Ruch w nieruchomościach

Mimo droż­szych kre­dy­tów, rosną­cych cen robo­ci­zny, dro­że­ją­cych mate­ria­łów budow­la­nych oraz więk­szej podaży miesz­kań, pod wzglę­dem atrak­cyj­no­ści inwe­sty­cyj­nej rynek nie­ru­cho­mo­ści — w naj­bliż­szych trzech, czte­rech latach — nie będzie miał god­nego rywala. Będzie, co prawda trud­niej­szy, mniej będzie oka­zji, ale apre­cja­cja utrzyma się w gra­ni­cach dwucyfrowych.

Cho­roba nadregulacji

W ostat­nim komu­ni­ka­cie Pol­skiej Fede­ra­cji Rynku Nie­ru­cho­mo­ści, a więc orga­ni­za­cji obej­mu­ją­cej naj­szer­szy seg­ment tego rynku, podano, że miesz­kań w Pol­sce nadal bra­kuje, co przy obec­nym tem­pie podaży ozna­cza dal­szy wzrost cen. I to w zasa­dzie wyja­śnia, dla­czego rynek nie­ru­cho­mo­ści będzie w naj­bliż­szych 3 – 5 lat naj­lep­szą lokatą pie­nię­dzy Pola­ków. Tym bar­dziej, że ryn­kowi „sprzyja” pań­stwo. Nie ma w Pol­sce dzie­dziny gospo­darki bar­dziej ure­gu­lo­wa­nej od nie­ru­cho­mo­ści. Regu­la­cje utrud­niają życie i zabie­rają czas, a czas to pie­niądz. Wpraw­dzie rząd zapo­wiada rewo­lu­cję w budow­nic­twie, jeśli nawet się ona ziści, prak­tyczna zmiana pro­ce­dur potrwa, co naj­mniej pięć lat. I to tylko w przy­padku pro­gramu mini­mum, który wymaga stwo­rze­nia jed­no­znacz­nych pla­nów zago­spo­da­ro­wa­nia prze­strzen­nego; likwi­da­cji zezwo­leń na budowę i ana­chro­nicz­nej pro­ce­dury odrol­nie­nia; pry­wa­ty­za­cji gigan­tycz­nego sek­tora miesz­kań i lokali znaj­du­ją­cych się w rękach pań­stwa; znie­sie­nia utrud­nień w obro­cie zie­mią, zwłasz­cza, gdy stro­nami trans­ak­cji są cudzo­ziemcy, czy demo­no­po­li­za­cji ksiąg wie­czy­stych. Bez tego będzie tylko gorzej. Ludzi przy­bywa, a ziemi nie. Ozna­cza to dal­szy wzrost cen i nie pomogą żadne pro­gramy taniego budow­nic­twa, spon­so­ro­wane przed rząd pre­fe­ren­cje kre­dy­towe czy podat­kowe. Ziemi nada­ją­cej się dla budow­nic­twa jest za mało, jej prze­kwa­li­fi­ko­wa­nie to pro­ces żmudny, trwa­jący latami, bra­kuje nie tylko pla­nów zago­spo­da­ro­wa­nia, ale i pla­ni­stów i geo­de­tów. Absur­dalne jest usta­wo­daw­stwo eko­lo­giczne oraz arche­olo­giczne. To wszystko plus domi­nu­jąca w admi­ni­stra­cji atmos­fera nie­życz­li­wo­ści i podejrz­li­wo­ści hamuje podaż dzia­łek budow­la­nych, a zie­mia to pod­sta­wowy suro­wiec budow­nic­twa. Rosnące koszty robo­ci­zny i mate­ria­łów budow­la­nych to już tylko dro­biazg dokła­da­jący się do lita­nii barier. Nie mówiąc, o kata­strze, o potrze­bie uspraw­nie­nia sys­temu obrotu nie­ru­cho­mo­ściami (sys­tem MLS), roz­bu­do­wie infra­struk­tury, likwi­da­cji mono­polu nota­rial­nego i innych czyn­ni­kach wpły­wa­ją­cych na podaż grun­tów. Widać więc, że od strony poda­żo­wej sytu­ację mamy nadal niewesołą.

Gorący pie­niądz

A teraz popyt. Głów­nym czyn­ni­kiem wpły­wa­ją­cym na aktyw­ność rynku nie­ru­cho­mo­ści jest poli­tyka mone­tarna: regu­la­cje stóp i poli­tyka kre­dy­towa. Rosnące od ponad pół roku stopy bazowe banku cen­tral­nego wpły­wają na koszty kre­dytu hipo­tecz­nego, a że czasy kupo­wa­nia nie­ru­cho­mo­ści za gotówkę powoli mijają, powinno dojść do ogra­ni­cze­nia popytu. Droż­szy kre­dyt to mniej­sza aktyw­ność na rynku, a więc niż­sze ceny. Zgoda, pod warun­kiem, że wzrost opro­cen­to­wa­nia jest znaczny, a tak jed­nak nie jest. Nadal można otrzy­mać kre­dyt hipo­teczny w gra­ni­cach 4 – 5 pro­cent w walu­tach obcych, a kre­dyt zło­tów­kowy w gra­ni­cach 6,5 pro­cent też nie jest czymś zbyt uciąż­li­wym. Sło­wem: finan­so­wa­nie hipo­teczne jest nadal tanie. O ten­den­cji do eks­pan­sji kre­dy­to­wej ze strony ban­ków świad­czy poja­wie­nie się już na rynku kre­dy­tów poży­czek hipo­tecz­nych o sta­łym opro­cen­to­wa­niu na 10 i wię­cej lat. Nie tylko w ban­kach, także w port­fe­lach Pola­ków pie­nią­dze zaczy­nają być coraz goręt­sze. Tym bar­dziej, że Polacy wciąż wię­cej oszczę­dzają niż poży­czają. Czyn­ni­kami mobi­li­zu­ją­cymi do kupo­wa­nia nie­ru­cho­mo­ści jest, z jed­nej strony, postę­pu­jące zała­ma­nie się rynku papie­rów war­to­ścio­wych, z dru­giej zaś, nastroje infla­cyjne. W ostat­nich dwóch kwar­ta­łach cel infla­cyjny został prze­kro­czony i to aż o ok. 60 pro­cent. Rośnie pre­sja na płace budże­tówki, a tym samym na defi­cyt finan­sów pań­stwa. Wpły­nie to na wzrost zain­te­re­so­wa­nia loka­tami w nie­ru­cho­mo­ści. Pie­niądz musi na sie­bie pra­co­wać. W fun­du­szach inwe­sty­cyj­nych ryzyko prze­kro­czyło poziom masy kry­tycz­nej, o czym świad­czy masowe zamy­ka­nie kont i kie­ro­wa­nie stru­mie­nia pie­nię­dzy do ban­ków, ale i tam zwrot na zain­we­sto­wa­nym kapi­tale nie doga­nia poziomu infla­cji, dla­tego osta­tecz­nie pie­niądz znaj­dzie się w nie­ru­cho­mo­ściach. Nie­ru­cho­mo­ści, o czym świad­czy cho­ciażby sytu­acja na rynku ame­ry­kań­skim, to nadal popu­larny schron przed inflacją.

Nie bez atu

Wbrew poczu­ciu zaścian­ko­wo­ści, a może wła­śnie dzięki niemu, Pol­ska jest kra­jem atrak­cyj­nym do życia, zwłasz­cza dla miło­śni­ków coun­try­side. Przy czym śred­nia cena ziemi w Pol­sce to 20 – 25 pro­cent ceny w innych kra­jach Unii Euro­pej­skiej. To ogromny mar­gi­nes dla apre­cja­cji. Jesz­cze 20 lat temu w Lizbo­nie działka w cen­trum mia­sta kosz­to­wała ekwi­wa­lent 50 tysięcy euro. Dzi­siaj trzeba za nią zapła­cić ponad milion. Jesz­cze więk­sza apre­cja­cja miała miej­sce w Gre­cji, gdzie ceny ziemi rosły w ciągu ostat­nich 20 lat mniej wię­cej 25 pro­cent rocz­nie, zaraz po wej­ściu do unii przy­ro­sty się­gały 100 pro­cent rocz­nie. Lizbona to praw­dziwa perła, Ateny też, choć mniej, ale i Kra­ków, Gdańsk, Kazi­mierz, Zako­pane nie wypa­dły sroce spod ogona. Mamy też atuty, któ­rych innym bra­kuje. Chatka w Dubli­nie, w Toska­nii, Bawa­rii, czy pod Pary­żem kosz­tuje od miliona euro w górę, za te pie­nią­dze można w Pol­sce mieć pałac. Ziemi mamy w bród, lasów, jezior i siel­skiego spo­koju wciąż wię­cej niż na Zacho­dzie. Jest smacz­nie, czy­sto, natu­ral­nie i tanio. Koszty życia są w Pol­sce niż­sze, mniej­sza jest kon­ku­ren­cja w biz­ne­sie, mniej­sza opre­syj­ność fiskusa i więk­sza szara strefa. Wobec cudzo­ziem­ców jeste­śmy nadal gościnni, a nawet mili, Polki mają opi­nię atrak­cyj­nych kobiet i dobrych żon. Nasila się także zja­wi­sko powrotu z emi­gra­cji. War­tość funta bry­tyj­skiego spa­dła w ciągu ostat­nich 2 lat o ponad 30 pro­cent. Spada cena euro. Nie­długo może się prze­stać opła­cać w Zjed­no­czo­nych Kró­le­stwie pra­co­wać. Naj­więk­szej repa­tria­cji należy jed­nak ocze­ki­wać ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych, które po ośmiu latach rzą­dów Busha stra­ciły swój urok, tak komer­cyjny jak i este­tyczny. Więk­szość emi­gru­ją­cych wyjeż­dżała z pol­ski B i C, po kilku latach pobytu w kra­jach „pierw­szej pręd­ko­ści’ zapra­gną cze­goś wię­cej, cze­goś lepiej.

Kon­klu­zja

Ana­li­tycy wiesz­czący spa­dek cen miesz­kań na pod­sta­wie rosną­cej liczby firm dewe­lo­per­skich popeł­niają błąd. Więk­sza kon­ku­ren­cja to wpraw­dzie niż­sze ceny, ale gros firm dewe­lo­per­skich, to nie­wiel­kie przed­się­bior­stwa zlo­ka­li­zo­wane w naja­trak­cyj­niej­szych oko­li­cach: War­szawa, Kra­ków, Gdańsk czy Wro­cław. Więk­szość z nich jed­nak upad­nie z powodu braku kapi­tału, grun­tów i rosną­cych kosz­tów budowy. Spo­śród 247 tysięcy pozwo­leń na budowę wyda­nych w 2007 roku, ok. 90 tysięcy nie zosta­nie z tego powodu zre­ali­zo­wana. W sąsiedz­twie mojego domu, naj­więk­szy dewe­lo­per kraju sta­wia nie­wiel­kie osie­dle (60 dom­ków) i mimo importu robot­ni­ków aż z Tadży­ki­stanu, od ponad roku nie może budowy zakoń­czyć. Wyso­kie ceny w dużych ośrod­kach miej­skich wpły­wają na ceny na pro­win­cji. Dom w Piotr­ko­wie Try­bu­nal­skim kosz­tuje mniej niż nie­wiel­kie miesz­ka­nie w War­sza­wie. Bry­tyj­skie spółki inwe­stują w grunty budow­lane w Trze­bini (połowa drogi mię­dzy Kra­ko­wem a Kato­wi­cami), prze­wi­dziane dla osób pra­cu­ją­cych w Kra­ko­wie lub Kato­wi­cach. W ten spo­sób popyt na nie­ru­cho­mo­ści roz­prze­strze­nia się na cały kraj. Przy­kła­dem może być Łódź, gdzie w ciągu ostat­nich dwóch lat apre­cja­cja nie­ru­cho­mo­ści prze­kro­czyła 100 pro­cent. To jesz­cze nie koniec. W kolejce do boomu stoi Byd­goszcz, Toruń, Olsz­tyn, Bia­ły­stok, Gorzów, Zie­lona Góra itd. Firm budow­la­nych w tych ośrod­kach wła­ści­wie nie ma. Część dewe­lo­pe­rów dzia­ła­ją­cych dziś w sto­licy czy Trój­mie­ście już zaczyna roz­glą­dać się za grun­tami w Kiel­cach, Toru­niu i Byd­gosz­czy. Panuje co prawda chwi­lowy nastrój wycze­ki­wa­nia na spa­dek cen, kiedy jed­nak rynek zorien­tuje się, że nie ma powo­dów do opty­mi­zmu, nawał­nica inwe­sto­rów ruszy ze zdwo­joną ener­gią. Kiedy? Myślę, że naj­póź­niej jesie­nią 2008.

Jan M. Fijor
”” 2008-03-24

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 11

  1. Chigaowski Marek pisze:

    Naj­więk­szej repa­tria­cji należy jed­nak ocze­ki­wać ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych, które po ośmiu latach rzą­dów Busha stra­ciły swój urok, tak komer­cyjny jak i este­tyczny.„
    To prawda, ze na zaro­bek do USA z Pol­ski nie oplaca sie przy­jez­dzac, jako iz jest za daleko, row­niez koszty pod­rozy, no i nie mozna pra­co­wac legal­nie, jak i stawki godzinne mniej­sze. Ale z dru­giej znow strony zycie w Zjed­no­czo­nej Euro­pie dla Polaka tam pra­cu­ja­cego droz­sze, jak sam Pan pod­kre­sla, wlacz­nie z zyw­no­scia, wynaj­mo­wa­niem miesz­kan, czy raczej pomiesz­czen na kupie razem, bo wyna­je­cie miesz­ka­nia dwu czy trzy sypial­nio­wego z kuch­nia kosz­tuje drogo. A poza tym to sie pra­cuje Pola­kowi w Euro­pie legal­nie i liczy mu sie do eme­ry­tury.
    Ale czy opla­cac sie bedzie Pola­kowi wra­cac do Pol­ski, gdzie zycie tam jest droz­sze niz w USA? Popu­larne sa tutaj chin­skie restau­ra­cje samo­ob­slu­gowe, gdzie jest duzy wachlarz naj­prze­ro­zniej­szych dan i to nie­zwy­kle smacz­nych poczaw­szy od roz­nych warzyw­nych salad, malzy, kre­we­tek i innych mor­skich z sosami zim­nymi do pole­wa­nia owych, poprzez zupy, ryby, kala­mari, zie­lone muszle, wolo­wine, kur­czaki, rozne rodzaje ryzow, ryze sma­zone z kre­wet­kami i warzy­wami (palce lizac), wie­przo­wina i desery. Jak raz sie wej­dzie do takiej restau­ra­cji, to mozna sie samo­ob­slu­gi­wac bez konca, az do eks­plo­zji zoladka, wlacz­nie z napo­jami. I wyobraz sobie Pan Panie Janie, ze to wszystko przy wej­sciu za te marne 7 dola­row na osobe.…
    Dla­tego tez takie samo­ob­slu­gowe restau­ra­cje chin­skie i ame­ry­kan­skie sa nie­zwy­kle atrak­cyjne dla polo­nij­nych pra­cow­ni­kow, a zwlasz­cza tych wiel­kich face­tow zatrud­nio­nych w budow­nic­twie. Obser­wo­wa­lem ich jak zmie­niali zuzyte taleze na nowe i obra­cali po te deli­cje po kilka razy (tez wina Busha), a kel­nerki zmia­taly stare tale­rze szybko i spraw­nie.
    Od lat przy­jez­dza do naszej firmy znany lekarz wete­ry­na­rii, chi­rurg spe­cja­li­sta, z polud­nia Pol­ski, ktory zadzi­wia zrecz­no­scia i zna­jo­mo­scia zawodu nie tylko polo­nij­nych leka­rzy wete­ry­na­rii, ale tez i tych ame­ry­kan­skich, kupu­jac wiele maszyn medycz­nych w USA, jako ze sa nie­zwy­kle tanie ze wzgledu na rela­cje zlo­towki do dolara. Nie znam realiow pol­skich, ale to on jest zawsze zdzi­wiony „o qurva” jak u was jest tanio”. Paku­jac spore ilo­sci towaru do kon­ten­te­row poprzez zagra­niczne firmy ship­pin­gowe i poma­ga­jac mu w zala­twia­niu for­mal­no­sci, to sie dowie­dzia­lem, ze co spryt­niejsi Polacy, zamiast narze­kac i nada­wac na „osmio­let­nie rzady Busha(jak dzieci)robia powa­zne zakupy w USA, a zwlasz­cza zakupy dro­gich marek samo­cho­dow tutaj, prze­sy­la­jac je do Pol­ski, gdzie po opla­ce­niu cla i wsze­la­kich dodat­kow, wciaz sprze­daja te samo­chody ze spo­rym zyskiem — rzady Busha wycha­dza im wciaz na Wol­no­ryn­kowe Zdro­wie.
    Jesz­cze lepiej wycho­dza na takich tran­zak­cjach Rosja­nie, bo tam ceny na samo­chody nie­wspolm­nier­nie wyzsze, glow­nie na te super­lu­xu­sowe.
    Wiec nie wiem Panie Janie, czemu Pan tak wspol­czuje Hame­ryca za Busha, dzieki kto­rej taniemu dola­rowi eks­port hame­ry­kan­skich, tanich towa­row w pel­nym galo­pie. Nie twier­dze, ze pisze Pan zle o rela­cjach Europy vs. Pol­ska, ale jed­nak powie­nien byc Pan bar­dziej objek­tywny jezeli cho­dzi a obecna Hame­ryke.
    Zapewne sub­prime naro­bilo sporo bala­gannu w real­no­scio­wym busi­nessie, ale nie wsze­dzie. I wyni­klo to nie z naiw­nego mysle­nia, ze „Bush, Krol tak naka­zal”, jak Pan pol­skim czy­tel­ni­kom suge­ruje, ale z Poli­tycz­nej Popraw­no­sci demo­kra­tycz­nego, ame­ry­kan­skiego Kon­gresu, jak sam Pan wie. Ale rozu­miem, ze pan­ska nie­chec do Busha wynika z pan­skiej, chrze­sci­jan­skiej moral­no­sci nad­sta­wia­nia dru­giego policha,jak wrog ude­rzy w pierw­szy. Row­niez z pan­skiej wro­dzo­nej nie­checi do Zydow. I niech mi Pan nie gada bania­lu­kow, ze Pan kocha Zydow,bo byl Pan w Izra­elu. Wszakze sam Pan wie, ze zywy Zyd w Pale­sty­nie to mar­twy Zyd. Zywy Pale­styn­czyk, czy Arab w Izra­elu, to wciaz zywy przed­miot. Prze­pra­szam, ale pisze pra­cu­jac i nie moge czy­tac calo­sci textu, wiec moge sie powta­rzac Zyczac panu wsze­la­kich i intrat­nych inwe­sty­cji real­no­scio­wych w Pol­sz­czej i w Zjed­no­czo­nej Euro­pie. Marek

  2. ZQW pisze:

    Panie Janie !
    Skąd ten opty­mizm jeżeli cho­dzi o rynek nie­ru­cho­mo­ści ? W Pol­sce jest już dro­żej niż w Niem­czech , Austrii , nie mówiąc o Skan­dy­na­wii i o naszych sąsia­dach.
    Prze­cięt­nego Polaka na emi­gra­cji odkła­da­ją­cego 100 fun­tów tygo­dniowo ( jak podaje ostat­nio GW ) nie stać nawet na spłatę 6,5% odse­tek od prze­cięt­nego miesz­ka­nia , nie mówiąc nawet o racie kapi­ta­ło­wej. O cenach jakie Pan poda­wał , że są rze­komo w Unii ( milion euro za domek na pro­win­cji ) nawet nie chce mi się pisać — wystar­czy popa­trzeć na strony ‘www.therightmove.co.uk’ lub ’ http://www.immowelt.de’ i zoba­czyć ile kosz­tują tam domki lub miesz­ka­nia.
    Na całym świe­cie rynek regu­luje ceny miesz­kań i spro­wa­dza je do mniej wię­cej takiego poziomu : — prze­ciętne miesz­ka­nie to mniej wię­cej 100 prze­cięt­nych pen­sji netto. ( Zresztą podob­nie spro­wa­dza ceny obia­dów w prze­cięt­nej restau­ra­cji — pen­sja netto star­cza na 100 posił­ków ). W Pol­sce ceny miesz­kań prze­kro­czyły już dawno ten ryn­kowy poziom , co wcale nie ozna­cza że muszą spa­dać — bo i nasze pen­sje szybko rosną , ale wyso­kie wzro­sty się już nie powtó­rzą. Aby zakoń­czyć temat dodam tylko , że ceny m.kw. miesz­ka­nia w dłuż­szej per­spek­ty­wie rosną wol­niej niż pen­sje ( gdyby było ina­czej to ludzie wraz z boga­ce­niem się spo­łe­czeństw musie­liby zmie­niać miesz­ka­nia na … mniej­sze ) , więc inwe­sty­cja w nie­ru­cho­mo­ści jest inwe­sty­cją … taką sobie.

  3. Stanisław pisze:

    Panie Marku Chi­ca­gow­ski, Jan Fijor bar­dzo mądrze napi­sał ‚że „Naj­więk­szej repa­tria­cji należy jed­nak ocze­ki­wać ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych, które po ośmiu latach rzą­dów Busha stra­ciły swój urok, tak komer­cyjny jak i este­tyczny.” i nie ma w tym prze­sady.
    USA urok komer­cyjny stra­ciły nie dla tedo , że płaci pan po $7 za jedze­nie u Chiń­czyka , czy tez za $10 do oporu w innej jadło­dajni, ale dla tego ‚że zarobki wzro­sły mini­mal­nie a koszty zycia są duzo wyż­sze i trudno gro­sza z cięż­kiej pracy zaosz­czę­dzić, bo jak zaplaci pan ubez­pie­cze­nia na zdro­wie, raty za dom, gas , elek­trykę, paliwo , opłaty za mosty tunele i inne sprawy to zostaje się panu po te $ 7 dzien­nie na chiń­czyka i długi na kar­tach.
    Życie codzienne tez wzro­sło, np. mleko i inne produkty.

    Zaosz­cze­dzić ciężko a jak się zaosz­czę­dzi to nie ma gdzie jechać za gra­nicę bo wszę­dzie drogo .…… i za to też ponie­kąd należy podzię­ko­wać Buszowi ( odzy­ska­nemu alko­ho­li­kowi) pro­wa­dzo­nemu przez sek­cia­rzy spod znaku neo­kon­ser­wa­ty­stów starozakonnych.

    Urok este­tyczny też minął bo niech da pan jeden przy­kład pań­stwa gdzie nie jest wsty­dem przy­znać się ‚że jest się ame­ry­ka­ni­nem ( poza Pol­ską i Izraelem) ?????

    Pozdra­wiam Pana Jana po podróży do Wene­zu­elii.
    Moje wra­że­nia w 7 sło­wach : NA PEWNO TAM NIE WYEMIGRUJĘ NA STAROŚĆ !!!

    Pozdra­wiam i gra­tu­luję mądrego arty­kułu na temat nieruchomości.

  4. Chigaowski Marek pisze:

    Jan Fijor ma te zakusy do odwie­dza­nia kra­jow rezi­mo­wych i im sie przymilania,a kto­rzy sa otwar­tymi wro­gami USA, tak jak Wene­zu­ela, w kto­rej sie Fijor dopa­trzy uro­kow wol­no­scio­wych, i chyba nie na zasa­dach logicz­nych przy­czyny i skutku, ale na zasa­dzie bycia Con­tra­ria­nem, czlo­wie­kiem ktory sprze­ci­wia sie o poma­wia­nie panstw o natu­rze Impe­rium Zla, takich jak Pale­styna, jak Iran, jak Wene­zu­ela, jak Ekwa­dor i jak orte­gow­ska Nica­ra­gua.….
    Zapewne zycie w USA jak i na calym swie­cie pod­roz­alo ze wzledu na cene ropy, ale czy to to wina Busha, czy raczej nie wina demok­ta­tycz­nego Senatu i Con­gre­sowi ame­ry­kan­skiemu, a Fijor wali na Busha, tak jak kie­dys nada­wala radio Moskwa na Reagana, kto­rego zacie­klym kry­ty­kiem jest wciaz Pan Fijor row­niez.
    Wiec gdzie ten tatar ze zdro­wej wolo­winy, i gdzie ta kaszanka z nad­psu­tej krwi i ze jecza­lej slo­niny…?
    Pale­styna ucie­mie­za­ona (moral­nosc altru­istycz­nego Fijora) Hame­ryka Dumna i Ego­istyczna. Wene­zu­ela moral­nie i genial­nie, spryt­nie tez Altru­istyczna, co sprzyja moral­no­sci Jana Fijora, jak w goral­skich basniach. Zachety rezi­mowe Ekwa­doru i Ortegi, kto­rych war­to­sci Fijor cia­gle broni. Wiec pytam sie cia­gle z glu­pia frant, czy w war­to­sciach moral­nych Fijora Kon­sty­ty­cja, czy Kant.
    Ps. trudno w tym waskim okienku kon­tro­lo­wac co sie pisze, i mozna sie powta­rzac. Nataniel

  5. Stanislaw pisze:

    Nic nie rozu­miem !!! ?????
    Prze­cież to ja byłem w Wene­zu­eli na dłuż­szych waka­cjach a nie Jan Fijor .… to jedno.
    Dru­gie to to ‚że zda­nie Fijora na temat Wene­zu­eli i Cha­veza jest wyjat­kowo kry­tyczne .
    Tak ‚że nie wiem co ten pan Chi­ca­gow­ski pije… ale mogę się domy­ślić ‚że jest to coć wyjat­kowo moc­nego.
    A może pije z brud­nych szkla­nek .…?
    Jedno jest pewne .
    Wali w łeb !!!!!!!!!!

  6. Sławomir staszak pisze:

    Pan Fijor pisze rze­tel­nie, ale jesz­cze rok temu 95% tzw. eks­per­tów medial­nych twier­dziło, że nie­ru­cho­mo­ści w Pol­sce bedą dro­żały, a na pewno nie bedą już taniały. Tylko wyjąt­kowo naiwny czło­wiek mógłby nabrać się na te bajki, two­rzone przez ludzi mający inte­res w ich rozpowszechnianiu.

  7. Chicagowski Marek pisze:

    Nic nie rozu­miem !!! ?????
    Prze­cież to ja byłem w Wene­zu­eli na dłuż­szych waka­cjach a nie Jan Fijor .… to jedno.
    Dru­gie to to ‚że zda­nie Fijora na temat Wene­zu­eli i Cha­veza jest wyjat­kowo kry­tyczne .
    Tak ‚że nie wiem co ten pan Chi­ca­gow­ski pije… ale mogę się domy­ślić ‚że jest to coć wyjat­kowo moc­nego.
    A może pije z brud­nych szkla­nek .…?
    Jedno jest pewne .
    Wali w łeb !!!!!!!!!

    Nie trzeba byc w Wene­zu­eli, zeby kty­ty­ko­wac Cha­veza. I nie trzeba byc Stanislawem/fijorem, zeby bro­nic wol­no­sci slowa tam gdzie jego naj­mniej jak np. w Pale­sty­nie czy w Ira­nie. Pan Fijor pisze rze­tel­nie, a i owszem zgod­nie z jego Pryn­cy­pial­nymi prze­ko­niami, ktore warte Ojca Hejno. I czy nie­ru­cho­mo­sci beda tanialy czy dro­zaly to nie w/g pryn­cy­piow pana Fijora, ale wedlug popytu i podazy. Gdbyby Pan Fijor prze­wi­dzial skutki przy­czyny, to by sie nie ubie­gal w sadach o jaj­mu­zne odszko­do­wan za zie­mie wschod­nio­dzie­dziczne, cho­ciaz ma prawo do tego, czyz niee. Marek
    Pro­gnozy eko­no­miczne i pra­gnie­nia Pana Fijora prze­wa­znie, sie nie spel­niaja. Jak Sta­ni­slaw wie­rzy tak szcze­rze w prze­po­wied­nie eko­no­miczne Pana Fijora, to niech postawi na jego giel­do­wego kooonia. Wtedy sie Sta­ni­slaw prze­kona ile zain­we­stuje, a ile na fijo­riow­skich inwe­sty­cjach zarobi. Zapy­taj sie Pan Panie Sta­ni­sla­wie ile Pan Fijor na wla­snych basniach zaro­bij, zain­we­stuj Pan w to samo, a siem Pan prze­ko­nasz. I nie cho­dzi tu o brudne szklanki, czy picie po goral­sku z jed­nej w obiegu, ale o trze­zwosc przewidywan.

  8. ac dc pisze:

    Stra­cił Pan kon­takt z rze­czy­wi­sto­ścia. Nie wiem czy Pan zauwa­zył ale ceny w War­sza­wie juz spa­dły o ok 10 % w porów­na­niu do zeszłego roku. W war­sza­wie wiek­szośc miesz­kan przez ostat­nie 3 lata była kupo­wana badz przez fun­du­sze, badz przez osoby o b dobrej zdol­no­sci kre­dy­to­wej jako inwe­sty­cja lub zamiana na wiek­sze. Mysli Pan ze teraz od tych osób to miesz­ka­nia beda odku­po­wac studenci.

  9. Jan M. Fijor pisze:

    Ja pisze o szan­sach zaro­bie­nia na nie­ru­cho­mo­sciach, a nie o ten­den­cji ceno­wej w War­sza­wie. Sta­ty­styczny spa­dek cen nie musi byc prze­ciw­wska­za­niem. Rynek nie jest bowiem usta­bi­li­zo­wany i dla­tego jest jesz­cze mno­stwi oka­zji. Wystar­czy sie roz­glad­nac. Powo­dze­nia. JAN M Fijor

  10. Jan M Fijor pisze:

    Ja nigdzie nie twier­dze, ze ceny nie spadna. Ja tylko sta­ram sie zache­cic do kupo­wa­nia nie­ru­cho­mo­sci, bo mozna na nich dobrze zaro­bic. Lepiej niz na wszyst­kim innym. TYm bar­dziej, ze jest­smy na kra­we­dzi infla­cji i trzeba ucie­kac od pie­nia­dza papierowego.

    Uklony
    Jan M Fijor

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*