RADY DLA INWESTORÓW. NA DOBRY POCZĄTEK (2)

chat-dymki
12

„Kupuj, gdy inni sprzedają, sprzedaj, gdy inni kupują”.

Większość ludzi postępuję dokładnie przeciwnie, widać to chociażby po odwracaniu się inwestorów od firm tradycyjnych, czyli zwykłych (produkcja, przetwórstwo, budownictwo), na rzecz snobistycznego forexu, parabanków i firm pożyczkowych oraz wyrafinowanych start-upów z branży gier komputerowych i aplikacji mobilnych.

Dobra akcja

Chcąc nie chcąc otworzyłem puszkę Pandory, szukając recepty na wybór portfela akcji czy obligacji gwarantujących w miarę „pewny” sukces na rynku papierów wartościowych. Zanim jednak poznamy wyszukane strategie wyboru takiego portfela inwestycyjnego, proponuję oprzeć się na starych, tradycyjnych i sprawdzonych metodach jego doboru.

Akcja to świadectwo własności, to dowód posiadania jakiejś części korporacji (spółki akcyjnej) a konkretniej, cząstka biznesu, który zajmuje się produkcją, wytwarzaniem czegoś potrzebnego, albo świadczeniem poszukiwanych przez nas usług. Kupując akcje danej spółki akcyjnej stajemy się jej współwłaścicielem. Co prawda, będąc właścicielem kilku czy nawet kilku tysięcy akcji nie mamy na nią prawie żadnego wpływu, dobrze jest jednak wiedzieć, czym się spółka zajmuje, czyli co produkuje, z czego żyje i ile zarabia. Pomoże nam to w odczytywaniu trendów cenowych, a z czasem, gdy zostaniemy dużym, poważnym udziałowcem, posłuży – być może – do przejęcia zarządzania firmą i zbudowania w ten sposób fortuny.

Uwaga:

Spółki, które nas interesują nie tylko muszą być akcyjne, ale ponadto muszą być notowane na giełdzie. Giełda to bazar, na którym właściciele spółek wymieniają je na pieniądze, albo właściciele pieniędzy wymieniają je na akcje. No, dobrze, ale spółek notowanych jest na rynku są tysiące, nie jesteśmy w stanie sprawdzić każdej. Zabraknie nam na to czasu. Czy zatem nie weszliśmy w ślepą uliczkę?

Otóż, nie. Starzy inwestorzy okryli sposób na proste i szybkie skomponowanie portfela inwestycyjnego. Opiera się on na spostrzeżeniu, że

firmy, które mają dobry produkt i doświadczenie w jego wytwarzaniu są z reguły dobrą inwestycją.

Dobry produkt to produkt cieszący się wzięciem konsumentów, czyli taki, który zaspokaja ich potrzeby. To równocześnie produkt stosunkowo tani, o odpowiedniej jakości, oraz wyróżniający się od podobnych produktów wytwarzanych przez konkurencję. Bez cienia przesady można rzec, że dobra firma wytwarza produkty dobre, czyli takie, które są: praktyczne, pożyteczne, ładne, wygodne, smaczne, kolorowe, pachnące, poszukiwane, podziwiane, potrzebne – słowem, produkty, które są chętnie kupowane/posiadane. A jeśli tak, można mieć niemal pewność, że produkująca je firma nie tylko nie ma problemów ze sprzedażą swoich wyrobów; nie tylko wie, jak pokonywać konkurencję, jak dotrzeć do konsumenta, ale co dla inwestora najważniejsze, potrafi na swojej działalności zarabiać pieniądze.  Akcje dobrych firm są z reguły dobrą lokatą.

Polubić akcje

Biznesami, które posiadają wyżej wymienione cechy są firmy, które (a) zaspokajają ludzkie potrzeby, (b) mają zyski, (c) wypłacają dywidendę i (d) zwykle się rozwijają.

Po czym taki biznes rozpoznać? Po tym, co produkuje, a konkretnie, po tym, że nam się jego produkt /usługa podoba. Nie tylko nam, naszym znajomym, krewnym też się podoba.  Przykładowo, lecieliśmy na wakacje linią lotniczą SkyFly, nie dość, że bilet na SkyFly był tańszy od biletów konkurencji, to na dodatek zachwycił nas jej serwis; samolot był czysty, wygodny, lot był spokojny, uśmiechnięta stewardessa dbała o nasz komfort, a do tego przylecieliśmy na czas i na bagaż nie czekaliśmy długo. Jeśli taka sytuacja powtórzy się w trakcie lotu powrotnego, a na dodatek, naszą opinię podzielił sąsiad z samolotu i kolega z pracy, który podróżował SkyFly wcześniej – możemy spółkę tę wpisać na listę „kandydatów” inwestycyjnych.

Analogicznie, jesteśmy zadowoleni z nowo zakupionych butów firmy Taba, a jeszcze bardziej, ze sklepu internetowego Zebra, który nam tę transakcję obsługiwał – to mamy  kolejnych kandydatów na listę. Może się na niej znaleźć producent majonezu, lakieru do paznokci, telewizorów, pralek, smartphone, czy sieć supermarketów, z których jesteśmy zadowoleni.

Uwaga:

To, co podoba się nam, zwykle podoba się także wielu innym osobom. Akcje takich firm rosną w cenie, są chętnie kupowane, nie ma problemu z ich zbyciem. Są dobrą inwestycją.

I przeciwnie, jeśli zdarzy nam się, że buty się jednak rozkleją, sklep opóźni kolejną dostawę, ekran w smartphonie się zacina itp. wtedy takie firmy wykreślamy z naszej listy  kandydatów do portfela. Dlaczego? Bo zły serwis, albo marny produkt obniża atrakcyjność akcji.

Akcje amerykańskiego przewoźnika lotniczego, United Airlines, w ciągu zaledwie kilku godzin po tym, jak siłą wyciągnięto z ich samolotu, bogu ducha winnego pasażera, który nie chciał ustąpić miejsca grupie pilotów United udających się do pracy, straciły na wartości niemal 800 mln dolarów.  To tylko początek negatywnych konsekwencji, jakie dotkną nie tylko United Airlines, lecz także – a może nawet: przede wszystkim –  jej akcjonariuszy, czyli posiadaczy akcji spółki United Air Lines, Inc. właściciela United.

Co prawda, w wyniku zmiany kierownictwa linii, po ukazaniu się przeprosin, a zwłaszcza po wypłaceniu przez dyrekcję firmy wielomilionowego odszkodowania ofierze incydentu, United ma szansę wrócić na inwestycyjne salony, jednakże zanim nowi inwestorzy im to zapomną minie trochę czasu i dolarów strat. Ale o tym przy innej okazji.

Kupujemy

Okres kwalifikacji mamy już za sobą. Wpisaliśmy na listę kandydatów 9 spółek. Cztery z nich nam podpadły w trakcie obserwacji. Mamy więc netto 5 „kandydatek”.

Nadchodzi chwila podjęcia decyzji. O wyborze właściwej agencji maklerskiej porozmawiamy później, na razie posłużmy się tanim, automatycznym serwisem oferowanym przez nasz bank. W tym, celu zatelefonujmy do biura obsługi konsumenta, aby dowiedzieć się, jakich formalności wymaga założenie sobie konta maklerskiego.

Przyjmijmy, że na start mamy do dyspozycji 6 tysięcy zł. Możemy się bez tych pieniędzy obyć, a jednak tracić ich nie chcemy. Tym bardziej, że dopiero zaczynamy, a praktyka uczy, że większości transakcji kupna akcji towarzyszy prawie natychmiastowy spadek ich ceny. Dla zminimalizowania skutków takiego spadku, zamiast inwestować jednocześnie całe 6 tys. zł., proponuję nasz kapitał rozłożyć na dłuższy okres czasu. Niech to będzie 12 miesięcy. Oznacza to 500 zł miesięcznie; po 100 zł na każdą ze spółek; 6000 zł rocznie.

Gdybyśmy zainwestowali jednorazowo w akcje 6000 zł, a ich cena spadła „średnio” o 6 proc., wtedy wartość naszego kapitału obniżyłaby się od razu o 360 zł. Inwestując 500 zł w I miesiącu, stracimy jedynie 30 zł, drugą transzę akcji za 500 zł, w drugim miesiącu, kupimy już o 6 proc. taniej, czyli za te nasze 500 zł nabędziemy ich ok. 6 proc. więcej. Załóżmy teraz, że obniżona cena będzie obowiązywać przez 6 miesięcy, później zaś wzrośnie do poziomu z dnia kupna I transzy, będziemy suma summarum „do przodu”, gdyż kupując przez 5 miesięcy o 6 proc. taniej, nabędziemy więcej udziałów (niż gdybyśmy je kupili jednorazowo), dlatego (mimo zerowego wzrostu portfela w stosunku do naszego debiutu) ogólna wartość naszego portfela wzrośnie.

Takie systematyczne inwestowanie bywa niekiedy mniej rentowne, na pewno jednak jest bezpieczniejsze. A o to, początkującemu inwestorowi chodzi najbardziej. W skali jego preferencji, zysk znajduje się za ryzykiem i za perspektywą straty. Uśrednienie inwestycji  jest szczególnie zalecaną techniką inwestowania. Proponuję ją zwłaszcza w odniesieniu do akcji płacących dywidendę. W takim przypadku kwota dywidendy od istniejącego portfela, jest w każdym kwartale reinwestowana.

Innymi słowy, za dywidendę spółki XYZ kupujemy akcje tej spółki, korzystając dodatkowo na fluktuacji ich wartości.

Cdn.

Jan M Fijor

Tekst pochodzi z mojego nowego bloga – zapraszam!

janekbanner36

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Pablo pisze:

    Panie Janku jak Pan opisze działanie Integera na tle tego artykułu
    bo ta spółka jak chciała sie rozwijać to brała pieniażki z nowych emisji papierów ,a jak juz nie chce pieniążków akcjonariuszy to ich ZMUSZA do oddania udziałów i grozi plajtą
    Tylko prosze obiektywnie ,bo zdaje sobie sprawę że może Pan znać Pana B.
    Osobiście bardzo Pana cenię ,a do Pana B. straciłem cały szacunek i jestem ciekawy Pana zdania

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Zgadzam się z panem w całej rozciągłości, a nawet bardziej, ale nie chcę przeklinać na blogu. Uważam pana B. za cwaniaka
    i człowieka niesolidnego, a więc nieprofesjonalistę. Jestem rozgoryczony, bo do tego brak mu dobrych manier, wykorzystuje ludzi
    i ma ich za nic. Przez pierwsze kilka lat go wspierałem, pomagałem, reklamowałem InPost i taka zapłata. wstyd mi jest.

    Ukłony

  3. Adam pisze:

    Panie Janie…a jak sie dostac do akcji (dywident) z amerykanskiego rynku?

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Nie chcę rekomendować żadnej konkretnej firmy. Proponuję brokerage on-line. Wystukaj na google
    online broker USA i zapisz numer telefoniczny (darmowy) zaczynający się na 1-800. Potem przez Skype
    zadzwoń pod ten numer i spytaj, czy możesz założyć konto. Chodzi o to, że nie wszystkie firmy
    zakładają konto bez numeru „social security”. Poza tym każda sprawa jest specyficzna. Jadę za kilka dni do USA
    i dowiem się detali na temat kont maklerskich dla Polaków. Napiszę na blogu.
    Skontaktuj się też z polskim brokerem. Oni też mają połączenia z zagranicą. Z tym, że wtedy prowizja jest wyższa, ale
    można wynegocjować rozsądne warunki.

    Powodzenia!

  5. Adamie,
    Polecam zapoznać się z kwestią opodatkowania amerykańskich dywidend u źródła. Jeśli nie udowodnisz polskiej rezydencji podatkowej, USA mogą odcinać Ci 30% od każdej dywidendy. Dlatego dobrze jest poszukać biura maklerskiego, które byłoby w stanie obsłużyć polski certyfikat rezydencji podatkowej (wtedy odetną chyba 15% co można odpisać od podatku w Polsce). Opodatkowanie ma niebagatelny wpływ na wyniki inwestycyjne w długim terminie. No i nawet jak będziesz przedstawiał certyfikat, weź pod uwagę koszty jego uzyskania.
    To taki rzadko uwzględniany, a istotny, aspekt inwestowania za granicą.

  6. Jan M. Fijor pisze:

    Moim zdaniem to nie jest prawda, ale sprawdzę i napiszę jak jest. Ukłony

  7. Lucjan pisze:

    Witam,
    temat inwestowania jest ciekawy, tym bardziej że zbliżamy się do momentu w którym nastąpi jakieś przesilenie na giełdach światowych.
    Jestem początkującym w temacie, od kilku miesięcy czytam bloga Tradera21 i myślę że czas pomyśleć o założeniu rachunku maklerskiego.
    Chcę inwestować 2000-3000 złotych rocznie. Czy lepiej będzie skorzystać z IKZE lub IKE czy może z racji że żyjemy w „bantustanie” założyć normalny rachunek maklerski?
    Pozdrawiam
    PS: Widzę że blog, ruszył z kopyta. Powodzenia i wytrwałości.

  8. Lucjan,
    Podatki mają bardzo duże znaczenie dla wyników inwestycyjnych, a obecnie najkorzystniejsze podatkowo jest IKZE. Tutaj jednak trwają prace o nieznanych jeszcze wynikach, bo IKZE ma być formą dla PBK więc nie wiadomo co będzie, zatem może pewniejsze jest IKE.
    Co do „bantustanu”, to faktycznie jakieś tam ryzyko jest, ja uważam że nie jest wysokie, m.in. z powodu tego, że w przypadku planowania zmian prawnych można IKE lub IKZE rozwiązać i odzyskać środki. Więc stosunek korzyści do ryzyka jest moim zdaniem korzystny i ja sam mam IKE/IKZE, ale naturalnie mogę się mylić.

  9. Jan M. Fijor pisze:

    Konto emerytalne pozwala obniżyć efektywny podatek przy wpłacie, oraz złagodzić podatek od dochodów kapitałowych. w Polsce brakuje jednak konta, którego wpłaty b yłyby opodatkowane, natomiast wypłaty wraz z aprecjacją wolne od opodatkowani (w USA jest to Roth IRA). Poza tym silna regulacja funduszy inwestycyjnych sprawia, że konkurencja między nimi jest niewielka, skutkiem czego opłaty i koszy utrzymania wysokie. Istnieje też ryzyko, że zadłużone rządy będą zmieniać warunki, a nawet konfiskować salda. Jesteśmy pod względem ochrony majątku obywateli krajem dzikim, o bezwzględnej dyktaturze. Korzystniej jest wywieźć środki zagranicę i tam je spokojnie trzymać. Jak zawsze obowiązuje zdrowy rozsądek i głęboka refleksja przy wyborach powszechnych.

  10. Wypłaty z IKE wraz z aprecjacją teoretycznie są wolne od podatku jeśli się konto utrzyma do wieku emerytalnego. Przypuszczalnie jednak system emerytalny zostanie przeorany w nieodległej przyszłości, co oznacza że w planowaniu trzeba uwzględnić że IKE do tego czasu nie dotrwa. W takim wypadku jest opodatkowane, ale odroczenie podatku i tak jest korzystne.

    Koszty funduszy są faktycznie wysokie (choć trochę to się poprawia, ale bardzo powoli), ale IKE nie musi mieć formy funduszy. Można założyć IKE konto maklerskie i inwestować normalnie w akcje, obligacje czy ETFy.

  11. Jan M. Fijor pisze:

    Proponuję aby tę dyskusję przenieść na http://www.milionerstwo.pl

    pozdrawiam

  12. Witam. Trafiłem na bloga poszukując informacji o Doug’u Casey’u. temar inwestycji jest mi bliski więc może podpowiem. W kwotach do 10tys warto inwestować w USA za pomocą polskich brokerów typu bossa.pl, xtb, cmc. Plusem są konta w pln i wystawianie Pitów przez brokera. Minusem że zazwyczaj kupuje się kontrakty CFD. Polskojęzyczną platformą jest saxobank i daje dostęp do giełdy w USA ale i do giełdy w Toronto gdzie notowane są ulubione spółki Casey’a (będąc na wyjeździe w Tajlandii i Singapurze z Asbiro byliśmy nawet w azjatyckiej siedzibie Saxo) ale konta od 2000 USD i rozliczenie transakcji poprzez doradcę podatkowego bo pitu polskiego nie wystawiają. pozdrowienia dla „spekulantów” i inwestorów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *