Spekulanci dziękują prezydentowi

Igno­ran­cja eko­no­miczna decy­den­tów spra­wia, że wiele ich decy­zji obraca się prze­ciwko tym, któ­rych miały rze­komo chro­nić. Fla­go­wym przy­kła­dem jest tu veto pre­zy­denta Lecha Kaczyń­skiego w kwe­stii odral­nia­nia grun­tów upraw­nych na tere­nie miast.

Motyw zawi­ści

Nie wiem, jaki był ofi­cjalny motywy veto w spra­wie odral­nia­nia grun­tów, nie uwie­rzę jed­nak, że była nim obawa o brak pla­nów zago­spo­da­ro­wa­nia prze­strzen­nego, tro­ska o zacho­wa­nie miej­skiej bios­fery, czy jakiś inny inte­res eko­lo­giczny. Tereny rolne koja­rzą się ze wsią, a cała Pol­ska to jeden wielki teren rolny. Mimo nie­wy­so­kiej wydaj­no­ści pro­duk­cji rol­nej mamy chro­niczną nad­pro­duk­cję żyw­no­ści, a poza tym, to nie urzęd­nik, lecz wła­ści­ciel powi­nien decy­do­wać o prze­zna­cze­niu swej wła­sno­ści pry­wat­nej. Tylko on naj­le­piej wie, czy opty­mal­nym prze­zna­cze­niem posia­da­nej ziemi jest jej uprawa, budow­nic­two miesz­ka­niowe, par­king, czy może park roz­rywki. Tym bar­dziej, że miesz­kańcy pol­skich miast cier­pią na brak grun­tów pod budowę miesz­kań, skut­kiem czego na rynku nie­ru­cho­mo­ści panuje dro­ży­zna, którą uwol­nie­nie ziemi od ana­chro­nicz­nych prze­pi­sów „o ochro­nie grun­tów” by zła­go­dziło.
Ludzi trzeba chro­nić, a nie grunty! Pre­zy­dent jest jed­nak innego zda­nia i ustawę od odrol­nie­niu zawe­to­wał. Dla­czego tak uczy­nił? Domnie­mam, że z zawi­ści. Jeśli nawet veto nie było oso­bi­stym pomy­słem p. pre­zy­denta, to na pewno prze­ko­nali go do niego doradcy bądź lob­by­ści chcący przy jego pomocy pomóc sobie, albo doku­czyć tym, któ­rzy mogliby na uchwa­le­niu ustawy o odrol­nie­niu ewen­tu­al­nie sko­rzy­stać. Do tej ostat­niej grupy należą posia­da­cze ziemi rol­nej zlo­ka­li­zo­wa­nej w oko­li­cach pod­miej­skich, któ­rzy dzięki prawu do odrol­nie­nia mogliby swój grunt łatwo podzie­lić na działki, sprze­da­jąc je na pniu z dużym zyskiem. Po veto – tak się przy­naj­mniej wydaje opo­nen­tom prawa do dys­po­no­wa­nia wła­sną zie­mią – podział ziemi i jej sprze­daż (zwane w języku mediów: spe­ku­la­cją) nie będą tak łatwe, dzięki czemu spe­ku­lanci się nie obło­wią.
To co widać

Po raz kolejny, poli­tycy dostrze­gli tylko to, co widać, nie zasta­na­wia­jąc się nad tym, czego nie widać. Zwró­cił już na to uwagę ojciec współ­cze­snej eko­no­mii, Adam Smith, pisząc o nie­wi­dzial­nej ręce rynku, która „chci­wość ego­istycz­nych jed­no­stek prze­kształca w dobro ogółu”, a dobre inten­cje poli­ty­ków kie­ruje wbrew inte­re­sowi więk­szo­ści. Pro­blem w tym, że nie tylko poli­tycy są igno­ran­tami, elek­to­rat, który swym bez­kom­pro­mi­so­wym sprze­ci­wem chciał pan pre­zy­dent pozy­skać lub po swej stro­nie utrzy­mać, składa się głów­nie z ludzi nie­chęt­nych przed­się­bior­czo­ści, boga­ce­niu się innych i osią­ga­niu zysku na spe­ku­la­cjach grun­tami czy dział­kami budow­la­nymi. I to jest zasad­ni­czy powód oma­wia­nego veto. Pro­blem w tym, że w ten spo­sób pan pre­zy­dent strze­lił w stopy sobie i im.
Zakwe­stio­no­wa­nie ustawy utrzy­muje bowiem ist­nie­jący sta­tus quo, a więc ten stan, który uświa­do­mił usta­wo­daw­com, że trzeba spe­ku­la­cję grun­tami poskro­mić, odral­nia­jąc je, gdyż w prze­ciw­nym razie kupno domu czy miesz­ka­nia sta­nie się rzad­kim luk­su­sem. Tym­cza­sem veto nie tylko inte­resu spe­ku­lan­tom nie popsuło, ono go uczy­niło jesz­cze bar­dziej intrat­nym. Nadal z wiel­kim tru­dem odral­niać będą swoje grunty, dzie­ląc je na działki, tyle że będą sobie za te trud­no­ści słono liczyć. Han­dlem zie­mią na więk­szą skalę zajmą się pro­fe­sjo­na­li­ści (prze­waż­nie bogate banki) utrud­nia­jąc życie zwy­kłym oby­wa­te­lom, a pie­nią­dze od ubo­gich mas prze­płyną do kie­szeni boga­tych spe­ku­lan­tów. Czy o to w tym całym zamie­sza­niu cho­dzi?
Vox populi, vox dei

Skoro veto chce nie tylko głowa pań­stwa, ale i lud, nie wolno się sprze­ci­wiać. Vox populi, vox dei. Podzię­kujmy panu pre­zy­den­towi i sko­rzy­stajmy z nada­rza­ją­cej się oka­zji do spe­ku­la­cji. Zamiast więc trzy­mać pie­nią­dze na loka­tach w banku, czy w sien­niku, kupmy kawa­łek gruntu rol­nego (na tere­nie mia­sta), a jeśli nie mamy wystar­cza­ją­cej ilo­ści pie­nię­dzy, bo takie grunty są już dro­gie (ich tempo apre­cja­cji to mniej wię­cej 25 pro­cent rocz­nie), możemy – jak przy­stało na spe­ku­lanta — w jed­nej z gmin pod­miej­skich roz­gląd­nąć się za oso­bami znaj­du­ją­cymi się w trud­nej sytu­acji mate­rial­nej. Nad­cho­dzi kry­zys, w naj­bliż­szym cza­sie takich ludzi będzie coraz wię­cej. Być może nie­któ­rzy z nich zechcą sprze­dać swój grunt rolny (zlo­ka­li­zo­wany w pobliżu mia­sta). Owocne mogą się oka­zać także licy­ta­cje komor­ni­cze, ban­kowe, wyprze­daże z zaso­bów agen­cji nie­ru­cho­mo­ści rol­nych, mie­nia woj­sko­wego czy samej gminy. Kupu­jemy taką zie­mię i roz­po­czy­namy żmudny pro­ces jej odral­nia­nia, a potem podziału na działki budow­lane. Zresztą działki można dzie­lić także bez zezwo­le­nia urzędu admi­ni­stra­cji, wystar­czy do tego wyrok sądu. Nie chcę ujaw­niać wszyst­kich tric­ków z tym zwią­za­nych, bo zawist­ni­ków nie bra­kuje i mogą wymóc na pre­zy­den­cie jakieś nowe veto, zapew­niam jed­nak, że śred­nio roz­sądny adwo­kat czy radca prawny od nie­ru­cho­mo­ści wie jak łatwo i tanio podzie­lić zie­mię sądow­nie.
I teraz mamy dwa wyj­ścia: albo sprze­da­jemy działki, jako działki rolne, albo wcho­dzimy w pro­ces odral­nia­nia ich. Ten drugi pro­ce­der jest znacz­nie bar­dziej zyskowny, choć trwa nie­kiedy rok czy dwa. Przy odro­bi­nie szczę­ścia może nas w któ­rymś momen­cie zastać plan zago­spo­da­ro­wa­nia prze­strzen­nego, który w miej­scu jak nasze prze­wi­duje zwy­kle tereny budow­lane, a jeśli nawet nie, można zło­żyć sprze­ciw i wpły­nąć na pla­ni­stę, żeby zacho­wał się po naszej myśli.
W ten spo­sób, za jed­nym zama­chem zara­biamy pie­nią­dze, zwięk­szamy podaż grun­tów budow­la­nych, odbie­ramy chleb spe­ku­lan­tom i doku­czamy zawist­ni­kom. Same korzyści!

czyli same korzy­ści
Jan M. Fijor
„różne” 2008-12-17

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 2

  1. Chris50 pisze:

    Popie­ram w cało­ści. Chciał­bym jesz­cze popsio­czyć na insty­tu­cję „wie­czy­stego użyt­ko­wa­nia” — czyli twór, na pod­sta­wie któ­rego pań­stwo może sprze­dać ten sam areał ziemi wie­lo­krot­nie. To jest zwy­kłe oszu­stwo i rodzi w przy­padku firm pro­blemy z księ­go­wa­niem. Prze­pisy się zmie­niają i raz można to trak­to­wać jako leasing innym razem księ­guje się jako wła­sność pod­miotu użyt­ku­ją­cego dany areał.

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Robią z nas wała, a my się dajemy. wydaje mi się jed­nak, że cier­pli­wośc powoli się wyczer­puje. pozdra­wiam JM Fijor

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts