Polisa na polisę

chat-dymki
4

Ostatnio zderzyłem się – po raz kolejny – z polisą na samochód, a konkretnie z chytrą zasadą stanowiącą fragment ustawy o ubezpieczeniach, wymagającą od ubezpieczonego „wymówienia” warunków umowy ubezpieczeniowej zwanej polisą.

Zgodnie z logiką, i taki system obowiązuje w Stanach Zjednoczonych, polisa wygasa w momencie, gdy nie jest zapłacona. Wprawdzie tamtejszy ustawodawca dał konsumentom (ubezpieczonym) przywilej „spóźnionej zapłaty”, czyli dał 30 dni na to, by zdążyć z przedłużeniem kontraktu, który właśnie wygasł, lecz jeśli w ciągu tych 30 dni kupię polisę w innym towarzystwie, automatycznie przestaje obowiązywać moje dotychczasowe ubezpieczenie. Nikt nie obarcza mnie obowiązkiem pisemnego wypowiedzenia umowy. Całe ustawodawstwo ubezpieczeniowe, co również wynika z logiki systemu zwanego wolnym rynkiem, polega na tym, aby maksymalnie uprościć wymagania w stosunku do ubezpieczonego i jednocześnie maksymalnie zwiększyć konkurencyjność biznesu czyli zachęcić firmy do konkurowania między sobą. Co prawda, Stany Zjednoczone stają się krajem coraz bardziej etatystycznym, tym niemniej zasada szacunku dla konsumenta jest tam nadal respektowana o wiele skuteczniej niż w Europie. I w przeciwieństwie do Polski, gdzie ustawodawca chroni biznes, a właściwie całą gałąź starając się maksymalnie utrudnić odejście konsumenta. Jest to swoista polisa ubezpieczająca biznes przed utratą klienta i konkurencją.
Przykładowo, nie mogę iść po pożyczkę do dowolnej instytucji, lecz muszę tylko tam, gdzie państwo udzieliło licencji. Nie wolno mi zawrzeć ważnego kontraktu bez kosztownego podpisu notariusza. Nie mogę całkiem swobodnie wybrać ubezpieczyciela, bo się mnie ustawowo z nim wiąże. Rok temu byłem zaskoczony dowiedziawszy się, że po wykupieniu polisy OC na samochód nie mogę jej wymówić przed upływem roku. Pisałem już o tym. Tym razem utrudnia mi się rozstanie z firmą, która w ciągu tego „przymusowego roku” zachowuje się w sposób mało konkurencyjny, żeby nie wchodzić w bardziej drastyczne detale. Po roku potwierdziło się to, co odkryłem już po miesiącu, lecz z braku możliwości zmiany ubezpieczyciela, musiałem czekać cały rok pakując swoje pieniądze w kieszeń komuś, kto o mnie nie dbał wystarczająco dobrze.
I po roku dowiedziałem się, że aby zmienić ubezpieczyciela, nawet po wygaśnięciu ważności polisy, powinienem na 2 tygodnie przed tą datą powiadomić Szanownego Partacza na piśmie. Nie zrobiłem tego, bo ten szczegół prawa ubezpieczeniowego umknął mojej uwadze. Zresztą nigdy bym nie podejrzewał, że coś tak szkodliwego znajdzie w ustawie miejsce. Na całe szczęście, po kilku moich gwałtownych słowach ubezpieczyciel łaskawie zgodził się na wymówienie polisy już po dniu jej wygaśnięcia. Musiałem w tym celu jechać jednak do biura, marnować czas, zdrowie i pieniądze na parking, na czekanie w kolejce i przekonywanie urzędniczki, że jednak ślubu z nimi nie wziąłem.

Nie mam wątpliwości, że zapis wymagający wymówienia znalazł się w ustawie na wniosek…firm ubezpieczeniowych, które w ten sposób chcą utrudnić klientom odejście od nich. Zamiast dbać o klienta, zamiast uczynić wszystko, abym nawet nie pomyślał o odejściu, firmy te wylobbowały u ustawodawców przykry obowiązek, który ich zdaniem skutecznie chroni przed utratą klienta. Gdybym nawet wiedział, że czeka mnie przymus wymówienia, nie wiedziałbym jak to uczynić. Na przykład, na mojej polisie nie podano nigdzie adresu firmy czy agencji, która mi ją sprzedała Mogłem co prawda zadzwonić do informacji telefonicznej, ale to już byłoby utrudnienie. Tym bardziej, że kiedy właśnie zadzwoniłem, nie widziałem o jaką komórkę pytać. Telefon ogólny, jaki mi ostatecznie podano, do dzialu obslugi konsumentów był ustawicznie zajęty. To zresztą uroda większości polskich telefonów. Przypomnę tylko, że telefon służy do umawiania się, a nie do sprzedawania czy przekonywania! Do przekonywania są telefony zaufania i inne linie dla osób mających problemy psychiczne.
Miałem wprawdzie agenta, ale ten – czujnie – po podaniu mi e-mailem nowej, znacznie wyższej składki przestał odpowiadać na pocztę elektroniczną. Odezwał się „przypadkowo” już po wygaśnięciu polisy.
Gdybym był „średnio” umotywowany, to bym machnął ręką i wysłał przelew za nowy rok, ale ja chciałem poznać zasadę i jej wykonanie, stąd zadałem sobie trud i osobiście pojechałem do biura ubezpieczyciela, a stamtąd do agencji, w której o wypowiedzenie walczyłem.

Utrudniając rozstanie się z firmą ubezpieczeniową ustawodawca naraził na szwank interes ubezpieczonego. (Zresztą wymaganie jakichkolwiek wymówień po okresie wygaśnięcia umowy jest moim zdaniem ciosem w fundamentalną zasadę wolnego rynku, jaką jest konstytucyjna wolność zawierania kontraktów.) Ułatwił jednocześnie życie ubezpieczycielowi, który dzięki temu zatrzymuje bez większych starań tych wszystkich, co to machają ręką, bo nie mają czasu, zapomną czy są niezbyt głęboko umotywowani do zmiany. Związanie obu stron umową, która bardziej odpowiada stronie ubezpieczającej powoduje, że cena usługi rośnie, a jej jakość maleje. Widać to zresztą na każdym kroku. Firmy duże, bardziej ekspansywne są w Polsce droższe niż firmy małe. Na świecie jest odwrotnie. Firmy duże, którym jest łatwiej przechwycić większy wolumen konsumentów, dzięki polisie ochronnej mogą sobie pozwalać na wyższe ceny i gorszą jakość. Bo one, mając większą ilość klientów wykorzystują proporcjonalnie więcej tej ochrony państwowej. I to jest to co widać. Nie widać natomiast tego, że w ten sposób kosztem nich cierpi cała gospodarka.
W moim konkretnym przypadku różnica w cenie między składką polisy, do której mnie ustawowo przywiązywano, a tą którą sobie później wybrałem wynosiła 600 zł na rok (stara polisa była droższa od „nowej” aż o ok. 60 proc.!) Zmuszając mnie do zapłacenia chronionemu przez siebie ubezpieczycielowi o 600 zł więcej, ustawodawca pozbawił tych 600 zł krawca, szewca, agencję podróży czy inną instytucję, w której mogłem te pieniądze zostawić, gdybym ich nie musiał wydać na ubezpieczenie. Ustawa ubezpieczeniowa staje się w ten sposób narzędziem „transferu” pieniędzy z kieszeni grup czy osób nie podlegających ochronie, do kieszeni grup czy instytucji chronionych. Jest to najbardziej szkodliwy transfer w gospodarce.
Cierpią na nim zresztą także „podmioty” chronione, którym w ten sposób wydaje się, że jest lepiej niż jest naprawdę. Nie starają się należycie, nie są odpowiednio konkurencyjne, a kiedy zdarzy się klient tak uparty jak ja, tracą go bezpowrotnie. Dowiadują się o tym często, gdy już do bram puka syndyk czy komornik.

Jan M. Fijor
„Gazeta Ubezpieczeniowa” 2004-07-20

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Rafał Cierpiał pisze:

    Bardzo dobry tekst. Ja miałem podobną sytuację, z tym że niestety zapłaciłem. Szkoda, że P.T. Autor nie zdradził nam sposobu jak ten problem (spóznienie z wypowiedzeniem umowy ) można rozwiązać.

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Niestety, jedynym sposobem jest…wypowiedzenie. Wlasnie dostalem wezwanie, aby przedestawic dokumenty uzasadniajace opoznienie wypolwiedzenia. Czyli sprawa ma c.d. teraz takie tematy mozemy dyskutoewac na FORUM. Pozdrawiam Jan M. Fijor

  3. mardoc pisze:

    Zgadzam sie wszystkim co Pan napisal moj problem jest taki sam ubezpieczylem sie innej firmie a umowe wypowiedzialem w dniu jej wygasniecia na co ubezpieczyciel powiedzial ze jest zapozno i musze zaplacic skladke oc jeszcze raz teraz mam problem bo niewiem czy zaplacic czy nie

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Niech pan/pani walczy. A swoja droga co to za ustawodawstwo? Jak mozna chronic interes firm ubezpieczeniowych kosztem ubezpieczonego? Jeden wielki skandal. trudno sie dziwic, ze potem ubezpieczyciel ma pana w nosie. Powodzenia w walce z totalitaryzmem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *