Uważaj co robisz!

W więk­szo­ści kra­jów świata zakupy są przy­jem­no­ścią. Pisze się o nich, mówi, roz­ma­wia pogod­nie, z rado­ścią. W Pol­sce jest ina­czej. Gdy przej­rzeć prasę, posłu­chać radia okaże się, że dla nas zakupy to kosz­mar, któ­rego powo­dem są nie­do­cią­gnię­cia ustawy o ochro­nie konsumenta.

Satys­fak­cja gwarantowana…

Mniej wię­cej sto lat temu, nie­jaki Aaron Mont­go­mery, do nie­dawna jesz­cze subiekt wiej­skiego skle­piku na Środ­ko­wym Zacho­dzie Sta­nów Zjed­no­czo­nych, otwo­rzył swój pierw­szy wła­sny biz­nes. Była nim sprze­daż kata­lo­gowa odzieży, pro­stych narzę­dzi rol­ni­czych i arty­ku­łów gospo­dar­stwa domo­wego. Był to pierw­szy w Ame­ryce i chyba na świe­cie, sklep wysył­kowy na tak zna­czącą skalę. Nie to jed­nak wpi­sało Montgomery’ego do anna­łów świa­to­wego biz­nesu. Stało się to za sprawą krót­kiemu slo­ga­nowi, jaki towa­rzy­szył wszyst­kim anon­som i ogło­sze­niom firmy „Mont­go­mery Ward”, który brzmiał: „Satys­fak­cja gwa­ran­to­wana”.
Mont­go­mery, jako pierw­szy w dzie­jach han­dlo­wiec – bez naka­zów prawa i urzę­dów ochrony kon­su­menta — dał swoim klien­tom prawo „satys­fak­cji”, czyli rekla­ma­cji, czyli wymiany lub zwrotu zaku­pio­nego towaru. I to bez koniecz­no­ści tłu­ma­cze­nia się dla­czego tego zwrotu czy wymiany doko­nują. Począt­kowo prawo to przy­słu­gi­wało w ciągu trzech, potem aż 30 dni od zakupu. Za przy­kła­dem skle­pów Mont­go­mery Warda poszły wkrótce nie­mal wszyst­kie poważne ame­ry­kań­skie, a potem świa­towe biz­nesy deta­liczne. Dzi­siaj rekla­ma­cja jest stan­dar­dem świa­to­wego biz­nesu.
Entu­zjazm, z jakim nowa zasada zaczęła się roz­prze­strze­niać nie był, broń Boże, aktem filan­tro­pii ze strony han­dlu. Wprost prze­ciw­nie. Han­dlowcy sko­rzy­stali z niej chęt­nie gdyż szybko zro­zu­mieli, że życz­li­wość wobec klienta, zwy­czajne pój­ście mu na rękę, jest warun­kiem wła­ści­wych rela­cji w biz­ne­sie, a to prze­kłada się na wyż­sze zyski i pro­spe­ritę. Dla­tego nie trzeba do nich zmu­szać, czy nawet zachęcać.

…nie u nas

Nie­stety, pol­scy usta­wo­dawcy nie uwie­rzyli w ludzki roz­są­dek. Zamiast pozo­sta­wić rela­cje „han­del (pro­du­cent) – klient” ryn­kowi, czyli kon­ku­ren­cji, wol­nemu wybo­rowi i odpo­wie­dzial­no­ści za ten wybór, wpro­wa­dzili siłą prawo o rekla­ma­cjach kon­su­menc­kich, które:

– nisz­czy natu­ralną więź mię­dzy biz­ne­sem a jego klien­telą;
 – kon­flik­tuje strony wymiany, wpro­wa­dza­jąc w miej­sce dobro­wol­nych umów, przy­mus i agre­sję;
 – utrud­nia kon­ku­ren­cję, dzia­ła­jąc tym samym na szkodę chro­nio­nych, czyli kon­su­men­tów;
 – dez­in­for­muje i skła­nia do korup­cji;
 – nie mówiąc o samych kosz­tach tej ochrony.

Ofi­cjal­nym powo­dem inter­wen­cji pań­stwa w rynek jest rze­koma tro­ska o dobro kon­su­men­tów zagro­żo­nych przez nie­uczciwy i chciwy biz­nes. Nie­ofi­cjal­nie cho­dzi o zdo­by­cie przez poli­ty­ków sym­pa­tii wybor­ców. Pre­tek­stem do dzia­ła­nia poli­tycz­nego jest zwy­kle kilka przy­pad­ków nad­użyć ze strony nie­uczci­wych przed­się­bior­ców. Mało kto zasta­na­wia się nad ich sen­sem, czy raczej bez­sen­sem. Że nikt nikogo do kupo­wa­nia nie zmu­sza. Że gwa­ran­tem dobrej jako­ści i niskiej ceny jest kon­ku­ren­cja. Że do ochrony przed oszu­stwami służą prze­cież sądy. Że zna­ko­mita więk­szość przed­się­bior­ców, to ludzie uczciwi i rze­telni, a co naj­waż­niej­sze, że dają oni pracę, zaspo­ka­jają potrzeby ludz­kie i two­rzą mają­tek naro­dowy. U nas biz­nes zagraża kon­su­men­tom. Trzeba go ogra­ni­czyć, a nie­kiedy nawet zaka­zać! Wbrew logice i wła­snemu inte­re­sowi, masy kon­su­men­tów stają się w ten spo­sób sojusz­ni­kiem poli­ty­ków; gło­sują na nich, nadają sens ich pracy, a co gor­sza, płacą za utrzy­my­wa­nie tych wszyst­kich nie­po­trzeb­nych urzę­dów ochrony kon­su­menta, agen­cji kon­troli i regu­la­cji rynku. Zawo­dzi sku­tecz­ność tej ochrony. Prze­ko­nują się o tym kon­su­menci, któ­rzy odkry­wają nagle, że mimo licz­nych ustaw i insty­tu­cji kon­tro­l­nych zostali – i to w maje­sta­cie prawa! — nabici w butelkę przez dewe­lo­pera, firmę tele­fo­niczną czy handlowca.

Kto kogo chroni?

Inge­ro­wa­nie w wymianę han­dlową i opo­wia­da­nie się po stro­nie kon­su­menta, sta­wia biz­nes w pozy­cji napa­sto­wa­nego. Zwłasz­cza, że wsku­tek igno­ran­cji, doświad­czeń pół­wie­cza PRL, i zwy­kłej ludz­kiej zawi­ści popu­li­styczne ataki na przed­się­bior­ców są w naro­dzie mile widziany. Trudno się dzi­wić biz­ne­sowi, że w takich oko­licz­no­ściach stara się rato­wać. Taka jest men­tal­ność zaszczu­tego czło­wieka. Pozba­wiony pod­sta­wo­wej broni jaką jest dla biz­nesu (ale i dla kon­su­men­tów) wol­ność zawie­ra­nia kon­trak­tów, sięga po uniki, tricki, nie­rzadko też po narzę­dzia korup­cyjne. Z dru­giej strony, biz­nes, w prze­ci­wień­stwie do nie­zor­ga­ni­zo­wa­nych masy kon­su­men­tów, ma siłę i środki na to, by wpły­wać na kształt ustaw i decy­zje poli­ty­ków. Kon­su­ment, który na demo­no­po­li­za­cji usług tele­ko­mu­ni­ka­cyj­nych zyska 20 zł mie­sięcz­nie nie będzie zatrud­niał armii adwo­ka­tów, eks­per­tów i spe­cja­li­stów od PR. Biz­nes, który dzięki mono­po­lowi, na każ­dym z kilku milio­nów klien­tów zarobi eks­tra 20 zł mie­sięcz­nie, sta­nie na gło­wie, żeby utrzy­mać sta­tus quo. Dla­tego mimo ist­nie­nia całego sys­temu ustaw anty­mo­no­po­lo­wych i urzę­dów ochrony kon­su­menta, taka TP S.A., ope­ra­to­rzy komór­kowi czy poczta sku­tecz­nie blo­kują kon­ku­ren­tom wej­ście na rynek. W podobny spo­sób dzia­łają nota­riu­sze, ZUS, część ener­ge­tyki i inne insty­tu­cje, które poprzez lob­by­ing poli­tyczny zacho­wują kosz­towne dla klien­tów, a szko­dliwe dla gospo­darki przy­wi­leje. Dzięki nim stwo­rzono prawo kon­su­menc­kie, ze zro­zu­mie­niem któ­rego trud­no­ści maja nawet eks­perci UOKiK. Han­dlowcy czy usłu­go­dawcy, bro­niąc się przed narzu­ca­nym przez pań­stwo pra­wem o odpo­wie­dzial­no­ści wobec kon­su­menta, sto­sują chwyty – co prawda legalne – a jed­nak poni­żej pasa. Jed­nym z nich jest mno­że­nie warun­ków dodat­ko­wych, znane jako „drobny dru­czek” albo „prawo roz­wod­nione”. Już dzi­siaj umowa kre­dy­towa lub kupna miesz­ka­nia od dewe­lo­pera może mieć 150 – 200 stron. Kto jest w sta­nie taką cegłę prze­czy­tać? Jesz­cze trud­niej ją zro­zu­mieć. Gros kontraktów/warunków kupna spo­rzą­dzają praw­nicy, posłu­gu­jąc się slan­giem nie­zro­zu­mia­łym dla laika. Poza eks­per­tami nikt nad nim nie panuje. Jedne rekla­ma­cje są ważne 5 dni, inne trzy dni, jesz­cze inne 10 dni. Wady ukryte można rekla­mo­wać, wad widocz­nych nie można. I to nie wszyst­kich wad. Two­rzone są listy wad, listy pro­ce­dur spraw­dza­ją­cych. W takiej sytu­acji o prze­kła­ma­nie nie­trudno. Klient wła­ści­wie nie wie, co mu wolno, czego nie wolno. Zły biz­nes wyko­rzy­stuje ten bała­gan. Dodat­ko­wym utrud­nie­niem są wyso­kie koszty wymiaru spra­wie­dli­wo­ści, które sku­tecz­nie odci­nają poszko­do­wa­nego od sędziego. Zresztą, jeśli nawet kon­su­ment się postawi i sprawę wygra, egze­ku­cja jego rosz­czeń rzadko kiedy bywa moż­liwa. Sklep X jest wła­sno­ścią spółki Y, która jest córką spółki będą­cej słu­pem dla spółki XYZ…Majątkiem zarzą­dza tylko jedna z nich. Na tym skom­pli­ko­wa­nym pra­wie i zan­ta­go­ni­zo­wa­niu stron wymiany han­dlo­wej wygry­wają adwo­kaci i radcy prawni, na pewno jed­nak nie konsument.

I po co?

Tym­cza­sem stara prawda głosi, że „nikt nie zadba o nas lepiej niż zadbamy my sami”. Każdy się z nią zga­dza, a mimo to dajemy się nabrać na hasła o tro­sce pań­stwa, poli­ty­ków czy usta­wo­daw­ców o nasz inte­res.
Po pierw­sze, opieka ze strony pań­stwa drogo kosz­tuje.
To, czy jakiś han­dlo­wiec czy pro­du­cent jest w sto­sunku do nas uczciwy i rze­telny naj­le­piej spraw­dzić samemu. Tak wycho­dzi taniej. Zamiast zawie­rzać usta­wom i prawu o ochro­nie kon­su­menta, lepiej zaufać instynk­towi samo­za­cho­waw­czemu pro­du­centa czy usłu­go­dawcy, który naj­le­piej wie, że nie­uczci­wość, niska jakość świad­czo­nych usług czy ich wysoka cena dzia­łają prze­ciwko niemu.
Po dru­gie, usta­wo­dawca – tak jak całe pań­stwo — nie ma kon­ku­ren­cji. Robi więc co chce, a ści­ślej, to co jemu samemu przy­nosi korzy­ści. Innych igno­ruje, a w naj­lep­szym przy­padku trak­tuje usłu­gowo.
Po trze­cie, biz­nes nie jest i nie może być wro­giem kon­su­menta. Prze­ciw­nie. Jest jego sojusz­ni­kiem. Wymiana han­dlowa nie jest grą o sumie zero, a zysk biz­nesu nie ozna­cza straty kon­su­menta. Wymiana na wol­nym rynku przy­nosi korzyść obu stro­nom. Po czwarte, narzu­ca­nie przez pań­stwo spo­sobu pro­wa­dze­nia biz­nesu bywa nie­bez­pieczne, zwłasz­cza, że pań­stwo nie bie­rze odpo­wie­dzial­no­ści za swoje decy­zje. Tym­cza­sem bez­myślna poli­tyka zwro­tów, rekla­ma­cji i odszko­do­wań może biz­nes znisz­czyć. Bywają nie­uczciwi han­dlowcy, ale bywają także nie­uczciwi kon­su­menci. Co ma zro­bić nie­wielki sprze­dawca odzieży, zmu­szony zwró­cić pie­nią­dze panience, która kupiła sobie sukienkę na sobot­nie wyj­ście i w ponie­dzia­łek rano zwraca ją pod byle jakim pre­tek­stem? W nor­mal­nych, wol­no­ryn­ko­wych warun­kach sprze­dawca by takie prawo zwrotu ogra­ni­czył. Pod pre­sją śle­pych praw o ochro­nie kon­su­menta, takiej opcji nie ma.
Kon­su­ment i han­dlo­wiec (pro­du­cent, usłu­go­dawca), to nie­ro­ze­rwalne strony rela­cji wymiany han­dlo­wej, które w warun­kach wol­no­ści gospo­dar­czej zawie­rają kon­trakt; klient bie­rze odpo­wie­dzial­ność za swój wybór, biz­nes za dotrzy­ma­nie warun­ków trans­ak­cji. Nazywa się to zasadą roz­trop­no­ści i jest znane pod łaciń­ską for­muła caveat emp­tor („bądź prze­zorny, uwa­żaj co robisz”). Klient nie może mieć pre­ten­sji do sklepu, w któ­rym kupił lodówkę z pory­so­wa­nymi drzwiami, jeśli sklep nie ukrył przed nim tego faktu. Zawarli jasny kon­trakt; rekom­pen­satą za pory­so­wane drzwi była naj­praw­do­po­dob­niej zniżka ceny, albo dłuż­sza gwa­ran­cja na czę­ści zamienne. Żaden sza­nu­jący się biz­nes nie pozwoli sobie na oszu­ka­nie, czy cho­ciażby wpro­wa­dze­nie klienta w błąd, bo straci nie tylko klienta, lecz co gor­sza repu­ta­cję. Może też iść pod sąd, bo zła­mał pod­sta­wową zasadę biz­nesu – kon­trakt.
Inge­ren­cja pań­stwa kon­trakty takie znie­kształca, a nawet nisz­czy. Nisz­czy przy tym ludzką czuj­ność. Zamiast prze podej­mo­wa­niu decy­zji pole­gać na wła­snej ostroż­no­ści, spusz­czamy się na ano­ni­mo­wego urzęd­nika, dla któ­rego jeste­śmy tylko uciąż­li­wym peten­tem. Klient trak­tuje biz­nes jak wroga. Biz­nes nie pozo­staje dłużny. O kon­flikt nie trudno.
Co w takiej sytu­acji robić?
Primo, uwa­żać. Secundo, myśleć i liczyć. Ter­tio oglą­dać. Pytać, spraw­dzać, opie­rać się na refe­ren­cjach i uczyć się na błę­dach, naj­le­piej na błę­dach innych. A przede wszyst­kim ode­brać poli­ty­kom prawo do decy­do­wa­nia o naszym życiu. Pamię­tajmy, że prze­cież dla nikogo nie jeste­śmy tak ważni, jak dla samych siebie.

Zakupy po pol­sku
Jan M. Fijor
„różne” 2006-03-22

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 15

  1. Sluczacz Radia Maryi pisze:

    Pamie­tajmy, ze prze­ciez dla nikogo nie jeste­smy tak wazni, jak dla samych sie­bie.” Pach­nie to sob­kow­stwem. Chry­stus Pan nie myslal, ze jest naj­wa­zniej­szy dla samego sie­bie. On sie poswie­cil za innych. Czyz nie jest to naj­piek­niej­szy akt na jaki czlo­wieka mozna stac, po to aby zyc dla innych? Mysle­nie li tylko o sobie to anty­chrze­sci­jan­skie sobkowstwo.

  2. Andbler pisze:

    Anty­chrze­ści­jań­skie jest wszystko, co nie jest zgodne z nauką o. Rydzyka…

    Gdy Mart Laar był gościem w Radiu Maryja, myśla­łem, że zaczne mieć sza­cu­nek do tej roz­gło­śni. Nie­stety, na samiutki koniec audy­cji o. Rydzyk popsuł wszystko :/ Już myśla­łem, że słu­cha­cze się cze­goś nauczą…

    Teraz tak samo pan popsuł wra­że­nia po prze­czy­ta­niu tego tekstu :/

  3. Adam Gramowski pisze:

    Ad 707 (Mart Laar). Ten Mart Laar wie jedy­nie to, co powi­nien wie­dzieć każdy zwy­kły czło­wiek. Posze­dłem na jedno spo­tka­nie z nim i jestem face­tem wysoce roz­cza­ro­wany. Wia­do­mym jest, że w demo­kra­cji rzą­dzą z reguły chamy i wyłu­ska­nie z tych mend jed­nego „nor­mal­nego” i posta­wie­nie go przed publiką jest prze­sadą. Facet powie­dział, że suk­ces swo­jego pań­stwa zawdzię­cza m.in. spe­cjal­nym kar­tom kre­dy­to­wym dla posłów, dzięki któ­rym mniej kradną, mozli­wo­ści zgła­sza­nia pro­jek­tów ustaw przez inter­net i wiele innych bzdur.

    Tym­cza­sem sta­wia się go przed publiką tylko dla­tego, że został wybrań­cem plebsu. Co to za atut?

  4. Hubert Pietruszewski pisze:

    Autor wypi­suje bred­nie. Każde dziecko w Pol­sce wie, że samo­oty buduje się nie tak, aby prze­wo­ziły ludzi, ale żeby się zde­rzały w powie­trzu, restau­ra­cje nie są po to, żeby dobrze w nich zjeśc, ale żeby zatruć wszyst­kich sal­mo­nellą, nie mówiąc już o tym, że mura­rze budują tak domy, żeby się nam zawa­lały na głowę.

  5. Nataniel P. pisze:

    A moze to kosciol zwi­chro­wal nauki Chry­stusa, wbrew Jego woli? Moze On sam nie uwa­zal, ze poswie­ca­nie sie dla osob gor­szych od sie­bie jest moral­nym impe­ra­ty­wem? A byc moze, ze sam Chry­stus wie­rzyl w to, tylko nie sadze, aby sam tak ten sym­bol umie­ra­nia na krzyzu wyko­sla­wil, jak to kosciol zro­bil. Pre­dzej wiel­blad przej­dzie przez ucho igielne niz bogaty dosta­nie sie do nieba. We are our bro­thers keepers — we owe each other (musimy sie nawza­je­jem jak bra­cia pod­trzy­my­wac, winni jeste­smy jeden drugiemu)_ — mowi biblia i inne takie non­sensy. Wedlug takiej moral­no­sci i takich dro­go­wska­zow, cze­sto naka­zow, zupel­nie podob­nych do komu­ni­stycz­nych, to kapi­ta­li­styczna moral­nosc i etyka nie­za­le­zno­sci, indy­wi­du­ali­zmu, dora­bia­nia sie, dba­nia o sie­bie samego, wyglada mizer­nie. Wiec wybor zalezy od nas. Albo tamte dro­go­wskazy albo te. Wolny wybor, bo jak wybie­rze­cie tamto i to, to pozo­sta­nie z Was wymie­szana sza­rzy­zna moralna, ktora nie bedzie­cie w sta­nie obro­nic naj­spra­wie­dliw­szego i naj­wspa­nial­szego sys­temu jakim jest kapi­ta­lizm, przed komu­chow ata­kami jak i przed ata­kami reli­gij­nej lewicy z rydzy­kow­cami wlacz­nie. Oby­dwu tych „religi” etyka dzia­la­nia wycho­dzi z tego samego altru­istycz­nego korze­nia, czego autor tej strony nie chce i nie moze pojac, a moze bar­dziej z obawy przed sadem osta­tecz­nym. Z Sza­cun­kiem. Nata­niel Podgorski

  6. Adam Uhle pisze:

    Bar­dzo czę­sto, a szcze­gól­nie gdy jeste­śmy nała­do­wani pato­sem kam­pa­nii przed­wy­bor­czej, mie­wamy ten­den­cję do zakła­da­nia że jeste­śmy ide­alni. Jak choćby (prze­pra­szam za bluź­nier­stwo) przy­wo­ły­wany w komen­ta­rzach sam Jezus Chry­stus. I czę­sto gło­su­jemy na tych, któ­rzy, chcąc się nam przy­po­do­bać, tak wła­śnie o nas mówią (zapewne myślą coś zgoła innego). A w codzien­nej prak­tyce my wszy­scy, ludzie, jeste­śmy tylko ludźmi. I dla­tego wła­śnie na modłę cocja­li­styczną można kształ­to­wać klasz­tor, albo nie­wielką wspól­notę osób które się co do pew­nych zasad ści­śle umó­wili, ale nie spo­łe­czeń­stwo całego kraju. Tu bywają ludzie pasywni, ale także przed­się­bior­czy. Nie­za­leż­nie od tego pierw­szego podziału, jedni z nas są podobni do anio­łów, skłonni do poświę­ceń, uczciwi do szpiku kości, a inni obrzy­dli­wie chciwi, ego­istyczni, nie­uczciwi, skłonni do czy­nie­nia róż­nych świństw. W spo­łe­czeń­stwie muszą więc obo­wią­zy­wać takie uwa­run­ko­wa­nia, że każdy dba­jąc o swoje wła­sne inte­resy, przy­czy­nia się tym samym do wspól­nego dobra. Na razie, dla speł­nie­nia tak sfor­mu­ło­wa­nej zasady, nie wymy­ślono nic lep­szego niż Wolny Rynek. Wolny przede wszyst­kim od inge­ren­cji poli­ty­ków oczy­wi­ście. Popie­ram więc w pełni Autora artykułu!

  7. ezietek@op.pl pisze:

    Chcę się odnieść tylko do stwier­dze­nia Slu­cha­cza Radia Maryi bo o Auto­rze i jego poglą­dach mia­łem oka­zję nie raz wyra­żać się jak naj­le­piej. Otóż w komen­ta­rzu (706) przy­to­czono cytat gdzie, moim zda­niem, cię­żar argu­men­ta­cji za sob­ko­stwem (wolę uży­wać poję­cia ego­izm) nie jest tak wielki jak na pierw­szy rzut oka wyda­wa­łoby się. Otóż opi­nia wyra­żona w cyta­cie doty­czy nie tyle ego­istycz­nego ponie­wie­ra­nia innych ale bar­dziej stwier­dze­nia (może smut­nego) faktu, że inni nie cenią nas tak bar­dzo jak my sami. Pan piszący o Chry­stu­sie i pięk­nych aktach ma rację w kon­klu­zji o życiu dla innych ale prze­cież stwier­dze­nie faktu skąd­inąd nie­pod­wa­żal­nego u więk­szo­ści naszych bliź­nich, że inni nie myślą o nas tak dobrze jak my sami nie ozna­cza jesz­cze ego­istycz­nego myśle­nia tylko o sobie. Zdrowy ego­izm to w życiu bar­dzo przy­datny oręż o ile sto­so­wany z umia­rem — boć świat nie samymi anio­łami stoi, czy nie tak? Na koniec dodam, że oma­wiany cytat w połą­cze­niu z poprze­dza­ją­cym go zda­niem o poli­ty­kach w ogóle nie upo­waż­nia do mowy o ego­iź­mie gdyż doty­czy obrony przed zna­nymi z naszego poli­tycz­nego podwórka dzia­ła­niami poli­ty­ków, któ­rzy bynaj­mniej nie z dba­ło­ści o nasz inte­res raczą nas nie­chcia­nymi prawami.

  8. H.K. pisze:

    Cały arty­kół logiczny i zro­zu­miały, można go spro­wa­dzić do kon­klu­zji, że wszel­kie prawo zaciem­nia, tym bar­dziej roz­bu­do­wane do nie­przy­zwo­ito­ści. A słu­chacz Radia Maryja powi­nien też zacy­to­wać samego Chry­stusa, który powta­rza to naj­waż­niej­sze przy­ka­za­nie: kochaj bliź­niego swego jak sie­bie samego. Ten „sie­bie sam” jest widocz­nie bar­dzo ważny, co bynaj­mniej nie upo­waż­nia go do wyeli­mi­no­wy­wa­nia dru­giego „sie­bie samego”.Słuchacz źle więc zin­ter­pre­to­wał to przy­ka­za­nie, gdyż ono wyraź­nie usta­wia jed­nego czło­wieka wobec dru­giego, ale nie eli­mi­nuje „sie­bie samego”, podaje nato­miast wła­ściwą rela­cję mię­dzy nimi. I tak to trzeba widzieć — nie na zasa­dzie prze­ciw­sta­wie­nia, zazdro­ści, walki, ale wła­śnie altru­izmu. Co to ma wspól­nego z sob­kow­stwem? Sob­kow­stwo jest tu kalką utar­tego prze­ko­na­nia, że jest źle, a o dobro tak trudno w świe­cie. To prawda, ale to nie jest regułą wszech obej­mu­jącą i fatalną. Całe Chrze­ści­jań­stwo temu prze­czy. Trzeba więc odwró­cić nasta­wie­nie — z fatal­nego na optymistyczne.

  9. Geronimo pisze:

    Do uzyt­kow­nika H.K.
    Moral­nosc i etyka altru­izmu dopro­wa­dzila do krwa­wych wypa­czen. Moral­nosc poswie­ca­nia sie dla idei Narodu, dla klasy robot­ni­czej, nawet dla Boga dopro­wa­dzaly cale spo­le­czen­stwa do oble­dow. Usys­te­ma­ty­zo­wali i usank­cjo­no­wali filo­zo­ficz­nie, a przeto i moral­nie etyke cal­ko­wi­tych poswie­can sie slawni; sta­ro­zytny Pla­ton i nowo­zytny E. Kant.

  10. Szczepan pisze:

    jest Pan wspaniały,świetna argumentacja

  11. Orkiestra Deta pisze:

    Sza­nowny Panie Fijor Al-Zarqawi w koncu zabity, wyele­mi­no­wany. Czy zamiast jez­dzic do Pale­styny i szu­kac tam rze­ko­mego dobra, pocie­sze­nia, nadziei, to nie lepiej aby sie Pan z faktu wyele­mi­no­wa­nia ban­dyty cie­szyl, wiwa­to­wal, cele­bro­wal? Czy stac Pan li tylko na egzy­sten­cjo­na­lizm setki w mor­downi z kawal­kiem sle­dzia solo­nego, jesz­cze nie wymo­czo­nego a juz jedzo­nego? Wie­cej opty­mi­zmu i usmie­chu na twa­rzy pro­sze. Nie­do­strze­ga­nie zadnego dobra w zyciu, w ojczy­znie to tyz grzech.Nie sadzi Pan? Skom­la­cych, zlych, kry­ty­ku­ja­cych cia­gle dzien­ni­ka­rzy szkoly wypusz­czaja na peczki. Czy­zby to byla naro­dowa cecha? Albo moze to zew poludnia?

  12. Jan M. Fijor pisze:

    Non capi­sco! jmf

  13. Dygresja pisze:

    A wogole to zycie cie­ka­aaawe. Toczy sie nie tylko w War­sza­wie ale row­niez i w Gru­zji, ktora staje sie bastio­nem wol­no­scio­wych prze­mian.
    Kilka dni temu Pre­zy­dent Gru­zji Michal Saaka­shvili dostar­czyl wyra­zow uzna­nia w Bia­lym Domu, dla ame­ry­kan­skich sil zbroj­nych, ktore sa bastio­nem wol­no­sci. „Twoje plany sze­rze­nia wol­no­sci, naprawde zdaja egza­min Mr Pre­si­dent Bush.. Widze to po Gru­zji. I widze to po Iraku. Pro­sze, badz­cie tam. Walcz­cie az do konca… Bedziemy razem z Wami” Saaka­shvili obie­cal. „Cokol­wiek bedzie potrzeba dla­tego, ze Wasz suk­ces w Iraku jest suk­ce­sem row­niez dla Gru­zji. Jest suk­ce­sem dla kaz­dego kto uwiel­bia wol­nosc, dla kaz­dego kto chce miec zapew­nie­nie aby zyc w swie­cie, ktory zapewni jemu, jego rodzi­nie, a zwlasz­cza ich dzie­ciom zycie w takim wla­snie zabez­pie­czo­nym sys­te­mie.
    Ten mlody pre­zy­dent Saaka­shvili, nara­zal sie, byl odwo­ly­wany ze sta­no­wi­ska, jed­nak nigdy nie rezy­gno­wal z ide­alow praw­dzi­wej wol­no­sci.…
    Saaka­shvili powie­dzal, kiedy stal tuz przy pre­zy­den­cie Bushu,na Placu Wol­no­sci w Tibi­lisi w zeszlym roku „Czuje ulge w sto­sunku do tych Gru­zi­now, wla­cza­jac w to i moja rodzine, kto­rzy gineli w Gula­gach, a kto­rzy oddala zycie za wol­nosc, za nie­pod­le­glosc.„
    Coraz wie­cej kra­jow zdaje sobie sprawe, ze wol­nosc nie jest bez zma­gan, nigdy nie jest „za darmo”, row­niez nie moze byc bez­pod­stawna. Nawet Kanada zaczela w koncu zda­wac sobie sprawe, ze ter­ro­ryzm to nie oso­bi­sta wojna „przy­glu­piego” Busha jak tylko bez­par­do­nowy i krwawy atak na zdo­by­cze Zachod­niej Cywi­li­za­cji. Zapewne wla­sci­ciel tej strony jest innego zda­nia. A moglby sie tak wybrac tam do cen­trum Isla­mo­fa­szy­zmu. Ostat­nio maja pro­blemy z dostar­cza­niem ofiar do odzy­na­nia glow tepymi kozi­kami. Ostat­nio to nawet nie ata­kuja Ame­ry­ka­now. Lepiej im idzie mor­do­wa­nie lud­no­sci cywil­nej, kto­rych to eur­pej­skie srodki mass prze­kazu nie nazy­waja ter­ro­ry­stami, czy ban­dy­tami. Nazy­waja ich powstan­cami. Ladny mi powsta­niec, co to uzyna glowy kobie­tom i mezsz­czy­znom i co bez­par­dowo mor­duje kto pod­leci, nawet i dzieci.

  14. dana toronto pisze:

    Tu wpisz swój komentarz/ uswia­do­mil pan ludzi ale jaki ma wplyw indy­wi­du­alny oby­wa­tel na uczci­wosc han­dlow­cow Pol­ska to nie cywi­li­zo­wany swiat! a propo gdyby nie Radio Maryja bylo by jesz­cze gorzej,Ojciec Swiety JP.II popie­ral RM.Jesli ktos jest prze­ciwko RM jest prze­ciwko JP II.Przeciwko RM sa czy­tel­nicy Mich­nika -„bara­nie mieso” on sam was TAK NAZYWA.

  15. zbi pisze:

    Mie­sza­nie Chry­stusa do wol­nego rynku jest chyba nie­po­ro­zu­mie­niem. Przy­po­mniał mi się kiep­ski dow­cip o grze w pokera Jezusa z Apo­sto­łami. Jezus ostatni — po tym jak Św. Piotr ujaw­nił karetę króli — poka­zał pięć asów i zanim zgar­nął nie­złą pulę usły­szał zbio­rowy pro­test: tylko BEZ CUDÓW Jezu — o FORSĘ GRAMY! Nie bar­dzo kom­pa­ty­bilne są to światy. Zasta­na­wia mnie też zain­te­re­so­wa­nie krę­gów zwią­za­nych z RM tymi stro­nami; reli­gie, jakie­kol­wiek by one nie były, pro­po­nują rady­kalną alter­na­tywę w postaci uda­nego życia poza­gro­bo­wego, wobec samo­speł­nie­nia aktw­nej jed­nostki poprzez indy­wi­du­alną przed­się­bior­czość i osią­gnie­cie dobro­bytu tu i teraz, na tym świe­cie. Reli­gie są sprzy­mie­rzeń­cami wier­nych — nie zawsze przed­się­bior­czych. Jest to zasad­ni­cze nie­po­ro­zu­mie­nie — kapi­ta­lizm kreuje dobro­byt docze­sny, gdzie reli­gie mają rację bytu tylko w pakie­tach. Peł­nią funk­cje uzu­peł­nia­jące wobec docze­sno­ści, stają się pro­duk­tami i muszą kon­ku­ro­wac mię­dzy sobą.
    Przy oka­zji pozdra­wiam Pana Fijora, bar­dzo podoba mi się Pań­ski punkt widze­nia i bez­kom­pro­mi­so­wość w wycia­ga­niu wniosków.

    Może nie powi­nie­nem przy­po­mi­nać aż tak głu­pich dowcipów??

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*