Paradoksy

Mniej wię­cej 160 lat temu, fran­cu­ski eko­no­mi­sta i poli­tyk, Fre­de­ric Bastiat zwró­cił uwagę na to, że „w eko­no­mii każdy czyn, zwy­czaj, prawo lub insty­tu­cja nie pociąga zwy­kle jed­nego, a wiele następstw. Z nich jedne są natych­mia­stowe – te widać, inne poja­wiają się stop­niowo – tych nie widać. Dobrze, jeśli możemy je przewidzieć.”

Mimo tak znacz­nego upływu czasu, do pol­skich poli­ty­ków prawda ta wciąż nie dotarła. Świad­czy o tym cho­ciażby entu­zja­styczna jed­no­myśl­ność w kwe­stii tzw. poli­tyki pro­ro­dzin­nej, któ­rej prze­ja­wem było uchwa­lona wła­śnie ustawa o ulgach podat­ko­wych dla rodzin posia­da­ją­cych na utrzy­ma­niu dzieci.

Brak woli bożej

Ulga ma na celu poprawę sytu­acji mate­rial­nej pol­skich rodzin, a pośred­nio zwięk­sze­nie ich dziet­no­ści. Zda­niem poli­ty­ków Polki nie chcą rodzić dzieci, nie będzie więc komu w przy­szło­ści finan­so­wać rent i eme­ry­tur. Rząd musi inter­we­nio­wać, gdyż w prze­ciw­nym razie już wkrótce gangi wygłod­nia­łych i bez­dom­nych eme­ry­tów, zasko­czo­nych swoją sta­ro­ścią, opa­no­wać mogą cen­tra pol­skich miast w poszu­ki­wa­niu strawy i nory na noc­leg. Zamiast więc sys­tem eme­ry­talny spry­wa­ty­zo­wać, wpro­wa­dza­jąc jed­no­cze­śnie kon­ku­ren­cję dla Zakładu Ubez­pie­czeń Spo­łecz­nych, rząd wziął się za pro­kre­ację. Para­doks polega na tym, że mło­dzi Polacy, któ­rzy wyje­chali za pracą i lep­szym życiem do Zjed­no­czo­nego Kró­le­stwa roz­mna­żają się tam licz­nie i z roz­ko­szą. Czy zniżka pro­ro­dzinna zre­kom­pen­suje mło­dym Pola­kom brak per­spek­tyw zawo­do­wych, nie­do­statki służby zdro­wia, brak sza­cunku dla oby­wa­tela, fatalne drogi, obstruk­cję biu­ro­kra­tyczną, niskie płace, wyso­kie podatki i parę innych man­ka­men­tów, wsku­tek któ­rych prze­stali rze­komo czuć wolę bożą?
Kto komu pomaga

Nie trzeba być eko­no­mi­stą, żeby wie­dzieć, że każdy usta­wowy wyda­tek musi być w jakiś spo­sób sfi­nan­so­wany. Przy­zna­nie gru­pie Pola­ków ulgi podat­ko­wej ozna­cza tym samym, że ludzie ci zapłacą mniej podatku, niż by zapła­cili, gdyby ulgi nie było. Powsta­nie luka budże­towa, którą ktoś musi wypeł­nić. Sza­cuje się, że kosz­to­wać ona będzie ok. 6 miliar­dów zło­tych rocz­nie. Ponie­waż wpro­wa­dze­nie ulgi nie zostało uza­leż­nione od zmniej­sze­nia wydat­ków budże­to­wych, o te 6 miliar­dów zło­tych mniej w postaci podat­ków otrzyma (zabie­rze nam) budżet pań­stwa w przy­szłym roku. Jedni na tym zyskają, inni stracą…
Komu wspo­mniana ulga podat­kowe pomoże? Naj­wię­cej tym, które mają dużo dzieci i płacą wyż­sze podatki. Jed­nakże rodziny pła­cące wyż­sze podatki to rodziny o wyż­szych docho­dach. Tym­cza­sem więk­szość rodzin, które mają pro­blemy mate­rialne z utrzy­ma­niem dzieci podatku docho­do­wego nie płaci — zara­biają na to za mało. One nie otrzy­mają pomocy w postaci ulgi pro­ro­dzin­nej. Mamy więc do czy­nie­nia z para­dok­sem: pod pozo­rem pomocy bied­nym, któ­rych jest w Pol­sce ok. 40 pro­cent, pań­stwo pomaga dobrze upo­sa­żo­nym, któ­rych jest od 15 – 20 pro­cent. To nie koniec para­dok­sów.
Wia­domo skąd­inąd, że 10 pro­cent naj­bo­gat­szych Pola­ków płaci pra­wie połowę wszyst­kich podat­ków. Można więc domnie­my­wać, że adre­saci nowego pro­gramu pro­ro­dzin­nego będą w znacz­nym stop­niu rów­no­cze­śnie pro­gram ten finan­so­wać. Pośród dobrze upo­sa­żo­nych Pola­ków bli­sko połowę sta­no­wią tzw. yup­pies czyli mło­dzi pro­fe­sjo­na­li­ści. Ludzie ci odkła­dają zwy­kle decy­zję o posia­da­niu dzieci na lata póź­niej­sze. Na pewno więc znaj­dzie się pośród nich znaczna ilość mał­żeństw bez­dziet­nych. To na nich spad­nie odpo­wie­dzial­ność za tych, któ­rzy zdą­żyli mieć już dzieci. Mogą więc dojść do wnio­sku, że w Pol­sce mło­dych ludzi opo­dat­ko­wuje się zbyt surowo i wyjadą uro­dzić dzieci do Irlan­dii lub Wiel­kiej Bry­ta­nii.
Opty­mi­stycz­nie można jed­nak zało­żyć, że zasad­ni­czą grupą fun­da­to­rów ulgi pro­ro­dzin­nej sta­no­wić będą osoby star­sze, nie posia­da­jące dzieci na utrzy­ma­niu. Tego spo­dzie­wają się usta­wo­dawcy, two­rząc przy­wi­lej dla tych, któ­rzy mają dzieci, karząc zaś tych, któ­rzy ich nie mają. I tu poja­wia się następny para­doks, bo prze­cież ludzie starsi, zwłasz­cza ren­ci­ści i eme­ryci, sta­no­wiący 25 pro­cent narodu, to jesz­cze od cza­sów PRL tra­dy­cyjni adre­saci pomocy spo­łecz­nej. Jeśli nawet ich nędza jest ilu­zją, to tym gorzej, bo prze­cież nie ma sensu uru­cha­mia­nie machiny redy­stry­bu­cji, wspie­ra­ją­cej ludzi, któ­rzy pomocy nie potrze­bują. Nb. w rękach 25 pro­cent naj­star­szych Pola­ków znaj­duje się ok. 70 pro­cent całego majątku wszyst­kich Pola­ków. Mógł­bym się zgo­dzić na taką redy­stry­bu­cję pod warun­kiem wstrzy­ma­nia pomocy dla osób star­szych, ale prze­cież coś takiego jest nie do pomyślenia.

Misz­masz

Jeśli więc ktoś myśli, że redy­stry­bu­cja polega na zabie­ra­niu boga­tym a dawa­niu bied­nym to jest w błę­dzie. Jeśli przez pomyłkę uda się jakie­muś bie­da­kowi odnieść z niej korzyść, to w porów­na­niu do roz­mia­rów całego trans­feru jest to zwy­kle pikuś. Ulgę paro­ro­dzinną sfi­nan­sują w dużym stop­niu jej adre­saci, a także eme­ryci i ren­ci­ści, któ­rzy są rów­no­cze­śnie adre­sa­tami ok. 40 pro­cent cało­ści innych form „pomocy” udzie­la­nej przez rząd. To zresztą żadna nowość. Na tym polega redy­stry­bu­cja dochodu – zabiera się naj­słab­szym, bo tym zabrać można i daje naj­sil­niej­szym, któ­rzy potra­fią o swoje inte­resy wal­czyć. Koszty trans­feru od jed­nych do dru­gich pono­szą wszy­scy. W wyniku redy­stry­bu­cji majątku nie przy­bywa, lecz ubywa, a jedy­nymi praw­dzi­wymi bene­fi­cjan­tami — zarówno ulgi pro­ro­dzin­nej, jak i wszyst­kich innych form redy­stry­bu­cji — jest biu­ro­kra­cja, która ma dzięki temu sta­no­wi­ska, przy­wi­leje, poczu­cie misji i wiele innych korzy­ści. Naj­gor­sze jest jed­nak to, że w całym tym zamie­sza­niu zwią­za­nym z trans­fe­ro­wa­niem majątku, Polacy tracą realną per­spek­tywę i zło­czyń­ców trak­tują jak dobro­czyń­ców. A prze­cież już 160 lat temu Fre­de­ric Bastiat tak gorąco nama­wiał, by przyj­rzeć się zwłasz­cza temu, czego nie widać.
Jan M. Fijor
„Nczas” 2007-09-18

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 3

  1. Jarek Andrzejewski pisze:

    Kom­plet­nie się nie zga­dzam. Obni­że­nie podat­ków — nawet jeśli doty­czy tylko pew­nej grupy — jest kro­kiem w dobrą stronę. Owszem, być może wydatki się nie zmniej­szą, a zwięk­szy defi­cyt. Ale czy nie mógłby się tak samo zwięk­szyć, gdyby PIT nie obni­żono? Gdy­bym miał wybór: zosta­wiamy PIT, jak jest i obni­żamy VAT do 15 i 5% — to OK, wolał­bym to, ale czy ktoś nam daje wybór? A czy jest Pan rów­nież prze­ciwko likwi­da­cji PIT dla przed­się­bior­ców postu­lo­wa­nej przez (L/U)PR? Prze­cież też wtedy naj­ubożsi wspie­ra­liby „pry­wa­cia­rzy”, czyż nie?

  2. Jan M Fijor pisze:

    Przy nie­zmie­nio­nych wydat­kach zmniej­sze­nie podat­kow jest wylacz­nie redy­stry­bu­cja. Ozna­cza mani­pu­lo­wa­nie: jedni placa wie­cej inni mniej. Nie o to chodzi.Co innego znie­sie­nie PIT. Koszty poboru PIT sa mniej wie­cej rowne wiel­ko­sci poboru. Poza tym wszyst­kim spadna koszty ksie­gowe, a to czy­sty zysk. Jestem jak naj­bar­dziej za! W ogole uwa­zam podatki za ciezka traume dla gospo­darki i oby­wa­teli, ale jestem we tym odosob­niony.
    Uklony
    Jan M Fijor

  3. Witold Dopierała pisze:

    Cóż tu dodać, zga­dzam się z zacnym auto­rem co do joty. Oby te prze­my­śle­nia wcie­lić w życie.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*