Zbędna zmiana

Z trud­nych do zro­zu­mie­nia powo­dów, jakby w naszym kraju nie było już nic innego do popra­wia­nia, posło­wie PiS wystą­pili w pro­po­zy­cją zli­kwi­do­wa­nia „moż­li­wo­ści roz­li­cza­nia przez zakłady ubez­pie­czeń szkód komu­ni­ka­cyj­nych na pod­sta­wie kosz­to­ry­sów”.

Ma to być część pakietu zmian w usta­wie o ubez­pie­cze­niach obo­wiąz­ko­wych i o dzia­łal­no­ści ubez­pie­cze­nio­wej. Aż strach pomy­śleć, jak wygląda cały pakiet.
Przy­po­mnę tylko, że kilka lat temu zakłady ubez­pie­czeń wpro­wa­dziły moż­li­wość uzy­ska­nia przez poszko­do­wa­nych, rów­no­war­to­ści odszko­do­wa­nia, bez koniecz­no­ści przed­kła­da­nia rachun­ków za wyko­nane naprawy pojazdu. Odbywa się to na pod­sta­wie dobro­wol­nego poro­zu­mie­nia i indy­wi­du­al­nej decy­zji klienta. Uła­twia poszko­do­wa­nym doko­na­nie naprawy w spo­sób przez nich okre­ślony, w wybra­nym przez nich warsz­ta­cie, w uzgod­nio­nym ter­mi­nie i za wyne­go­cjo­waną cenę. Sys­tem ten skraca czas ocze­ki­wa­nia na wypłatę odszko­do­wa­nia, pomija bowiem sze­reg uciąż­li­wych pro­ce­dur biu­ro­kra­tycz­nych. Jest więc prak­tyczny, tań­szy i prost­szy.
Firmy ubez­pie­cze­niowe, to firmy pry­watne, mają prawo robić ze swo­imi pie­niędzmi co im się żyw­nie podoba, o ile tylko zaak­cep­tują to ich klienci. Oka­zuje się jed­nak, że u nas kon­trakt mię­dzy usłu­go­dawcą a usłu­go­biorcą nie tylko nie wystar­czy, w ogóle nie jest brany pod uwagę bez impri­ma­tur tego czy innego posła.

Kiedy nie wia­domo dla­czego coś się dzieje, to wia­domo że dzieje się tak z powodu pie­nię­dzy. Czy­ich pie­nię­dzy? Nie trudno zgad­nąć. Swo­boda wyboru formy naprawy ude­rzyła w licen­cjo­no­wane zakłady naprawy pojaz­dów oraz deale­rów. Bez opieki pań­stwa, które ma im siłą napę­dzić biz­nes, nie są w sta­nie kon­ku­ro­wać z innymi, bar­dziej ener­gicz­nymi, tań­szymi i lepiej dzia­ła­ją­cymi pod­mio­tami. I to był powód, dla któ­rego zwró­ciły się do posłów o pomoc. Zamiast więc chro­nić kon­su­men­tów, spo­łe­czeń­stwo, posło­wie stają na straży pry­wat­nego biz­nesu. Pre­tek­stem są rze­kome miej­sca pracy. A że ich ochrona odbywa się kosz­tem ogra­ni­cze­nia swo­body wyboru kon­su­men­tów, co jest sprzeczne nie tylko z obo­wią­zu­ją­cym porząd­kiem gospodarczo-prawnym, ale wręcz z kon­sty­tu­cją, kogo to obcho­dzi.
Posło­wie nie w cie­mię bici. Dobrze wie­dzą, że nie mogą ujaw­nić swo­jej sła­bo­ści do auto­ry­zo­wa­nych sta­cji i dela­erów. Podob­nie więc, jak w przy­padku ogra­ni­cze­nia indy­wi­du­al­nego importu samo­cho­dów z zagra­nicy, co ma słu­żyć rato­wa­niu deale­rów nowych samo­cho­dów, wmy­ślono pre­tekst for­malny. O ile import zaha­mo­wano ze względu na ochronę śro­do­wi­ska (recy­kling), zagro­żo­nego sta­rymi samo­cho­dami z Unii, o tyle w tym przy­padku cho­dzi o walkę ze zło­dzie­jami czę­ści zamien­nych, a także zapew­nie­nie bez­pie­czeń­stwa użyt­kow­ni­ków pojaz­dów. Sprytni dela­erzy wmó­wili posłom, że nie­kon­tro­lo­wane naprawy grożą wypad­kami dro­go­wymi, i co gor­sza, odby­wają się przy uży­ciu kra­dzio­nych czę­ści samo­cho­do­wych. Tak jakby deale­rzy sami z takich czę­ści nie korzy­stali, a po napra­wach doko­ny­wa­nych w ASO każdy klient był w nie­biań­skiej eufo­rii. Gdyby jakość pracy auto­ry­zo­wa­nych sta­cji i dele­arów była aż tak wysoka i zapew­niała kie­row­com pełne bez­pie­czeń­stwo, nie potrzebna byłaby jaka­kol­wiek poprawka w usta­wie. Każdy w ciemno uda­wałby się do sta­cji auto­ry­zo­wa­nej, nie ryzy­ku­jąc wypadku czy kon­fliktu z pra­wem u przy­god­nego mecha­nika. Ludzie głupi nie są i wie­dzą co robią, zwłasz­cza gdy od tego cze­goś zależy ich życie, zdro­wie czy port­fel. Mimo to w maje­sta­cie prawa usta­lono, że posło­wie mają obo­wią­zek chro­nić posia­da­czy samo­cho­dów. Przed kim? Przed samymi sobą! Nie dość, że mają nas za przy­głu­pów, które nie wie­dzą co robią, to na doda­tek każą nam pła­cić rachu­nek za tę „ochronę”. Dokład­nie tak jak to robi Cosa Nostra.
Gdyby cho­dziło wyłącz­nie o pie­nią­dze dla deale­rów, posło­wie nie byliby tacy sko­rzy. Oni dobrze wie­dzą, że do wzię­cia jest także kasa dla nich Tą kasą są podatki. Ślepy i chciwy fiskus, nie baczy na to, iż mecha­nik, który sobie dora­bia poza licen­cją, może wpraw­dzie nie zapła­cić podatku, ale dzięki moż­li­wo­ści doko­ny­wa­nia napraw, jest w sta­nie zaro­bić na sie­bie i nie być cię­ża­rem dla socjal­nego państwa.

Sta­wia­nie jed­nej grupy zawo­do­wej przed drugą jest nie tylko sprzeczne z kon­sty­tu­cją. To zwy­kły rabu­nek. Pań­stwo ma chro­nić przed­się­bior­czość i przed­się­bior­ców, a nie biz­nes. Tym bar­dziej, jeśli odbywa się to kosz­tem kon­su­men­tów czyli ogółu oby­wa­teli. Gdyż w ten spo­sób pie­nią­dze z jed­nej kie­szeni trans­fe­ro­wane są siłą do innej. Co gor­sza, dzieje się tak bez związku z czy­jąś uży­tecz­no­ścią czy zasłu­gami. Jedy­nym powo­dem pre­fe­ren­cji są zna­jo­mo­ści, układy czy, naj­czę­ściej, korup­cja.
Żyjemy w świe­cie ogra­ni­czo­nych zaso­bów, wszyst­kiego nam bra­kuje, dla­tego musimy tak dys­po­no­wać zaso­bami, aby je wyko­rzy­stać jak naj­le­piej. O tym, czy to wyko­rzy­sta­nie jest opty­malne decy­duje rynek, czyli kon­su­menci. Jeśli biorą się za to poli­tycy, rezul­tat jest z reguły opła­kany i daleki od spra­wie­dli­wego. Tym bar­dziej, że wła­śnie dzięki ryn­kowi i towa­rzy­szą­cej mu wol­no­ści wyboru, pod­nio­sła się nie tylko jakość usług samo­cho­do­wych, spa­dła rów­nież ilość kra­dzieży. Spa­dła m.in. z powodu wzro­stu importu pojaz­dów uży­wa­nych. Część z nich nie znaj­du­jąc nabyw­ców w cało­ści, została roze­brana na czę­ści i sprze­dana przez pra­wo­wi­tych wła­ści­cieli. Legal­nie!
Nie trzyma się także kupy argu­ment o bez­pie­czeń­stwie, gdyż osta­tecz­nym auto­ry­te­tem oce­nia­ją­cym je są (licen­cjo­no­wane przez pań­stwo) sta­cje kon­troli pojaz­dów, które wery­fi­kują ich stan, wysta­wia­jąc na to świa­dec­two jako­ści. Ocena SKP nie zależy prze­cież od miej­sca wyko­na­nia naprawy. Tym bar­dziej, że jakość dzia­ła­nia ASO też pozo­sta­wia wiele do życzenia.

Skut­kiem wpro­wa­dze­nia pro­po­no­wa­nych zmian będzie więc wzrost kosz­tów ubez­pie­cze­nia, a tym samym pod­nie­sie­nie wyso­ko­ści składki ubez­pie­cze­nio­wej pła­co­nej przez posia­da­czy pojaz­dów. Pod­wyż­sze­nie kwot odszko­do­wań nastąpi cho­ciażby z powodu koniecz­no­ści pła­ce­nia podatku VAT od robo­ci­zny i czę­ści zamien­nych, któ­rego w obec­nych kosz­to­ry­sach na ogół się nie uwzględ­nia. Co gor­sza, regu­la­cja bio­rąca w ochronę potęż­nych deale­rów i ASO uczyni je jesz­cze potęż­niej­szymi, co odbije się na nas dal­szym wzro­stem cen usług tych pla­có­wek. Tak się dzieje ile­kroć pań­stwa tamuje wolną kon­ku­ren­cję. Nie ma też wąt­pli­wo­ści, że dopiero w ten spo­sób stwo­rzy się czarny rynek czę­ści zamien­nych i szarą strefę usług. W zamian za wzią­tek, auto­ry­zo­wani i deale­rzy będą odtąd udzie­lać swego bło­go­sła­wień­stwa kole­gom bez licen­cji,. Tak się już dzieje w wielu innych dzie­dzi­nach. Moto­ry­za­cja nie jest wyjąt­kiem. Poli­tycy psują gospo­darkę, psują pań­stwo, psują nam krew. Może by wresz­cie naród przy­szedł po rozum do głowy i zabro­nił im tego. Taka zmiana wyszła by wszyst­kim na korzyść.

Jan M. Fijor
„rózne” 2006-04-27

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 10

  1. Stefan Pieczenik pisze:

    Pro­sze Pana. Nasz narod gotowy bedzie na trans­fu­zje i wymiane krwi zepsu­tej na tro­che lep­sza, ale nigdy nie poj­dzie po rozum do glowy. Moze nawet zabroni tego lub owego demo­kra­tycz­nie wiek­szo­scia glo­sow, a z dru­giej znow strony tez wiek­szo­scia demo­kra­tyczna zaglo­suje na naj­glup­sze non­sensy. Na tym pro­sze pana pole­gaja uroki demo­kracj: „kupa mosci pano­wie, demo­kra­tyczna kupa”. Nasz narod nie jest w sta­nie zro­zu­miec na czym polega praw­dziwa wol­nosc i dla­tego spo­dzie­waj sie Pan innych naci­skow na poslow-oslow, mani­pu­lo­wa­nych przez grupy, kto­rzy maja w tym inte­res. A moze posly nie takie osly, bo tyz im z tego cos skap­nie do kesieni w for­mie dobrze pla­co­nego sta­no­wi­ska pracy dla syna, czy corki,ktorzy ukon­czyli uczel­nie i sie Wale­saja. Ja tam sie z tego wszyst­kiego smieje. Smieje sie bo jak bylem powa­zny to wycho­dzi­lem jak Zablocki na mydle. Tera cala moja ta dzia­lal­nosc gospo­dar­cza w pod­zie­miu. Nie dostana dar­mo­zjady ani gro­sza ode mnie. Moze to sie wyda­wac ludziom nie­mo­ralne, ze nie odpro­wa­dzam pie­nie­dzy do kasy pan­stwa. W ten wla­snie spo­sob, samo­dziel­nie ogra­ni­czam, a nawet i ele­mi­nuje inter­wen­cje rzadu do moich docho­dow. Udaje prze­cient­niaka, a nawet i cho­dze i w podar­tej kapo­cie, sta­rym gra­tem jez­dze, a pie­niadz ktory bylby zmar­no­wany, gdy opo­dat­ko­wany, robi mi ladna kase. Dla mnie nie pisma, nie mowy moralne, ale prak­tyczne nie dawa­nie sie ocyganiac.

  2. Poziomka pisze:

    Nie, żebym był zło­śliwy, ale z całego serca życzę Panu, aby ktoś wje­chał panu w kuper (samo­chodu oczy­wi­ście) i żeby ubez­pie­czy­ciel roz­li­czył Pana na pod­sta­wie kosz­to­rysu. Nie sądzę, aby w inny spo­sób mógł sie Pan prze­ko­nać o wyj­ściu ubez­pie­czy­ciela „twa­rzą do klienta”. Oczy­wi­ście o tym jak warsz­tat pła­cący podatki ma kon­ku­ro­wać z zakła­dem nie pła­cą­cym podat­ków nie wspomnę.

  3. Jan M. Fijor pisze:

    Jesli mnie ubez­pie­czy­cie oszuka, to mam wyj­scie: ist­nieje kon­ku­ren­cja. Jesli jed­nak oszuka mnie pan­stwo, nie mam wyj­scia. Pan­stwo to mono­pol. Nie chce mono­po­low na dro­dze mego zycia. Pora­dze sobie bez pan­stwa. Uklony Jan M. Fijor

  4. parakalein pisze:

    Witam,
    Jeśli ustawa będzie mówiła o ASO to nikt nie zabroni „cywil­nym” warsz­ta­tom uzy­skać odpo­wied­nie cer­ty­fi­ka­cje. Ja odbie­ram to raczej jako fak­tyczne dba­nie o oby­wa­teli a nie ochronę grupy biz­ne­so­wej. Gdyby cho­dziło o inte­resy to ASO, myśląc biz­ne­sowo, nie udały by się na wojnę z np. PZU. PZU bowiem będzie miało teraz okre­ślo­nego „wroga” z któ­rym będzie wal­czyć o pie­nią­dze przy nego­cjo­wa­niu sta­wek za naprawy. Wcze­śniej nie mogli wal­czyć z „par­ty­zantką” ukrytą po gara­żach.
    Co do samych napraw.… widzia­łem i wiem jak wyglą­dały nie­które naprawy z wypła­co­nych pie­nię­dzy. Sztu­ko­wano dru­tami i spa­wa­nymi pół­osiami auta „do jazdy” a zaosz­czę­dzone pie­nią­dze zawsze się przy­da­wały.
    Samo­chody tak „napra­wione” to zagro­że­nie dla innych.
    Tak więc gotów jestem zapła­cić odro­biną wol­no­ści za mniej komu­ni­ka­tów „kie­rowca stra­cił pano­wa­nie nad pojaz­dem i ude­rzył w .…”

  5. Jan M. Fijor pisze:

    Dla­czego doro­sly czlo­wiek nie moze robic ze swym samo­cho­dem czego chce? To jest jego prto­blem i wla­snosc. ASO zatwier­dzaja stan tech­niczny, weic niech biora odpo­wie­dzial­nosc za to, za co kaza sobie pla­cic. JMF

  6. Parakalein pisze:

    Jan M. Fijor odpo­wie­dział:
    Dla­czego doro­sly czlo­wiek nie moze robic ze swym samo­cho­dem czego chce? To jest jego prto­blem i wla­snosc. ASO zatwier­dzaja stan tech­niczny, weic niech biora odpo­wie­dzial­nosc za to, za co kaza sobie pla­cic. JMF

    Może dla­tego, że auto waży śred­nio 1,5 tony a przy pręd­ko­ści 50 km/h troszkę wię­cej, może też dla­tego, że ma średni 4 miej­sca dla postron­nych, mogą­cych nie mieć bla­dego poję­cia o sta­nie pojazdu do jakiego wsia­dają itd.

    czy jak już doro­sły czło­wiek zde­cy­do­wał się na jazdę wra­kiem to poje­dzie po pie­czątkę do ASO? raczy Pan żar­to­wać. Prze­cież to jego auto i jego problem.

  7. Jan M. Fijor pisze:

    Nie rozu­miem. Jesli ktos, kto ma nie­sprawny samo­chod laduje do niego swoje dzieci lub bli­skich, to jest albo ciezko chory, albo bli­skich nie kocha. Poza tym, jesli ja wsia­dam do samo­chodu (czy samo­lotu), to musze byc prze­ko­nany o tym, ze warto to uczy­nic. I dla­tego w Afryce nie latam awio­net­kami, a w USA latam. Pozdra­wiam i nadal wie­rze w rozum czlo­wieka. A pan nie. Pan uwaza, ze wie­cej rozumu ma ciec ze sta­cji obslugi? Jan M Fijor

  8. Parakalein pisze:

    Jan M. Fijor odpo­wie­dział:
    Nie rozu­miem. Jesli ktos, kto ma nie­sprawny samo­chod laduje do niego swoje dzieci lub bli­skich, to jest albo ciezko chory, albo bli­skich nie kocha. Poza tym, jesli ja wsia­dam do samo­chodu (czy samo­lotu), to musze byc prze­ko­nany o tym, ze warto to uczy­nic. I dla­tego w Afryce nie latam awio­net­kami, a w USA latam. Pozdra­wiam i nadal wie­rze w rozum czlo­wieka. A pan nie. Pan uwaza, ze wie­cej rozumu ma ciec ze sta­cji obslugi? Jan M Fijor”

    Może nie kochać lub być chory — ja bym wolał nie testo­wać tego na innych. Ide­ali­sta z Pana. Ludzie nie spraw­dzają do czego wsia­dają i pro­szę nie porów­ny­wać awio­ne­tek do samo­cho­dów. Każdy spraw­dzi coś co unosi się kil­ka­set metrów nad zie­mią i każdy ma wro­dzony „lęk” który to powo­duje. To, że Pan spraw­dza nie zna­czy, że każdy powi­nien lub będzie tak czy­nił. a tak na mar­gi­ne­sie — dla­czego nie lata Pan w Afryce awio­net­kami? Nie wie­rzy Pan w rozum pilota???

  9. Jan M. Fijor pisze:

    Jesli ludzie nie beda dbac o swoje sprawy, w tym o wla­sne zycie, ktore jest dla nich chyba naj­cen­niej­sze, to nie ma rady. Musi zgi­nac. Nikt mu w tym nie prze­szko­dzi, nawet mini­ster­stwo zdro­wia, szcze­scia i pomy­sl­no­sci. Ja i tak uwa­zam, ze zaden, naj­mar­dzej­szy urzed­nik nie zadba o inte­res cie­cia lepiej niz on sam. taka jest natura czlo­wieka, ze jest ego­ista. To nie ide­alizm, to prag­ma­tyzm czy­stej wody. P.S. w rozum pilota moze i wie­rze, ale nie wie­rze w per­so­nel naziemny.

  10. Parakalein pisze:

    Jan M. Fijor odpo­wie­dział:
    Jesli ludzie nie beda dbac o swoje sprawy, w tym o wla­sne zycie, ktore jest dla nich chyba naj­cen­niej­sze, to nie ma rady. Musi zgi­nac. Nikt mu w tym nie prze­szko­dzi, nawet mini­ster­stwo zdro­wia, szcze­scia i pomy­sl­no­sci. Ja i tak uwa­zam, ze zaden, naj­mar­dzej­szy urzed­nik nie zadba o inte­res cie­cia lepiej niz on sam. taka jest natura czlo­wieka, ze jest ego­ista. To nie ide­alizm, to prag­ma­tyzm czy­stej wody. P.S. w rozum pilota moze i wie­rze, ale nie wie­rze w per­so­nel naziemny.

    MA Pan rację — życie jest dla ludzi naj­cen­niej­sze — tyle, że zazwy­czaj wła­sne. Żaden „lewy” mecha­nik nie będzie miał opo­rów przed „dru­to­wa­niem” czy spa­wa­niem osi innego kie­rowcy. W tym wypadku Pań­stwo chciało poło­żyć nacisk na „życie” — ja tak to odbie­ram. Po pro­stu wia­domo jest, choć Pan tego nie zauważa, że nikt nigdy nie kon­tro­luje wszyst­kiego co go dotyczy.Ludzie zakła­dają pewne rze­czy z góry. Np to, że żaden mecha­nik nie chce ich zabić. Tro­chę mi Pan przy­pomna czło­wieka który popro­sił Boga o pełną kon­trolę nad wła­snym cia­łem. Jego zamia­rem było mak­sy­malne wyko­rzy­sta­nie swo­jego poten­cjału. Dostał to o co pro­sił i po dwóch dniach pro­sił Boga o „stary model” pano­wa­nia nad cia­łem. Po pro­stu nie spał pil­nu­jąc oddy­cha­nia, bicia serca itd. Nie da się wszyst­kiego spraw­dzać.
    a pilo­towi nie mógł Pan ufać…

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts