Osądzi mnie Bóg

Wywiad z byłym pre­zy­den­tem Repu­bliki Chi­lij­skiej a obec­nie głów­no­do­wo­dzą­cym Chi­lij­skich Sił Lądo­wych, gen. Augu­sto Pino­che­tem roz­ma­wia Jan M. Fijor.

Jan M. Fijor: Panie gene­rale, więk­szość Chi­lij­czy­ków wyraża się o panu z ogrom­nym sza­cun­kiem czy wręcz miło­ścią, uwa­ża­jąc pana za Ojca narodu, a mimo to poza gra­ni­cami Chile koja­rzy się pan wciąż z krwawą dyk­ta­turą. W świa­to­wych mediach gen. Pino­chet uwa­żany jest za tyrana, pod­czas gdy np. Fidel Castro cie­szy się opinią…bohatera.

Gen. Augu­sto Pino­chet: Chile leży na końcu świata, trud­niej tu dotrzeć i samemu się przekonać…Nam opi­nię ura­biali ucie­ki­nie­rzy poli­tyczni po prze­wro­cie w 1973 roku. Wyjeż­dżali do Europy Zachod­niej, do Sta­nów Zjed­no­czo­nych i tam mówili co chcieli. Nikt tego nie kon­tro­lo­wał, nikt nie spraw­dzał. Z panem Castro, żeby odpo­wie­dzieć na pyta­nie do końca, było ina­czej, jego prze­ciw­nicy sie­dzieli w wię­zie­niach i wyje­chać z kraju nie mogli. Poza tym, wobec Castro zachod­nie, co tu ukry­wać, lewi­cu­jące media, były życz­liwe. W przy­padku Chile, gdzie rów­no­cze­śnie z prze­wro­tem doszło do ukró­ce­nia samo­woli komu­ni­stów, lewica poczuła się roz­go­ry­czona. Pro­szę pamię­tać, że lata 70. to szczyt popu­lar­no­ści idei Marksa i Lenina.

JMF: Co dokład­nie wyda­rzyło się we wrze­śniu 1973 roku?

GAP: Prze­wrót był nie­unik­nio­nym skut­kiem cha­osu panu­ją­cego od roku 1970, a więc od momentu obję­cia wła­dzy przez Salva­tore Allende…

JMF: Ale jed­nak Allende wybrany został w wybo­rach demokratycznych.

GAP: Zacznijmy od tego, że Allende nie uzy­skał w wybo­rach pre­zy­denc­kich więk­szo­ści; otrzy­mał nie­wiele ponad jedną trze­cią gło­sów. Pre­zy­den­tem został z woli Kon­gresu, który powie­rzył mu man­dat prezydencki.

JMF: Czy to zna­czy, że i Kon­gres miał zapa­try­wa­nia lewicowe?

GAP: Lewica miała w Kon­gre­sie swo­ich przed­sta­wi­cieli, ale par­la­mentu nie domi­no­wała. Zresztą Allende w cza­sie kam­pa­nii wybor­czej nie ujaw­niał wcale swo­ich pro­ko­mu­ni­stycz­nych sym­pa­tii. Pre­zen­to­wał się raczej jako poli­tyk umiar­ko­wany, dopiero póź­niej, pod wpły­wem dorad­ców sowiec­kich i kubań­skich odkrył swoje praw­dziwe obli­cze, dopro­wa­dza­jąc kraj do kom­plet­nego roz­kładu. W 1972 i 73 roku infla­cja docho­dziła w Chile do 2.5 proc. dzien­nie, pra­wie 1000 proc. rocz­nie. Szwan­ko­wał trans­port, bra­ko­wało paliw, surow­ców, żyw­no­ści, ener­gii elek­trycz­nej. Było to mniej wię­cej na dwa tygo­dnie przed ter­mi­nem wkro­cze­nia armii do Pałacu „La Moneda”. Zate­le­fo­no­wała do mnie córka, Lucia, miała wtedy dwóch małych chłop­ców, z roz­pa­czą w gło­sie oświad­czyła, że nie ma im co dać jeść. Ta, mle­kiem i mio­dem pły­nąca zie­mia prze­stała rodzić. „Roz­en­tu­zja­zmo­wane” grupy związ­kow­ców i innych poli­tycz­nych sojusz­ni­ków Uni­dad Popu­lar i Allende, napa­dały, gra­biły, bun­to­wały chło­pów i robot­ni­ków, nakła­nia­jąc ich — rze­komo w imię „lep­szego jutra” i „nowego ładu” — do strajku powszech­nego. Dal­sze życie było w takich warun­kach nie­moż­liwe. Tym bar­dziej, że ogar­nięty sza­leń­stwem rewo­lu­cji Allende nie liczył się z niczym i nikim. Ostat­nie dwa lata jego pre­zy­den­tury, to wła­ści­wie rządy dyk­ta­tor­skie. A tak, igno­ro­wał Kon­gres, pod­po­rząd­ko­wu­jąc go sobie z dra­stycz­nym pogwał­ce­niem Kon­sty­tu­cji. Gdy­by­śmy wtedy nie wkro­czyli, Chile prze­sta­łoby ist­nieć jako pań­stwo, a komu­ni­styczna pożoga roz­prze­strze­ni­łaby się na cały kon­ty­nent. Rosja­nie tylko zacie­rali ręce. Zapła­ci­li­śmy za to ogromną cenę. Opi­nia o gene­rale Pino­che­cie jest tego ilustracją.

JMF: Jaka była cena rato­wa­nia Chile?

GAP: Bar­dzo wysoka!

JMF: Czy zatem, warto było?

GAP: Trudno tu mówić w kate­go­riach opła­cal­no­ści. Wystar­czy, że zgi­nie cho­ciażby jeden czło­wiek, to już cena jest zbyt wysoka. Ubo­le­wam nad tym co się stało, ale nie mie­li­śmy innego wyj­ścia. Sta­nę­li­śmy przed kla­sycz­nym wybo­rem mniej­szego zła; rato­wa­li­śmy kraj, rato­wa­li­śmy byt i przy­szłość kil­ku­na­stu milio­nów Chi­lij­czy­ków. To była obrona konieczna, dzia­ła­nie w obro­nie własnej.

JMF: Czy głów­nym celem prze­wrotu nie było uni­ce­stwie­nie rewo­lu­cji komunistycznej?

GAP: Abso­lut­nie nie myśle­li­śmy w takich kate­go­riach. Ja jestem żoł­nie­rzem, nie poli­ty­kiem. Służę w armii od wcze­snej mło­do­ści i szcze­rze mówiąc w poli­tykę nigdy wcze­śniej nie anga­żo­wa­łem się. Wypeł­nia­łem roz­kazy i nakła­dane na mnie obo­wiązki, rów­nież wtedy, w sierp­niu i wrze­śniu 1973 roku. Dla­tego mój prze­wrót nie był kla­sycz­nym, połu­dnio­wo­ame­ry­kań­skim „golpe”, kiedy to woj­skowy „cau­dillo” zapro­wa­dza dyk­ta­turę poli­tyczną i nie­po­dziel­nie rzą­dzi. W naszym przy­padku — bo to było dzia­ła­nie zin­sty­tu­cjo­na­li­zo­wane — cho­dziło wyłącz­nie o rato­wa­nie kraju i jego obywateli.

JMF: Ile osób zgi­nęło w cza­sie prze­wrotu wojskowego?

AGP: Różne komi­sje podają różne liczby. Moim zda­niem naj­bliż­sze prawdy są sza­cunki, mówiące, że w wyniku zama­chu stanu w Chile śmierć ponio­sło ok. 2000 ofiar. Cho­dzi o wszyst­kie ofiary — zarówno po stro­nie ter­ro­ry­stów, lewicy, jak i po stro­nie sił porządku.

JMF: Czy ci ludzie musieli zginąć?

GAP: Pro­szę pana, to była nor­malna, otwarta wojna z ele­men­tami „guerilli”. Odby­wały się regu­larne potyczki zbrojne pomię­dzy zwo­len­ni­kami lewicy a woj­skiem chi­lij­skim. Poza tym pory­wano ludzi, doko­ny­wano zama­chów bom­bo­wych, napa­dów. To nie jest szu­ka­nie uspra­wie­dli­wie­nia, to są fakty. Czy pan wie, że kucharz w domu mojej córki, po powro­cie z pracy do domu został w bestial­ski spo­sób przez „par­ty­zan­tów” zamor­do­wany. Ja nie twier­dzę, że tylko tamta strona była bru­talna, bo i siły porządku popeł­niały okru­cień­stwa. To było w tam­tych oko­licz­no­ściach nie­unik­nione. Czło­wiek jest tylko czło­wie­kiem i w obro­nie życia może popeł­nić czyn nie­przy­zwo­ity. Cza­sem — „przy oka­zji” — docho­dziło do zwy­kłej zemsty, samo­są­dów, innym razem ludzi zawo­dziły nerwy, stąd zda­rzały się rze­czy odra­ża­jące. Przyj­muję na sie­bie całe odium tej sytu­acji, chcę jed­nak zauwa­żyć, że robi­li­śmy wszystko, aby do takich zda­rzeń nie docho­dziło. Gdy­by­śmy nie dążyli do utrzy­ma­nia pra­wo­rząd­no­ści — pro­szę mi wie­rzyć — Chile zmie­ni­łoby się w morze krwi…

JMF: Czy żoł­nie­rze mieli roz­kaz bez­względ­nego eli­mi­no­wa­nia „lewicy”?

GAP: Żad­nych „spe­cjal­nych” roz­ka­zów nie było. To nie leży ani w natu­rze Chi­lij­czy­ków, ani tym bar­dziej w cha­rak­te­rze naszych sił zbroj­nych. Chile było i jest kra­jem demo­kra­tycz­nym, prze­wrót zro­bi­li­śmy z praw­dzi­wym bólem serca. Doma­gali się tego od nas oby­wa­tele, naród chi­lij­ski, i to bez względu na ich orien­ta­cję poli­tyczną. Na kilka mie­sięcy przed zama­chem stanu, nawet życz­liwe Allende media, kry­ty­ko­wały armię za bez­czyn­ność. W Chile nie dało się żyć.

JMF: W ostat­nich dniach listo­pada czy­ta­łem w „El Mer­cu­rio” o tajem­ni­czej „kwa­te­rze 29″, gro­bie zbio­ro­wym, w któ­rym zna­le­ziono szczątki stu osób pomor­do­wa­nych w wyniku prze­wrotu. Czy pan coś na ten temat wie?

GAP: Kon­kret­nie na temat „kwa­tery 29″ nie, ale zdaję sobie sprawę — już mówi­łem — że takie rze­czy się zda­rzały. Woj­sko, armia nie służy do zabawy, lecz do nisz­cze­nia wroga, a w razie potrzeby do zabi­ja­nia go…Każda armia, nie tylko chilijska…Cierpię z tego powodu, cóż jed­nak mogę zrobić?

JMF: Co było bez­po­śred­nim impul­sem do wkro­cze­nia do „La Moneda”?

GAP: Trudno dzi­siaj dokład­nie powie­dzieć. Może wła­śnie ten tele­fon od Lucii, że nie ma co dać dzie­ciom jeść? Takich tele­fo­nów mie­li­śmy tysiące…

JMF: Dla­czego cze­ka­li­ście do ostat­niej chwili?

GAP: Bo nie chcie­li­śmy tego prze­wrotu. Ludzie, któ­rzy byli wtedy ze mną bli­sko wie­dzą, jak bar­dzo tego „golpe” nie chcia­łem. Uwa­żam prze­wroty za takie samo zło, jak rewo­lu­cję. W Chile, w prze­ci­wień­stwie do nie­któ­rych kra­jów Ame­ryki Łaciń­skiej, gdzie armie chęt­nie wkra­czają na scenę poli­tyczną, prze­wro­tów woj­sko­wych czy zama­chów stanu prak­tycz­nie nie było.

JMF: O ile wiem, to był pierw­szy i jedyny prze­wrót woj­skowy w dzie­jach Chile.

GAP: To prawda.

JMF: Pró­bo­wa­li­ście komu­ni­stów przekonywać?

GAP: Oczy­wi­ście. Robi­li­śmy wszystko, by pro­blem roz­wią­zać na dro­dze roko­wań, ale Allende dzia­łał jak sza­le­niec. Nic do niego nie docie­rało. Opa­no­wało go prze­świad­cze­nie o misji dzie­jo­wej i świa­to­wej rewo­lu­cji. Utwier­dzali go w nim jego kubań­scy i sowieccy doradcy, któ­rych w sierp­niu 1973 roku nali­czy­li­śmy co naj­mniej 1500. Prze­stały się dla niego liczyć argu­menty logiczne czy patrio­tyczne. Wiem, bo sam z nim roz­ma­wia­łem. Pró­bo­wa­li­śmy mu rewo­lu­cję wyper­swa­do­wać. Nie poma­gało. Woj­sko chi­lij­skie stało zawsze na straży naszej suwe­ren­no­ści i dumy naro­do­wej, nie mogło zare­ago­wać inaczej.

JMF: Pań­scy wro­go­wie twier­dzą, że prze­wrót został wyko­nany na zle­ce­nie CIA. Innymi słowy, że Ame­ry­ka­nie naci­skali na pana, na armię. Wia­domo prze­cież, że nacjo­na­li­za­cja i socja­lizm nie leżały inte­re­sie dzia­ła­ją­cych na tere­nie Chile kon­cer­nów takich, jak choćby ITT, Gene­ral Motors, Anaconda.

GAP: To są opi­nie wyssane z palca. Abso­lutna nie­prawda. Uwa­żam, że de facto Ame­ry­ka­nie na prze­wro­cie stra­cili. Nawet gdyby Allende wygrał, kon­cerny w końcu uło­ży­łyby się z komu­ni­stami na korzyst­nych dla sie­bie warun­kach. Komu­ni­ści zawsze mieli respekt do „wiel­kiego kapi­tału”. Znamy tego przy­kłady. My dzia­ła­li­śmy nie­za­leż­nie, repre­zen­tu­jąc wyłącz­nie inte­res kraju, stąd wyjąt­kowo nie­chętna wobec Chile postawa Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Czy pan wie, że embargo na dostawy ame­ry­kań­skiej broni i czę­ści zamien­nych do Chile zostało uchy­lone dopiero kilka mie­sięcy temu? Wpraw­dzie po prze­wro­cie trak­to­wa­li­śmy wszyst­kich jed­na­kowo, bez względu na to, czy byli Ame­ry­ka­nami, Argen­tyń­czy­kami czy Szwe­dami, to dla nikogo nie było tajem­nicą, że sta­ra­li­śmy się stwa­rzać pre­fe­ren­cje dla kapi­tału rodzi­mego, chi­lij­skiego. Jeśli ktoś na prze­wro­cie sko­rzy­stał, to wła­śnie Chilijczycy.

JMF: Pań­scy wro­go­wie twier­dzą też, że oba­le­nie Allende pozba­wiło ubo­gich Chi­lij­czy­ków nadziei na lep­sze jutro i nabiło kabzę kra­jo­wej ary­sto­kra­cji i politykom.

GAP: Są to twier­dze­nia abso­lut­nie bez­pod­stawne. Jeśli już bra­łem czy­jąś stronę, to wła­śnie ubo­gich. Dawa­łem tego dowody na każ­dym kroku. Zda­wa­łem sobie bowiem sprawę, że bogaci dadzą sobie radę sami. Wie­dzia­łem, że jeśli poprawi się masom, rewo­lu­cyjna gorączka opad­nie. I nie omy­li­łem się. Wystar­czy spy­tać prze­cięt­nego Chi­lij­czyka jak, w wyniku rzą­dów woj­sko­wych, zmie­niło się jego życie. Pozo­sta­wi­łem kraj kwit­nący, w pro­spe­ri­cie, która nie omi­nęła żad­nej grupy spo­łecz­nej. Liczby mówią same za sie­bie. Eks­port — w latach 1973 — 1987 — wzrósł czte­ro­krot­nie, przy rów­no­cze­snym spadku o połowę wypły­wów z wywozu mie­dzi. Wzrost pro­duk­cji rol­nej wyniósł w tym cza­sie ponad 500 proc. Dochód naro­dowy wzra­stał w tem­pie pra­wie 10 proc. rocz­nie. Pro­szę się zasta­no­wić, czy takie wyniki byłyby moż­liwe w warun­kach krwa­wej tyra­nii, dzia­ła­ją­cej w inte­re­sie grup uprzy­wi­le­jo­wa­nych? Przed rokiem 1970 pra­wie 43 proc. Chi­lij­czy­ków żyło na skraju nędzy, w 10 lat póź­niej było ich 20 proc. Zwięk­szyła się aktyw­ność, zanie­dby­wa­nych dotych­czas na rzecz sto­licy, pro­win­cji (regio­nes); ich udział w docho­dzie naro­dowy wzrósł o ponad 150 proc. Te wszyst­kie pro­cesy trwają nadal. Nie było to więc tylko dzia­ła­nie doraźne bądź wymu­szone, na roz­kaz czy pod wpły­wem stra­chu. To był pro­ces, który prze­niósł mój kraj z wieku XIXXXI stu­le­cie. Wpro­wa­dzi­li­śmy Chile na drogę reform nie mają­cych pre­ce­densu nie tylko w kra­jach Ame­ryki Łaciń­skiej. Wie­rzę, że zgod­nie z opra­co­wa­nym dwa­dzie­ścia lat temu pla­nem „Chile 2010″, wła­śnie w 2010 roku, w dwu­setną rocz­nicę powsta­nia repu­bliki, wej­dziemy do grona państw roz­wi­nię­tych. W 1995 roku, po raz pierw­szy w histo­rii dochód naro­dowy Chile w prze­li­cze­niu na głowę miesz­kańca prze­kro­czył poziom tak boga­tych kra­jów, jak Wene­zu­ela, Argen­tyna czy Brazylia.

JMF: Dla­czego wobec tych wszyst­kich zasług chi­lij­ski Kościół wystą­pił prze­ciwko panu?

GAP: Ubo­le­wam nad tym, jestem prze­cież prak­ty­ku­ją­cym kato­li­kiem i całe życie sta­ra­łem się postę­po­wać jak kato­lik. Wpraw­dzie nie cała hie­rar­chia nas potę­piała, ale fak­tem jest, że więk­szość duchow­nych wystą­piła prze­ciwko mnie. Dla­czego? To był okres trium­fów „teo­lo­gii wyzwo­le­nia”, wielu księży pra­cu­ją­cych wśród ubo­gich doma­gało się zmian. Szansę „lep­szego jutra” widzieli wła­śnie w rewo­lu­cji. Uwa­żali może, że ja rów­nież repre­zen­tuję „stary porzą­dek”. Trzeba było czasu, żeby zmie­nili zdanie.

JMF: W któ­rym momen­cie zde­cy­do­wał się pan na dra­styczne reformy systemowe?

GAP: Nie­długo po zama­chu stanu. Wie­dzia­łem, że przy­czyną całego zła była prze­sta­rzała, zaco­fana struk­tura spo­łeczna; zbyt duże pań­stwo, kon­cen­tra­cja wła­dzy w rękach prak­tycz­nie tylko jed­nej grupy spo­łecz­nej, nędza będąca tego kon­se­kwen­cją, niskie tempo wro­stu gospo­dar­czego, anal­fa­be­tyzm i wiele innych bolą­czek, które prze­nie­siono jesz­cze z ubie­głego stu­le­cia. Od lat pró­bo­wano sys­tem zre­for­mo­wać, jed­nakże bez więk­szych suk­ce­sów. Jedna grupa uprzy­wi­le­jo­wana zastę­po­wała drugą. Czu­łem, że oto nada­rzyła się oka­zja do zmian, ale — przy­znaję — nie wie­dzia­łem jak do nich dopro­wa­dzić. Całe życie byłem tylko żoł­nie­rzem. Poli­ty­kiem sta­łem się nie­mal w przed­dzień prze­wrotu. I nagle olśnie­nie; wie­dzia­łem, że od wielu lat na Uni­ver­si­dad Cato­lica de Chile działa silna grupa wykształ­co­nych w USA eko­no­mi­stów, mądrych, świa­tłych ludzi, któ­rzy nie mieli dotych­czas oka­zji wyka­za­nia się. Zwró­ci­łem się do nich. Powstała grupa kon­sul­ta­cyjna, do któ­rej zapro­si­łem przed­sta­wi­cieli wszel­kich ugru­po­wań spo­łecz­nych i poli­tycz­nych. Komu­ni­stów, któ­rzy byli zde­le­ga­li­zo­wani, wpraw­dzie nie, ale przed­sta­wi­cieli lewicy także.

JMF: Nie bali się?

GAP: Nie wiem, w każ­dym razie brali udział w pra­cach komi­tetu d/s reformy. Chciał­bym zazna­czyć, że w wyniku prze­wrotu zawie­si­li­śmy tylko dzia­łal­ność Kon­gresu; rząd i sądow­nic­two były wciąż nie­za­leżne. Nie była to więc „kla­syczna” dyktatura.

JMF: Na czym pole­gały pań­skie reformy?

GAP: Na tym, że powie­rzy­łem decy­zje ludziom mądrym, wykształ­co­nym, nie­za­leż­nym i patrio­tom. Dałem im wolną rękę. Wie­dzia­łem, że reforma jest konieczna, a oni potra­fili ją wdro­żyć w życie. Dobrzy eko­no­mi­ści z reguły wie­dzą, co jest dla gospo­darki, dla kraju i jego oby­wa­teli korzystne. Pro­blem z poli­ty­kami, któ­rzy w oba­wie — nazwijmy to po imie­niu — o wła­dzę nie­chęt­nie z doświad­czeń eko­no­mi­stów korzy­stają. Ja się nie bałem, prze­ciw­nie, zachę­ca­łem ich, popie­ra­łem, broniłem.

JMF: Przed kim?

GAP: Mie­li­śmy prze­ciw­ni­ków; ja mia­łem, reforma miała.

JMF: Kogo?

GAP: Cały dotych­cza­sowy esta­bli­sh­ment, który wie­dział, że reforma ozna­cza koniec epoki przy­wi­le­jów. Bez zerwa­nia z prze­szło­ścią, z mono­po­lem jed­nej grupy, bez pry­wa­ty­za­cji, wol­nego rynku, reformy ubez­pie­czeń eme­ry­tal­nych, bez stwo­rze­nia kon­ku­ren­cji postęp nie byłby moż­liwy. Mam dużą satys­fak­cję widząc, że naszą drogą podąża Argen­tyna, Bra­zy­lia czy nawet maleńki Sal­wa­dor. Zamiast być pochod­nią rewo­lu­cji, od któ­rej spło­nę­łaby cała Ame­ryka Łaciń­ska, sta­jemy się pochod­nią pokoju, postępu i wol­no­ści, bez któ­rych nasze suk­cesy nie byłyby możliwe.

JMF: W kon­tek­ście wyda­rzeń z wrze­śnia 1973 pań­skie ostat­nie zda­nie brzmi dość propagandowo.

GAP: Jest to jed­nak szczera prawda. Bez wol­no­ści nie ma suk­cesu. Wie­dzia­łem o tym już wtedy, wkra­cza­jąc 24 lata temu do pałacu „La Moneda”. Dla­tego zaraz po prze­wro­cie zaję­li­śmy się pra­cami nad Kon­sty­tu­cją, która — choć została zatwier­dzona ofi­cjal­nie we wrze­śniu 1980 roku — gotowa była już w 1978 roku. Zapi­sa­li­śmy w niej ter­min refe­ren­dum w spra­wie zakoń­cze­nia stanu wyjąt­ko­wego i prze­ka­za­nia wła­dzy cywi­lom. Odda­nie wła­dzy w 1989 roku i wolne wybory pre­zy­denc­kie odbyły się dokład­nie tak, jak to zostało zapi­sane w Konstytucji.

JMF: Czy to była Kon­sty­tu­cja gene­rała Pinocheta?

GAP: Nie­zu­peł­nie, ale nie ukry­wam, że mia­łem na jej kształt duży wpływ. Dla­tego wła­śnie tak świa­do­mie samo­ogra­ni­czy­łem w niej swoją władzę.

JMF: Nawet pań­scy zwo­len­nicy uwa­żają, że odda­nie wła­dzy cywi­lom nastą­piło za późno, że gdyby zre­zy­gno­wał pan dwa lata wcze­śniej, w 1987 roku, nikt by dzi­siaj nie miał do pana pretensji.

GAP: Bar­dzo moż­liwe. Jestem prze­cież tylko czło­wie­kiem i, jak każdy zja­dacz chleba, popeł­niam błędy. Przy­go­to­wu­jąc zaraz po prze­wro­cie Kon­sty­tu­cję, w któ­rej m.in. zapi­sany był ter­min mojego odej­ścia od wła­dzy, nie przy­pusz­cza­łem, że porzą­dek zapa­nuje tak szybko i nastąpi tak pomyślny dla kraju roz­wój wypad­ków. Tym bar­dziej, że tuż po prze­wro­cie sytu­acja nie wyglą­dała różowo. Zaraz po zama­chu gospo­darka nieco się unor­mo­wała, infla­cja spa­dła do 50 proc., ale roz­po­czął się „kry­zysu ener­ge­tyczny”. Ceny ropy naf­to­wej, paliw wzro­sły pię­cio­krot­nie. Rów­no­cze­śnie dra­stycz­nie spa­dła na świa­to­wych ryn­kach cena mie­dzi i wzro­sła cena dolara. Boj­ko­to­wano nas, opro­te­sto­wy­wano, izo­lo­wano, wstrzy­mano prak­tycz­nie inwe­sty­cje zagra­niczne, nie było więc łatwo. Jakby i tego było mało, Argen­tyna wypo­wie­działa nam wojnę. Potrzeba było wtedy wiele wyobraźni, by uwie­rzyć w powo­dze­nie reform i zde­cy­do­wać się na taką wła­śnie, ze wszech­miar demo­kra­tyczną, Konstytucję.

JMF: Kiedy był pan już prze­ko­nany, że reforma Pino­cheta się powiodła?

GAP: Na początku lat 80. — mimo iż w 1981 roku poja­wił się kolejny kry­zys ener­ge­tyczny — widać już było wyraź­nie, że kraj jest na dobrej dro­dze. I od tego momentu Chile kwit­nie, sta­jąc się kra­jem reform mode­lo­wych dla całego świata.

JMF: Dla­tego wła­śnie zde­cy­do­wał się pan na ogło­sze­nie amne­stii w 1984 roku?

GAP: Mię­dzy innymi dlatego.

JMF: Czy mie­wał pan jakieś kon­takty z Pol­ską, z Polakami?

GAP: Oczy­wi­ście! Prze­cież papież jest Pola­kiem. To wspa­niały, wielki czło­wiek, mia­łem oka­zję poznać Go 10 lat temu, gdy odwie­dził nasz kraj. Od wielu lat moja rodzina przy­jaźni się z o. Bru­no­nem Rychłow­skim, pol­skim sale­zja­ni­nem, rek­to­rem Pol­skiej Misji Kato­lic­kiej w Chile. Nie spo­sób nie wymie­nić Igna­cego Domeyki, który kładł pod­wa­liny pod chi­lij­ską pań­stwo­wość, naukę i prze­mysł. W Chile żyje kil­ku­set potom­ków Domeyki, w tym jego wnuczka. Polacy to wielki, odważny i boha­ter­ski naród, świat wiele wam zawdzięcza.

JMF: Co pan teraz robi?

GAP: Pra­cuję, jestem dowódcą armii lądo­wej. 17 marca 1998 roku prze­cho­dzę na eme­ry­turę. Marzę o tym, będę mieć wresz­cie czas dla żony, dla rodziny, będę mógł się poba­wić z prawnukami.

JMF: A jak się pan czuje?

GAP: Dosko­nale. Jestem w dobrym zdro­wiu, śpię spo­koj­nie, sumie­nie mam czy­ste. A to co zro­bi­łem, osą­dzi Bóg.

JMF: Dzię­kuję za roz­mowę i życzę dużo zdro­wia z oka­zji nad­cho­dzą­cych uro­dzin (roz­mowa miała miej­sce w przed­dzień 82. uro­dzin gene­rała, 25 listo­pada 1997 roku w San­tiago de Chile

roz­mowa z gen. Augu­sto Pino­che­tem
Jan M. Fijor
„Poli­tyka” 2006-12-13

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 12

  1. John Galt pisze:

    Nie­zwy­kle cie­kawy wywiad. Kon­kretne pyta­nia i kon­kretne, rze­czowe odpo­wie­dzi czlo­wieka nie­zwy­kle inte­li­gent­nego i bez­wzgled­nego obroncy praw czlo­wieka, wol­no­sci przed czer­wona szarancza.Gdyby byl prag­ma­tyczny, gdbyby byl chwiejny to nie tylko Chile byly by jedna nedza jak Kuba, Jak ZSRR z „obiek­tyw­nymi sadami, ale by sie tam dopiero lala krew. Ze swiat, a zwlasz­cza cala Europa byla wtedy po stro­nie czer­wo­nych i doma­gala sie usank­cjo­no­wa­nia ich rewolucji.Europa jest bez­na­dziejna i nie ma w niej nadziei na wono­ryn­kowe, kapi­ta­li­styczne zro­zu­mie­nie wol­no­sci. Tak filo­zo­ficz­nie, jak poli­tycz­nie, a zatem i eko­no­micz­nie to Europa wyglada na nie­zlego igno­ranta, a prawo doma­ga­nia sie zycia na koszt innych jest dosyc dobrze upra­wo­moc­nione, tak im dopo­moz Allah.

  2. Stanisław Kossakowsk pisze:

    Świetny wywiad !!!! Cie­szę się , że mia­leś oka­zję roz­ma­wiać z tak wybitną posta­cią . Cóż mogę powie­dzieć . Wspa­nały czło­wiek, wielki patriota. Komu­ni­ści docho­dząc do wła­dzy i ją spra­wu­jąc w wielu pań­stwach swiata popeł­niali dużo więk­sze zbrod­nie lecz o tym sie nie­wiele mówi . Pino­chet wypro­wa­dził kraj z gospo­dar­czego, i nie tylko, bagna na pro­stą minial­nym kosz­tem i chwała mu za to. Pokój jego duszy.

  3. Jan M. Fijor pisze:

    Pozdra­wiam cie Sta­siu! JMF

  4. Krzysztof Borowiak pisze:

    Bar­dzo cenny przy­czy­nek do wyja­snie­nia praw­dzi­wej roli wiel­kiego patrioty chi­lij­skiego. A ponie­waz gen. Pino­chet odszedl juz przed sad Boga spra­wie­dli­wego, to star­czy wes­tchnac: „Wieczny odpoczynek…”

  5. Sławomir Staszak pisze:

    Szkoda, że nie mamy my Polacy nie mamy dzi­siaj takiego generała…

  6. Jan M. Fijor pisze:

    Dyk­ta­to­rzy sa zwy­kle zli, Pino­chet to byl wypa­dek przy pracy, Chile mialo szcze­scie. Wszyst­kie inne proby powto­rze­nia takiego manewru (Peru, Wene­zu­ela) zakon­czyly sie fia­skiem. Uklony Jan M Fijor

  7. stanczyk pisze:

    Gdy­by­smy nawet mieli takiego gene­rala, to dopiero wtedy byloby nam zle. Arse­nal wszakze, naj­cze­sciej nie­uza­sad­nio­nej kry­tyki drze­mie wro­dzony w nas od poko­len i wybu­cha naj­wiek­sza zaja­dlo­sci, przy kaz­dej spo­sob­no­sci. Mie­li­smy pul­kow­nika i co Pol­ska z niego zro­bila? Plula na niego, zdrajca go nazy­wa­jac. A taki Walesa to ole­wal go jak pospo­li­tego szu­brawca, w cza­sie kiedy praw­dziwy i nama­calny Zdrajca cie­szy sie sza­cun­kiem tak oby­wa­teli, wladz jak i „objek­tyw­nych sadow”. A tfuu!!!! Wstyd mi za rodakow.

  8. Sławomir Staszak pisze:

    Jan M. Fijor odpo­wie­dział:
    „Dyk­ta­to­rzy sa zwy­kle zli, Pino­chet to byl wypa­dek przy pracy, Chile mialo szcze­scie. Wszyst­kie inne proby powto­rze­nia takiego manewru (Peru, Wene­zu­ela) zakon­czyly sie fiaskiem.”

    Dla­tego napi­sa­łem, że szkoda że nie mamy
    takiego gene­rała. Naj­lep­szy sys­tem spra­wo­wa­nia wła­dzy to monar­chia abso­lutna. Po złym królu następny może być dobry, a demo­kra­cje są coraz bar­dziej tyrań­skie– krok do przodu, dwa do tyłu. Nie ma szans na wol­ność, która w demo­kra­cji jest coraz mniej­sza.
    Pozdra­wiam serdecznie.

  9. Jacek pisze:

    Wszy­scy dyk­ta­to­rzy są źli? A Franco? Sala­zar? Horthy?

  10. bartek kargol pisze:

    ok ale bra­kuje bez­stron­nego zwe­ry­fi­ko­wa­nia tego co mówi generł
    np. jakiś odno­śnik do innej strony

  11. 1789 pisze:

    Pino­chet to zbrod­niarz i łapów­karz, ma na rękach krew 3197 zamor­do­wa­nych osób i ponad 27 tysięcy torturowanych

    kara­wany śmierci, doraźne egze­ku­cje, zwłoki wyrzu­cane na ulice i do rzek, obozy kon­cen­tra­cyjne na sta­dio­nach, szwa­drony śmierci dzia­ła­jące w kraju i zagra­nicą, tajna poli­cja poli­tyczna DINA, tajne wię­zie­nia jak to w Colo­nia Digni­dad i willi Gri­maldi oraz na okrę­tach wojen­nych, tor­tu­ro­wa­nie dzieci, zabój­stwa na dzien­ni­ka­rzach, stu­den­tach, naukow­cach, arty­stach, związ­kow­cach, księ­żach i prze­by­wa­ją­cych na emi­gra­cji poli­ty­kach,
    pale­nie ksią­żek na uli­cach, ści­na­nie dłu­gich wło­sów u męż­czyzn i nisz­cze­nie spodni u kobiet

    łapówki od zagra­nicz­nych kon­cer­nów zbro­je­nio­wych, zyski z nie­le­gal­nego han­dlu bro­nią, tajne konta, oszu­stwa podat­kowe i pra­nie brud­nych pie­nię­dzy
    a do tego czer­pa­nie korzy­ści z han­dlu kokainą…

    oto donio­słe „doko­na­nia” Pinocheta

  12. Kamil z Akwinu pisze:

    Źli to zwy­kle byli ci lewi­cowi dyk­ta­to­rzy: Sta­lin, Hitler..
    Szcze­rze, z któ­rej strony bym nie patrzył to pra­wica powinna być normą, a lewica dewia­cją. Idąc za tokiem myśle­nia śp. Davilli. ;)

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*