Polska cechowa

Znacz­nie waż­niej­szym od pyta­nia, czy Kazi­mierz Mar­cin­kie­wicz może zostać pre­ze­sem PKO BP, bez wyma­ga­nych usta­wowo upraw­nień, jest pyta­nie: czy posia­da­nie usta­wo­wych upraw­nień zawo­do­wych jest gwa­ran­cją suk­cesu gospo­dar­czego?

Absur­dalne wymagania

Wedle obo­wią­zu­ją­cego w Pol­sce restryk­cyj­nego prawa o licen­cjo­no­wa­niu, dzia­ła­ją­cego na wzór śre­dnio­wiecz­nego prawa cecho­wego, Tade­usz Boy Żeleń­ski nie mógłby pra­co­wać jako tłu­macz przy­się­gły z fran­cu­skiego, Peter Druc­ker zaś jako spe­cja­li­sta od zarzą­dza­nia. Licen­cjo­no­wa­nym deale­rem od papie­rów war­to­ścio­wych nie byłby legen­darny inwe­stor gieł­dowy, War­ren Buf­fett, który przez dłu­gie lata inwe­sto­wał cudze pie­nią­dze nie posia­da­jąc na to licen­cji zawo­do­wej. Wymo­gów pol­skiego prawa ban­ko­wego nie speł­ni­liby ani John Pier­pont Mor­gan, ani Mayer Amschel Roth­schild, zało­ży­ciele naj­więk­szych ban­ków świata. Zresztą po co daleko szu­kać, ban­kie­rami w rozu­mie­niu pol­skiego prawa ban­ko­wego nie byli nawet zało­ży­ciele takich zna­nych pol­skich ban­ków, jak Lucas, Euro­bank (Mariusz Łuka­sie­wicz) i Getin (Leszek Czar­necki). Licen­cje to nie jedyne wyma­ga­nia. Pol­skiemu prawu nie mógłby spro­stać ani Micro­soft, ani Dell Com­pu­ters. Nie dość, że ich zało­ży­ciele, Micro­soft (Bill Gates) czy Dell’a (Michael Dell) nie ukoń­czyli wyż­szych stu­diów, to na doda­tek zało­żyli swoje spółki akcyjne nie posia­da­jąc wyma­ga­nego pol­skim pra­wem han­dlo­wym kapi­tału począt­ko­wego w wyso­ko­ści mini­mum 500 tys. zł. Kapi­tał zakła­dowy Micro­soft wyno­sił bowiem nie­spełna 10 tys. zł, Dell powstał za rów­no­war­tość 8 tys. zł. Gros naj­więk­szych i naj­sil­niej­szych spółek gieł­do­wych świata, war­tych dziś miliardy dola­rów każda, nie mia­łoby szansy zostać w Pol­sce nawet „spół­kami z ogra­ni­czoną odpo­wie­dzial­no­ścią”, ich kapi­tał zakła­dowy rzadko kiedy prze­kra­czał bowiem wyma­gane pol­skim pra­wem „mini­mum” w wyso­ko­ści 50 tys. zł.
Zwo­len­nicy usta­wo­wego licen­cjo­no­wa­nia, znani w języku eko­no­mii jako inter­wen­cjo­ni­ści, zapo­mi­nają przy tym, że twórca teo­rii eko­no­micz­nej, na któ­rej opie­rają się ich absur­dalne wyma­ga­nia, nie­jaki John M Key­nes nie był nawet ekonomistą.

Co z tego, że licencjonowany?

