Uwaga na karty

Korzy­sta­nie z karty „pla­sty­ko­wej”, jako ze źró­dła kre­dytu jest gwoź­dziem do finan­so­wej trumny rodziny. Roz­tropni oby­wa­tele trak­tują karty kre­dy­towe wyłącz­nie jak sub­sty­tut gotówki, instru­ment uła­twia­jący kupo­wa­nie czy pła­ce­nie, a nie jako źró­dło kredytu.

60 lat temu na Manhattanie

Jak zwy­kle zaczęło się od przypadku.

Ogól­nie sza­no­wany biz­nes­men nowo­jor­ski, Frank McNa­marra, zapro­sił na lunch do rów­nie „ogól­nie sza­no­wa­nej” restau­ra­cji na Dol­nym Man­hat­ta­nie swo­ich part­ne­rów w inte­re­sach. Zje­dli, wypili, a kiedy przy­szło do pła­ce­nia rachunku – McNa­marra z prze­ra­że­niem stwier­dził, że zapo­mniał port­fela i nie ma czym za lunch zapła­cić. Na szczę­ście pora­to­wała go…niepracująca żona. Wra­ca­jąc z restau­ra­cji, zawsty­dzony całym epi­zo­dem, posta­no­wił coś z tym fan­tem zrobić.

Takie — mniej wię­cej — były oko­licz­no­ści posta­nia w 1950 roku pierw­szej karty kre­dy­to­wej: „Diners Club” czyli „Klub Obia­do­wi­czów”. Za nią poto­czyła się cała lawina: Master­card (naj­więk­sza), Visa (naj­bar­dziej znana), Ame­ri­can Express (naj­ła­twiej ją otrzy­mać), Disco­very (pierw­sza, która zaczęła użyt­kow­ni­kom zwra­cać część wydat­ków poczy­nio­nych przy uży­ciu karty) i setki innych. Bowiem z cza­sem każda sza­nu­jąca się firma, sieć skle­powa, sta­cji pali­wo­wych, a nawet fun­da­cja dobro­czynna wypusz­czały wła­sną kartę płat­ni­czą lub kre­dy­tową. A wszystko po to, by kon­su­men­tom uła­twić kupo­wa­nie, czyli samemu zarobić.

Nie ma tego dobrego, co by na złe nie wyszło

Dzięki sła­bo­ści natury ludz­kiej, igno­ran­cji i zręcz­nemu mar­ke­tin­gowi, zmyślni ban­kie­rzy uczy­nili z karty kre­dy­to­wej żyłę złota. Oka­zało się bowiem, że karta, która miała być narzę­dziem słu­żą­cym do wygod­nego (gotówka jest uciąż­liwa i można ją zgu­bić) pła­ce­nia za towary i usługi, stała się źró­dłem łatwego kre­dytu i atry­bu­tem współ­cze­snego stylu życia. Dość powie­dzieć, że to do roz­mia­rów kart kre­dy­to­wych dopa­so­wano stan­dar­dowy roz­miar dowo­dów oso­bi­stych, praw jazdy, magne­tycz­nych klu­czy czy innych pla­sty­ko­wych iden­ty­fi­ka­to­rów, a nawet licen­cji zawo­do­wych a nie odwrot­nie. Karta stała się syno­ni­mem nowo­cze­sno­ści na co dzień.

Tym­cza­sem tylko samo­bójcy zacią­gają kre­dyt poprzez kartę kre­dy­tową. Taki kre­dyt jest bar­dzo kosz­towny i wynosi prze­waż­nie od 20 do 50 proc. w skali rocz­nej. Do tego, wyso­kość spłaty (raty) mini­mal­nej dobrana jest prze­waż­nie tak, aby­śmy nigdy swego długu nie spła­cili.  Osoba, która zadłu­żyła swoją kartę na kwotę 25 tysięcy zło­tych, spłaca dozwo­lone mini­mum, ogra­ni­cza­jąc się w uży­wa­niu jej wyłącz­nie do bi9eżących zaku­pów ben­zyny, nigdy (sic!) nie spłaci swo­jego długu! Osoba, która zadłu­żyła się na 2000 zł, uży­wa­jąc karty tylko do zakupu pie­czywa i pła­cąc wyłącz­nie „mini­mum mie­sięczne” będzie spła­cać swój długu ponad 50 lat! Same pro­centy wyniosą w tym cza­sie aż…30 tys. złotych!

Jesz­cze szko­dliw­sze i rów­nie nie­roz­tropne jest korzy­sta­nie z karty, by wycią­gnąć z niej (poży­czyć) gotówkę. Primo, w takiej sytu­acji odsetki liczone są od chwili zacią­gnię­cia kre­dytu; nie ma więc okresu karen­cji. Secundo, tylko wybrane ban­ko­maty są wolne od opłat i nie­liczne karty nie liczą nam „pro­wi­zji” za kre­dyt gotów­kowy. Naj­go­rzej jest zagra­nicą, gdzie chęt­nie po „gotówkę z karty”  się­gamy. Obok nor­mal­nych odse­tek oraz opłat za korzy­sta­nie z ban­ko­matu, poja­wiają się tam koszty zwią­zane z wymianą walut. Zda­rza się, że poży­cze­nie z ban­ko­matu w RPA czy Ekwa­do­rze ekwi­wa­lentu 100 dola­rów obcią­żone jest opła­tami rzędu 10 – 15 dola­rów, plus odsetki docho­dzące nie­rzadko do 3 – 4 pro­cent miesięcznie.

Uwaga:

Dla­tego roz­sądny, gospo­darny i prze­zorny posia­dacz karty kre­dy­to­wej używa jej wyłącz­nie dla wygody, kupu­jąc za nią tylko za tyle, ile jest w sta­nie spła­cić, co mie­siąc. W cało­ści! I ani gro­sza wię­cej! Kropka! Dla takiej osoby karta kre­dy­towa jest narzę­dziem wygod­nym i bez­piecz­nym, a wstrze­mięź­li­wość w zaku­pach zna­ko­mi­tym doradcą!

Prze­bie­gły plastik

Karty kre­dy­towe została bar­dzo mądrze pomyślane.

Z pozoru kre­dyt na kartę kosz­tuje tylko dostawcę towaru lub usługi, czyli biz­nes, firmę, w któ­rej (za pomocą karty) robimy zakupy. Nie jest to jed­nak koszt wielki, od 1 do 3 pro­cent war­to­ści zaku­pów. I cho­ciaż zakupy posia­da­cza karty regu­lo­wane są przez kartę natych­miast, pła­cący (czyli my) nie wyciąga z kie­szeni ani gro­sza i to przez cały tzw. okres „łaski”, który wynosi od 24 godzin (Ame­ri­can Express) do 55 dni (Master Card, Visa, Diners Club i karty fir­mowe). Przez ten czas kon­su­ment otrzy­muje od banku (czyli od karty) de facto dar­mowy kre­dyt. Po upły­wie okresu karen­cji kre­dyt się jed­nak koń­czy. I wtedy posia­dacz karty staje się zwy­kłym dłuż­ni­kiem, który jest zobo­wią­zany spła­cać raz w mie­siącu przy­naj­mniej mini­mum swego zadłu­że­nia. Od kwoty 10000 zł wynosi ono do 100 do 200 zło­tych mie­sięcz­nie, a więc nie­wiele. Mini­mum prze­waż­nie pokrywa odsetki od kre­dytu, rza­dziej także kapi­tał. Przy czym nie­za­pła­ce­nie mini­mum grozi postę­po­wa­niem sądo­wym, jak za uni­ka­nie spłaty zobo­wią­zań i wiąże się z sze­re­giem innych dotkli­wych kar. Insty­tu­cja, która nam kartę wysta­wiła idzie wtedy na całość; zatrud­nia adwo­kata, który kie­ruje sprawę do sądu; poja­wiają się też znacz­nie wyżej opro­cen­to­wane odsetki karne i dodat­kowe opłaty. Nie muszę doda­wać, że wszyst­kie te koszty znajdą się na naszej kar­cie i to my będziemy je spła­cać. Nic dziw­nego, że w kra­jach, w któ­rych usta­wo­daw­stwo dopusz­cza ban­kruc­two oso­bi­ste, a w Pol­sce dopusz­cza. powo­dem zna­ko­mi­tej więk­szo­ści pro­ce­sów upa­dło­ścio­wych są wła­śnie długi na kartach…

Nożyczki

Każda karta ma swój limit, prze­waż­nie od kilku do kil­ku­dzie­się­ciu tysięcy zło­tych. Jeśli pła­cimy na czas, limit jest ocho­czo pod­no­szony, zwłasz­cza gdy posia­dacz karty rze­tel­nie i ter­mi­nowo spłaca swoje długi. Coraz wię­cej insty­tu­cji chce mu wtedy poda­ro­wać swoje karty. Port­fel pęcz­nieje od kart, skrzynka pocz­towa od wycią­gów bankowych…

Tym­cza­sem, modne skąd­inąd posia­da­nie kil­ku­na­stu czy nawet kil­ku­dzie­się­ciu kart jest absur­dem! Tym bar­dziej, że w Pol­sce, gdzie kon­ku­ren­cja na rynku kart kre­dy­to­wych jest wciąż sto­sun­kowo nie­wielka, za posia­da­nie karty (nie­mal każ­dej karty) trzeba pła­cić od kil­ku­na­stu do stu kil­ku­dzie­się­ciu zło­tych rocz­nie. Więk­sza ilość kart, to także oka­zja do uto­nię­cia w długach.

Dla­tego, wszyst­kich tych, któ­rzy mają wię­cej niż dwie karty (tę drugą awa­ryj­nie, na wypa­dek, gdyby ta pierw­sza nie zadzia­łała) gorąco nama­wiam: weź­cie nożyczki, prze­tnij­cie wszyst­kie inne karty i wrzuć­cie je do kosza. To nam wystar­cza! Zdej­mu­jemy przy oka­zji pętlę kre­dy­tową zaci­ska­jącą się na naszym budżecie.

Jeśli już decy­du­jemy się na kartę kre­dy­tową, zadajmy sobie trudu i poszu­kajmy karty, która jest nisko (niżej niż inne) opro­cen­to­wana, nie wymaga opłat rocz­nych, posiada wydłu­żony okres karen­cji i zawiera w sobie kom­po­nentę lojal­no­ściową. Jedna z moich dwóch kart pre­miuje zakupy na kartę bez­płat­nymi bile­tami lot­ni­czymi, druga udziela zniżki przy zaku­pach w nie­któ­rych sie­ciach han­dlo­wych. Kon­ku­ren­cja mię­dzy kar­tami rośnie, stąd i rośnie liczba pro­gra­mów lojalnościowych.

Na ratu­nek

Oto pro­gram ratun­kowy w przy­padku, gdy­by­śmy wpa­dli w pułapkę i zadłu­żyli się po uszy. Przede wszystkim:

-         pod żad­nym pozo­rem nie wycią­gajmy gotówki z jed­nej karty, aby spła­cić nią dług na innych kartach;

-         wstrzy­majmy dal­sze zadłu­ża­nie się;

-         prze­rzućmy długi z karty dro­giej na tań­szą, niżej opro­cen­to­waną, wyrzu­ca­jąc przy oka­zji tę pierwszą;

-         spła­cajmy wię­cej niż wynosi minimum;

-         spła­cajmy na czas;

-         a naj­le­piej spłaćmy wszystko przy pomocy znacz­nie tań­szej pożyczki hipotecznej!

Uwaga:

Karty kre­dy­towe są mod­nym, lecz bar­dzo kosz­tow­nym gadge­tem dla nowo­bo­gac­kich. Wybitny ame­ry­kań­ski eko­no­mi­sta, Mur­ray N. Roth­bard uwa­żał, że  nie­umiar­ko­wane korzy­sta­nie z nich może być, i naj­czę­ściej jest, przy­czyną kło­po­tów finan­so­wych i pau­pe­ry­za­cji rodzin. I choć życie bez kre­dytu jest dziś trudne do wyobra­że­nia, naprawdę mądrzy (i bogaci) ludzie z kre­dytu „pla­sty­ko­wego” nie korzy­stają, pozo­sta­wia­jąc radość z posia­da­nia kart utra­cju­szom i ban­kru­tom. Sami uży­wają naj­czę­ściej kart płat­ni­czych (debe­to­wych), opar­tych nie na kre­dy­cie, lecz na wła­snych zaso­bach płacącego.

Jan M. Fijor

www.fijor.com

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 2

  1. marek pisze:

    Jako, że pro­wa­dzę małą firmę, to mniej wię­cej raz na tydzień pró­buje się umó­wić ze mną jacyś pań­stwo z prze­róż­nych insty­tu­cji finan­so­wych celem wci­śnię­cia karty kre­dy­to­wej. Na spo­tka­nie zgo­dzi­łem się tylko raz, z moim ban­kie­rem. Nie­stety (dla niego) przed spo­tka­niem prze­czy­ta­łem cały regu­la­min karty i zasy­pa­łem go licz­nymi pyta­niami. Wię­cej nie pró­bo­wał mi wci­snąć karty kre­dy­to­wej. Ale prze­ra­ża­jące jest jak nie­któ­rzy chęt­nie korzy­stają z tego dobro­dziej­stwa. Nie­stety znam ludzi, któ­rzy zara­biają dużo znacz­nie powy­żej kilku śred­nich kra­jo­wych, a po spła­cie rat na kar­tach zostają im gro­sze na bułki i mleko w skle­pie osie­dlo­wym. PRZERAŻAJĄCE.

  2. jasiu z Hameryki pisze:

    Ja uzy­wam karty kre­dy­to­wej tak jak by to byla karta debe­towa, a wiec zakla­dam ze to co zapla­ci­lem karta to zapla­ci­lem gotowka lub cze­kiem. Ponoc jest pewna nie­wielka zaleta karty kre­dy­to­wej w sto­sunku do debe­to­wej bo latwiej jest sie wyklo­cic jesli ktos nas nislusz­nie obciazy jakas plat­no­scia. W przy­padku karty debe­to­wej pie­nia­dze JUZ ZOSTALY SCIAGNIETENASZEGO KONTA cze­sto w prze­ciagu sekund. W przy­padku karty kre­dy­to­wej dosta­jemy nakaz plat­no­sci z wyka­zem naszych wydat­kow i mozemy odmo­wic zapla­ce­nia za jakas pozy­cje. Karta kre­dy­towa zwy­kle auto­ma­tycz­nie wyco­fuje wtedy pie­nia­dze z mer­chant acco­unt insty­tu­cji ktora nas nie­slusz­nie obcia­zyla i to insty­tu­cja (a nie plat­nik) musi udo­wod­nic ze plat­nosc sie jed­nak nale­zala. W obec­nym cza­sie przy cze­stych wypad­kach kra­dze­nia nume­row kart kre­dy­to­wych czy debe­to­wych, ta zaleta karty kre­dy­to­wej jest dosc wazna.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts