Wilki i misjonarze

Gdyby nasi poli­tycy wal­czyli o auto­strady rów­nie ener­gicz­nie co o media, Niemcy mogliby nam pozaz­dro­ścić dróg. Nikt jed­nak nie ma wąt­pli­wo­ści, że poli­ty­kom nie cho­dzi wcale o dobro mediów, czy tym samym dobro ich odbior­ców, lecz o zagar­nię­cie tuby pro­pa­gan­do­wej, przy pomocy któ­rej kształ­to­wać będą mogli poglądy oby­wa­teli zgod­nie z linią zwy­cię­skiej par­tii. Czy wobec tego nie nale­ża­łoby zakwe­stio­no­wać prawa rządu do spra­wo­wa­nia wła­dzy nad mediami?

Stan lękowy

Jedy­nym powo­dem, dla któ­rego media publiczne są w rękach pań­stwa jest wmó­wie­nie oby­wa­te­lom, że tak musi być.
Mil­ton Fried­man nazywa taką postawę Tyra­nią Sta­tus Quo, inny znany ame­ry­kań­ski eko­no­mi­sta, Ste­ven E. Lands­burg, Sofi­zma­tem Dziadka. W obu wypad­kach cho­dzi o zbiór zasad, które trak­tuje się je jako uza­sad­nione moral­nie, a nawet inte­lek­tu­al­nie tylko dla­tego, że ist­nieją już od dłuż­szego czasu. Innymi słowy, głu­pota, nie­go­dzi­wość czy nie­spra­wie­dli­wość utrwa­lane przez jakiś czas stają się w końcu prze­ja­wem roz­trop­no­ści. Co gor­sza, wszel­kie próby zakwe­stio­no­wa­nia takiego stanu rze­czy upa­dają pod cię­ża­rem argu­mentu: „Tego nie wolno nam zmie­niać, bo to się już przy­jęło”. Wybitny psy­cho­log, Antoni Kępiń­ski tłu­ma­czy tę zasadę ist­nie­niem odru­chów (instynktu?), któ­rych zmiana wiążę się z powsta­niem sytu­acji lęko­wych. Innymi słowy, czło­wiek nie lubi zmian, bo się ich boi. Nawet jeśli są one dla niego korzystne. Wyko­rzy­stują to trzy pod­sta­wowe grupy spo­łeczne: poli­tycy, inte­lek­tu­ali­ści i przed­sta­wi­ciele mediów, które na sta­tus quo i towa­rzy­szą­cych mu przy­wi­le­jach korzy­stają naj­wię­cej. Wystar­czy próba zakwe­stio­no­wa­nia któ­re­goś z absur­dów, by wyto­czyli arse­nał fał­szy­wych uza­sad­nień. Dla­tego tak nam trudno wyzbyć się przy­zwy­cza­jeń z poprzed­niej epoki, a ponie­waż nasza poprzed­nia epoka była naj­gor­szą z moż­li­wych, cią­gle drę­czy nas jej widmo. Pod tym wzglę­dem jeste­śmy w znacz­nie gor­szej sytu­acji niż taka Fran­cja, czy nawet Niemcy, które poprzed­nie epoki mieli cał­kiem przyzwoite.

Podwójny stan­dard

Sofi­zmat Dziadka w całej swej oka­za­ło­ści uka­zuje trwa­jąca od dłuż­szego czasu dys­ku­sja nt. kształtu mediów publicz­nych. Zało­żono w niej, że pewne media muszą być publiczne, bo tak się przy­jęło i na tej absur­dal­nej pod­sta­wie buduje się ustawę, która ma ten sofi­zmat regu­lo­wać. W cza­sie debaty n.t. ustawy medial­nej poru­szano wszyst­kie moż­liwe tematy, zapo­mi­na­jąc o naj­waż­niej­szym, a mia­no­wi­cie że rolą pań­stwa nie jest robie­nie pro­gra­mów tele­wi­zyj­nych, lecz budo­wa­nie dróg, kana­li­za­cji, two­rze­nie i pil­no­wa­nie porządku praw­nego, obrona gra­nic, pro­wa­dze­nie poczty, kolei i tym podobne dzia­ła­nia, z któ­rymi rząd nie radzi sobie od dawna. Dzia­łal­ność publiczna – jak sama nazwa wska­zuje — ma słu­żyć dobru powszech­nemu, a nie inte­re­som garstki twór­ców, dzien­ni­ka­rzy i poli­ty­ków. Bo de facto to są jedyne grupy, które na pań­stwo­wym zarzą­dzie mediami korzy­stają. Naj­gor­sze jest to, że nie pono­szą z tego tytułu żad­nej odpo­wie­dzial­no­ści; nie inwe­stują, nie ryzy­kują, nie muszą się nawet sta­rać o poziom oglą­dal­no­ści czy słu­chal­no­ści. Korzy­stają bez­kar­nie z pie­nię­dzy podat­nika, któ­rych bra­kuje na inne, znacz­nie waż­niej­sze i pil­niej­sze cele.
Sta­tus quo w odnie­sie­niu do mediów opiera się na prze­ko­na­niu, że media mają nieść jakąś misję i tylko media pań­stwowe to potra­fią. Załóżmy, że tak jest, że pań­stwo w mediach kie­ruje się misją. Jeśli tak, to skąd rząd wie, jaka to misja i w jaki spo­sób ma ją peł­nić? Dora­dzają mu w tym ludzie mądrzy, pro­fe­so­ro­wie, auto­ry­tety? A które auto­ry­tety? Pro­fe­sor Bugaj? Nie­sio­łow­ski? Legutko? Koła­kow­ski? Czy może Nowak (Jerzy Robert)? Każda z tych osób jest pro­fe­so­rem uni­wer­sy­tetu, każda ma auto­ry­tet i każda inne poglądy, na doda­tek zmie­nia­jące się w cza­sie. Sta­tus decy­denta w kwe­stii misji uzy­skują oni (lub nie) w zależ­no­ści od tego, która par­tia w danej kaden­cji spra­wuje wła­dzę. Więc w osta­tecz­no­ści to nie auto­ry­tety, lecz poli­tycy będą nam dobie­rać rodzaj misji, jakiej w danej kaden­cji pod­po­rząd­ko­wany będzie pro­gram radiowy czy tele­wi­zyjny. Dobiorą ją w taki spo­sób, jaki pasuje im, a nie nam.
Czy to nie dziwne, że w sys­te­mie demo­kra­tycz­nym, gdzie więk­szość decy­duje o wybo­rze poli­tyka, ta sama więk­szość nie może zde­cy­do­wać o wybo­rze i kształ­cie pro­gramu, który chce oglą­dać lub słu­chać?
To podwójny stan­dard. Prze­cież głos przy urnie jest rów­nie ważny, co głos oddany za pomocą pilota czy pokrę­tła poten­cjo­me­tru. Przy czym wolny wybór mediów ma tę zaletę, że nie pod­lega dyk­ta­tu­rze par­tii czy jej lidera, uczy samo­dziel­no­ści, jest tań­szy i bar­dziej obiek­tywny. Do robie­nia pro­gramu medial­nego wystar­czą zawo­dowi, kon­ku­ru­jący ze sobą o widza czy słu­cha­cza pro­du­cenci i pro­fe­sjo­na­li­ści od mediów. I tej obiek­tyw­no­ści i kon­ku­ren­cji boją się poli­tycy i dzien­ni­ka­rze naj­bar­dziej. Dobrze wie­dzą, że media obiek­tywne i publiczne, nie mogą rów­no­cze­śnie słu­żyć inte­re­som poli­ty­ków i dobru słu­cha­czy (widzów).

Wilk w skó­rze misjonarza

Teza o wyjąt­ko­wej roli mediów pań­stwo­wych nie trzyma się żad­nej kupy. Podob­nie, jak zało­że­nie, że pod nie­obec­ność misji ludzie oglą­dać (słu­chać) będą por­no­gra­fię i inny chłam, gdyż sta­cje komer­cyjne nasta­wione są na zyski z reklam. Jeśli nawet część mediów komer­cyj­nych, pry­wat­nych utrzy­muje się wyłącz­nie z pie­nię­dzy rekla­mo­daw­ców, nie są to pie­nią­dze rzu­cane w kanał. Żaden sza­nu­jący się rekla­mo­dawca nie zary­zy­kuje swo­ich pie­nię­dzy dla sta­cji o wąt­pli­wej repu­ta­cji. Naj­pierw przy­gląda się jej pro­gra­mowi, potem bada reak­cje jej widzów, a dopiero potem wyj­muje kasę i płaci. Pod­mio­tem tego pro­cesu jest widz (słu­chacz), a nie wła­ści­ciele sta­cji czy rekla­mu­jący się na niej pro­du­cenci. Z tego powodu media komer­cyjne są znacz­nie bar­dziej obiek­tywne, niż media pań­stwowe, gdzie o kształ­cie pro­gramu decy­duje poli­tyk. Utrzy­my­wa­nie przez tych ostat­nich, że – pod nie­obec­ność mediów pań­stwo­wych — widzo­wie ogra­ni­czą się do bez­war­to­ścio­wej papki świad­czy o braku sza­cunku dla tych ostat­nich i igno­ran­cji decy­den­tów.
Nie bez zna­cze­nia jest koszt tele­wi­zji pań­stwo­wej. Sta­cje pry­watne, w prze­ci­wień­stwie do pań­stwo­wych, nie tylko nie wyma­gają anga­żo­wa­nia budżetu czy podat­ków, są więc tań­sze, a dzięki ist­nie­niu kon­ku­ren­cji, także bar­dziej pro­fe­sjo­nalne i gospo­dar­niej­sze. Na straży takiego ich cha­rak­teru — czyli wła­śnie MISJI – stoi rachu­nek eko­no­miczny. Jeśli sprze­nie­wie­rzą się zasa­dom wyzna­wa­nym przez swych widzów, stracą pie­nią­dze i prze­staną ist­nieć. Poli­tycy, któ­rzy kie­rują się raczej inte­re­sem wła­snym, takiego ryzyka nie pono­szą.
I dla­tego ist­nieje cała masa świet­nych, ambit­nych, misyj­nych pro­gra­mów pro­du­ko­wa­nych przez sta­cje pry­watne, że wymie­nię tylko te bar­dziej znane: Disco­very, Ani­mal Pla­net, A&E, ESPN, Time War­ner czy History Chan­nel. Jeśli nie odpo­wiada komuś CNN, może prze­łą­czyć się na Fox News, DW albo Euro News. Powstają też dobre pol­skie kanały komer­cyjne. To widz uczy­nił je popu­lar­nymi i zamoż­nymi. Zro­bił to w zamian za wolny wybór, za który płaci, albo powstrzy­muje się od pła­ce­nia. Przy całym mono­po­li­stycz­nym cha­rak­te­rze pań­stwa odda­wa­nie poli­tyki medial­nej w ręce poli­ty­ków jest niczym zatrud­nia­nie wil­ków do pil­no­wa­nia owiec. Tym groź­niej­sze, że jak świad­czą ostat­nio opu­bli­ko­wane dane, aż 75 pro­cent Pola­ków wie­dzę o ota­cza­ją­cym ich świe­cie czer­pie z pro­gra­mów tele­wi­zyj­nych dostar­cza­nych im wła­śnie przez te.…wilki.

Jan M. Fijor
”” 2008-08-04

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 6

  1. ZQW pisze:

    Wszystko faj­nie , tylko dla­czego twier­dzi Pan , ze pan­stwo powinno zaj­mo­wac sie pro­wa­dze­niem uslug pocz­to­wych ???
    U naszych zachod­nich sasia­dow Deut­sche Post jest spo­lka giel­dowa i wla­snie pozbywa sie ostat­nich pla­co­wek ( prze­ka­zuje je ajentom ).

  2. magg pisze:

    Faj­nie że p. coś napi­sał bo dawno nic nie było zga­dzam się w 100%
    Pozdrawiam

  3. danny pisze:

    cyt.:„W cza­sie debaty n.t. ustawy medial­nej poru­szano wszyst­kie moż­liwe tematy, zapo­mi­na­jąc o naj­waż­niej­szym, a mia­no­wi­cie że rolą pań­stwa nie jest robie­nie pro­gra­mów tele­wi­zyj­nych, lecz budo­wa­nie dróg, kana­li­za­cji, two­rze­nie i pil­no­wa­nie porządku praw­nego, obrona gra­nic, pro­wa­dze­nie poczty, kolei i tym podobne dzia­ła­nia, z któ­rymi rząd nie radzi sobie od dawna”.

    Panie Fijor, dla­czego Pan uważa, że Pań­stwo powinno zaj­mo­wać się pro­wa­dze­niem poczty czy kolei? Prze­cież to pań­stwowe molo­chy o skali mar­no­tra­stwa nie mniej­szej niż TVP, którą pan słusz­nie chce sprywatyzować?

    pozdra­wiam

  4. JM Fijor pisze:

    Pań­stwo nie powinno sie zaj­mo­wac niczym innym poza tym, zeby ludzie żyli bez­piecz­nie i funk­cjo­no­wało prawo. To prawda. Ale to jest pro­gram mak­si­mum. Ja bym chciał coś zmie­nić już teraz, więc idę na kom­pro­mis z ludem, który mimo wszystko uważa, że drogi i poczta muszą być pań­stwowe. To co ja naprawdę myślę n.t. dzia­łal­no­ści pań­stwa w sfe­rze gospo­dar­czej poka­za­łem w swo­ich tek­stach wie­lo­krot­nie, nie muszę chyba za każ­dym razem wyjaśniać.

    Ukłony
    Jan M Fijor

  5. pm pisze:

    To, że poczta musi być pań­stwowa, po ostat­nich doświad­cze­niach ze straj­kami, myślą już chyba tylko pocz­towcy i poli­tycy. Lud już chyba zauwa­żył, że więk­szość punk­tu­al­nie docho­dzą­cych prze­sy­łek jest prze­sy­ła­nych przez innych ope­ra­to­rów — więc się da…

  6. Jan M. Fijor pisze:

    Jakich innych? Nie ma innych, chyba ze po 200 zlo­tych za list. Za to wyzywi sie na poczcie chmara nie­ro­bow i drani z pore­cze­nia poar­tyj­nego. Uklony Jan M Fijor

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*