To Rosati się myli, nie Tusk

To nie przy­pa­dek, że żaden pakiet anty­kry­zy­sowy, włącz­nie z pro­gra­mem rato­wa­nia gospo­darki USA zwa­nym New Deal, nie działa. One po pro­stu dzia­łać nie mogą. Uzdra­wia­nie kry­zy­sów gospo­dar­czych pro­wa­dzone przez rządy odbywa się kosz­tem sek­tora pry­wat­nego, i to tej jego czę­ści, która odpo­wiada za wzrost gospo­dar­czy. Nie­stety, więk­szość pol­skich eko­no­mi­stów, włącz­nie z pro­fe­so­rami uni­wer­sy­te­tów tego nie wie.

Błąd w założeniu

W wywia­dzie udzie­lo­nym repor­te­rowi TOK FM prof. Dariusz Rosati, były mini­ster finan­sów, guru od eko­no­mii, kry­ty­ku­jąc postę­po­wa­nie rządu, nazwał bra­kiem roz­trop­no­ści ze strony rządu zanie­cha­nie akcji kre­dy­to­wej i pom­po­wa­nia w sek­tor publiczny tzw. pakietu ratun­ko­wego, który oży­wiłby gospo­darkę. Nie­po­kój prof. Rosa­tiego bie­rze się stąd, że „spada nam eks­port, spada kon­sump­cja wewnętrzna, to niech cho­ciaż rząd wydaje i pod­trzy­muje roz­wój gospo­dar­czy.” O spo­so­bach rato­wa­nia gospo­darki przed spa­da­ją­cym wzro­stem pisał John May­nard Key­nes, mistrz prof. Rosa­tiego i więk­szo­ści świa­to­wych eko­no­mi­stów, któ­rzy nie zadali sobie trudu, by spraw­dzić, że pomy­sły słyn­nego Anglika są warte funta kła­ków i zostały skom­pro­mi­to­wane jesz­cze zanim się poja­wiły. Uczy­nił to nasz kra­jan, uro­dzony we Lwo­wie, Ludwig von Mises.
Prze­ko­na­nie Key­nesa wzięło się stąd, że jego zda­niem, głów­nym czyn­ni­kiem sty­mu­lu­ją­cym gospo­darkę jest kon­sump­cja. Prze­ko­na­nie to, z wro­dzoną pew­no­ścią sie­bie, dzieli prof. Rosati, który uważa, że skoro kon­sump­cja sta­nowi aż ok. 2/3 pro­duktu kra­jo­wego (PKB), zwięk­sza­nie jej posłuży wzro­stowi. Mamy szczę­ście że p. Rosati nie jest ani pre­mie­rem, ani mini­strem finan­sów, gdyż od dawna wia­domo, że wysoki udział kon­sump­cji w PKB jest ilu­zją powstałą wsku­tek obo­wią­zu­ją­cego spo­sobu pomiaru PKB, pole­ga­jącą na wli­cza­niu do pro­duktu kra­jo­wego wyłącz­nie wyro­bów kon­sump­cyj­nych final­nych, z pomi­nię­ciem faz pośred­nich. Oszczę­dzę Czy­tel­ni­kowi nużą­cych rachun­ków, wyło­ży­li­śmy je w tek­ście p.t. Nie kopio­wać, stwier­dza­jąc jedy­nie, że wtedy kon­sump­cja sta­nowi od 30 proc. (USA) do 40 proc. (UK) PKB. Nato­miast głów­nym jego skład­ni­kiem są inwe­sty­cje!
Jeśli więc ktoś naprawdę chce rato­wać gospo­darkę powi­nien wzmac­niać inwe­sty­cje, a nie kon­sump­cję. Bez pro­duk­cji nie ma kon­sump­cji, pano­wie pro­fe­so­ro­wie, zauwa­żył to już w XVIII wieku nie­jaki Jean Bap­ti­ste Say, for­mu­łu­jąc słynne prawo nazwane od jego nazwi­ska, które brzmi mniej wię­cej tak: „każda podaż ma swój popyt”, a nie jak chciał tego Key­nes a teraz prof. Rosati: każdy popyt ma swą podaż. Ponie­waż inwe­sto­wać możemy tylko to, czego nie skon­su­mo­wa­li­śmy, gros inwe­sty­cji pocho­dzi zatem z oszczęd­no­ści. I wła­śnie oszczę­dza­nia powi­nien się prof. Rosati doma­gać, a nie roz­rzut­no­ści. To się zresztą pokrywa z intu­icją każ­dego z nas. Myślę, że gdyby sam prof. Rosati zna­lazł się w trud­nej sytu­acji mate­rial­nej, to dla rato­wa­nia budżetu domo­wego nie zapo­ży­czałby się na kupno pla­zmy, nowego samo­chodu, czy futer dla żony i córki, lecz zaci­snął pasa, by oszczę­dza­jąc wycią­gnąć się z tara­pa­tów. I takie roz­wią­za­nie pro­po­nuje pre­mier Donald Tusk oraz jego mini­ster finan­sów, Jacek Rostow­ski, czym wzbu­dzają coraz więk­szy podziw i uzna­nie wśród zagra­nicz­nych poli­ty­ków, wyzna­ją­cych, podob­nie jak prof. Rosati, fał­szywy para­dyg­mat Key­nesa, a coraz wyraź­niej widzą­cych, że pakiety ratun­kowe i mega­kre­dyty rzą­dowe to gwóźdź do gospo­dar­czej trumny.

Błąd w wykonaniu

Każde dziecko wie, że pie­nią­dze któ­rymi dys­po­nuje rząd nie pocho­dzą z pro­duk­cji (lub usług),lecz są kon­fi­sko­wane oby­wa­te­lom w postaci podat­ków i innych podat­ko­po­dob­nych opłat. Innymi słowy, rząd zabiera pie­nią­dze tym, któ­rzy pro­du­kują, a więc two­rzą bogac­two, i wydaje je na publiczne cele kon­sump­cyjne, nie­kiedy też na inwe­sty­cje. Nie popeł­nimy więk­szego błędu jeśli powiemy, że pie­nią­dze skon­fi­sko­wane przez rząd w ramach pakietu ratun­ko­wego posłużą w dużym stop­niu wspie­ra­niu słab­szych, czy to oby­wa­teli, czy przed­się­bior­ców. Innymi słowy, rząd zabiera środki „twór­com bogac­twa” (bo tylko pro­du­cenci netto płacą podatki) i prze­zna­cza je na kon­sump­cję i inne dzia­ła­nia nie two­rzące bogac­twa. Dużym kon­su­men­tem jest sama biu­ro­kra­cja rzą­dowa. W rezul­ta­cie rząd osła­bia czyn­niki prow­zro­stowe i wzmac­nia czyn­niki hamu­jące. Tym samym osła­bia cała gospo­darkę, wzmac­nia­jąc pro­ces jej upadku. Nawet inwe­sty­cje rzą­dowe słu­żące ogó­łowi oby­wa­teli nie są wolne od skazy, jaką jest pań­stwowa, publiczna, czyli niczyja forma wła­sno­ści. Nobli­sta, Frie­drich von Hayek twier­dził, że pie­niądz w kie­szeni oby­wa­tela (wła­ści­ciela pry­wat­nego) ma dwu­krot­nie więk­szą war­tość, niż w skarbcu pań­stwa. Wynika to stąd, że wła­ści­ciel dba o swoje pie­nią­dze znacz­nie lepiej, znacz­nie bar­dziej je sza­nuje, niż urzęd­nik rzą­dowy (samo­rzą­dowy), który o nie nie dba, bo i co by mu z tego przy­szło. Stąd mądrzy ludzie kładą tak silny nacisk na pry­wa­ty­za­cję i doma­gają się pozba­wie­nia pań­stwa prawa do pro­wa­dze­nia dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej i robie­nia kon­ku­ren­cji sek­to­rowi pry­wat­nemu (czyli podat­ni­kowi). Mar­no­trawne jest nawet dobre i mądre pań­stwo, a wynika to z natury tego pań­stwa i natury czło­wieka.
Kon­klu­du­jąc: jeśli chcemy mieć silną gospo­darkę powin­ni­śmy postę­po­wać wedle maksymy:

(…) Budżet powi­nien być zrów­no­wa­żony, skar­biec pełny, dług publiczny mini­malny, aro­gan­cja urzęd­ni­cza utem­pe­ro­wana a oni sami pod kon­trolą. Ludzie muszą się nauczyć, że środ­kiem ich utrzy­ma­nia ma być praca, a nie pomoc publiczna.” Słowa te wypo­wie­dział w 55 roku p.n.e. Mar­cus Tul­lius Cicero. Od tego czasu nic się ani w natu­rze pań­stwa, ani oby­wa­teli nie zmie­niło i m.in. dla­tego gospo­dar­cze pakiety ratun­kowe, igno­ru­jące ten fakt, nie działają!

Kry­zys 2009
Jan M. Fijor
„różne” 2009-02-02

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 21

  1. Chris50 pisze:

    A na czym Rosati zaro­bił? Bo nie na przed­się­bior­czo­ści czy pracy wła­snej (cho­dzi mi o budowę biznesu).

  2. JMF pisze:

    Wąt­pię czy na czymś zaro­bił. To typowy przed­sta­wi­ciel klasy próż­nia­czej, a tacy są zwy­kle bez osią­gnięć. Ma pro­fe­surę, ale na eko­no­mii zna się nie­wiele. Co widać po powyż­szym. Nie jest wyjąt­kiem. Taka cha­rak­te­ry­styka pasuje do 98 pro­cent pol­skich uczy­nych eko­no­mi­stów.
    pozdr

    JMF

  3. Bruner pisze:

    kolejny dobry text i swiete slowa na koniec:) ja powto­rze moje pyta­nie z poprzed­niego wpisu? Jak pan widzi przy­szlosc Euro? nara­zie szy­buje do gory .. pie­nia­dze row­niez roz­daja jak w USA a moze i bar­dziej– nie­ktore pan­stwa sa na skraju ban­kruc­twa.. ja sam miesz­kam w Irlan­dii i ten kraj na serio zmie­rza do upadku, prze­je­dli caly dobro­byt za porzy­czone pie­nia­dze..- a jakby prze­ciw temu Euro pnie sie w gore. Jaka jest Pana opi­nia na ten temat ? tak jak z Dola­rem? szybko pad­nie? pozdra­wiam i bede wdzieczny za odpowiedz

  4. JMF pisze:

    Nie jestem pro­ro­kiem, choć gołym okiem widać, ze euro nie­długo zacznie mieć pro­blemy z defla­cją. Zaczną spa­dać ceny, sprze­daż i pro­duk­cja. Strefa euro jest w lep­szej sytu­acji niż dolar, więc pew­nie rela­cja do waluty ame­ry­kań­skiej poprawi się. Jeśli Pol­ska utrzyma kurs nie­in­te­re­wen­cji możemy wró­cić do poziomu 3 – 3,2 zł za euro.

    Pozdra­wiam
    JM Fijor

  5. J1234 pisze:

    A jaki widzi pan przy­szłość dolara? Ostat­nio zostało wypro­du­ko­wane chyba dość sporo dola­rów w postaci kre­dy­tów i być może wydru­ko­wa­nych na papie­rze. Niby powinno to spo­wo­do­wać infla­cję, spa­dek war­to­ści dolara a jak na razie dolar trzyma się dobrze. Może jakiś pomysł na arty­kuł o moż­li­wych sce­na­riu­szach głów­nych walut świata?

  6. Jan M. Fijor pisze:

    Infla­cja w USA jest ogromna, ale nara­zie — z braku gotówki, żeby prze­trwać — firmy się­gnęły po wszel­kie moż­liwe źró­dła pie­nię­dzy i to spra­wia wra­że­nie spo­koju. Popyt na gotówkę jest silny, ale jak się uspo­koi, wej­dziemy w fazę infla­cji. Dolar będzie spa­dać aż osią­gnie poziom odpo­wia­da­jący swej war­to­ści (mie­rzony w cenach), które rzecz jasna wzro­sną. Dla­tego też uwa­żam, że apre­cja­cja dolara wobec zło­tówki jest chwi­lowa i potrwa być może do 3,80 — 4 zł za dolara. To też będzie zale­żeć od zło­tego, ale jeśli Tusk nie zała­mie się pod naci­skami popu­li­stów i ignor­na­tów z PiS czy SLD, a naj­gor­sze są MERDIA,to zło­temu wróżę dobrą przy­szłość. Oby tak dalej! Pozdra­wiam Jan M Fijor

  7. Bruner pisze:

    Dzie­kuje za odp.Wyrasta nam pan tu na walu­to­wego goru:) co do defla­cji mysle ze jest ona przej­sciowa jako ze kraje Euro ratuja sie Key­ne­sem zadlu­za­jac sie jesz­cze bar­dziej itd… co tylko poglebi kry­zys i cie­kawe czy slowa M. Fried­mana sie spraw­dza ze euro nie prze­trwa. Co do EUR-PLN bar­dzo cie­kawe kiedy kasa zacznie naply­wac do pol­ski z powro­tem — gielda ze zlo­towka znowu w dol, dolar tez pikuje, cie­kawe czasy:) pozdrawiam

  8. mk pisze:

    obej­rza­łem „Money As Debt” i z tego co zro­zu­mia­łem wynika, że aby nie doszło do praw­dzi­wego kry­zysu (cokol­wiek to jest), to musimy się zadłu­żać i zadłu­żać bo ina­czej zabrak­nie pie­nię­dzy. To w końcu może Rosati ma rację — póki są money as debt to trzeba się zadłu­żać. Żeby było nor­mal­nie trzeba zmie­nić sys­tem mone­tarny. Jak to jest?

  9. JMF pisze:

    Bru­ne­rowi i innym: ja nie jestem guru, opie­ram swoją wie­dzę na pra­cach szkoły austriac­kiej a także na doświad­cze­niu z kry­zysu z 2000 roku, kiedy dałem tyłów, bo słu­cha­łem key­ne­si­stów. Pro­szę jed­nak trak­to­wać swoje pie­nią­dze z pełną odpo­wie­dzial­no­ścią. Ja mogę tylko zazna­czyć, że wszystko co tu piszę trak­tuję sam poważ­nie i sto­suję się do tego, decy­du­jąc o wła­snych pie­nią­dzach. A zatem Caveat Emp­tor i suk­ce­sów.
    Jan M Fijor

  10. Bruner pisze:

    Ten guru to byl z przy­mru­ze­niem oka:) ale dobrze jest zawsze zasie­gnac opini kogos madrego. Zatem „umiesz liczyc licz tylko na sie­bie” :) pozdrawiam

  11. Jarek pisze:

    Brawo za arty­kuł i dzięki za igno­ran­tów i popu­li­stów z PiS :-) Mam tylko nadzieję, że ich elek­to­rat nie jest już tak zdy­scy­pli­no­wany… i nie będzie powtórki.

  12. laik pisze:

    A co można powie­dziec o franku szwaj­car­skim i kre­dy­to­bior­cach zadłu­żo­nych w tej walucie??Czy jest dla nich nadzieja?

  13. Bruner pisze:

    Do laika — kto bie­rze kre­dyt w walu­cie innej niz zara­bia to spe­ku­luje.., poza tym fra­nek byl pol roku temu po 2 teraz jest ponad 3 a za pol roku moze byc.. itd kre­dyty sie bie­rze na 30 lat itp.. oso­bi­scie mysle ze jest nadzieja:)

  14. Prawicowiec pisze:

    …te wypo­wie­dział w 55 roku p.n.e. Mar­cus Tul­lius Cicero…” święte słowa, ale w 55 r p.n.e nie było tele­wi­zji, teraz miliony gamoni słu­chają za prze­pro­sze­niem ‘pro­fe­so­rów’ a nie czy­tają ani ksią­żek ani publi­cy­styki, potem za prze­pro­sze­niem ‘demo­kra­cja’ pozwala takim gło­so­wać na tych swo­ich ‘pro­fe­so­rów’ i innych ‘mędr­ców’… szkoda gadać, trzeba jakąś wyspę kupić i zało­żyć pań­stwo o nazwie ‘Wol­no­lan­dia’, może tam byłoby normalniej…

  15. Marcin pisze:

    Mam pyta­nie, jezli ktos wezmie kre­dyt hipo­teczny w zlo­tow­kach na 35 lat a za 5 lat pol­ska przyj­mie euro, co w tedy z rata kre­dytu, zal­kla­da­jac ze jest stala przec caly okres, jak zosta­nie ona obliczna w euro, po kur­sie w dniu wej­scia euro? moze sie oka­zac ze rata bedzie o kil­ka­na­scie pro­cent wyzsza czyz nie tak? zasta­na­wiam sie nad kup­nem miesz­ka­nia z tad ta obawa.

  16. Jan M. Fijor pisze:

    Prze­wa­znie obo­wia­zuje kurs dnia trans­ak­cji, prze­li­cza­nie to forma trans­ak­cji. Jesli nie tra­fil pan na jakąś wyjąt­kową oka­zję, albo płaci pan wyjąt­kowo wysoki czynsz, to ja bym teraz niczego war­to­ścio­wego nie kupo­wał. Niech pan spró­buje zna­leźc pry­watny kre­dyt np. od wła­ści­ciela, który nie może sprze­dać a musi. Powo­dze­nia Jan M Fijor

  17. Homoeconomicus pisze:

    Świetny felie­ton. Popie­ram i pozdrawiam!

  18. Kuba pisze:

    Ja nato­miast mam inny pro­blem. Nie­długo skoń­czę stu­dia, a bar­dzo chciał­bym wziąć kre­dyt hipo­teczny (nie mogę dalej miesz­kać z rodzi­cami, a wyna­jem nie ma naj­mniej­szego sensu) i tu rodzi się pyta­nie: kiedy będę mógł ten kre­dyt dostać i się nie wko­pać? jak długo będzie trwał ten kry­zys? ps jestem total­nym laikem ekonomicznym…

  19. Jan M. Fijor pisze:

    Jeśli rząd nie zmieni sta­no­wi­ska i nie ulęk­nie się nie­po­waż­nych i błęd­nych kon­cep­cji opo­zy­cji z PiS i mediów, i nadal będzie zaci­skał pasa, uni­kał zadłu­ża­nia i zostawi gospo­darkę samej sobie (czyli nam wszyst­kim) prze­wi­duję dla Pola­ków sce­na­riusz opty­mi­styczny — 2 – 3 lat kry­zysu. Jesli jed­nak zacznie się rato­wa­nie, pakiety a la te w USA (Paul­son i Obama), to możemy się nie wygrze­bać przez 10 lat. Mój sce­na­riusz jest taki; Europa i USA ze swymi „pakie­tami ratun­ko­wymi” będą długo doło­wać, zaczną więc roz­glą­dać się za jakąś jaśniej­szą per­spek­tywą (alter­na­tywą). I tutaj pojawi się szansa Pol­ski. Zacznie do nas przy­pły­wać kapi­tał, pie­niądz wzmocni się, euro/dolar pota­nieje, kre­dyt też a wtedy można zacząć myśleć o kre­dy­tach hipo­tecz­nych. Do tego czasu należy oszczę­dzać i ciężko pra­co­wać (ewen­tu­al­nie uczyć się). Po czym poznać, że jest już dobrze? Po tym, że dzięki napły­wowi inwe­sty­cji zagra­nicz­nych złoty zacznie się umac­niać, a trend ten utrzyma się przez kilka mie­sięcy. Teraz tylko nie dajmy się zwa­rio­wać key­ne­si­stom, poko­nujmy zwąt­pie­nie i uczmy się eko­no­mii. Powo­dze­nia Jan M Fijor

  20. Maciej Pieńkowski pisze:

    Zga­dzam się z Panem, ale skąd brać środki na wypłaty eme­ry­tur? (Wg mnie te ostat­nie powinny być równe i mini­malne, a resztą niech zajmą się ludzie sami).

  21. Suchy pisze:

    Świetny tekst. Pozdrawiam.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*