Refleksje nad podatkiem liniowym

Kością nie­zgody mię­dzy PO a pozo­sta­łymi par­tiami staje się znowu sys­tem podat­kowy PIT. Rzą­dząca PO jest za podat­kiem linio­wym, opo­zy­cja, a naj­sil­niej PiS i LiD, za pro­gre­syw­nym. Pro­blem w tym, że jeśli poli­ty­kom naprawdę zależy na dobro­by­cie Pola­ków, poda­tek liniowy służy temu celowi znacz­nie lepiej niż poda­tek progresywny.

Zwar­tość portfela

Od podatku pie­nię­dzy w pań­stwie nie przy­bywa, a ści­ślej, ubywa. Ame­ry­kań­ski eko­no­mi­sta i poli­to­log, Frank Cho­do­rov twier­dzi, że „pie­niądz w kie­szeni podat­nika ma dwu­krot­nie wyż­szą war­tość, niż w kasie fiskusa”. I cho­ciaż war­tość cał­ko­wi­tego zaso­bów Pola­ków, to co sami posia­dają plus to, co im zabie­rze pań­stwo (podatki) jest stała bez względu na formę opo­dat­ko­wa­nia, to uszczu­pla­jąc port­fele oby­wa­teli, poli­tycy obni­żają poten­cjał gospo­dar­czy narodu. Pro­blem w tym, że pewne stawki i formy opo­dat­ko­wa­nia przy­czy­niają się do tego, że mają­tek naro­dowy rośnie, a inne, że maleje. Im poda­tek mniej­szy, tym wzrost gospo­dar­czy szyb­szy. I to nie­za­leż­nie od pro­gramu poli­tycz­nego. Dla­czego więc poli­tycy nie godzą się na obniżkę podatku?
Ofi­cjal­nie dla­tego, że ich zda­niem oby­wa­tele nie potra­fią sami sobą roz­po­rzą­dzać i trzeba rządu, który się nimi zaj­mie. Wysu­wają też argu­ment o spra­wie­dli­wo­ści, a raczej nie­spra­wie­dli­wo­ści podatku. (Tak jakby życie było spra­wie­dliwe, albo nawet mogło spra­wie­dli­wym być.) Argu­ment ten pod­no­szony jest szcze­gól­nie gło­śno w sto­sunku do podatku linio­wego. Zasta­nówmy się zatem, czy poli­tycy sprze­ci­wia­jący się temu podat­kowi mają rację.
Czym jest poda­tek liniowy? To w prze­ci­wień­stwie do podatku pro­gre­syw­nego (PIT), który obo­wią­zuje Pol­sce poda­tek, który bez względu na wyso­kość docho­dów ma stałą stopę. Jeśli jest to 13 proc., jak w Rosji, osob­nik zara­bia­jący 100 tys. rubli rocz­nie zapłaci w postaci podatku 13,000 rubli, a osob­nik zara­bia­jący 1 mln rubli odda fisku­sowi 130 tys. rubli. Kon­cep­cja podatku linio­wego cha­rak­te­ry­zuje się tym, że nie uwzględ­nia żad­nych (lub pra­wie żad­nych) odpi­sów i ulg podat­ko­wych. Zaletą takiego podatku jest więc jego pro­stota, wyli­cze­nie nie budzi wąt­pli­wo­ści, może go doko­nać nawet pół­a­nal­fa­beta. Stąd naj­sil­niej­sze lobby prze­ciwko podat­kowi linio­wemu ist­nieje w śro­do­wi­sku księ­go­wych, dorad­ców podat­ko­wych i per­so­nelu urzę­dów skar­bo­wych; część z tych ludzi, po wpro­wa­dze­niu go pój­dzie na bruk. Nie mówi się tego otwar­cie, do tego służy argu­ment o spra­wie­dli­wo­ści społecznej.

Nie­spra­wie­dli­wość społeczna

Jest to argu­ment wielce ryzy­kowny, nacią­gany, a ponadto fał­szywy. Pomi­jam fakt, że w życiu spra­wie­dli­wo­ści nie ma i być nie może. Nie wia­domo nawet, co by tą spra­wie­dli­wo­ścią miało być. Załóżmy jed­nak, że nie­spra­wie­dli­wym byłby poda­tek wyż­szy dla bied­nych, a niż­szy dla boga­tych, albo jed­na­kowy dla wszyst­kich. Jeśli tak, to poda­tek liniowy nie­spra­wie­dliwy nie jest. Jeśli nawet „biedny” i „bogaty” płacą jed­na­kową stopę podat­kową np. 18 proc., to prze­cież nie płacą tyle samo. „Milio­ner” płaci 20 razy wię­cej podatku, niż ktoś, kto zara­bia rocz­nie 50 tys. zł. Co wię­cej, w przy­padku podatku pro­gre­syw­nego, przy sto­pie podat­ko­wej 36 proc. ten sam milio­ner nie zapłaci wcale dwa razy tylko, ile zapła­ciłby przy podatku linio­wym w wyso­ko­ści 18 proc. Chiń­skie przy­sło­wie mówi: „Prawo podat­kowe piszą ludzie bogaci”. I to jest prawdą także u nas. W odpo­wie­dzi na wyż­szą stopę podat­kową, ludzie bogaci posłu­gują się lukami podat­ko­wym i innymi legal­nymi for­mami zmniej­sza­nia dochodu do opo­dat­ko­wa­nia. Spo­śród boga­tych rekru­tują się biz­nes­meni i wła­ści­ciele firm, któ­rzy część swo­ich wydat­ków oso­bi­stych są w sta­nie, jak to się potocz­nie mówi; wpu­ścić w koszty. Te koszty pokryje biedny podat­nik.
W roku 1960 przy podatku pro­gre­syw­nym na mak­sy­mal­nym pozio­mie 90 proc. realna stopa podat­kowa ludzi zamoż­nych wyno­siła w USA nie­wiele ponad 23 proc., tylko o dwa proc. mniej, niż dwa­dzie­ścia pięć lat póź­niej, gdy ją Ronald Reagan obni­żył do 35 proc. Nie trzeba być sta­ty­sty­kiem i rozu­mieć rów­na­nie Laf­fera, by wie­dzieć, że wyż­sza stopa podat­kowa nie prze­kłada się wcale na wyż­sze wpływy z podat­ków. Co wię­cej, znane dotąd przy­kłady: reaga­now­skiej reformy podat­ko­wej z 1986 roku, podob­nej reformy z 1983 roku z Chile, a ostat­nio także z Rosji dowo­dzą, że jest odwrot­nie. Obniżka stóp pro­cen­to­wych w USA nie­malże wpływy podat­kowe podwo­iła, w Chile wolu­men wpły­wów podat­ko­wych wzrósł o połowę, nieco mniej, ale też dużo, wzro­sły wpływy fiskusa w Rosji.
Swoją drogą, poza mści­wo­ścią i głu­potą, trudno zna­leźć jakiś roz­sądny argu­ment za tym, żeby ludzie bogaci mieli pła­cić kilka czy kil­ka­na­ście razy wię­cej za woj­sko, drogi czy sana­to­ria. Sto­pień wyko­rzy­sta­nia przez nich insty­tu­cji pań­stwo­wych (utrzy­my­wa­nych z podat­ków) nie jest więk­szy niż w przy­padku ludzi pła­cą­cych znacz­nie niż­szy poda­tek. Czyżby więc opo­zy­cja wobec podatku linio­wego nie odróż­niała prawdy od fał­szu? Tego nie wia­domo. Wia­domo jed­nak, że pomimo ewi­dent­nej fał­szy­wo­ści, teza o nie­spra­wie­dli­wo­ści podatku linio­wego jest bar­dzo nośna poli­tycz­nie. Biedny, który podatku nie płaci (a wła­ści­wie myśli, że nie płaci) chęt­niej gło­suje na tych, któ­rzy mu obie­cują „złote góry”. Gdyby mu przy­szło za te góry zapła­cić, może by się zre­flek­to­wał, że są jed­nak tań­sze spo­soby na życie niż korzy­sta­nie z utrzy­ma­nia pań­stwa, co też jest złu­dze­niem, gdyż rela­tyw­nie biedni płacą znacz­nie wię­cej podatku niż ludzie lepiej zara­bia­jący.
Inte­res społeczny

Innym, czę­sto powta­rza­nym argu­men­tem prze­ciwko podat­kowi linio­wemu jest tzw. inte­res spo­łeczny. Nikt tego inte­resu rzecz jasna nie defi­niuje, bo wtedy by się oka­zało, że naj­więk­szym wro­giem inte­resu spo­łecz­nego są podatki, chęt­nie jed­nak jest on publicz­nie pod­no­szony. I tak, Janusz Pie­cho­ciń­ski, zatro­skany poseł PSL, absol­went SGH, jak sam pod­kre­śla, mar­twi się, że przy podatku linio­wym zabrak­nie pie­nię­dzy w budże­cie. Cie­kawe, że nie trosz­czy się o budżet podat­nika, któ­remu z powodu podatku też może zabrak­nąć pie­nię­dzy w domo­wym budże­cie. Załóżmy jed­nak, że to jest zbyt drobna sprawa jak na poli­tyka. Pro­blem, w tym, że niż­sza stopa podat­kowa, to wię­cej pie­nię­dzy w kie­szeni oby­wa­tela, a oby­wa­tel żyjący w dostatku nie wymaga już tak inten­syw­nej pomocy pań­stwa. Jeśli nawet spadną dochody pań­stwa, jesz­cze szyb­ciej spadną potrzeby oby­wa­teli. Wszak obniżka podatku polega wła­śnie na tym, że zamiast w kasie pań­stwa, pie­nią­dze pozo­stają do dys­po­zy­cji oby­wa­tela. To nie wszystko. Niż­szy poda­tek prze­kłada się na lep­szą ścią­gal­ność. W Rosji zej­ście z prze­działu 30 proc. (przy podatku pro­gre­syw­nym) do podatku linio­wego 13 proc. spo­wo­do­wało wzrost wpły­wów pań­stwa ok. 25 proc. Oszu­ki­wa­nie fiskusa prze­stało się opła­cać. Po trze­cie, oby­wa­tel mając do dys­po­zy­cji wię­cej pie­nię­dzy, chęt­niej inwe­stuje, bo ma z czego. Nowe inwe­sty­cje two­rzą nowe miej­sca pracy i nowe podatki. Zależ­ność tę zaob­ser­wo­wano wyjąt­kowo wyraź­nie po tym, jak Ronald Reagan obni­żył w 1982 roku mar­gi­nalną (mak­sy­malną) stopę podat­kową z 80 proc. do 35. Mimo tak gwał­tow­nego spadku, wolu­men wpły­wów podat­ko­wych wzrósł z 500 mld dol. do ok. 900 mld dol.!
Poda­tek liniowy dopro­wa­dzi nie tylko do spadku potrzeb budżetu i wzro­stu zamoż­no­ści oby­wa­teli, ale także do zwięk­sze­nia wolu­menu wpły­wów podat­ko­wych w ogóle. Potwier­dzają to m.in. doświad­cze­nia: Rosji, Chile, Sło­wa­cji. Zresztą po co daleko szu­kać, potwier­dza to liniowy CIT, wpro­wa­dzony 4 lata temu przez Leszka Millera.

Wła­dza!

Dla­czego pomimo samych zalet, poda­tek liniowy jest wpro­wa­dzany z takimi opo­rami? Powody są dwa. Primo, to igno­ran­cja. Już o tym mówi­li­śmy. Poli­tyk, dzien­ni­karz, dzia­łacz nie wie, boi się spy­tać, więc na wszelki wypa­dek woli się sprze­ci­wić, dora­bia­jąc do swej odmowy fał­szywy argu­ment o nie­spra­wie­dli­wo­ści lub zagro­że­niu inte­resu spo­łecz­nego. Gdyby poli­ty­kom cho­dziło wyłącz­nie o spra­wie­dli­wość i dobro spo­łeczne, wpro­wa­dzi­liby poda­tek liniowy nawet ryzy­ku­jąc utratę sta­no­wi­ska. Taki poda­tek jest dla kraju i ludzi znacz­nie bar­dziej korzystny, niż poda­tek pro­gre­sywny. Co wię­cej, jest też znacz­nie korzyst­niej­szy dla samego poli­tyka. Nie dość, że oby­wa­tele z wła­snej kie­szeni wycią­gają mniej, to w kasie pań­stwa pie­nię­dzy jest wię­cej. Sytu­acja wyda­wa­łoby się wyma­rzona. Z jed­nym wyjąt­kiem. I tu docho­dzimy do argu­mentu decy­du­ją­cego, do żądzy wła­dzy. Poli­tyk uświa­da­mia sobie, że wię­cej pie­nię­dzy w kie­szeni oby­wa­tela, to wię­cej wol­no­ści dla oby­wa­tela. Czło­wiek wolny zasta­na­wia się czy ten poseł, sena­tor czy pre­zes jest mu naprawdę do cze­goś potrzebny. A nuż doj­dzie do wnio­sku, że nale­ża­łoby go jed­nak zwol­nić? I tego widma zbęd­no­ści boją się poli­tycy naj­bar­dziej, stąd stwa­rzają nam nie­ustanne zagro­że­nia, aby­śmy przy­pad­kiem nie odkryli, że tak naprawdę możemy się bez wielu z nich obyć.

Jan M. Fijor
”” 2008-02-26

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 8

  1. Wolski pisze:

    O tym akto­rze Reaga­nie to sly­sze same pochwaly jakim to on byl wspa­nia­lym eko­no­mi­sta, ale czy to nie za jego kaden­cji pod­nie­siono poda­tek na social secu­rity i medi­care o 100% ???

  2. bartek dlugi pisze:

    komen­tarz do para­grafu „wla­dza”: wydaje mi sie ze Reagan obni­zyl podatki w 81 by potem je pod­niesc w 82 o okolo 1/3? do tego nie byl poprze­dzony zaci­snie­ciem wydat­kow lecz wiek­szymi wydat­kami? pozdrawiam!

  3. Jan M. Fijor pisze:

    Reagan obni­zyl podatki zaraz po doj­sciu do wla­dzy, a pod­niosl w 1986, wraz z nowa ustawa podat­kowa. jmf

  4. parsek pisze:

    Nato­miast ja uwa­żam, że poda­tek liniowy jest nie­spra­wie­dliwy i tłu­ma­czę dla­czego.
    Weźmy pod uwagę np. dwie czte­ro­oso­bowe rodziny — jedna o docho­dzie mie­sięcz­nym 1 500 brutto, (pomi­jam opłaty na ZUS) druga o docho­dzie 15 000 brutto. Jeżeli będą pła­cic poda­tek liniowy (np. 20%), pierw­sza zapłaci 300 zł podatku, druga 3000 zł.
    300 zł dla pierw­szej rodziny jest kwotą ogromną przy jej docho­dach, bo ta rodzina, nawet gdyby nie potrą­cano jej żad­nego podatku, i tak żyłaby na gra­nicy nędzy. Nato­miast druga rodzina, przy docho­dzie netto 12 tys. zł. nawet nie zauważy tych 3000 zł, wcze­śniej potrą­co­nych przez fiskusa. Czyż nie?
    Jeżeli obcią­że­nia podat­kowe mają spra­wie­dli­wie obcią­żac oby­wa­teli (oczy­wi­ście zdaję sobie sprawę, że słowo „spra­wie­dli­wie” jest w tym momen­cie nie­moż­liwe do pre­cy­zyj­nego opi­sa­nia, ale intu­icyj­nie każdy rozu­mie, o co cho­dzi) to nie może byc tak, że poda­tek pła­cony przez jedną grupę podat­ni­ków jest nie­mal nie­istotny z punktu widze­nia jej docho­dów (mówię tu o gru­pie naj­le­piej zarabiających),a dla innej grupy podat­ni­ków (tych naj­mniej zara­bia­ją­cych) jest wręcz zabój­czy. Oczy­wi­ście, poda­tek pro­gre­sywny nie zała­twia cał­ko­wi­cie sprawy, ale więk­sze obcią­że­nia dla naj­bo­gat­szych cho­ciaż w pew­nym stop­niu (nie­wiel­kim) kom­pen­sują tę nie­spra­wie­dli­wośc.
    Tak więc poda­tek liniowy jest nie­spra­wie­dliwy nie dla­tego, że bogaci płacą za MAŁO, ale dla­tego że naj­bied­niejsi płacą za DUŻO.

  5. Jan M. Fijor pisze:

    Poda­tek jest ceną za usługi pań­stwa. Dla­czego bogatsi mie­liby pła­cić za te usługi wię­cej? Jeśli ktoś chce mieć wię­cej niech robi to, co przy­nosi wię­cej dochodu. Dla­czego karać kar­dio­chi­rurga za to, że potrafi coś, co jest bar­dziej potrzebne ludziom niż umie­jęt­no­ści hydrau­lika? Jeśli ktoś pła­cio zbyt duże podatki, to może nale­żą­łoby podatki obni­żyć? Poza tym, gros podat­ków tra­fia jed­nak do ubo­gich, więc to oni cier­pią z powodu poli­ty­ków, kto­rzy chcą im zapew­nić spra­wie­dli­wość. Zresztą spra­wie­dli­wo­ści spo­łecz­nej nie ma, bo nawet nie wia­domo, co by nią było. Równe dochody? Równa kon­sump­cja? Równe szczę­ście? Ukłony Jan M Fijor

  6. parsek pisze:

    Wła­śnie o tym mówię, w przy­padku kon­cep­cji podatku linio­wego, bogaci płacą rela­tyw­nie mało, zde­cy­do­wa­nie za mało (w porów­na­niu do naj­bied­niej­szych) za te, jak Pan to nazywa usługi pań­stwa, nato­miast bar­ba­rzyń­sko łupi się naj­bied­niej­szych, co wyka­za­łem Panu w moim przy­kła­dzie.
    Co to zna­czy, że „jeśli ktoś chce mieć wię­cej niech robi to, co przy­nosi wię­cej dochodu”?
    Po pierw­sze, to samo można powie­dziec w sto­sunku do naj­bo­gat­szych –niech się wezmą do roboty, zamiast jęczec jak stare baby, że ich pań­stwo łupi podat­kami. Niech robią to, co przy­nosi więk­szy dochód o tyle, aby nad­ro­bic aktu­alne straty wyna­gro­dze­nia netto z powodu podatku pro­gre­syw­nego. I będą zadowoleni-wszak o pie­nią­dze im cho­dzi. Po dru­gie — w Pol­sce sytu­acja ludzi naj­uboż­szych jest tak tra­giczna, że każdy z nich już dawno ze 100 razy wyko­rzy­stał moż­li­wo­ści zara­bia­nia wię­cej (z wyjąt­kiem nie­któ­rych rodzin pato­lo­gicz­nych). Co Pan sobie myśli, że ludzie chcą byc biedni, żeby Panu zro­bic na złośc i okraśc z docho­dów poprzez pro­gre­sywny sys­tem podat­kowy? Ich bieda jest zja­wi­skiem obiek­tyw­nym, moż­li­wym do szyb­kiej zmiany tylko w bar­dzo nie­wiel­kim stop­niu.
    W sys­te­mie podatku pro­gre­syw­nego nikt nie „karze kar­dio­chi­rurga za to, że potrafi coś, co jest bar­dziej potrzebne ludziom niż umie­jęt­no­ści hydrau­lika?” Karałby go wtedy, gdyby np. obaj zara­biali tyle samo albo róż­nice w ich zarob­kach netto były nie­wiel­kie. Nato­miast kar­dio­chi­rurg zara­bia­jący 15 tys. brutto z podat­kiem pro­gre­syw­nym 40 % dostaje wie­lo­krot­nie wię­cej netto niż hydrau­lik z pen­sją 3 tys. brutto i podat­kiem 20 %. Czyż nie? I oczy­wi­ście powi­nien dosta­wac wię­cej, żeby­śmy się dobrze zro­zu­mieli. Dopóki zara­bia­jący brutto wię­cej, mają netto wię­cej, doputy sys­tem ten nikogo nie karze, bo wię­cej pracy zawsze będzie dla nich ozna­czało wię­cej zarobku netto. Oczy­wi­ście przy roz­sąd­nym gór­nym progu podat­ko­wym, ale 40 % nie jest prze­cież niczym nie­zwy­kłym w świe­cie.
    Abso­lut­nie się z Panem zga­dzam, że podatki dla naj­uboż­szych należy obni­żac. Tu nie ma mię­dzy nami sporu. W Pol­sce powinno obni­życ się znacz­nie te podatki poprzez cho­ciażby obni­że­nie pierw­szego progu podat­ko­wego do np. 10 %, albo poprzez wpro­wa­dze­nie sen­sow­nej kwoty wol­nej od opo­dat­ko­wa­nia. Pozo­stałe dwa progi można pozo­sta­wic na tym samym pozio­mie. Na takiej ope­ra­cji zaro­bią wszy­scy, rów­nież ci z naj­wyż­szymi docho­dami, ale naj­wię­cej naj­ubożsi. A dla nich w końcu te pie­nią­dze, mimo że nie­wiel­kie kwo­towo, (byłoby to pew­nie sto-dwieście zło­tych mie­sięcz­nie) mia­łyby kolo­salne zna­cze­nie, dzięki nim mogliby np. kupic tro­chę jedze­nia, albo wyku­pic lekar­stwa.
    Co do spra­wie­dli­wo­ści spo­łecz­nej to czę­ściowo się z Panem zga­dzam. Trudno jest okre­ślic, co mia­łoby nią być w OGÓLNOŚCI, ale w nie­któ­rych SZCZEGÓLNYCH przy­pad­kach, kie­ru­jąc się intu­icją, można przy­naj­mniej powie­dziec, co nią nie jest. Poda­tek liniowy na pewno nie jest jej prze­ja­wem. Wyja­śnia­łem wcze­sniej kilka razy, dla­czego. Ser­decz­nie pozdrawiam.

  7. johny11 pisze:

    Dawno nie czy­ta­łem tak ten­den­cyj­nego ale zara­zem zabaw­nego arty­kułu. Naj­bar­dziej podo­bało mi się jak Autor pró­bo­wał nawią­zać do krzy­wej Laf­fera, ale tro­chę mu nie wyszło, bo pisze coś o rów­na­niu Lef­fera. Samej krzy­wej chyba na oczy nie widział. Suge­ruje w kilku miej­scach, że zawsze, obniżka stawki opo­dat­ko­wa­nia wpływa na wzrost przy­cho­dów budże­to­wych. Np. „Nie trzeba być sta­ty­sty­kiem i rozu­mieć rów­na­nie Lef­fera, by wie­dzieć, że wyż­sza stopa podat­kowa nie prze­kłada się wcale na wyż­sze wpływy z podatków(…)Znane dotąd przykłady(…)dowodzą, że jest odwrot­nie”.
    Nie Panie Fijor z pew­no­ścią nie jest odwrot­nie i już na pewno nie o to cho­dziło Panu Arhu­rowi Laf­fer, nie Leffer.

    Drwina z Janu­sza Pie­cho­ciń­skiego też zasłu­guje na uwagę: Janusz Pie­cho­ciń­ski „jak sam pod­kre­śla, mar­twi się ‚że przy podatku lino­wym zabrak­nie pie­nię­dzy w budże­cie. Cie­kawe, że trosz­czy się o budżet podat­nika, któ­remu z powodu podatku może zabrak­nąć pie­nię­dzy w domo­wym budże­cie”.
    I pan Janek F. myślał, że jest błyskotliwy.

    Słusz­nie się mar­twi Pan Pie­cho­ciń­ski. Jest to po pro­stu praw­do­po­dobne. Wpro­wa­dze­nie podatku linio­wego, to ogra­ni­cze­nie roli podatku docho­do­wego w sys­te­mie podat­ko­wym. W Pol­sce podatki docho­dowe nie są wyso­kie, a dal­sze ich zmniej­sza­nia z pew­no­ścią poprawi ich ścią­gal­ność, ale już nie koniecz­nie wpły­nie na wzrost przy­cho­dów budże­to­wych. Znacz­nie wyż­sze podatki bez­po­śred­nie są w kra­jach lepiej roz­wi­nię­tych gospo­dar­czo. W Pol­sce podob­nie, jak w innych kra­jach słabo roz­wi­nię­tych gospo­dar­czo lep­szym źró­dłem dochodu dla Pań­stwa są podatki pośred­nie (np. VAT, akcyza).
    Wzrost roli podatku bez­po­śred­niego, a tym samym obniżka podat­ków bez­po­śred­nich jest sta­nem pożą­da­nym i pro­mo­wa­nym przez dok­trynę. Przy­czyna jest pro­sta – podatki bez­po­śred­nie są bar­dziej uczciwe niż pośred­nie.
    Uczci­wość ta polega na tym, że obcią­że­nia są znane. Podat­nik wie dosko­nale jaką kwotą oraz jaki pro­cent jego docho­dów pochła­niają podatki. Kto nato­miast liczy ile traci z powodu podatku VAT, który ukryty jest w cenie kon­su­mo­wa­nych pro­duk­tów. Podat­nicy nawet nie wie­dzą, że płacą jakiś podatek.

    W kra­jach roz­wi­nię­tych podatki bez­po­śred­nie są wyso­kie, ale podat­nicy (wyborcy) dosko­nale wie­dzą co mogą ocze­ki­wać, jeśli jakiś poli­tyk mówi o pod­wyż­sze­niu podat­ków bez­po­śred­nich. I na odwrót, jeśli poli­tyk mówi o obniżce podat­ków docho­do­wych, to zadają pyta­nia typu: ok., ale jak rząd zre­kom­pen­suje sobie spa­dek przy­cho­dów budże­to­wych, pod­wyż­szy podatki pośred­nie (ukry­wa­jąc obcią­że­nia podat­kowe), czy obniży wydatki (edu­ka­cja, pomoc społeczna).

    W Pol­sce takich pytań nie ma i nie będzie tak długo jak długo lide­rami opi­nii w zakre­sie eko­no­mii lub podat­ków będą dyle­tanci pokroju Pana Jana Fijora. Nie­któ­rym poli­ty­kom igno­ran­cję można wyba­czyć, w końcu są naszymi repre­zen­tan­tami i w pew­nym zakre­sie są odbi­ciem spo­łe­czeń­stwa. A prze­cież nie każdy Kowal­ski ma wie­dzę z zakresu eko­no­mii czy podat­ków. Wyba­cze­nie dzien­ni­ka­rzowi igno­ran­cji powinno przy­cho­dzić nam znacz­nie trudniej.

    (…) w życiu spra­wie­dli­wo­ści nie ma i być nie może”. Czy to uspra­wie­dli­wia nas aby do niej nie dążyć. Na świe­cie nie będzie nigdy tak, aby zawsze pano­wał pokój i nie było żad­nych kon­flik­tów zbroj­nych, czy zatem zwal­nia to nas z dąże­nia do pokoju na świecie.

    niż­sza stopa podat­kowa to wię­cej pie­nię­dzy w kie­szeni oby­wa­tela, a oby­wa­tel żyjący w dostatku nie wymaga już tak inten­syw­nej pomocy pań­stwa”. Czyli rozu­miem, że mówimy o oby­wa­telu zara­bia­ją­cym poni­żej śred­niej kra­jo­wej, bo w końcu to wła­śnie tacy oby­wa­tele tak owej pomocy Pań­stwa potrze­bują. Tylko może autor by wytłu­ma­czył jak poda­tek linowy miałby popra­wić sytu­ację osób naj­sła­biej zara­bia­ją­cych. Ode­brałby on jedy­nie pozo­sta­ło­ści ulg podat­ko­wych. Poda­tek liniowy zmniej­sza obcią­że­nia osób zara­bia­ją­cych znacz­nie poni­żej śred­niej kra­jo­wej, ale dla­czego miałby wpły­wać na ogra­ni­cze­nie potrzeb oby­wa­teli zara­bia­ją­cych znacz­nie poni­żej śred­niej krajowej.

    trudno zna­leźć jakiś roz­sądny argu­ment za tym, żeby ludzie bogaci mieli pła­cić kilka, kil­ka­na­ście razy wię­cej za woj­sko, drogi czy sana­to­ria.”
    John Mynair Keyns jed­nak zna­lazł. Jego zda­niem pro­gre­sywny poda­tek od wyna­gro­dzeń powo­duje wol­niej­sze zmiany w docho­dzie niż zmiany w PKB, poprzez auto­ma­tyczne „prze­cho­dze­nie” podat­ni­ków do wyż­szych sta­wek podatku (pod­czas fazy wzro­stu) bądź też niż­szych (pod­czas rece­sji). Tak więc pro­gre­sywny poda­tek od wyna­gro­dzeń działa „wbrew kie­run­kowi cyklu koniunk­tu­ral­nego” (coun­ter­cyc­li­cal), mode­ru­jąc tym samym jego prze­bieg.
    Jest to argu­ment bar­dzo aktu­alny w obec­nym sta­nie glo­bal­nej gospo­darki.
    W cza­sie kiedy naj­bar­dziej potrze­bu­jemy podatku pro­gre­syw­nego Pol­ska mia­łaby wpro­wa­dzać poda­tek liniowy? Moż­liwe, że świat przy­po­mni sobie o key­ne­si­zmie w obli­czu obec­nego kryzysu.

    A tak w ogóle, czyż­by­śmy zapo­mnieli czym jest poda­tek? To prze­cież nie­od­płatne świad­cze­nie na rzecz Pań­stwa. Poda­tek, to nie opłata za woj­sko, drogi czy sana­to­ria. A jego funk­cja jest zupeł­nie inna. Jedną z funk­cji jest prze­cież redy­stry­bu­cja docho­dów. Czy można jed­no­znacz­nie wyro­ko­wać, że takie jano­si­ko­wa­nie jest nie­spra­wie­dliwe? To pew­nie zależy od sytu­acji społeczno-gospodarczej naj­uboż­szych i od poziomu roz­woju gospo­dar­czego pań­stwa. Świat prze­cho­dził już przez etap niczym nie skrę­po­wa­nego libe­ra­li­zmu. Skutki były tragiczne.

    Neo­li­be­ra­lizm, to obec­nie bar­dzo modny nurt. Jeśli ktoś ma inne poglądy to raczej nie zrobi kariery nauko­wej czy dzien­ni­kar­skiej. Neo­li­be­ra­lizm bom­bar­duje poprzez media i lide­rów opi­nii, któ­rzy też pod­le­gają wpły­wom innych śro­do­wisk (czę­sto z resztą opła­ca­nych pie­niędzmi dużych kor­po­ra­cji mię­dzy­na­ro­do­wych). Czy to jest wol­ność? Trzeba mieć świa­do­mość wpły­wów jakim pod­le­gamy. Cza­sem warto się zasta­no­wić co ukształ­to­wało nasze poglądy. Jakiej indok­try­na­cji pod­le­gamy i dla­czego jeste­śmy rzecz­ni­kami takiej, a nie innej idei. Ludzie myślący zdają sobie z tego sprawę, a ich moty­wa­cją są czę­sto pie­nią­dze. Pozo­stali to raczej mario­netki o ogra­ni­czo­nym poten­cjale inte­lek­tu­al­nym. Warto być wyczu­lo­nym na wpływy innych aby być wol­nym czło­wie­kiem, bo wię­cej pie­nię­dzy w kie­szeni oby­wa­tela, to z pew­no­ścią nie wię­cej wolności.

    Wol­ność od wpływu to jest wol­ność, wol­ność do wła­snego zda­nia to też wol­ność. Jaką wol­ność czło­wie­kowi dają pie­nią­dze? Wol­ność od obo­wiązku wobec spo­łe­czeń­stwa, wol­ność od pań­stwa, czy może wol­ność do mani­pu­la­cji spo­łe­czeń­stwem oraz wol­ność do kupo­wa­nia ustaw?

    Ale poda­tek linowy potrafi jed­nak dzia­łać cuda, i to jest argu­ment, któ­rego nie spo­sób oba­lić. „Nie dość, że oby­wa­tele z wła­snej kie­szeni wycią­gają mniej, to w kasie pań­stwa pie­nię­dzy jest wię­cej”. Czy jest ktoś, kogo to zda­nie nie rozbawiło?

    Czło­wiek wolny zasta­na­wia się, czy ten poseł, sena­tor lub pre­zes jest mu naprawdę do cze­goś potrzebny”. To pra­wie jak anar­chizm. Wcale nie jest nam potrzebny sejm, senat, rząd. Zli­kwi­dujmy organy pań­stwowe i znie­śmy gra­nice mię­dzy Pań­stwami. Powsta­nie jedna wielka kor­po­ra­cja zarzą­dzana cen­tral­nie. Niech zarzą­dza nią kto­kol­wiek, tylko żeby­śmy mu pła­cić nie musieli. Jak któ­reś Pań­stwo się nie zgo­dzi na przy­stą­pie­nie do kor­po­ra­cji, to mu się siłą wpoi praw­dziwą wolność.

  8. Jan M. Fijor pisze:

    Ja jestem prze­ciw­nego zda­nia, uwa­żam bowiem,że każdy poda­tek jest szko­dliwy! Krzywa Laf­fera, to krzywa będąca roz­wią­za­niem rów­na­nia. Jak zresztą każda krzywa. Dosiego 2009! JM Fijor

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*