Kongo (III)
Symbioza
W żadnym innym zakątku świata nie czułem się tak bardzo uzależniony od tubylców, jak właśnie w Afryce. W żadnym innym zakątku świata nie czułem się tak obcy, zagubiony, ale i wdzięczny miejscowym za to że są obok.
Honore, który podjął się roli mego przewodnika w drodze z Rwandy do wschodniego Kongo wyznał w czasie jazdy, że choć białych w Afryce na ogół się nie lubi, każdy czarny czuje się przy nich bezpieczniej. Biały, siedzący w samochodzie obok prowadzącego murzyna, jest niejako gwarancją, że byle policjant pojazdu nie zatrzyma. Ledwie to powiedział, gdy jak spod ziemi wyłonił się rosły „Długi”[1] i machnął nam lizakiem przed szybą.


Nazywam się Jan Maria Fijor, w 1985 roku wyemigrowałem do Ameryki gdzie byłem m. in. barmanem, handlowcem, sprzedawałem okna, komputery, nieruchomości, ubezpieczenia, byłem także maklerem w Metlife Financial Services. Po 20 latach wróciłem do kraju, gdzie prowadzę wydawnictwo Fijorr Publishing. | 


















