Zasady obrotu akcjami cz. 4

chat-dymki
3

Wprawdzie doświadczenie blisko 300 lat istnienia rynku papierów wartościowych uczy, że lokując pieniądze w akcje zarabiamy (statystycznie) od 3 do 4 razy więcej niż gdybyśmy pieniądze te trzymali w banku, różnica ta wynika ze stopnia ryzyka, na jakie się narażamy. Ryzyko kosztuje, i ten, kto je „kupuje” ma za nie zapłacone. Pod warunkiem, że wie, co robi.

Czas

Czynnikiem najsilniej wpływającym na ryzyko jest czas. Z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że ryzyko jest odwrotnie proporcjonalne do czasu, na jaki swoje pieniądze inwestujemy. Im dłużej, tym ryzyko mniejsze. Firma, której akcje kupiliśmy może mieć trudności pół roku, rok, trzy lata, ale nie 25 lat. Doświadczenie uczy, że firma, która przeżywa trudności dłużej niż dwa, trzy lata bywa obiektem przejęcia albo ogłasza upadłość. Rzadko kiedy jednak znika z rynku w ogóle. Dlatego decydując się na ulokowanie pieniędzy w akcje musimy założyć, że przez 10 czy nawet 15 lat nie będziemy ich (pieniędzy) potrzebować. Znaczy to, że nie wolno nam inwestować pieniędzy, których brak obniży w sposób istotny nasz poziom życia.
Inwestor, który ma dużo czasu (niekiedy, jak w przypadku załamania rynku w okresie Wielkiej Depresji 1929-1933, może to być nawet 25 lat) praktycznie nie ryzykuje. Chyba, że źle dobrał portfel akcji, to znaczy nie określił wyraźnie celu, w jakim inwestuje.

Wzrost czy zysk kapitałowy

Sposób zarabiania na papierach wartościowych nie różni się wiele od sposobu zarabiania na innych przedsięwzięciach. Możemy kupić „lokatę” A, która będzie nam przynosić każdego miesiąca czy roku określony „zwrot”, powiedzmy 15 proc. rocznie, albo możemy kupić „lokatę” B, której wartość z czasem wzrośnie, i dajmy na to, po pięciu latach sprzedamy ją ze 100 proc. zyskiem, co również odpowiada ok. 15 proc. rocznie. W przypadku lokaty A mówimy, że zainwestowaliśmy „na wzrost”, w przypadku lokaty B, „na wartość”. Podobnie jest z akcjami. Możemy je kupować z myślą o tym, że będą nam przynosić 10 proc. rocznie, albo że z czasem dojdzie do ich aprecjacji i po 5 czy 10 latach osiągniemy konkretny zysk kapitałowy. Najlepiej byłoby, gdybyśmy mogli mieć i jedno, i drugie. Mimo iż we wszystkich tych przypadkach chodzi o zarabianie pieniędzy, istnieją jednak między nimi różnice. W pierwszym mówimy o dywidendach lub dochodzie, w drugim, o zysku kapitałowym. Oba te sposoby różnią się zakresem i rodzajami ryzyka, a także oceną zawartości i wartości portfela. Szczegółowe zasady doboru akcji „wzrostowych”, czy „dających zysk kapitałowy” omówimy w kolejnych odcinkach. Teraz tylko zwracam uwagę na to, że dobór akcji ma swoje konsekwencje podatkowe, zarobkowe, a przede wszystkim wiążę się z innymi rodzajami ryzyka.

Ryzyko utraty kapitału

Ktoś, kto ma słabą odporność nerwową, albo jest w sytuacji, gdy nie może sobie pozwolić na żadną stratę, musi uważać, by nie ponieść ryzyka utraty kapitału. W takiej sytuacji są np. emeryci dokładający sobie do skromnej emerytury, lub osoby żyjące wyłącznie z kapitału. Bez względu na sytuację nie mogą sobie one pozwolić na utratę choćby złotówki z posiadanego majątku. Ryzyko kapitału może się odnosić zarówno do straty nominalnej, jak i może ono także określać siłę nabywczą pieniądza. Co z tego, że w 1991 roku mieliśmy na koncie 10 mln zł, jeśli były to inne pieniądze, niż te które są dzisiaj.
Zresztą, wskutek inflacji, czyli spadku wartości pieniądza wywołanego zbyt wysoką jego podażą, mimo iż nominalnie pieniędzy nam przybywa, ich wartość może okazać się nie wystarczająca w stosunku do wyznaczonego celu.
Wprawdzie osoba, która obawia się ryzyka utraty kapitału najlepiej by zrobiła, gdyby ulokowała swoje pieniądze w bezpiecznych, bankowych instrumentach pieniężnych (np. rynku pieniężnego) lub obligacji skarbu państwa, firmy finansowe (inwestycyjne) dysponują ofertą także dla tych osób. Bezpieczne, to w tym przypadku znaczy takie, które gwarantują stały dochód, bez ryzyka jakichkolwiek fluktuacji. Co prawda, takiej gwarancji nie ma, bo nawet bank gwarantując określone odsetki robi to tylko na określony czas. Teoretycznie może się przecież zdarzyć, że bank sobie policzy za przechowywanie pieniędzy, i niektóre banki tak już robią. Jednakże prawdopodobieństwo fluktuacji w dół na lokatach bankowych jest minimalne. Podobnie jest z większością obligacji skarbowych, choć tutaj ryzyko jest znacznie wyższe, gdyż odsetkom towarzyszy także wartość samej obligacji.
Nie wchodząc głębiej w rodzaj instrumentów finansowych nadających się najbardziej dla osób obawiających się ryzyka utraty kapitału, trzeba pamiętać, że osoby takie nie mogą sobie na wiele pozwolić. Stąd informacja n.t. nietolerancji ryzyka utraty kapitału powinna zostać przekazana maklerowi czy doradcy inwestycyjnemu na wstępie jakichkolwiek negocjacji.

Ryzyko utraty dochodu

Zgodnie z powyższym, drugim w hierarchii ryzyk inwestycyjnych, jest ryzyko utraty dochodu.
Ryzyko to odnosi się do osób, które w swoich lokatach nastawiły się na mniej lub bardziej regularny dochód. Emeryt, którego szansa przeżycia wiąże się z otrzymywaniem systematycznego dochodu, nie może ryzykować fluktuacji, co więcej, musi się liczyć z inflacją, czyli zabezpieczyć swój dochód przed ryzykiem utraty wartości przez pieniądz. I znowu, określając swoje potrzeby inwestycyjne należy o potrzebie bezpiecznego czy stałego dochodu zwrócić uwagę maklerowi lub doradcy inwestycyjnemu. Ryzyko to wiążę się też z wygaśnięciem instrumentu dochodowego. Przykładowo, lokata na 9 proc. sprzed 5 lat akurat wygasa, tymczasem rynek oferuje obecnie maksymalnie, lokaty 3 procentowe. To samo dzieje się, gdy zapada wypłacalność obligacji. Nowe obligacje mogą nie być już tak dochodowe.
Instrumentami nadającymi się dla inwestorów szukających bezpiecznego dochodu są, podobnie jak w przypadku bezpieczeństwa kapitału, lokaty bankowe, obligacje skarbu państwa, fundusze rynku pieniężnego, a także ich hybrydy. W potocznej opinii bezpieczeństwem dochodu charakteryzują się nieruchomości czynszowe. Jednakże ze względu na wciąż niejasne ustawodawstwo, słabą upłynnialność, a także ryzyko niewypłacalności lokatorów, jest to mimo wszystko narzędzie dużego ryzyka.

Ryzyko zbywalności

Osoby liczące się z tym, że w pewnym (dość odległym, ale jednak konkretnym) momencie będą musiały swoją lokatę upłynnić (spieniężyć, czyli zamienić na gotówkę) nie powinny lokować swych pieniędzy w trudno zbywalne instrumenty inwestycyjne. Nazywa się to ryzykiem zbywalności. Do takich trudnozbywalnych lokat należą akcje firm zagranicznych, które jest w Polsce trudno sprzedać. Akcje wysokiego ryzyka (małe przedsiębiorstwa wchodzące na rynek), którym może grozić zatrzymanie obrotu, gdy np. zbyt mocno fluktuują. Trudno zbywalne są też niekiedy akcje obarczone restrykcjami co do terminu zbywalności. Np. nie można ich sprzedać przed upływem roku czy dwóch od daty kupna.
Do innych popularnych, trudnozbywalnych instrumentów inwestycyjnych – tyle, że spoza rynku papierów wartościowych – należą nieruchomości i biznesy. Wprawdzie pod te ostatnie można (w sytuacji potrzeby gotówki) zaciągnąć pożyczkę bankową, to jednak czas jej przydzielania jest dość długi (ok. 30 – 45 dni), a poza tym, pojawia się w związku z nią ryzyko niewypłacalności; raty trzeba spłacać. Pamiętajmy też, że pośpiech w interesach bywa szkodliwy. Za dom czy mieszkanie (akcje też), na sprzedaż których mamy jedynie miesiąc weźmiemy znacznie mniej niż w przypadku, gdybyśmy mogli sobie pozwolić na dłuższy (powiedzmy, roczny) okres oczekiwania na sprzedaż.
Ryzyko zbywalności (upłynnienia) wiąże się także z ryzykiem utraty kapitału. Może się bowiem zdarzyć, że choć upłynnienie lokaty nie stwarza problemu, to jednak jej wartość po spieniężeniu jest niższa niż oczekiwaliśmy (lub zainwestowaliśmy). Stąd rozważając ryzyko zbywalności, należy brać pod uwagę także inne zagrożenia.

Ryzyko podatkowe

Wprawdzie podatek nie wynosi u nas jeszcze 100 proc. i w przypadku osiągnięcia zysku, zawsze „coś nam po podatku zostanie”, są sytuacje, w których fiskus może nam skutecznie skonsumować większość zysku, lub nawet wszystko. Tak się dzieje w przypadku zysków kapitałowych wchodzących w skład masy spadkowej. Tak się może dziać w przypadku lokat dochodowych, dzięki którym przeniesiemy się do wyższego przedziału podatkowego. Tak się też dzieje wtedy, gdy – wskutek inflacji czy denominacji – możemy po spieniężeniu inwestycji otrzymać mniej niż w nią włożyliśmy. Ryzyko podatkowe to istotny składnik procesu podejmowania decyzji inwestycyjnych.
W przypadku inwestycji zwolnionych z podatku n.p. konta IKE (Indywidualne Konta Emerytalne) zysk nominalny w wysokości 8 proc. może znaczyć więcej niż 9, 7 proc. w przypadku inwestycji, których zyski są opodatkowane. Pamiętajmy zwłaszcza o podatku spadkowym, który jest w Polsce wyjątkowo konfiskacyjny. Opodatkowana może być już masa spadkowa o wartości powyżej ok. 9,5 tys. zł. Podatek jest nieodłącznym składnikiem inwestycji i dlatego powinien być brany pod uwagę przy tworzeniu portfela.
Pamiętajmy też, że maksymalny podatek dochodowy (od dywidend) wynosi w Polsce 40 proc., zaś podatek od zysków kapitałowych „tylko” 19 proc.

Ryzyko ignorancji

Wprawdzie ludzie mądrzy mają się zwykle lepiej niż niemądrzy, bywają w życiu chwile, kiedy lepiej jest nie widzieć. W myśl zasady: „czego oczy nie widzą, serce nie boli.” Osoby o słabych nerwach nie powinny inwestować w instrumenty wymagające nieustannej uwagi. Dla takich inwestorów polecam zasadę: „zapomnij o tych pieniądzach!” To samo odnosi się do osób zapracowanych czy nie zdyscyplinowanych. Powinny tak inwestować, aby czynności związane z obserwacją czy zarządzaniem portfelem wykonywał ktoś inny.
Pamiętajmy jednak, że takie wyręczanie się, czyli ryzyko ignorancji kosztuje. Zanim zdecydujemy się udzielić menadżerowi (maklerowi) plenipotencji na zarządzanie naszymi pieniędzmi, policzmy czy to nam się opłaca.

Uwaga; zanim zdecydujemy się zaufać jakiemuś zawodowemu doradcy, sprawdźmy, czy doradca sam inwestuje i jak mu to idzie. Doświadczenie uczy, że gros doradców – i to zwłaszcza ci najbardziej eksponowani w mediach – bladego pojęcia o przedmiocie swoich porad nie ma. Co gorsza, nie biorą za złe porady odpowiedzialności. Podobnie jak adwokaci, zarabiają bez względu na to, czy ich klient wygrywa, czy przegrywa – zarabia bądź traci.

Dlatego, mimo wszystko warto się uczyć, a przynajmniej wiedzieć tyle, żeby móc ocenić pracę doradców. Eliminujemy w ten sposób jeszcze jedno ryzyko, mianowicie, ryzyko przepłacania opłat i prowizji. Zdarza się bowiem, i to wcale nie rzadko, że gros zysków z lokaty w papiery wartościowe pochłania nasze biuro maklerskie. (Co ciekawe, w stratach jakoś nie partycypują.) Dlatego, zanim zaczniemy lokować nasze, ciężko zarobione pieniądze, pytajmy o koszty i targujmy się. Konkurencja na rynku rośnie, pojawiają się już internetowe biura maklerskie, które stosują minimalne prowizje, bo nie analizują portfela i nie doradzają. Korzystanie z nich wymaga jednak pewnej wiedzy. W trakcie prac nad niniejszym poradnikiem staramy się przekazać najważniejsze jej elementy.

Co ryzykujemy?
Jan M. Fijor
„” 2004-08-31

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. amisz pisze:

    Będzie trochę z innej beczki, ale brakuje na Pana stronie forum, na której ludzie mogliby wymieniać poglądy a Pan odpowiadać na kwestie nie tylko te poruszane w publikacjach.
    Chodzi o zapisy na akcję PKO BP S.A. Czy z perspektywy Pana doświadczenia można zastosować poniższy schemat: nie mając wystarczającej gotówki, pożyczyż 10 000 zł i za pożyczone pieniądze kupić akcje.Chodzi oczywiście o to, iż w danym momencie nie dysponuje wolną kwotą, a myśląc o inwestycji długoterminowo uważam iż warto wziąć kredyt na zakup akcji. Spłata kredytu w ciągu roku. Wiem, że nie powinno się inwestować pożyczonymi pieniędzmi, ale jest to nęcące. Będę wdzięczny za opinię w powyższym temacie.
    Pozdrawiam,

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Forum jest w przygotowaniu. Dziekuje za te uwage. Co do pozyczania na zakup akcji, to pisze w poprzednich odcinkach, ze nie wolno pod zadnym pozorem (chyba ze sie ma jakas super informacje) pozyczac w celu inwestowania. To jest karygodne. Wiecej juz wkrotce, jak pojawi sie forum
    Pozdrawiam
    Jan M. Fijor
    P.S. PKO BP to wg mnie nie jest dorba lokata. Moze na krociutko, ale to juz jest domena spekulantow.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *