Spór o globalizację

Spór o globalizację

Johan Nor­berg
Tłum.: Piotr Boni­sław­ski, Jan M. Fijor
War­szawa 2006
ISBN:

Cena: 25 (wraz z wysyłką) zł

Zamó­wie­nia pro­simy kie­ro­wać na adres: fijorr@fijorr.com prze­lew pro­simy wysy­łać na konto: 73 1140 2004 0000 3702 4815 4485 w mbank na nazwi­sko Jan M. Fijor

Pozy­tywy globalizacji

Czy glo­ba­li­za­cja w sen­sie wol­nej wymiany han­dlo­wej bez sztucz­nie two­rzo­nych barier i dobro­wol­nej współ­pracy mię­dzy­na­ro­do­wej mię­dzy suwe­ren­nymi pań­stwami jest korzystna? Tak i to dla każ­dej ze stron, bio­rą­cej w niej udział. Aby się o tym prze­ko­nać, wystar­czy się­gnąć do książki Szweda Johana Nor­berga pt. „Spór o glo­ba­li­za­cję”. Autor podaje przy­kłady ze współ­cze­snego świata, które dowo­dzą, że dzięki glo­ba­li­za­cji wszy­scy zyskują: zmniej­szają się na świe­cie obszary biedy, jest wię­cej miejsc pracy, ludzie stają się bogatsi, bar­dziej respek­to­wane są fun­da­men­talne prawa, jak np. prawa czło­wieka czy prawo wła­sno­ści, a ludzie w mniej­szym stop­niu są skłonni do popie­ra­nia kon­flik­tów mię­dzy­na­ro­do­wych. Ponadto książka obala wiele eko­no­micz­nym mitów. Cały wywód, napi­sany w dostęp­nej dla prze­cięt­nego czy­tel­nika for­mie, jest bogato ilu­stro­wany inte­re­su­ją­cymi wykresami.

Tomasz Cukier­nik

Frag­ment rozdz. VI

Kolek­tyw bez lidera

Prze­ciw­nicy kapi­ta­li­zmu twier­dzą, że maszyna ryn­kowa może wywin­do­wać kraj na wyżyny pro­spe­rity, by w krót­kim cza­sie obró­cić wszystko w pył. Przed­sta­wiają więc obraz pozba­wio­nych roz­sądku spe­ku­lan­tów, naj­pierw dziko inwe­stu­ją­cych swoje pie­nią­dze w jed­nym miej­scu, by za chwilę stad­nie umy­kać ze swoim kapi­ta­łem gdzie indziej. Kry­tycy skarżą się, że dzien­nie pra­wie pół­tora biliona dola­rów prze­kra­cza gra­nice państw — tak jak gdyby fakt ten sta­no­wić miał sam w sobie jakiś pro­blem. Jeden z nich — Björn Elm­brant opi­suje wręcz rynek finan­sowy jako „chwiejny kolek­tyw pozba­wiony lidera, poty­ka­jący się o wła­sne nogi”.
Łatwo jest stra­szyć ludzi ryn­kami finan­so­wymi. Z racji tego, że tak nie­wielu ludzi się z nimi styka, wydają się nam one czymś wysoce abs­trak­cyj­nym. Odczu­wamy wła­ści­wie tylko efekty ich dzia­ła­nia, stąd tak łatwo obra­stają aurą tajem­ni­czo­ści. James Carville, szef kam­pa­nii Billa Clin­tona, powie­dział wręcz, że „W przy­szłym życiu chciałby być ryn­kiem obli­ga­cji. Mógł­bym wtedy wszyst­kich stra­szyć”. Ludzie nie darzący wol­nego rynku cie­płymi uczu­ciami uwiel­biają prze­sta­wiać jego nie­zro­zu­miałe przez nich zacho­wa­nia jako coś dziw­nego. Two­rzą w ten spo­sób wokół rynku atmos­ferę podejrz­li­wo­ści. Na przy­kład, wła­ści­ciele akcji danej firmy są zado­wo­leni, jeśli redu­kuje ona zatrud­nie­nie i likwi­duje miej­sca pracy. Nie ozna­cza to jed­nak, że są fanami bez­ro­bo­cia. To co do nich prze­ma­wia, to wyni­ka­jąca z takiej reduk­cji, więk­sza wydaj­ność pracy i mniej­sze wydatki.
Jed­nakże, wraz ze wzro­stem bez­ro­bo­cia zwyż­kuje czę­sto cały rynek ame­ry­kań­ski. Czy taka reak­cja nie jest przy­pad­kiem oznaką rado­wa­nia się kosz­tem nie­szczę­ścia innych? Otóż nie! To tylko sygnał, że inwe­sto­rzy wie­dzą, iż Fede­ralny Bank Rezerw odczyta wzrost bez­ro­bo­cia jako sygnał spadku koniunk­tury i mniej­szego ryzyka infla­cyj­nego, tym samym więc zde­cy­duje się na obni­że­nie stóp pro­cen­to­wych. A niskie stopy pro­cen­towe to coś, co gieł­dowi inwe­sto­rzy uwiel­biają. Nie ma w tym nic dziw­nego, podob­nie jak w tym, że giełda szy­buje, gdy wskaź­niki eko­no­miczne się­gają nieba. Ozna­cza to bowiem, że muszą nastą­pić kolejne cię­cia stóp pro­cen­to­wych. Dla­tego inwe­sto­rzy się cie­szą!
Jed­nakże fluk­tu­acje i waha­nia na ryn­kach gieł­do­wych nasi­lają się i nikt nie może temu zaprze­czyć. Czy zna­czy to, że inwe­sto­rzy prze­stają myśleć w per­spek­ty­wie dłu­go­fa­lo­wej i tylko podą­żają za tłu­mem? Coś w tym może być. Rynek nie jest, rzecz jasna, w pełni racjo­nalny. Wykresy indek­sów gieł­do­wych wyglą­da­jące w ostat­nich latach jak tory „dia­bel­skiej kolejki”, szcze­gól­nie gdy cho­dzi o tzw. „dot.com”, poka­zują, że choć prze­sadne nadzieje i prze­ce­nia­nie war­to­ści rynku jest fak­tem, to jed­nak nie trwa ono w dłuż­szej per­spek­ty­wie. Żadne prze­sadne nadzieje nie zastą­pią zdro­wych fun­da­men­tów eko­no­micz­nych, na któ­rych prze­cież opiera się każde przed­się­wzię­cie. Para­dok­sal­nie, czę­ściową przy­czyną fluk­tu­acji noto­wań nie jest wcale krót­ko­fa­lowe myśle­nie inwe­sto­rów, lecz prze­ciw­nie, sku­pie­nie się ich na per­spek­ty­wie wie­lo­let­niej. W przy­padku tra­dy­cyj­nych przed­się­biorstw prze­my­sło­wych, dzięki ist­nie­niu danych histo­rycz­nych o noto­wa­niach akcji i wiel­ko­ści sprze­daży, sto­sun­kowo łatwo można prze­wi­dzieć przy­szłe wyniki ich dzia­łal­no­ści. Ocena ryn­kowa takich firm była więc w miarę sta­bilna. Jed­nakże w przy­padku sek­to­rów nowo­cze­snych, zorien­to­wa­nych na bada­nia naukowe, gdzie wiel­kość sprze­daży jest trud­niej­sza do prze­wi­dze­nia, jed­no­znaczne stwier­dze­nie, czy dana firma będzie się roz­wi­jać, czy jest ska­zana na porażkę nie jest wcale łatwe. Któż bowiem jest w sta­nie prze­wi­dzieć, czy firmy pro­du­ku­jące dziś tele­fony komór­kowe za dzie­sięć lat wciąż będą w czo­łówce. A jeśli nie jeste­śmy tego pewni, każda, nawet naj­mniej­sza wska­zówka czy infor­ma­cja doty­cząca przy­szło­ści takiego przed­się­bior­stwa może być przy­czyną gwał­tow­nych zmian. Ta sama nie­pew­ność odnosi się do całej giełdy, zwłasz­cza wtedy, gdy nie wia­domo w jakim kie­runku podą­żać będzie cała gospo­darka. Każdy naj­mniej­szy choćby zwia­stun zała­ma­nia czy wzro­stu będzie odczu­wany ze zwie­lo­krot­nioną siłą.
Wyobraźmy więc sobie jak wyglą­dać będzie sytu­acja firm, które nie­mal w cało­ści kon­cen­trują się na przy­szło­ści – na przy­kład, firm far­ma­ceu­tycz­nych. Za 10 lat mogą one w ogóle nie ist­nieć, ale rów­nie dobrze mogą wyna­leźć szcze­pionkę na HIV, a wtedy posia­da­cze ich akcji staną się milio­ne­rami. Gieł­dowe „bańki mydlane” (ang. bub­ble) mogą nara­stać z cał­ko­wi­cie real­nych powo­dów. Jeśli nawet jest mało praw­do­po­dobne, żeby wygrał aku­rat ten koń, to taka szansa jed­na­ko­woż ist­nieje (i może warto posta­wić na niego pie­nią­dze). Jeśli więc popa­trzymy na całość zacho­wań rynku, to okaże się, że mocne fluk­tu­acje raczej nie doty­czą firm tra­dy­cyj­nych.
Kry­tycy rynku twier­dzą, że tak naprawdę nie mają nic prze­ciwko ryn­kom finan­so­wym. To „hiper­ka­pi­ta­lizm” sta­nowi dla nich pro­blem; obu­rza ich fakt, że kapi­tał bez żad­nych zaha­mo­wań pusto­szy świat i nie musi nawet oka­zy­wać pasz­portu prze­kra­cza­jąc gra­nice państw. Wma­wiają nam, że ten chciwy, nie­cier­pliwy kapi­tał, dba­jący bar­dziej o bie­żące zyski niż o dłu­go­fa­lowy roz­wój, jest przy­czyną wszel­kiego zła.
A kwe­stia mobil­no­ści kapi­tału to kwe­stia wol­no­ści. I nie cho­dzi bynaj­mniej o „wol­ność dla kapi­tału”, jak cza­sem skarżą się anty­glo­ba­li­ści, bo kapi­tał nie jest osobą, która może być wolna lub znie­wo­lona. To kwe­stia wol­no­ści ludzi, roz­strzy­ga­jąca o tym czy mogą korzy­stać z prawa do decy­do­wa­nia o spo­so­bach uży­wa­niu wła­snych zaso­bów – np. do inwe­sto­wa­nia swo­ich oszczęd­no­ści eme­ry­tal­nych tam gdzie uznają to za sto­sowne. A fun­du­sze eme­ry­talne są w rze­czy­wi­sto­ści naj­więk­szymi inwe­sto­rami na mię­dzy­na­ro­do­wym rynku finan­so­wym. Wię­cej niż połowa ame­ry­kań­skich gospo­darstw domo­wych posiada dziś akcje, czy to w spo­sób bez­po­średni czy też poprzez fun­du­sze eme­ry­talne. To oni sta­no­wią rynek.
Powstaje rów­nież pyta­nie, czy biz­nes ma prawo szu­kać finan­so­wa­nia swo­ich pro­jek­tów w innych kra­jach. Fabryki i biura nie budują się prze­cież same – wyma­gają do tego celu kapi­tału. Pogląd obie­gowy, że spe­ku­lanci defor­mują dłu­go­fa­lowy wzrost też nie jest praw­dziwy, bo roz­wój postę­puje prze­cież rów­no­le­gle z rosną­cymi inwe­sty­cjami, bada­niami nauko­wymi i inno­wa­cjami. Bez wzro­stu wol­no­ści, co miało miej­sce w ciągu ostat­nich lat, nie byłoby całego tego roz­woju. Dzięki niej, kapi­tał mógł być inwe­sto­wany tam gdzie przy­nosi naj­więk­sze zyski, czyli tam gdzie zosta­nie wyko­rzy­stany w naj­efek­tyw­niej­szy spo­sób. Łatwiej to zro­zu­mieć gdy odwo­łamy się do gra­nic w skali mniej­szej niż pań­stwo. Załóżmy, że mamy chęć poży­czyć komuś 5000 zł, lecz chcemy aby pie­nią­dze te tra­fiły do kogoś kto mieszka w naszej oko­licy. Mamy wybór mię­dzy małym anty­kwa­ria­tem, który potrze­buje kapi­tału na roz­wój, a wła­ści­cielką nie­wiel­kiej kawia­renki, która chce ją zmo­der­ni­zo­wać. Decy­du­jemy się na kawia­renkę. Nasza pożyczka prze­zna­czona jest na zakup nowego eks­presu i wymianę sto­li­ków. W oko­licy, w któ­rej miesz­kamy popyt na cafe au lait czy machiatto nie jest zbyt duży, w związku z czym wła­ści­cielka kawiarni nie może nam zaofe­ro­wać wię­cej niż 2 pro­cent odse­tek od kre­dytu. Ponie­waż jed­nak anty­kwa­riusz byłby w sta­nie pła­cić tylko 1 pro­cent, nie oba­wia się ona, że nasze pie­nią­dze mogłyby tra­fić gdzie indziej.
Gdy­by­śmy jed­nak nie ogra­ni­czali się do naszej oko­licy, krąg osób któ­rym mogli­by­śmy poży­czyć pie­nią­dze byłby zapewne dużo szer­szy – więk­sza byłaby też kon­ku­ren­cja mię­dzy nimi. Fabryka, która za poży­czone pie­nią­dze kupi­łaby nowe maszyny zna­cząco pod­nio­słaby swoje dochody i dzięki temu byłaby w sta­nie zapła­cić duże wyż­sze odsetki niż wła­ści­cielka kawia­renki. My zara­biamy wię­cej, ale wię­cej zara­bia też cała gospo­darka, bowiem znaj­du­jące się w jej zasięgu zasoby wyko­rzy­stane są w bar­dziej efek­tywny spo­sób. Taka pra­wi­dło­wość potwier­dza się w przy­padku zain­we­sto­wa­nia pie­nię­dzy zarówno w skali kraju, jak i w skali mię­dzy­na­ro­do­wej – porów­nuje się wtedy mię­dzy sobą wszyst­kie poten­cjalne inwe­sty­cje i przed­się­wzię­cia, które potra­fią naj­le­piej wyko­rzy­stać kapi­tał i naj­wię­cej zań zapła­cić. W ten spo­sób, kapi­tał inwe­sto­wany jest tam, gdzie prze­wi­duje się uzy­skać z niego naj­więk­szy zysk. Uży­wany naj­bar­dziej efek­tyw­nie, nie tylko przy­nosi zysk inwe­sto­rowi, ale ponadto zwięk­sza wydaj­ność pro­duk­cji i roz­wija gospo­darkę.
Ponie­waż przed­się­biorcy rywa­li­zują mię­dzy sobą, panuje prze­ko­na­nie, że tylko naj­bo­gat­sze firmy będą w sta­nie przy­cią­gnąć kapi­tał. Ponie­waż jed­nak może on być dostępny także ze źró­deł zagra­nicz­nych, jego podaż jest więk­sza niż zasoby lokalne. I to wcale nie naj­bo­gat­sze firmy będą przed­sta­wiać naj­ko­rzyst­niej­sze oferty dla pozy­ska­nia kapi­tału, lecz te które potra­fią uczy­nić z niego naj­lep­szy uży­tek. Zresztą, dla­czego dosko­nale radząca sobie firma mia­łaby pła­cić wysoki pro­cent za kre­dyt, któ­rego nie potrze­buje? Naj­więk­szych zysków nie należy się spo­dzie­wać w bran­żach dobrze funk­cjo­nu­ją­cych i chęt­nie finan­so­wa­nym, lecz raczej tam, gdzie powstają eks­cy­tu­jące pomy­sły i inno­wa­cje, a rów­no­cze­śnie brak jest pie­nię­dzy na ich reali­za­cję. Ist­nie­nie ryn­ków finan­so­wych jest więc szcze­gól­nie istotne dla tych, któ­rzy mają świetne pomy­sły lecz nie mają kapi­tału. Jak dowie­dli­śmy wcze­śniej, wolne rynki finan­sowe popra­wiają jakość gospo­darki. Poma­gają także małym fir­mom z poten­cja­łem i pomy­słami kon­ku­ro­wać z już ist­nie­ją­cymi i dzia­ła­ją­cymi. A im bar­dziej rynek kapi­ta­łowy jest ela­styczny, im mniej jest prze­szkód, tym łatwiej kapi­tał dociera do tych, któ­rzy go naprawdę potrze­bują. Kraje bogate dys­po­nują olbrzy­mią ilo­ścią kapi­tału, pod­czas gdy biedne Połu­dnie jest go pozba­wione. Dla­tego wolny obieg kapi­tału ozna­cza moż­li­wość prze­miesz­cza­nia się inwe­sty­cji do kra­jów spra­gnio­nych kapi­tału, z atrak­cyj­niej­szymi moż­li­wo­ściami inwe­sto­wa­nia. Kraje roz­wi­ja­jące się otrzy­mują nieco ponad jedną czwartą świa­to­wych inwe­sty­cji w zie­mię, biz­nes czy inne przed­się­wzię­cia. Moż­liwe jest to dzięki olbrzy­miemu trans­fe­rowi pry­wat­nego kapi­tału z kra­jów uprze­my­sło­wio­nych do roz­wi­ja­ją­cych się. Stru­mień inwe­sty­cji bez­po­śred­nich do kra­jów roz­wi­ja­ją­cych się wynosi obec­nie około 200 miliar­dów dola­rów rocz­nie. To cztery razy wię­cej niż 10 lat temu i pięt­na­ście razy wię­cej niż przed dwu­dzie­stu laty. Wzrost ten zawdzię­czamy roz­wo­jowi sek­tora infor­ma­cyj­nego, a także dzięki libe­ra­li­za­cji wymiany han­dlo­wej. Dla kra­jów, które z powodu braku kapi­tału były dotąd „uzie­mione” taki trans­fer daje fan­ta­styczne moż­li­wo­ści. Jak wspo­mniano wcze­śniej, w ciągu ostat­niej dekady biedne kraje prze­jęły łącz­nie ponad bilion dola­rów w postaci inwe­sty­cji zagra­nicz­nych, tj. nieco wię­cej od tego co w ciągu pół wieku otrzy­mały w postaci pomocy roz­wo­jo­wej. Tak więc ten „kolek­tyw bez lidera” rze­komo chwie­jący się i poty­ka­jący o wła­sne stopy był ponad pię­cio­krot­nie mądrzej­szy od insty­tu­cji kie­ru­ją­cych pomocą rzą­dową i roz­wo­jową kie­ro­waną do kra­jów roz­wi­ja­ją­cych się.

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 1

  1. Uwaga:

    To jest poin­for­mo­wać, że Mrpe­ter­son briecd c Pl ofe­ruje kre­dyty o bar­dzo niskim opro­cen­to­wa­niu w wyso­ko­ści 3%. Czy jesteś zmę­czony szu­kam poży­czek i kre­dy­tów hipo­tecz­nych?, czy może się z odmową stale przez wasze banki i inne insty­tu­cje finan­sowe
    ? Insty­tu­cje, skon­tak­tuj się z nami poprzez e-mail: Mrpetersonbriecdloancompany@gmail.com
    a to pozwoli Ci roz­wią­zać wszyst­kie pro­blemy finansowe .…..

    FILL kre­dy­to­biorcy infor­ma­cji
    Twoje Imię i Nazwi­sko :_____________
    Twój kraj :_______________
    Twój adres :_______________
    Twoje Zawód :__________
    Your Sex :_________________
    Dochód mie­sięczny :_____________
    Kwota kre­dytu Potrzebny :_________
    Czas trwa­nia pożyczki :_______________
    Numer tele­fonu komór­ko­wego :______________

    Dzię­ku­jemy za zro­zu­mie­nie i współpracę …

    Z pozdro­wie­niami.
    Mrpe­ter­son briecd.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*