Wprost recenzja

Tygo­dnik „Wprost”, co prawda nie bez­po­śred­nio, chęt­nie jed­nak okre­śla się pismem libe­ral­nym, przy­naj­mniej libe­ral­nym w gospo­darce, a jesz­cze chęt­niej za takie chce ucho­dzić w oczach Czy­tel­ni­ków.
Kłóci się to nieco z prag­ma­tyką gazety, która spra­wia, że „Wprost” ma wyłącz­nie pro­cesy prze­ciwko przed­się­bior­com, któ­rzy wraz ze „służ­bami” są dla pisma wino­waj­cami całego zła w Pol­sce. Z poli­ty­kami radzi sobie dobrze. Nie udało się nawet wznie­cić mojego kon­fliktu z Wło­dzi­mie­rzem Cimo­sze­wi­czem, a sprawa o „znie­sła­wie­nie” pisma przez b. kan­dy­data na pre­zy­denta roze­szła się po kościach.
Przy­kła­dem „wpro­sto­wego” libe­ra­li­zmu jest obecna zmiana frontu na pro­lu­stra­cyjny i przej­ście na pozy­cje sojusz­ni­cze z PiS, rzecz jasna przy rów­no­cze­snej kry­tyce przed­się­bior­ców, a nawet takich zwo­len­ni­ków kapi­ta­li­zmu jak prof. Prof. Bal­ce­ro­wicz i Winiecki.
Od 5 mie­sięcy, a więc od uka­za­nia się „Jak zosta­łem milio­ne­rem” leży w szu­fla­dzie kie­row­nika działu „biz­ne­so­wego” mini recen­zja wspo­mnia­nej książki. Mimo iż w cza­sie kiedy książka powsta­wała, kiedy się uka­zała, byłem współ­pra­cow­ni­kiem „Wprost”, mimo iż ojcem chrzest­nym książki, dzięki któ­remu w ogóle ją napi­sa­łem, był Jan Piń­ski, jeden z czo­ło­wych dzien­ni­ka­rzy gazety, a przede wszyst­kim pomimo tego, iż książka ma wła­śnie cha­rak­ter libe­ral­nej roz­prawy z joj­cze­niem o socjal i innymi pomy­słami cięż­kiej lewicy rze­komo kry­ty­ko­wa­nymi przez „Wprost”, naj­pierw redak­tor Piotr Gabriel, który „stra­cił więź z pismem i Czy­tel­ni­kami”, a obec­nie Sta­ni­sław Janecki, który nigdy takiej więzi nie stwo­rzył, zaka­zali publi­ka­cji recen­zji (Dla­czego? Bo nie!), dopi­su­jąc się do grona wszyst­kich tych tytu­łów pol­skich pism, w któ­rych recen­zja „Jak zosta­łem milio­ne­rem” – jak też każ­dej innej książki wydaw­nic­twa Fijorr Publi­shing — nie może się uka­zać ze wzglę­dów pryn­cy­pial­nych. Nawet Mises, de Soto, Bastiat, Roth­bard czy Sowell są dla pol­skiej prasy zagro­że­niem jej popu­li­stycz­nych korzeni.
Oto wspo­mniana (pry­watna) recen­zja książki, pióra Jana Pińskiego:

Jak zostać milionerem

Dla­czego jedni mają, a dru­dzy nie mogą zwią­zać końca z koń­cem? – na to pyta­nie stara się odpo­wie­dzieć w auto­bio­gra­ficz­nej książce „Jak zosta­łem milio­ne­rem” nasz redak­cyjny kolega Jan M. Fijor. O ile auto­rzy popu­lar­nych na Zacho­dzie pod­ręcz­ni­ków dora­dza­ją­cych „jak się wzbo­ga­cić” zwy­kle doro­bili się na ich pisa­niu, o tyle Fijor, publi­cy­stykę trak­tuje jako hobby, a praw­dziwe pie­nią­dze zaro­bił na han­dlu nie­ru­cho­mo­ściami w USA. Książka mimo, że napi­sana w lek­kim stylu, prze­pla­tana aneg­do­tami jest tak naprawdę pod­ręcz­ni­kiem wyja­śnia­ją­cym dzia­ła­nie gospo­darki. „Nie ten szewc będzie bogaty, który chce być, ale ten który robi dobre buty – prze­ko­nuje autor. Fijor nie tylko poka­zuje jak boga­cić się w kapi­ta­li­zmie, ale także kom­pro­mi­tuje socja­li­styczne idee, poka­zu­jąc w jaki spo­sób przed­się­bior­cza jed­nostka może adap­to­wać się do życia cho­rym eko­no­micz­nym sys­te­mie jakim była PRL. Hit! (Jan Piński)

Jan M. Fijor
„Rróżne” 2007-05-25

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 12

  1. Jan M Fijor pisze:

    Od Wydawcy:

    W ciągu 5 lat dzia­łal­no­ści wydaw­ni­czej Fijorr Publi­shing, nie licząc wier­nego i zawsze życz­li­wego Naj­wyż­szego czasu, uka­zała sie. w main­stre­amo­wej pra­sie pol­skiej tylko jedna recen­zja książki wyda­nej przez nas. Cho­dzi o bio­gra­fię miliar­dera, Feliksa Zand­mana, zaty­tu­ło­waną „Nigdy nie gaśnie nadzieja”, jaka — po wiel­kich tru­dach, bo Zand­man jest wpraw­dzie Żydem, ale pro­ka­pi­ta­li­stycz­nym — uka­zała się w „Gze­cie Wybor­czej” dzięki auto­ry­te­towi Witolda Gadom­skiego. „Wprost” zamiesz­czał wpraw­dzie kilka mini recen­zji ksią­żek Fijorr, ale robił to raczej w celach prze­śmiew­czych niż na serio. Nie żalę się, choć mówimy prze­cież o kilku arcy­dzie­łach myśli ekonomicznej.

    Ukłony
    Jan M Fijor

  2. Jan Piński pisze:

    Przy­kro mi, że muszę to napi­sać publicz­nie, ale napi­sa­łeś Janku nie­prawdę. Nie­znane mi są powody dla któ­rych wspo­mniana recen­zja się nie uka­zała, ale Twoje kon­klu­zje są sprzeczne z faktami.

    Po pierw­sze: tygo­dnik „Wprost” nie ma żad­nych spo­rów sądo­wych z przed­się­bior­cami, któ­rych jak suge­ru­jesz gnę­bimy. Podaj cho­ciaż jeden przy­kład takiego sporu. Nie ma w Pol­sce gazety (o sprze­daży powy­żej 100 tys. sztuk), która wal­czy­łaby kon­se­kwent­niej niż Wprost o obni­ża­nie i uprosz­cza­nie podat­ków, tak więc „Wprost” nie pozuje na libe­ralne pismo, tylko takie jest. Nie­zgodna z pra­wem dzia­łal­ność taj­nych służb rze­czy­wi­ście jest opi­sy­wana czę­sto na naszych łamach, ale na pewno nie bar­dziej niż np. w Naj­wyż­szym Cza­sie (tam piszą ogól­nie, my sta­ramy się poda­wać kon­kretne przy­kłady nie­pra­wi­dło­wo­ści).
    Wprost nie zmie­nił frontu na pro­lu­stra­cyjny ostat­nio, gdyż odkąd pra­cuje w tej gaze­cie (2001 r.) zawsze była pro­lu­stra­cyjna.
    Szo­kuje mnie nazy­wa­nie przez Cie­bie prof. Bal­ce­ro­wi­cza zwo­len­ni­kiem socja­li­zmu. Przy całym sza­cunku dla jego doko­nań żaden kapitalista-liberał (a tak bywał okre­ślany prof. Bal­ce­ro­wicz) nie „schła­dzałby” gospo­darki, gdyż jak dobrze wiesz my kapi­ta­li­ści uwa­żamy, że pań­stwo nie powinno trzy­mać łapy z dala od gospo­darki.
    Jesz­cze bar­dziej zszo­ko­wała mnie Twoje stwier­dze­nie, że kry­ty­ku­jemy prof.Winieckiego. Zapewne masz na myśli to, że w jed­nej z ostat­nich publi­ka­cji przy­po­mnie­li­śmy jego opi­nie z lat 70, a także sprze­daż jego ksią­żek na Zacho­dzie w latach współ­cze­snych. Tym­cza­sem z Two­jej wypo­wie­dzi, można byłoby wysnuć wnio­sek, że kry­ty­ku­jemy go za pro­ka­pi­ta­li­styczne wypo­wie­dzie czy teksty.

  3. Jan M Fijor pisze:

    Bije sie w piersi, wwoim komen­ta­rzem wyla­lem kie­lich gory­czy na bogu ducha win­nego ‚red. Cie­le­mec­kiego (szefa dzialu biz­ne­so­wego Wprost), ktory kazda moja publi­ka­cje przyj­mo­wal z zycz­li­wo­scia i uwaga. Prze­pra­szam!
    Co do uwag red. Jana Pin­skiego, bar­dzo zdol­nego i zadzior­nego dzien­ni­ka­rza, to prze­ciez on sam bez­li­to­snie loil spo­lke J and S, czy Bar­tim­pex, za co te mu wyta­czaly kolejne powodz­twa sadowe. Byc moze moty­wa­cja do takich ata­kow byla nie­chec wobec sluzb spe­cjal­nych, ale dla mnie ata­ko­wa­nie biz­nesu za to, ze dopa­so­wuje sie do wyma­gan obo­wia­zu­ja­cego sys­temu prawa, do srod­kow libe­ral­nych nie nalezy. Tym bar­dziej, gdy wla­sci­wie nie wia­domo, kto tu slu­zba spe­cjalna jest a kto nie jest.
    Atak na prof. Winiec­kim ata­kiem nie byl. Rozu­miem. Wprost napi­salo o nim wylacz­nie w tro­sce o prawde histo­ryczna lat 70. Pro­po­nuje zatem opi­sac inne postaci, moze nawet z samej redak­cji Wprost i ich dzia­la­nia w ;latach 1970. Mysle, ze bylby to row­no­cze­snie suk­ces czy­tel­ni­czy.
    Pozdra­wiam
    Jan M Fijor

  4. Jan M Fijor pisze:

    Zapo­mnia­lem dodac o prof. Bal­ce­ro­wi­czu. Otoz, na samym poczatku mojego stazu we Wprost napi­sa­lem tekst o ban­kach cen­tral­nych i ich szko­dli­wym wply­wie na gospo­darke. Wysmiano mnie wrecz od czci i wiary. Skad nagle teraz atak na Leszka Bal­ce­ro­wi­cza za to, ze schla­dzal infla­cje? Pryn­cy­pial­nosc i prag­ma­tyka zmie­niala sie w tygnd­niku w zale­zno­sci od bio­ryt­mow kie­row­nic­twa. Choc musze przy­znac, ze w sfe­rze podat­ko­wej bylo ono kon­se­kwentne. Nie bylo nato­miast zgody co do wydat­kow, a podatki wla­snie od nich zaleza. Stad do libe­ra­li­zmu jed­nak droga daleka.
    Jan M Fijor

  5. Jan Piński pisze:

    Zupeł­nie nie rozu­miem tre­ści Two­ich postów Janku. Prof. Bal­ce­ro­wi­cza sam — zupeł­nie słusz­nie — wie­lo­krot­nie u nas w red­ka­cji nazy­wa­łeś key­ni­sti­stą. Za to wła­śnie go kry­ty­ko­wa­li­śmy, a nie za „schła­dza­nie infla­cji”. Prof. Bal­ce­ro­wicz „schła­dzał gospo­darkę”, a nie infla­cję. Libe­ralni eko­no­mi­ści usu­wają pań­stwo z gospo­darki, a nie sta­rają się coś schła­dzać czy podgrzewać.

    Nie masz rów­nież racji, że „bez­li­to­śnie łoili­śmy spółkę J&S”. Otóż łoili­śmy kon­tro­lo­wane przez pań­stwo spółki PKN Orlen, Rafi­ne­ria Gdań­ska (Grupa Lotos) i PERN, za nie­przej­rzy­sty, wręcz zachę­ca­jący do korup­cji spo­sób doko­ny­wa­nia zaku­pów ropy. Wyżej wymie­nione spółki, ani ich mene­dże­ro­wie nigdy nie odnie­śli się do sta­wia­nych przez naz zarzu­tów. A pozwy spółki J&S? No, cóż, uderz w stół, a nożyce się odezwę…W każ­dym razie jed­nym z ich agr­gu­men­tów w pro­ce­sie jest to, że cena po któ­rej rafi­ne­rie kupują ropę nie wpływa na cenę paliwa, a więc nie mogą przepałać…

    Co do Bar­tim­peksu, to zupełne pudło. Żad­nych pro­ce­sów nigdy nie mie­li­śmy. Tak więc wyla­łeś kie­li­chy gory­czy nie tylka na red. Cielemęckiego…

  6. Jan M. Fijor pisze:

    Jasiu, Nigdy nie uwa­za­lem, ze Bal­ce­ro­wicz jest key­ne­si­sta, lecz mone­ta­ry­sta, jak Mil­ton Fried­man. Gospo­darki nie mozna schla­dzac. Mozna schla­dzac poli­tyke mone­tarna, podaz pie­nia­dza i kre­dytu, ktore nb. wply­waja na gospo­darke. Jesli godzisz sie na ist­nie­nie banku cen­tral­nego, to musisz to akcep­to­wac. Nie mam pre­ten­sji do nikogo, ze woli pan­stwo od biz­nes­me­now. To zreszta nie jest prze­step­stwo, lecz brak roz­trop­no­sci. Nato­miast dla ludzi mediow taka postawa jest korzystna; main stream media kar­mia sie tymi samymi tre­sciami, co apa­rat uci­sku. Jakie to tre­sci, kazdy wie: Socja­lizm i Piesc (w skro­cie SiP, czy odwrot­nie, juz nie pamie­tam). Pozdra­wiam Jan M Fijor

  7. Jan Piński pisze:

    Tak nawia­sem mówiąc Janku, czy nadal pra­cu­jesz dla „Zwier­cia­dła” — gazety nale­żą­cej do żony jed­nego z wła­ści­cieli J&S?

  8. Jan M. Fijor pisze:

    Ja zawsze pra­cuje dla sie­bie, ewen­tu­al­nie dla jakiejs sprawy, ktora jest mi bli­ska. W przy­padku Zwier­cia­dla pro­pa­guje tema­tyke finan­sow oso­bi­stych. Nic innego. czolko Jm Fijor

  9. Mirosław Cielemęcki pisze:

    Jasiu, nie chcia­łem komen­to­wac publicz­nie two­jego co naj­mniej dziw­nego tek­stu. Jed­nak wywo­ła­łaś mnie do odpo­wie­dzi, a więc masz. Nie jest prawdą, że nie uka­zy­wały się u nas recen­zje two­jego wydaw­nic­twa. Recen­zo­wa­li­śmy każdą, dosłow­nie, książkę. Powiem ci szcze­rze, że żadna z nich tak naprawdę nie zasłu­giwła na recen­zję — ale nie z powodu mery­to­rycz­nych zawar­to­ści, lecz z powodu skan­da­licz­nie niskiego poziomu wydaw­ni­czego. Takiej liczby błę­dów skła­dnio­wych itp., a nawet orto­gra­ficz­nych trudno jest zna­leżć w książ­ka­cvh, które uka­zują się na naszym rynku, w takich choćby wydaw­nic­twach jak Rebis lub Helion. Ty, zapewne ze zna­nych u cie­bie wzglę­dów oszczęd­no­ścio­wych, chyba zmni­ni­ma­li­zo­wa­łeś wydatki na korektę i redak­cję (a może nawet zupeł­nie je wyeli­mi­no­wa­łeś). Dopusz­cza­łem recen­zje do druku tylko dla­tego, że auto­rami ksią­żek byli zacni auto­rzy, jak Mie­ses, Rot­barth, de Soto (Jasiu masz szczę­ście, że oni, przy­naj­mniej ci, któ­rzy żyją, ani ich wydawcy z pra­wami do dal­szego druku, nie wie­dzą, jakiej doko­ny­wa­les w tych tek­stach masa­kry języ­ko­wej). Jesz­cze raz powta­rzam, puści­łem recen­zje ich ksią­żek do druku, dla­tego, że wbrew twoim insy­nu­acjom, jeste­śmy pismem libe­ral­nym i uwa­żam, że pol­scy czy­tel­nicy powinni mieć dostęp do libe­ral­nej lite­ra­tury (nawet w tak mar­nych prze­kła­dach, jakie ty gwa­ran­tu­jesz).
    Co do ostat­niej recen­zji… Chcesz szcze­ro­ści, to ją masz. Recen­zja nie poszła do druku głów­nie dla­tego, że książka pod wzglę­dem języ­ko­wym jest tylko tro­chę lep­sza od wydań poprzed­nich ksią­żek two­jego wydaw­nic­twa. Kry­te­rium, które zasto­so­wa­li­śmy pusz­cza­jąc poprzed­nie recen­zje nie zasto­so­wa­li­śmy tym razem dla­tego, że, przy całym dla cie­bie sza­cunku, nie jesteś jed­nak ani Mie­se­sem, ani Roth­bar­tem, ani de Soto. Pol­ski czy­tel­nik naprawdę nie zubo­żeje bez tej two­jej ostat­niej książki. Prze­ko­na­łem się do tego osta­tecz­nie, gdy dowie­dzia­łem się, że wystą­pi­łeś (jako milio­ner) w audy­cji tele­wi­zyj­nej pew­nego dzien­ni­kar­skiego mon­strum, które zasły­nęło przede wszyst­kim jako pierw­sza pla­go­atorka zarówno III jak i IV RP.
    A’propos naszej walki z przed­się­bior­cami. Jasiu, prze­cież wiesz, że twoje oskar­że­nie jest bzdurą. Wal­czymy tylko z kil­koma tzw. przed­się­bior­cami, któ­rzy naj­le­piej czują się nie na rynku kapi­ta­li­stycz­nym, lecz eta­ty­stycz­nym — i na nim osią­gają swoje suk­cesy.
    Jeśli cho­dzi o Cimo­sze­wi­cza, to przy­pad­kiem nie powiedz — Niech rzucą kamie­niem ci, któ­rzy s ą nie­winni. Bo mam wra­że­nie, że dostał­byś kamie­niem wyrzu­co­nym przez cie­bie. A zbyt bar­dzo cie lubie, żebym musiał oglą­dać krew na two­jej gło­wie.
    Jasiu, mam nadzieję, że nadal pozo­sta­niemy przy­ja­ciółmi. Ale musisz pamię­tać, że kto pió­rem wojuje (czę­sto zbyt sar­macko), ten może od tego pióra zginąć.

  10. Jan M. Fijor pisze:

    Bledy zda­rzaja sie, wla­snie z powodu oszczed­no­sci. Prze­pra­sza­lem za nie od pierw­szych pozy­cji. Cza­sem jed­nak blad jest mniej­szym zlem niz igno­ran­cja, dla­tego mimo ostrej kry­tyki z Two­jej strony, nie prze­sta­wa­lem wyda­wac. Pozdra­wiam Jan M Fijor P.S. Chcial­bym jed­nak zebys mi wska­zal jakis istotny blad w Tajem­nicy kapi­talu (de Soto), czy w wiek­szo­sci wyda­nych przez nas ksia­zek Misesa czy Roth­barda. Szkoda, ze dostrze­gles w mej pracy tylko taki aspekt.

  11. Hen pisze:

    Pan z Cie­lecki nie czy­tal chyba ksiazki Fijora, bo by takich bzdur nie pisal. Tak zywo napi­sa­nej i tak pozy­tecz­nej ksiazki dawno nie czy­ta­lam. Szkoda,ze redak­tor Wprost tego nie widzi.

  12. Ja się też wsta­wię za książką Janka! Od początku, gdy prze­czy­ta­łem ją, zapra­gną­łem poznać Janka oso­bi­ście i to się udało, a zapew­niam, że nie było odwrot­nie! Błędy skła­dniowe mam w głę­bo­kim powa­ża­niu. Jestem inży­nie­rem, nie polo­ni­stą. I szcze­rze mówiąc, inte­re­suje mnie bar­dziej meri­tum i kon­kret niż piękne słowa. Jak będę chciał pięk­nej pol­sz­czy­zny, to sobie Miło­sza poczy­tam, a nie książkę eko­no­miczną. Te zaś czy­tam z powo­dów zupeł­nie innych niż jakość języka.
    Jak to powie­dział pewien rodo­wity Anglik, gdy kale­czy­łem ten język jesz­cze bar­dziej niż dziś: „this is not mat­ter of lan­gu­age, this is mat­ter of commucation”.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts