Pytania i odpowiedzi

Naj­le­piej jest takie arty­kuły i oskar­że­nia prze­mil­czeć, bo i jaki jest sens dowo­dze­nia, że się nie jest, czy jest — sło­niem. Jed­nakże za namową osób, które darzę zaufa­niem, posta­no­wi­łem napi­sać te kilka słów z sza­cunku dla tego, co robię i z czego jestem naj­le­piej znany. Na wię­cej przyj­dzie poczekać.

Lojalka

Pod­pi­sa­nie lojalki, dopiero dzi­siaj może wyglą­dać jak nawią­za­nie współ­pracy, ale wtedy nie było ustawy lustra­cyj­nej. Ja się nigdzie nie reje­stro­wa­łem, to ubek mnie zare­je­stro­wał. Jeśli w ogóle mnie zare­je­stro­wał. Co wię­cej, to ubek, który mnie do współ­pracy kape­ro­wał pod­kre­ślał, że pod­pi­sa­nie lojalki nie jest rów­no­znaczne z byciem szpic­lem. Nigdy nie wypie­ra­łem się pod­pi­sa­nia lojalki. Infor­mo­wa­łem o tym na www.fijor.com. Wie­dzieli o niej moim naj­bliżsi od początku. Nie była więc tajna. Opi­nie i komen­ta­rze cyto­wane w arty­kule pocho­dzą od pra­cow­nika SB, a ten pisał, co chciał. Niczego ze mną nie uzgad­niał. Nigdy niczego przy mnie nie noto­wał. Pseu­do­nimu nie bra­łem, ja pseu­do­nim (Bereta) uży­wa­łem już od 1978 roku. Pod­pi­sy­wa­łem nim swoje arty­kuły, zresztą pod­pi­suję je aż do dziś. Można to spraw­dzić na Inter­ne­cie. Poda­jąc swój pseu­do­nim w oświad­cze­niu odpo­wie­dzia­łem na pyta­nie prze­słu­chu­ją­cego mnie: czy uży­wam pseu­do­nimy. Uży­wa­łem, więc napi­sa­łem. Ja pseu­do­nimu nie przy­ją­łem, a więc TW Bereta nie ist­niał, to był wymysł SB. Dla­tego – zanim prze­czy­ta­łem arty­kuł (dopiero z począt­kiem stycz­nia b.r.) nie mia­łem bla­dego poję­cia, czego doty­czą zaczepki typu: „A co z TW Bereta”? Nigdy swo­jej teczki nie widzia­łem, bo dostępu do niej strze­gły kolejne ustawy i nie­wy­dol­ność orga­ni­za­cyjna IPN.

Motywy moje

W tej czę­ści jest naj­wię­cej nie­prawdy. Zanim pod­pi­sa­łem lojalkę zosta­łem (w wyniku wery­fi­ka­cji) na początku stanu wojen­nego wyrzu­cony z pracy i dopiero wiele mie­sięcy póź­niej do niej przy­jęty. Te mie­siące bez pracy prze­by­wa­łem poza War­szawą ima­jąc się róż­nych zajęć, żeby utrzy­mać rodzinę. Nie „spo­ty­ka­łem się” z SB, jak to suge­ruje autor arty­kułu, lecz sta­wia­łem na ich wezwa­nie lub przy­cho­dzili po mnie do domu. Nie pisa­łem dono­sów, to oni pisali swoje „doku­menty”. Nie kon­tak­to­wa­łem się poza narzu­co­nym mi obo­wiąz­kiem mel­do­wa­nia im o swo­ich wyjaz­dach zagra­nicz­nych. Nie bra­łem pie­nię­dzy, nie korzy­sta­łem, ani nie sko­rzy­sta­łem z niczego, jeśli nie liczyć kilku puszek kon­serw, jakie kupi­łem w dobrze zaopa­trzo­nym skle­pie MSW na Rako­wiec­kiej, wycho­dząc po jed­nym z prze­słu­chań.
Pasz­port też nie był moty­wem. Owszem, przy­go­to­wy­wa­łem się do emi­gra­cji do USA, ale prze­cież nikogo o tym nie infor­mo­wa­łem. Po 27 odmo­wach pasz­por­to­wych, które trwały 9 lat pasz­port otrzy­ma­łem w wyniku inter­wen­cji dwóch wpły­wo­wych dzien­ni­ka­rzy w 1978 i 1982 roku, nato­miast w okre­sie, który autor z IPN nazywa współ­pracą, otrzy­ma­łem 28. odmowę wyda­nia mi pasz­portu. SB pasz­portu mi nie zała­twiła, o czym świad­czy cho­ciażby wpis pra­cow­nika SB cyto­wany w arty­kule. Sam sobie ten pasz­port zała­twi­łem i na niego wyemigrowałem.

Motywy autora z IPN

Motywy autora są co naj­mniej nie­ja­sne. Dla­czego wła­śnie ja zosta­łem wybrany? Jest wielu bar­dziej zna­nych i zasłu­żo­nych dzien­ni­ka­rzy, o któ­rych mógł napi­sać. Taki tekst miałby znacz­nie więk­szą rangę. Nie pod­le­gam lustra­cji, nie skła­ma­łem w oświad­cze­niu, nie robię afer. Ale niechby. Autor wydaje na mnie wyrok, a prze­cież IPN sądem nie jest. Może więc zależy mu na praw­dzie histo­rycz­nej? Chyba też nie, bo w prze­ciw­nym razie skon­tak­to­wałby się ze mną, co jest prak­tyką etycz­nego histo­ryka, adres prze­cież miał. On tego nie robi. Co wię­cej, podaje błędne fakty i mani­pu­luje infor­ma­cją tak, żeby wyci­snąć na mnie piętno współ­pracy. W nauce jeden fał­szywy fakt czy dowód wystar­czy do oba­le­nia całych teo­rii. Tutaj autor posuwa się do zata­je­nia doku­men­tów, w tym m.in. donosu napi­sa­nego na mnie przez amba­sa­dora PRL w Argen­ty­nie, a także waż­nego doku­mentu pod­pi­sa­nego 18 IV 1984 roku przez gen. Płatka, a więc nie byle kogo, który pisze o mnie otwar­cie, że „nara­żam na szkodę dobre imię PRL”, i dla­tego należy mnie tępić. Dla­czego autor popeł­nia taką nie­etycz­ność? Bo doku­ment Płatka sta­wia mnie w innym świe­tle? Bo teza jego arty­kułu ległaby w gruzy? A może auto­rowi cho­dzi wyłącz­nie o ty by mnie upo­ko­rzyć, skom­pro­mi­to­wać w oczach opi­nii publicz­nej? Jest to hipo­teza praw­do­po­dobna i bynaj­mniej nie subiek­tywna. Tym bar­dziej, że w ostat­nich aka­pi­tach swo­jego tek­stu autor z IPN wyraża swoją dez­apro­batę wobec tego, co robię, a ści­ślej, co piszę współ­cze­śnie, czyli obec­nie. Nie roz­szy­fro­wuje innych pseu­do­ni­mów, mimo iż je wymie­nia w arty­kule. Sło­wem też nie wspo­mina, że kon­se­kwen­cją wspo­mnia­nego pisma Platka było zawie­sze­nie kon­tak­tów ze mną, ani o tym, że w marcu 1985 roku wyje­cha­łem do USA, skąd powró­ci­łem dopiero 18 lat póź­niej w 2003 roku. Sło­wem: cala publi­ka­cja IPN jest niewiarygodna!

Kon­klu­zja

Cały tekst spra­wia wra­że­nie, jak­bym ja nadal współ­pra­co­wał z SB. A więc, nie podoba się auto­rowi mój libe­ra­lizm, nie podoba mój zachwyt nad ludźmi przed­się­bior­czymi, pisa­nie o Kul­czyku i spółce Art– B. Ten „obiek­tywny histo­ryk”, badacz zain­te­re­so­wany poszu­ki­wa­niem prawdy z lat 1980. oce­nia moją książkę „Jak zosta­łem milio­ne­rem” (wydana 2007) i na jej pod­sta­wie kre­śli mój por­tret? Nie trudno teraz zro­zu­mieć, dla­czego nie­któ­rzy inter­ne­to­wi­cze uwa­żają nawet, że doro­bi­łem się dzięki SB. Nie podoba mu się rów­nież to, że nie piszę o dzia­łal­no­ści IPN, co też jest nie­prawdą, gdyż wła­śnie po serii moich arty­ku­łów jeden z pro­mi­nent­nych pra­cow­ni­ków IPN musiał się podać do dymi­sji. Może to odej­ście tak autora zabo­lało?
Uznaw­szy, że autor z IPN prze­je­chał się po mnie w spo­sób ten­den­cyjny, nie­etyczny, zataił doku­menty mogące pod­wa­żyć główną tezę jego arty­kułu, napi­sał sporo nie­prawdy, a także nie doło­żył sta­ran­no­ści przy inter­pre­ta­cji „doku­men­tów” zmu­szony jestem doma­gać się roz­strzy­gnię­cia sądo­wego. Innego wyj­ścia nie mam. Do tego czasu moje dal­sze tłu­ma­cze­nie się w jest bez sensu. „O, widzisz! Tłu­ma­czy się.” ergo winien! Prze­cież część ludzi już i tak wydała na mnie wyrok i to nawet nie zadaw­szy sobie trudu prze­czy­ta­nia tek­stu. Wiem to cho­ciażby z ich „publi­ka­cji” Inter­ne­to­wych. Nie tłu­ma­cze­nie się, rów­nież sensu nie ma; ”O, widzisz jak go zablo­ko­wało!” ergo przy­znał się! Mimo to posta­ram się doło­żyć sta­rań, aby w miarę obiek­tywna prawda o mojej teczce zna­la­zła się na łamach Nczasu już znacz­nie wcześniej.

Jan M. Fijor
„Nczas” 2008-01-16

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 10

  1. Przedsiębiorca pisze:

    Panie Fijor, ja Panu coś powiem, coś co mi powie­dział star­szy i mądry człowiek:

    Psy szcze­kają, a kara­wana idzie dalej.”

  2. ryskan pisze:

    Będę panu kibi­co­wał. Cho­ciaż rze­czy­wi­ście, „prze­śla­dowca” cel już osią­gnął. Stwo­rzył duszną atmos­ferę wokół Pana. Życzę potwier­dze­nia prawdy przez sąd.

  3. Michal Wieczorek pisze:

    Co obej­muje tresc takiej lojaki? Co to w ogole jest?

  4. Jot pisze:

    Lojalka byla zobo­wia­za­niem pod­pi­su­ja­cego, ze nie bedzie dzia­lal na szkode pan­stwa pol­skiego, albo/i ze bedzie infor­mo­wać organa o zagro­ze­niach dla tegoz pan­stwa.
    Jot

  5. JM Fijor pisze:

    W Pol­sce jest kru­cho z wiel­bla­dami, a tym badrziej kara­wa­nami. Psow ci jest dosta­tek, stad wole jed­nak uwa­zac.
    Uklony
    Jan M Fijor

  6. Mariusz Wiącek pisze:

    Może to jest zasłona dymna — czas otwar­cia archi­wów się zbliża nie ubła­ga­nie i zaczy­namy zwięk­szać „masę” umoczonych?

  7. Jan M. Fijor pisze:

    Co jest zaslona czego? Bo sie pogu­bi­lem. Oso­bi­scie marze o otwar­ciu archi­wow, a takze o tym, zeby pan zoba­czyl, moja teczke. Podzie­kuje mi pan za to, co robi­lem. Uklony Jan M Fijor

  8. Sprawiedliwy pisze:

    Nigdy sie nie tlu­macz. Twoi przy­ja­ciele tego nie potrze­buja, a wro­go­wie i tak nie uwierza”.

  9. Jan M. Fijor pisze:

    Zga­dzam się i dla­tego uni­ka­łem tlu­ma­czen. Mam jed­nak za slabe nerwy na to, zeby kom­plet­nie zigno­ro­wac apele Inter­nau­tow, abym jed­nak cos napi­sal. Osta­teczny wer­dykt wydany zosta­nie przez sad. Choc dla wro­gow nie bedzie to zadnym dowo­dem. Mimo to sprawa jest bar­dzo cie­kawa. Obie­cuje! Uklony Jan M Fijor

  10. Stanislaw Chmielewski pisze:

    Współ­czuję tej sytu­acji, cały IPN nale­ża­łoby prze­nieść do sieci i wtedy można by zamknąć tą insty­tu­cję.
    Ale jeżeli już Pan zaczął wyja­śnie­nia, to niech Pan jesz­cze opi­sze szcze­góły otrzy­ma­nia pasz­portu i emi­gra­cji w 85, bo teraz będą się tego cze­piać.
    Pozdra­wiam, i pro­szę się aż tak nie przejmować.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*