Psychologia sprzedaży cz. 4

Po napi­sa­niu trzech odcin­ków, a zwłasz­cza po otrzy­ma­niu kilku listów kry­ty­ku­ją­cych mnie za „bez­par­do­nową krytkę Pola­ków”, zasta­na­wia­łem się nad sen­sem kon­ty­nu­owa­nia tych roz­wa­żań, jed­nakże dłuż­szy pobyt w Sta­nach Zjed­no­czo­nych spra­wił, na zasa­dzie kon­tra­stu z tym co dzieje się nad Wisłą, że nie byłem w sta­nie powstrzy­mać się od powrotu do tematu. Obcu­jąc na co dzień z miłymi, uprzej­mymi, pew­nymi sie­bie, zado­wo­lo­nymi z sie­bie, a przede wszyst­kim nie­zmier­nie życz­li­wymi dla innych, Ame­ry­ka­nami, zro­zu­mia­łem jak ogromne spu­sto­sze­nie doko­nuje się w sfe­rze tzw. współ­ży­cia mię­dzy­ludz­kiego w Pol­sce. Szcze­gól­nie wyra­zi­stym jego prze­ja­wem jest wła­śnie han­del, sprzedaż.

Intro­spek­cja

O ile klient ma zawsze rację, nawet jeśli jej nie ma, i jego ewen­tu­alna agre­sja jest fak­tem życio­wym, z któ­rym strona sprze­da­jąca (biz­nes) musi się pogo­dzić i nauczyć sobie z nią radzić, o tyle postawa sprze­da­ją­cego (agenta, komi­wo­ja­żera, han­dlowca) wpływa na rela­cję z klien­tem, to jest na wyniki jako­ściowe i ilo­ściowe biz­nesu. Nie popeł­nię dużego błędu jeśli napi­szę, że

ludzie mający pro­blemy z wła­sną oso­bo­wo­ścią nie potra­fią nale­ży­cie pro­wa­dzić biz­nesu.
Ich rela­cje z oto­cze­niem (klien­tami, part­ne­rami, kon­tra­hen­tami) są albo sztuczne i nie­szczere, co natych­miast widać, albo mają cha­rak­ter kon­fron­ta­cyjny i kon­flik­towy, co jest jesz­cze gor­sze.
Czło­wieka posia­da­ją­cego niskie wyobra­że­nie o sobie samym cechuje brak pew­no­ści, lęk o to, że nie spro­sta sta­wia­nym mu wyzwa­niom, że sobie nie pora­dzi. Pochodną tego lęku jest agre­sja. W spo­łe­czeń­stwie pew­nym sie­bie, speł­nio­nym, ludzie rów­nież mają swoje lęki, towa­rzy­szy im jed­nak prze­ko­na­nie, że nie są sami, że w razie zagro­że­nia ktoś inny, sil­niej­szy im pomoże, ktoś ich zro­zu­mie, a przede wszyst­kim że sami zro­zu­mieją sie­bie. Odbywa się to w licz­nych i popu­lar­nych – zwłasz­cza na Zacho­dzie — sesjach intro­spek­cji, w cza­sie któ­rych czło­wiek prze­pro­wa­dza swój „świecki” rachu­nek sumie­nia; zasta­na­wia się nad swoim postę­po­wa­niem, nad celem i sen­sem życia, swoim sys­te­mem war­to­ści, zacho­wa­niem, oceną samego sie­bie i ewen­tu­alną receptą na poprawę. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych, taka wiwi­sek­cja jest dla wielu ludzi czymś ruty­no­wym, żeby nie powie­dzieć codzien­nym. Zasta­na­wia­jąc się nad sobą, w towa­rzy­stwie psy­cho­loga (psy­cho­ana­li­tyka) czy bez, ludzie sta­rają się okre­ślić swoje miej­sce w życiu, a jeśli nie jest to moż­li­wie, to przy­naj­mniej miej­sca takiego poszu­ki­wać. To nie tylko pomaga im samym, na tym korzy­sta oto­cze­nie, które ma do czy­nie­nia z ludźmi speł­nio­nymi, a przy naj­mniej z poszu­ku­ją­cymi speł­nie­nia.
Wpraw­dzie ludzie wie­rzący w Pol­sce udają się kilka razy w roku do spo­wie­dzi, która jest formą intro­spek­cji, poprze­dzo­nej rachun­kiem sumie­nia, czyli wła­śnie reflek­sją nad samym sobą, nawyk ten – w związku z refor­mami litur­gicz­nymi w kościele kato­lic­kim, a także źle pojętą nowo­cze­sno­ścią — staje się coraz rzad­szy, a jeśli już, to raczej doty­czy rela­cji czło­wieka z Bogiem, a rza­dziej z innym czło­wie­kiem.
Skoro jeste­śmy przy tym tema­cie, to zwra­cam uwagę, że jedną z bolą­czek czy nawet sła­bo­ści pol­skiego kato­li­cy­zmu jest sto­sun­kowo słabe prze­ło­że­nie nauki Kościoła na codzienne życie docze­sne. Spro­wa­dza się to do trak­to­wa­nia wska­zań wiary w spo­sób rytu­alny czy wręcz cere­mo­nialny.
Zacho­wu­jemy się tak, aby zado­wo­lić Boga, nie zasta­na­wia­jąc się nad tym, że zado­wo­le­nie Boga osią­gamy wła­śnie poprzez miłość bliź­niego. Tylko dwa przy­ka­za­nia Deka­logu doty­czą sto­sunku do Boga, pozo­stałe osiem, to wyłącz­nie opis norm regu­lu­ją­cych nasze rela­cje z dru­gim czło­wie­kiem. Opatrz­ność zsy­ła­jąc nam Deka­log dawała nam do zro­zu­mie­nia, że miłość Bogu oka­zu­jemy poprzez miłość bliź­niego, a nie (tylko) odwrot­nie. Na Zacho­dzie, gdzie domi­nuje pro­te­stan­tyzm, naucze­nie wiary doty­czy raczej sfery moral­nej i życia docze­snego, a mniej poza­gro­bo­wego, jak u nas – choć i tam, i tu zba­wie­nie jest celem i sen­sem wiary i religijności.

Jak być lepszym?

Piszę o tym, gdyż uwa­żam, że wła­śnie reflek­sja filo­zo­ficzna czy nawet reli­gijna może być spo­so­bem kory­go­wa­nia błę­dów w naszym wycho­wa­niu.
Pod­nie­sie­nie samo­oceny czło­wieka w wieku 50 lat jest żmudne, trudne, a czę­sto w ogóle nie­moż­li­wie. Można się jed­nak samo-korygować. Pierw­szym kro­kiem do tego jest posta­wie­nie pro­blemu: ana­liza samego sie­bie, zasta­na­wia­nie się nad sobą i ewen­tu­alne zro­zu­mie­nie, że coś ze sobą musimy zro­bić. Dru­gim, to naucze­nie się spo­so­bów wdra­ża­nia tych wnio­sków i reflek­sji w życie. Jeśli tego nie uczy­nimy, nie będziemy dobrymi sprze­daw­cami (agen­tami, komi­wo­ja­że­rami, makle­rami, han­dlow­cami etc.). Nie mówiąc o tym, że w ogóle będzie nam się gorzej żyło.

Nie można zro­zu­mieć dru­giego czło­wieka, czy to współ­mał­żonka, pod­wład­nego, czy wła­snego dziecka, nie rozu­mie­jąc samego siebie.

Nie można być dobrym biz­nes­me­nem, nie rozu­mie­jąc dru­giego czło­wieka – klienta, kon­tra­henta, part­nera w inte­re­sach. Biz­nes­men, który nie widzi dru­giego czło­wieka nie osią­gnie praw­dzi­wego suk­cesu. Pyta­łem kie­dyś Tade­usza „Tad’a” Wit­ko­wi­cza, ame­ry­kań­skiego elek­tro­nika i biz­nes­mena pol­skiego pocho­dze­nia, czło­wieka który wymy­ślił trzy świetne firmy, tak zwane start-upy, z któ­rych dwie wpro­wa­dził na giełdę NASDAQ, w jaki spo­sób rodzą się u niego pomy­sły pro­du­ko­wa­nia cze­goś nowego, sło­wem, w jaki spo­sób wymy­śla swoje pro­dukty.
 – Obser­wuję, co ludziom spra­wia naj­wię­cej pro­ble­mów i sta­ram się zna­leźć na nie jakieś anti­do­tum – odpo­wie­dział Wit­ko­wicz.
W podob­nym spo­sób Michael Dell zauwa­żył, że tym, co naj­bar­dziej roz­wście­cza posia­da­czy kom­pu­te­rów jest koniecz­ność korzy­sta­nia (w razie awa­rii) z ser­wisu. Trzeba kom­pu­ter zawieść do warsz­tatu, potem cze­kać wiele dni, wresz­cie jechać po niego. Dell to zmie­nił; jego spe­cja­li­sta przy­jeż­dża do klienta i wymie­nia uszko­dzony moduł na miej­scu. Pre­fe­ren­cjom klien­tów przy­glą­dał się Ray Kroć, zało­ży­ciel McDonald’sa, Bill Gates zało­ży­ciel Micro­so­ftu, robią to także wła­ści­ciele Maspexu, Eris i kilku innych pol­skich przed­się­biorstw osią­ga­ją­cych naj­więk­sze suk­cesy.
Wszyst­kie wiel­kie biz­nesy świata powstały na zro­zu­mie­niu tej prawdy.
Żeby osią­gnąć suk­ces trzeba kochać ludzi. Jedną z form oka­zy­wa­nia im miło­ści jest…słuchanie. I o tym w następ­nym odcinku.

Rachu­nek sumie­nia
Jan M. Fijor
„rozne” 2005-11-20

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 38

  1. Wiesław L. pisze:

    Szcze­rze mówiąc, to dzi­wię się, że ktoś Pana kry­ty­kuje za kry­tykę Pola­ków. Oso­bi­ście jed­nak uwa­żam, że szuka Pan przy­czyn nie tu gdzie one są. Nie nazwał­bym tego pro­ble­mem z oso­bo­wo­ścią tylko men­tal­no­ścią. Polacy brzy­dzą się han­dlem. Przez wieki zaj­mo­wali się tym Żydzi. Polacy to było zie­miań­stwo albo chłop­stwo. Wtedy i dziś uwa­żają, że jest to coś pośled­niego, czym nie ucho­dzi się zaj­mo­wać. Posada na urzę­dzie, w dużej fir­mie za biur­kiem — to jak naj­bar­dziej! Ale han­del — to takie przy­ziemne. Prze­cież to może robić każdy dureń. A my jeste­śmy stwo­rzeni do wyż­szych celów.

    Wielu z tych, któ­rzy pro­wa­dzą wła­sne firmy robi to z przy­musu, bo nie ma innego wyj­ścia. I efekt jest taki jaki jest — obra­ża­nie się na cały świat. Z dru­giej strony klienci też nie są bez winy. Trak­tują sprze­daw­ców jak maszynkę do poda­wa­nia towaru i nic wię­cej. I koło sie zamyka. A prze­cież sprze­dawca jest nie tylko od poda­wa­nia towaru, ale głów­nie od pozna­nia potrzeb i pre­fe­ren­cji klienta.

    Trzeci pro­blem to podej­ście pań­stwa do osób pro­wa­dzą­cych wła­sną dzia­łal­ność, sto­su­nek urzę­dów skar­bo­wych. W takiej atmos­fe­rze ode­chciewa się snu­cia dale­ko­sięż­nych pla­nów i poważ­nego pod­cho­dze­nia do tego co się robi.

    Gdzie więc można prze­rwac ten zaklety krąg? Tylko po stro­nie sprze­dawcy czy osoby pro­wa­dzą­cej dział­ność. Musi ona zmie­nić podej­ście do tego co robi. Np. chcę byc naj­lep­szy w tym co robię i obsłu­gi­wać klien­tów tak, by do mnie wra­cali. Po jakimś cza­sie zacznie to dzia­łać. Tu nie trzeba psy­cha­na­li­tyka, tylko uświa­do­mie­nia sobie, że naj­waż­niej­szy jest pro­fsjo­na­lizm w tym co robię, a co robię to już mniej ważne.

  2. Gawrylo pisze:

    Zga­dzam sie, ze „ludzie majacy pro­blem z wla­sna oso­bo­wo­scia nie potra­fia nale­zy­cie (tu mozna wpi­sac to, czego nie potra­fia)”. Jed­na­ko­woz nie mie­szal­bym chrze­ci­jan­stwa z pro­ble­mami han­dlow­cow czy biz­nes­ma­now. Nie nazwal­bym tego ani pro­ble­mem z oso­bo­wo­scia ani z men­tal­no­scia. Nie oce­nial­bym tez tego jako wywyz­sza­nie sie bo kazdy duren ect. Tu nie ma pro­blemu, albo jest on raczej po dru­giej stro­nie. Czy jest to pro­blem nie­zna­jo­mo­sci nauk Kosciola, czy jest to pro­blem samego pro­te­stan­ty­zmu, malej wiary czy cze­gos innego nie bede sie wypo­wia­dal. Pozo­sta­wie auto­rowi „Psy­cho­logi sprze­dazy”… „Nikt nie może dwom panom słu­żyć. Bo albo jed­nego będzie nie­na­wi­dził, a dru­giego będzie miło­wał; albo z jed­nym będzie trzy­mał, a dru­gim wzgar­dzi. Nie może­cie słu­żyć Bogu i Mamo­nie. Dla­tego powia­dam wam: Nie troszcz­cie się zbyt­nio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przy­odziać. Czyż życie nie zna­czy wię­cej niż pokarm, a ciało wię­cej niż odzie­nie? Przy­pa­trz­cie się pta­kom w powie­trzu: nie sieją ani żną i nie zbie­rają do spi­chle­rzy, a Ojciec wasz nie­bie­ski je żywi. Czyż wy nie jeste­ście waż­niejsi niż one?” Mt. 6:24 – 26 BT.

  3. Jan M. Fijor pisze:

    Dzię­kuję ze pomysł, roz­winę go nieco w naj­bliż­szym cza­sie. Pozdra­wiam Jan M. Fijor

  4. REGAN PASY71 pisze:

    TAK ZGADZAM SIEPANEM . I DODAM JESZCZE TO ZE 95 PROCENT POLAKOW TO SOCJALISCIZARAZEM KATOLICY NIBY WIERZABOGA ALE CHCA SIE SKROBAC , NIBY CHCA SIE BOGACIC ALE WIERZASOCJALIZM DALEJ MOWIA BADYLARZEIZLODZIEJE NA TYCH KTORZY PROWADZA MALE CZY DUZE FIRMY , A URZEDY SKARBOWE WYLOZONE MARMURAMIJEZDZACYMI PRZESZKLONYMI WINDAMI IM NIE PRZESZKADZAJA !! BA MUWIA ZE TO JEST OK.!!!

  5. Edward K. pisze:

    może sprawa jest prost­sza? Może Ame­ry­ka­nom opłaca się być miłym i uprzej­mym. Gdy korzy­stam z usług ofe­ro­wa­nych mi przez pol­ski rynek, moim marze­niem jest nie zostać oszu­ka­nym. Nie­stety usłu­go­dawcy, któ­rych spo­ty­kam mają tylko jeden cel: jak szybko nabić kabzę i wyki­wać fra­jera. W Pol­sce nie opłaca się zle­cać komuś cokol­wiek, naj­le­piej trzeba zro­bić to samemu, choćby gorzej. W innym razie zosta­jemy z uczu­ciem nie­za­do­wo­le­nia i wra­że­niem, że znowu dałem się wyko­ło­wać. Widzę, że ludzie ofe­ru­jący mi jakiś towar lub usługę w ogóle nie myślą o tym, że tracą bez­pow­rot­nie swo­jego klienta. Widocz­nie mają na widoku następne ofiary. Wnio­sek nasuwa się samo­ist­nie. Musi opła­cać się dba­nie o klienta, sta­ra­nie się aby przy­szedł jesz­cze raz, i jesz­cze raz.…

  6. Tadeusz Luczyn pisze:

    Janek-Jak zawsze ‚madrze piszesz.Pozdrawiam ‚Tade­usz i Ezbieta .

  7. Jan M. Fijor pisze:

    Bar­dzo mi milo goscic Was na mojej stro­nie. Pozdra­wiam i ja JM Fijor

  8. Krinia pisze:

    To pro­blem innej wagi, nie oso­bo­wo­ści. Jeśli cię „biją” z każ­dej strony urzę­dowe sępy, które same na sie­bie nie są w sta­nie wycią­gnąć z ziemi leżą­cej odło­giem żad­nej zło­tówki, by się utrzy­mać, muszą wyssać ją z każ­dego han­dlowca, czy pro­du­centa, jak z doj­nej krowy, ile się tylko da. Tu, rodzi się agre­sja, która prze­nosi się na kon­takt z klien­tem. Stąd, jak Pan pisze: „ich rela­cje z oto­cze­niem (klien­tami, part­ne­rami, kon­tra­hen­tami) są albo sztuczne i nie­szczere, co natych­miast widać, albo mają cha­rak­ter kon­fron­ta­cyjny i kon­flik­towy, co jest jesz­cze gor­sze”.
    Nie wcho­dzi zatem w grę poję­cie „niskie wyobra­że­nie, o samym sobie”, nie w tym rzecz; agre­sja ma inne pod­łoże niż się to Panu wydaje. Każdy musi żyć, fakt utrzy­ma­nia, a wła­ści­wie haro­wa­nia na poli­ty­ków i urzęd­ni­ków, któ­rym z racji zaj­mo­wa­nych sta­no­wisk wyni­kłych z men­tal­no­ści spo­łecz­nej iż im się beż żad­nego ale należy tyle, a nie tyle, a więc wię­cej niż jest im to potrzebne do nor­mal­nego życia, staje się być odpo­wie­dzią „na rela­cję z klien­tem, to jest na wyniki jako­ściowe i ilo­ściowe biz­nesu”. On musi „wyrwać” te pie­nią­dze, nie ważne jakim spo­so­bem, by oddać tam­tym (urzęd­ni­kom nie przy­no­szą­cym żad­nego wkładu pro­duk­cyj­nego — docho­do­wego, a więc roz­wo­jo­wego), ina­czej zosta­nie uka­rany.
    Przy takim funk­cjo­no­wa­niu pań­stwa nie ma miej­sca na Boga, nie możesz słu­żyć dobru i złu. Z tego względu nie możesz obni­żyć ceny, bo nie wyro­bisz finan­sowo, nie możesz lepiej wyna­gro­dzić pra­cow­nika, bo zosta­niesz uka­rany podat­kiem, nie możesz oddać za darmo cze­goś, co jutro będzie bez­u­ży­teczne, jak chleb, za który uka­rano pie­ka­rza, sądem gdy oddał go głod­nym. Nie możesz nawet dla wła­snego dziecka być dobrym, dając mu cos w for­mie pie­nięż­nej, czy materialnej(dom), bo zosta­nie uka­rany. Nie ma więc miej­sca na służbę Bogu, na czy­nie­nie dobra dru­giemu czło­wie­kowi; nie możesz być dobrym, bo zosta­niesz uka­rany, a więc musi słu­żyć złu czy tego chcesz, czy nie chcesz, tak jest usta­no­wione prawo powstałe w wyniku fał­szy­wych nauk, za które Jezus ganił ówcze­snych nauczy­cieli. „Biada wam zako­no­znawcy, że pochwy­ci­li­ście, klucz pozna­nia; sami nie weszli­ście, a tym, któ­rzy chcieli zabro­ni­li­ście” Jan 11,52. Oto dla­czego czło­wiek nie może być dobrym dla czło­wieka, dla­czego nie może prze­strze­gać dru­giego z naj­więk­szych przy­ka­zań Bożych. ‘Miłuj bliź­niego swego, jak sie­bie samego”. Dla­tego, że prawo mu na to nie pozwala, jeśli to uczyni, zosta­nie uka­rany, a więc musi słu­żyć złu by nie być uka­ra­nym.
    Fał­szywe nauki powstałe przy prze­obra­że­niu kraju przy­czy­niły się do prze­wrotu w świa­do­mo­ści ludz­kiej. One to spra­wiły, że świa­dome struk­tury ludz­kiego rozu­mo­wa­nia zostały wyparte przez nie­świa­dome, tak została roze­rwana jed­no­li­tość oso­bo­wo­ści czło­wieka, zni­kło ogniwo jego postrze­ga­nia obej­mu­jące funk­cje poznaw­cze. Z tego to powodu nie widzimy czy­nio­nego zła przez sie­bie w sobie, lecz na zewnątrz nas w dru­gim czło­wieku, w komu­ni­ście, tak, jak Żydzi w nie­rząd­nicy przy­pro­wa­dzo­nej do Jezusa(Jan 8,3 – 11). Dopiero on zwraca ich ku wła­snej psy­che, wła­snemu zacho­wa­niu, postę­po­wa­niu. Wtedy dopiero (wła­sny rachu­nek) sumie­nia ich ruszył, uprzy­tom­nili sobie że tak nie wolno czy­nić – karać ludzi, zosta­wili więc nie­rząd­nicę, nie uczy­nili jej żad­nej krzywdy. Kto zwróci uwagę dzi­siej­szym przed­sta­wi­cie­lom prawa, by nie karali ludzi za dobre uczynki, kto sprawi, by ta spo­łecz­ność ozdro­wiała, nawró­ciła się ze złej drogi wywo­dzą­cej się z ego manii Zachodu?

  9. http://lee.blox.pl pisze:

    Polacy za dużo teo­re­ty­zują. Myślę że nie ma u nas rów­no­wagi pomię­dzy cza­sem na reflek­sję a dzia­ła­niem.
    Jeżeli cho­dzi o speł­nia­nie się, żeby to miało miej­sce w naszym kraju potrzeba prze­strzeni życio­wej a tako­wej nie ma. Mło­dzi ludzie są mar­no­tra­wieni i spy­chani na mar­gi­nes sys­temu kasto­wego, który staje się coraz szczel­niej­szy. To zapo­wiada kata­strofę w przy­szło­ści czego wła­dze zdają sie nie zauważać.

  10. P. Chmielewski pisze:

    Pro­blem pol­skiego kato­li­cy­zmu inte­re­suje mnie od bar­dzo dawna. Cie­kawe jest to co Pan pisze: „..jedną z bolą­czek czy nawet sła­bo­ści pol­skiego kato­li­cy­zmu jest sto­sun­kowo słabe prze­ło­że­nie nauki Kościoła na codzienne życie docze­sne. Spro­wa­dza się to do trak­to­wa­nia wska­zań wiary w spo­sób rytu­alny czy wręcz ceremonialny…”

    Pokrywa się to ze zda­niem Józefa Marii Bocheń­skiego. Jego dia­gnoza jest taka: Kościół Pol­ski two­rzyli fran­cisz­ka­nie, a to co obse­wu­jemy, to ich efekty ich nauk.

    Zacy­tuję frag­ment wywiadu Parys-Bocheński z roku 1986:
    (B) ..fran­cisz­ka­nie są znacz­nie licz­niejsi, są zako­nem ludo­wym. To oni przez dwa wieki duszę pol­ską prze­orali.
    ℗ W jakim kie­runku?
    (B) W swoim. . Oni to przed każ­dym posił­kiem powta­rzają. To jest zakon, który jest nasta­wiony na serce i uczu­cia. To oni ukształ­to­wali pol­ską reli­gij­ność.
    […]
    (B) ..kaza­nia w rodzaju ks. Tisch­nera mają powo­dze­nie, bo pol­skie dusze zostały w ciągu wie­ków wycho­wane na sen­ty­men­ta­liź­mie. My domi­ni­ka­nie uwa­żamy, że Bogu trzeba słu­żyć nie tylko ser­cem, ale i głową. Nie tylko kisz­kami, ale także mózgiem.
    [-koniec cytatu-]

    Pozdra­wiam Ser­decz­nie
    Prze­my­sław Chmielewski

  11. Jan M. Fijor pisze:

    Bar­dzo panu dzie­kuje. POtrze­bo­wa­lem tego cytatu, tym bar­dziej, ze w nastep­nych odcin­kach chcia­lem sie zajac poszu­ki­wa­niem przy­czyn takiego stanu rze­czy. Weso­lych Swiat! Jan M. Fijor

  12. OxO d'OVIS pisze:

    Bar­dzo dobrze Pan pisze, ale fak­tem jest że spora część mająt­ków w Pol­sce powstała w wyniku dzia­łal­no­ści spro­wa­dza­ją­cej się do gra­bie­nia publicz­neg mie­nia i to są obo­wią­zu­jące wzorce biz­ne­sowe w Pol­sce — kto pierw­szy u koryta ten lep­szy. Druga sprawa to opie­ra­nie biz­nesu o krót­ko­okre­sową kal­ku­la­cję zysków i strat a nie o dłu­go­trwałą współ­pracę nię­dzy stro­nami.
    A trze­cia to że ludzi, któ­rzy ie są otwarci na inne opcje widze­nia ciężko cze­go­kol­wiek nauczyć, bo gdy tylko usły­szą coś nie­zgod­nego z wła­snymi poglą­dami wlą­cza im się opcja „ATAK

    I jesz­cze jedno — pra­cuję w fir­mie w dziale obsługi posprze­daż­nej, mam klien­tów z zachodu i święty spo­kój, bo zawsze można się z nimi spo­koj­nie doga­dać, ale w dziale kra­jo­wym jest to wieczna walka mię­dzy firmą a klien­tami — w myśl zasady że jak nie wyszar­piesz to nie masz — tragedia.

    Pozdra­wiam,
    OxO d’OVIS

  13. Salatka pisze:

    Dzieki za szczerosc.Religia to opium narodu. Kato­li­cyzm znisz­czyl Pol­ska men­tal­nosc– jaka reli­gia takie spo­le­czen­stwo. Nie ma dla mnie w Pol­sce przy­szlo­sci, bo wszystko co nie kato­lic­kie „uswia­da­miane” jest jako sekta.Ludzie zacznij­cie czy­tac biblie– ona wcale nie jest tylko dla ksiezy!

  14. Jan M. Fijor pisze:

    Teraz spo­koj­nie: 1. gdzie ja napi­sa­lem, ze kato­li­cyzm znisz­czyl Pol­ske? 2. czy reli­gia na pewno nie ma wplywu na spo­el­czen­stwo? 3. czy religa, Kosciol i iblia to na pewno to samo? 4. czy zle rozu­miana reli­gij­nosc moze przy­niesc szkode? Prze­ciez nawet w lonie zywego Kosciola toczy sie dys­ku­sja na ten temat, cho­cia­zby o ksztalce kato­lic­kich mediow (na przy­kla­dzie Radia Maryja. Pro­sze sie spo­koj­nie zasta­no­wic i jesli ma pan ochote, napi­sac, jakie pan­skim zda­niem sa przy­czyny grzchow, ktore opi­suje? Uklony Jan M. Fijor

  15. Duo pisze:

    A ja wcale nie uwa­zam, ze Gates, Kroc, wla­sci­ciele Maspexu, Eris, Dell czy inni zaczeli roz­wi­jac biz­nesy, pro­duk­cje z milo­sci do innego czlo­wieka. Zwroc pan uwage, ze wszy­scy swieci naj­bar­dziej kochali bli­zniego swego i zaden z nich bogactw nie stwo­rzyl jak tylko trwo­nili dzie­dziczne for­tuny dopro­wa­dza­jac sie­bie i ich oto­cze­nie, czy spo­le­czen­stwa do skraj­nej nedzy. Czlo­wiek czynu, bizme­sma mysli przede wszyst­kim o sobie ego­istycz­nie, zara­bia na zyskach ego­istycz­nie, daje jak naj­lep­szy i jak naj­tan­szy pro­dukt z mysla o sobie, z mysla o zyskach dla sie­bie i ewen­tu­al­nie dla tych, na kto­rych mu naj­bar­dziej zalezy tj. dla swo­ich (nie cudzych) dzieci, zony itp. Kazdy z nich bedzie chcial kon­ku­renta wyely­mi­no­wac i jezeli bedzie uczciwy, jezeli bedzie prze­strze­gal prawo, to jedyne co mu pozo­sta­nie do wyele­mi­no­wa­nia „bli­zniego”, czy pomniej­sza­nia jego zyskow, bedzie wypro­du­ko­wa­nie tan­szego i lep­szego pro­duktu, co zmusi „bli­zniego” albo do ban­kruc­twa, albo do jesz­cze wiek­szego wysilku. I wcale nie jest to zle dla kon­su­menta. Jest to zdrowe a nie jakies tam opo­wia­da­nie nie­do­rzecz­no­sci, ze pro­du­cent „poswieca sie dla ludu”. Jak bedzie sie rygo­ry­stycz­nie objek­tywne prawo(trzeba to prawo naj­pierw stwo­rzyc) w pan­stwie prze­strze­gac, to jedyna droga do spel­nie­nia takich samo­lub­nych pra­gnien bedzie reali­za­cja pomy­slow przez taka wla­snie pro­duk­cji. Gdyby nie wolna kon­ku­ren­cja a tylko przy­zwo­le­nie na pro­duk­cje z tary­fami zapro­wymi to zoba­czylby pan jakie buble potra­fi­liby pro­du­ko­wac Ame­ry­ka­nie, czy Polacy, albo i inne kraje. Juz tak bylo w latach chyba 70 tych w USA kiedy to byly duze taryfy na impor­to­wane samo­chody. Ford pro­du­ko­wal male samo­chody, ktore sie psuly, braly olej i stale odda­wane byly do ser­wi­sow napraw­czych. Dopiero jak znie­siono taryfy i zwiek­szyla sie kon­ku­ren­cja dopiero sie pro­du­cent For­dow posta­ral o lep­sza jakosc bo nikt nie chcial jego bubli kupo­wac jak tylko lep­sze, japon­skie, czy nie­miec­kie samo­chody wtedy.

  16. Jan M. Fijor pisze:

    Zga­dzam sie, ale zeby sobie zro­bic dobrze, musi sie sta­rac zado­wo­lic klienta. Czyli jed­nak bli­zniego. Od samego chce­nia, jak sam pan zauwa­zyl, maja­tek nie powsta­nie. JMF

  17. baron pisze:

    czemu pan wro­cil do pol­ski? kto nam bedzie bryn­dze produkowal?ciszej tu bez pana .

  18. Tak mi dopomoz Bog pisze:

    Dobry szmal zbija Ksiadz Dyrek­tor Rydzyk, wiec objek­tyw­nie mowiac, jezeli popyt na jego towary (moral­nosc i krasomowstwo)duze, to widocz­nie i towar dobry. A nie­kto­rzy Ksie­dzu zazdrosz­cza, ze tak pik­nie mowi ze az sie czlo­wie­kowi cie­plo w sercu robi. Ogien ten pasterz potrafi nawet i we mnie star­szemu wzbu­dzic. Ostrzega ten pastez i ostrzega aby ludzie sie nie boga­cili a jak juz cus maja to zeby podzie­lili sie z bli­znim bo tak naka­zuje milo­sier­dzie Boze. Jeden ma mer­ce­desa albo i trzy, a dru­giemu nie wystar­cza nawet na butelke piwa. Pod Twoja Obrone. Tak mi dopo­moz Bog

  19. Jan M. Fijor pisze:

    Wydaje mi sie, ze pan nie slu­cha audy­cji Radia Maryja, a ostat­nio to na pewno nie. Swiat sie zmie­nia, O. Rydzyk tez. Zycia okla­mac sie nie da. Madrzy ldu­zie to wie­dza. Na wieki wie­kow Jan M. Fijor

  20. Tak mi dopomoz Bog pisze:

    Zycia nie da sie okla­mac to prawda, dla­tego jako eme­ryt zaczy­nam nad­ra­biac czy­ta­niem roz­nej lite­ra­tury. Nie przy­pusz­cza­lem nigdy, ze w swie­tym Toma­szu bylo tyle madro­sci. I tyle sie tego zebralo i takie cie­kawe, ze nie star­cza mi czasu na wyslu­chi­wa­nie plyt­ko­sci dosyc pryw­mi­tyw­nego kle­chy, ktory pra­gnie zba­wic moja dusze i chce dotrzec do mojego eme­ry­tal­nego port­fela. W moim zro­zu­mie­niu i z madro­sci sw. Toma­sza wynika,iz jak Pan Bog spra­wie­dliwy, to nie bedzie nas zba­wial, za wyslu­chi­wa­nie kle­chy prze­cient­niaka, lecz za to w jaki spo­sob uzy­wac bedzie czlo­wiek naj­wiek­szy dar Pana tj. Rozum. Za kie­ro­wa­nie sie ser­cem kaze nas Pan za zycia. Za kie­ro­wa­nie sie Rozu­mem, wyna­gra­dza za zycia i otwo­rzy nam Bramy Nie­bie­skie do Szcze­scia Wiecz­nego. Tak mi dopo­moz Bog.

  21. Jan M. Fijor pisze:

    To wspa­niałe, co pan napi­sał, bo ja też w prze­dzień eme­ry­tury odkry­łem św. Toma­sza, który zbu­do­wal wielki sys­tem wie­dzy, w tym eko­no­mii, o jakiej się naszym socja­li­stom, w tym i kle­chom nie śniło. Na tej jego nauce ekonp­mii sta­ram się wła­śnie budo­wać siłę tego wydaw­nic­twa i tego pisa­nia. Tak mi dopo­móż Bóg! Jan M. Fijor

  22. Kim jest John Galt? pisze:

    ad 514

    Slu­ze­nie mamo­nie jest w isto­cie slu­ze­niem innym ludziom.
    Czyz nie mozna jed­no­cze­snie slu­zyc Bogu i ludziom?
    Czy moze to jest to samo?

    Nie troszcz­cie się zbyt­nio o to, co macie jeść i pić„
    A jak poczu­je­cie glod i pra­gnie­nie, zeby nie zgi­nac — obra­bu­je­cie swo­ich bli­znich (prze­ciez zycie ludz­kie jest wazniej­sze niz jakas tam wlasnosc).

    Nie siej­cie, nie znij­cie, nie zbie­raj­cie do spi­chle­rzy, inni to za was zro­bia.
    A tak w ogole to ptaszki nie mar­twia się swoja przy­szło­ścią bo „Ojciec wasz nie­bie­ski je żywi”.
    Wiec jak nie będzie­cie mieli komu ukrasc, to zapewne wyzywi On także i was. Zesle wam manne z nieba, czy cos innego. A jak zapo­mni to cala wine zwa­li­cie na niego.
    Cie­kawe tylko z jakich to powo­dow obda­rzyl was rozu­mem (w prze­ci­wień­stwie do ptaszkow).

    Nie troszcz­cie się zbyt­nio o o swoje ciało”
    Od czego mamy publiczna służbę zdrowia.

    Nie troszcz­cie się zbyt­nio o swoje życie”
     – piekna dewiza. Dosta­li­ście w pre­zen­cie rzadki (jedyny w swoim rodzaju !) Dar. Nie trosz­cie się o niego. A naj­le­piej wyrzuc­cie od razu na sam śmietnik.

    Tak to jest jak ktos dostaje cos za darmo (albo na kre­dyt?). Nie sza­nuje daru tak jak rze­czy, na która sam ciezko zapracowal.

  23. Kim jest John Galt? pisze:

    Obda­rzyl nas Pan
    Skar­bem naj­wiek­szym jak zadnego, nawet z naj­wiek­szego z gadow, jeno nie dal Pan nam instruk­cyi w jaki spo­sob ten skarb uzy­wac. Pogan­ski Ary­sto­te­les wie­dzial, a jego dia­bel­skie naukom odda­wal sie Tomasz z Akwinu i dla­tego zostal Swie­tym. Jak to mu sie wtedy Toma­szowi i Koper­ni­kowi udalo kiedy tysiece palono zyw­cem na sto­sach? Oj karze Pan za zycia za Rozum na Manow­cach, a po smierci jesz­cze beda wiek­sze kary w Pie­kle w gotu­ja­cej sie smole za obra­za­nie Pana kle­pa­niem bez­my­sl­nych paciezy i za mar­no­wa­nie Daru Dro­go­cen­nego. Atlas Zbuntowany

  24. Tak mi dopomoz Bog pisze:

    Powiesc fik­cyjna jest wazniej­sza od powie­sci natu­ral­nej, bo powiesc natu­ralna poka­zuje czlo­wieka jakim byl, a fik­cyjna moze poka­zac czlo­wieka jakiego nie ma, jakiego nie bylo, a jaki moglby byc i jaki powi­nien byc. Ary­sto­te­les — Ayn Rand — Sw. Tomasz
    Wiec do piora pisa­rze, arty­sci do dluta i pedzla, do pro­duk­cji Atlasy Samo­lubne, do spe­ku­la­cji spe­ku­lanci, a nie zabrak­nie nam ani srod­kow ani zapalu na cha­ry­ta­tyw­nosc dla bied­nych, dla tych, kto­rych Pan stwo­rzyl inwa­li­dami, dla cho­rych i cierpiacych.

  25. Tak mi dopomoz Bog pisze:

    PRAWDY OCZYWIZDE
    Zgod­nie z bada­niami prze­pro­wa­dzo­nymi na unierku w Uni­ver­sity of Flo­rida, na wydziale Kole­gium Zdro­wia i Ludz­kich Mozli­wo­sci, ist­nieje uwa­run­ko­wa­nie zwane „zatru­ciem woda” lub hypo­na­tre­mia, prze­wa­znie zauwa­zalna u mara­ton­czy­kow, czy supe­ra­tle­tow, kosu­mu­ja­cych duze ilo­sci wody, co powo­duje wzrost pla­zmy krwi, roz­rze­dza­jac jed­no­cze­snie sole zawarte we krwi. W cza­sie wysilku atleci row­niez traca te sole przez poce­nie sie. Po cza­sie utrata tych soli powo­duje zabu­rze­nia w pracy mozgu, serca i mie­sni.
    Kon­sum­cji duzej ilo­sci wody towa­rzy­sza zacho­wa­nia obse­syjne. Gdy osoba kon­su­muje zbyt duzo wody, zasad­ni­cze ele­tro­lity w stru­mie­niu krwi zaostaja roz­rze­dzone co ma wplyw na kon­trole bicia serca(nie mylic z koniem).
    Wiec jezeli cho­dzi o wode, to nalezy trzy­mac sie zdro­wego roz­sadku: Jestes spra­gniony, pil wode. Masz suche usta, napij sie wody. Zaboli cie glowa, napij sie wody. Jest to dobry przy­klad kiedy zupel­nie bez­pod­stawne teo­rie zdro­wia, ze nalezy pic iles tam szkla­nek wody dzien­nie, staja sie pospo­lita plotka poczty pantoflowej,stwierdza dr. medy­cyny alter­na­tyw­nej Al Sears. A naj­wiek­szymi pan­to­fla­rzami sa wla­snie leka­rze medy­cyny kla­sycz­nej, kto­rych uczy sie jak zale­czyc symp­tomy cho­roby far­ma­ko­lo­gia, ktora ma zawsze skutki uboczne i nisz­czy inne organa czlo­wieka, jed­nak nie sta­raja sie zapo­bie­gac przy­czy­nom. No bo jak by wszyst­kich uzdro­wili, to poszliby z tor­bami. Wiec tutaj wla­snie naste­puje kon­flikt inte­re­sow. Z cukrzycy II stop­nia czlo­wiek moze sie sam wyle­czyc, ogra­ni­cza­jac weglo­wo­dany, a lekarz bedzie bez konca cia­gnal za wymie taka dojna krowe.
    TOSTESTERON to meski hor­mon. To on wla­snie czyni to, ze mezsz­czy­zna jest silny, madry, szybki i agre­sywny. Czyni go ten hor­mon row­niez pre­znym i dyna­micz­nym kochan­kiem. Toste­ste­ron jest row­niez moto­rem suk­cesu.… w spo­rcie, byzne­sie, w sztuce i daje natchnie­nie pisa­nia roman­tycz­nych poezji. Testo­ste­rone powo­duje, ze czlo­wiek czuje sie jak 30 sto­la­tek, czy nawet 20 sto­la­tek. Jego zani­ka­nie z wie­kiem powo­duje to ze sta­jemy sie slabsi, wol­niejsi i podatni na cho­roby star­czego wieku.
    Bada­nia naukowe poka­zuja, ze zaoopa­trze­nie ciala star­szego mezsz­czy­zny w sro­dek, czy bodziec powo­du­jacy wzrost pro­duk­cji testo­ste­ronu da mu:
    spa­dek tlusz­czu w oko­li­cach brzu­cha, spon­ta­niczna erek­cje, musku­lar­nosc, stamine(werwe), bystrosc umy­slu, moc­niej­sze serce, nie­zwy­kly sys­tem odpor­no­sciowy i wiele, wiele innych pozy­tyw­nych zja­wisk.
    Ludzie na odpo­wie­dzial­nych stan­wi­skach maja wie­cej testo­ste­ronu niz pod­le­gli pra­cow­nicy.
    Praw­nicy prze­wo­dow sado­wych maja wie­cej od praw­ni­kow zaj­mu­ja­cymi sie podat­kami. Gra­cze na giel­dzie maja wie­cej od urzed­ni­kow na zaple­czu.
    Akto­rzy maja wie­cej niz ksieza
    A nawet pra­cu­jace kobiety maja wie­cej niz kobiety doma­torki.
    Prawda jest taka, ze z cza­sem sta­jemy sie che­micz­nie kastro­wani.
    Mowi sie, ze zmiany testo­ste­ronu sa zmia­nami natu­ral­nymi, i nie­ktore sa. Ale w 25 let­nich bada­niach dok­tor Al Sears stwier­dza , ze wiele medycz­nych kon­klu­zji, ktore sa akcep­to­wane jako natu­ralne, sa tak po praw­dzie, cal­ko­wi­cie nie­na­tu­ralne. I tak np. nowo­twor pro­staty. Ogol­nie stwier­dza sie, ze w kazdy czlo­wiek na ziemi bedzie mial objawy powiek­szo­nej pro­staty, czy nowo­tworu pro­staty wcze­sniej czy pozniej. Jed­nak prawda jest szo­ku­jaco inna.
    Rak pro­staty jest zupel­nie nie­znany w cze­sci Azji jak i w nie­kto­rych kra­jach trze­ciego swiata. Cho­roba pro­staty wydaje sie byc rezul­ta­tem nowo­cze­snych tech­no­lo­gii — tok­syny, ktore spo­zy­wamy w prze­twa­rza­nych pro­duk­tach spo­zyw­czych, zanie­czysz­czo­nym powie­trzu i zanie­czysz­czo­nej wodzie.
    To samo dotyczny wielu innych odmian nowo­two­row, cho­rob serca, cukrzycy i sta­rze­nie sie ma zwia­zek z reduk­cja testo­ste­ronu we krwi.
    NISKI POZIOM TESTOSTERONU POWODUJE ZNACZNIE WIECEJ NIZ TYLKO SPADEK POTENCJIMEZSZCZYZN.
    Niski poziom testo­ste­romu maja mezsz­czy­zni w naj­bar­dziej indu­strial­nie zaawan­so­wa­nych kra­jach. Powo­do­wane to jest zanie­czysz­cze­niami i sytu­acja stale sie pogar­sza.
    Gdy czlo­wiek sie sta­rzeje, jego testo­ste­rone zmniej­sza sie a estro­gen zwiek­sza, glow­nie z powodu prze­mian testo­ste­ronu, tj. meskiego hor­monu, na estro­gen, ktory jest zen­skim hor­mo­nem. Ostat­nie bada­nia wyka­zuja, ze prze­cientny poziom estro­genu u 54 let­niego mezsz­czy­zny jest wyzszy niz u 59 let­nie kobiety!!!, moze c.d.n. Z Pozdro­wie­niami. Tak nam dopo­moz Bog

  26. Eustachy pisze:

    Naj­wie­cej Testo­ste­ronu w Zjed­no­czo­nej Euro­pie i w Azji ma Pan Kor­win Mikke.

  27. czarek pisze:

    Zupeł­nie przy­pad­kowo zna­la­złem się na tej stro­nie. Jestem bar­dzo mile zasko­czony licz­nymi — zróż­ni­co­wa­nymi komen­ta­rzami.
    Obser­wuję że wszy­scy mamy(ja róniez się do nas zali­czam) duży pro­blem. A mia­no­wi­cie
    –nikt nas nie chce słu­chać– a My chcemy mówić. Wyczu­wam potęgę testo­ste­ronu.
    Sza­nowny auto­rze jestem pod dużym wra­że­niem Pań­skich wypo­wie­dzi. Gra­tu­luję zdro­wego roz­sądku. Ale zara­zem nasuwa mi się pyta­nie. Jle/jak długo należy cier­pieć żeby wyzwo­lić w sobie taki stan ducha — umy­słu jaki Pan w tej chwili posiada? Odpo­wiedź rze­czowa mnie nie inte­re­suje np. po pro­stu to się ma albo nie.
    Nie komę­tuję wypo­wie­dzi ponie­waż wszyst­kie pocho­dzą z ust ludzi tzwn z pasją. Pozdra­wiam
    czarek

  28. Jan M. Fijor pisze:

    Pisze to, co sam prze­zy­lem, albo prze­zyc chcia­lem. Te uwagi sa opar­ten na pacy sprze­dawcy, ktora wyko­ny­wa­lem przez kilk­na­scie lat w Nowym Swie­cie. Cier­pie­nie tez w tym bylo. I pasja. Dzie­kuje za cie­ple slowa. Pozdra­wiam Jan M. Fijor

  29. Tak mi dopomoz Bog pisze:

    Witaj Czarku. Jakos naj­wy­god­niej jest mi mowic ludziom po imie­niu, a zwlasz­cza jezeli sie nie widzi twa­rzy, to zaklada sie ze wszy­scy jeste­smy row­nie­sni­kami. W spo­tka­niach fizycz­nych, ze tak powiem, to jed­nak prze­strze­gam zasade Pan, czy Pani, ze wzgledu na sza­cu­nek i panu­jaca kul­ture. A co do pasji, to ona chyba zawsze byla i dla­tego pro­wa­dzila ta pasja do roz­nych odkryc.… Jezeli mowie odkryc, to nie­ko­niecz­nie nauko­wych, ale przez bra­nie udzialu w roz­nych pre­lek­cjach — i to na rozne tematy, row­niez i te na temat zdro­wia, czy na temat filo­zo­fii, na temat reli­gii, eko­nomi i wszyst­kiego tego co sie wiaze z zyciem. Zycie wiaze sie row­nie z tema­tem smierci, wiec i meta­fi­zyka ludziom nie jest obo­jetna, cho­ciaz ostat­nio sta­lem sie bar­dziej przy­ziemny niz poza­ziem­ski, niz poza­fi­zyczny. Latwosc w pisa­niu, czy prze­ka­zy­wa­niu mysli prze­wa­znie nie jest auto­ma­ty­zna jak tylko wiaze sie z tre­nin­gem natu­ral­nym, powie­dzial­bym raczej. Tre­ning natu­ralny to wpi­sy­wa­nie sie na rozne forumy, jak i cza­to­wa­nie. Zapewne, nie mozna kle­pac wszyst­kiego bez­kry­tycz­nie. Trzeba popra­wiac bledy, korzy­stac z uwag innych, a wtedy doj­dzie sie do wprawy pisa­nia i szyb­kiego prze­ka­zy­wa­nia mysli w cyber­prze­strzeni. Jak zapewne zauwa­zy­lem, mam ta wade, ze sie nie stresz­czam zkada, albo prze­kre­cam literki, ale gdy zaj­dzie taka potrzeba to potra­fie byc row­niez i bar­dziej zwie­zly czy sta­ranny. A jezeli cho­dzi o cier­pie­nia, to uni­kam ich jak dia­bel swie­co­nej wody. Pisa­nie nie spra­wia mi wcale trudnosci,wiec sie wcale przy tym nie mecze ani nie poswie­cam temu wiele czasu, jak prl-owscy pisa­rze, kto­rym cze­sto zycia zabie­ralo na napi­sa­nie jed­nej ksiazki pel­nej prze­na­ro­sniej­szych non­sen­sow. I prze­wa­znie tych non­sen­sow sami nie rozu­mieli cho­cia­zby jak np. non­sens try­umfu socja­li­zmu, cze­sto nazy­wany „histo­rycz­nym mate­ria­li­zmem”. Czy cho­cia­zby Mani­fest Komu­ni­styczny z jego materialistyczno-dialektycznymi pod­wa­li­nami, ktore to pod­wa­liny roz­sy­paly sie jak domek z kart.Zycze przy­jem­nego week­endu i lite­rac­kich suk­ce­sow. Tak mi dopo­moz Bog

  30. witek pisze:

    Dobry tekst p. Fijora.
    Dość dawno już odkryto zna­cze­nie etyki pro­te­stanc­kiej dla roz­woju kapitalizmu(M.Weber).
    Jed­nak cie­kawe byłoby poka­za­nie zna­cze­nia
    kato­lic­kiej men­tal­no­ści Polaka dla współ­cze­snych prze­mian gospo­dar­czych w naszym kraju.
    Uwa­żam że ten temat wart jest roz­my­ślań i badań.
    Przy okazji…czytam tu IV odcinek.A gdzie są dostępne poprzed­nie trzy?

  31. Jan M. Fijor pisze:

    Dzie­kuję! Poprzed­nie odcinki są w dziale Edu­ka­cja. Trzeba sobie klik­nąć wszyst­kie tek­sty i odna­leźć. JMF

  32. Duo pisze:

    Drogi Witku. Kapi­ta­lizm nie potrze­buje reli­gii. Kapi­ta­lizm potrze­buje Zdro­wo­Ego­istycz­nego Roz­sadku. Odro­dze­nie i Oswie­ce­nie odda­lalo sie od reli­gii, a sedno Rewo­lu­cji Prze­my­slo­wej, oparte bylo i jest (bo ta rewo­lu­cja wciaz trwa)na pogan­skim Atla­sie. To na jego naukach, na jego logice ludzie w wol­nych kra­jach two­rza praw­dziwe Cuda, a nie te li tylko w cho­rej cze­sto swia­do­mo­sci, jak cho­cia­zby ten mate­ria­lizm dia­lek­tyczny zapro­jek­to­wany nie­kon­cza­cymi sie sprzecz­no­sciami, do robie­nia men­tal­nego cha­osu. Spojrz Drogi Witku na takiego Jaru­zel­skiego. Czy on nie wyglada Ci na cho­rego, z Rozu­mem na Manow­cach? Nasza reli­gia kato­licka, a zwlasz­cza ta w rodzi­mym wyda­niu potrze­buje dobrego psy­chia­try. No ale gdzie takiego psy­chia­tre zna­lezc? Wsze­dzie dookola sami freu­dy­sci i dla­tego taka sta­gna­cja, a przeto i bez­ro­bo­cie. Ale nadzieja w Panu Janie Fijo­rze a juz na pewno w Panu Kor­wi­nie bo on, ten Pan Kor­win bie­gly w naukach sci­slych i na logice sie zna. Takiego naro­do­wego Atlasa Zbun­to­wa­nego nam trza.

  33. Vojo pisze:

    Luudzie, Rozejdz­cie sie!!!!
    Tu was wszyst­kich odsy­lam do kla­sycz­nej lite­ra­tury rosyj­skiej w celu zro­zu­mie­nia tych slow.
    Panie Fijor pan nie ma zie­lo­nego poje­cia o USA i ludziach tu zyja­cych, i tym co jest ich ener­gia egzy­sten­cjalna.
    Pana spo­strze­ze­nia sa powierz­chowne i bar­dzo uprosz­czone.
    Dla­czego wszy­scy Polacy kry­ty­kuja tak zazar­cie pol­ska kul­ture, reli­gie i naro­dowe tra­dy­cje. Zaden Ame­ry­ka­nin tego nie­robi, im sie wydaje ze sa pep­kiem swiata.Pan mowi caly czas o prze­nie­sie­niu moral­no­sci tzw kupiec­kiej w nega­tyw­nym zro­zu­mie­niu do zycia codzien­nego i wymiane che­sci­jan­skiej moral­no­sci na taki wla­snie sys­tem. Dla­czego pan uwaza ze pol­ski kato­li­cyzm jest plytki.
    Sadzi pan ze przez tysiac lat niczego wsrod nas nie doko­nal.
    Wra­ca­jac do chandlu,przy oka­cji pole­cam bar­dziej wni­kliwa ana­lize ame­ry­kan­skiej kul­tury i jej pryn­cy­piow, obo­wia­zuje zasada buy low, sell high reszta jest tylko srod­kami do osia­gnie­cia zysku.
    Zamiast wred­nej samo kry­tyki, i tu znowu dygre­sja — przy­po­mina mi to samo­kry­tyke zabran komu­ni­stow, polacy musza sie wza­jem­nie wspie­rac we wszyst­kich dzie­dzi­nach zycia.

  34. Duo pisze:

    Drogi Vojo, z tego co sie orien­tuje, o czym sie naczy­ta­lem to ame­ry­kan­ski sens zycia jest pod wezwa­niem „make money and to mind your own busi­ness”. Zapewne kloci sie to ze sta­rymi kon­ser­wa­tyw­nymi, pol­skim war­to­sciami wspol­nej pracy u pod­staw, ega­li­ta­ri­zmu naro­do­wego, co mile socjal-komunistycznemu sercu, a juz naro­do­wej reli­gii szcze­gol­nie. Lepiej nie nama­wiac do row­no­sci i spra­wie­dli­wo­sci spo­lecz­nej. Lepiej „dbac o wla­sny indy­wi­du­alny inte­res” i roz­gla­dac sie jak by tu zro­bic szmal”, a wtedy Pol­ska bedzie rosla w sile chyba, ze na dro­dze do indy­wi­dul­nego, a zatem i do naro­do­wego szcze­scia stana Zwiazki Zjed­no­czo­nych Euro­pej­skich Rad. Nie jestem az takim sro­gim kry­ty­kiem tych rad, bo bez nich nie wiem czy Pol­ska by sie wygrze­bala poli­tycz­nie i eko­no­micz­nie, a dla mlo­dych wiek­sze szanse na poszu­ki­wa­nie pracy i kon­cze­nia roz­nych uczelni. Mysle, ze takie wiek­sze pole widze­nia spo­wo­duje odpo­wied­nie wnio­ski, jaki sys­tem poli­tyczny, a zatem i eko­no­miczny bedzie dla Pol­ski naj­lep­szy w przy­szlo­sci. A moral­nosc niech osta­nie w sfe­rze oso­bi­stych wybo­row, a pan­stwo niech bedzie bez­oso­bo­wym, bez­li­to­snym objek­tyw­nie Robo­tem — wara jemu od narzu­ca­nia moral­nych stan­dar­tow. Popraw­cie mnie o ile jez­dem w ble­dzie. Tak mi dopo­moz Bog

  35. geo pisze:

    Panie Vojo, czys Pan z mula spadl, czy co? Co Pan opo­wiada o samo­kry­tyce komu­ni­stow na zebra­niach par­tyj­nych. Moze sie przy­zna­wali, ze nie­zbyt wier­nie wypel­niaja wiare komu­ni­styczna, ale byla to tylko kry­tyka powierz­chow­sno­sci ode­rwa­nego guzika od par­ty­jego gar­ni­turu. To co pan napi­sal tak lad­nie ujal bym to w jed­nym zda­niu, ze „nie powinno sie we wla­sne gniazdo sr.…ac.” Takie mysle­nie jest wla­snie nie­zbyt gle­bo­kim i nalezy szu­kac roz­nych innych roz­wia­zan, a nawet i dosyc ostra kry­tyka, bo gdyby nie wysi­lek ludzi mysla­cych kry­tycz­nie to bysmy naszego chrze­sci­jan­stwa, a w nim kato­li­cy­zmu ze sre­dnio­wie­cza nie wypro­wa­dzili. Taka zasada „niesra.…nia we wla­sne gniazdo panuje w reli­gii maho­me­tan­skiej i chyba sie Pan ze mna zgo­dzi, ze oni moral­nie, etycz­nie, poli­tycz­nie i gospo­dar­czo wciaz w sredniowieczu.

  36. magde hg pisze:

    hce się zasgg.

  37. sszady pisze:

    Mery­to­rycz­nie do uwagi Pań­skiej uwagi: „Tylko dwa przy­ka­za­nia Deka­logu doty­czą sto­sunku do Boga, pozo­stałe osiem, to wyłącz­nie opis norm regu­lu­ją­cych nasze rela­cje z dru­gim czło­wie­kiem.„
    Taki podział moż­liwy jest tylko z Deka­lo­giem w wyda­niu kato­lic­kim. Zesta­wie­nie Deka­logu Synaj­skiego i zna­nego z KRzK tutaj: http://www.10przykazan.pl/11_dwa_dekalogi.html
    A z innej strony (http://www.dekalog.pl/alter/czytelnia/aseret_hadibrot.htm)„Juda­zim naucza, że „Ase­ret hadi­brot było dane na dwóch tabli­cach, po pięć przy­ka­zań wypi­sa­nych na każ­dej z tablic. Pierw­sza tablica zawie­rała przy­ka­za­nia mówiące o rela­cji pomię­dzy Bogiem a czło­wie­kiem (bein adam leMa­kom), a druga tablica o rela­cji pomię­dzy czło­wie­kiem, a jego bliź­nim (bein adam lechawero)„[2]. I taki układ jest pre­zen­to­wany na stro­nie
    http://www.dekalog.pl.”

    Z powa­ża­niem, Syl­we­ster Szady

  38. Jan M. Fijor pisze:

    Dzie­kuje za uwagi. Nie zna­lem innych deka­lo­gow i mysle, ze pozo­stane przy kato­lic­kim. Pozdra­wiam jan M Fijor

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts