W pogoni za bezsensem

chat-dymki
0

Amerykańskie media oszalały. Nawet wyważona w poglądach Fox News przemawia jednym, prowojennym głosem. Nie dopuszcza się w eterze żadnej dyskusji nad sensem (czy bezsensem) tej wojny

Wojownicze nastroje udzieliły się członkom trustu mózgów działającego pod szyldem Cato Institute (Instytut Katona). Stephen Moore, jeden z rzeczników instytutu powołanego w celu propagowania wolnego rynku, wolnego handlu i konkurencji wzywa Amerykanów do bojkotu produktów importowanych z Francji. Nawet najwybredniejsi intelektualiści posługują się kalką myślową – zły Saddam, dobry Bush. Domaganie się odejścia Husajna przypomina nawoływania w rodzaju „Balcerowicz musi odejść”. Do grupy najbardziej skrajnie zdeterminowanych „jastrzębi” należy dziś Rush Limbaugh, David Horowitz i Bill O’Reilly. Nieliczne głosy sprzeciwu wobec wojny nie mają charakteru merytorycznego, lecz wyłącznie ideologiczny, i pochodzą z kół niechętnych Republikanom. Ale nawet wśród tych ostatnich panuje dezorientacja.

x

Oficjalnych powodów wypowiedzenia przez Stany Zjednoczone wojny Irakowi, a konkretniej jego przywódcy, Saddamowi Husajnowi, jest kilka: brutalność z jaką traktuje on swoich politycznych przeciwników polegająca na stosowaniu tortur a nawet eksterminacji, zagrożenie użyciem broni masowej zagłady, odmowa zastosowania się do postanowień Rady Bezpieczeństwa ONZ, w tym zignorowanie wezwania do rozbrojenia własnego arsenału, popieranie terroryzmu, a także groźba zastosowania przez irackiego dyktatora broni naftowej, która mogłaby doprowadzić do niekontrolowanego wzrostu cen ropy na rynkach światowych. Wszystko to dokłada się do litanii starych grzechów Husajna, którą otwiera aneksja Kuwejtu w 1991 roku, w wyniku czego doszło do wybuchu konfliktu zbrojnego na skalę niemal światową.
O ile z większością tych zarzutów trzeba się zgodzić, bo w Iraku panuje od ponad 20 lat bezwzględna dyktatura, reżym prześladuje swoich przeciwników, o tyle zagrożenie Ameryki ze strony Husajna wydaje się nie tylko przesadzone, ale wręcz – pod pewnymi względami – dęte.
Zacznijmy od najpoważniejszego wykroczenia irackiego przywódcy, jakim była inwazja na Kuwejt. Nie był to wcale, jak głoszą media, akt czystej i bezwzględnej agresji. O planach wejścia wojsk irackich do Kuwejtu wiedzieli Amerykanie zanim te wojska się tam znalazły. Agresywne plany Bagdadu były niemalże z Waszyngtonem George’a Busha, ojca, uzgodnione, a jeśli nie uzgodnione, to potraktowano je z przymrużeniem oka, a więc z niejakim przyzwoleniem, jako formę „dysputy granicznej” pomiędzy oboma krajami. Może Amerykanie zbytnio zbagatelizowali determinację Irakijczyków, być może zaskoczyła ich skala aneksji Kuwejtu, albo dopiero po niej zdali sobie sprawę z groźby sytuacji, zanim zdecydowali się na atak czyli na I wojnę w Zatoce Perskiej, można rzec, że Husajna popierali.
Słyszałem kilkakrotnie wypowiedzi, które padały z ust przedstawicieli Pentagonu, których zdaniem łagodne obejście się z Husajnem po kapitulacji w 1992 roku było właśnie wyrazem czegoś w rodzaju akceptacji dla tego co Husajn zrobił. Gdyby nawet było inaczej, sankcje nałożone na Irak po I wojnie w Zatoce Perskiej są tak dotkliwe, że praktycznie trudno mówić o potędze kraju, którego dochód narodowy per capita nie przekracza 700 dol., jest więc na poziomie takich gigantów, jak Czad, Mali czy Kampucza. Tym trudniej traktować Irak jako zagrożenie dla USA czy dla pokoju światowego, zwłaszcza że cenę tych bezsensownych podejrzeń, oskarżeń zapłacą zwykli ludzie, którzy – bądźmy konsekwentni – padli przecież ofiarą tyrana-psychopaty. N.b. Stanu Zjednoczone mu przez wiele lat w tym pomagały. Donald Rumsfeld podpisywał zezwolenia na eksport do Iraku broni…chemicnej.
Jakby na potwierdzenie tych bezpodstawnych zarzutów, ukazała się kilka tygodni temu w USA książka niejakiego Davida Frumm’a, do niedawna pisarza przemówień George’a W. Busha. Frumm, który jest autorem tezy o istnieniu tzw. osi zła (Irak, Północna Korea, Iran) wyznał w niej, że „oś” wymyślił w celu dodania przemówieniu dramatyzmu. Potem już trzeba było z tą osią coś zrobić. Zresztą do dziś są problemy co zrobić z „tą Koreą”.
Gdyby Bagdad był zagrożeniem pokoju światowego jako pierwsi odczuliby to sąsiedzi Iraku; Iran, Arabia Saudyjska czy chociażby Izrael. Ci jednak nie tylko nie uskarżają się na sąsiedztwo Husajna, lecz je po cichu tolerują.

x

Zarzut popierania przez Irak terroryzmu to klasyczny „paragraf 22”. Im więcej jest dowodów na to, że kolebką terroryzmu islamskiego jest Arabia Saudyjska, tym bardziej obwinia się o sprzyjanie terroryzmowi…Irak. Pośród zamachowców na World Trade Center nie było żadnego Irakijczyka, a prawie wyłącznie Saudyjczycy. Nie ma też ani jednego dowodu na to, że Husajn ma kontakty z Al – Kaidą, co więcej, kilka jego wypowiedzi świadczy o szczerym oburzeniu wobec terroryzmu made in islam. To on jako pierwszy, jeszcze przed premierem Izraela, wysłał prezydentowi USA depeszę z wyrazami ubolewania. Wprawdzie taka depesza o niczym nie świadczy, nie muszą świadczyć także depesze z Wielkiej Brytanii, Holandii, Senegalu i setki innych krajów świata.
Co więcej, reżym w Bagdadzie nie różni się niczym szczególnym od innych reżymów w pozostałych 56 krajach islamskich. Jeśli Husajn jest wobec swojej opozycji brutalny, jak wobec tego nazwać postępowanie junty pakistańskiej, indonezyjskiej czy władz egipskich, które – są wprawdzie USA życzliwe – ale zwalczają przeciwników z równą, a kto wie czy nie większą, furią i determinacją. Jak chodzi o ścisłość, reżym Husajna jest pod wieloma względami wyjątkowo – jak na Islam – liberalny. Irak to chyba jedyny kraj muzułmański, gdzie nie tylko toleruje się innowierców, lecz wręcz traktuje się ich – w przeciwieństwie do reszty państw arabskich – jak obywateli I kategorii. Najlepszy dowód, że w rządzie Husajna zasiadają chrześcijanie! Znacznie bardziej liberalny jest stosunek do kobiet, które cieszą się wieloma przywilejami niedostępnymi w znakomitej większości innych krajów Islamu. Mają prawo głosu, prawo pokazywania się bez okrycia twarzy, wolno im pracować, uczyć się, zajmować stanowisk – w skali Islamu brzmi to jak herezja. W Bagdadzie, Basrze czy Kirkuku każdy obywatel może kupić i posiadać broń palną. Tego nie mogą dziś nawet Amerykanie.
Ten stosunkowo duży liberalizm wywołuje niechęć wobec Iraku ze strony innych krajów arabskich. Mimo jej istnienia, żadne z państw sąsiadujących z Irakiem nie zdecydowało się na jawny atak na Husajna. Strach nie był tu bynajmniej przeszkodą. One nie widzą zagrożenia ze strony Bagdadu. Nie widzą go już nawet Żydzi.
W przeddzień wybuchu wojny CNBC nadała wypowiedź ambasadora Izraela w Waszyngtonie, który oświadczył, że „wojna z Irakiem jest wyłącznie sprawą Stanów Zjednoczonych i Izrael nic do niej nie ma” – poza tym, że wyraża solidarność z narodem amerykańskim. Przypuszczalnie właśnie ta „niezależność” stała się powodem gwałtownych protestów ze strony środowisk żydowskich USA oburzonych tym, że kongresmen z Wirginii, Demokrata, James Moran oświadczył publicznie, iż „to amerykańscy Żydzi popychają Stany Zjednoczone do wojny”. Po kilku dniach ekspiacji, Moran musiał ustąpić ze stanowiska. Żydzi z tą wojną raczej nie mają nic wspólnego.

x

Zdumiewające jest to, że zarówno przeciwnicy wojny z Irakiem, jak i jej zwolennicy występują ze wspólnych, antyamerykańskich pozycji. Przeciwnicy atakują fundamenty wolnego rynku widząc w wojnie jedynie pretekst do ekspansji kapitalizmu, wyzysku, potęgi pieniądza. Mają w tym przekonaniu dużo racji, gdyż argumenty prowojenne nie opierają się wcale na racji stanu Ameryki, lecz właśnie na ekspansji siły państwa, co jest zaprzeczeniem American Way. Taka zbieżność interesów przeciwników i zwolenników wojny może doprowadzić kraj do zapaści politycznej, jako że jedni i drudzy przedkładają racje ideowe nad dobrem Ameryki.
Na CNN jeden z przedstawicieli obozu Demokratów twierdził, iż dopatrzył się w postępowaniu George’a W. Busha zbieżności z tym, co niegdyś czynił Clinton. Ten ostatni, jak pamiętamy, wykorzystał ataki zbrojne na Afganistan i Sudan dla odwrócenie uwagi od swoich rzeczywistych problemów (afera Lewinsky). Bush wierzy w to, że wojna pomoże mu zakończyć jego problem, czyli najcięższą od zakończenia II wojny światowej (a właściwie od Wielkiej Depresji) recesję gospodarczą. Być może prezydent liczy na to, że w zarzewiu wojny zdoła uratować swoją drugą kadencję, bo z zapaści gospodarczej, przy pomocy wojny kraju wyciągnąć się nie da.
Obawiam się, że wojna ta, podobnie jak większość innych agresywnych i praktycznie nieuzasadnionych konfliktów zbrojnych do niczego dobrego nie doprowadzi. Będziemy mieli dużo szczęścia jeśli – mam nadzieję – nie przerodzi się ona w otwarty konflikt światowy. Samo usunięcie Husajna, jeśli nawet nastąpi, będzie sukcesem pozornym. Nie usunie bowiem prawdziwych przyczyn wybuchu konfliktu irackiego, jakimi są: błędy gospodarcze, głupota i arogancja władzy.

przed wojną w Iraku
Jan M. Fijor
„Najwyższy Czas” 2003-03-10

Udostępnij mądry artykuł!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *