Pułapka

Zgod­nie z pol­skim pra­wem, nabywca uży­wa­nego samo­chodu ma obo­wią­zek, w ciągu 10 dni od daty kupna samo­chodu, zapła­cić haracz znany pod eufe­mi­zmem: poda­tek od czyn­no­ści cywilno praw­nych (PCCP). Poda­tek ten wynosi rów­no­war­tość dwóch pro­cent ceny kupna.

O ile sam poda­tek jest wredny, bo spro­wa­dza się do kary za kon­sump­cję, a nie­kiedy też – gdy samo­chód jest uży­wany i ponadto kupiony taniej zagra­nicą – kary za gospo­dar­ność, o tyle zasada jego wyli­cze­nia nie budzi wąt­pli­wo­ści. Pro­blem powstaje z chwilą okre­śle­nia pod­stawy opo­dat­ko­wa­nia. Ustawa regu­lu­jąca PCCP mówi, że bazę wyli­cze­nia – którą powinna być cena ryn­kowa — podaje nabywca samo­chodu (lub jego peł­no­moc­nik), czyli podat­nik. Musi mieć do tego jakąś pod­stawę, którą naj­czę­ściej jest umowa kupna. Jed­nakże ustawa nie pozwala na pełną swo­bodę, gdyż w sytu­acji, gdy umowa kupna opiewa na kwotę odbie­ga­jącą od tego, co Urząd Skar­bo­wym uznaje za cenę ryn­kową, wyso­kość podatku pod­da­wana jest w wąt­pli­wość, co owo­cuje naj­czę­ściej postę­po­wa­niem skar­bo­wym, w któ­rym pra­cow­nicy urzędu skar­bo­wego sami okre­ślają cenę ryn­kową, a zatem rów­nież wyso­kość podatku. Przy dużych odstęp­stwach, podat­nik nara­żony jest na karę. Ustawa jest więc skon­stru­owana według modelu peere­low­skiego, gdzie nie­mal wszyst­kie akty prawne zawie­rały w sobie nie­jed­no­znacz­ność, któ­rej skut­kiem był w tam­tym sys­te­mie brak ludzi bez winy. Teraz też. Co z tego, że mam umowę, ważną, praw­dziwą jeśli urząd skar­bowy ją może w maje­sta­cie prawa zakwe­stio­no­wać. Na jakiej pod­sta­wie? Na pod­sta­wie danych, jakie otrzy­muje od deale­rów. Nikt tych danych nie wery­fi­kuje, nikt nie spraw­dza ich wia­ry­god­no­ści, nie bie­rze nawet pod uwagę tego, że za pośred­nic­twem dealera — obcią­żo­nego przez pań­stwo sze­re­giem opłat, licen­cji, regu­la­cji, które kosz­tują a tym samym pod­no­szą cenę ofe­ro­wa­nych przez dealer­nie samo­cho­dów – kupu­jemy dro­żej niż od zna­jo­mego czy zagra­nicą, a mimo to wła­śnie on, dealer ucho­dzi za obo­wią­zu­jącą wykład­nię. My jeste­śmy, co naj­wy­żej, podejrzani!

Z jed­nej strony daje nam się przy­wi­lej wyli­cze­nia podatku, z dru­giej, auto­ma­tycz­nie ska­zuje na sta­tus poten­cjal­nego oszu­sta. To ewi­dentna pułapka, która nas może wpę­dzić w nie lada kło­poty. Wystar­czy, że kupimy samo­chód od krew­nego, albo zagra­nicą, a więc w oko­licz­no­ściach, w któ­rych jego cena będzie odbie­gać mocno od tego, co podają deale­rzy i mamy problem.

W nor­mal­nym kraju, prawo jest jed­no­znaczne: albo uznaje się dekla­ra­cję podat­nika za praw­dziwą i kwe­stio­nuje ją tylko w razie stwier­dze­nia ewi­dent­nego oszu­stwa, albo decy­zję co do wymiaru podatku pozo­sta­wia – podob­nie jak w przy­padku podatku od nie­ru­cho­mo­ści czy VAT – wła­dzom podat­ko­wym. Dla­czego w Pol­sce jest ina­czej? Naj­praw­do­po­dob­niej z powodu fuszerki i wro­dzo­nej podejrz­li­wo­ści urzęd­ni­ków w sto­sunku do oby­wa­tela, któ­rego wła­dza wciąż trak­tuje jak prze­stępcę, któ­remu w każ­dej chwili można posta­wić zarzut, by mieć pre­tekst do obra­bo­wa­nia go z owo­ców jego cięż­kiej pracy. Takie podej­ście widać na każ­dym kroku: kamery na uli­cach i w loka­lach, wysyp foto­ra­da­rów, rosnące upraw­nie­nia straży miej­skich, poli­cji czy setek innych inspek­cji i orga­nów kon­troli, dla któ­rych usłużny usta­wo­dawca sta­wia pułapki wpę­dza­jące nas w naj­lep­szym przy­padku w stres i poczu­cie winy. W takim kraju żyć się nie chce, a jak się nie chce żyć, to i pra­co­wać. Tylko patrzeć jak doj­dzie do powtórki sce­na­riu­sza z cza­sów PRL, kiedy Pol­ska była jedną wielką pułapką. Jak to się dla PRL skoń­czyło, każde dziecko wie.

Jan M. Fijor
”” 2009-04-29

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

No Comments Yet.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*