Środek Afryki środkowej (I)

Od jutra będę pisać bloga podróż­ni­czego z Kigali (Rwanda), gdzie wylą­do­wa­łem cztery godziny temu. Tak, tej samej gdzie 15 lat temu doszło do wybu­chu bez­pre­ce­den­so­wej masa­kry lud­no­ści cywil­nej, w któ­rej jedno ple­mię Tutsi wymor­do­wało dru­gie ple­mię, Hutu. I z wza­jem­no­ścią. Zgi­nęło łącz­nie ok. 2 miliony ludzi. Jean Pierre, który w 1994 roku miał 14 lat cały drży, gdy opo­wiada o tam­tych wyda­rze­niach. Jego dzie­wię­cioro rodzeń­stwa  prze­żyło dzięki ucieczce do Tan­za­nii i dalej, do Austrii, USA czy Bel­gii. On został księ­dzem. Dzi­siaj Rwanda to już tylko kraj Tysiąca Wzgórz, sły­nący z naj­ła­god­niej­szego  kli­matu w całej Afryce  (śred­nia lata to 22 stop­nie, a zimy tu nie ma) i ener­gicz­nych reform, dzięki któ­rym ma nadzieję wydźwi­gnąć się z epoki kolo­nial­nej do nowoczesności. 

I tak, na dzień dobry cel­nik skon­fi­sko­wał mi torbę foliową, w któ­rej wio­złem bez­cłową irlandz­kiej whi­sky. Prze­ra­zi­łem się, gdyż począt­kowo myśla­łem, że do Rwandy nie wolno wwwo­zić alko­holu. Naszczę­ście wolno, nie wolno jedy­nie przy­wo­zić tore­bek folio­wych. Eko­lo­go­wie dotarli tu przed moim lądowaniem.

Z lot­ni­ska uda­łem się do zaprzy­jaź­nio­nych misjo­na­rzy (dwóch Pola­ków, dwóch Rwan­dyj­czy­ków i jeden z Kongo, gdzie poczę­sto­wano mnie pysz­nym bigo­sem, prze­gry­za­nym palo­nymi orzesz­kami i owo­cami mara­cuja. po czy usia­dłem do kom­pu­tera, któ­rym połą­czy­łem się ze świa­tem — łatwiej niż z Bel­gii, gdzie przez cztery dni nie mogłem dosię­gnąć sieci, co rze­komo było winą mojego komputera.

Na wszelki wypa­dek pozo­sta­wiono mi w pokoju świeczkę, bo w Kigali wyłą­czają świa­tło, a mimo to Inter­net jed­nak kró­luje. Cie­ka­wostka; poli­tyka jed­nego okienka w biz­ne­sie działa tu wyłącz­nie poprzez Inter­net. Rwanda prze­sko­czyła etap biu­ro­kra­cji „na żywo”. Nie można zało­żyć firmy ina­czej niż przez Inter­net. Admi­ni­stra­cja działa wyłącz­nie on-line, co jest o tyle dziwne, że jesz­cze pięć, sześć lat temu ulic asfal­to­wych było tu mniej niż w Pol­sce auto­strad. W następne dni posta­ram się wzbo­ga­cić obraz środka Afryki. A nuż kogoś tu przy­wle­cze, tak jak mnie?

Pozdro­wie­nia z Kigali

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

No Comments Yet.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*