Wspomnienia

Wspo­mnie­nia

Ludwig von Mises
Tłum.: Ste­fan Sękow­ski
War­szawa 2007
ISBN:

Cena: 25 zł

Zamó­wie­nia pro­simy kie­ro­wać na adres: fijorr@fijorr.com prze­lew pro­simy wysy­łać na konto: 73 1140 2004 0000 3702 4815 4485 w mbank na nazwi­sko Jan M. Fijor
Wstęp

Prze­łom dzie­więt­na­stego i dwu­dzie­stego wieku przy­niósł falę kry­tyki ist­nie­ją­cych wów­czas sto­sun­ków społeczno-gospodarczych i ich wol­no­ryn­ko­wego uza­sad­nie­nia. Towa­rzy­szył jej roz­wój nowych teo­rii poli­tycz­nych, odcho­dzą­cych od zało­żeń pań­stwa „noc­nego stróża” i haseł abso­lut­nej wol­no­ści. Opo­wia­dały się one za inter­wen­cjo­ni­zmem i gło­siły potrzebę rów­no­ści spo­łecz­nej, która wymaga reali­za­cji nawet za cenę uszczerbku dla wol­no­ści, a osią­gana jest za pomocą kory­gu­ją­cych dzia­łań pań­stwa. Pomoc dla bied­niej­szych warstw spo­łecz­nych uznano za jedną z pod­sta­wo­wych funk­cji państwa.

Zna­mienne, że roz­bu­do­wane kon­cep­cje inter­wen­cjo­ni­styczne powstały w Niem­czech pod koniec XIX wieku. Podej­mu­jąc kon­ku­ren­cję poli­tyczną z Wielką Bry­ta­nią, Niemcy potrze­bo­wały zwięk­szyć wpływ pań­stwa na gospo­darkę. Dla­tego wła­śnie tam naj­wcze­śniej odrzu­cono zasady eko­no­mii kla­sycz­nej i uznano wytwór­czy cha­rak­ter dzia­łal­no­ści pań­stwa. Nie­stety, tą samą drogą podą­żył szybko cały gospo­dar­czy świat. Uza­sad­nie­nie dla koniecz­no­ści podej­mo­wa­nia dzia­łań inter­wen­cyj­nych przez rząd – nawet w matecz­niku kapi­ta­li­zmu, jakim były Stany Zjed­no­czone – sta­no­wił szok wywo­łany Wiel­kim Kry­zy­sem z roku 1929. Mimo, że jak wyka­zał Mil­ton Fried­man, roz­miar zapa­ści gospo­dar­czej nie był wcale wywo­łany nad­mia­rem wol­nego rynku, tylko jego ogra­ni­cze­niem przez Sys­tem Rezerwy Fede­ral­nej oraz dzia­ła­niami i zanie­cha­niami jego urzęd­ni­ków, winą za wszel­kie zło obar­czono wolny rynek.

Po II Woj­nie Świa­to­wej prak­tyka gospo­dar­cza więk­szo­ści państw została osta­tecz­nie zdo­mi­no­wana przez teo­rię inter­wen­cjo­ni­zmu, któ­rej patro­no­wał John Key­nes. Naj­bar­dziej istot­nym ele­men­tem myśli Key­nesa było wska­za­nie celo­wo­ści znacz­nego posze­rze­nia zakresu oddzia­ły­wa­nia pań­stwa na gospo­darkę i jej kon­tro­lo­wa­nia przez admi­ni­stra­cję publiczną oraz odrzu­ce­nie prawa Saya i opar­cie teo­rii eko­no­mii na, uzna­nej za jedną z „pierw­szych zasad” eko­no­mii, zasa­dzie efek­tyw­nego popytu. Jed­nakże dla uzy­ska­nia odpo­wied­niego efektu, Key­nes prawo Saya naj­pierw znie­kształ­cił, żeby móc je łatwiej „odrzu­cić”. Jak pisze Nel­son Hult­berg „zmaj­stro­wał kukłę, którą potem zno­kau­to­wał”. Say gło­sił, że pro­duk­cja jest przy­czyną kon­sump­cji, a nie na odwrót, w tym sen­sie, że naj­pierw muszę coś wypro­du­ko­wać bym mógł stać się kon­su­men­tem innych towa­rów o war­to­ści rów­nej tych wypro­du­ko­wa­nych przeze mnie. Jeśli jestem pro­du­cen­tem zboża, to war­tość wypro­du­ko­wa­nego przeze mnie zboża okre­śla mają „war­tość” jako kon­su­menta usług trans­por­to­wych, ubrań, czy roz­rywki. Prawo to roz­pa­try­wane łącz­nie z teo­rią pie­nią­dza i kre­dytu Ludwiga von Misesa ujaw­nia, że rozu­mo­wa­nie Key­nesa o moż­li­wo­ści wywo­ły­wa­nia wzro­stu gospo­dar­czego poprzez wpom­po­wy­wa­nie w gospo­darkę pie­nią­dza, któ­rego ilość prze­kra­cza wzrost siły nabyw­czej ludzi, jest cał­ko­wi­cie błędne, gdyż ceny towa­rów i usług wzro­sną pro­por­cjo­nal­nie do wzro­stu podaży pie­nią­dza, co sku­tecz­nie zneu­tra­li­zuje efekt zwięk­sze­nia ilo­ści pie­nię­dzy w obiegu. Ale Key­nes w roku 1914 jako redak­tor naczelny Eco­no­mic Jour­nal roz­pra­wił się kry­tycz­nie z wyda­nym dwa lata wcze­śniej w Niem­czech Trak­ta­tem o pie­nią­dzu i kre­dy­cie von Misesa nie zna­jąc istoty tej książki (sic!!!) Dopiero po latach przy­znał bowiem, że „po nie­miecku rozu­miem dobrze tylko to, co już wiem, dla­tego nowe idee przed­sta­wiane w tym języku są mi raczej nie­do­stępne, ze względu na barierę języ­kową”. A jako że idee von Misesa były nowe, to Key­nes dys­kre­dy­to­wał je, choć „były mu raczej nie­do­stępne z uwagi na barierę języ­kową”. W taki oto, dość huc­piar­ski spo­sób wyku­wała się nowa teo­ria, która miała jed­nak duży popyt ze strony poli­ty­ków marzą­cych o zwięk­sze­niu zakresu wła­snej wła­dzy oraz makro eko­no­mi­stów, któ­rzy, podob­nie jak Key­nes szybko zro­zu­mieli, że za jej sprawą będą mogli się łatwiej dostać na salony wła­dzy. Tym pierw­szym trudno się zresztą dzi­wić. Dzięki niej mogli zawłasz­czyć nowy obszar aktyw­no­ści, wejść na pole dotąd dla dzia­łal­no­ści pań­stwa, a więc i ich samych, zastrze­żone. W ten spo­sób roz­sze­rzał się zakres ich upraw­nień i moż­li­wo­ści. Dzia­ła­nia, które kie­dyś musia­łyby spo­tkać się z naganą otrzy­mały powszechne przy­zwo­le­nie. Dla więk­szo­ści poli­ty­ków nowa teo­ria oka­zała się przy­sło­wiową „gwiazdką z nieba”. Eko­no­mi­ści także poczuli się bar­dziej potrzebni. Wolny rynek mógł bowiem obejść się bez ich wiel­kiego udziału. Inter­wen­cjo­nizm, z natury o wiele bar­dziej skom­pli­ko­wany, stwa­rzał więk­sze moż­li­wo­ści budo­wa­nia nowych modeli, tabel i wykre­sów. Ich bie­głość w mani­pu­lo­wa­niu glo­bal­nym popy­tem była poli­ty­kom tak samo potrzebna jak afry­kań­skim wodzom potrzebni byli cza­row­nicy – zakli­na­cze deszczu.

Cię­żar walki z inter­wen­cjo­ni­zmem pań­stwo­wym wzięli wów­czas na sie­bie wła­śnie Ludwig von Mises – z któ­rego pra­cami tak nie­ele­gancko obszedł się John Key­nes – i Frie­drich August von Hayek. Byli to eko­no­mi­ści z uni­wer­sy­tetu w Wied­niu, któ­rzy na wła­snej skó­rze zdą­żyli przed drugą wojną świa­tową poznać smak eta­ty­zmu. Ucie­ka­jąc przed faszy­zmem schro­nili się naj­pierw w Szwaj­ca­rii, a następ­nie w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Stwo­rzyli tak zwaną szkołę austriacką w eko­no­mii. Geo­rge H. Nash utrzy­muje, że ich emi­gra­cja z Europy Środ­ko­wej była roz­strzy­ga­ją­cym wyda­rze­niem w inte­lek­tu­al­nej histo­rii naszych cza­sów. Wypada zgo­dzić się z tym twier­dze­niem, gdyż wkładu, jaki wnie­śli oni w roz­wój libe­ral­nej filo­zo­fii wol­no­ści rze­czy­wi­ście nie spo­sób prze­ce­nić. W roku 1949 uka­zała się książka Mises’a Human Action. Sey­mour E. Har­ris nazwał ją „Mani­fe­stem Kapitalistycznym”.

Mises bro­nił tra­dy­cyj­nego kapi­ta­li­zmu wol­no­ryn­ko­wego i jego pod­staw filo­zo­ficz­nych przed ata­kami zwo­len­ni­ków inter­wen­cjo­ni­zmu pań­stwo­wego. Jego zda­niem „inter­wen­cjo­nizm nie jest sys­te­mem eko­no­micz­nym, to zna­czy nie jest metodą umoż­li­wia­jącą ludziom osią­ga­nie celów gospo­dar­czych. Jest on zale­d­wie zbio­rem pro­ce­dur utrud­nia­ją­cych funk­cjo­no­wa­nie gospo­darki ryn­ko­wej, a w rezul­ta­cie nisz­czą­cych ją. Prze­szka­dza on pro­duk­cji i ogra­ni­cza moż­li­wo­ści zaspo­ka­ja­nia potrzeb. Nie czyni on ludzi bogat­szymi, lecz bied­niej­szymi”. Oczy­wi­ście, dzia­ła­nia inter­wen­cjo­ni­styczne pań­stwa mogą popra­wić na jakiś czas sytu­ację wybra­nej grupy spo­łecz­nej, jed­nak zawsze dzieje się to kosz­tem innych grup i jed­no­stek. Wbrew twier­dze­niom zwo­len­ni­ków inter­wen­cjo­ni­zmu pań­stwo­wego zwal­cza­ją­cych pod­sta­wowe zasady kapi­ta­li­zmu, to nie par­ty­ku­larne inte­resy róż­nych grup spo­łecz­nych wyma­gają gospo­darki wol­no­ryn­ko­wej, ale dobro ogółu. To nie prawda, że zwo­len­nicy gospo­darki wol­no­ryn­ko­wej są obroń­cami ego­istycz­nych inte­re­sów boga­tych – pisał von Mises. To wła­śnie par­ty­ku­larne inte­resy przed­się­bior­ców nie dają­cych sobie rady z zaspa­ka­ja­niem potrzeb kon­su­men­tów, doma­gają się inter­wen­cjo­ni­zmu w obro­nie przed kon­ku­ren­cją bar­dziej wydaj­nych i aktyw­nych ludzi. Gdyby dzia­ła­nia inter­wen­cyjne pań­stwa nie koń­czyły się korektą cen ryn­ko­wych, cały ten inter­wen­cjo­nizm nie miałby naj­mniej­szego sensu. Jest on podej­mo­wany po to wła­śnie, aby sko­ry­go­wać rezul­taty ryn­ko­wego prawa popytu i podaży i popra­wić pozy­cję tych, któ­rym dzia­ła­nie tego prawa nie przy­nosi satys­fak­cjo­nu­ją­cych rezul­ta­tów. Zostają oni w jakiś spo­sób przez pań­stwo uprzy­wi­le­jo­wani. A prze­cież różne przy­wi­leje mają war­tość tylko wtedy, gdy przy­no­szą korzyść jakiejś mniej­szo­ści, a tracą ją, gdy stają się ogól­no­do­stępne. Poszcze­gólne dzia­ła­nia inter­wen­cjo­ni­styczne są więc korzystne dla wąskich grup bene­fi­cjan­tów. Dla­tego pań­stwo musi podej­mo­wać dużo dzia­łań inter­wen­cjo­ni­stycz­nych, żeby zaspo­koić inte­resy jak naj­wię­cej grup. Każda z tych grup coś zyskuje w wyniku jakie­goś dzia­ła­nia pań­stwa, lecz traci w wyniku innych dzia­łań, które uprzy­wi­le­jo­wują inne grupy.

Mises roz­pa­try­wał poczy­na­nia inter­wen­cjo­ni­styczne nie tylko z punktu widze­nia ich skut­ków eko­no­micz­nych dla gospo­darki, ale także z punktu widze­nia ich skut­ków poli­tycz­nych dla demo­kra­cji. „Według idei tkwią­cej u pod­staw wła­dzy repre­zen­ta­cyj­nej, człon­ko­wie par­la­mentu mają repre­zen­to­wać cały naród, a nie poszcze­gólne regiony, czy par­ty­ku­larne inte­resy grup wybor­ców”. Jed­nak „par­la­menty kra­jów inter­wen­cjo­ni­stycz­nych cał­ko­wi­cie odbie­gają od tego ide­ału (…) Każda zapro­po­no­wana ustawa i każdy przed­się­wzięty krok wyko­naw­czy osą­dzane są przez poli­ty­ków jedną miarą: co to daje moim wybor­com i gru­pom naci­sku, od któ­rych zależę?” W ten spo­sób „inter­wen­cjo­nizm prze­isto­czył rząd par­la­men­tarny w rząd lob­by­styczny”. Mises twier­dził także, że podej­mo­wa­nie dzia­łań inter­wen­cjo­ni­stycz­nych w imię utrzy­ma­nia sta­łego poziomu zatrud­nie­nia dla pod­trzy­ma­nia nie­zbęd­nego poziomu popytu jest bez­sen­sowne eko­no­micz­nie. Wydatki rzą­dowe mogą co naj­mniej stwo­rzyć „inne” miej­sca pracy, ale nie „dodat­kowe” miej­sca pracy, gdyż rząd dostar­cza­jąc fun­du­szy potrzeb­nych do stwo­rze­nia jakichś miejsc pracy poprzez opo­dat­ko­wa­nie oby­wa­teli lub pożyczki publiczne „z jed­nej strony znosi tyle miejsc pracy, ile two­rzy z dru­giej”. Mises uwa­żał, że „inter­wen­cjo­ni­ści nie pod­cho­dzą do stu­diów nad spra­wami eko­no­micz­nymi z naukową bez­stron­no­ścią. Więk­szość z nich kie­ruje się zawist­nym obu­rze­niem na tych, któ­rych dochody są więk­sze niż ich wła­sne. Ta stron­ni­czość unie­moż­li­wia im dostrze­że­nie spraw takimi, jakimi one naprawdę są. (…) W oczach inter­wen­cjo­ni­stów już samo ist­nie­nie zysków jest godne potę­pie­nia. Mówią o zysku, ale nie zaj­mują się wcale jego nie­zbęd­nym prze­ci­wień­stwem, czyli stratą. Nie potra­fią zro­zu­mieć, że zyski i straty to instru­menty, dzięki któ­rym kon­su­menci trzy­mają mocno w ryzach wszyst­kie dzia­ła­nia przed­się­bior­ców” . To wła­śnie mecha­nizm zysku i strat pono­szo­nych przez przed­się­bior­ców czyni z kon­su­men­tów, któ­rych rynek nie może zmu­sić do wybie­ra­nia dóbr i usług dostar­cza­nych przez okre­ślo­nego przed­się­biorcę, naj­wyż­szym arbi­trem w sto­sunku do tych przed­się­bior­ców. Jed­no­cze­śnie mecha­nizm zysku i straty „odbiera mate­rialne czyn­niki pro­duk­cji z rąk nie­wy­daj­nych i oddaje je w ręce bar­dziej wydajnych”.

Wobec takiej potęgi fak­tów zasta­na­wia­jące jest, zda­niem Misesa, dla­czego zwo­len­nicy inter­wen­cjo­ni­zmu z takim upo­rem tkwią przy swo­ich prze­ko­na­niach. Odpo­wie­dzi na to pyta­nie szu­kał autor Human Action w ludz­kiej psy­chice. Pod­kre­ślał, że źró­dłem cier­pie­nia wielu ludzi jest to, iż sprawy nie zawsze toczą się po ich myśli. Czło­wiek rodzi się jako aspo­łeczne, ego­istyczne stwo­rze­nie i dopiero z cza­sem uczy się, że jego wola i potrzeby nie są jedy­nymi na świe­cie i by zaspa­ka­jać swoje zachcianki musi budo­wać con­sne­sus z innymi ludźmi. Nie­któ­rym to się jed­nak bar­dzo nie podoba. Uwa­żają oni, że zasłu­gują na wię­cej niż otrzy­mują. Spo­łe­czeń­stwo nie speł­nia ich ocze­ki­wań. Każdy dzień przy­nosi takiemu „zaro­zu­mial­cowi” kolejne roz­cza­ro­wa­nia. W ich efek­cie ucieka on w marze­nia o świe­cie, w któ­rym liczy się tylko jego wła­sna wola. „W tym sekret­nym świe­cie neu­ro­tyk staje się dyk­ta­to­rem”. W swoim umy­śle uzur­puje sobie prawo bycia władcą abso­lut­nym i decy­do­wa­nia o wybo­rach innych ludzi. „Psy­chia­trzy okre­śli­liby jego stan jako mega­lo­ma­nię”. Oczy­wi­ście w pań­stwie demo­kra­tycz­nego kapi­ta­li­zmu, które kie­ruje się zasa­dami gospo­darki ryn­ko­wej, wola takiego neu­ro­tyka nie ma szans na reali­za­cję. Stąd jego popar­cie dla pań­stwa – dyk­ta­tora, które zre­ali­zo­wać ma jego neu­ro­tyczne marze­nia o świe­cie uło­żo­nym według jego wła­snego planu. Opo­zy­cja wobec wol­nego rynku „nie jest więc rezul­ta­tem rozu­mo­wa­nia, ale pato­lo­gicz­nego nasta­wie­nia umy­sło­wego – urazy i neu­ro­tycz­nego zabu­rze­nia, które można nazwać kom­plek­sem Fouriera”. Zwo­len­nicy inter­wen­cjo­ni­zmu to ludzie, któ­rym się nie powio­dło w świe­cie kon­ku­ren­cji wol­no­ryn­ko­wej, tak, jakby sobie tego życzyli. Ucie­kają więc do „zbaw­czego kłam­stwa” inter­wen­cjo­ni­zmu, które pocie­sza ich za prze­szłe nie­po­wo­dze­nia i two­rzy ilu­zje przy­szłych suk­ce­sów. Dzięki niemu znaj­dują uza­sad­nie­nie swo­ich nie­po­wo­dzeń, za które mogą obwi­nić nie­do­sko­nałe spo­łe­czeń­stwo. „Neu­ro­tyk nie odstę­puje więc od swo­jego „zbaw­czego kłam­stwa” i kiedy musi wybie­rać mię­dzy nim i logiką, woli poświę­cić logikę”.

Zna­mienne wydaje się, że przed inte­lek­tu­al­nym dorob­kiem Misesa głowę pochy­lali także Jego ide­owi prze­ciw­nicy. Zda­niem Oskara Lange, nawet „socja­li­ści powinni być wdzięczni pro­fe­so­rowi Mise­sowi, który w ich spra­wie ode­grał rolę advo­ca­tus dia­boli. Wyzwa­niem swoim zmu­sił ich bowiem do zro­zu­mie­nia całej donio­sło­ści zagad­nie­nia rachunku eko­no­micz­nego w gospo­darce socja­li­stycz­nej (…) W wiel­kiej hali Cen­tral­nego Urzędu Pla­no­wa­nia w pań­stwie socja­li­stycz­nym posąg pro­fe­sora Misesa powi­nien sta­nąć jako dowód wdzięcz­no­ści za wyświad­czoną przez niego wielką przy­sługę (…) Oba­wiam się tylko, że pro­fe­sor Mises byłby nie­zbyt zachwy­cony tego rodzaju dowo­dem należ­nej mu słusz­nie wdzięczności”.

Dzi­siejsi wyznawcy Misesa lubują się w pod­kre­śla­niu Jego prze­wag nad Ada­mem Smi­them. Ale to tro­chę tak, jakby dzi­siejsi fizycy dzi­wo­wali się, że New­ton nie zbu­do­wał od razu rakiety. Choć liczne spo­strze­że­nia Misesa wydają się bar­dziej doj­rzałe od tych, które wcze­śniej wygła­szał autor Bogac­twa naro­dów, to zary­zy­kuję tezę, iż bez prac Genial­nego Szkota, jak nazy­wają Smi­tha nie­któ­rzy histo­rycy, mogłoby nie być tak zna­mie­ni­tych prac Genial­nego Austriaka –jak należy nazwać Misesa.

W uzna­niu dla Jego dorobku, w nie­usta­ją­cym ocze­ki­wa­niu na zapo­wie­dziane przez Insty­tut Misesa pol­skie wyda­nie Human Action, mocno ści­ska­jąc kciuki za suk­ces tego edy­tor­skiego przed­się­wzię­cia, gorąco pole­cam, póki co, Auto­bio­gra­fię – szcze­gól­nie auto­rom pol­skiej wer­sji edy­tora Word z firmy Micro­soft, żeby nie zmie­niał auto­ma­tycz­nie „Misesa” na „Milesa”.

Robert Gwiaz­dow­ski

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

No Comments Yet.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*