Podwójne dziennikarstwo red. Lizuta

chat-dymki
19

Dziennikarz Gazety Wyborczej, Mikołaj Lizut wyjechał do Mercosuru (Urugwaj, Paragwaj, Argentyna) z zamiarem udowodnienia tezy, że ktoś kto daje pieniądze na Radio Maryja i popiera o. Rydzyka, musi być antysemitą, nazistą i kanalią. Tym kimś jest Jan Kobylański, filantrop, działacz polonijny i jeden z najbogatszych Polaków na świecie (5. na liście polonijnych krezusów tygodnika Wprost).

Cel i środki

Równie dobrze red. Lizut mógł napisać ten tekst w kraju, bez konieczności wyjazdu do Ameryki Łacińskiej. Byłaby to dla redakcji i dla niego czysta oszczędność, bo przecież tezę miał gotową jeszcze przed wyjazdem, argumenty dla jej udowodnienia też. Nie zachwyciły go nawet specjały regionu: wina, mariscos, a zwłaszcza fenomenalna wołowina. To prawdziwe świętokradztwo pisać o argentyńskim asado: „żeberka wołowe”.
Autor demaskatorskiego reportażu o Kobylańskim uważa, że jego szlachetny cel (napiętnowanie podejrzanego sponsora Radia Maryja) uświęca stosowane środki, gdyż swoim rozmówcom przedstawia się z fałszywego imienia i nazwiska (student piszący pracę o Polonii, Stanisław Andrzejewski) , zatajając prawdziwy charakter w jakim przed nimi występuje. W krajach poważnych za coś takiego płaci się wysokie kary. Telewizja ABC, przykładowo, zapłaciła 5 mln dol. za to, że jej reporter w celu dotarcia na miejsce przestępstwa (i to przestępstwa, które było ewidentne) użył fałszywych danych. No, ale Polska widać nie jest jeszcze tak poważnym krajem. Dlatego autor nie widzi nic złego w publicznym przyznaniu się do przebrania. Ot, lisek chytrusek!
Nie twierdzę, że dziennikarz nie ma prawa zataić swoich personaliów, bo sam to w Ameryce Łacińskiej robiłem kilkakrotnie, w przeciwnym razie rozwaliliby mnie jacyś partyzanci czy „prawicowy” szwadron śmierci. Uważam jednak, że w przypadku reportażu o Janie Kobylańskim, takie działanie jest nieuzasadnione. Policjanci przesłuchując złoczyńców nie ukrywają swojej roli, a mimo to dowiadują się rzeczy, których pytany nie chce im przecież ujawnić. Ujawnienie prawdziwej roli, w jakiej dziennikarz występuje zmusza go do rzetelności. Tym bardziej, że jak wynika z reportażu, autor napotkał wielu ludzi, którzy chcieli o Kobylańskim mówić…źle.
Jeśli to prawda, że Jan Kobylański jest człowiekiem podejrzliwym, to na pewno bardziej podejrzliwy jest w stosunku do osób podających się za studentów, agentów podróży czy weterynarzy niż wobec dziennikarzy, co do których nie ma przecież żadnych wątpliwości. Tym bardziej, że w prasie argentyńskiej, urugwajskiej, a zwłaszcza w Paragwaju ukazało się na jego temat szereg artykułów, z których tylko jeden czy dwa były mu życzliwe. Autorzy tych tekstów wstępowali przed „don Juanem” jako dziennikarze i Kobylański wiedział że nie są mu życzliwi.

Trzyma Polonię w kieszeni

Jana Kobylańskiego znam z tzw. opowieści polonijnych od ponad 20 lat. Osobiście poznałem go mniej więcej 10 lat temu. Byłem dwukrotnie w jego domu, ale nie wywiązała się między nami jakas silniejsza „nić sympatii”. Słyszałem wręcz, że nie był mną zachwycony. Opinię na mój temat ugruntował jego przyjaciel, Edward Moskal, dla którego jestem od lat „płachtą na byka”. Ja też, przed spotkaniem z Kobylańskim byłem indoktrynowany przez miejscową Polonie. Zadałem sobie jednak nieco trudu, żeby oddzielić plewy od ziarna i przynajmniej starać się zbliżyć do prawdy.
Emocjonalnie Jan Kobylański jest mi człowiekiem równie obcym, co ksiądz Dyrektor Rydzyk którego w ogóle nie znam. Nikt mnie do zabrania głosu w tej sprawie nie upoważnił, nikt też o to nie prosił. Powodem, dla którego ten głos zabieram jest sprzeciw wobec pomówień, insynuacji i kłamstw zawartych w artykule. Skonfrontujmy niektóre z nich z rzeczywistością.
Red. Mikołaj Lizut poinformowany przez „człowieka od o. Rydzyka” i b. ambasadora Polski w Urugwaju, p. Jarosław Gugałę, pisze, że „Kobylański to wpływowy, niebezpieczny człowiek”, który ponadto „trzyma w kieszeni Polonię Ameryki Łacińskiej”. Szkoda, że p. Lizut nie porozmawiał z ambasadorem Ryszardem Schnepfem (b. ambasadorem RP w Montevideo, a obecnie zdaje mi się w Kostaryce) to by się dopiero cymesów dowiedział.
O tym, że Kobylański jest wpływowy wie każde dziecko w Urugwaju. W rejonie, gdzie 80 proc. ludności żyje za mniej niż 2 dol. dziennie, posiadacz 400 mln dol. (albo i więcej) musi mieć wpływy. W to, że trzyma Polonię w kieszeni, trudno mi uwierzyć, tym bardziej, że to właśnie Polonia mówi o Kobylańskim, że „kutfa”. Zresztą trzymanie kogoś w kieszeni nie musi być złe. Myślę, że Agora i red. Michnik trzymają p. Lizuta w swojej kieszeni a mimo to nie odmówili wyciągnięcia kilku tysięcy dolarów na ten egzotyczny wyjazd.
Kobylański mniej więcej 20 lat temu wyciągnął z kieszeni kilkaset tysięcy dol., wykupił długi podupadającego Domu Polskiego w Buenos Aires, zrobił mu kosztowny lifting, a teraz utrzymuje nie tylko Dom, lecz także Związki Polaków w Urugwaju, w Argentynie, w Paragwaju, a także powołaną przez siebie unię organizacji polonijnych Ameryki Łacińskiej (UZOPAŁ). Mimo iż wielu „zwyczajnych Polaków” skarży się, że „Kobylański ich swoją hojnością upokarza”, ja w postępowaniu don Juana nie widzę niczego złego. A jeśli już, to raczej zawiść ludzką.
Nie mam wątpliwości co do motywów tego „nagłego” zainteresowania się Kobylańskiego Polonią (do roku 1980 polskość go nie bawiła). Ma dużo pieniędzy, duże ego – potrzebuje uznania. Gros dobroczyńców i filantropów ma podobną motywację. Co w tym złego?! Liczą się przecież efekty.

Antysemityzm

Wprawdzie red. Lizut nie pisze dlaczego Kobylański jest „niebezpieczny”. Można się jednak domyślać. Jest niebezpieczny, bo jest antysemitą!
Mam z tym zarzutem pewne problemy. Osoby, które mnie 10 lat temu na Kobylańskiego napuszczały podkreślały, że jest on „Żydem, który chce zniszczyć Polonię”. No, więc Żyd czy antysemita? Czyżby rację mieli Żydożercy utrzymujący, że twórcami antysemityzmu są sami Żydzi?
„Antysemityzm Kobylańskiego” ma swoje źródło w konflikcie ze wspomnianym już ambasadorem Schnepfem. Otóż, Schnepf – podobno z pochodzenia Żyd – w czasie swojej kadencji nad La Plata wystarał się o tytuł konsula honorowego Polski w Paragwaju dla Żyda pochodzącego znad…Wołgi, skądinąd bardzo sympatycznego, oddanego Polsce człowieka i sprawnego biznesmena, Jorge Goldenberga. Kobylański uznał to za policzek, zwłaszcza że planował na to stanowisko swoją faworytkę. Działaczkę polonijną, Polkę z Łodzi zamężną za paragwajskim lekarzem, p. Krystynę Pisera. (O ile mnie pamięć nie myli, syn p. Krystyny, Rafał Pisera pracuje obecnie jako dziennikarz Newsweeka Polska).
Kobylańskiemu nie chodziło o to, że Żyd jest polskim konsulem honorowym, lecz że nie jest nim p. Pisera. W swojej urażonej dumie i być może zacietrzewieniu, bo jest to typ despoty, uważał pewnie, że p. Schnepf mianował Goldenberga konsulem tylko dlatego, że obaj są Żydami.
Kobylański miał z MSZ więcej podobnych afer. W innym przypadku, upomniał się o odznaczenie dla inżyniera Jorge Skoryny, fanatycznego wręcz działa polonijnego z Meksyku, któremu order zasługi przyznano, a potem (rzekomo) na interwencję Schnepfa (za przyjaźń z Kobylańskim) anulowano. Ot, i cały jego antysemityzm!
Z dwojga pomówień: o to że „Kobylański to Żyd”, oraz że „Kobylański to antysemita”, bardziej prawdopodobne jest jednak to pierwsze. Kiedy w latach 1950. Kobylański wylądował na Retiro w Buenos Aires, nie został do Argentyny wpuszczony za to, że jest…Żydem. Jego starzy znajomi z Paragwaju do dzisiaj utrzymują, że „to Żyd”. Jakie to ma znaczenie? Czy Kobylański uczynił coś, co by naraziło bezpieczeństwo czy życie jakiegoś Żyda na szwank?

Nazista

Kulminacją oskarżeń wobec Jana Kobylańskiego (wieznia Auschwitz, Dachau, Mauthausen i Gusen) jest jego rzekoma współpraca z nazistami. „[…] Rola Kobylańskiego w obozach koncentracyjnych mogła nie być jednoznaczna. To miało być głównym powodem jego wyjazdu do Ameryki Łacińskiej.”
Był w obozie kierowanym przez Niemców, myśli p. Lizut, ergo współpracował z Hitlerem. Rozumując w ten sposób można dojść do wniosku, że również Żydzi, których hitlerowcy zamknęli do Auschwitz czy Treblinki mają na sumieniu współpracę z nazistami. Tym bardziej, że nie ma ani śladu dowodu współpracy Kobylańskiego z hitlerowcami, ani jednej skargi na niego czy podejrzenia. Poszlaką na której p. Lizut opiera to straszliwe oskarżenie jest interwencja INS, amerykańskich służb imigracyjnych, które kilka lat temu, na lotnisku O’Hare Kobylańskiego przesłuchały.
Gdyby Kobylański był nazistą i fakt ten zataił, zostałby w USA aresztowany i postawiony przez sąd. W najlepszym przypadku, po złożeniu kaucji w wysokości paruset tysięcy dolarów zostałby z terytorium USA ciupasem wydalony. Jeśliby był nazistą i wyznał to przy aplikowaniu o wizę, to by tej wizy nie otrzymał. Jest człowiekiem wpływowym, nie na tyle jednak. Zresztą w sprawach imigracyjnych nawet prezydent Bush nie jest w stanie niczego załatwić.
Aby uprawdopodobnić wersję współpracy z nazistami, p. Lizut postarzył Kobylańskiego, który faktycznie w momencie osadzenia na Pawiaku miał ok. 15 lat. Ja to też sprawdzałem. Stąd być może nie ma jego nazwiska w rejestrze więźniów Oświęcimia. Nazwisk dzieci Niemcy niekiedy do rejestrów nie wpisywali.
Kobylański to człowiek znany, bywający w świecie i rzucający się w oczy. Gdyby był współpracownikiem nazistów, zostałby już dawno rozpoznany i postawiony przed sąd. W reportażu op. Lizuta – podobnie jak w opowieściach o UFO – za dużo jest przyczyn, którym nie towarzyszą żadne skutki.

Stroessner

Wprawdzie Jan Kobylański Stroessnera parokrotnie spotykał, ale to raczej dyktator znał Kobylańskiego, a nie on dyktatora. W końcu przyjechał do Paragwaju na specjalne zaproszenie rządu w Asuncion, aby tam budować fundamenty przemysłu. Jednakże zaraz na początku kariery paragwajskiej Kobylański rozpętał aferę, protestując publicznie przeciwko biurokacji i niedotrzymaniu przez rząd w Asuncion warunków umowy imigracyjnej. Aby gniew Polaka obłaskawić, wprowadzono Kobylańskiego na salony ministerialne Asuncion. Taką metodą robi się interesy nie tylko w Warszawie, w Paragwaju również.
Licencje na druk znaczków otrzymał w ramach takiego właśnie partnerstwa prywatno-publicznego. (Należy się z tego tylko cieszyć. Jest przecież Polakiem!) Może nawet przy tych znaczkach oszukiwał, i co z tego? Czy to grzech takiego bandziora jakim był Alfredo Stroessner oszukać? Życie uczy, że w warunkach konkurencji, a rynek filatelistów i numizmatyków (Jan Kobylański jest także jednym z dwóch, może trzech w świecie dystrybutorów monet pamiątkowych bitych z metali szlachetnych) jest na oszustwa wyjątkowo czuły. Gdyby Kobylański był nieuczciwy już dawno poszedłby z torbami. Tymczasem on na tej rzadkiej specjalności zrobił (i nadal robi) ogromne pieniądze. Bo ten człowiek na wszystkim robi pieniądze. Ma talent. Umie to.
Nie rozumiem też, dlaczego p. Lizuta niepokoi współpraca Kobylańskiego z reżymem Stroessnera w celu „tropienia lewicowych działaczy wśród emigrantów z Europy Wschodniej.” Tropieniem lewicy zajmowali się także sami działacze lewicy. Che Guevarrę wydała policji podobno towarzyszka z oddziału.
Oburzeń i nieścisłości jest więcej. To nie są zwykłe błędy czy nierzetelność. To już wygląda na manipulację. P. Lizut pisze np. że Kobylański za łapówkę załatwił sobie posadę konsula honorowego Paragwaju na Teneryfie (Wyspy Kanaryjskie), gdy tymczasem konsulat na Wyspach Kanaryjskie był dla niego formą zesłania. Podobno była to kara za jakiś romans Kobylańskiego. Inna rzecz, że w Teneryfie zrobił kilka dużych interesów, co osłodziło nieco gorycz zesłania, ale żeby płacić za to łapówkę, to przesada.
Zawód reporter

Mrożące krew w żyłach są opowieści autora, o tym jak to ludzie Kobylańskiego chcieli go osaczyć, ujawnić i….co, może zabic i zjeść? Oto sekretarka Kobylańskiego wypytuje o szkołę, do której rzekomo Andrzejewski vel Lizut uczęszcza, o to gdzie mieszka, kto go skierował do Kobylańskiego? Słowem – sekretarka węszy! Autorowi nie przyszło do głowy, że rozmówcy studenta z Polski, z grzeczności, dla okazania zainteresowania jego osobą moga spytać o szkołę, o problemy z nauką, rodzine itp. sprawy.
O mały włos, a autor zostałby zdemaskowany, gdy Jan Kobylański, z czystej gościnności, zobowiązal swego kierowcę, aby zajął się podróżą p. Lizuta z Punta del Este do Buenos Aires; kupił mu bilet, pomógł nieść walizkę, zawiózł do portu i ułatwił przejście granicy urugwajsko-argentyńskiej. Kierowca kupił bilet na nazwisko Andrzejewski, co mogło narazić red. Lizuta (paszport przecież opiewał na nazwisko prawdziwe: Lizut) na aresztowanie pod zarzutem…..handlu narkotykami. Istna paranoja!
Przepłynąłem La Platę z Buenos Aires do Montevideo (lub Colonia) co najmniej 10 razy. Ostatni raz pod koniec 2002 roku. Nigdy jednak nie wymagano ode mnie podania nazwiska przy kupowaniu biletu, a już na pewno bileter promowy nie sprawdzał mojego paszportu. Granica urugwajsko – argentyńska jest słabo strzeżona, ruch niewielki, głównie turyści zagraniczni. Nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek ktoś porównywał mój paszport z biletem promowym. Być może Kobylański przekupił celników, żeby zastawić na p. Lizuta pułapkę? Faceta, który wiesza swoje portrety na ścianie, stawia w ogrodzie własne popiersia, czy umieszcza inicjały na terenie swej posiadłości stać przecież na wszystko.
Pod koniec sążnistego reportażu, red. Lizut dochodzi do przekonania, że właściwie nie znalazł na nazizm Kobylańskiego żadnego dowodu, pisze więc: „Myślę jednak, że krzyża oświęcimskiego mu już nie odbiorą.” A dlaczego nie odbiorą? Bo „któż chciałby grzebać w jego przeszłości?” Jak to „któż”? Zawsze jakiś lizus się znajdzie!

Jan M. Fijor
„Nczas” 2004-07-01

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. KFFF pisze:

    A co wpisem z Czerwonego Krzyza? Dzisiaj 10 latki potrafia zabic, a pan Fijorrrrrrrrr nie wierzy w mozliwosc pracy dla nazioli? HAHA!

  2. Krzysztof Wojciechow pisze:

    niestety nie zgadzam sie z wieloma tezami zaprezentowanymi tu na temat pana Kobylańskiego, wierze równięż , że jego przeszłość nie jest całkowicie krystaliczna,a zatem winna być sprawdzona przez odpowiednie organa w celu uniknięcia ewentualnych plotek lub pomówień, uważam , że leży to w interesie niektórych polityków , choć z drugiej strony z uwagi na koszta i właściwsze zajęcie naszych służb godne zaniechania tak samo jak kontakty z w/w osobą.

  3. jabbi pisze:

    Hmm, Michnik utrzymuje w swojej gazecie ciekawe zwierzęta.

  4. Kalina pisze:

    Znam Kobylańskiego i przekonałem się, że to zwykły bandzior. Są też świadkowie jego okupacyjnej, zbrodniczej działalności.

  5. Tigro pisze:

    Alfredo Stroessner jest wielki!!!!!!!

  6. Jan M. Fijor pisze:

    I, ty jestes Wielki, Winnetou! Czolko

  7. Paweł pisze:

    W Polsce jak widac nic sie nie zmieniło,pomówic zniesławic człowieka mozna szybko bez dowodów.Natomiast oczyści z zarzutów nidy się nie oczyści do końca.Zostawcie Pana Kobylańskiego w spokoju,dobrze ze jest ktoś kto interesuje sie Polską. A tak na marginesie jesli tak jest bogaty Pan Kobylański mógł troszeczkę pomóc dla Polonii w Mołdawii,Rumunii,Białorusi.Tam mieszkający Polacy nie zostali z własnej woli.Z poważaniem Paweł Iwa.

  8. tub.of poland pisze:

    czytam wszystko co mi wpadnie w rece poczawszy od ksiag zydowskich skonczywszy na gazecie katoli nie dopatruje sie w p.Kobylańskim negatywnej postaci Nie Okradl Polakow i Polski z majątku wypracowanego przez cale pokolenia w przeciwinstwie do „Elit ” Zlodzieji powstalych po Transferze Dobrdziestw w posatcji naszych fabryk hut ziem itd po 1989 r

  9. nestor pisze:

    bardzo logiczne rozumowanie

  10. darek adamski pisze:

    jestem młody ale ktoś kto przeżył mathausen i gusen jest bohaterem.żyj pan sto lat panie Kobylański

  11. zyd pisze:

    ty podlizywaczu

  12. Jan M. Fijor pisze:

    A co nie wolno?! jmf

  13. mike pisze:

    Jeśli ktoś jest Polakiem , patriotą i robi wiele dobrego dla naszego kraju to u nas w Polsce musi się to komuś nie podobać i się go oczernia. Szkoda że pan michnik nie napisze o swoim bracie przyrodnim, który skazywał na wieloletnie więźienie i kare śmierci żołnierzy AK, a aktualnie przebywa w Szwecji.

  14. scorpio pisze:

    Właściwszym tytułem tego „organu” byłby Fijoł!

  15. Jan M. Fijor pisze:

    A moze pan to objasnic? Strasznie pan jakis zagadkowy… Pozdrawiam jmf

  16. Kazik pisze:

    Brawo. Dzięki Kobylańskiemu mieszkańcy niektórych krajów wiedzą że jest Polska. To nieważne, że pieski szczekają, Kobylański w historii pozostanie bohaterem..

  17. Jacek Gnat pisze:

    Rozjaśnia temat, dziękuję, pozdrawiam.

  18. ATJ pisze:

    Janek jak ci nie wstyd pisac takie brednie?

  19. Jan M. Fijor pisze:

    Troche szczegolowiej, please jmf

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *