Psychologia sprzedaży (I)

Jeste­śmy naro­dem z głę­bo­kimi kom­plek­sami. Jeśli sobie tego nie uświa­do­mimy, trudno nam będzie nawią­zać kon­takt ze świa­tem. Kom­pleks niż­szo­ści, niskie poczu­cie wła­snej war­to­ści i ich pochodne są przy­czyną wielu naszych fru­stra­cji i pora­żek w pracy zawo­do­wej, w biz­ne­sie, a zwłasz­cza w sprze­daży. Wbrew panu­ją­cej opi­nii co do pol­skiego uroku, sprytu i przed­się­bior­czo­ści, nie umiemy sprze­da­wać, nie jeste­śmy lubiani i wia­ry­godni. Potwier­dzają to roz­mowy z cudzo­ziem­skimi inwe­sto­rami, a zwłasz­cza opi­nie na nasz temat w kra­jach, w któ­rych ist­nieją liczne sku­pi­ska pol­skich imigrantów.

Scha­den­freunde

Gołym okiem widać, że ludzie w Pol­sce mało się do sie­bie uśmie­chają. Uśmiech do nie­zna­jo­mego czy nie­zna­jo­mej – w opi­nii potocz­nej — świad­czy naj­czę­ściej o braku rów­no­wagi psy­chicz­nej. Męż­czy­zna uśmie­cha­jący się do dru­giego męż­czy­zny, czy kobieta do kobiety, trak­to­wani są jak…zboczeńcy. Eks­pe­dientki w skle­pach, agenci ubez­pie­cze­niowi, kel­ne­rzy, tak­sów­ka­rze są ponu­rzy, cza­sem wręcz nie­grzeczni. Mimo prze­ko­na­nia o naszej towa­rzy­sko­ści, w grun­cie rze­czy od sie­bie stro­nimy — boimy się sie­bie. Tra­dy­cyjna gościn­ność bywa na pokaz, albo jest wręcz spo­so­bem odre­ago­wa­nia wspo­mnia­nych kompleksów.

Do rzad­ko­ści należy oka­zy­wa­nie sobie przez Pola­ków życz­li­wo­ści, zro­zu­mie­nia czy nawet zainteresowania.

Polacy nie potra­fią słu­chać, a jeśli nawet słu­chają, to rzadko kiedy sły­szą co się do nich mówi. Wynika to po czę­ści z braku zain­te­re­so­wa­nia drugą osobą, po czę­ści z braku taktu. W sprze­daży jest to maniera zabój­cza. I choć trudno jest mówić o cechach naro­do­wych, nie prze­sa­dzę jeśli powiem, że jeste­śmy dla sie­bie nie­mili, ordy­narni i uwiel­biamy się wza­jem­nie upo­ka­rzać. Jeste­śmy też wobec sie­bie nasta­wieni nega­tyw­nie, znie­cier­pli­wieni, kry­ty­ku­jemy się nawza­jem, rzadko kiedy naprawdę akcep­tu­jemy, a porze­ka­dło o pol­skiej, bez­in­te­re­sow­nej zawi­ści zna­la­zło trwałe miej­sce w pod­ręcz­ni­kach psy­cho­lo­gii. Dla wielu Pola­ków głów­nym celem tzw. sto­sun­ków mię­dzy­ludz­kich jest czer­pa­nie satys­fak­cji z doku­cze­nia bliź­niemu. Wpraw­dzie poję­cie satys­fak­cji z czy­jejś porażki, scha­den­fru­ende, powstało w obsza­rze języka nie­miec­kiego, wpi­sane jest wręcz w naszą, pol­ską oby­cza­jo­wość. Rzu­ca­nie złego świa­dec­twa, obma­wia­nie, poma­wia­nie, oczer­nia­nie ludzi jest chle­bem powsze­dnim roz­mów Polaków.

Gdyby prze­ciętny Polak poświę­cał na dosko­na­le­nie samego sie­bie tyle ener­gii, ile mar­nuje jej na doku­cze­nie bliź­niemu, byli­by­śmy gigan­tem gospo­dar­czym, kul­tu­ro­wym i cywilizacyjnym.

I cho­ciaż zazdrość jest cechą ludzką spo­ty­kaną pod każdą sze­ro­ko­ścią geo­gra­ficzną, trudno zna­leźć drugą nację, któ­rej pochwała bliź­niego przy­cho­dzi z takim tru­dem, jak nam. Dla­tego wśród Pola­ków nie ma wła­ści­wie auto­ry­te­tów. Zamiast podą­żać za lide­rami, jak to czy­nią inne narody, my upa­jamy się „biciem mistrza”. Naj­więksi pol­scy mężo­wie – Kościuszko, Mic­kie­wicz, Gom­bro­wicz i wielu innych – umie­rali w zapo­mnie­niu, oto­czeni pogardą roda­ków. Na Lechu Wałę­sie powie­szono wię­cej bru­dów niż na wszyst­kich opraw­cach apa­ratu komu­ni­stycz­nego razem wzię­tych. Jedyny, nie­kwe­stio­no­wany auto­ry­tet naszych cza­sów, Karol Woj­tyła, też miał swo­ich zacie­trze­wio­nych kry­ty­ków i to nawet w ramach Kościoła. Nazy­wamy to pol­skim indy­wi­du­ali­zmem, ale to jest raczej owczy pęd do nega­cji, a nie kon­struk­tywne umi­ło­wa­nie wol­no­ści czy niezależności.

Cham­stwo

Nie­wiele jest naro­dów, które na co dzień odno­szą się do sie­bie rów­nie nie­uprzej­mie, co Polacy.

W żad­nym waż­nym języku świata nie ist­nieje odpo­wied­nik słowa: chamstwo.

W słow­niku języka pol­skiego okre­śla się je, jako „gru­biań­stwo, ordy­nar­ność, nie­okrze­sa­nie”, ale poję­cie to wycho­dzi daleko poza te sto­sun­kowo nie­winne cechy. Cham­stwo, to spo­sób bycia, pole­ga­jący na kom­plet­nym nie­li­cze­niu się z dru­gim czło­wie­kiem. To brak zasad etycz­nych w postę­po­wa­niu. Cham­stwo to obłuda, bez­czel­ność, to kłam­stwo, brak wstydu, nie­punk­tu­al­ność, nie­rze­tel­ność, nie­lo­jal­ność, nie­uczci­wość, to brak sza­cunku dla bliź­nich, ale i dla samego sie­bie, to także – a może przede wszyst­kim – wyraz braku wyobraźni, głu­pota i igno­ran­cja, jako że cham naj­wię­cej szko­dzi sobie samemu.
Z punktu widze­nia psy­cho­lo­gii, cham­stwo, to forma odre­ago­wa­nia lęku czy stra­chu, prze­ja­wia­jąca się w agre­sji wobec oto­cze­nia. Źró­dłem tego lęku jest wła­śnie nie­wie­dza i obawa przed kom­pro­mi­ta­cją, może nawet wyrzuty sumie­nia. Zamiast więc sobie to źró­dło lęku uświa­do­mić, zamiast sta­rać się je zli­kwi­do­wać, stłu­mić, zła­go­dzić, cham tuszuje je zacho­wa­niami agre­syw­nymi.
Tłu­ma­cze­nie takich zacho­wań wyłącz­nie zaszło­ściami histo­rycz­nymi czy ustro­jo­wymi, jest – łagod­nie mówiąc – uprosz­cze­niem. Rosja­nie czy Czesi rów­nież kształ­to­wani byli w „komu­nie”, a mimo to są dla sie­bie o niebo bar­dziej wyro­zu­miali i życz­liwi. Ludzie zacho­wu­jący się w spo­sób ordy­narny czy cham­ski, w spo­łecz­no­ści żydow­skiej czy wśród Laty­no­sów są napięt­no­wani, a nie­kiedy nawet usu­wani poza ramy tej spo­łecz­no­ści. W Pol­sce ist­nieje przy­zwo­le­nie na ten rodzaj zacho­wa­nia. Upra­wiają go wszy­scy – od naukow­ców, poprzez przed­się­bior­ców, na poli­ty­kach i lide­rach życia spo­łecz­nego koń­cząc. Rzadko kiedy napo­tkać można na jego otwartą kry­tykę, nawet Kościół nie­chęt­nie wypo­wiada się na ten temat, uwa­ża­jąc, że taka głę­boko nie­chrze­ści­jań­ska postawa to temat…delikatny. Naj­gor­sze jest to, że nie tylko nie chcemy na te tematy roz­ma­wiać, ale wręcz nie dostrze­gamy pro­blemu. Pisa­nie w licz­bie mno­giej może tu zostać uznane za nad­uży­cie czy nie­uza­sad­nione uogól­nie­nie, ale sprawa ta mnie boli od kil­ku­na­stu lat, a ści­ślej od momentu emi­gra­cji z Pol­ski i zetknię­cia się ze świa­tem innych ludzi, wśród któ­rych przy­szło mi żyć. W tym, co piszę wzią­łem pod uwagę ich życz­liwe, nie­kiedy nawet przy­ja­zne opi­nie i rady.

Pol­ski pro­blem
Jan M. Fijor
„różne” 2005-08-05

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 11

  1. Stanislaw pisze:

    Znów masz rację !
    Myślę , że tylko ktoś, kto miesz­kał wystar­cza­jąco długo na emi­gra­cji, jest w sta­nie to zro­zu­mieć.
    Pozdra­wiam
    Sta­ni­sław Kossakowski

  2. Wiesław L. pisze:

    Trudno się z Panem nie zgo­dzić, poza jed­nym. Zamiast Gom­bro­wi­cza — bo nie zapo­mniany, jego sztuki wysta­wia się cią­gle — wsta­wił­bym Józefa Mac­kie­wi­cza, który, według mnie, jest naj­więk­szym pol­skim pisa­rzem. Przy­naj­mniej w XXw.

  3. Wiesław L. pisze:

    Pro­blem polega jed­nak na tym, że fakty znamy i zga­dzamy się, ale gdzie tkwi źró­dło? Według mnie ma to głę­bo­kie zszło­ści histo­ryczne i sięga XVXVI wieku, kiedy mogły powstać zaczątki klasy śred­niej tj. stan kupiecki i rze­mio­sło. Nie roz­wi­nęły się one, bo zablo­ko­wały ich roz­wój ustawy przy­jęte w cza­sach zyg­mun­tow­skich. Zakaz eks­portu wyro­bów pol­skiego rze­mio­sła i znie­sie­nie ceł na pro­dukty z zagra­nicy. Brak tych warstw, przy jed­no­cze­snym roz­pa­sa­niu się szlachty (10% ówcze­snej popu­la­cji) i cał­ko­wi­tym ubez­wła­sno­wol­nie­niu chłop­stwa, spo­wo­do­wał wytwo­rze­nie się rela­cji nie zna­nych w innych kra­jach. Szlach­cic gar­dził chło­pem i miał go za nic. Chłop był uza­leż­niony szlach­cica i tylko jego dobra wola mogła pomóc mu w polep­sze­niu chłop­skiego losu. Taki chłop nie miał innej moż­li­wo­ści tylko prze­do­stać sie do stanu szla­chec­kiego i zacho­wy­wać się podob­nie. Ten model cią­gnie się nie­stety do dziś. Obec­nie mamy wspól­cze­sną szlachtę (ok. 10%) w postaci urzęd­ni­ków od szcze­bla woje­wódz­kiego i wyżej, uwłasz­czoną nomen­kla­turę par­tyjną, urzęd­ni­ków róż­nego rodzaju fun­da­cji itp. Oni stoją ponad pra­wem. Reszta to masy bez żad­nych praw, bo prawo w Pol­sce nie działa, co na jedno wycho­dzi. Mamy więc w Pol­sce nadal ustrój feu­dalny. O pozy­cji spo­łecz­nej decy­duje przy­na­leż­ność do war­stwy uprzy­wi­le­jo­wa­nej, a nie oso­bi­ste zalety. Jeśli więc prze­ciętny Polak patrzy na pana Krau­zego, Kul­czyka czy innych, to jest prze­ko­nany, że pozy­cję swoją osia­gnęli nie dzięki oso­bi­stym przy­mio­tom, a przy­na­leż­no­ści do pew­nego śro­do­wi­ska. Ina­czej pew­nie ten sam Polak patrzy na pana Kluskę.

    Na zacho­dzie, gdzie jest tzw. klasa śred­nia, ludzie zawdzię­czają swoją pozy­cję pracy, czę­sto pracy poko­leń, a nie przy­na­leż­no­ści do odpo­wied­niego śro­do­wi­ska. Stąd inna postawa, pełna ufno­ści i wiary w siebie.

  4. Wolnosc rzadzi! pisze:

    Cos w tym jest. Nie bez powodu mowi sie, ze Polak Pola­kowi wil­kiem, zwlasz­cza za gra­nica. Zna­jomy wro­cil z Irlan­dii. Roz­ma­wial z kole­siem, ktory dostal prace na budo­wie. Jego pra­co­dawca opo­wia­dal, ze byl co naj­mniej zdzi­wiony, kiedy jeden z Poka­kow powie­dzial mu — „zatrud­nij mnie, bo ten drugi to kan­ciarz”. Moj brat mieszka w Niem­czech od 22 lat. Twier­dzi, ze stara sie trzy­mac od Pola­kow tak daleko, jak tylko sie da. A naj­gorsi sa w kon­su­la­cie. Chamy i pro­staki. No chyba, ze wej­dziesz kuchen­nymi drzwiami.

  5. Diankaa pisze:

    ale co to grubiaństwo?????????

  6. Krzysiek pisze:

    Powiem tak… wszel­kie Pana publi­ka­cje które sły­sza­łem czy czy­ta­łem popro­stu mnie roz­bra­jają w pozy­tyw­nym sensie.

    Nie owija Pan w bawełnę i to mi się podoba.

    Co roku jeż­dżę na waka­cje do rodziny która mieszka w samym Paryżu i co roku jestem zadzi­wiony spo­so­bem bycia ludzi któ­rzy tam żyją.

    Moja ciotka nie widzi pra­wie nic (zaćma) cho­dzi z laską, nie ma dnia żeby ktoś jej nie pomógł, czy nie zapy­tał czy wszystko dobrze (na ulicy). Obcy ludzie, nawet gdy ich nie pyta sami się ofe­rują że pomogą zanieść zakupy itp.
    Oczy­wi­ście że są wyjątki ale jest ich mało.

    Widać odrazu że np. metrem jedzie „nie­do­ce­niony przez życie” polak, sły­chać tylko „k… mać, co za skur..” itp

    Sie­dząc na ławce dosia­dają się ludzie obcy i pytają z uśmie­chem „sava?” (nie wiem czy tak się to pisze). Mogę śmiało powie­dzieć że 95% osób które tam spo­tka­łem było bar­dzo życz­li­wie nasta­wione do mnie i do innych.

    Tam pyta­nie „sava” jest oczy­wi­ste i nor­malne. U nas niech ktoś spró­buje wyjść na ulice i zapy­tać „wszystko dobrze?” z uśmie­chem to więk­sza połowa pomy­śli że ucie­kli­śmy z zakładu psychiatrycznego.

    Dla­czego ludziom się tam żyje lepiej? nie tylko cho­dzi o pie­nią­dze, ale i o atmos­ferę, tam ludzie bie­gają, upra­wiają nor­ding wal­king, starsi czy młodsi, nikt tam nie zwraca uwagi na to, jest to normalność.

    Ostat­nio moja mama z kole­żanką w Poslce zaczęły cho­dzić z tymi kij­kami (nar­ciar­skie tylko inna nazwa i sprze­da­wane 10 razy dro­żej), zaraz sasie­dzi zaczęli obga­dy­wać i się dzi­wić. Moja mam skwi­to­wała to tym że woli na sta­rość z uśmie­chem bawić wnuki a nie gnić z wsze­la­kimi cho­ro­bami w domu z zasta­nymi stawami.

    Podoba mi się Pana spoj­rze­nie na biedę w Pol­sce (usły­sza­łem to na spo­tka­niu które oglą­da­łem u Pana Kamila Cebul­skiego). Jak się przyj­rza­łem ludziom bied­nym któ­rych znam… to ma Pan 100% racji. Są popro­stu leniwi i tak im jest wygod­niej, mło­dzi ludzie któ­rzy wolą pro­te­sty urza­dzać zamiast wziąć się za sie­bie itp

    Mam kolegę który jest z mojego roku, żył w bie­dzie, jego mama zawsze poży­czała kasę bo nie mieli za co żyć, ojciec zmie­niał prace co 2 mie­siące bo go wyrzu­cali za leni­stwo. Chło­pak w wieku 16 lat już pra­co­wał, dosta­wał 5 zł za CAŁY DZIEŃ PRACY!! olał tego pra­co­dawcę, zna­lazł inną doryw­czą pracę, jak dostał jakies sło­dy­cze w szkole zawsze jadł tylko jed­nego batona a resztę cho­wał i dawał rodzi­nie w domu. Pra­co­wał i dziś ma super żonę i tyle pie­nię­dzy aby prze­żyć dobrze mie­siąc i jesz­cze rodzi­nie pomoże. Wystar­czyły chęci i samozaparcie.

    Znam kilka takich przy­kła­dów od osób które sam znam.

    Kilka miej­sco­wo­ści obok mojej mieszka pewien Pan. Zaczy­nał swój biz­nes w garażu, była to firma jakich było wiele wtedy w rejo­nie. Ale on robił wszystko sam od zera (pro­dukt) i na 100% naj­le­piej. Inni nie mieli tak dobrego pro­duktu jako­ściowo. Dziś ma pew­nie z 45 – 47 lat i nie pra­cuje już w tej fir­mie, inni pra­cuja tam za niego. Potra­fil tak roz­wi­nąć swój biz­nes od zera że mógłby leżeć brzu­chem do góry do końca życia. Ale on inwe­stuje w inne dzia­łal­no­ści. Co było jesz­cze jego prze­wagą? od początku gdy przy­jął pierw­szego pra­cow­nika, zawsze dawał godną wypłatę za pracę jaką pra­cow­nik wkła­dał w fir­mie. Do dziś ludzie się „biją” żeby u niego pracować.

    Dzię­kuję Panu za te artykuły.

    3 dni temu je prze­czy­ta­łem, wresz­cie wiem co to zna­czy ulep­szać swój biz­nes i dążyć świa­do­mie z szcze­rymi chę­ciami do tego aby być jak naj­lep­szym i robić to z uśmie­chem na twa­rzy i do klienta… szcze­rym uśmiechem.

  7. Jan M. Fijor pisze:

    @Krzysiek, wyla­łeś miód na moją sko­ła­taną duszę. Naj­waż­niej­sze, że prze­sta­łeś dawać wiarę tje ogłu­pia­ją­cej pro­pa­gan­dzie biedy i nie­udacz­nic­twa, jako dopu­stu Bożego. pozdro­wie­nia dla Mamy. I Ca va?

    pozdra­wiam

  8. Krzysiek pisze:

    wła­śnie ça va :) dokładnie.

    Muszę powie­dzieć że po Pana arty­ku­łach i Pana Kamila mój świa­to­po­gląd zmie­nił się drastycznie.

    Nigdy nie mia­łem takiej ochoty aby coś zmie­nić w moim życiu, teraz bar­dziej sza­nuję sie­bie i wiem że ważne jest to aby samemu czuć się dobrze, bo jak ja będę zado­wo­lony to i inni tak mnie będą postrze­gali, a więc i im będzie milej.

    Mam firmę ( (firmę mam od 2 mie­sięcy, jestem w spółce z kolegą), ale nara­zie tak pra­co­wa­łem na chyba 30%, wcale mi się nie chciało robić zle­ceń dla klien­tów, wielu mnie draż­niło… bywało że dener­wo­wało mnie jak… dawali mi zle­ce­nia. Wiem to dziwne, ale to wszystko przez fru­stra­cję i zło­ści że „inni mają duże firmy a ja nie”. Nie mia­łem poję­cia o biz­ne­sie i myśla­łem że to jest tak „zakła­dam firmę i sama się roz­ra­sta”. Oglą­da­łem dużo tele­wi­zji, wia­do­mo­ści itp… aku­rat na mnie miało to zgubny wpływ. Nasłu­cha­łem się co się dzieje w Pol­sce i świe­cie, i cały dzień cho­dzi­łem zły i zmar­twiony. Teraz nie oglą­dam prak­tycz­nie TV poza disco­very (kosmos i tego typu sprawy). Moja kon­cen­tra­cja prze­szła na firmę a nie na to na co i tak wpływu nie mam, czyli wojny itp.

    Zmie­ni­łem podej­ście do ludzi, uświa­do­mi­łem sobie że są mili i tacy co mnie oleją.
    Mia­łem takie podej­ście jak Pan napi­sał, jak coś się nie udało to myśla­łem że to moja wina bo jestem bez­na­dziejny. Teraz wiem że mogła być masa powo­dów że mi się nie udało, facet mógł mieć zły dzień, może coś nie tak powie­dzia­łem. Z każ­dej porażki wycią­gam wnio­ski i co naj­waż­niej­sze nie zra­żam się nimi.

    Z czego jestem naj­bar­dziej zado­wo­lony? zawsze bałem się roz­ma­wiać z ludźmi, co powie­dzą itp dziś robi­łem takie rze­czy o któ­rych daw­niej nawet nie myśla­łem, roz­ma­wia­łem z eks­pe­dientką w skle­pie na różne tematy, zapy­ta­łem czło­wieka na ulicy gdzie kupił buty (miał takie jak chcia­łem), może wyda sie to głu­pie ale bar­dzo pod­nosi mi to pew­ność siebie.

    Podoba mi się że teraz kon­cen­truje się na tym co trzeba a nie na głu­po­tach. Mam cel, wol­ność finan­sowa, chciał­bym też kie­dyś aby mnie zapro­sili do szkoły na wykłady z pro­wa­dze­nia firmy (jak już odniosę suk­cesy duże). Poka­zać wszyst­kim któ­rzy się ze mnie smiali że nie skoń­czy­łem stu­diów że bez nich tez się da. Co po Pana wykła­dach wiem.

    Przed tym co u Pana i Pana Kamila prze­czy­ta­łem, wysłu­cha­łem, nie chciało mi się robić nawet pod­sta­wo­wych czyn­no­ści, byłem wra­kiem. Teraz mam wielką ochotę robić coraz wię­cej rze­czy dzien­nie, pra­co­wać wię­cej, im trud­niej­sza sytu­acja czy wyzwa­nie tym czuję się… lepiej!

    Przy­kła­dowo, mia­łem kilka zale­głych pro­jek­tów. Prze­waż­nie robi­łem w fir­mie około 4 – 5 pro­jek­tów dzien­nie. Wczo­raj zro­bi­łem 10!! i wcale się nie zmę­czy­łem, ba nawet było mi mało!

    Czuję nie­do­syt wie­dzy z mojej dzie­dziny i nie­do­syt… chyba wszyst­kiego. W jeden dzień zro­bi­łem wię­cej niż przez chyba kilka miesięcy.

    Teraz jak nie mam cze­goś zapla­no­wa­nego to czuję się źle, taki zmę­czony i pad­nięty. Jak mam plan co robić, nawet głu­pie zakupy to idę i reali­zuję cel. Dziś przy­kła­dowo każdą oka­zję wyko­rzy­sty­wa­łem aby roz­ma­wiać z ludźmi i tre­no­wać pew­ność siebie.

    Troszkę się roz­pi­sa­łem ale chcia­łem napi­sać co się zmie­niło w moim zyciu.

    Zoba­czymy co będze dalej, ale nie mam ochoty jak nara­zie prze­stać. Bar­dzo na moje zacho­wa­nie wpły­neły Pana słowa żeby się dosko­na­lić, czy­tać książki.

    Mam też motto które kie­dyś sły­sza­łem że „każdy dzień w któ­rym nie idziemy do przodu, cofa nas do tyłu” (prze­ro­bi­łem to tro­chę na wła­sne słowa).

    Pozdra­wiam, mama dzię­kuję za pozdro­wie­nia, opo­wia­da­łem jej o Panu, też pozdrawia.

    Aha i pochwa­lam pomy­sły o szko­łach w któ­rych wykła­dają ludzie któ­rzy sami osią­gnęli sukces.

    Byłem rok na stu­diach i zre­zy­gno­wa­łem, PORAŻKA. Gość wykła­dam o biz­ne­sie a sam miał firmę która stała w jed­nym miej­scu kilka lat i teraz o niej już nic nie sły­chać. Tylko teo­ria i aby opchnąć książkę którą sam „pro­fe­sor” napi­sał, inny znów mnie prze­ra­ził swoją nie wie­dzą. Jak można wykła­dać na stu­diach nie mając poję­cia co się mówi?

    Miłego wie­czoru! pozdra­wiam i prze­pra­szam za taki off top

  9. Jan M Fijor pisze:

    @Krzysiek. Bo wła­snie w życiu o to cho­dzi, żeby być z sie­bie zado­wo­lo­nym, a takie zado­wo­le­nie przy­chdozi wte­dym gdy mamy sens życia, gdy jeste­śmy potrzebni, uży­teczni. u nas poku­tuje model lek­ce­wa­że­nia ludzi. prze­ła­mać to i dostrzec w nich bliź­nich, to w każ­dych oko­licz­no­ściach jest budu­jące. bar­dzo się cie­szę z two­jej prze­miany. Za tym pójdą suk­cesy, ale i zawiść. Ttrzeba uwa­żać, ale nie do przesady.

    Pozdra­wiam

  10. Krzysiek pisze:

    Dzię­kuję za odp, mam jesz­cze jedno wazne pytanie.

    Jaką by mi Pan książkę pole­cił tak na począ­tek? szu­ka­łem tutaj u Pana i zna­la­złem taką:

    Metody zdo­by­wa­nia klien­tów czyli jak osią­gnąć suk­ces w sprzedaży”

    Wygląda na cie­kawa pozycję.

  11. Jan M Fijor pisze:

    Metody zdi­by­wa­nia klienta, to taki moj sys­tem. Działa w prak­tyce, a poza tym chroni przed stre­sem. Nie zręcz­nie jest mi pro­mo­wać sie­bie. Czy­taj austria­ków: Mises, Roth­bard — popra­wiają samo­po­czu­cie i poka­zują drogę.

    Suk­ce­sów

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*