Środek Afryki środkowej (III)

Hobe i Kibeho

W nie­dzielę, tuż przed poranną Mszą św., kiedy wła­śnie mia­łem się połą­czyć się z Inter­ne­tem i dopi­sać „kawa­łek” do swo­jego afry­kań­skiego bloga, wyłą­czono nam nie tylko Inter­net, ale i prąd elek­tryczny. Myśle­li­śmy, że to jakaś awa­ria, kiedy jed­nak oka­zało się, że w sąsied­niej para­fii, dwie­ście metrów od nas, mają nie tylko prąd, ale i Inter­net, ks. Honore zain­te­re­so­wał się sprawą bli­żej. Oka­zało się, że powo­dem wyłą­cze­nia prądu, a w kon­se­kwen­cji także Inter­netu był nie­za­pła­cony rachu­nek. W Kigali prąd kupuje się podob­nie, jak u nas ben­zynę na sta­cjach ben­zy­no­wych. Idziesz do elek­trowni, pła­cisz okre­ślona kwotę i dopóki jej nie wyko­rzy­stasz, masz prąd.  Nasza przed­płata by wystar­czyła, gdyby nie nie­uważny pra­cow­nik dru­karni, która mie­ści się na par­te­rze budy­neczku, w który miesz­kamy, wycho­dząc z pracy w pią­tek zapo­mniał wyłą­czyć kilka maszyn, które „zdrowo” pod­cią­gnęły nasz pobór. Po uzu­peł­nie­niu przed­płaty prąd i Inter­net zaczęły dzia­łać; wró­ci­li­śmy do cywilizacji.

Powi­nie­nem może wyja­śnić, jaki jest cel mojej podróży do Rwandy. Sama cie­ka­wość świata nie tłu­ma­czy jesz­cze, dla­czego na pierw­szy kraj Czar­nego Lądu do jakiego się w swo­ich pere­gry­na­cjach po świe­cie uda­łem, wybra­łem wła­śnie to maleń­kie pań­stwo w sercu Afryki, które odwie­dzają jedy­nie misjo­na­rze, zwo­len­nicy trek­kingu w dżun­gli, oraz grupa naj­licz­niej­sza, to jest przed­sta­wi­ciele orga­ni­za­cji dobro­czyn­nych, a także insty­tu­cji poli­tycz­nych, zaj­mu­ją­cych się wspie­ra­niem wyjąt­kowo zapusz­czo­nych rejo­nów globu.

Rwandą zain­te­re­so­wa­łem się przy oka­zji, zapo­cząt­ko­wa­nego bli­sko 20 lat temu przez Zgro­ma­dze­nie Palo­ty­nów, pro­gramu pomocy Afryce, Adop­cja Serca. W ramach niego, ponad 5 tysięcy Pola­ków zde­cy­do­wał się posy­łać każ­dego mie­siąca rów­no­war­tość 20 lub wię­cej dola­rów, przy pomocy któ­rych Zgro­ma­dze­nie Palo­ty­nów wspiera głów­nie edu­ka­cję i pomoc żyw­no­ściową dla dzieci z naj­bied­niej­szych rodzin Rwandy.

Mnie zain­te­re­so­wała edu­ka­cja, tym bar­dziej, że w sie­dzi­bie Palo­ty­nów w Ząb­kach pod War­szawą dowie­dzia­łem się, że Zgro­ma­dze­nie przy­go­to­wuje roz­sze­rze­nie pro­gramu pomocy o sub­skryp­cję gazetki edu­ka­cyj­nej dla rwan­dyj­skich dzieci, którą finan­sują ucznio­wie kilku pol­skich szkół.  Gazetka nazywa się Hobe i składa się w nie­wiel­kim stop­niu z tre­ści reli­gij­nych i etycz­nych, poświę­ca­jąc  gros swej uwagi edu­ka­cji histo­rycz­nej, geo­gra­ficz­nej, a także cze­muś, czego bra­kuje także w Pol­sce, edu­ka­cji z pod­staw przed­się­bior­czo­ści i biz­nesu. Ponie­waż temat jest inte­re­su­jący i pasjo­nu­jący posta­no­wi­łem pole­cieć do Kigali, żeby się przyj­rzeć Hobe z bli­ska i być może wyko­rzy­stać swoje doświad­cze­nie przy jej reda­go­wa­niu. No i w ten spo­sób zna­la­złem się w Rwandzie.

Ten skromny, choć bar­dzo ważny, powód pocią­gnął za sobą całą lawinę spraw, któ­rych się wcale nie spo­dzie­wa­łem. Otóż, za kilka dni pojawi się w Rwan­dzie samo­lot rzą­dowy z pol­ską dele­ga­cją ofi­cjalną, na czele któ­rej stoi (infor­ma­cja nie­po­twier­dzona, ale bar­dzo praw­do­po­dobna) mini­ster Spraw Zagra­nicz­nych, Radek Sikorki, a być może rów­nież p. Maria Kaczyń­ska, żona pre­zy­denta. Powód tej nie­zwy­kłej wizyty jest rów­nie, co ona sama, zaska­ku­jący. Jest nim uro­czy­ste otwar­cie ośrodka dla nie­wi­do­mych dzieci Rwandy w Kibeho, które jest afry­kań­skim odpo­wied­ni­kiem Lour­des; sank­tu­arium maryj­nym, sku­pia­ją­cym pol­skie i rwan­dyj­skie zakon­nice, zaj­mu­jące się - począt­kowo — ofia­rami ludo­bój­stwa, obec­nie zaś sie­ro­tami wojny 1994 roku. Boha­terką uro­czy­sto­ści będzie skromna pol­ska zakon­nica, sio­stra Rafa­ela Nałęcz, ze Zgro­ma­dze­nia Sióstr Fran­cisz­ka­nek, Słu­żeb­nic Krzyża. Z jej ini­cja­tywy, powstał w Kibeho, wzo­ro­wany na pod­war­szaw­skich Laskach ośro­dek opie­kuń­czy i edu­ka­cyjny dla nie­wi­do­mych dzieci. To jej ener­gia, ini­cja­tywa, pomy­sło­wość i pasja dopro­wa­dziły do jego powsta­nia. Dużą pomoc w pra­cach nad ośrod­kiem w Kibeho zawdzię­czają Rwan­dy­cj­zycy żonie pre­zy­denta Kaczyń­skiego, Marii.

Wię­cej na temat Kibeho, po uro­czy­sto­ściach otwar­cia. O ile w dżun­gli nie będzie pro­ble­mów z Internetem.

Cdn.

Jan M Fijor

www.fijor.com

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 3

  1. Stanisław pisze:

    Napi­sa­łeś :
    W nie­dzielę, tuż przed poranną Mszą św., kiedy wła­śnie mia­łem się połą­czyć się z Inter­ne­tem i dopi­sać „kawa­łek” do swo­jego afry­kań­skiego bloga, wyłą­czono nam nie tylko Inter­net, ale i prąd elektryczny.

    Prąd elek­tryczny ? .….. Cie­kawe.
    Zna­jąc Cie­bie i Twoje Zako­piań­skie korze­nie można się domy­ślać , że prądy są różne np. her­ba­ciane .….… oraz te elek­tryczne.
    Pozdra­wiam.
    Stanisław

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Witam,
    Swego czasu na blogu http://docieplychkrajow.blox.pl/ prze­czy­ta­łem dużo
    cie­ka­wych reflek­sji o Afryce. Auto­rem bloga był ‚czło­wiek który
    prze­je­chał Afrykę na rowe­rze i zna­lazł tam sic!! żonę :) . Bar­dzo celne
    były jego reflek­sje o duszy afry­kań­czyka i o tam­tej­szym spo­łe­czeń­stwie
    widziane okiem bia­łego euro­pej­czyka. Nie­stety treść bloga jest już
    usu­nięta, ponie­waż powstała książka z podróży –info tutaj.
    http://www.area.media.pl/ „Do cie­płych kra­jów”.
    Bloga czy­ta­łem już dawno i dużo ule­ciało mi z pamięci, ale z tego co
    pamię­tam, nobi­li­ta­cją dla czar­nego afry­kań­czyka jest zna­jo­mość z bia­łym.
    Lub cho­ciażby afry­kań­czy­kiem o biel­szym kolo­rze skóry. Z tego co
    pamię­tam to ist­nieje tam cał­ko­wity roz­kład insty­tu­cji rodziny. Rodzice
    nie trosz­czą się o dzieci, itp. Ludzie są strasz­nie pogu­bieni. Brak
    kośćca moral­nego. Każdy tylko patrzy jak tu kogoś oszu­kać. A naj­le­piej
    to zapo­znać bia­łego i zwiać do europy.”

    Radek Olszak

  3. Sebastian Bigos pisze:

    Panie Janie ja chciał­bym dopo­wie­dzieć że kupo­wa­nie prądu pre­paid nie jest jedy­nie domeną afryki. Sam oso­bi­ście miesz­ka­jąc w Kra­ko­wie na ul.Długiej (jakieś 5minut pie­chotą od rynku) zmu­szony byłem cho­dzić do Tau­rona i kupo­wać prąd na kartki. Pła­ciło się 100 zł i dosta­wa­łem w zamian jakiś­tam kupon który następ­nie wkle­py­wa­łem w licz­nik przez co powięk­szała mi się pula.

    W kon­se­kwen­cji tego zna­jomi z pracy śmiali się ze mnie że idę kupić wia­dro prądu :D . I rze­czy­wi­ście gdy licz­nik się wyze­ro­wał to wyłą­czało się wszytko.
    Ot taka cie­ka­wostka :D .

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*