Sprywatyzować dorsza

Mie­czy­sław C., rybak z Łeby ma do Unii żal. Komi­sa­rze ds. rybo­łów­stwa kazali mu kutry remon­to­wać, sprzęt doin­we­sto­wać, załogę doszko­lić — zapo­ży­czył się, łodzie wyre­mon­to­wał, doin­we­sto­wał, załogę wyszko­lił. I po co to wszystko? – pyta – skoro dzi­siaj zabra­niają mu łowić.

Dorsz to w Bał­tyku jedyna ryba, na któ­rej można zaro­bić. To być albo nie być pol­skiego rybo­łów­stwa, bez któ­rego – uwa­żają rybacy z Łeby – rybo­łów­stwo spro­wa­dzone zosta­nie do roli swo­istego folkloru.

Żeby nie zabrakł

Rzecz­niczka euro­pej­skiego komi­sa­rza ds. ryb, pani Mire­ille Thom z pasją argu­men­tuje: „Nie wolno łowić wię­cej dor­sza, bo się go wyłowi i nie zosta­nie nic dla przy­szłych poko­leń. Pol­scy rybacy łowią za dużo. Zła­mali kwoty poło­wowe dor­sza, zła­mali okres ochronny na tę rybę. Wyszli w morze, mimo iż od 9 lipca 2007 Komi­sja Euro­pej­ska im na to nie pozwala.”
I za to pol­skich ryba­ków ma spo­tkać kara. We wschod­nim Bał­tyku, czyli głów­nie na wodach pol­skich, dor­sza w tym roku łowić już nie wolno. Jeśli Polacy się nie zasto­sują, zakaz zosta­nie prze­dłu­żony na przy­szły rok. Jeśli i to nie pomoże, skoń­czą się dopłaty do pro­duk­cji ryb. Pro­te­sty na nic się zda­dzą. Kropka! Komi­sja Euro­pej­ska – tłu­ma­czy, już łagod­niej, komi­sarz ds. rybo­łów­stwa, Joe Borg – nie ma nic prze­ciwko pol­skim ryba­kom. Cho­dzi nam tylko o przy­szłość dor­sza. Żeby go nie zabra­kło.
Mimo to pol­scy rybacy uwa­żają, że to nie jest słuszne wyjście.

W czym wół lepszy?

Argu­ment o przy­szłych poko­le­niach i ogo­ła­ca­niu gatun­ków jest nośny. Jeśli będziemy łowić takim tem­pie – mar­twią się eko­lo­dzy, a z nimi więk­szość zwy­kłych ludzi – ryb zabrak­nie nawet dla nas. Od 10 lat świa­towe połowy są ogra­ni­czane kwo­tami poło­wo­wymi (i zaka­zami. Prócz admi­ni­stra­cji zwią­za­nej z ochroną śro­do­wi­ska, jak grzyby po desz­czu powstają orga­ni­za­cje poza rzą­dowe i pry­watne insty­tuty ds. ogra­ni­cza­nia poło­wów: Fish Pro­tec­tion Society, Marine Ste­ward­ship Coun­cil, Pre­ston Angling Club, Sal­mon Wild (ogra­ni­cza­jąca połowy łoso­sia), aktywne są tra­dy­cyj­nie Gre­en­pe­ace, Sierra itp. Pro­blem w tym, że to jest w zasa­dzie jedyne narzę­dzie ochrony rybo­stanu i kon­sump­cji ryb. Zamiast wzo­ro­wać się na pro­duk­cji woło­winy czy dro­biu, gdzie nikt przy zdro­wych zmy­słach nie zaka­zuje hodowli na rzecz przy­szłych poko­leń, eko­lo­go­wie i regu­la­to­rzy rybo­łów­stwa ogra­ni­czają się nie­mal wyłącz­nie do restryk­cyj­nych kwot poło­wo­wych i zaka­zów jak ten na wschod­nim Bał­tyku. A prze­cież akwe­nów na kuli ziem­skiej jest pięt­na­sto­krot­nie wię­cej niż łąk i pastwisk. Jeśli cze­go­kol­wiek mia­łoby zabrak­nąć, to raczej paszy dla parzy­sto­ko­pyt­nych, niż wody dla ryb. A więc może nie trzeba aż tak restryk­cyj­nej poli­tyki. Może jed­nak rybacy mają rację!

Roz­wią­za­nie

Dro­go­wska­zem może być stara, bo licząca ponad 7500 lat hodowla ryb i sko­ru­pia­ków. Mimo iż roz­wija się ener­gicz­niej dopiero od 10 – 15 lat, akwa­kul­tura odpo­wiada już za pra­wie jedną trze­cią pro­duk­cji ryb pocho­dzi z gospo­darstw hodow­la­nych. Potęgą w pro­duk­cji kre­we­tek stała się Korea Połu­dniowa, gdzie do nie­dawna sko­ru­piaki te były rary­ta­sem. Z hodowli pocho­dzi bli­sko 65 pro­cent świa­to­wej kon­sump­cji łoso­sia, 40 pro­cent kre­we­tek, jedna trze­cia małż, a nawet homary głów­nie z Nowej Zelan­dii, Kanady, Peru oraz akwe­nów Zatoki Mek­sy­kań­skiej, czy Nowej Anglii (USA). I nie cho­dzi tu wcale o gospo­dar­stwa słod­ko­wodne. Coraz wię­cej farm ryb­nych znaj­duje się na peł­nym morzu. Sza­cuje się, że przy obec­nym tem­pie ich wzro­stu już za 20 lat bli­sko 80 pro­cent pro­duk­cji owo­ców morza pocho­dzić będzie z hodowli. Co prawda dziki łosoś i okoń mor­ski kosz­tuje od 6 do 10 razy wię­cej niż ich hodow­lany kuzyn, ale konia z rzę­dem temu, kto jest w sta­nie róż­nicę mię­dzy nimi wychwy­cić, a jesz­cze rza­dziej: komu ona prze­szka­dza. Kar­ło­wata wer­sja pry­wa­ty­za­cji morza, znana jako indi­vi­dual trans­fe­ra­ble quotas (ITQ) zwięk­szyła połowy ryb w Nowej Zelan­dii i Austra­lii pię­cio­krot­nie. Zda­niem Micha­ela Mar­kelsa z Ocean Far­ming, Inc. ryb, sko­ru­pia­kowe i innych owo­ców morza dzięki pry­wa­ty­za­cji byłoby do 2000 razy wię­cej! Przy nie­wiel­kich nakła­dach tylko połowy dor­sza można by zwiększyć…dwustukrotnie, przy czym jego hodow­lana cena spa­dłaby trzy­krot­nie.
W czym więc pro­blem? Prze­szkodą jest nie­mal cał­ko­wita nacjo­na­li­za­cja akwe­nów, stąd w rybo­łów­stwie obo­wią­zuje filo­zo­fia na poły rabun­kowa: wyło­wić, zaro­bić, po nas choćby potop. Jest ona skut­kiem braku wła­ści­ciela łowisk. Gdyby na akwe­nach obo­wią­zy­wał wolny rynek i takie samo prawo wła­sno­ści, jak w przy­padku łąk i pastwisk, ryb, czy nawet tanich homa­rów by nie zabra­kło. Współ­cze­sny rybak nie liczy się z tym, co sta­nie się z rybą za lat 10 czy 30. Gdyby był wła­ści­cie­lem akwenu, lub jego udzia­łow­cem, myślałby dłu­go­fa­lowo. Zary­biał, pro­wa­dził pla­nowe łowie­nia, dokar­mia­nie, nawo­że­nie i chro­nił przy­szłe poko­le­nia. Tak jak robi to wła­ści­ciel łąki, na któ­rej pasie się stado byków czy owiec.
Zamiast więc ogra­ni­czać połowy nale­ża­łoby raczej spry­wa­ty­zo­wać pań­stwowe, czyli bez­pań­skie łowi­ska. Dor­sza na nich nie zabrak­nie. Pro­blem w tym, że ani Joe Borg, ani unijna admi­ni­stra­cja ds. rybo­łów­stwa takiej alter­na­tywy nie biorą pod uwagę. Naj­wyż­szy czas dać im dobry przy­kład. Pomo­żemy w ten spo­sób ryba­kom, ale przede wszyst­kim sobie.

Jan M. Fijor
”” 2007-09-27

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 12

  1. Andrzej pisze:

    Tro­che nie bar­dzo mi sie chce wie­rzyc w argu­menty Unii. Wiem ze nie­ogra­ni­czo­nymi polo­wami mozna wyte­pic jakis gatu­nek. Ale bez prze­sady.
    IMO takie unijne rega­lu­acje maja inny cel. Mia­no­wi­cie utrzy­ma­nie wyso­kiej ceny. Po to zeby mogl sprze­da­wac dor­sza nie tylko pol­ski ale i nie­miecki rybak. Tak samo jest z limi­tami (np. mleka) w rolnictwie.

  2. JM Fijor pisze:

    Na pewno osta­tecz­nym argu­men­tem w spra­wie owo­cow morza jest to, ze zabrak­nie ich dla przy­szlych poko­len, czyli ze wylo­wimy za duzo. I ja podaje roz­wia­za­nie, ktore jest mozliwe, tanie, prak­tyczne i sku­teczne.
    pozdra­wiam
    Jan M Fijor

  3. Mikeon pisze:

    Taka juz jest unia euro­pej­ska. Socja­lizm, gospo­darka ste­ro­wana, plany 6-cio let­nie i inne wyna­lazki.
    Jak mozna jed­no­cze­snie popie­rac wolny rynek i UE? To sa 2 sprzecz­no­sci.
    Niech sobie kazdy wyborca PO odpo­wie na to pyta­nie, jezeli zdola.

  4. Witold Dopierała pisze:

    Sza­nowny Panie Fijor.
    Chcę imu­szę Pana prze­pro­sić. A mia­no­wi­cie pozwo­liem sobie ze strony będą­cej Pana wła­sno­ścią sko­pio­wać frag­ment tek­stu Mur­raya Roth­bartda. W fer­wo­rze dys­ku­sji na stro­nie St. Michal­kie­wi­cza nie zdą­ży­łem Pana popro­sić o wyra­że­nie zgody. Oto ten fragment:

    Lecz jakie są szanse na suk­ces? Oddajmy głos Rothbardowi:

    W naj­szer­szej i naj­dłuż­szej per­spek­ty­wie liber­ta­ria­nizm zwy­cięży osta­tecz­nie, ponie­waż on i tylko on jest kom­pa­ty­bilny z naturą ludzką i świata. Tylko wol­ność może zapew­nić czło­wie­kowi dosta­tek, speł­nie­nie i szczę­ście. W skró­cie, liber­ta­ria­nizm zwy­cięży, ponie­waż jest praw­dziwy, ponie­waż jest wła­ściwą drogą postę­po­wa­nia dla rodzaju ludz­kiego, zaś prawda osta­tecz­nie wyj­dzie na świa­tło dzienne (…) Mamy obec­nie sys­te­ma­tyczną teo­rię; przy­cho­dzimy w pełni uzbro­jeni w naszą wie­dzę, przy­go­to­wani do prze­ka­za­nia naszej wia­do­mo­ści i zawład­nię­cia wyobraź­nią wszyst­kich grup spo­łecz­nych. Wszyst­kie inne teo­rie i sys­temy zawio­dły: socja­lizm wszę­dzie znaj­duje się w odwro­cie (…); libe­ra­lizm (czyli, w Ame­ryce, socjal­de­mo­kra­cja – przyp. tłu­ma­cza) uwi­kłał nas w mnó­stwo nie­roz­wią­zy­wal­nych pro­ble­mów; kon­ser­wa­tyzm nie ma do zaofe­ro­wa­nia nic poza ste­rylną obroną sta­tus quo. Wol­ność w świe­cie współ­cze­snym nigdy nie została w pełni spraw­dzona; teraz liber­ta­ria­nie pro­po­nują speł­nić ame­ry­kań­ski sen i świa­towy sen o wol­no­ści i dostatku dla wszystkich.

    Prze­pra­szam i pro­szę o wymie­rze­nie mi kary. Ośmie­lam się mieć nadzieję na zła­go­dze­nie kary, w wyniku mojej skrom­nej zasługi, że na tejże stro­nie St. Michal­kie­wi­cza dwu albo trzy­krot­nie Wzmian­ko­wa­łem zachę­ca­jąco o Pań­skiej stro­nie.
    Pozo­staję w poczu­ciu winy i w nadzieji wyba­cze­nia
    Witold Dopie­rała — bilan7

  5. Jan M. Fijor pisze:

    No pro­blem! pozdra­wiam jm fijor

  6. szturman pisze:

    To nie o to w tym dor­szo­wym byzne­sie cho­dzi. Komi­sja stwier­dzila, ze Polacy bal­tyc­kiemu dor­szowi i sle­dziowi ubli­zali od naj­wcze­sniej­szych lat. Dorsz sie wsty­dzil, dorsz popa­dal w kom­pleksy tudziez w gle­boka i bez­na­dziejna roz­pacz. To spo­wo­do­walo, ze dorsz prze­stal sie poru­szac, tra­cil checi do zycia i prze­stal sie roz­mna­zac. A przy tym byl wul­gar­nie den­nymi wlo­kami odla­wiany, a nie dobrym slo­wem, karma i modli­two dobro­wol­nie zwa­biany. Po tych tra­gicz­nych obja­wach Komi­sja Euro­pej­ska powo­lala Spe­cjalna Komi­sje do Rato­wa­nia Lawic Pol­skich Dor­szy. Po dlu­go­let­nich Bada­niach w Euro­pej­skim Insty­tu­cie do Spraw Dor­sza i Sle­dzia stwier­dzono, ze powo­dem zaniku dor­sza i sle­dzia w Bal­tyku jest niz­sza kul­tura codzienna Pola­kow, w kto­rej to roz­pa­no­szyla sie pogarda dla dor­sza taka oto kul­tu­rowa eks­pre­sja „Jedz­cie Dor­sze Bo G…owno Gor­sze”, co zdo­lo­walo Dor­sza do gra­nic ekstyncji(wymarcia). Sle­dziowi tez Kul­tura Pol­ska nigdy nie slu­zyla, bo wsze­dzie go sie w tam poniza, a jed­nym z wielu przy­kla­dow jest ludowa piesn o slo­wach „a witaj sle­dziu solony. Jesz­cze nie wymo­czony o cho­lewe pier.…dolniety i juz zje­dzony.… Popro­smy wiec Ojca Rydzyka i naszego pre­zy­denta, aby modlami, cudami, pod­slu­chami przy­wra­cali god­nosc dor­szowi i sza­cu­nek sledziowi.

  7. Jan M. Fijor pisze:

    Slowe: O god­nosc dla dor­sza! pozdrowko Jan M Fijor P.S. Jestem na Kara­ibach. Sa tu pyszne ryby, ale tylko kilka dorow­nuje dor­szowi. Jem tu tylko sea food wiec wiem co pisze. Smacznego!

  8. PianistaOdPaniMiry pisze:

    Alez, Panie Janie co sie sta­lo­ooo? Nacjo­na­li­stycz­nie od pol­skiej wie­przo­winy i wolo­winy, nie czul Pan nic smacz­niej­szego tutaj w Hame­ryce ha ha ha..I gdzie sie Pan, Panie Janku podzie­eeewa.. I nie badz Pan, na Rany Chry­stusa, Kwasniewskim

  9. Szturman pisze:

    Kara­iby, Majorka, a kogo na to stac w Hame­ryce. Trza zapierd.…ac w Domi­ni­can Repu­blic, kupu­jac hek­tary i liczac na ewen­tu­alne zyski. Nie ma to jak dzien­ni­karz, kto­ren za redak­cyjne pie­nia­dze sieje i nie wia­domo kiedy zni­wem zbierze.….

  10. Jan M. Fijor pisze:

    Redak­cja, ktora placi za moje pod­roze jest moja wla­sno­scia. Zasia­lem, zebra­lem i za sprze­dane zbiory poje­cha­lem w swiat. Co w tym zlego? jmf

  11. Nataniel pisze:

    Wciaz to poczu­cie altru­isty­znej winy, Panie Janie. Nie winie, ale pozdra­wiam i podzi­wiam za roz­wi­ja­jaca sie pan­ska, tutaj strone

  12. Szturman pisze:

    Zawa­dzil Pan o bal­tyc­kiego Dor­sza. Smiem twier­dzic, ze wie­cej bylo na prl-wskich sto­lach tego z Morza Polnoc­nego, z Morza Nor­we­skiego, z ame­ry­kan­skich i kana­dyj­skich, Wschod­nich wybrze­rzy George’s Bank.Komunistyczna tj. Pego­row­skie Rol­nic­two wtedy ruj­no­walo rol­nic­two do gra­nic wymar­cia, gdzie wtedy naszla Przed­nia Mysl, ze jak zglisz­cza tutaj to trza eks­plo­ato­wac gdzie sie da. I dla­tego Stocz­nia Gdan­ska, taka miala renome w bloku komu­ni­stycz­nym, bo spe­cja­li­zo­wala sie w budo­wie rybac­kich prze­tworni, ktore dzie­siat­ko­waly rybo­stan na Morzu Polnoc­nym, w rejo­nie Sub­ank­tar­tycz­nym, u Wybrze­rzy Ame­ryki Polnoc­nej i Kanady.Gierkowska ide­olo­gia nazy­wala ten stan rze­czy, bodajze bada­niami Polu­dnio­wych prze­stwo­rzy, gdzie Hege­liow­ski Ente­lekt mial rze­komo two­rzyc wszystko z niczego, tak jak w chrze­sci­jan­skich cudach. Nie­stety, eks­plo­ata­cje Sub­an­tark­tycz­nych Wod, oka­zaly sie za dro­gie, co m.inn. powa­lily Komu­ni­styczna Gospo­darke.. Z Ser­decz­nymi Pozdro­wie­nia­mi­dla Pana Fijora, co to zdra­dzil Kraj gdzie, moze jesz­cze nie cal­ko­wita Wol­nosc, ale przy­naj­mniej nadzieja Owej. A poki co to zycze wla­sci­cie­lowi tej strony samych suk­ce­sow, w cza­sie kiedy Wolny Rynek czeka nie tylko na Bal­tyc­kiego Sle­dzia tutaj, ale row­niez i na Zaje­bi­ste Wol­no­ryn­kowe Texty, gdzie „Man is an End in him­self”. 73 dla wla­sci­ciela, czyli w mary­nar­skiej gra­fii kodu Morse’a — Ser­deczne Pozdrowienia.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*