Pod ścianą

Tzw. bez­płatna, fun­do­wana z pie­nię­dzy podat­nika i opła­cana przez rząd służba zdro­wia, jest roz­wią­za­niem atrak­cyj­nym dla poli­ty­ków. Pacjen­tom nie wycho­dzi jed­nak na zdro­wie. Mil­ton Friedman

Koali­cja wrogów

Obecny kry­zys w służ­bie zdro­wia uświa­da­mia nam, jak absur­dalny i chory jest pol­ski sys­tem opieki zdro­wot­nej. Oto na oczach tych, któ­rzy za ten sys­tem płacą, któ­rym on de facto ma słu­żyć, ukła­dają się wro­gie nam strony, igno­ru­jące nie­mal zupeł­nie nasz inte­res.
Rząd zamiast chro­nić inte­res pacjen­tów, czyli tych, któ­rzy go utrzy­mują, godząc się na warunki leka­rzy i pie­lę­gnia­rek, dba wyłącz­nie o wła­sny spo­kój. Robi tak z pre­me­dy­ta­cją. O ile bowiem per­so­nel medyczny sta­nowi jakieś zagro­że­nie dla aktu­al­nej wła­dzy, o tyle 38 milio­nów nie­zor­ga­ni­zo­wa­nych pacjen­tów nie sta­nowi siły, która mogłaby w rząd ugo­dzić. Pre­mier Kaczyń­ski nie zająk­nął się nawet w spra­wie ewen­tu­al­nych korzy­ści, jakie mieć będzie pacjent z pod­wy­żek upo­sa­żeń dla per­so­nelu medycz­nego. Ten ostatni, ustami dr Krzysz­tofa Bukiela, mówił coś o koniecz­no­ści reform sys­temu, kiedy jed­nak zapach­niało mamoną, jego glos zamilkł, bądź został wyci­szony.
O ile leka­rzy i pie­lę­gniarki można zro­zu­mieć, bo w końcu dbają o sie­bie, o tyle rząd jest prze­cież naszym agen­tem w spo­rze i powi­nien nas chro­nić. Jak? Cho­ciażby poprzez wpro­wa­dze­nie mecha­ni­zmów ryn­ko­wych (kon­ku­ren­cji, prawa wyboru, odpo­wie­dzial­no­ści), bez któ­rych lekarz nie będzie pra­co­wać na rzecz pacjenta, a ten ostatni nie będzie mógł się doma­gać nale­ży­tej usługi w zamian za swoje ciężko zaro­bione pie­nią­dze. W warun­kach ryn­ko­wych, jak nam to uświa­da­mia Adam Smith, gdyby nawet leka­rze nie chcieli, to muszą się o pacjen­tów sta­rać, bo w prze­ciw­nym razie ci ostatni poślą ich na przy­mu­sową głodówkę.

Cho­roba

Pomi­jają powszech­nie znane bolączki kra­jo­wej służby zdro­wia, naj­więk­szym jej man­ka­men­tem jest brak zależ­no­ści mię­dzy wysił­kiem a efek­tem. Jest to sku­tek pozo­sta­wie­nia zarzą­dza­nia opieką zdro­wotną w rękach poli­ty­ków. Zamiast pod­dać ją mecha­ni­zmom ryn­ko­wym, tak jak to się dzieje z innymi usłu­gami czy pro­duk­tami, wmó­wiono nam, że opieka zdro­wotna nie może być towa­rem. Wsku­tek braku mecha­ni­zmów ryn­ko­wych, brak jest więzi mię­dzy leka­rzem a pacjen­tem, osła­biona zostaje kon­ku­ren­cja mię­dzy pra­cow­ni­kami i insty­tu­cjami służby zdro­wia, nie ma mecha­ni­zmu gwa­ran­tu­ją­cego dba­łość o pacjenta, nie ma kon­troli nad wydat­kami, utwo­rzono kosz­towną biu­ro­kra­cję z ele­men­tami korup­cji, dopro­wa­dza­jąc przy tym do gigan­tycz­nego mar­no­traw­stwa.
Nie­prawdą jest, że niskie zarobki per­so­nelu medycz­nego wyni­kają wyłącz­nie z braku fun­du­szy. Ich powo­dem jest przede wszyst­kim niska efek­tyw­ność zarzą­dza­nia, mono­pol pań­stwa i ich kon­se­kwen­cja, czyli mar­no­traw­stwo. Nie jeste­śmy pod tym wzglę­dem wyjąt­kiem. O podob­nych zja­wi­skach pisze m.in. John C. Good­man w książce Lives at risk( ukaże się w księ­gar­niach jesie­nią b.r), który pod­dał ana­li­zie sys­temy „naro­do­wej opieki zdro­wot­nej” Kanady, Nowej Zelan­dii i Wiel­kiej Bry­ta­nii.
Stra­szy się nas, ale także innych oby­wa­teli Unii, Kana­dyj­czy­ków, Austra­lij­czy­ków itp. że bez „pomocy” pań­stwa sko­namy w bole­ściach, albo umrzemy w mło­dym wieku. Tym­cza­sem nie ma powodu, dla któ­rego ryn­kowa reforma służby zdro­wia, pole­ga­jąca na jej mak­sy­mal­nej pry­wa­ty­za­cji, nie mogłaby się bez uszczerbku dla pacjen­tów odbyć. Co wię­cej, bez takiej reformy nie doj­dzie ani do poprawy jako­ści pracy służby zdro­wia, ani do wpro­wa­dze­nia kon­ku­ren­cji gwa­ran­tu­ją­cej pacjen­towi naj­wyż­szą jakość ser­wisu.
Ryn­kowa służba zdro­wia jest nie tylko tań­sza, ale i bez­piecz­niej­sza. Dowo­dzi tego przy­kład Sta­nów Zjed­no­czo­nych, gdzie mimo sil­nych cią­got w stronę uspo­łecz­nie­nia służby zdro­wia, domi­nują wciąż mecha­ni­zmy ryn­kowe. Z badań prze­pro­wa­dzo­nych przez Natio­nal Cen­ter for Policy Ana­ly­sis (NCPA) wynika, że prze­ciętny Ame­ry­ka­nin wydaje na swoje zdro­wie mniej niż sta­ty­styczny Kana­dyj­czyk czy Nowo­ze­land­czyk, Nie­miec czy Szwed i nie­wiele wię­cej niż …Polak. Przy wyż­szej zacho­ro­wal­no­ści oby­wa­teli, dobrze leczeni Ame­ry­ka­nie umie­rają póź­niej. Do leka­rzy nie ma kole­jek, panuje silna kon­ku­ren­cja i sprawne mecha­ni­zmy eli­mi­na­cji przy­pad­ków nega­tyw­nych. Uspo­łecz­niona służba zdro­wia Wiel­kiej Bry­ta­nii czy Kanady nie zdo­łała też obni­żyć wydat­ków na lekar­stwa, które w wymie­nio­nych kra­jach są wyż­sze, niż w dro­gich i pry­wat­nych Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Lep­sza sku­tecz­ność ame­ry­kań­skiej służby zdro­wia umoż­li­wia nie tylko korzy­sta­nie z nowo­cze­snych metod dia­gno­stycz­nych i tera­peu­tycz­nych, stać ją ponadto na bada­nia naukowe.
Kry­tyka ame­ry­kań­skiej dro­ży­zny w służ­bie zdro­wia, któ­rej w kra­jach o „bez­płat­nej służ­bie zdro­wia” nie bra­kuje, jest z jed­nej strony mitem, rzu­ca­nym przez poli­ty­ków na żer motło­chowi z tych kra­jów, z dru­giej zaś, rezul­ta­tem inge­ren­cji pań­stwa w pro­ces lecze­nia, czę­ścio­wej nacjo­na­li­za­cji opieki medycz­nej, i ten­den­cjom do jej upań­stwa­wia­nia. NCPA sza­cuje, że gdyby uwol­nić służbę zdro­wia od kosz­tow­nych i uciąż­li­wych ogra­ni­czeń (czy przy­mu­sów) narzu­ca­nych na nią przez usta­wo­daw­ców, koszty ame­ry­kań­skiej opieki medycz­nej ule­głyby obni­że­niu od 30 do 50 pro­cent. Podob­nie byłoby w Pol­sce. Nawet byśmy tych ostat­nich pod­wy­żek nie zauważyli.

Lekar­stwo

Dla­czego, mimo ewi­dent­nych korzy­ści, poli­tycy tak nie­chęt­nie się­gają po mecha­ni­zmy ryn­kowe i kon­ku­ren­cję z służ­bie zdro­wia?
Jedy­nym powo­dem jest ego­istyczny, albo krót­ko­wzroczny inte­res grup poli­tycz­nych, kie­ru­ją­cych admi­ni­stra­cją służby zdro­wia. Aby uza­sad­nić swoje sta­no­wi­ska i wyso­kie gaże, stra­szą nas wła­śnie per­spek­tywą śmierci w przy­tułku i braku środ­ków na opiekę medyczną. Trudno się temu dzi­wić, skoro zdez­o­rien­to­wany naród godzi się na „bez­płatna służbę zdro­wia”, uwa­ża­jąc, że nie ma lep­szej alter­na­tywy. Jeśli nawet trafi się uczciwy poli­tyk, jak prof. Religa, to prze­waż­nie brak mu wie­dzy eko­no­micz­nej, a zwłasz­cza zna­jo­mo­ści dobrych zagra­nicz­nych roz­wią­zań. Bo i skąd miałby ją czer­pać? Poli­tycy mówią tylko to, co chcą powie­dzieć, a rynek mówić nie umie.
Wróćmy zatem do Pol­ski.
Leka­rze i pie­lę­gniarki dostaną pod­wyżki, zapła­cimy za lecze­nie wię­cej, i co dalej? Co spo­wo­duje, ze leka­rze za wyż­szą pen­sję zli­kwi­dują kolejki? Albo biu­ro­kra­cję? Może przy­być tro­chę spe­cja­li­stów, ale naj­wcze­śniej za 5 – 10 lat. Nie znik­nie biu­ro­kra­cja. Pre­sja na wyda­wa­nie pie­nię­dzy nie usta­nie. Nie znik­nie więc i mar­no­traw­stwo. Leka­rze będą nas leczyć tak samo, jak dzi­siaj, tyle że za wyż­sze pen­sje. Pod­wyżka nie stwo­rzy prze­cież mecha­ni­zmu ich roz­li­cza­nia. Służba zdro­wia jest w sta­nie wydać na „cał­kiem uza­sad­nione potrzeby” nawet i całe PKB. Wzrost wydat­ków, bez kon­ku­ren­cji i odpo­wie­dzial­no­ści finan­so­wej za to, co się robi, nie wpły­nie na poprawę sytu­acji. Tak się dzieje nawet w Kana­dzie, w Wiel­kiej Bry­ta­nii czy Nowej Zelan­dii, że wymie­nię tylko naj­lep­sze sys­temy publicz­nej opieki zdro­wot­nej na świe­cie.
Reformy nie są łatwe, o czym świad­czy przy­kład wymie­nio­nych kra­jów. Nigdzie poli­tycy nie chcą ryzy­ko­wać utraty swo­ich posad i przy­wi­le­jów. W Pol­sce jest jed­nak ina­czej. Doszli­śmy już bowiem pod ścianę, gorzej być nie może. Zde­spe­ro­wani ludzie mogą więc zary­zy­ko­wać. Tak jak w 15 lat temu ryzy­ko­wali reformy ryn­kowe w han­dlu, reformę walu­tową, ban­kową, eme­ry­talną i kilka innych dzia­łań tyleż bole­snych, co ryzy­kow­nych i uciąż­li­wych. Dla poli­ty­ków też coś dobrego się znaj­dzie. Tym, któ­rzy odważą się zre­zy­gno­wać ze swych par­ty­ku­lar­nych inte­re­sów i poprą reformy przy­paść może w nagrodę tytuł Męża Stanu. To bar­dzo cenne tro­feum, któ­rego w tym kraju brak jest jak na lekarstwo.

Jan M. Fijor
„Nczas” 2007-06-29

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 5

  1. Sławomir Staszak pisze:

    O co wal­czy OZZL?
    http://www.trygon.pl/messages.php?mid=17

  2. blablak pisze:

    Pro­blem w tym, że gawiedź popiera straj­ku­ją­cych, a przy cho­rej służ­bie(?) zdro­wia jak tu wyle­czyć idio­tów. Idioci myślą, że za wszystko płacą kosmici.

  3. Nataniel pisze:

    Moja kole­zanka wyjez­dza­jac z USA, na stare smieci do Pol­ski, oplu­wala sys­tem hame­ry­kan­skiej slu­zby zdro­wia, czy raczej uslug medycz­nych. Kobieta po dwoch fakul­te­tach na KUL-u zia­lala ogniem na ame­ry­kan­ski sys­tem poli­tyczny i medyczny, a nawet stwier­dzala, ze w Pol­sce wszystko jest lep­sze i zdrow­sze wlacz­nie z poli­tyka, san­da­czami, wego­rzami, dor­szami. Wolo­wina jak i wie­przo­wina lepiej tam rze­komo sma­kuja, jako ze w Hame­ryce wszystko je sztuczne. Wiec jak to jest w tej Pol­sz­czej, ktora jesz­cze nie tak dawno autor Jan Fijor ogrom­nie zachwa­lal, ole­wa­jac Hame­ryke tak sta­ral sie roz­ni­co­wac z Ame­ryka, ktora to Ame­ryka miala pasc na przy­slo­wiowy Pysk, jak auto­ry­ta­tyw­nie stwier­dzala, ta moja kole­zenka KUL-owska i Jacek Nie­zy­chow­ski. Pan Bog nie­ry­chliwy, ale spra­wie­dliwy, czy moze Prawo Przy­czyny i Skutku nie­ry­chliwe, ale spra­wie­dliwe, jak sie nawet prze­ko­nal o sile tego prawa nie­jaki Ojciec Hejno.….

  4. Nataniel pisze:

    Co sie na tym hame­ry­kan­skim rynku w eko­momi dzieje. Prze­cie to nie­nor­mal­nosc, zeby za tego glu­piego Busha tak rynek papie­row war­to­scio­wych sza­lal. Wystar­czy zain­we­sto­wac pra­wie na slepo: na RBN, NHY. SSW, WBD, CAE UNF, GSH, CIR, MCD, MSM, EDU, czy AME. Pie­nia­dze w Hame­ryce leza na ulicy. Trzeba li tylko inte­lek­tu­al­nego wysilku, aby je zbie­rac. Zyjemy w cza­sach, a jakich sie naszym przod­kom nie marzylo.……

  5. Jan M. Fijor pisze:

    Drogi Panie Marku, zwra­cam uwage, ze gielda w Zim­ba­bwe przy­nio­sla w 2006 roku az ok. ok. 27000 pro­cent zysku. W Pol­sce ren­tow­nosc indek­sow jest 2 – 3 razy wyzsza niz w USA. Czemu pan juz nie pisze za takim entu­zja­zmem o rynku nie­ru­cho­mo­sci, a dola­rze? Ja nadal uwa­zam, ze jesli USA nie z ieni kursu, to gospo­darka podazy droga Zim­ba­bwe. Ubo­le­wam nad tym, bo kocham kraj Jef­fer­sona, Madi­sona i paru innych madrych ludzi, o kto­rych pan zapo­mina. Pozdra­wiam Jan M Fijor

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*