ski do strefy Euro prze­każe NBP-owi okre­śloną kwotę Euro i zażąda wyku­pie­nia za tę kwotę wszyst­kich zło­tó­wek znaj­du­ją­cych się w obiegu — nie­za­leż­nie od ich ilo­ści. Wów­czas opi­sany przez Pana manewr nie powie­dzie się.

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Nie może, bowiem kurs wymiany jest usta­lony na ok. rok wcze­śniej. Muszą więc wymie­nic wszystko to, co im NBP da (zade­kla­ruje). Pozdra­wiam JM Fijor

  5. marek pisze:

    Z tego co koja­rzę (a Kołodkę czy­tam i słu­cham namięt­nie — wró­gów trzeba znać!) to zawsze powta­rzał, że kurs wymiany ma być jak naj­bliż­szy 4 pln/euro. Jestem na 99% pewien, ze nie powie­dział, że kurs zło­tówki ma być jak naj­wyż­szy lub jak naj­niż­szy. Nawet na jed­nym spo­tka­niu Kołodko przez 30 minut prze­ko­ny­wał, dla­czego kurs euro ma być po 4 zł w momen­cie wymiany — to niby jest cena rów­no­wagi, bez odchy­leń na chwi­lowe ataki spekulantów

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*