Hobe i Kibeho
W niedzielę, tuż przed poranną Mszą św., kiedy właśnie miałem się połączyć się z Internetem i dopisać „kawałek” do swojego afrykańskiego bloga, wyłączono nam nie tylko Internet, ale i prąd elektryczny. Myśleliśmy, że to jakaś awaria, kiedy jednak okazało się, że w sąsiedniej parafii, dwieście metrów od nas, mają nie tylko prąd, ale i Internet, ks. Honore zainteresował się sprawą bliżej. Okazało się, że powodem wyłączenia prądu, a w konsekwencji także Internetu był niezapłacony rachunek. W Kigali prąd kupuje się podobnie, jak u nas benzynę na stacjach benzynowych. Idziesz do elektrowni, płacisz określona kwotę i dopóki jej nie wykorzystasz, masz prąd. Nasza przedpłata by wystarczyła, gdyby nie nieuważny pracownik drukarni, która mieści się na parterze budyneczku, w który mieszkamy, wychodząc z pracy w piątek zapomniał wyłączyć kilka maszyn, które „zdrowo” podciągnęły nasz pobór. Po uzupełnieniu przedpłaty prąd i Internet zaczęły działać; wróciliśmy do cywilizacji.
Powinienem może wyjaśnić, jaki jest cel mojej podróży do Rwandy. Sama ciekawość świata nie tłumaczy jeszcze, dlaczego na pierwszy kraj Czarnego Lądu do jakiego się w swoich peregrynacjach po świecie udałem, wybrałem właśnie to maleńkie państwo w sercu Afryki, które odwiedzają jedynie misjonarze, zwolennicy trekkingu w dżungli, oraz grupa najliczniejsza, to jest przedstawiciele organizacji dobroczynnych, a także instytucji politycznych, zajmujących się wspieraniem wyjątkowo zapuszczonych rejonów globu.
Rwandą zainteresowałem się przy okazji, zapoczątkowanego blisko 20 lat temu przez Zgromadzenie Palotynów, programu pomocy Afryce, Adopcja Serca. W ramach niego, ponad 5 tysięcy Polaków zdecydował się posyłać każdego miesiąca równowartość 20 lub więcej dolarów, przy pomocy których Zgromadzenie Palotynów wspiera głównie edukację i pomoc żywnościową dla dzieci z najbiedniejszych rodzin Rwandy.
Mnie zainteresowała edukacja, tym bardziej, że w siedzibie Palotynów w Ząbkach pod Warszawą dowiedziałem się, że Zgromadzenie przygotowuje rozszerzenie programu pomocy o subskrypcję gazetki edukacyjnej dla rwandyjskich dzieci, którą finansują uczniowie kilku polskich szkół. Gazetka nazywa się Hobe i składa się w niewielkim stopniu z treści religijnych i etycznych, poświęcając gros swej uwagi edukacji historycznej, geograficznej, a także czemuś, czego brakuje także w Polsce, edukacji z podstaw przedsiębiorczości i biznesu. Ponieważ temat jest interesujący i pasjonujący postanowiłem polecieć do Kigali, żeby się przyjrzeć Hobe z bliska i być może wykorzystać swoje doświadczenie przy jej redagowaniu. No i w ten sposób znalazłem się w Rwandzie.
Ten skromny, choć bardzo ważny, powód pociągnął za sobą całą lawinę spraw, których się wcale nie spodziewałem. Otóż, za kilka dni pojawi się w Rwandzie samolot rządowy z polską delegacją oficjalną, na czele której stoi (informacja niepotwierdzona, ale bardzo prawdopodobna) minister Spraw Zagranicznych, Radek Sikorki, a być może również p. Maria Kaczyńska, żona prezydenta. Powód tej niezwykłej wizyty jest równie, co ona sama, zaskakujący. Jest nim uroczyste otwarcie ośrodka dla niewidomych dzieci Rwandy w Kibeho, które jest afrykańskim odpowiednikiem Lourdes; sanktuarium maryjnym, skupiającym polskie i rwandyjskie zakonnice, zajmujące się - początkowo — ofiarami ludobójstwa, obecnie zaś sierotami wojny 1994 roku. Bohaterką uroczystości będzie skromna polska zakonnica, siostra Rafaela Nałęcz, ze Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek, Służebnic Krzyża. Z jej inicjatywy, powstał w Kibeho, wzorowany na podwarszawskich Laskach ośrodek opiekuńczy i edukacyjny dla niewidomych dzieci. To jej energia, inicjatywa, pomysłowość i pasja doprowadziły do jego powstania. Dużą pomoc w pracach nad ośrodkiem w Kibeho zawdzięczają Rwandycjzycy żonie prezydenta Kaczyńskiego, Marii.
Więcej na temat Kibeho, po uroczystościach otwarcia. O ile w dżungli nie będzie problemów z Internetem.
Cdn.
Jan M Fijor


Napisałeś :
W niedzielę, tuż przed poranną Mszą św., kiedy właśnie miałem się połączyć się z Internetem i dopisać „kawałek” do swojego afrykańskiego bloga, wyłączono nam nie tylko Internet, ale i prąd elektryczny.
Prąd elektryczny ? .….. Ciekawe.
Znając Ciebie i Twoje Zakopiańskie korzenie można się domyślać , że prądy są różne np. herbaciane .….… oraz te elektryczne.
Pozdrawiam.
Stanisław
„Witam,
. Bardzo celne
Swego czasu na blogu http://docieplychkrajow.blox.pl/ przeczytałem dużo
ciekawych refleksji o Afryce. Autorem bloga był ‚człowiek który
przejechał Afrykę na rowerze i znalazł tam sic!! żonę
były jego refleksje o duszy afrykańczyka i o tamtejszym społeczeństwie
widziane okiem białego europejczyka. Niestety treść bloga jest już
usunięta, ponieważ powstała książka z podróży –info tutaj.
http://www.area.media.pl/ „Do ciepłych krajów”.
Bloga czytałem już dawno i dużo uleciało mi z pamięci, ale z tego co
pamiętam, nobilitacją dla czarnego afrykańczyka jest znajomość z białym.
Lub chociażby afrykańczykiem o bielszym kolorze skóry. Z tego co
pamiętam to istnieje tam całkowity rozkład instytucji rodziny. Rodzice
nie troszczą się o dzieci, itp. Ludzie są strasznie pogubieni. Brak
kośćca moralnego. Każdy tylko patrzy jak tu kogoś oszukać. A najlepiej
to zapoznać białego i zwiać do europy.”
Radek Olszak
Panie Janie ja chciałbym dopowiedzieć że kupowanie prądu prepaid nie jest jedynie domeną afryki. Sam osobiście mieszkając w Krakowie na ul.Długiej (jakieś 5minut piechotą od rynku) zmuszony byłem chodzić do Taurona i kupować prąd na kartki. Płaciło się 100 zł i dostawałem w zamian jakiśtam kupon który następnie wklepywałem w licznik przez co powiększała mi się pula.
W konsekwencji tego znajomi z pracy śmiali się ze mnie że idę kupić wiadro prądu
. I rzeczywiście gdy licznik się wyzerował to wyłączało się wszytko.
.
Ot taka ciekawostka