Tajniki bankowości

Taj­niki bankowości

Mur­ray N. Roth­bard
Tłum.: Rafał Rudow­ski
War­szawa 2007
ISBN: 83 – 89812-25 – 8

Cena: wraz z wysyłką 32 zł

Zamó­wie­nia pro­simy kie­ro­wać na adres: fijorr@fijorr.com prze­lew pro­simy wysy­łać na konto: 73 1140 2004 0000 3702 4815 4485 w mbank na nazwi­sko Jan M. Fijor

Współ­cze­sna prasa finan­sowa roz­pi­suje się na temat danych mówią­cych o podaży pie­nią­dza. W każdy pią­tek inwe­sto­rzy gieł­dowi z zapar­tym tchem cze­kają na naj­śwież­sze infor­ma­cje z rynku pie­nięż­nego, które czę­sto wpły­wają na ponie­dział­kowe noto­wa­nia na Wall Street. Jeśli podaż pie­nią­dza gwał­tow­nie wzra­sta, ozna­cza to, że stopy pro­cen­towe mogą pójść w górę, ale mogą też pozo­stać na obec­nym pozio­mie. Prasa stra­szy czy­tel­ni­ków zło­wiesz­czymi pro­gno­zami doty­czą­cymi posu­nięć Rezerwy Fede­ral­nej lub regu­la­cji, które mogą wpro­wa­dzić banki i inne insty­tu­cje finan­sowe.
Przy­wią­zy­wa­nie tak dużej wagi do kwe­stii podaży pie­nią­dza to zja­wi­sko raczej nowe. Do lat 70-tych XX w., w cza­sie Ery Key­nesa, na temat pie­nią­dza i kre­dytu ban­ko­wego nie pisano nie­mal wcale. Zasta­na­wiano się raczej nad wzro­stem Pro­duktu Naro­do­wego Brutto, poli­tyką fiskalną rządu, wydat­kami, przy­cho­dami i defi­cy­tem. Banki i podaż pie­nią­dza to były zagad­nie­nia gene­ral­nie igno­ro­wane. Jed­nak po latach chro­nicz­nej i przy­spie­sza­ją­cej infla­cji – któ­rej key­ne­si­ści nie potra­fili zara­dzić – i po wielu nawro­tach „infla­cyj­nej rece­sji”, stało się jasne dla wszyst­kich – nawet dla key­ne­si­stów – że coś tu nie gra. W ten spo­sób w cen­trum uwagi zna­zła się podaż pie­nią­dza.
Mno­gość defi­ni­cji podaży pie­nią­dza może wpra­wiać prze­cięt­nego czło­wieka w zakło­po­ta­nie. O co cho­dzi z tymi wszyst­kimi M, od M1AM1B do M8? Który z tych sym­boli ozna­cza praw­dziwą podaż pie­nią­dza, o ile któ­ry­kol­wiek samo­dziel­nie do tego wystar­cza? I może naj­istot­niej­sze: dla­czego depo­zyty ban­kowe wli­czone są do róż­nych M jako pod­sta­wowy skład­nik podaży pie­nią­dza? Wszy­scy dziś wie­dzą, że papie­rowe dolary, emi­to­wane wyłącz­nie przez Banki Rezerwy Fede­ral­nej, zawie­ra­jące napis „ten bank­not jest legal­nym środ­kiem płat­ni­czym do regu­lo­wa­nia wszel­kich zobo­wią­zań, publicz­nych i pry­wat­nych”, to pie­nią­dze. Ale dla­czego rachunki bie­żące uwa­żane są za pie­niądz i na jakiej zasa­dzie powstają? Czyż nie można ich wypła­cić na żąda­nie w postaci gotówki? Dla­czego więc wkłady na żąda­nie to też pie­niądz, a nie tylko papie­rowe dolary, które je repre­zen­tują? Jedną z nie­zwy­kłych impli­ka­cji zali­cza­nia wkła­dów na żąda­nie do skład­ni­ków podaży pie­nią­dza jest stwier­dze­nie, że banki two­rzą pie­niądz; że w pew­nym sen­sie są fabry­kami pie­nię­dzy. Ale czy banki nie prze­kie­ro­wują jedy­nie powie­rzo­nych im oszczęd­no­ści, poży­cza­jąc je inwe­sto­rom lub kon­su­men­tom? Skoro banki otrzy­mują nasze oszczęd­no­ści i następ­nie je poży­czają, to jak wła­ści­wie two­rzą pie­nią­dze? W jaki spo­sób pasywa ban­kowe stają się skład­ni­kiem podaży pie­nią­dza?
Nie ma powodu, by laik czuł się sfru­stro­wany nie­moż­no­ścią poła­pa­nia się w tym. Naj­więksi dzie­więt­na­sto­wieczni kla­syczni eko­no­mi­ści spie­rali się mię­dzy sobą czy, i w jakim sen­sie, należy uznać za skład­nik podaży pie­nią­dza bank­noty emi­to­wane przez pry­watne banki (takie bank­noty byłyby dziś nie­le­galne) i depo­zyty ban­kowe. Więk­szość eko­no­mi­stów sta­nęła w tym spo­rze po złej stro­nie. Szcze­gól­nie pobłą­dzili eko­no­mi­ści z Wiel­kiej Bry­ta­nii, wiel­kiego cen­trum dzie­więt­na­sto­wiecz­nej myśli eko­no­micz­nej. Wielki David Ricardo i jego poprzed­nicy ze Szkoły Walu­to­wej stra­cili ogromną szansę usta­no­wie­nia w Anglii praw­dzi­wie sil­nego pie­nią­dza, ponie­waż nigdy nie dostrze­gli faktu, że depo­zyty ban­kowe są jed­nym ze źró­deł pie­nię­dzy na rynku. Dziw­nym tra­fem to w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, uwa­ża­nych wtedy za zapóź­nione pery­fe­ria myśli eko­no­micz­nej, eko­no­mi­ści jako pierwsi doszli do wnio­sku, że depo­zyty ban­kowe, podob­nie jak bank­noty, powinny być zali­czone do ele­men­tów two­rzą­cych podaż pie­nią­dza. Po raz pierw­szy tezę taką sfor­mu­ło­wał w 1820 r. Condy Raguet z Fila­del­fii. Jed­nak ówcze­śni angiel­scy eko­no­mi­ści mało przej­mo­wali się kole­gami zza oceanu.

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 1

  1. […] publicz­no­ści w postaci czę­sto wzna­wia­nego pam­fletu Złoto, banki, ludzie (1964) oraz książce Taj­niki bankowości […]

  2. jacek pisze:

    Naprawde swietna ksiazka. Wyja­snia caly pro­ces kre­acji pie­nia­dza i dzia­la­nie kar­teli ban­ko­wych w spo­sob przy­stepny i zro­zu­mialy bez zbed­nego slo­wo­toku czy zagma­twa­nej matematyki

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts