Wracają lata 1930

Pod­de­ner­wo­wa­nie na ryn­kach kapi­ta­ło­wych, gospo­darka pijana kre­dy­tem i poli­tycy doma­ga­jący się róż­nych form dyk­ta­tury: brzmi zna­jomo! Przy­po­mnijmy, że przez jakieś 10 lat świat sza­lał, zanim w 1929 roku zda­rzył się krach na gieł­dzie, który zawdzię­czamy Rezer­wie Federalnej.

Kra­chowi towa­rzy­szył upa­dek resz­tek ide­olo­gii libe­ral­nej, któ­rej fun­da­men­tem było twier­dze­nie, że aby spo­łe­czeń­stwo i gospo­darka doznały pro­spe­rity, to rząd powi­nien zosta­wić je w spo­koju. Po nadej­ściu wiel­kiego kry­zysu, w Sta­nach Zjed­no­czo­nych i Euro­pie zapa­no­wało powszechne prze­ko­na­nie, że wol­ność nie zdaje egza­minu. Ludziom potrzeba sil­nych przy­wód­ców, któ­rzy kie­ro­wa­liby gospo­darką i społeczeństwem.

Ubó­stwiano ich. Na dru­giej pół­kuli mie­li­śmy Sta­lina, Hitlera i Mus­so­li­niego, ale w USA nie było o wiele lepiej. Tu rzą­dził Fran­klin D. Roose­velt, któ­remu wyda­wało się, że będzie w sta­nie doko­nać cudu, usta­lić odpo­wied­nie ceny i roz­pę­dzić gospo­darkę. Oczy­wi­ście uży­wał sta­rych sztu­czek: dru­ko­wał pie­nią­dze i zastra­szał ludzi bro­nią. Był to stary despo­tyzm, tylko że prze­brany w pseu­do­nau­kowe szaty.

Dopiero po woj­nie sprawy wró­ciły do normy. Ci „wielcy ludzie” histo­rii w końcu ode­szli, ale spójrzmy, co po sobie zosta­wili: pań­stwo dobro­bytu, sys­tem ban­kowy sprzy­ja­jący infla­cji, wyso­kie podatki, ogromne długi, kon­trolę gospo­darki i reżim inge­ru­jący, gdy tylko pojawi się naj­mniej­szy nawet kło­potu. Udało im się doko­nać prze­łomu, nawet jeśli ich absur­dalne dzia­ła­nia stały się póź­niej niemodne.

Dziw­nie się czuję wra­ca­jąc do tych lat i czy­ta­jąc opi­nie z tam­tych cza­sów. Wygląda to tak, jakby ludzie sta­nęli przed wybo­rem: faszyzm lub socja­lizm, gdyż lese­fe­ryzm z góry odrzu­cono. Ludzie tacy jak Mises czy Hayek musieli zacie­kle wal­czyć o to, by ktoś mógł ich usły­szeć. Było też paru dzien­ni­ka­rzy w Ame­ryce, któ­rzy rozu­mieli sytu­ację, ale było ich za mało i byli rozproszeni.

Jakie jest więc wytłu­ma­cze­nie dla tego pod­łego okresu w histo­rii ide­olo­gii? Czemu świat osza­lał? Naj­czę­ściej sły­szaną odpo­wie­dzią jest to, że winny był wielki kry­zys. Ludzie cier­pieli i szu­kali odpo­wie­dzi. Zwró­cili się do Dyk­ta­tora, żeby im pomógł. Modne było wtedy cen­tralne pla­no­wa­nie, a znaj­du­jąca się w kry­zy­sie gospo­darka (oczy­wi­ście z winy rządu) dostar­czała racjo­na­li­za­cji dla ich myślenia.

Wszystko to dopro­wa­dziło mnie do nie­zwy­kłego wnio­sku: jeżeli cho­dzi o poli­tykę, nie jeste­śmy dzi­siaj wcale w lep­szej sytu­acji. To prawda, że nie ma wśród ubie­ga­ją­cych się o urząd nie ma dzi­siaj ludzi w śmiesz­nych, woj­sko­wych mun­du­rach. Nie wrzesz­czą w naszą stronę, nie pro­wa­dzą roz­mów przy kominku, nie suge­rują też, że są ucie­le­śnie­niem stanu ducha spo­łe­czeń­stwa. Ton został nie­znacz­nie zmie­niony, ale nuty i rytm są wciąż te same.

Czy sły­sze­li­ście dokład­nie, czym kuszą demo­kraci w pra­wy­bo­rach pre­zy­denc­kich? Ich pro­po­zy­cje są rów­nie obrzy­dliwe jak te z lat 30. Nie mające końca rzą­dowe pro­gramy, które mia­łyby roz­wią­zać wszyst­kie tra­piące nas bolączki. Tak jakby ina­czej nie potra­fili myśleć, jakby ich świa­to­po­gląd miał się zawa­lić, gdyby zauwa­żyli, że rząd nie potrafi nic zro­bić dobrze.

Ale wydaje się też, że oni żyją na jakiejś innej pla­ne­cie. Przed giełdą długi okres spad­ków zanim osią­gnie poziom, który można by nazwać niskim. Opro­cen­to­wane kre­dytu hipo­tecz­nego jest na naj­niż­szym moż­li­wym pozio­mie. Bez­ro­bo­cie wynosi ok. 4%, co nie śniło się nawet sta­rym key­ne­si­stom w ich naj­śmiel­szych snach.

Sek­tor pry­watny doko­nuje na naszych oczach cudu w biały dzień, pomimo dzia­łań rządu, który zawo­dzi na każ­dym kroku. Urzęd­nicy są jak zawsze bez­u­ży­teczni i roz­rzutni, wydatki sza­le­nie wyso­kie, dług osią­gnął nie­bo­tyczny poziom i nie ma Ame­ry­ka­nina, który uwa­żałby, że płaci za niskie podatki.

Tym­cza­sem demo­kraci upie­rają się przy swo­ich śmiesz­nych pro­jek­tach, jakby publiczne szkoły były mode­lem dla całego spo­łe­czeń­stwa. Aha, nie zapo­mi­najmy też o wspa­nia­łym pomy­śle znisz­cze­nia gospo­darki prze­my­sło­wej i dobro­bytu, aby rząd mógł pla­no­wać pogodę na następne sto lat. Miejmy nadzieję, że wciąż jest wystar­cza­jąco dużo poważ­nych ludzi, któ­rym nie spodoba się ten idio­tyczny pomysł.

Ale zanim damy się uwieść demo­kra­tom, powiedzmy parę słów o spra­gnio­nych krwi repu­bli­ka­nach, któ­rzy trak­tują wojnę nie jako coś, nad czym powin­ni­śmy ubo­le­wać, ale jako moralną drogę narodu. Dla nich spra­wie­dli­wość to Guan­ta­namo, a sprawy publiczne ozna­czają nową wojną każ­dego mie­siąca oraz ogromne dota­cje dla prze­my­słu woj­sko­wego i innych przy­ja­znych repu­bli­ka­nom firm, jak na przy­kład wiel­kie kon­cerny far­ma­ceu­tyczne. Oczy­wi­ście, wspo­mi­nają cza­sem też o wol­nej gospo­darce, ale to tylko slo­gan gło­szony w oba­wie przed utratą popar­cia ze strony klasy średniej.

A więc wygląda to tak. Żyjemy w nie­złych cza­sach, ale sto­imy przed wybo­rem pomię­dzy dwoma for­mami cen­tral­nego pla­no­wa­nia. Mamy do czy­nie­nia z róż­nymi zaka­mu­flo­wa­nymi for­mami socja­li­zmu i faszy­zmu, poli­tycy kryją się ze swo­imi ide­olo­gicz­nymi prze­ko­na­niami, żeby­śmy nie odkryli, że mieli oni już swo­ich poprzed­ni­ków w histo­rii eko­no­mii politycznej.

Tutaj wkra­cza Ron Paul, któ­rego prze­sła­nie porwało miliony ludzi. Powta­rza on wciąż, że rząd nie jest roz­wią­za­niem. I cho­ciaż jego kariera poli­tyczna świad­czy o jego ogrom­nym hero­izmie, to nie trak­tuje on swo­jej kan­dy­da­tury jako swo­jej oso­bi­stej ambi­cji. Boha­te­rami jego publicz­nych prze­mó­wień są Bastiat, Hazlitt, Mises, Hayek i Roth­bard. Niech nikt nie twier­dzi, że to tylko reto­ryka. Kto wątpi w jego uczci­wość, niech przyj­rzy się temu, jak gło­so­wał, gdy zasia­dał w Izbie Repre­zen­tan­tów. Nawet „New York Times” dzi­wił się, że w poli­tyce mógł zaist­nieć czło­wiek z zasa­dami, jakim nie­wąt­pli­wie jest Ron Paul.

Zdu­mie­wa­jące jest to, jaka pre­sja jest wywie­rana na tłum, żeby się z nim nie zga­dzał. Nie można prze­ce­nić tego, ile dobrego mu zawdzię­czamy. Daje nam nadzieję, kiedy naj­bar­dziej jej potrze­bu­jemy. Ame­ry­kań­ska gospo­darka może wygląda dobrze z wierz­chu, ale jej fun­da­menty się roz­pa­dają. Dług jest zbyt wysoki, oszczęd­no­ści pra­wie nie ist­nieją, a poziom kre­acji pie­nią­dza zaczyna budzić grozę. Gospo­darka oparta na papie­ro­wym pie­nią­dzu nie może trwać w nie­skoń­czo­ność i trwać nie będzie. Naj­mniej­sza zmiana mogłaby spo­wo­do­wać nie­prze­wi­dy­walną katastrofę.

Co się sta­nie, jeśli się­gniemy dna? Prze­ra­ża­jąca myśl. Będziemy potrze­bo­wać wię­cej rzecz­ni­ków naszej sprawy. Pod wie­loma wzglę­dami na Insty­tu­cie Misesa – który jest wio­dącą insty­tu­cją sto­jącą na straży pokoju i wol­no­ści gospo­dar­czej – spo­czywa ogromny obo­wią­zek. Robimy wszystko, co w naszej mocy, żeby ogień wol­no­ści nigdy nie został uga­szony – na prze­kór legio­nom szar­la­ta­nów. Mimo że dzi­siej­sza poli­tyka jest rów­nie mroczna jak kie­dyś, to na hory­zon­cie można dostrzec światło.

(Redak­cja: Mar­cin Zieliński)

Tłu­ma­cze­nie: Michał Bud­nicki
Lle­we­lyn H. Roc­kwell jr.
„Insty­tut Misesa Pol­ska” 2007-12-20

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 4

  1. Ntl pisze:

    A oto spo­wiedz egzy­sten­cjo­na­li­sty euro­pej­skiego, gdzie wojny sa z natury zlem i to bez wzgledu na kon­text. Wynika to ze ste­chlej men­tal­no­sci pierw­szych liber­ta­ria­now, ze nie ZSRR bylo zagro­ze­niem dla swiata, ale to ze USA pro­wa­dzilo wyscig zbro­jen… Histo­ria ta nie jest zbyt wygodna dla par­tii liber­ta­rian­skiej i wcale nie posa­dzam iz wspol­cze­snie ta par­tia zga­dza sie z prze­szlo­scia. Cho­ciaz teraz znow Ron Paul wyga­duje glup­stwa, jezeli cho­dzi o obecna poli­tyke zagra­niczna USA. Ron Paul, dobry czlo­wiek, ale tak jak Mises’wi tak jak i Hay­kowi bra­kuje pod­staw filo­zo­ficz­nych i dla­tego w dobrej jed­nak wie­rze, wciaz chca zaczy­nac budowe domu do wol­no­ryn­ko­wego dobro­bytu od dachu, a nie od fundamentow.

  2. Jan M. Fijor pisze:

    A pan swoje; Mise­sowi bra­kuje filo­zo­fii? Panie Marku, bo mnie pan zmusi do napi­sa­nia, czego panu bra­kuje. Weso­lycn Swiat Jan M Fijor

  3. ac dc pisze:

    Zga­dzam sie w pełni z NTL Teraz jest prze­ciez w eko­no­mii moda na liberalizm/monetaryzm A kry­tyka boz­ków Hayka Fred­mana to zbrodnia.

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Myli sie pan. Fried­mana kty­kuje szkola austriacka, ktora jest anty­mo­ne­ta­ry­styczna. Piek­nie to przeda­sta­wia Hazlitt w ksiazce zaty­ty­ulo­wa­nej Infla­cja. Pole­cam. Uklony Jan M Fijor

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts