Newsletter

Zostaw E-mail, a będziemy cię informować o nowościach na stronie.

Imię:

Nazwisko:

E-mail:

Posts Tagged ‘junta’

Mandalay Express (I)

{ Opublikował: Jan M. Fijor Data: 15 lis 2009 }
Tags : , ,
Kategoria : MOJE PODRÓŻE

Mandalay Express (I)

           Mandalay. Drugie co do wielkości i ważności miasto Birmy, kraju znanego też jako Burma, a ostatnio Myanmar owiane jest legendami, których ukoronowaniem – jak głoszą przewodniki po tym pięknym i niezwykłym kraju – powinien być rejs luksusowym statkiem The Road to Mandalay (Droga do Mandalay) po rzece Irawadi z Mandalay do Pagan, stolicy antycznego Imperium Myanmaru (w latach 1044 – 1286). Problem w tym, że rejs trwający cztery dni kosztuje od 3500 dolarów od osoby wzwyż. Nawet jak na tak wyjątkowy kraj, jakim jest Birma, była to dla mnie cena absurdalnie wysoka. Za dwa procent tej kwoty można dotrzeć do Pagan w 12 – 14 godzin, tyle że w mniej luksusowych warunkach. Mój stateczek, w przeciwieństwie do swego szlacheckiego rywala, był prymitywną łajbą pamiętającą czasy kolonialne i to we wczesnym ich okresie. Zresztą luksusy to nie jest sprawa, dla której należy odwiedzać Birmę. Tym bardziej, że połowa ceny biletu na The Road to Mandalay trafia i tak do kieszeni któregoś z generałów, wyjątkowo szkodliwej, złośliwej i głupiej junty rządzącej Birmą od prawie 50 lat.

 Bojkot

          Początek 2008 roku był dla Birmy jednym z najcięższych. Brakowało żywności, lekarstw, pracy, prądu elektrycznego a nawet benzyny, mimo iż Birma siedzi na ropie, a samochód wciąż stanowi przedmiot wyrafinowanego luksusu. Jakby tych nieszczęść było mało, prawie cały rok 2007 rok panowała susza. Nadchodzące zbiory ryżu nie zapowiadały zmiany na lepsze. Głód dotknął nawet mnichów buddyjskich, którzy przecież jedzą niewiele. Na ulice Rangunu, Mandalay, Bago wylegli żebracy, każdego ranka służby porządkowe zbierały ciała ludzi zmarłych z głodu i wycieńczenia. Po kolejnych groźbach uwięzienia noblistki i najbardziej znanej przeciwniczki rządu wojskowych, Aung San Suu Kyi, którą dotąd przetrzymywano w arszcie domowym, nawet tolerancyjne wobec generałów Chiny ograniczyły do minimum pomoc humanitarną. Nasilił się bojkot Birmy na arenie międzynarodowej, którego dokuczliwym skutkiem był prawie kompletny brak turystów. Zamarła współpraca gospodarcza z zagranicą. Cudzoziemcy przestali Birmę odwiedzać, dając tym po części wyraz oburzeniu, po części obawie o własne bezpieczeństwo. Reżym w kraju buddyjskim, który nie waha się prześladować „posłańców bogów”, najbardziej podziwianych, szanowanych i kochanych obywateli kraju nie zawaha się stosować represji wobec przybyszów zagranicznych. Zresztą niechęć była obopólna. Junta zaostrzyła wymagania wizowe, nasilając równocześnie kampanię wymierzoną w dyskryminujący ją Zachód.

      W rezultacie takiej polityki, bankrutowały biura podróży, restauracje, a nawet firmy jubilerskie i fabryki mebli, sztandarowe branże przemysłowe Birmy. Reprezentacyjne hotele stolicy, pięciogwiazdkowe Governor’s Residence i Summit Parkview, u podnóża kapiącej złotem pagody Szwe Dagon, mimo obniżki ceny do poziomu „trzech gwiazd”, świeciły pustkami. W Boeingu 737 linii Bangkok Airways, którym przyleciałem ze stolicy Tajlandii leciało osiem osób; małżeństwo brytyjskich dyplomatów pracujących  w Rangunie, czterech mnichów buddyjskich z Kambodży, lecących do Mandalay na kongres teologiczny, jakiś oficjał tajlandzki i niżej podpisany. Zresztą nie lepiej było kilka dni później w czasie lotu ze stolicy do Mandalay.

Więcej »