Narzu­ca­nie pra­wem nie­ży­cio­wych, a naj­czę­ściej zbęd­nych upraw­nień (licen­cji) jest w pol­skiej gospo­darce chle­bem powsze­dnim. Nie wybór doko­nany przez kon­su­menta, oparty na kwa­li­fi­ka­cjach wybie­ra­nego, jego doświad­cze­niu czy repu­ta­cji, lecz tajem­ni­cza decy­zja organu licen­cjo­nu­ją­cego decy­duje o tym, kto zostaje naszym adwo­ka­tem, deale­rem, leka­rzem, czy makle­rem. Tak jakby oby­wa­tel był pół­głów­kiem, który nie potrafi sam nale­ży­cie o sie­bie zadbać i dla­tego musi go wyrę­czyć wszech­wie­dzący urzęd­nik, uczony, czy sena­tor, któ­rzy – naj­czę­ściej — nie ska­lali się w swoim życiu dzia­łal­no­ścią gospo­dar­czą.
Zresztą licen­cja nie gwa­ran­tuje wcale wyso­kiego stan­dardu.
War­szaw­ska Grupa Inwe­sty­cyjna posia­dała kom­plet zezwo­leń, licen­cji i innych wyma­ga­nych upraw­nień, a mimo to z konta jej klien­tów znik­nęło w tajem­ni­czy spo­sób ponad 300 mln zł. Podob­nie pro­ble­ma­tyczne były ope­ra­cje w pełni legal­nego, licen­cjo­no­wa­nego ser­wisu makler­skiego banku ING, który nara­ził na wie­lo­mi­lio­nowe straty fun­dusz eme­ry­talny Związku Akto­rów Pol­skich. Kosz­marne osie­dla miesz­ka­niowe, drogi i mosty do nikąd, czy walące się pod war­stwą śniegu hale wysta­wowe budo­wane są za zezwo­le­niem wysoce licen­cjo­no­wa­nych spe­cja­li­stów od budow­nic­twa. Nawet zawo­dowy baca (hodowca owiec) z Muszyny k/Nowego Sącza musi uzy­skać pro­fe­sjo­nalne zezwo­le­nie na budowę bacówki, na co jego kier­dle cze­kają już 2 lata. Pol­scy pacjenci giną z rąk licen­cjo­no­wa­nych leka­rzy, a w szko­łach uczą licen­cjo­no­wani igno­ranci, Co gor­sza, gros przed­sta­wi­cieli orga­nów licen­cjo­nu­ją­cych posiada mniej­szą wie­dzę i doświad­cze­nie niż osoby, które organy te wysta­wiają ocenę i wydają licencje.

Bez sensu

Naj­gor­sze jest jed­nak to, że żaden organ licen­cjo­nu­jący nie bie­rze odpo­wie­dzial­no­ści za wydane przez sie­bie pozwo­le­nie (upraw­nie­nia). Niech ktoś spró­buje oskar­żyć wydział budow­nic­twa o odszko­do­wa­nie z tytułu wypadku, do jakiego doszło na wadli­wie wyko­na­nej nawierzchni, legal­nie wybu­do­wa­nej przez licen­cjo­no­wa­nego wyko­nawcę, pań­stwo­wej drogi. Albo posta­wić przed sądem naczel­nego far­ma­ceutę kraju, pro­fe­so­rów z Insty­tutu Leków czy mini­ster­stwo zdro­wia za to że nie dopil­no­wali pro­duk­cji w usta­wowo nad­zo­ro­wa­nej przez sie­bie Jel­fie, przy­czy­nia­jąc się tym samym do śmierci kil­ku­dzie­się­ciu osób. Jaki jest sens udzie­la­nia licen­cji i pozwo­leń, skoro licen­cjo­no­wany „dia­li­za­tor” może w maje­sta­cie licen­cji uczy­nić kale­kami albo pozba­wić życia kil­ku­dzie­się­ciu swo­ich pacjen­tów? Po co licen­cjo­nuje się dzia­łal­ność biur podróży, skoro mogą one bez­kar­nie, w środku sezonu pozo­sta­wić swo­ich klien­tów w egzo­tycz­nym kraju bez moż­li­wo­ści powrotu do ojczy­zny?
Licen­cja to de facto spo­sób bycia klasy próż­nia­czej; całej masy urzęd­ni­ków, kon­tro­le­rów, inspek­to­rów i tp. żyją­cych z tego, że sta­wiają przed innymi bariery wej­ścia do inte­resu. To sku­teczna blo­kada dla walki kon­ku­ren­cyj­nej i oka­zja do zara­bia­nia dużych pie­nię­dzy, bez ini­cja­tywy, bez ryzyka i, wła­śnie, bez odpo­wie­dzial­no­ści za to co się robi. To także pre­zent od pań­stwa dla tych, któ­rym już się udało wejść do klubu szczę­śli­wych posia­da­czy licen­cji, chro­nią­cego ich przed nowymi kon­ku­ren­tami. Za to wszystko płaci podat­nik i to podwój­nie; raz, pod posta­cią droż­szych pro­duk­tów i usług, drugi raz, pono­sząc koszty dzia­łal­no­ści licencjodawców.

Waru­nek

Suk­ces Della, Czar­nec­kiego, Mor­gana i tysięcy ludzi, któ­rzy toro­wali drogę cywi­li­za­cjom i rewo­lu­cjom tech­no­lo­gicz­nym bez licen­cji, a także for­mal­nej edu­ka­cji uczy, że droga do suk­cesu wie­dzie raczej poprzez pasję, talent i ciężką pracę, niż świa­dec­twa cechowe czy uzna­nie ze strony admi­ni­stra­cji. Bo praw­dzi­wym wery­fi­ka­to­rem czy­ichś umie­jęt­no­ści nie jest zgod­ność z wydu­maną ustawą, regu­la­cją, czy wyima­gi­no­wa­nymi upraw­nie­niami, lecz ambi­cja, moty­wa­cja do suk­cesu i obawa przed zmar­no­wa­niem wła­snego wysiłku. I dla­tego, nie widzę prze­szkód w tym, żeby Kazi­mierz Mar­cin­kie­wicz, nie posia­da­jąc usta­wo­wych upraw­nień ban­ko­wych, został pre­ze­sem banku PeKaO BP…pod warun­kiem, że wcze­śniej sta­nie się on wła­ści­cie­lem pakietu kon­tro­l­nego tego banku, albo że zgo­dzą się na to akcjo­na­riu­sze banku, czyli jego wła­ści­ciele, pono­sząc oso­bi­stą (a nie kolek­tywną, to jest na koszt podat­nika) odpo­wie­dzial­ność za kon­se­kwen­cje swo­jej decy­zji. Te warunki wyma­gają jed­nak cał­ko­wi­tej pry­wa­ty­za­cji banku, ponie­waż – jak pisał Frie­drich A. Hayek – przed­się­bior­stwo kie­ro­wane przez kogoś, kto stratę pokrywa z wła­snej kie­szeni osiąga z reguły lep­sze wyniki, niż firma któ­rej wła­ści­cie­lem jest skarb pań­stwa, czyli prak­tycz­nie nikt.

Jan M. Fijor
„Nczas” 2007-01-03

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 7

  1. Sławomir Staszak pisze:

    Dał­bym Panu tytuł króla Pol­ski, ale nie­stety nie posia­dam armii, dzięki któ­rej mógł­bym Pana osa­dzić na tronie…

  2. PeKaO BP pisze:

    A ten bank od przy­szłego peł­nią­cego obo­wiązki pre­zesa Mar­cin­kie­wi­cza, to się cza­sem nie nazywa PKO BP? Bo chyba nie cho­dziło o PEKAO SA?

  3. Jan M. Fijor pisze:

    PKO BP,oczywiscie

  4. Irek pisze:

    Wymiar spra­wie­dli­wo­ści to jedyna „branża”, która po 89 roku nie prze­szła jakiej­ko­wiek lustra­cji agen­tu­ral­nej i mery­to­rycz­nej…
    Jak kie­dyś sędzio­wie i pro­ku­ra­to­rzy w pełni dys­po­zy­cyjni, robili wszystko co ube­cja chciała (gło­śne prze­krę­cone sprawy w kopalni Wujek i sprawa ks.Popiełuszki) tak okres tzw. III RP to prze­chył w drugą stronę. Każda próba posprzą­ta­nia tej stajni Augia­sza trak­to­wana jest jako zamach na nie­za­wi­słość sędziow­ską i zamach na trój­po­dział władz! W całym tym post-komunistycznym bur­delu wymiar spra­wie­dli­wo­ści osią­gnął nie­spo­ty­kaną auto­no­mię — nie­spo­ty­kaną albo­wiem żadna grupa społeczno-zawodowa nie ma takich przy­wi­le­jów tak niskim kosztem…(np. sędzia prze­cho­dzący w stan spo­czynku dla­czego dalej pobiera pen­sje a nie zwy­kłe eme­ry­tury??? itd.)
    I donio­słość spo­łeczna wymiaru spra­wie­dli­wo­ści nie jest tutaj argu­men­tem.…
    Nie­prawdą jest jakoby Z.Ziobro umoż­li­wił mło­dym praw­ni­kom dostęp do zamknię­tych apli­ka­cji… Po obję­ciu urzędu Mini­stra Spra­wie­dli­wo­ści jedną z pierw­szych decy­zji było.…dokonanie wpisu na listę adwo­ka­tów pięk­nego mia­sta sto­łecz­nego Kra­kowa.
    Mini­ster Spra­wie­dli­wo­ści w tej samej oso­bie (będąc już na listę wpi­sany) roz­pa­truje odwo­ła­nia od decy­zji kor­po­ra­cyj­nych dot. wpi­sów na listy adwo­ka­tow i rad­ców praw­nych. Co to ozna­cza???
    Ozna­cza to, że Z.Ziobro ma usta pełne fra­ze­sów (zło­śliwi twier­dzą, że usta pełne gówna) albo­wiem sku­tecz­nie i nie­rzadko defi­ni­tyw­nie zamyka mło­dym praw­ni­kom dostęp do wyko­ny­wa­nia wol­nego zawodu.…
    Albo­wiem każ­dej koali­cji nad­cho­dzi kres i czas poże­gnań ze stoł­kami (kory­tami) jest bliski.…Po powro­cie do Kra­kowa Z.Ziobro z cze­goś będzie musiał żyć i żyć będzie z adwo­ka­to­wa­nia. No i nowych zdol­nych, pra­co­wi­tych do rynku nie dopu­ści ( w końcu nie jest taki głupi) bo każdy nowy na rynku to mniej kasy dla niego…
    Po to powstały kor­po­ra­cje (nota­riu­szy, adwo­ka­tów, rad­ców p. , komor­ni­ków, archi­tek­tów, bie­głych rewi­den­tów , a ostat­nio pie­lę­gnia­rek) żeby zaro­bić jak NAJWIĘCEJ przy jak NAJMNIEJSZYM nakła­dzie pracy… Zio­bro będąc czę­ścią sys­temu będzie go bro­nił jak czci dzie­wicy . Tyra­nia sta­tus quo w myśl zasady : Kruk kru­kowi oka nie wykole.…
    O pro­ble­mach mło­dych praw­ni­ków z wpi­sami na listy kor­po­ra­cyjne i pro­ble­mami z min..Ziobro odsy­łam na forum Gazety Praw­nej.…
    Dla­tego myślę, że wszel­kie „kor­po­ra­cje pry­watne” tj. nota­riusz, komor­nicy, adwo­akci, radcy prawni, rzecz­nicy paten­towi itp powinny być natych­miast roz­wią­zane!!! Usługi praw­ni­cze powinny być pod­dane swo­bod­nej grze wol­nego rynku! Lep­szy wypiera gor­szego, tań­szy wypiera droż­szego! To jest pro­ste jak kon­struk­cja cepa! Działa to na całym rynku usług poza pra­wem i medy­cyną! Stąd widać, że to jest chore…

    Pro­ku­ra­tor powin­nien być nie­za­wi­sły (nie­za­leżny) — co ide­al­nie spraw­dziło się w przy­padku Keneth’a Starra i sprawy „cygar” Moniki Lewin­sky. Pol­ska pro­kur­taura ma bizan­tyń­ską hierachię.Każdy pil­nuje każ­dego i nie ma czasu na ści­ga­nie prze­stępstw. A naj­wż­niej­szą insty­tu­cją pro­ku­ra­tury (słowo man­tra) jest sta­ty­styka! Na wierz­chu tej góry lodo­wej stoi Mini­ster Spra­wie­dli­wo­ści — Pro­ku­ra­tor Gene­ralny! Przy­kład afery Rywina to przy­kład aka­de­micki. Powo­łuje się jakieś pseu­do­ko­mi­sje (jak poli­tyk może być sędzią w swo­jej spra­wie?) a pro­ku­ra­to­rzy boją się wsa­dzić ręce w to gówno bo nie wia­domo kiedy i czyje głowy za to polecą ! Nie­za­leżny pro­ku­ra­tor bar­dzo szybko dałby sobie radę.…

    Sta­now­sko sędziego winno być zwień­cze­niem kariery praw­ni­czej (wraz z wszyst­kimi przy­wi­le­jami w postaci doży­wot­niej pen­sji itp) po 30 latach nie­na­gan­nej postawy zawo­do­wej. Wtedy sędzia miałby wie­dzę w zakre­sie jakim orzeka (bo od 29 let­nich szczyli (ase­so­rów sądo­wych) nie­stety tego nie można oczekiwać…

    Zreszta te wszyst­kie kor­po­ra­cje, kon­ce­sje, zezwo­le­nia, pozwo­le­nia, licen­cje, pla­fony, kon­tyn­genty to pokło­sie zamknię­cia tzw. ustawy Wilczka (o dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej). Wej­ście tej ustawy w 1988 r. pozwo­liło SB i par­tyj­nym na roz­dra­pa­nie majątku pań­stwo­wego i utwo­rze­nie nowej klasy panu­ją­cej (tym razem klasy posia­da­czy i wła­ści­cieli). Ogra­ni­cza­nie dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej za pomocą kor­po­ra­cji, kon­ce­sji, zezwo­leń itp. to nic innego jak roz­pa­trz­liwa próba utrzy­ma­nia strefy wpły­wów tych, któ­rzy „uwłasz­czyli się” i gwał­tow­nie doro­bili u progu tzw. III RP.… o czym pisa­łem tutaj wcze­śniej lecz p.Fijor ten tekst gdzieś scho­wał„„
    Pozdrowienia!

  5. Jan M. Fijor pisze:

    Abso­lut­nie, niczego madrego nie cho­wam. Wprost prze­ciw­nie. Byc moze nie­chcacy zma­za­lem, za co prze­pra­szam. Dzie­kuje za ten madry glos, ktory podzie­lam w calo­sci. Uklony Jan M Fijor

  6. Irek pisze:

    Jesz­cze jeden mój głoś w spra­wie kor­po­ra­cjo­ni­zmu i biu­ro­kra­tycz­nego znie­wo­le­nia:
    Natych­miast cał­ko­wi­cie spry­wa­ty­zo­wać całą służbę zdro­wia!
    Spy­taj­cie kogoś na rogu ulicy co ma naj­waż­niej­szego, naj­cen­niej­szego w życiu??? Każdy po głęb­szym (lub płyt­szym) namy­śle odpo­wie: życie i zdro­wie!
    Jeśli zycie i zdro­wie są naj­cen­niej­sze to dla­czego służba zdro­wia za darmo???
    Ktoś po to ileś-tam lat stu­dio­wał medy­cynę, robił spe­cja­li­za­cje żeby ZARA­BIAć!!! Lekarz musi być przed­sie­biorcą czyli podo­mio­tem gospo­dar­czym zorien­to­wa­nym na zysk!
    Na drzwiach gabi­netu powi­nien wisieć cen­nik:
     – lecze­nie grypy 5 zł
     – wyrwa­nie zęba 50 zł
     – wycię­cie wyrostka 250 zł
     – wsz­cze­pie­nie baj­pas­sów 5000 zł.
    Skoń­czy­łyby się bez­pow­rot­nie wszel­kie koper­tówy i inne „dowody wdzięcz­no­ści”. Lekarz za swoje usługi brałby kasę i wysta­wiał fak­turę, a z fak­tury musiałby być odpro­wa­dzony poda­tek vat ( a przy księ­go­wo­ści poda­tek docho­dowy) — dopiero wtedy z pełną bez­względ­no­ścią wymiar spra­wie­dliow­ści mogłby ścia­gać leka­rzy (ale nie tych, któ­rzy wzięli konia­czek czy bom­bo­nierę ale tych , któ­rzy pro­wa­dzi­liby prak­tykę na czarno!!!)

    Zresztą publiczna służba zdro­wia to zwy­kłe oszu­stwo!
    Czy widział ktos kobietę, która „nosi” ciążę u PAŃSTWOWEGO gine­ko­loga??? Bo ja nie!!!! Każda kobieta chce uro­dzić zdrowe dziecko, a to ozna­cza, że od zaj­ścia aż po roz­wią­za­nie chce mieć leka­rza na każde zawołanie.Rzecz jasna lekarz jest opła­cany…
    Czy widział ktoś kogoś kto leczy zęby u PAŃSTWOWEGO den­ty­sty??? Bo ja nie!!! Każdy idzie do pry­wa­cia­rza i płaci 50 zło­tych za otwar­cie drzwi gabi­netu. Za to potem ma zęby na lata.…

    Liczbę leka­rzy (gabi­ne­tów, przy­chodni, kli­nik itp) wymusi wolny rynek — lekarz gor­szy zosta­nie wyparty przez leka­rza dobrego, droż­szy przez tań­szego. Infor­ma­cje o dobrych leka­rzach rozejdą się poczta pan­to­flową — prze­cież nikt nie odda życia i zdro­wia w ręce rzeź­nika!!! Nawet gdyby ktoś miał dojeż­dzać do innego mia­sta lub wsi to poje­dzie do leka­rza dobrego. Leka­rzowi opła­cać się będzie mieć zdro­wego pacjenta (bo pacjent , który umrze nie da juz ani grosza…chyba, że łow­com skór…)
    Leka­rzom opłaci się leczyć — nie tak jak teraz gdzie pen­sja leka­rza jest za fra­jer w myśl zasady:czy się stoi czy sie leży…

    A ktoś spyta co z ludźmi bez kasy???Już odpo­wia­dam! Ubez­pie­cze­nia dobro­wolne! Moje miesz­ka­nie warte jest ok 150 000 zł. Roczny koszt ubez­pie­cze­nia to całe…60 zł. Jeśli można ubez­pie­czyć auto czy miesz­ka­nie to można ubez­pie­czyc się od cho­roby!!! Cho­ruję, lekarz wysta­wia fak­turę vat za lecze­nie, fak­tura tra­fia do ube­pie­czy­ciela, który z kolei ma np.7 dni na jej pokry­cie. Ubez­pie­cze­nie auta uza­leż­nione jest dłu­go­ści stażu za kie­row­nicą, tzw. bez­sz­ko­do­wo­ści wresz­cie lojal­no­ści. W przy­padku ubez­pie­czeń zdro­wot­nych można zro­bić to samo: im młod­szy i zdrow­szy tym mniej­sza składka + rabat za prze­dłu­że­nie ubez­pie­cze­nia np. w wyso­ko­ści 1%.Po 30 latach zniżka byłaby już znaczna…
    Jest tylko jedno ale — nasze zło­dziej­skie pań­stwo powinno usta­lić vat za usługi medyczne na pre­fe­ren­cyj­nej stawce np. 1%. W innym wypadku znów zarobi lepper,kaczki i cała ta mafia darmozjadów!!!

    Jasne??? Ale nie w tym móżyń­skim kraju!!!
    Irek
    PS I. Wie­cie, kto naj­wię­cej zara­bia na Owsiaku i WOŚP??? Skarb Państwa!!!Dlatego nie wysy­łaj­cie smsów, od któ­rych trzeba odpro­wa­dzić ten zło­dziej­ski poda­tek!!!
    PS II. Zapo­mnia­łem o czymś ważnym!!!Mianowicie spry­wa­ty­zo­wa­nie służby zdro­wia dopro­wa­dzi do zaostrze­nia odpo­wie­dzial­no­ści cywil­nej. Dziś pacjent wycho­dzi ze szpi­tala z zaszytą chu­stą lub noży­cami i .…nie ma winnych!!!Tu jest lekarz pro­wa­dzący, tu szef zespołu, tu ody­na­tor, tu pies ogrod­nika, tu krewny kró­lika i tak roz­mywa sie odpo­wie­dzial­ność!!! W przy­padku pry­wat­nej słu­zby zdro­wia wia­domo kogo ścia­gać kar­nie za nie­do­peł­nie­nie obo­wiąz­ków i wia­domo kogo pozwać o odszko­do­wa­nia za uszczer­bek na zdro­wiu!!!
    Tylko w PRL-bis, w któ­rym żyjemy nikt za nic nie odpo­wiada:
    lekarz nie odpo­wiada za zdro­wie pacjenta dyrek­tor kopalni nie odpo­wida za zasy­pa­nych gór­ni­ków, dyrek­tor szkoły nie odpo­wida za waga­ro­wi­czów, dyrek­tor hali nie odpo­wiada za ofiary śmiertlne itede!
    Dość! Pora z tym skończyć!!!

  7. Krzysztof pisze:

    Popie­ram Pana poglądy w100%.Zyczę zdro­wia i spo­koju w uko­cha­nej Ojczyż­nie,
    która po latach nie­woli zasłu­guje na powrót do normalności.Jestem opty­mi­stą i wierzę,że następne poko­le­nia nie zmar­nują danej im szansy.Szczęść Boże!

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts