Zemsta?

Afera Con­staru jest kolej­nym dowo­dem na to, że w Pol­sce domi­nu­ją­cym moty­wem wymiaru spra­wie­dli­wo­ści nie jest wcale spra­wie­dli­wość, lecz zemsta.

Donos

Przy­po­mnijmy fakty. Dwa lata temu, repor­te­rzy „Rzecz­po­spo­li­tej” i TVN odkryli, że w fir­mie „Con­star” odświeża się zepsute wędliny i mięso. Repor­terka, która – poda­jąc się za osobę poszu­ku­jącą pracy — zatrud­niła się w Con­sta­rze, sfil­mo­wała ukrytą kamerą, jak pra­cow­nicy zakładu pod­mie­niali ety­kiety z datą waż­no­ści mięsa, jak mie­lili i kie­ro­wali powtór­nie do sprze­daży przeda­to­wane wędliny, usu­wa­jąc z nich pleśń i woń zgni­li­zny, jak biały nalot z ple­śni ście­rano ole­jem, a pozie­le­niałe od sta­ro­ści wędliny płu­kano w ługu sodo­wym. Ujaw­nione prak­tyki były prze­ra­ża­jące i aż dziw bie­rze, że ten znany pry­watny zakład pro­duk­cyjny odwa­żył się na ich sto­so­wa­nie.
Po dwóch latach od ujaw­nie­nia afery sprawa tra­fiła do sądu w Kiel­cach, gdzie dzien­ni­karka w prze­bra­niu potwier­dziła sto­so­wane prak­tyki, prze­słu­chano eks­per­tów i bie­głych, zapo­mniano jed­nak w spo­sób rze­czowy i zado­wa­la­jący odpo­wie­dzieć na pyta­nie: jakie były skutki tego, co w Con­star robiono. Trudno bowiem uwie­rzyć, że tak spre­pa­ro­wane pro­dukty tra­fiły na stoły kon­su­men­tów, któ­rzy je spo­żyli bez żad­nych kon­se­kwen­cji. Jed­nakże mimo nagło­śnie­nia sprawy w mediach całej Pol­ski, nie stwier­dzono ani jed­nego udo­ku­men­to­wa­nego przy­padku, aby ktoś z powodu kon­sump­cji wspo­mnia­nych wędlin zacho­ro­wał czy cho­ciażby poczuł się poszko­do­wany. Pozew prze­ciwko fir­mie wnio­sła pro­ku­ra­tura opie­ra­jąc się na dono­sie dzien­ni­kar­skim. Co prawda, sąd dopiero roz­po­czął postę­po­wa­nie a więc wina pro­du­centa wędlin jest wciąż nie dowie­dziona, sądząc po dys­po­zy­cyj­no­ści naszego wymiaru spra­wie­dli­wo­ści i jego „spo­łecz­nym zaan­ga­żo­wa­niu”, można domnie­my­wać, że wyrok będzie jed­nak ska­zu­jący. Świad­czy o tym cho­ciażby fakt cał­ko­wi­tego zigno­ro­wa­nia przez sąd postę­po­wa­nia dzien­ni­ka­rzy.
Przy­po­mnę tylko, że w 1997 roku, w podob­nej spra­wie w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, sąd ska­zał sieć tele­wi­zyjną ABC na kil­ku­mi­lio­nową grzywnę za to, że dzien­ni­karka śled­cza podała w for­mu­la­rzu o pracę w sieci skle­pów „Food Lion” nie­praw­dziwe dane. Tele­wi­zja ABC była zresztą jedy­nym ska­za­nym w tam­tej spra­wie. Mimo ewi­dent­nych dowo­dów łama­nia zasad higieny ze strony „Food Lion”, przy braku jakich­kol­wiek rosz­czeń ze strony kon­su­men­tów, sąd uznał, że „brak ofiary impli­kuje brak winy”, a tym samym nie ma pod­staw do wymie­rze­nia kary. Wyszedł bowiem z zało­że­nia, że gdyby rege­ne­ro­wane pro­dukty były tru­jące, śmier­dzące, albo w jakiś inny spo­sób nie nada­wały się do spo­ży­cia, nie potrzebna byłaby misty­fi­ka­cja dzien­ni­kar­ska, a powódz­two prze­ciwko pro­du­cen­towi wadli­wych wyro­bów skie­ro­wane zosta­łoby przez stronę poszko­do­waną, czyli kon­su­men­tów. Jeśli takiego fał­szer­stwa nie wykryto, to zna­czy, że albo rege­ne­ro­wane pro­dukty nie były nie­bez­pieczne dla zdro­wia, albo ich nabywcy nie czuli się poszkodowanymi.

Nara­ża­nie

Wsz­czy­na­nie śledz­twa w sytu­acji braku poszko­do­wa­nego jest nad­uży­ciem, tym bar­dziej, że w Sta­ra­cho­wi­cach posłu­żono się prze­stęp­stwem – wytry­chem, zna­nym jako zbrod­nia „nara­że­nia na utratę zdro­wia”. Jeśli nie jest to zarzut dęty, to na pewno wąt­pliwy, jako że nara­zić na utratę zdro­wia może zarówno pro­du­cent soli kuchen­nej (dawka śmier­telna 150 g), sznura, samo­chodu czy łyżew. Nie można ska­zy­wać czło­wieka za to, że zro­bił coś, co „mogłoby” spo­wo­do­wać czy­jąś krzywdę. Jeśli nawet Con­star postą­pił nie­roz­trop­nie czy głu­pio, został prze­cież uka­rany. Nagło­śnie­nie sprawy w mediach – tak w przy­padku „Food Lion”, jak i „Con­star” – spo­tkało się ze zro­zu­miałą reak­cją kon­su­men­tów, któ­rzy zre­zy­gno­wali w zakupu pro­duk­tów obu firm, karząc je naj­gor­szą karą w biz­ne­sie, jaką jest utrata dobrej repu­ta­cji i klien­teli. Szwin­del, jakiego rze­komo dopu­ścili się pra­cow­nicy Con­stara, kosz­to­wał firmę co naj­mniej 10 mln zło­tych, z czego aż 7,5 mln zł sta­no­wiły koszty kam­pa­nii PR na rzecz przy­wró­ce­nia fir­mie dobrego imie­nia. Cie­kawe jest to, że klienci wstrzy­mali się od zaku­pów nie z powodu nie­świe­żo­ści wędlin, lecz wsku­tek obawy o to, że „mogliby zostać” zatruci lub otruci. I to była słuszna kara za nara­ża­nie kon­su­menta na ryzyko. Sąd nie powi­nien karać zakładu drugi raz.

Czyj inte­res?

Pro­szę mnie źle nie zro­zu­mieć. Ja nie chcę unie­win­nie­nia Con­staru. Jeśli sąd dowie­dzie im prak­tyk opi­sa­nych, poka­za­nych, wów­czas z satys­fak­cją cze­kać będę aż zban­kru­tują. Chcę jed­nak, aby do ban­kruc­twa przed­się­biorstw dopro­wa­dzali kon­su­menci, czyli my, a nie urzęd­nicy. Wyeli­mi­no­wa­nie złego pro­du­centa czy usłu­go­dawcy ma bowiem słu­żyć kon­su­men­tom, a nie urzęd­ni­kom czyli pań­stwu. Sama nad­gor­li­wość sys­temu wymiaru spra­wie­dli­wo­ści ani kon­su­men­tom, ani tym bar­dziej spra­wie­dli­wo­ści nie służy. Upa­dek przed­się­bior­stwa, które działa źle czy mar­no­traw­nie, leży wyłącz­nie w inte­re­sie kon­su­men­tów. Upa­dek ten z jed­nej strony firmę uni­ce­stwia, s dru­giej zaś jest prze­strogą dla innych. Pełni zatem rolę odstra­sza­jąca.
Wymiar spra­wie­dli­wo­ści, dzia­ła­jący w inte­re­sie „soli­dar­nego pań­stwa” ma inne prio­ry­tety. Nie chce krzywdy zakładu, bo oba­wia się, że ban­kruc­two dopro­wa­dzi­łoby do utraty „cen­nych miejsc pracy”. Dla­tego pol­skie sądy, zamiast karać firmę, karzą jej pra­cow­ni­ków, bez obec­no­ści któ­rych może ona nadal robić szwin­dle.
W pro­ce­sie Con­staru na ławie oskar­żo­nych zasia­dło pięć osób: były dyrek­tor — Marek C., ówcze­sny powia­towy lekarz wete­ry­na­rii w Sta­ra­cho­wi­cach oraz trzej inspek­to­rzy z tam­tej­szego powia­to­wego inspek­to­ratu wete­ry­na­rii, któ­rzy byli odde­le­go­wani do „Con­staru”. Były dyrek­tor może zostać uka­rany grzywną, ogra­ni­cze­niem wol­no­ści lub pozba­wie­niem wol­no­ści do jed­nego roku. Pozo­sta­łym oso­bom grozi do trzech lat wię­zie­nia. To nie kara lecz zemsta za to, że dali się przy­ła­pać dziennikarce.

Winny nie­winny

Jeśli Con­star jest naprawdę winny, zaś brak reak­cji ze strony jego kon­su­men­tów podyk­to­wany był wyłącz­nie ich bier­no­ścią, zna­czy to, że nie mieli oni nale­ży­tej ochoty, wiary czy moty­wa­cji do skie­ro­wa­nia pry­wat­nego oskar­że­nia prze­ciwko fir­mie. Dla­czego nie uwie­rzyli w sku­tecz­ność swych oskar­żeń? Z leni­stwa? Trudno uwie­rzyć, że ktoś rezy­gnuje z odszko­do­wa­nia tylko dla­tego, że ma nie­chęć do cho­dze­nia po sądach. Praw­dzi­wym powo­dem dla któ­rego pry­watny oskar­ży­ciel rezy­gnuje z odszko­do­wa­nia jest naj­praw­do­po­dob­niej jego wyso­kość, a raczej…niskość. Od lat wia­domo, że sądy karzą biz­nes tak, aby włos mu z głowy nie spadł. Odszko­do­wa­nia w spra­wach podob­nych do przy­to­czo­nej są absur­dal­nie niskie i nie uwzględ­niają nawet strat ponie­sio­nych przez poszko­do­wa­nych. Igno­rują przy tym nie­mal cał­ko­wi­cie ele­ment odstra­sza­jący, będący praw­dziwą karą za popeł­nione prze­stęp­stwo. Wyroki pod­po­rząd­ko­wane są ilu­zo­rycz­nemu inte­re­sowi pań­stwa: wpły­wom podat­ko­wym i walce z bez­ro­bo­ciem, dowo­dząc tym samym, że te inte­resy są sprzeczne z, zarówno inte­re­sami oby­wa­teli, jak i sprawiedliwości.

Jan M. Fijor
„Nczas” 2007-03-06

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Komentarzy: 16

  1. to_ja pisze:

    nie zeby co, ale dla­czego ciąga się po sądach np. pija­nych kie­row­ców? Więk­szość z nich prze­cież nie spo­wo­duje wypadku.

  2. dAGO pisze:

    @to_ja
    … no wła­śnie. Dla­czego sie ciąga? Nor­mal­niej by było tym, któ­rzy po pijaku spo­wo­do­wali wypa­dek solid­nie dowa­lić, wycia­gnąć kon­se­kwen­cje, zarzą­dać zadość­uczy­nie­nia, a w przy­pad­kach śmier­tel­nych trak­to­wać jak mor­der­ców (z karą śmierci włącznie).

  3. Jan M. Fijor pisze:

    Moim zda­niem wystar­czy­loby pod­nie­sie­nie skladki ubez­pie­cze­nio­wej, gdyz pijany pod­nosi ryzyko ubez­pie­cze­nia. Ubez­pie­cze­nie — z defi­ni­cji — nie tylko zabez­pie­cza przed ryzy­kiem, ale ma row­niez to ryzyko mini­ma­li­zo­wac. Nie mozna karac za to, ze „mozliwe jest powsta­nie zla czy szkody”. Uklony Jan M Fijor

  4. a jo pisze:

    no to już to powiem, mnie np. ska­zali Pra­wo­moc­nym Wyro­kiem Sądu na utratę prawa jazdy za „spo­wo­do­wa­nie zagro­że­nia w ruchu lądo­wym”, ” na ruchli­wej i cze­sto uczęsz­cza­nej dro­dze w cen­trum mia­sta”, a ja tylko o 3 w nocy, jak wra­ca­łem z knajpy to pod blo­kiem chcia­łem tylko prze­sta­wić samo­chód, tak żeby Pan zło­dziej się nie wła­mał, bo jak się wcze­śniej wła­mał — wrzu­ca­jąc płytkę chod­ni­kową przez szybę do środka, krad­nąc mi raz drugi teczkę, to przy­szedł Pan poli­cjant do mnie do domu i maru­dził, by mu coś tam pod­pi­sać, by nie musieli wsz­czy­nać postę­po­wa­nia, bo to, bo tamto,no to pod­pi­sa­łem mu wtedy. Więc jak prze­sta­wia­łem ten samo­chód pod moim blo­kiem, to oni już tam cze­kali, to zna­czy Pano­wie poli­cjanci, któ­rzy od razu wie­dzieli, że chcę spo­wo­do­wać zagro­że­nie w ruchu lądo­wym i że zaraz może ulica w cen­trum mia­sta (ta pod moim blo­kiem) być ruchliwa i czę­sto uczęsz­czana. Moim zda­niem ona (ta ulica) może stać się kie­dyś nawet dwu­kie­run­kowa, bo na razie jest jedno a ruchliwa i uczęsz­czana o 3-ciej nad ranem,to też może, ale pod warun­kiem, że w tym moim „mie­ście” posta­wią kasyno i dom scha­dzek (naj­le­piej pod moim blo­kiem). A trzy tygo­dnie temu znowu mi ukra­dli radio z samo­chodu. I bar­dzo się cie­szę, że mogę miesz­kać tu, że jest tu tak i nie ma tu żad­nej rze­czy, która mi się, kurwa, nie podoba.

  5. Jan M. Fijor pisze:

    Ja tez panu zazdrosz­cze i cie­sze sie, ze mam pan poli­cje, ktora dba o oby­wa­tela. U nas tak nie jest. W War­sza­wie poli­cja dba o oby­wa­tela, ale tylko o oby­wa­tela Kaczyn­skiego i jego zna­jo­mych. Jak jada sobie gdzies na schadzke, to zamy­kaja im ulice i gnaja 160 km na godz. zeby sie latwo jechalo a holota im nie zajez­dzala drogi. Sma pan widzi, ze jest wygrany w porow­na­niu z nami. I komu w takich warun­kach pryj­dzie na mysl wyjez­dzac z tego raju na Zie­lona Wyspe albo gdzie indziej? Nikomu, rzecz jasna! Pozdra­wiam Jan M Fijor

  6. Nataniel pisze:

    Nie mozna karac za to, ze „mozliwe jest powsta­nie zla, czy szkody”. Czyli nie powinno sie karac zamro­czo­nego, ktory wsiada za kie­row­nice spor­to­wego samo­chodu z sil­ni­kiem o szes­ciu cylin­drach, ktory jest poci­skiem do zabi­ja­nia i ranie­nia, bo nalezy ocze­ki­wac szkody, cial zabi­tych, aby ewen­tu­al­nie poda­wac sprawe do sadu. Wiec nich urznieci pro­wa­dza samo­chody, niech zabi­jaja, nie sie roz­bi­jaja, po to azeby bylo spra­wie­dli­wie… Hmmmmm.

  7. Jan M. Fijor pisze:

    Chyba nie­do­bry przy­klad, bo prawo mowi, ze nie wolno wsia­dac po pija­nemu do samo­chodu nawet gdyby mial 1 cylin­der. Nie mowi jed­nak nic o pre­ce­so­wa­niu wedlin. pozdra­wiam jan m Fijor

  8. Poziomka pisze:

    A może są poszko­do­wani? Może klienci za pełną cenę, kupili towar o któ­rym myśleli, że jest peł­no­war­to­ściowy? Nie sądzi pan? A myśleli, ze jest peł­no­war­to­ściowy bo takim producent-oszust napi­sał na metce? Może pro­du­cent tych wędlin jest zwy­kłym oszu­stem? Ale pan chce, żeby był oszu­stem, któ­remu się udało, bo tak działa wolny rynek?

  9. cirocco pisze:

    Napi­sał pan że nie mozna karac za to, ze „mozliwe jest powsta­nie zla czy szkody”. Trudno się z tym w pełni zgo­dzić np: podam panu na tale­rzu dwie kanapki z czego jedna jest zatruta, przy­pu­śćmy, że miał pan szczę­ście i nic się panu nie stało, czyli nie zro­bi­łem nic złego? nie można mnie uka­rać?
    Albo jesz­cze pro­ściej: biorę broń, strze­lam do pana i nie tra­fiam… nic się nie stało? nie powi­nie­nem zostać skazany?

  10. Jan M. Fijor pisze:

    Co innego celowa proba otru­cia, a co innego, dzia­la­nie, ktore mogloby spo­wo­do­wac czy­jas szkode. pozdra­wiam Jan M Fijor

  11. poziomka pisze:

    No i jesz­cze idąc śla­dem Pana rozu­mo­wa­nia, sza­nowny Auto­rze, nie powinno się ści­gać mor­der­stwa (zwłasz­cza osób samot­nych i opusz­czo­nych), bo prze­cież nie ma poszkodowanego.

  12. Jan M. Fijor pisze:

    Sa sa poszko­do­wani. Zobacz: komen­tarz do wpisu Pio­tra. pozdra­wiam Jan M Fijor

  13. Piotr pisze:

    @Poziomka:
    „A może są poszkodowani?”

    Oczy­wi­ście, że są poszko­do­wani. Jed­nak szkoda była ich zda­niem na tyle mała, że nie warto było zawra­cać sobie nią głowy. I tę decy­zję należy usza­no­wać. Dla­czego mściwy biu­ro­krata miałby decy­do­wać za ofiary? Czego miałby żądać?
    Z resztą pro­ble­mem są raczej żało­śnie niskie odszko­do­wa­nia, co autor wyraź­nie podkreśla.

    @poziomka
    „nie powinno się ści­gać mor­der­stwa, bo prze­cież nie ma poszkodowanego.”

    Ofiarą mor­der­stwa są oczy­wi­ście sami zamor­do­wani. W wol­nym spo­łe­czeń­stwie powinna ist­nieć moż­li­wość popro­sze­nia dowol­nej osoby/firmy o świad­cze­nie usług bez­pie­czeń­stwa i w ten spo­sób mogłyby docho­dzić one praw osób zamor­do­wa­nych. Mogłyby to być np. firmy ochro­niar­skie lub ubez­pie­cze­niowe. Oczy­wi­ście naj­bar­dziej pre­dys­po­no­wani są naj­bliżsi i funk­cjo­nuje to nawet w sto­sun­kowo pry­mi­tyw­nych spo­łecz­no­ściach. Dla­czego głos urzęd­nika pań­stwo­wego miałby być ważniejszy?

    @cirocco
    „biorę broń, strze­lam do pana i nie tra­fiam… nic się nie stało? nie powi­nie­nem zostać skazany?”

    Nie­gdyś głów­nym celem sędziów było zadość­uczy­nie­nie ofie­rze, czyli przy­wró­ce­nie (z nawiązką) stanu pier­wot­nego. Dopiero z cza­sem pań­stwowe sądy zaczęły sku­piać się na kara­niu, bez uwzględ­nia­nia prawa ofiar, by nie powie­dzieć z celem wzbo­ga­ce­nia samego pań­stwa. W efek­cie koszty, w postaci podat­ków, pono­szą nie prze­stępcy, a osoby trze­cie i same ofiary. Dla­tego powyż­sze pyta­nie nale­ża­łoby sfor­mu­ło­wać tro­chę ina­czej:
    Kto został poszko­do­wany i jak można powe­to­wać straty? Zwłasz­cza jeśli prze­stępca tra­fił i poważ­nie zra­nił ofiarę. Być może konieczny będzie prze­szczep uszko­dzo­nej nerki? Dla­czego dawcą nie miałby być wino­wajca? Prze­cież to byłoby naj­bar­dziej natu­ralne roz­wią­za­nie. Dużo lep­sze niż pozo­sta­wie­nie ofiary z jedną nerką i wtrą­ce­nie zdro­wego prze­stępcy do lochu. Pozo­stają oczy­wi­ście kwe­stie typowo tech­niczne (medyczne), zgod­no­ści dawcy itp.

  14. Jan M. Fijor pisze:

    Ofiara mor­der­stwa jest rodzina, zaklad pracy zamor­do­wa­nego, slu­zby cywilne, poli­cja i in. kto­rzy pono­sza kon­se­kwen­cje mordu. Cho­dzi o to, zeby karac, a nie mscic sie. Spra­wie­dli­wosc to odda­nie kaz­demu to co sie mu nalezy. Kara wie­zie­nia nie uwzgled­nia strat poszko­do­wa­nego. pozdra­wiam Jan M Fijor

  15. poziomka pisze:

    Spo­dzie­wa­łem się, że jako ofiary mor­der­stwa wskaże Pan rodzinę etc, dla­tego pod­kre­śli­łem, że cho­dzi o osoby star­sze i samotne, po któ­rych zabój­stwie , idąc śla­dem Pana rozu­mo­wa­nia, nie ma poszko­do­wa­nych, nie ma więc koniecz­no­ści ści­ga­nia sprawcy. Zresztą w przy­padku pozo­sta­łych osób, dla­czego mor­dercę ściga pań­stwo, a nie rodzina? Prze­cież bywają przy­padki, że wspo­mniani przez pana poszko­do­wani zamiast szkody czują ulgę…

  16. pebert pisze:

    Abso­lut­nie nie Pan racji.
    Zagro­że­nie życia lub zdro­wia pole­gało praw­do­po­dob­nie na tym, że mięso nie było badane powtór­nie. W związku z tym nastą­piły inne prze­stęp­stwa: potwier­dze­nie nie­prawdy na urzę­do­wym piśmie przez wete­ry­na­rza oraz nakła­nia­nie do tego prze­stęp­stwa.
    Bzdur­nym jest także argu­ment o karze biz­ne­so­wej przez odwró­ce­nie się klien­tów od firmy (która zreszta może zmie­nić nazwę i struk­turę aby zli­kwi­do­wać to zagro­że­nie (nie bazo­wali prze­cież na swoim znaku towa­ro­wym)) i dopro­wa­dze­nie do ban­kruc­twa. Firma Con­star nie sprze­daje towaru bez­po­śred­nio klien­towi, oraz to, że kawa­łek mięsa w zasa­dzie nie jest ozna­czony. W związku z tym nie­po­kój klien­tów odbija się na wszyst­kich pro­du­cen­tach. I to są razem z super­mar­ke­tami główni pokrzyw­dzeni. Lecz ponie­waż w zasa­dzie nie­moż­liwe jest udo­wod­nie­nie ści­słego ilo­ścio­wego związku pomię­dzy spad­kiem sprze­daży, a aferą oraz fak­tem, że w skali kraju straty prze­wyż­szyły wie­lo­krot­nie mają­tek Con­staru, docho­dze­nie cywilne odszko­do­wań nie ma sensu. Za to jak naj­bar­dziej ma sens egze­kwo­wa­nie odpo­wie­dzial­no­ści karnej.

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*