Wygodny paradygmat

Jak to moż­liwe, że więk­szość zna­nych eko­no­mi­stów nie tylko nie prze­wi­działa kry­zysu, nie tylko nie wie co było jego przy­czyną, ale pro­po­nuje do walki z nim nie­sku­teczną receptę?

Rządy fachow­ców

W trak­cie jed­nej z debat w TVN24 poświę­co­nej przy­czy­nom obec­nego kry­zysu świa­to­wego i spo­so­bom prze­ciw­dzia­ła­nia mu, prof. Ryszard Bugaj, doradca pre­zy­denta RP powie­dział, że pra­przy­czyną kry­zysu była nad­mierna kon­sump­cja na kre­dyt w Sta­nach Zjed­no­czo­nych. Na zadane kwa­drans póź­niej pyta­nie pro­wa­dzą­cego: co w takim razie robić, żeby prze­ciw­dzia­łać kry­zy­sowi? Sty­mu­lo­wać kon­sump­cję na kre­dyt – odpo­wie­dział prof. Bugaj bez cie­nia zaże­no­wa­nia. Czy trudno się potem dzi­wić, że Lech Kaczyń­ski kry­ty­kuje rzą­dzą­cych za to, że z jed­nej strony nie zwięk­szają defi­cyt budże­towy, z dru­giej zaś za to, że go zwięk­szają. Trudno się dzi­wić Buga­jowi, skoro podobne poglądy repre­zen­tuje i publicz­nie wygła­sza zna­ko­mita więk­szość pol­skich eko­no­mi­stów. Na kon­fe­ren­cji, jaka odbyła się w końcu maja br. w pałacu pre­zy­denc­kim, pośród pię­ciu zapro­szo­nych b. mini­strów finan­sów, czworo (Osia­tyń­ski, Kołodko, Lut­kow­ski, Borow­ski) to orę­dow­nicy para­dyg­matu Johna May­narda Key­nesa o sty­mu­lo­wa­niu gospo­darki wydat­kami publicz­nymi. Piąta, czyli Zyta Gilow­ska, to jedna z nie­wiel­kiej grupki zna­nych pol­skich eko­no­mi­stów – Leszek Bal­ce­ro­wicz, Jan Winiecki, Witold Kwa­śnicki, Jacek Rostow­ski czy zmarły nie­dawno Wie­sław Wil­czyń­ski – któ­rzy rozu­mieją teo­rię eko­no­mii i odrzu­cają uto­pijne i fał­szywe zało­że­nia teo­rii Lorda Key­nesa, oba­lone przez Ludwiga von Misesa w 1912 roku, a więc kil­ka­na­ście lat zanim teo­ria ta powstała.
Pod tym wzglę­dem jeste­śmy i tak w znacz­nie lep­szej sytu­acji niż Ame­ry­ka­nie.
Sze­fem Kra­jo­wej Rady Gospo­dar­czej, która jest naj­wyż­szym cia­łem dorad­czym pre­zy­denta Obamy jest syn dwóch wybit­nych pro­fe­so­rów eko­no­mii oraz sio­strze­niec lau­re­ata nagrody Nobla, Paula Samu­el­sona, Larry Sum­mers, do nie­dawna także rek­tor uni­wer­sy­tetu Harvarda. Cała rodzina wyznaje poglądy z pogra­ni­cza skraj­nego inter­wen­cjo­ni­zmu i socja­li­zmu. Naj­bar­dziej aktywni ame­ry­kań­scy lau­re­aci eko­no­micz­nej nagrody Nobla, Paul Krug­man i Joseph Sti­glitz to czy­stej wody socja­li­ści, choć utrzy­mują, że są wol­no­ryn­ko­wymi inter­wen­cjo­ni­stami. Podobne poglądy wyznaje (choć głosi inne) urzę­du­jący mini­ster Skarbu, Timo­thy Geith­ner oraz szef banku cen­tral­nego (FED), Bob Ber­nanke, a więc ludzie od któ­rych zależy kon­dy­cja mone­tarna i finan­sowa świata.

Jak to możliwe,

że ludzie tej klasy, świa­towa czo­łówka eko­no­mi­stów, nobli­ści i kan­dy­daci do przy­szłych Nagród Nobla wyznają poglądy sprzeczne ze zdro­wym roz­sąd­kiem? Już widzę te głosy obu­rze­nia; cóż za igno­rant! Nikomu nie znany nie­douk śmie kwe­stio­no­wać kwa­li­fi­ka­cje Nobli­stów?! To bez­czel­ność! Na swoją obronę mam nie byle jaki auto­ry­tet, mia­no­wi­cie Tho­masa S. Kuhna , który w swym wie­ko­pom­nym dziele pt. „Struk­tura rewo­lu­cji nauko­wych” zwraca uwagę, że naukowcy w każ­dej dzie­dzi­nie wie­dzy dążą do przy­ję­cia pew­nej matrycy teo­re­tycz­nej, wizji pod­sta­wo­wej, para­dyg­matu. Raz przy­jęty para­dyg­mat – pisze Kuhn — nie jest spraw­dzany czy kwe­stio­no­wany, a dal­sze bada­nia stają się albo jego zasto­so­wa­niami, albo wyja­śnia­niem nie­do­sko­na­ło­ści para­dyg­matu, który jest uznaną prawdą nawet wtedy, gdy okaże się, że jest fał­szywy. Para­dyg­mat nie trwa rzecz jasna wiecz­nie. Z chwilą poja­wie­nia się zbyt dużej ilo­ści fak­tów prze­czą­cych mu zostaje osta­tecz­nie wyparty przez nowy, lep­szy para­dyg­mat. To wszystko jed­nak trwa. Para­dyg­mat Pto­lo­me­usza, że „Słońce kręci się wokół Ziemi” prze­trwał do cza­sów Gali­le­usza, a więc 180 lat po ogło­sze­niu przez Koper­nika „O obro­tach ciał nie­bie­skich”, w któ­rych pol­ski astro­nom dowo­dził cze­goś prze­ciw­nego. Nieco kró­cej, ale też ponad pół wieku, trwał para­dyg­mat znany w che­mii, jako teo­ria flo­gi­stonu. Fał­szy­wość para­dyg­matu Key­nesa wyło­żona została w mise­sow­skiej „Teo­rii pie­nią­dza i kre­dytu”, powsta­łej gdy John M. Key­nes był jesz­cze stu­den­tem, a więc mniej wię­cej 100 lat temu. Dla­czego tak długi okres czasu i liczne błędy teo­rii Key­nesa, nie­które z nich wytknięte jesz­cze przez…św. Toma­sza z Akwinu, nie wystar­cząją współ­cze­snym uczo­nym do jego oba­le­nia i zastą­pie­nia para­dyg­ma­tem Misesa, kry­ty­ku­ją­cym m.in. sty­mu­lo­wa­nie gospo­darki poprzez zadłu­ża­nie podat­nika czy kre­owa­nie pie­nią­dza z powie­trza, co jest zabie­giem groź­niej­szym i kosz­tow­niej­szym niż sam kry­zys?
Etatyści

Zasad­ni­czym powo­dem jest szcze­gólny cha­rak­ter para­dyg­matu Key­nesa i samych uczo­nych. Teo­ria Key­nesa jest bowiem teo­rią wyjąt­kowo wygodną dla rzą­dzą­cych, czyli dla poli­ty­ków. Zakłada bowiem, że w sytu­acjach kry­zy­so­wych rząd ma prze­jąć ste­ro­wa­nie gospo­darką z rą przed­się­bior­ców i sty­mu­lo­wać kon­sump­cję na kre­dyt, który zaciąga pod zastaw przy­szłych podat­ków. Nazywa się to inter­wen­cjo­ni­zmem i jest ulu­bioną formą rzą­dze­nia, co widać cho­ciażby po entu­zja­zmie, z jakim poli­tycy Zachodu ruszyli do sty­mu­lo­wa­nia swo­ich gospo­da­rek za pie­nią­dze podat­nika. Nie zra­ziły ich nawet jałowe, trwa­jące już pra­wie ćwierć wieku próby wypro­wa­dze­nia z gigan­tycz­nej zapa­ści – przy pomocy recepty key­ne­sow­skiej — gospo­darki japoń­skiej, czy ana­lizy Mil­tona Fried­mana i Mur­raya Roth­barda kry­ty­ku­jące zasto­so­wa­nie roz­wią­zań key­ne­sow­skich przy oka­zji rato­wa­nia świata z Wiel­kiej Depre­sji 1929 – 1933. Nie znie­chę­ciły też słowa innego wybit­nego eko­no­mi­sty, nobli­sty, Frie­drich von Hayek, który ostrze­gał, że „gospo­darka jest zbyt skom­pli­ko­wana, aby jedna osoba, czy nawet grupa naj­wy­bit­niej­szych eks­per­tów była w sta­nie ogar­nąć tę zło­żo­ność”. Nie zraża ich też fia­sko ogrom­nych wydat­ków na pakiety sty­mu­lu­jące w USA czy Wiel­kiej Bry­ta­nii. N.b. jedy­nym rzą­dem, jaki otwar­cie i bez­kom­pro­mi­sowo opo­wie­dział się prze­ciwko key­ne­si­zmowi jest jak dotąd rząd pol­ski, ale o tym póź­niej.
Pamię­tajmy, że gros eko­no­mi­stów pra­cuje w insty­tu­cjach pań­stwo­wych, bądź quasi pań­stwo­wych np. fun­da­cjach, cia­łach dorad­czych, uni­wer­sy­te­tach czy uczel­niach pry­wat­nych sub­sy­dio­wa­nych i regu­lo­wa­nych przez rządy. Rzadko który wybitny eko­no­mi­sta pra­cuje „na swoim”, a jeśli już to prze­waż­nie z takim skut­kiem, jak lau­reat Nagrody Nobla w dzie­dzi­nie eko­no­mii, współ­za­ło­ży­ciel fun­du­szu hed­gin­go­wego LTCM, prof. Myron S. Scho­les, który skoń­czył swój biz­nes spek­ta­ku­lar­nym ban­kruc­twem. Na skraju ban­kruc­twa sta­wał inny słynny nobli­sta, James Tobin, doradcą pre­zesa Enronu też był nobli­sta, któ­rego nazwi­ska nie ujaw­niono. Trzeba mieć naprawdę silny cha­rak­ter i zasady, aby w takiej sytu­acji bar­dziej dbać o docie­kli­wość i obiek­ty­wizm naukowy niż o swój etat! Dla­tego o tej gru­pie mówi się…etatyści. Ich upo­li­tycz­niona wie­dza poprzez media, które – nie ukry­wajmy — też żyją z poli­tyki, prze­nika do głów­nego nurtu, a więc do opi­nii publicz­nej, która myśli, że wie o co w gospo­darce cho­dzi. Opor­tu­nizm rodzi ignorancję.

A o co w gospo­darce chodzi?

Spo­śród miriad krzywd, jakie John May­nard Key­nes wyrzą­dził eko­no­mii i podat­ni­kom, zasad­ni­czym jego błę­dem było zane­go­wa­nie kla­sycz­nej struk­tury pro­duk­cji, która przed powsta­niem key­ne­sow­skiej „ogól­nej teo­rii” wyglą­dała logicz­nie, a więc tak: praca, oszczęd­no­ści, inwe­sty­cje, pro­duk­cja, kon­sump­cja. Anglik wpro­wa­dził w jej miej­sce „swoją” struk­turę: kon­sump­cja (w warun­kach kry­zy­so­wych na kre­dyt), inwe­sty­cje i pro­duk­cja. Przy­jął też, że oszczęd­no­ści są rywa­lem kon­sump­cji, stąd pomysł sty­mu­lo­wa­nia kon­sump­cji, gdy tym­cza­sem są one jedy­nie kon­sump­cją odło­żoną w cza­sie, z któ­rej finan­suje się kre­dyty i inwe­sty­cje.
Oba pomy­sły to pudło. Nie można kon­su­mo­wać, jeśli się nie wypro­du­kuje. To nie kon­sump­cja sty­mu­luje pro­duk­cję, pisał pra­wie dwa wieki temu fran­cu­ski eko­no­mi­sta, Jean Bap­ti­ste Say, jest raczej odwrot­nie. Co z tego, skoro pakiety sty­mu­lu­jące świad­czą o tro­sce rządu o gospo­darkę, co by nie mówić, impo­nują wybor­com, zwłasz­cza związ­kow­com i opo­zy­cji, cie­sząc się popar­ciem tych, któ­rzy na nich sko­rzy­stają. Na szczę­ście, bez względu na to czy Key­nes i jego wierni ako­lici tego chcą, czy nie, rynek mimo inter­wen­cji poli­tycz­nych ist­nieje. I dla­tego, gros pro­gra­mów sty­mu­lu­ją­cych pro­duk­cję za pomocą kon­sump­cji finan­so­wa­nej przez pie­nią­dze kon­fi­sko­wane podat­ni­kowi, czy to w Japo­nii, a Sta­nach Zjed­no­czo­nych czy w Niem­czech albo nie działa, albo po chwi­lo­wej popra­wie (Japo­nia) wywo­łują jesz­cze więk­sze tur­bu­len­cje na rynku. Ostat­nie dane Banku Świa­to­wego – wbrew zapo­wie­dziom Roberta Zoel­licka, pre­zesa tej insty­tu­cji, który rów­nież jest wyznawcą para­dyg­matu Key­nesa — dowo­dzą, że pakiety sty­mu­lu­jące pre­zy­den­tów Busha i Obamy przy­no­szą spo­dzie­wane rezul­taty, czyli wzrost gospo­dar­czy, z tym że nie tam gdzie mają sty­mu­lo­wać kon­sump­cję (USA, Japo­nii czy Niemcy), lecz w…Chinach i Indiach, gdzie stymulują…produkcję.
Tak, pośród kra­jów dotknię­tych obec­nym kry­zy­sem w naj­mniej­szym stop­niu znaj­dują się tylko te, w któ­rych rządy nie wal­czą z kry­zy­sem poprzez napę­dza­nie kon­sump­cji (Pol­ska, Tur­cja, Chiny) lub wal­czą mini­mal­nie (Cypr, Indie), a zamiast tego robią wszystko, aby nie prze­szka­dzać w pro­duk­cji. Potwier­dza to Al Hunt z Blo­om­berg Tele­vi­sion, mówiąc, że o ile w Sta­nach Zjed­no­czo­nych rośnie bez­ro­bo­cie i infla­cja, słab­nie pie­niądz i spada pro­duk­cja, o tyle w Indiach i Chi­nach infla­cja jest nie­wielka i prze­wi­duje się wzrost gospo­dar­czy, odpo­wied­nio 4 pro­cent i 7 pro­cent. Oba te fakty mają wspól­nego fun­da­tora, jest nim ame­ry­kań­ski rząd a pośred­nio podat­nik. Można mieć nadzieję, że i w Pol­sce, ostat­nie 0,8 pro­centa (albo 1,9 pro­centa wzro­stu, jak tego chce Euro­stat), to efekt takiej poli­tyki, ponie­waż my nadal pro­du­ku­jemy to, co oby­wa­tele pozo­sta­łych kra­jów Unii, zachę­cani przez swoje rządy, skonsumują.

Jan M. Fijor
„różne” 2009-06-08

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 13

  1. Andy pisze:

    Ja bym nazwał ten arty­kuł — rządy tchó­rzów, w demo­kra­cji takie sztucz­nie wywo­ły­wane zakła­ma­nie i zamie­sza­nie sprzyja temu, żeby można było kraść.

    Kilka wykła­dów pana Janka : http://video.google.com/videosearch?q=jan+fijor&emb=0#q=Jan+Fijor&emb=0

  2. Stanislaw pisze:

    Panie Janie !
    A co , w Chi­nach nie rosnie bez­ro­bo­cie ?
    Czy dalej pro­du­kują i sprze­dają towary w takiej samej ilo­ści jak rok temu ?
    Kto od nich je kupuje?
    Myslę , że Pol­skę ten kry­zys potrak­to­wał, jak nara­zie deli­kat­nie, a to dla­tego , że „pol­skie” baki nie rzu­cały się na czyje ani przed­się­bior­com ani zwy­kłym oby­wa­te­lom na szyję żeby brały pożyczki.
    Z tej strony było to dobre, ale nie sądzę ‚że wyni­kało to z prze­wi­dy­wa­nia kry­zysu , lecz ze zwy­kłej ostroż­no­sci , albo .….…. chciwości .…

    I jak tu zro­zu­mieć przy­sło­wie — ” że chciwy traci dwa razy ” …???

  3. Piast pisze:

    Szkoda, że to nie pan jest lide­rem w UPR.

  4. Darek pisze:

    Witam! Chciał­bym poznać Pana sta­no­wi­sko na temat ist­nie­nia pań­stwa. Mówiąc pro­ściej czy jest Pan anar­cho­ka­pi­ta­li­stą czy minarchistą ??

  5. Jarek pisze:

    Takie wygodne para­dyg­maty ist­nieją tylko dla­tego, że Ci co dora­dzają i „rzą­dzą” robią to nie ze swoim mająt­kiem i za to nie odpo­wia­dają :-) Pro­ste? Prawda?

  6. JM Fijor pisze:

    W Chi­nach bez­ro­bo­cie wzro­sło o 10 mln osób, ale dla nich taki wiel­kość znaj­duje się w gra­ni­cach błędu sta­ty­stycz­nego. Komu sprze­dają? Tym wszyst­kim, któ­rzy chcą kupić, ale szu­kają, żeby było taniej. W kry­zy­sie gospo­darka nie ustaje, lecz zwal­nia. tro­chę mniej osób kupuje, a te które kupują szu­kają bar­dziej kon­ku­ren­cyj­nych dóbr i usług.
    BTW, raczej już jestem anar­cho­ka­pi­ta­li­stą, ale się z tym nie obno­szę.
    Pozdr

  7. Marek Bernaciak pisze:

    Dobry tekst, skró­towo ujmuje naj­waż­niej­sze zało­że­nia.
    Pozdra­wiam
    marek

  8. Arkadiusz pisze:

    Myślę że życie już zwe­ry­fi­ko­wało to roz­rzu­ca­nie pie­nię­dzy z hali­kop­tera przez Bena. http://www.aphossa.pl

  9. gal anoniim :) pisze:

    10 mln dla chin to jak dla nas 130 tyś ,
    w Pol­sce od wrze­śnia, bez­ro­bo­cie wzro­sło o ok. 80 tyś więc u nas lepiej x)

  10. JM Fijor pisze:

    Wzrost bez­ro­bo­cia w Pol­sce nie­ko­niecz­nie ozna­cza spa­dek ilo­ści miejsc pracy. Rów­nie dobrze może to być rezy­gna­cja z pracy eta­to­wej na rzecz zasiłku i pracy na czarno.
    Ja w każ­dym razie nadal nie mogę zna­leźć hydrau­lika, mala­rza czy cie­śli. To nie są jakieś wyszu­kane spe­cjal­no­ści z dzie­dziny informatyki.

    Ukłony
    JM Fijor

  11. Teresa K pisze:

    Jan, w UIC biore teraz kurs Micro­eco­no­mics i nic z tego nie moge zro­zu­miec. Dla­tego zaj­rza­lam na twoja strone i o dziwo aku­rat piszesz na temat. Dzie­kuje. W Sta­nach prze­wa­za­jaca wiek­szosc obec­nie zyje z dnia na dzien
    obcia­zona po uszy kre­dy­tami. Banki zama­ist upasc sa dofi­nan­so­wy­wane i dla mie to wszystko jest farsa.
    Teresa K z Naperville.

  12. Ewa Napieralska pisze:

    mil­ton fried­man anarchokapitalista.

  13. Jan M. Fijor pisze:

    Nie, David Fried­man jest anar­cho­ka­pi­ta­li­stą. . Ja tu chyba nie piszę, że Mil­ton był anar­cho­ka­pi­ta­li­stą. To mone­ta­ry­sta i tro­chę etatysta.

    Ukłony

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*