Żądza władzy

Posło­wie pra­wi­co­wej opo­zy­cji PiS, wspie­rani przez libe­ralny obóz rzą­dzący PO-PSL doma­gają się wpro­wa­dze­nia zakazu pale­nia tyto­niu w miej­scach publicz­nych. Powód? No, właśnie…

Zdro­wie

Ofi­cjal­nie powo­dem pro­po­no­wa­nego roz­wią­za­nia – zda­niem posła pra­wicy Tade­usza Cymań­skiego, jed­nego z głów­nych pro­mo­to­rów ustawy zaka­zu­ją­cej pale­nia tyto­niu w miej­scach publicz­nych – jest tro­ska o zdro­wie Pola­ków. Papie­rosy szko­dzą, fakt, wie to każde dziecko. Jed­nakże na liście świa­to­wej orga­ni­za­cji zdro­wia (WHO) czyn­ni­ków naj­bar­dziej skra­ca­ją­cych życie, tytoń zaj­muje dopiero miej­sce szó­ste. Przed nim jest: stres, oty­łość, cho­le­ste­rol, nar­ko­tyki i coś tak jesz­cze. Jeśli zatem chcemy naj­tań­szym kosz­tem popra­wić zdro­wot­ność Pola­ków, dla­czego nie sku­pić się raczej na czyn­ni­kach naj­groź­niej­szych. Prze­cież można by na począ­tek naka­zać ogra­ni­cze­nie spo­ży­cia wie­przo­winy, jaj, masła i innych pro­duk­tów tłusz­czo­wych w miej­scach publicz­nych. Jeśli i to by nie pomo­gło, można by wpro­wa­dzić taki zakaz rów­nież we wła­snym domu, a póź­niej zakaz pro­duk­cji wyro­bów powo­du­ją­cych oty­łość oraz wzrost poziomu cho­le­ste­rolu. To oczy­wi­ście uto­pia. Czło­wiek musi coś jeść nawet wtedy, gdy to coś mu szko­dzi. Jedze­nia nie możemy z życia wyeli­mi­no­wać. Co innego z papie­ro­sami. Bez papie­ro­sów można żyć. Zamiast więc ogra­ni­czać pale­nie papie­ro­sów stop­niowo, można zaka­zać pro­duk­cji i sprze­daży wyro­bów tyto­nio­wych od razu i w ogóle. Tym bar­dziej, że pale­nie nie tylko nisz­czy zdro­wie palą­cych, szko­dzi także oso­bom towa­rzy­szą­cym, powo­duje straty mate­rialne (pożary) i wywo­łuje nałóg. Zasta­nówmy się zatem, dla­czego posło­wie nie postu­lują cał­ko­wi­tej likwi­da­cji tyto­niu? Toż to dopiero Polacy byliby zdrowi!

Podatki

Paczka „Marl­boro” w detalu kosz­tuje mniej wię­cej 7 zło­tych, w hur­cie nieco ponad 1,50 zł. Róż­nica ponad 5 zło­tych, na które składa się zaro­bek pośred­ni­ków, dys­try­bu­to­rów i poda­tek. Poda­tek sta­nowi, co naj­mniej połowę ceny papie­ro­sów. Okrą­gło licząc 1 euro na paczce. Każde takie euro prze­cho­dzi przez ręce poli­tyka. Na pal­cach pala­czy pozo­staje brą­zo­wawy osad tyto­niu, w pal­cach poli­tyka kilka cen­tów z każ­dego euro. Cał­ko­wity zakaz pale­nia tyto­niu ozna­cza prze­pa­dek tych milio­nów euro, które nasi repre­zen­tanci w rzą­dzie inka­sują „dla naszego dobra”. Likwi­da­cja wyro­bów tyto­nio­wych ozna­cza­łaby obcię­cie poli­ty­kom kasy, przy pomocy któ­rej nami rzą­dzą. Im mniej kasy, tym mniej wła­dzy.
Dla­czego mimo to poli­tycy godzą się na ogra­ni­cza­nie pale­nia? Prze­cież każdy zakaz pale­nia, czy to w biu­rze, w miej­scach publicz­nych, a tym bar­dziej w domu, o co wła­śnie dobi­jają się posło­wie, to spa­dek kon­sump­cji papie­ro­sów. Palacz ma oka­zję zasta­no­wić się nad sen­sem, a wła­ści­wie bez­sen­sem swego nałogu i pale­nie rzu­cić. Dochody poli­ty­ków tym samym spadną. Czy nie ma tu sprzecz­no­ści? Czy wpro­wa­dza­jąc zakazy poli­tycy nie strze­lają sobie przy­pad­kiem w stopy?

Szla­chetni dobroczyńcy

Nie, oni strze­lają do nas.
Po pierw­sze, poli­tycy nie wie­rzą w to, że prze­sta­niemy palić, a jeśli nawet, to im wcale nie cho­dzi o nasze zdro­wie. Wal­cząc o to byśmy prze­stali palić chcą zdo­być nasze zaufa­nie. Chcą poka­zać swemu elek­to­ra­towi, że o niego dbają i w ten spo­sób zyskać zaufa­nie potrzebne im do reelek­cji i ude­rze­nia nas kolej­nymi podat­kami w jakieś inne czułe miej­sce. Trak­tu­jąc nas jak dzieci, które sobie bez nich nie pora­dzą, uza­sad­niają sens swo­jego dzia­ła­nia.
Faceci, któ­rzy na ogół nie potra­fią się sami utrzy­mać i bez budżetu pomar­liby z głodu, uwa­żają, że ja czy Wy nie wiemy, co nam służy, a co nie, albo jak nale­ży­cie zadbać o sie­bie. Odbie­rają nam wol­ność i wła­dzę nad samym sobą, dzięki czemu mają nie tylko oka­zję zaro­bić, ale także porzą­dzić sobie. Z tego m.in. powodu hamują pry­wa­ty­za­cję służby zdro­wia i szkol­nic­twa, utrzy­mują pań­stwowe kopal­nie, koleje i drogi, utrud­niają pro­wa­dze­nie biz­nesu i każ­dej innej dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej pro­wa­dzą­cej do unie­za­leż­nie­nia się jed­nostki od rządu i pań­stwa. Krok po kroku zabie­rają nam cząstkę suwe­ren­no­ści, Im mniej wol­no­ści mamy my, tym bar­dziej oni mogą nami rzą­dzić.
Pocie­cha w tym, że każda regu­la­cja, zakaz, ustawa kosz­tują. Wkrótce może się oka­zać, że…

Raport cze­ski

Mniej wię­cej 10 lat temu, na zle­ce­nie rządu w Pra­dze, eks­perci z kon­cernu tyto­nio­wego J.C. Rey­nolds wyli­czyli, że na każ­dym nało­go­wym pala­czu tyto­niu, Repu­blika Czeska…zarabia 1250 dol. Tyle oszczę­dza pań­stwo z tytułu zaosz­czę­dzo­nych eme­ry­tur, wydat­ków zdro­wot­nych na ludzi sta­rych, pomocy spo­łecz­nej i innych świad­czeń, jakie pociąga za sobą powszechny sys­tem eme­ry­talny. Czło­wiek palący żyje sta­ty­stycz­nie o sie­dem lat kró­cej, niż nie­pa­lący. Gdyby pan Havra­nek nie palił, dożyłby – jak pan Nedo­man­sky – do 75 roku życia. Ponie­waż palił zszedł w wieku 68 lat. Havra­nek otrzy­my­wał więc świad­cze­nia eme­ry­talne przez 3 lata, pod­czas gdy Nedo­man­sky aż lat 10. Na tej róż­nicy zara­bia pań­stwo. Z raportu widać więc, że dla dobra publicz­nego nie tylko nie należy ludzi do papie­ro­sów znie­chę­cać, lecz wręcz ich do pale­nia nakła­niać, a w szcze­gól­nych przy­pad­kach nawet zmu­szać. Nie dość, że poli­tyk będzie się wtedy miał lepiej, to i ludzie poczują się wol­niejsi i szczęśliwsi.

Jan M. Fijor
”” 2008-01-08

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 5

  1. Jack Daniel's pisze:

    I tra­fił Pan w samo sedno Panie Fijor. Rzą­dzą­cym wale nie zależy na zdro­wiu swo­ich wybor­ców. Cho­dzi tylko o wytwo­rze­nie pozoru tro­ski o nich, o zagra­nie na emo­cjach w oczy­wi­stym celu — odda­nia na nich głosu w kolej­nych wybo­rach. I to jest oczy­wi­sta sprawa.
    Zdro­wie wybor­ców w tej grze zupeł­nie się nie liczy. Wyborca ma być posłuszny, pła­cić pań­stwu haracz i sie­dzieć cicho, gdy odbiera mu się prawo decy­do­waia o sobie o owo­cach wła­snej pracy, ini­cja­tywy.
    Dla rzą­dzą­cych wyborca jest tylko dojną krową, dostar­czy­cie­lem podat­ków i innych przy­mu­so­wych danin publicz­nych. To podat­nik ich utrzy­muje tą cała bandę zło­dzei i im wię­cej z niego i jego pracy wydoją tym będą mocnijsi.

    Oni nie chcą naszego zdro­wia, dobro­bytu, oni chcą naszych pie­nię­dzy i ponow­nego wyboru by mogli dalej żyć na nasz kosz!!!

    Kiedy w końcu ludzi przej­rzą na oczy?

  2. Sławomir Staszak pisze:

    Kiedy w końcu ludzie przej­rzą na oczy?„
    Nigdy. Przej­rzeć na oczy może król, dyk­ta­tor, ale nie demo­kra­tyczna więk­szość ‚zwana LUDEM. Prze­rwać ten socja­li­styczno– eta­ty­styczny serial może
    więc tylko jeden czło­wiek, a nie jakaś spo­łecz­ność (poprzez tfu gło­so­wa­nie lub tfu rewolucję)

  3. makroluk pisze:

    pale bo lubie.pale wtedy,kiedy mam na to ochote.chodze do pubu,bo lubie i wtedy, kiedy mam na to ochote.do pubu cho­dze zeby napic sie piwa i posmiac sie z moimi znaomymi.pale wtedy kiedy mam ochote,ale z sza­cunku do moich nie pala­cych zna­jo­mych i w tro­sce o ich zdro­wie wycho­dze na zewnatrz. 2 lata temu w Irlan­dii: pali­lem bo lubilem.chodzilem do pubu kiedy mia­lem na to ochote.nie pali­lem w pubie,tylko w w wyzna­czo­nym sek­to­rze dla palacych(zawsze wtedy,kiedy mia­lem na to ochote)moi przy­ja­ciele cho­dzili ze mna do pubu wtedy,kiedy mieli na to ochote.
    czesc z nich nie pali,wiec nie wycho­dzili z cze­scia palaca do sek­tora „nało­gow­ców;)”.
    jesli chce siku,ide do toalety,jesli chce zapa­lic ide w wyzna­czone miejsce.jestem wolny jak ptak!!!

    pozdra­wiam

  4. Jan M. Fijor pisze:

    I o to cho­dzi. Pozdra­wiam JM Fijor

  5. Krzysztof Młody pisze:

    Zakazy bez zezwo­le­nia.….….
    Zakaz sia­nia maku we wła­snym ogródku
    Zakaz pędze­nia alko­holu
    Zakaz spo­ży­wa­nia :) w miej­scach publicz­nych
    Zakaz pale­nia w miej­scach publicz­nych
    I tak wkoło Macieju.
    Tylko kto to jest ten Maciej.……???

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*