Oscypek

W ostat­nich dniach stycz­nia, byłem w Zako­pa­nem świad­kiem akcji kon­tro­le­rów żyw­no­ścio­wych, któ­rzy po raz kolejny wydali wojnę góra­lom sprze­da­ją­cym oscypki, karząc ich wyso­kimi man­da­tami. Bez­po­śred­nim powo­dem kon­troli był powszechny brak, wyma­ga­nych przez prawo świa­dectw zdro­wot­nych, które – jak mi wyja­śnił jeden z kon­tro­le­rów – „chro­nią zdro­wie i życie kon­su­men­tów”.

Pań­stwo

Załóżmy, że pań­stwo ma dobry tytuł do tego, by nas strzec przed cho­ro­bami. W sys­te­mie powszech­nej, pań­stwo­wej i przy­mu­so­wej ochrony zdro­wia, w jakim żyjemy, jest to dzia­łal­ność cał­ko­wi­cie racjo­nalna. No, bo skoro pań­stwo pokrywa koszty mego lecze­nia, to ma także prawo chro­nić mnie przed cho­ro­bami. Inspek­to­rzy strzegą w ten spo­sób kasy Naro­do­wego Fun­du­szu Zdro­wia. Pro­blem w tym, że wie­dza na temat tego, co jest szko­dliwe, a co nie, nie pozwala jed­no­znacz­nie stwier­dzić, co czło­wie­kowi szko­dzi nie­wąt­pli­wie. Od lat toczą się na przy­kład spory o to, czy zdrow­sze jest masło, czy mar­ga­ryna; czy sól kuchenna szko­dzi; czy należy pić wino, albo jeść owoce morza itd. W wege­ta­riań­skich Indiach czy Taj­lan­dii śred­nia dłu­gość życia jest znacz­nie krót­sza niż w mię­so­żer­nych, Argen­ty­nie i USA. Zda­nia na tematy szko­dli­wo­ści czy poży­tecz­no­ści tego lub innego pro­duktu są podzie­lone i to nawet w czo­ło­wych śro­do­wi­skach nauko­wych, a prze­cież dobrze wiemy, że pol­skie do takich nie należą.
Gdyby nawet nie­wąt­pli­wie wie­dziano, że coś – np. alko­hol, tytoń czy boczek wie­przowy — jest z gruntu szko­dliwe, to prze­cież nie ma moż­li­wo­ści powstrzy­ma­nia czło­wieka przed ich kon­sump­cją, ani tym bar­dziej kon­tro­lo­wa­nia jej. Jeśli nawet zakaże się pro­duk­cji tych „tru­cizn”, to czło­wiek, krnąbrny z natury, sam je sobie wypro­du­kuje. Dla­tego, jak na razie, nikt nie wpadł na pomysł zaka­zu­jący pro­duk­cji papie­ro­sów, wódki czy innych ewi­dent­nie szko­dli­wych wyro­bów. Co wię­cej, coś co jed­nemu szko­dzi, dla dru­giego może być zba­wienne. Znam ludzi, któ­rzy się ciężko roz­cho­ro­wali na nerwy z chwilą, gdy prze­stali palić, znam też takich, któ­rzy piją alko­hol codzien­nie i są zdrowi. Nie ma jasnych kry­te­riów zdro­wia, dla­tego więk­szość z nas – jak pisał poeta — doce­nia je dopiero z chwilą „gdy się zepsuje”. Leka­rze ame­ry­kań­scy twier­dzą, że pra­wie 50 proc. osób zaprze­sta­ją­cych pale­nia papie­ro­sów, robi to ze stra­chu, a nie z roz­sądku. Sło­wem, ludzie nie tylko nie wie­dzą co im naprawę szko­dzi, ale wielu z nas uważa, że samo zdro­wie nie jest warun­kiem szczę­ścia, a brak tro­ski o zdro­wie powo­dem nie­szczę­ścia. Sam wolę soczy­stą golonkę z chrza­nem i gro­chem, niż owsiankę i kiełki soji.
Zły stan zdro­wia oby­wa­tela nie jest sam w sobie spo­łecz­nie szko­dliwy, a przy­naj­mniej, nie jest naj­bar­dziej szko­dliwy. Znamy ludzi zdro­wych, któ­rzy przy­no­szą temu naro­dowi znacz­nie wię­cej strat, niż nie­je­den chu­der­lak lub nawet inwa­lida. Ist­nieją bowiem dole­gli­wo­ści (głu­pota, nepo­tyzm, leni­stwo etc.), znacz­nie dla skarbu pań­stwa kosz­tow­niej­sze, któ­rych nawet nikt nie ściga. Wresz­cie, posia­da­nie zezwo­le­nia czy świa­dec­twa jako­ści samo w sobie nie gwa­ran­tuje wcale, że skon­su­mo­wa­nie cer­ty­fi­ko­wa­nego pro­duktu będzie cał­ko­wi­cie bez­pieczne. Dowo­dzi tego codzienna prak­tyka. Ostatni gło­śny przy­pa­dek, to odświe­ża­nie stę­chłych wędlin przez firmę Con­star, posia­da­jącą wszyst­kie moż­liwe licen­cje, zezwo­le­nia i pro­mesy. I prze­ciw­nie, jem nie­li­cen­cjo­no­wane oscypki już pra­wie pół wieku i nigdy z ich powodu nic złego mnie nie spo­tkało. I cho­ciaż można mieć zastrze­że­nia co do higieny nie­jed­nej owczarni, nie sły­sza­łem jesz­cze, żeby kto­kol­wiek się groź­nie zatruł góral­ską żętycą albo owczym serem!

Rynek

Więk­szo­ści powyż­szych zagro­żeń i kosz­tów można by unik­nąć sto­su­jąc roz­wią­za­nie, nazwijmy je: ryn­kowe. Na przy­kład, pozo­sta­wia­jąc decy­zję o tym co jeść, a czego nie kon­su­men­towi. Nie tylko decy­zję, także koszty jej pod­ję­cia. Jeśli ktoś jest nie­roz­tropny i lekce sobie waży moż­li­wość zatru­cia, będzie musiał za swoją nie­fra­so­bli­wość zapła­cić. Wie­dząc o tym, kon­su­ment, który kocha sery ma dwa wyj­ścia: albo zre­zy­gnuje z nie­bez­piecz­nych dla zdro­wia oscyp­ków na rzecz serów, które posia­dają lep­szą repu­ta­cję, albo zary­zy­kuje, licząc na to, że się nie zatruje, a w przy­padku zatru­cia, weź­mie pro­du­centa (sprze­dawcę) do sądu, nara­ża­jąc go na wyso­kie koszty odszko­do­wa­nia. Góral, który raz zapła­cił odszko­do­wa­nie, albo przy­naj­mniej wie, że zapła­cił je jakiś jego stryk czy krze­sny, pięć razy się zasta­nowi zanim złą jako­ścią swych wyro­bów narazi kon­su­men­tów na szwank. W ten spo­sób rynek budo­wał repu­ta­cję biz­ne­sów zanim powstały sane­pidy czy inne komi­sje kon­troli żyw­no­ści. W cza­sach kiedy powstała mar­ga­ryna, Coca Cola, guma do żucia, czy inne tego typu „podej­rzane” sub­stan­cje, nie było ani sane­pi­dów, ani inspek­cji, a mimo to ludzi nie wytruto. Rynek daje sobie dosko­nale radę z nie­rze­tel­nymi pro­du­cen­tami. Jeśli nie wyeli­mi­nują ich z niego sami kon­su­menci, zrobi to za nich kon­ku­ren­cja. Pań­stwo jest zby­tecz­nym pośred­ni­kiem, co wię­cej hamuje kon­ku­ren­cję, zwal­nia­jąc ludzi z odpo­wie­dzial­no­ści za wła­sne życie. Aby taki mecha­nizm odpo­wie­dzial­no­ści oso­bi­stej dzia­łał sku­tecz­nie, potrzebne są jed­nak sprawne i spra­wie­dliwe sądy. Wymiar spra­wie­dli­wo­ści, wymie­rza­jąc surowe kary na rzecz poszko­do­wa­nych, a nie pań­stwa, strzegłby nasze zdro­wie, a rów­no­cze­śnie kasę Naro­do­wego Fun­du­szu Zdro­wia, oszczę­dza­jąc przy oka­zji na kosz­tach dzia­ła­nia insty­tu­cji, które za pie­nią­dze podat­nika kon­tro­lują dziś stra­gany z oscypkami.

Socja­lizm

Dla­czego pań­stwo mimo wszystko nie wie­rzy w czło­wieka? Dla­czego wyrę­cza rynek? Czy urzęd­ni­kom naprawdę cho­dzi o zdro­wie narodu? Skądże znowu! Oni dobrze wie­dzą, że nikt tak nie zadba o nasze zdro­wie jak my sami. Czło­wiek instynk­tow­nie strzeże swego inte­resu znacz­nie lepiej niż robi to naj­bar­dziej opie­kuń­cze pań­stwo. Nie dość, że my byli­by­śmy zdrowsi, to na doda­tek pań­stwo nie musia­łoby pono­sić zby­tecz­nych kosz­tów całej tej inspek­cyj­nej hucpy. Wia­domo poza tym, że zepchnię­cie legal­nej dzia­łal­no­ści sero­war­skiej do pod­zie­mia, bo tym może się zakoń­czyć wojna z oscyp­kami, dopro­wa­dzi do pogor­sze­nia się ich jako­ści, może nawet kosz­tem naszego zdro­wia. Pań­stwa to jed­nak nie wzru­sza, bo pań­stwu i urzęd­ni­kom cho­dzi o wła­dzę. Oni z wła­dzy żyją. Oni żyją wła­dzą. Mają pen­sje i satys­fak­cję z tego, że mogą nami rzą­dzić. Uchwa­lają coraz to nowe prze­pisy, przy pomocy któ­rych uświa­da­miają nam, jacy jeste­śmy marni, źli, głupi i bez­na­dziejni. Poni­żają nas, upo­ka­rzają, a jed­no­cze­śnie oduczają samo­dziel­no­ści. Tym, co w pań­stwie opie­kuń­czym (czy­taj: socja­li­stycz­nym) drażni i szko­dzi naj­bar­dziej nie jest ani cen­tralne pla­no­wa­nie, ani redy­stry­bu­cja dochodu, ani nawet sze­roki mono­pol pań­stwa, lecz pogarda, z jaką to pań­stwo trak­tuje oby­wa­teli. Zasta­na­wia­jąca jest przy tym nie­kon­se­kwen­cja tego esta­bli­sh­mentu. Z jed­nej strony zabra­nia mi się jeść tego, co aku­rat lubię, z dru­giej zaś pozwala wybie­rać przed­sta­wi­cieli wła­dzy, któ­rzy rze­komo w moim imie­niu strzegą mnie przed moją głu­potą. Nie­kon­se­kwen­cja wła­dzy jest więc rażąca, no bo skoro zezwala mi się na wybór czło­wieka, który ma mną rzą­dzić, to prze­cież kwe­stio­no­wa­nie mojej zdol­no­ści wyboru w przy­padku pro­duk­tów kuli­nar­nych jest aber­ra­cją. Skoro nie potra­fię wybrać sobie jedze­nia, to w jesz­cze mniej­szym stop­niu jestem w sta­nie doko­nać wyboru czło­wieka, zwłasz­cza, że wybór sera czy innego pro­duktu żyw­no­ścio­wego obar­czony jest znacz­nie mniej­szym ryzy­kiem niż wybór czło­wieka z jego skom­pli­ko­waną oso­bo­wo­ścią, skłon­no­ściami czy innymi przy­wa­rami.
Dla Czy­tel­ni­ków „Nczasu” są to pew­nie sprawy jasne, jed­nakże więk­szość Pola­ków uważa, że tak ma być. Nawet za cenę rezy­gna­cji z oscyp­ków. Jed­nakże górale — naród dumny i wol­ność miłu­jący — tak łatwo się nie pod­da­dzą. W duchu więc na nich liczę…

Jan M. Fijor
„Nczas” 2006-02-13

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 12

  1. Adi pisze:

    To jest wszystko po to żeby pań­stwo mogło zaro­bić. Rząd bar­dzo nie lubi kiedy obraca się jego pie­niędzmi w sza­rej stre­fie, bez wie­dzy gdzie, kiedy i na co idą. Na oscyp­kach nie można zaro­bić w budże­cie i bar­dzo ciężko zmu­sić ludzi żeby pła­cili poda­tek od tych rze­czy. Ostat­nio roz­brzmiało po mediach, że pozwali do sądu nawet jakąś bab­cie w Augu­sto­wie za nie­le­galny han­del jajami na targu. Zapewne gdyby poka­zała, że ma zare­je­stro­waną dzia­łal­ność i odpro­wa­dza poda­tek to by się odcze­pili i nie zwra­cali uwagi, że to czy tamto jest „nie zdrowe”. Dowo­dzi to, że rzą­dowi nie cho­dzi o nasze zdro­wie tylko o kasę.
    Rzu­cili się na oscypki góral­skie tylko, dla­tego, że na ogół były wła­śnie sprze­da­wane bez pozwo­le­nia rządu i nume­rów iden­ty­fi­ka­cyj­nych tz. ze sa „nie lega­nie”.
    Podob­nie było, kiedy chcieli, żeby górale zamon­to­wali kasy fiskalne na saniach, które wożą tury­stów po górach. Tez absurd

  2. Duo pisze:

    Lecze­nie skut­kow to dobre dla dzien­ni­ka­rzy, aby pisac o oscyp­kach i innych non­sen­sach przez cale poko­le­nia. Jed­nak na poka­za­nie gdzie lezy przy­czyna tych absur­dow, nie­stac zadnego z nich. Nie stac bo do tego potrzebne jest gleb­sze mysle­nie, gleb­sza i inna edu­ka­cja i inne war­to­sci w naro­dzie jak i okre­sle­nie roli praw­dzi­wie wol­nego pan­stwa. No tak, ale kto wyja­sni na czym polega wol­nosc? Wszy­scy mysla, ze praw­dziwa wol­nosc i demo­kra­cja to wolne wybory, wol­nosc glo­so­wa­nia na wybra­nego przez sie­bie kan­dy­data. No i wybiora demo­kra­tyczna kupa wiek­szo­scia glo­sow takich kan­dy­da­tow jak Leper, Hamas, Kaczyn­ski, czy innych bar­dziej pra­wi­co­wych oby­wa­teli. A po kaz­dych wybo­rach orgia regu­la­cji i wyda­wa­nia pie­nie­dzy podatnika,samodestrukcja i dyk­ta­tura w mniej­szym lub w wiek­szym stop­niu. A gdzie pryn­cy­pia wol­no­sci w opar­ciu o Indy­wi­du­alne Prawa do zycia, do wol­no­sci i do daze­nia do szcze­scia, cho­cia­zby w postaci pro­duk­cji oscyp­kow, czy babci sprze­da­ja­cej jaja na rynku? Jezeli sie takich pod­sta­wo­wych zasad nie bedzie wyja­snialo, nie bedzie edu­ko­walo, to kraj bedzie posia­dal „tlu­sta” i nie­kon­czaca sie prase o oscyp­kach, o kasach fiskal­nych na goral­skich saniach i o bab­ci­nych jajach w Augustowie.

  3. DominoS pisze:

    zupel­nie przy­pad­kiem prze­czy­ta­lem komen­tarz pana/i Duo. Zupel­nie bez­za­sadne wydaje mi sie twier­dze­nie ze to „pra­wi­cowi” oby­wa­tele odpo­wie­dzialni sa za brak wol­no­sci.
    Zabra­klo spo­strze­ze­nia, ze to nie „pra­wi­cowi” Lep­per, czy Kaczyn­scy to wymy­slili… a „wol­no­sciowi” dzia­la­cze post-PZPR, KLD, UW, AWS i inni tacy… po pro­stu nie zadna pra­wica ale socja­li­sci. Wystar­czy zoba­czyc jakie par­tie aktyw­nie wspie­raly akce­sje do zwiazku socja­li­stycz­nych repu­blik europejskich…

    Byl­bym tez ostro­zny z pote­pia­niem dyk­ta­tury… zycie poka­zuje, ze w nie­jed­nej „dyk­ta­tu­rze” ludzie cie­sza sie znacz­nie wiek­sza wol­no­scia niz wielu demokracjach.

  4. Iwo pisze:

    W Pana argu­men­ta­cji zna­la­złem pewną nie­ści­słość.
    Powo­łuje się Pan na logiczną sprzecz­ność mię­dzy tym że czło­wiek ma prawo wybrać poli­tyka, lecz nie to co będzie jadł. Otóż to nie jest prawda! Poli­tyka wybiera nie kon­kretny oby­wa­tel, lecz więk­szość. Ja od lat gło­so­wa­łem na Janu­sza Kor­win Mikke i UPR, a więk­szość wybie­rała mi zupeł­nie innych wład­ców. Czy dobrze na tym wyszedłem?

    Można zało­żyć że więk­szość stała się więk­szo­ścią ponie­waż lepiej się odży­wia i mnoży od indy­wi­du­ali­stów. Z dru­giej strony więk­szość wcale nie odży­wiała się tak jak każą nam jej przed­sta­wi­ciele. Wyro­sła ona jedząc jaja od wła­snych kurek oraz mięso ze świnki wycho­wa­nej we wła­snym chlewiku !

    Rol­nicy dobrze wie­dzą że mleko wypro­du­ko­wane zgod­nie z obo­wią­zu­ją­cymi stan­dar­dami (silne środki dezyn­fek­cyjne oraz szyb­kie wychło­dze­nie zapo­bie­ga­jące wstęp­nemu prze­two­rze­niu mleka przez zawarte w nim natu­ralne enzymy) jest cięż­ko­strawne. Sami takiego mleka naj­czę­ściej pra­wie nie piją (uwaga — dzi­siaj rol­nicy to już nie większość).

    Więk­szość oczy­wi­ście nie rzą­dzi lecz jest wodzona za nos przez mniej­szość która potrafi oszu­kać ją za pomocą reklamy. Czy mistrzo­wie od reklamy oraz PR wie­dzą naj­le­piej co należy jeść? O ile wiem spo­ży­wają oni duże ilo­ści kawioru i szam­pana ale nie sły­sza­łem aby pro­pa­go­wali taką dietę. Mistrzo­wie od reklamy do decy­do­wa­nia o tym co mamy jeść zawsze wybie­rają mistrzów z innych dzie­dzin, byle tylko nale­żeli do ich ekipy!

    Pozdra­wiam i życzę koń­skiego zdro­wia aby dobrze zno­sić to co nam od lat pichcą.

    Iwo Grze­go­rzew­ski

    P.S.
    Jeżeli piszę o rekla­mie to dodam tro­chę reklamy.
    Moje strony inter­ne­towe to:
    http://www.eco.strony.pl
    http://www.zakrzewo.strony.pl

  5. Jan M. Fijor pisze:

    Nie cho­dzi o efekt, lecz o postawe. No bo skoro wolno mi wybie­rac poli­ty­kow, to dla­czego nie wolno mi wybie­rac pokarmu? Wiek­szosc jest obar­czona takim samym ble­dem czy ryzy­kiem, co jed­nostka. Uklony Jan M. Fijor

  6. Duo pisze:

    Panie Domino S. Z wpisu Pana wnio­skuje, iz jest Pan czlo­wie­kiem prag­ma­tycz­nym, a nie czlo­wie­kiem pryn­cy­pial­nym w podej­sciu do poli­tyki, a przeto i do gospo­darki, bo jaka poli­tyka taka i gospo­darka, cho­ciaz Pan tego nie wypo­wiada. Powie­dzial­bym nawet, ze jaka filo­zo­fia w naro­dzie swia­doma, czy pod­swia­doma, taka bedzie i poli­tyka. Pan­ska swia­doma filo­zo­fia taka jak Rura­rza, ktory lubi poslu­gi­wac sie wyswiech­ta­nym slo­ga­nem „nie wazne czy kot jest czarny czy bialy, byleby myszy lapal”. Nie­wa­zne czy dyk­ta­tura czy wol­nosc, wazne byleby w nich byloby nam dobrze. Z takim per­cep­cyj­nym podej­sciem do rze­czy­wi­sto­sci nie tylko sys­tem poli­tyczny, ale i oso­bi­ste zycie zawali sie wcze­sniej czy pozniej falami Domina. Nie zna­czy to wcale, iz jest Pan zlym czlo­wie­kiem. Jest Pan jedy­nie nie­prak­tycz­nym. Czas z per­cep­cyj­nych na kon­cep­cyjne poziomy sie wzno­sic. Czas na nawi­go­wa­nie z kom­pa­sem i mapa, a nie na oslep, na wyczu­cie, ser­cem i duchem, co nas pro­wa­dzi z jed­nej mie­li­zny na druga. Czas na nawi­go­wa­nie z przy­za­dami, a wtedy szanse na odkry­cie Ame­ryki. Oscyp­kami i jajami mozem odkryc jedy­nie nowy labi­rynt plyt­kiego folk­loru. Tak nam dopo­moz Bog

  7. Duo pisze:

    A mnie sie wydaje, ze caly ten Naj­wyz­szy Czas sie reor­ga­ni­zuje, ide­ali­zuje, filo­zo­fuje, kapi­ta­li­zuje, zmie­nia meta­fi­zyke zaswia­tow na ziem­ska, juz sie nie kon­ser­wuje tzn. nie kisi sie jak coroczny ogo­rek czy kapu­sta i sie nie hedo­ni­zuje, o co padaly podej­rze­nia glow­nie na Sz.P. Kor­wina, ktory tez sie i nie umar­twia, jak swiety nawiedzony,jak matka T. czyli pro­wa­dzi zycie zdrowo sta­pa­ja­cego po grun­cie i nala­do­wa­nego testo­ste­ro­nem, bytu i stad cala ta poli­tyczna zazdrosc, cynizm i nihi­lizm dia­lek­tycz­nych \„logi­kow\” hi hi hi… Nczas sie nie humia­ni­ta­ry­zuje, bo od zaran byl ludzki. Nczas glow­kuje jak przy­stalo na epi­ste­mo­lo­gow, nie freu­duje, jak przy­stalo na kogni­tyw­ni­kow, nie pije nie pali i dla­tego nie ma lewi­co­wych robali. No moze sobie i pije i pali ale z nale­znym umia­rem. I chyba Sza­nowny Pan Rumian mial racje jezeli cho­dzi o autora P. Fijora, kto­rego po stylu pisa­nia i tem­pe­ra­men­cie mozna podej­rze­wac, iz zazywa psz­czele mleczko — ze \” pobzy­kac to on sobie pobzyka, ale zadelka to on juz nie zapu­sci\”. Niech wiec sza­nowny autor i publi­cy­sta zaspiewa sobie: Pojde na Stare Mia­sto, nie bylem tam od wczo­raj, nie mogl­bym w nocy zasnac, gdy­bym nie poszedl tam i nie zjadl sobie oscypka do butelki por­tera u Fukera. Ze tez mnie tutaj przy­nio­slo na ten Fok­sal. Z Pozdro­wie­niami i szcze­rymi Zycze­niami, aby Wasze wasy piastowsko-walesowskie nigdy nie dosie­galy tale­rzy tlu­stych zup. Niech sie wasy zle­piaja gora­cym patrio­ty­zmem, a nie nie­orga­nicz­nym i ska­zo­nym pesty­cy­dami tlusz­czem. Gdzie te czasy kiedy Natura dawala nam wszystko; jedze­nie, picie, odzie­nie, plo­dze­nie, kadze­nie, beka­nie piard­nie­cie i zycie az po dluga i siwa brode do samej ziemi w wieku doko­na­nia zywota az trzy­dzie­stu lat. Ogorka tak dlugo nie zakon­ser­wu­jesz, jak zywota. Tak nam dopo­moz Bog. Duo

  8. Marek pisze:

    Coz ja tutaj milego widze. Fry­de­ryk Bastiat, kto­rego tom ja na wla­sna reke odkryl juz jakie 25 lat temu, w sta­rym anty­kwa­ria­cie na N. Swie­cie. Kon­kretny i prak­tyczny eko­no­mi­sta wol­no­ryn­ko­wiec– lese­fe­rzy­sta (nie mylic z Lepe­rem afe­rzy­sta). Takich edu­ka­to­row nam trzeba, taka wla­snie lek­ture tak w lice­ach jak i na stu­diach. Szkoda, ze w tak mlo­dym wieku zmarl, bo moglby nam osta­wic jesz­cze wiek­sza spu­sci­zne jak kie­ro­wac eko­no­mia. Ale aby kie­ro­wac zdrowa eko­no­mia to trza miec odpo­wied­nia poli­tyke. Ale z czego sie bie­rze tak wla­sci­wie dobra poli­tyka, czy dobrzy poli­tycy? Ano bie­rze sie taka, czy tacy z woli narodu. Jed­nak jak narod ma mie­szane war­to­sci, mie­szane moralne prze­slanki, to wycho­dzi z tego jak tera widac wyra­znie, maslo maslane.
    Ale jak sie narod dowar­to­wo­sciuje, zma­drzeje, zro­zu­mie, ze bez mysle­nia i pracy szmalu nie bedzie, jak row­niez szmalu nie przy­be­dzie gdy go urzad finan­sowy podat­kami za du.…pe wezmie, tary­fami sie oby­wa­tela oblozy czy infla­cja — to wtedy i Bastiat moze bedzie mial bar­dziej zaszczytne miej­sce w naro­do­wej naro­do­wej lite­ra­tu­rze, albo ta Rand od Atlasu Zbun­to­wa­nego i Zro­dla. Wtedy mysle­nie ser­cem nie bedzie glo­ry­fi­ko­wane, jak tylko szkielko medrca, rozu­mem nazwane. Serce, a i owszem i na nie je miej­sce, jed­nak nie zastapi rozumu, bo natu­ral­nego porzadku swiata nie da sie zmie­nic, nie da sie przy­czyne skut­kiem zamie­nic, bo takich cudow nigdy nie bylo i nigdy nie bedzie, chyba ze jeno w cho­rej wyobra­zni, jak u czer­wo­nego jene­rala. Tak nam dopo­moz Bog — tworca owego, Natu­ral­nego Porzadku swiata i wszechswiata.

  9. Hubert Pietruszewski pisze:

    A ja bym jed­nak wle­pił góra­lom te man­daty. Nie za higienę, oczy­wi­ście, ale za to, że je robią z kro­wiego mleka. Kie­dyś w przy­pły­wie dobrego humoru pozwę jakąź gaź­dzinę za oszustwo.

  10. Jan M. Fijor pisze:

    Oj, nie­spra­wie­dli­wie. Primo, owczego mleka nie ma caly rok. Secundo, xaw­sze szcz­srze mowia, ze jest to oscy­pel krowi, albo owczo-krowi. Gorale sa OK. Pozdra­wiam z Zako­pa­nego Jan M. Fijor

  11. x pisze:

    I sad to udo­wodni, ze gorale to inny rodzaj Polaka, bo uczciwi, praw­do­mowni, szcze­rze prze­strze­ga­jacy 10 cioro przy­ka­zan. Nie posia­daja dubel­to­wych stan­dar­tow moral­nych jak reszta Pola­kow. Ojciec Hejno nie pocho­dzil z gor, co mu sie przypisuje.

  12. Jan M. Fijor pisze:

    Pod wie­loma wzglę­dami radzą sobie z życiem i sobą lepiej niż inne regiony kraju. Na oby­czyź­nie tym bar­dziej. Jan Slota (Cle­ve­land)- nie goral

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts