Tym razem spekulant

Led­wie uci­chły echa ata­ków pod adre­sem mini­stra Ludwika Dorna, któ­remu doprawdy cudem udało się wykrę­cić z oskar­żeń Rzecz­po­spo­li­tej o „bycie przed­się­biorcą”, a mamy nową aferę. Ta sama Rzecz­po­spo­lita (cie­kawe skąd ten Ber­told K. ma tak pre­cy­zyjne infor­ma­cje? I takie imię?), tym razem oskar­żyła mini­stra skarbu, Andrzeja Miko­sza, o spe­ku­la­cje.

Do tego gieł­dowe.
Bez­po­śred­nim powo­dem oskar­żeń była pożyczka w wyso­ko­ści 300 tys. dol. udzie­lona przez panią mini­strową, Andrze­jową Miko­szową, matce Witolda W. – czło­wieka zaprzy­jaź­nio­nego z rodziną Miko­szów.
Pożyczki bywają zdra­dliwe, z tym że w prze­ci­wień­stwie do Wło­dzi­mie­rza Cimo­sze­wi­cza, który jaskrawo naru­szył był prawo pożycz­kowe, pożyczka Miko­szów miała wszel­kie cechy legal­no­ści – pocho­dziła z zaso­bów wła­snych Pań­stwa Miko­szów, była jawna, towa­rzy­szyła jej pisemna umowa, a także dowód opłaty podatku „od czyn­no­ści cywilno – praw­nych”. O co więc cały rwe­tes?
Otóż, Rzecz­po­spo­lita dopa­trzyła się w akcie poży­cza­nia uchy­bień. Zda­niem gazety, matka Witolda W. prze­ka­zała poży­czone pie­nią­dze synowi, który „ma pro­blemy z wymia­rem spra­wie­dli­wo­ści”. Nie dość, że Witold W. „jest podej­rzany” o oszu­stwa gieł­dowe, pra­nie brud­nych pie­nię­dzy, to na doda­tek jest „gra­czem gieł­do­wym”, w domy­śle: spe­ku­lan­tem. W takiej sytu­acji, pre­mier, Kazi­mierz Macin­kie­wicz, musiał być bez­kom­pro­mi­sowy. Zażą­dał dymi­sji mini­stra Miko­sza i ją otrzy­mał. Dymi­sja – jak tłu­ma­czy pre­mier — jest spójna z pro­gra­mem „soli­da­ry­zmu spo­łecz­nego”, „trans­pa­rent­no­ści” i „uczci­wo­ści” nowego rządu. O ile „przed­się­bior­czość” można było człon­kowi gabi­netu wyba­czyć, o tyle korzy­sta­nie z usług „gra­cza gieł­do­wego”, a na doda­tek, spe­ku­lanta zasłu­guje – zda­niem ekipy PiS — na naj­wyż­sze potępienie.

Zamie­szany w kra­dzieże rowerów

W pol­skim sys­te­mie wymiaru spra­wie­dli­wo­ści, dystans dzie­lący sprawcę prze­stępstw gospo­dar­czych od ich ofiary jest bar­dzo nie­wielki. Czło­wiek „zamie­szany w kra­dzieże rowe­rów” rów­nie dobrze może być zło­dzie­jem, co cykli­stą, któ­remu skra­dziono pojazd. Wyja­śnie­niem tej sub­tel­nej róż­nicy zaj­mują się pro­ku­ra­to­rzy, wsa­dza­jąc na wszelki wypa­dek obu – sprawcę i ofiarę — do aresztu. Trwa to nie­kiedy rok czy dwa, po czym i tak rzadko kiedy jest pew­ność, który z aresz­tan­tów był wła­ściwy. W przy­padku prze­stępstw gieł­do­wych, okres wyja­śnia­nia, ze względu na sto­pień skom­pli­ko­wa­nia spraw jest znacz­nie dłuż­szy. Tym chyba należy tłu­ma­czyć, że choć — od popeł­nie­nia rze­ko­mego prze­stęp­stwa przez Witolda W. upły­nęły trzy czy cztery lata — nie udało się go dotąd ska­zać pra­wo­moc­nym wyro­kiem. A skoro tak, to prze­cież podej­rze­nia Rzecz­po­spo­li­tej są bez­pod­stawne. Rów­nie dobrze może się oka­zać, że Witold W. jest Bogu ducha winien i choć jego nie­win­ność może nie być „nie­wąt­pliwa”, zosta­nie od oskar­żeń oczysz­czony. Tym bar­dziej, że zna­ko­mita część oskar­żeń o pra­nie pie­nię­dzy i „mani­pu­lo­wa­niu giełdą” to ima­gi­na­cje nie­do­uczo­nych pro­ku­ra­to­rów, spra­gnio­nych spek­ta­ku­lar­nego suk­cesu za wszelką cenę.
O ile jed­nak trudno wyma­gać od pro­ku­ra­tora czy redak­tora K. zna­jo­mo­ści pra­wi­deł rynku papie­rów war­to­ścio­wych i eko­no­mii, o tyle pre­mier powi­nien mieć je w jed­nym palcu. A skoro tak, powi­nien wie­dzieć, że żaden czło­wiek, żaden „gracz gieł­dowy”, czy nawet spe­ku­lant nie jest w sta­nie mani­pu­lo­wać ryn­kiem. Co wię­cej, każdy z nich, podob­nie jak i przed­się­biorca, to ludzie ze wszech miar poży­teczni. I to bez względu na to czy inte­re­sują się nimi organa ści­ga­nia, czy nie interesują.

Gracz

No, bo czymże zaj­muje się gracz gieł­dowy? Kupo­wa­niem i sprze­da­wa­niem papie­rów war­to­ścio­wych. Jest to dzia­łal­ność cał­ko­wi­cie w Pol­sce legalna i na pewno bar­dziej pożą­dana, niż rów­nie legalne pale­nie papie­ro­sów czy jazda na rowe­rze. Kupu­jąc akcje czy obli­ga­cje, gracz gieł­dowy zaspo­kaja potrzeby tych wszyst­kich, któ­rzy albo chcą się tych „papie­rów” pozbyć, albo rzu­ca­jąc je na rynek chcą zdo­być kapi­tał potrzebny do uru­cho­mie­nia czy pro­wa­dze­nia dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej. Bez ryzyka błędu można powie­dzieć, że wszyst­kie akcje na gieł­dzie prę­dzej czy póź­niej zasi­lają port­fel kapi­ta­łowy przed­się­bior­ców.
Spółka ABC wcho­dząc na giełdę (IPO) sprze­daje na niej część swo­jej wła­sno­ści (czyli wła­śnie akcje), a za uzy­skane pie­nią­dze kupuje maszyny, budynki, surowce, ludzką pracę. Moż­li­wość sprze­daży akcji to dla niej szansa. Zwłasz­cza w Pol­sce, gdzie uzy­ska­nie kre­dytu – dzięki nado­pie­kuń­czo­ści pań­stwa wobec sek­tora ban­ko­wego — gra­ni­czy z cudem. Pozy­ska­nie kapi­tału poprzez giełdę to popu­larny i zwy­kle bar­dzo korzystny dla wszyst­kich pro­ces gospo­dar­czy. Kto te akcje kupi, jeśli nie będzie gra­czy gieł­do­wych? Kto dostar­czy spół­kom kapi­tału, dzięki któ­remu powstaną nowe pro­dukty, usługi, two­rzony będzie mają­tek naro­dowy, miej­sca pracy, jeśli zabro­nimy tego robić Witol­dom W?
Jeśli nawet matka Witolda W. prze­ka­zała poży­czone od Miko­szów pie­nią­dze synowi, to prze­cież nic w tym złego. To były już jej pie­nią­dze, z któ­rymi (święte prawo wła­sno­ści) mogła robić co jej się żyw­nie podoba. Podob­nie, nie jest niczym złym dobro­wolne prze­ka­za­nie „gra­czowi gieł­do­wemu” wła­snej gotówki do zarzą­dza­nia. Tak wła­śnie powstały fun­du­sze powier­ni­cze i inwe­sty­cyjne. Nie ma zna­cze­nie kto inwe­stuje, ważne jest czyje pie­nią­dze inwe­stuje i jak je inwe­stuje. Tym bar­dziej, że cały pro­ces jest jawny! Przy obec­nym pozio­mie regu­la­cji, inwe­sto­wa­nie na gieł­dzie (a poza nią akcji nie spo­sób kupić) poza sys­te­mem kon­troli pań­stwa jest nie­moż­liwe. Każda trans­ak­cja, każdy gro­sik, cent są ziden­ty­fi­ko­wane, poli­czone i skrzęt­nie opo­dat­ko­wane. Gra­czami gieł­do­wymi inte­re­sują się organa ści­ga­nia, a nawet redak­tor Ber­told K.

Igno­rant!

W czym spe­ku­lant jest gor­szy od gra­cza gieł­do­wego? Spe­ku­lant to też gracz gieł­dowy, który w odróż­nie­niu od tego dru­giego ima się trans­ak­cji bar­dziej ryzy­kow­nych. Kupuje na przy­kład, bar­dzo ryzy­kowne opcje walu­towe, dzięki czemu impor­ter pła­cący za impor­to­wane dobra (prze­waż­nie) w dewi­zach zmniej­sza ryzyko fia­ska swo­ich kal­ku­la­cji. Spe­ku­lant kupu­jący kon­trakty ter­mi­nowe na dostawę skóry chroni inte­resy szew­ców, któ­rzy z tej skóry szyć będą buty czy torebki. Gdyby nie było spe­ku­lan­tów, gros inwe­sty­cji loko­wano by na ryn­kach bez­piecz­nych, a te jak wia­domo zda­rzają się nie­mal wyłącz­nie w kra­jach zamoż­nych. Dzięki spe­ku­lan­tom, w pań­stwach ucho­dzą­cych jesz­cze do nie­dawna za obszary wyso­kiego ryzyka, takich jak Pol­ska, Peru czy Indo­ne­zja, zbu­do­wano miliony miejsc pracy. To wła­śnie spe­ku­lanci wzięli na sie­bie ryzyko, któ­rego nikt innych wziąć nie chciał, a jeśli nawet chciał, to oni za nie poli­czyli naj­ta­niej.
Wyso­kie dochody spe­ku­lan­tów są sygna­łem, że gospo­darka działa wadli­wie. To oni ujaw­niają, że waluta jest prze­sza­co­wana, opro­cen­to­wa­nie odbiega od poziomu ryn­ko­wego, albo podaż pie­nią­dza zagraża jego sile nabyw­czej. Spe­ku­lant to rodzaj ubez­pie­cze­nia, dzięki któ­remu rol­nik, pro­du­cent czy eks­por­ter śpią spo­koj­niej.
Gdyby pre­mier Mar­cin­kie­wicz o tym wie­dział, to by mini­stra Miko­sza awan­so­wał, a nie dymi­sjo­no­wał. Chyba, że za igno­ran­cję. Kto jak kto, ale mini­ster powi­nien prze­cież wie­dzieć, że nie należy inwe­sto­wać w gospo­darkę kie­ro­waną przez ludzi, dla któ­rych gracz gieł­dowy czy spe­ku­lant to wciąż stra­szy­dła, jak z poprzed­niej epoki. A w ogóle, mam takie dziwne wra­że­nie, że budowę IV Rzecz­po­spo­li­tej roz­po­częto od przy­wra­ca­nia fun­da­men­tów PRL.

Jan M. Fijor
„Nczas” 2006-01-05

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 14

  1. Stanisław K. pisze:

    Jasiu!
    Odwo­ła­nie przez pre­miera Mar­cin­kie­wi­cza pana Miko­sza , jest zwią­zane z prze­sad­nym rozu­mie­niem czy­sto­ści w PiS i rzą­dzie. Komu­chy były ska­zane, podej­rzane o prze­stęp­stwo ( Kalisz , p. Ungier ) a dalej rzą­dziły . SLD bro­nio wszyst­kich do końca a nawet dłu­żej.
    To szyb­kie odwo­ła­nie świad­czy bar­dzo dobrze o PiS i rzą­dzie Mar­cin­kie­wi­cza.
    Libe­ralne media oraz opo­zy­cja SLD-PO, tylko cze­kają na tanie, bzdurne sen­sa­cje , żeby mak­sy­mal­nie upo­ko­rzyć par­tię z woli narodu rzą­dzącą.
    Twoja kry­tyka powinna doty­czyć wła­śnie ich a nie pana Mar­cin­kie­wi­cza.
    Podzie­lam w cało­ści Twoje zda­nie o „bie­do­cie inte­lek­tu­al­nej” ludzi wypo­wia­da­ją­cych się na tematy zwią­zane z ryn­kiem, spe­ku­la­cjami i pra­wem ludzi do pono­sze­nia ryzyka.
    300.000 dola­rów to dla jed­nych dużo a dla dru­gich bar­dzo mało.
    Liczby, które tu nie powinny mieć żad­nego zna­cze­nia , są uży­wane jako argu­menty uczci­wo­ści tzn. pożyczka do 50 zł ( w naszym pro­win­cjo­nal­nym myśle­niu) dobrze świad­czy o czło­wieku bo jest lito­ściwy , nato­miast pożyczka 300.000 dola­rów to geszef bur­żu­jów, hien kapi­ta­li­stycz­nych (2% pobiera urząd skarbowy)spekuantów itp.
    Takie ifor­ma­cje wypo­wia­dane przez libe­ralne media robią wra­że­nie i chcą poka­zać , że w przy­padku wygra­nej PO było by ina­czej , lepiej , spra­wie­dli­wiej.
    Jasiu. Jak ja rozu­miem , to cho­dziło pre­mie­rowi Mar­cin­kie­wi­czowi bar­dziej o to, żeby nie­chęt­nie do niego nasta­wione media , nie miały argu­mentu ‚że oto jego mini­ster był zaan­ga­żo­wany w podej­rzaną sprawę a pre­mier nic w tym kie­runku nie robi, czy wręcz chroni prze­stępcę.
    W moim mnie­ma­niu pan Mikosz jest dobrym mini­strem . Pod­jął się wyjąt­kowo trud­nego zada­nia i jest dla wielu ” spe­ku­lan­tów” w kra­jo­wym sen­sie zna­cze­nia tego słowa, osobą nie­od­po­wied­nią.
    Pozdra­wiam i życzę owoc­nej pracy.
    Sta­ni­sław k.

  2. Kowal pisze:

    Pro­blem jed­nak polega na tym, iż osoby któ­rym Mikosz poży­czył pie­nią­dze nie są po pro­stu spe­ku­lan­tami gieł­do­wymi. Jest to śro­do­wi­sko, z któ­rym Jan Fijor od zawsze wal­czył. Jego człon­ko­wie mają tyle wspól­nego z wol­no­ścią gospo­dar­czą, co — zacho­wu­jąc pro­por­cje — obece elity wła­dzy w Rosji.

  3. Jan M. Fijor pisze:

    Ja tego nie wiem. Nie znam tych ludzi. Wiem nato­miast, ze oska­rza sie ich o gra­nie na giel­dzie i spe­ku­la­cje. Moim zda­niem, ani jedno, ani dru­gie nie jest prze­step­stwem. Uklony Jan M. Fijor

  4. Stanisław K. pisze:

    Poży­czam komu chce i ile chce. Ja pono­sze ryzyko.
    Osoby trze­cie to nie powinno wogóle obcho­dzić !!!!!!!!!!
    Sta­ni­sław K.

  5. Dariusz Zaniewski pisze:

    Panie Janie !
    Kapi­talny i b. pozy­teczny tekst. Czy moge go ‚… hmm.. „roz­po­wszech­nić”? Pozdrawiam

  6. Jan M. Fijor pisze:

    Panie Darku, pro­sze brac i roz­po­wszech­niac! Pozdra­wiam Jan M. Fijor

  7. jan-tawan@lycos.com pisze:

    i ja uwa­zam, ze przy­je­cie dymi­sji bylo przed­wcze­sne, wystar­czylo ja bowiem odno­to­wac, i zapo­wie­dziec, ze do czasu wyja­snie­nia sprawy przez pro­ku­ra­ture(?), czy posta­wie­nia zarzu­tow, mini­ster pozo­staje w funk­cji, lecz jest do dys­po­zy­cji pre­miera. jed­nak zwy­cie­zyla racja medialna; ber­told (?) z rzepy zadbal o nie­ska­zi­tel­nosc praw­dziwa, a zwlasz­cza mnie­mana, rzadu i opi­nii o jego czlon­kach. I w ten spo­sob pozy­cja rzadu sie raczej utwier­dzila w opi­nii publicz­nej — powiedzmy, nie­naj­wiek­szym kosz­tem. Czy to dobrze — czy to zle? Pew­nie ani ani; dobrze ze skon­czyly sie czasy, gdy publiczne funk­cje zaj­mo­wali ludzie gotowi przy­kuc sie do sta­no­wisk, az kry­mi­nal ich sila porwie, bro­niac sie immu­ni­te­tami itp — mamy tego jed­nak dosc. Dobrze row­niez dla­tego, ze pan W moze nie tylko byl graczem/„graczem?” — ale moze raczej mial cos wie­cej na sumie­niu, takie wra­ze­nie pamie­tam z czy­ta­nych wia­do­mo­sci — czy tak bylo, kto to wie, alepo co obar­czac rzad docie­ka­niem takich spraw. Zle, bo to nie ula­twia dzia­la­nia rzadu, choc nie wie­rze, zeby nie byl rzad w sta­nie spo­zyt­ko­wac wie­dzy i kom­pe­ten­cji uste­pu­ja­cego mini­stra row­niez poza ta jed­nak dosc naswie­tlona pozycja.

  8. Marek pisze:

    Wielu, od War­ren Buffeta’a po Geo­rga Sorosa a nawet i Pan Fijor prze­wi­dy­wali ponure pro­gnozy dla ame­ry­kan­skiego dolara w 2005. Jed­nak zamiast tego to dolar zakon­czyl trzy­letni spa­dek war­to­sci a jego cena giel­dowa wzro­sla o 8%, cho­ciaz jak pod­po­wia­daja sobie i upew­niaja sie pesy­mi­sci, fak­tor ktory powo­do­wal wzrost dolara zanika i oba­wiaja sie, ze brak row­no­wagi w han­dlu jak i defi­cyt budze­towy spo­wo­duje upa­dek zie­lo­nego.….. Z dru­giej znow strony slaby dolar bedzie ogra­ni­czal import do USA, ktory bedzie zbyt drogi. Byloby to z korzy­scia dla ame­ry­kan­skich firm eks­por­tu­ja­cych, row­niez zagra­niczny han­del i pro­fity bylyby wiek­sze w sfe­rze dolara.….. W mie­dzy­cza­sie takie wyla­nia­jace sie potegi eko­no­miczne jak Chiny i Indie dadza wyzwa­nie dola­rowi, dzieki duzym nad­wyz­kom han­dlo­wym. Widza one duzy naplyw kapi­talu, cho­ciaz nie­wielu chcia­loby widziec slab­na­cego dolara, ktory gro­zilby ich eks­por­towi do USA.….. Senior eco­no­mist, Brad Stser przy RGE Moni­tor, wska­zuje, ze miliardy dola­row w ropie naf­to­wej — takze byly i sa zro­dlem sily tej waluty. (Kirk Shin­kle — Investor’s Busi­ness Daily Fri­day Janu­ary 13 2006)

  9. Elemel pisze:

    taa — jakby nie zdy­mi­sjo­no­wal to wtedy bylby jazgot. Jak sie ma prze­ciwko sobie skrej­nie nie­chetne media — trzeba byc nie­stety prze­wraż­li­wio­nym i nie ma co PiSu (a w szcze­gol­no­sci pre­miera Mar­cin­kie­wi­cza) obszcze­ki­wac. A tak na mar­gi­ne­sie to wcale ten mini­ster nie był taki udany — juz pierw­sza trans­ak­cja pry­wa­ty­za­cyjna mogla sie skon­czyc zle dla rządu — pry­wa­ty­za­cja zespolu Elek­trowni Dolna Odra. W trak­cie wyceny zapo­mniano, ze Elek­trow­nia dys­po­nuje nad­wyż­kami praw do emi­sji — rocz­nie war­tych ok. 200 mln zl.

  10. Jan M. Fijor pisze:

    Skoro nie był udany, to po jaką cho­lerę mia­no­wano go na mini­stra? Pozdra­wiam JMF

  11. Elemel pisze:

    A w mojej opi­nii to, żad­nej pożyczki nie było. Wyglada na to, że była to tylko papie­rowa pozyczka, któ­rej celem było ura­to­wa­nie skóry „gra­cza gieł­do­wego”, który w ten spo­sób zna­lazł kwit do US na sfi­nan­so­wa­nie trans­ak­cji gieł­do­wych. I po to wszystko było robione w pełni legal­nie — łącz­nie z reje­stro­wa­niem umów w US i opła­ce­niem podatku od czyn­no­ści cywilno-prawnych.
    Kto w Pol­sce pozy­cza kase zna­jo­memu i zgla­sza to do US???

  12. Elemel pisze:

    Tak jak w fir­mie cza­sami zatrud­nia się nie­wła­ści­wego dyr­ke­tora. Wazne aby go szybko i spraw­nie zwol­nic. I tak zro­biono z P. Miko­szem. Pre­tekst, że miał nie­czy­stą histo­rię był bar­dzo wygodny dla pre­miera Marcinkiewicza.

  13. Jan M. Fijor pisze:

    Zatrud­nie­nie nie­wla­sci­wego dyrek­tora swiad­czy zle o kry­te­riach zatrud­nia­nia. Nie wiem czy pan wie, ale headhun­ters za dyrek­tora biora od 50 do 150 tys. dol. Pry­watny biz­nes nie moze sobie pozwo­lic na takie straty, ale dla pre­miera co za pro­blem; wdowy i sie­roty zaplaca. Pani mini­ster finan­sow tez blad. Kto jesz­cze? Kto nastepny? Jan M. Fijor

  14. RSA pisze:

    Bez prze­sady.

    Nie sądzę, żeby tyle sta­ran­no­ści przy­kła­dano do wyboru mini­stra, co do dyrek­tora w pry­wat­nej fir­mie. A już na pewno nikt headhun­te­rom nie płacił…

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts