Wawel? Nie, za wysoko!

W mediach poja­wiły się donie­sie­nia, które wyglą­dają na coś wię­cej niż spe­ku­la­cje, jako że z powo­ła­niem się na wypo­wie­dzi wyso­kich urzęd­ni­ków pań­stwo­wych, że pla­no­wa­nym miej­scem pochówku śp. Pre­zy­denta RP Lecha Kaczyń­skiego i Jego śp. Mał­żonki jest Wawel. Towa­rzy­szy im też zadzi­wia­jąca infor­ma­cja, że decy­zję w tej spra­wie pozo­sta­wiono Rodzi­nie Zmar­łych, a zatem – co nie ma nic wspól­nego z bez­mia­rem cier­pie­nia, która ją dotknęło – oso­bom pry­wat­nym, nie mają­cym prawa dys­po­no­wać klu­czami do Kate­dry Wawelskiej.

Jeżeli te pogło­ski się spraw­dzą, trzeba powie­dzieć, że byłaby to decy­zja bul­wer­su­jąca. Wawel i jego nekro­po­lia w kate­drze koro­na­cyj­nej wład­ców Pol­ski to miej­sce zupeł­nie wyjąt­kowe dla „pol­skiej duszy”. To sanc­tum sanc­to­rum „naro­do­wego pamią­tek kościoła”. Pod­zie­mie tej nekro­po­lii zostało na wieki prze­zna­czone wyłącz­nie dla kró­lów oraz dla tych, któ­rzy – jak powie­dział Mar­sza­łek Pił­sud­ski – „kró­lom byli równi”, naro­do­wych wiesz­czów i hero­sów prze­kra­cza­ją­cych zwy­kłą ludzką miarę.

Miej­sca na Wawelu odmó­wiono prze­cież nawet Sta­ni­sła­wowi Augu­stowi – cho­ciaż był on Poma­zań­cem Bożym. Skoro dys­kwa­li­fi­ku­jące było w jego wypadku pod­pi­sa­nie trak­ta­tów roz­bio­ro­wych Rze­czy­po­spo­li­tej, to jakże można sto­so­wać inną miarę wobec tego, kto w imie­niu Rze­czy­po­spo­li­tej zło­żył swój pod­pis pod Trak­ta­tem Lizbońskim?

Już pocho­wa­nie w pod­zie­miach Kate­dry Wawel­skiej gene­rała Wła­dy­sława Sikor­skiego (który nie był nawet Głową Pań­stwa) obni­żyło nie­bo­tyczną rangę tego naro­do­wego sank­tu­arium. W jed­nym i w dru­gim wypadku – wów­czas i obec­nie – działa ten sam mecha­nizm emo­cjo­nal­nego wyko­rzy­sty­wa­nia tra­ge­dii doty­ka­ją­cej całą pol­ską civi­tas. Emo­cjo­nalny szan­taż nie jest jed­nak dobrą drogą do umac­nia­nia ojczy­stej wspól­noty zbio­ro­wego losu, nawet jeżeli powo­dują nim szla­chetne intencje.

Jak stwier­dzono w oświad­cze­niu Klubu Kon­ser­wa­tyw­nego w Łodzi w spra­wie tra­ge­dii smo­leń­skiej, któ­rego byłem współ­sy­gna­ta­riu­szem, spra­wie­dliwa i wywa­żona ocena pre­zy­den­tury śp. Lecha Kaczyń­skiego musi być pozo­sta­wiona histo­rii. Nato­miast kre­owa­nie mitu epo­ko­wego Męża Stanu nie ma więk­szego związku z prawdą niż zaiste wstrętne i poni­ża­jące depre­cjo­no­wa­nie go za życia przez poli­tycz­nych wro­gów „doży­na­ją­cych watahę” i wyzute z wszel­kiej przy­zwo­ito­ści media.

Pod­zie­mia Kate­dry św. Jana w War­sza­wie, miej­sce spo­czynku poprzed­nich pre­zy­den­tów Rze­czy­po­spo­li­tej, to z pew­no­ścią nekro­po­lia jak naj­bar­dziej odpo­wied­nia dla god­no­ści i zasług śp. Pre­zy­denta Kaczyń­skiego. Wawel­ska Akro­po­lis, na któ­rej, jak wie­ścił Wyspiań­ski, dopeł­nić mają się dzieje, ta pol­ska axis mundi do Nieba, jest jed­nak za wysoko.

Jacek Bar­ty­zel

P.S. Post scrip­tum do komen­ta­rza
w spra­wie pochówku Pary Prezydenckiej

Decy­zja zapa­dła: oznaj­mił ją gospo­darz Kate­dry Wawel­skiej, Jego Emi­nen­cja ks. abp Sta­ni­sław kar­dy­nał Dzi­wisz – Para Pre­zy­dencka jed­nak spo­cznie na Wawelu. Z ust tego hie­rar­chy Kościoła padło także potwier­dze­nie wcze­śniej­szej, nie­ofi­cjal­nej, infor­ma­cji, iż decy­zję w spra­wie wyboru miej­sca pochówku pozo­sta­wiono Rodzi­nie Zmar­łych, co wielu uwa­żało dotąd za potwarz i wymysł wro­gów śp. Prezydenta.

Sprze­ci­wiać się decy­zjom już nie­po­dobna. Trzeba jed­nak, zamy­ka­jąc sprawę powie­dzieć otwar­cie: to gruby błąd, który w pierw­szej kolej­no­ści zemści się na ini­cja­to­rach tego pomy­słu. Dziś, w obli­czu ogromu tra­ge­dii, pod­lece musieli umilk­nąć albo nawet uda­wać żałobę; jutro będą mogli – mając za uspra­wie­dli­wie­nie tę prze­sadę – odzy­skać rezon i wró­cić do „mowy nienawiści”.

Lecz fatalne skutki będą bar­dziej dale­ko­siężne i doty­czące całej wspól­noty pol­skiego losu. Po raz kolejny bowiem, i jesz­cze bar­dziej jaskrawo, zła­mano zasadę ponad­par­ty­ku­lar­nego cha­rak­teru religijno-politycznego sank­tu­arium Kró­le­stwa Pol­skiego. Zerwa­nie tej tamy może w dal­szej kolej­no­ści skut­ko­wać tym, że każda par­tia będzie chciała odtąd umie­ścić „swo­jego” pre­zy­denta pośród kró­lów. Już na hory­zon­cie wid­nieje praw­do­po­do­bień­stwo pochówku tam kie­dyś Lecha Wałęsy, a kto wie – może ktoś, i to zapewne w bliż­szej przy­szło­ści, zgłosi nawet pomysł pocho­wa­nia na Wawelu „pre­zy­denta” Woj­cie­cha Jaruzelskiego?

Tym, co widać w tej chwili jak na dłoni jest ska­żona w samej swo­jej isto­cie natura reżimu republikańsko-demokratycznego, w któ­rym nikt i nigdy nie może być per­so­ni­fi­ka­cją cało­ści. Repu­bli­kań­scy poli­tycy mogą być naj­lep­szymi ludźmi, gorą­cymi patrio­tami, naj­dziel­niej­szymi wodzami i naj­ge­nial­niej­szymi mężami stanu, ale zawsze będą tylko przy­wód­cami tej czę­ści spo­łe­czeń­stwa, która się z nimi utoż­sa­mia, zawsze też będą napo­ty­kać sprze­ciw innej jego czę­ści. Nigdy nie będą mogli repre­zen­to­wać, w ści­słym tego słowa zna­cze­niu, Pol­ski. To nie­usu­walna wada struk­tu­ralna porządku takiego cor­pus poli­ti­cum, które nie ma Głowy, nie ma swo­jego „pana przy­ro­dzo­nego”. Jeśli zaś nie ma Kró­le­stwa, to roz­trop­ność naka­zy­wa­łaby zawrzeć wrota pod­ziemi kate­dry na Wawelu, aby naród mógł obco­wać tam duchowo z tymi, któ­rzy z samej swo­jej natury tylko łączą, nigdy nie dzielą.

I jesz­cze jedna kwe­stia, którą koniecz­nie należy pod­nieść. Nigdy dotąd, „zrów­nu­jąc” z kró­lami naro­do­wych boha­te­rów, któ­rych reli­gijna orto­dok­sja była prze­cież w każ­dym wypadku wąt­pliwa (deista Kościuszko, for­malny apo­stata Pił­sud­ski, wol­no­mu­la­rze Ponia­tow­ski i Sikor­ski), nie posu­nięto się do tego, aby grze­bać wraz z nimi ich mał­żonki. Dotąd są tam pocho­wane jedy­nie mał­żonki monar­chów uko­ro­no­wane na kró­lowe Pol­ski. Odtąd pośród nich, przede wszyst­kim zaś obok patronki naszego Kró­le­stwa, św. Jadwigi Ande­ga­weń­skiej, z Bożej łaski króla Pol­ski, będzie spo­czy­wać śp. pre­zy­den­towa Maria Kaczyń­ska, która publicz­nie prze­czyła nauce moral­nej Kościoła. Ból z powodu Jej strasz­nej, nagłej i nie­spo­dzie­wa­nej śmierci jak naj­bar­dziej skła­nia do modli­twy za Nią w inten­cji oca­le­nia Jej duszy przed potę­pie­niem; nie uspra­wie­dli­wia nato­miast takiego wień­cze­nia rodzą­cego się już, i skwa­pli­wie pod­chwy­co­nego przez media, swo­istego kultu „huma­ni­tar­nej świętej”.

Nie­po­dobna rów­nież i w tym kon­tek­ście nie posta­wić pyta­nia o rolę kościel­nych straż­ni­ków depo­zytu wiary, któ­rzy naj­wi­docz­niej nie mają odwagi powie­dzieć nie lek­ce­wa­że­niu orto­dok­sji kato­lic­kiej i zamknąć drzwi Świą­tyni Pań­skiej przed fak­tycz­nym skła­da­niem w niej hołdu jakiejś syn­kre­tycz­nej reli­gii, zło­żo­nej z pier­wiast­ków roz­wod­nio­nego, sen­ty­men­tal­nego chrze­ści­jań­stwa, patrio­ty­zmu i świec­kiego huma­ni­ta­ry­zmu. Biskupi, któ­rzy przez wieki zasia­dali w wyso­kich krze­słach Senatu Kró­le­stwa Pol­skiego, zdają się dziś zapo­mi­nać, że było to Regnum Orthodoxum.

Jacek Bar­ty­zel

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 8

  1. Przemysław pisze:

    Nic dodać, nic ująć.

  2. Stanisław pisze:

    Według cie­bie jest to błąd, a według mnie nie.
    To tak jak dla jed­nych był kar­to­flem , a dla mnie Pre­zy­den­tem.
    Będzesz kusto­szem Wawelu to pocho­wasz swo­ich zna­jo­mych.
    Ja jak dotąd nie sły­sza­łem żeby klucz miano prze­ka­zać nie­ja­kiemu Jac­kowi Bar­ty­ze­lowi.
    Cho­ciaż to tro­chę dziwne ‚że o pochówku na Wawelu decy­duje jakiś Dzi­wisz, a nie dzien­ni­ka­rze, albo więk­szość sejmowa.….….

  3. Tessa pisze:

    Tu nie cho­dzi o miej­sce pochowku. Jezeli ta tra­ge­dia dopro­wa­dzi do pojed­na­nia i do nowych rela­cji z naszymi wschod­nimi sasia­dami to zna­czy ze warto bylo cier­piec i zno­sic ofiary. Jezeli nie sta­niemy na wyso­ko­sci zada­nia i nie wycia­gniemy dloni w strone Rosji to zaprze­pa­scimy szanse dla przy­szlych poko­len. Sta­lina ani Hitlera juz nie ma i czas zamie­nic zlo na dobro.
    Pol­ska moze byc kra­jem mio­dem ply­na­cym ale naj­pierw musimy usu­nac gorycz i dziech­cie z naszych serc. Histo­ria daje nam ku tem oka­zje. Zycze sobie i roda­kom aby­smy te oka­zje wyko­rzy­stali po Chrze­sci­jan­sku a nie barbarzynsku.

    Pozdra­wiam
    Tessa

  4. roflcopter pisze:

    Jezeli ta tra­ge­dia dopro­wa­dzi do pojed­na­nia i do nowych rela­cji z naszymi wschod­nimi sasia­dami to zna­czy ze warto bylo cier­piec i zno­sic ofiary”

    Men­tal­nosc niewolnika.

    Jezeli nie sta­niemy na wyso­ko­sci zada­nia i nie wycia­gniemy dloni w strone Rosji to zaprze­pa­scimy szanse dla przy­szlych poko­len. Sta­lina ani Hitlera juz nie ma i czas zamie­nic zlo na dobro.”

    Szcze­rze to mam to gdzies. Nie chce podat­kow i pan­stwa w moim zyciu. W d*pie mam rosyj­skich poli­ty­kow. Sto­sunki mie­dzy naszymi kra­jami sa wspa­niale. Sto­sunki mie­dzy poli­ty­kami pol­skimi i rosyj­skimi — nie do konca.

    Pol­ska moze byc kra­jem mio­dem ply­na­cym ale naj­pierw musimy usu­nac gorycz i dziech­cie z naszych serc.”

    Doklad­nie. Ta gory­cza i „dziech­cie” jest prze­ko­na­nie poli­tycy powinni ste­ro­wac naszymi zyciami. Ze ci „herosi” wie­dza lepiej i robia wszystko co moga aby nas uszcze­sli­wic  — wnio­ski empi­ryczne z histo­rii swiata.

  5. Jan M Fijor pisze:

    Święte słowa napi­sał rofl­cop­ter, tym bar­dziej, że ludzie któ­rzy­ze­komo przy­czy­nili się do poprawy sto­sun­ków, całą swoją aktywn­mo­ścią je nisz­czyli, bo tak im dyk­to­wała pycha, a nie inte­res naro­dowy. Zresztą mówie­nie i inte­re­sie narodu, to jakby szu­ka­nie kamie­nia filo­zo­ficz­nego. Każdy czło­wiek ma inny inte­res i on wie naj­le­piej jaki.
    Pozdrawiam

  6. Ewa pisze:

    pro­szę… jak można pozo­sta­wiać decy­zję w tej kwe­stii dzien­ni­ka­rzom? kon­kret­nych mediów czy może wszyst­kim? i jak — w dro­dze gło­so­wa­nia? debaty? prze­cież taki wynik z góry byłby prze­są­dzony. A spo­łe­czeń­stwu? Chyba że przyj­mu­jemy ewen­tu­al­ność refe­ren­dum w tej spra­wie i kilku tygo­dni ocze­ki­wa­nia na pogrzeb. Wła­dze Kościelne decy­dują, bo to one spra­wują pie­czę nad Wawe­lem i tyle. Dener­wują mnie tylko głosy szcze­gól­nie z lewej strony, które zawsze gło­śno krzy­czały prze­ciwko wtrą­ca­niu się Kościoła do poli­tyki. A teraz? W drugą stronę można?

  7. Patryk pisze:

    Dla­czego Maria Kaczyń­ska „publicz­nie prze­czyła nauce moral­nej Kościoła”?

  8. Jan M Fijor pisze:

    Skom­pli­ko­wane są inte­resy tych przed­sta­wi­cieli Kościoła, któ­rzy patrzą na poli­tykę oczami wła­snych korzy­ści. Widzą wtedy, że dobry poli­tyk, to taki poli­tyk, który Im daje. I dla­tego wyba­czą mu nawet sprze­nie­wie­rze­nie się nauce Kościoła, byleby tylko dostać od wła­dzy coś, byleby być doce­nio­nym. Wtedy ci poli­tycy, któ­rzy nie dają stają się wro­gami Kościoła, wiary i ich się publicz­nie nie lubi. Ubo­le­wam nad tym, bom kato­lik, ale coż począć. Ludzie bywają słabi, nie­za­leż­nie od tego, czy cho­dzą w spodniach, w spód­nia­cach czy w sutannach.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*